Rozważanie Ewangelii według św. Mateusza


Tytuły rozważań


ROZDZIAŁ 12


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28


ŁUSKANIE KŁOSÓW W SZABAT (por. Łk 6,1-5).

Pewnego razu Jezus przechodził w szabat wśród zbóż. Uczniowie Jego, odczuwając głód, zaczęli zrywać kłosy i jeść.1 Gdy to ujrzeli faryzeusze, rzekli Mu: «Oto Twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat».2 A On im odpowiedział: «Nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy był głodny, on i jego towarzysze?3 Jak wszedł do domu Bożego i jadł chleby pokładne, których nie było wolno jeść jemu ani jego towarzyszom, tylko samym kapłanom?4 Albo nie czytaliście w Prawie, że w dzień szabatu kapłani naruszają w świątyni spoczynek szabatu, a są bez winy?5 Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia.6 Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych.7 Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu».8 (Mt 12,1-8)

Ludzie reformujący nie siebie lecz innych

„Pewnego razu Jezus przechodził w szabat wśród zbóż. Uczniowie Jego, odczuwając głód, zaczęli zrywać kłosy i jeść. Gdy to ujrzeli faryzeusze, rzekli Mu: «Oto Twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat».” (Mt 12,1-2) Jezusowi nie przeszkadzało to, że Jego uczniowie zrywają kłosy w szabat i jedzą ziarna z powodu odczuwanego głodu. Inaczej patrzyli na nich faryzeusze, prawdopodobnie dobrze najedzeni. Momentalnie wyrazili swoje krytyczne uwagi pod ich adresem i przede wszystkim pod adresem Jezusa, który im pozwolił czynić to, co – według nich – było zabronione. Faryzeusze widzieli zło zawsze poza sobą, nigdy nie – w sobie. Takich ludzi we wszystkich czasach było bardzo dużo i obecnie jest ich ogromna ilość. Nie zajmują się poprawianiem swojego postępowania, ale za to zreformowaliby cały świat.

Miłosierdzie przed ofiarą

„Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych.” (Mt 12,7) Jezus dał do zrozumienia faryzeuszom, że prawdziwe Boże prawo stawia miłosierdzie przed ofiarami. Ofiary mają sens wtedy, gdy wyrażają miłość do Boga i do bliźnich. Sensowne są także wtedy, gdy służą miłosierdziu, np. przez wspieraniu bliźnich w potrzebie. Taką moralność chciałby Jezus znaleźć u zarozumiałych i krytycznych wobec innych faryzeuszów.

Przepisy mają służyć dobru człowieka i chwale Bożej

„A On im odpowiedział: «Nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy był głodny, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego i jadł chleby pokładne, których nie było wolno jeść jemu ani jego towarzyszom, tylko samym kapłanom? Albo nie czytaliście w Prawie, że w dzień szabatu kapłani naruszają w świątyni spoczynek szabatu, a są bez winy?” (Mt 12,3-5) Jezus, atakującym Jego uczniów i pośrednio Jego samego faryzeuszom wykazuje, że niektóre przepisy mogą być w pewnych okolicznościach naruszane bez zaciągnięcia winy. Są to przepisy, które nie zostały ujęte w dziesięciu przykazaniach Bożych. Dał przykład spożycia chlebów, które mogli jeść tylko kapłani. Dawid i jego towarzysze, którzy zjedli w świątyni chleby pokładne, nie popełnili grzechu, ponieważ głód usprawiedliwiał ich czyn. Innym powodem omijania przepisów bez popełnienia grzechu jest troska o chwałę Bożą. Dlatego kapłani, którzy w świątyni naruszali spoczynek szabatu, byli bez winy. Podając te przykłady Jezus uczy, że przy spełnianiu różnych przepisów trzeba mieć zawsze na uwadze prawdziwe dobro człowieka i chwałę Bożą. Nie można wykonywać różnych rozkazów i poleceń bezdusznie tylko dlatego, że zostały nakazane. Odnosi się to między innymi do wykonywania zbrodniczych rozkazów wojskowych na wojnach i do różnych ustaw, które zmuszają do działań sprzecznych z prawym sumieniem. Jezus, atakującym Jego uczniów i pośrednio Jego samego faryzeuszom wykazuje, że niektóre przepisy mogą być w pewnych okolicznościach naruszane bez zaciągnięcia winy. Są to przepisy, które nie zostały ujęte w dziesięciu przykazaniach Bożych. Dał przykład spożycia chlebów, które mogli jeść tylko kapłani. Dawid i jego towarzysze, którzy zjedli w świątyni chleby pokładne, nie popełnili grzechu, ponieważ głód usprawiedliwiał ich czyn. Innym powodem omijania przepisów bez popełnienia grzechu jest troska o chwałę Bożą. Dlatego kapłani, którzy w świątyni naruszali spoczynek szabatu, byli bez winy. Podając te przykłady Jezus uczy, że przy spełnianiu różnych przepisów trzeba mieć zawsze na uwadze prawdziwe dobro człowieka i chwałę Bożą. Nie można wykonywać różnych rozkazów i poleceń bezdusznie tylko dlatego, że zostały nakazane. Odnosi się to między innymi do wykonywania zbrodniczych rozkazów wojskowych na wojnach i do różnych ustaw, które zmuszają do działań sprzecznych z prawym sumieniem, np. do wykonywania aborcji, asystowania przy niej w sposób czynny lub do przyjęcia szczepionki, której wyprodukowanie jest w jakiś sposób powiązane z aborcją, czyli okupione zamordowaniem nienarodzonego dziecka. Taka produkcja nie przynosi Bogu chwały i nie liczy się z życiem mordowanych nienarodzonych dzieci. zob.

Słowa prowokujące faryzeuszów

„Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia.” (...) Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu”. (Mt 12,6-8) Wypowiadając te słowa, Jezus pobudził faryzeuszów do atakowania Go. Ci ludzie bowiem nie dopuszczali do swojej świadomości, że Jezus zawsze mówi prawdę – nawet wtedy, gdy im się wydawało, że bluźni. Jezus naprawdę jest Kimś większym niż każda zbudowana z kamieni świątynia, naprawdę jest panem szabatu i tylko On podawał prawdziwą interpretację przepisów szabatowych. To On pouczał, jak święcić szabat w taki sposób, w jaki Bóg tego chce.

Miłosierdzie i jego brak

„Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych.” (Mt 12,7) Każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże, dlatego powinien być miłosierny wobec bliźnich tak, jak Bóg jest miłosierny wobec nas. On nie tylko nie potępia niewinnych, ale nawet w istotach grzesznych, jakimi są wszyscy ludzie, szuka dobra, które można ocalić, rozwinąć i użyć do pokonania zła. Jeśli natomiast ktoś nie ma w sobie miłosierdzia, jak faryzeusze, to nie dba o rozwój dobra w drugim człowieku. Przeciwnie, widzie tylko zło – nawet tam, gdzie go nie ma – bo ma w sobie pragnienie oskarżania i potępiania bliźnich. Często ten rodzaj braku miłosierdzia ujawnia się w codziennych obmowach, słowach krytyki lub w oszczerstwach. Uczeń Chrystusa nie powinien naśladować niemiłosiernych faryzeuszów, lecz miłosiernego Boga.


(zob. komentarz do Łk 6,1-5)

UZDROWIENIE W SZABAT

Idąc stamtąd, wszedł do ich synagogi.9 A [był tam] człowiek, który miał uschłą rękę. Zapytali Go, by móc Go oskarżyć: «Czy wolno uzdrawiać w szabat?»10 Lecz On im odpowiedział: «Kto z was jeśli ma jedną owcę, i jeżeli mu ta w dół wpadnie w szabat, nie chwyci i nie wyciągnie jej?11 O ileż ważniejszy jest człowiek niż owca! Tak więc wolno jest w szabat dobrze czynić».12 Wtedy rzekł do owego człowieka: «Wyciągnij rękę!» Wyciągnął, i stała się znów tak zdrowa jak druga.13 Faryzeusze zaś wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.14 (Mt 12,9-14)

Dobro zawsze należy czynić, a zła – unikać

„Idąc stamtąd, wszedł do ich synagogi. A [był tam] człowiek, który miał uschłą rękę. Zapytali Go, by móc Go oskarżyć: «Czy wolno uzdrawiać w szabat?» Lecz On im odpowiedział: «Kto z was jeśli ma jedną owcę, i jeżeli mu ta w dół wpadnie w szabat, nie chwyci i nie wyciągnie jej?»” (Mt 12,9-11) Jezus uczy takiego przestrzegania różnych przepisów, aby nikt na tym nie ucierpiał – nawet owca, która wpadła w szabat w dół. Żadne przepisy nie powinny sprzyjać złu; nie powinny rozwijać obojętności na cierpienie. Tego chciał nauczyć Jezus faryzeuszów, nieczułych na ludzki ból.

Potrzeba poświęcenia Rosji i narodów Jezusowi i Matce Najświętszej

„Idąc stamtąd, wszedł do ich synagogi. A [był tam] człowiek, który miał uschłą rękę. Zapytali Go, by móc Go oskarżyć: «Czy wolno uzdrawiać w szabat?» Lecz On im odpowiedział: «Kto z was jeśli ma jedną owcę, i jeżeli mu ta w dół wpadnie w szabat, nie chwyci i nie wyciągnie jej?»” (Mt 12,9-11) Wrogo nastawieni do Jezusa ludzie pytali Go, czy wolno uzdrawiać w szabat. Zadali Mu to pytanie, aby móc Go oskarżyć. Im nie zależało na nieszczęśliwym chorym człowieku, lecz na dokuczeniu Jezusowi i na oskarżeniu Go o naruszanie szabatu. Los drugiego człowieka był im obojętny. Inaczej myślał Jezus. On chciał uzdrowić człowieka z uschłą ręką i odpowiedział im: „Kto z was jeśli ma jedną owcę, i jeżeli mu ta w dół wpadnie w szabat, nie chwyci i nie wyciągnie jej?” (Mt 12,11) Jezus zadał pytanie, które podsuwało tylko jedną odpowiedź, usprawiedliwiającą zamierzone przez Niego uzdrowienie w szabat człowieka z uschłą ręką.
Dla Boga owcą potrzebującą Jego ratunku jest każdy człowiek, każda rodzina, każdy naród i cały świat. Chce wszystkich ocalić i podsuwa środki. Między innymi w Fatimie przez Maryję przedstawił sposób ocalenia świata przez poświęcenie Jej Niepokalanemu Sercu Rosji. Każdy może się dołączyć do tego poświęcenia Matce Najświętszej, a przez Nią – przede wszystkim Jezusowi Chrystusowi, gdyż Ona nigdy nie działa sama, bez Niego. Zawsze towarzyszy Jej Wszechmocny Syn. Na różne sposoby można dokonać tego poświęcenia.
Oto jedna z takich modlitw zawierzenia Sercu Jezusa i Sercu Maryi siebie, swoich bliskich i narodów (także Rosji):


Wezwani proroctwami Twojego Słowa, o Panie,
wiemy, ufamy i wierzymy, że tryumf Twego Najświętszego Serca
i Niepokalanego Serca Maryi jest już bardzo bliski.

Przychodzimy więc z pokorą poświęcić nas samych, nasze rodziny
i nasz kraj Waszym Dwom Najświętszym Sercom.

Wierzymy, że kiedy poświęcimy Wam nasz kraj,
naród nie wyciągnie miecza przeciw narodowi
i nie będzie już zaprawiania do wojny.

Wierzymy, że kiedy poświęcimy nasz kraj
Waszym Dwom Kochającym Sercom,
cała duma i zarozumiałość ludzka,
wszelka bezbożność i zatwardziałość serca
zostaną starte, a miłość i dobro zastąpi każde zło.

Wierzymy, że Wasze Dwa Najświętsze Serca
nie oprą się naszym wzdychaniom i naszym potrzebom
i w Swym Płomieniu Miłości usłyszą nas,
i przyjdą uzdrowić nasze głębokie rany
i przynieść nam pokój.

O Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Maryi,
tchnijcie w nas iskrę z Waszych Dwóch Serc,
aby rozpalić nasze serca.
Uczyńcie z naszego kraju doskonałe Mieszkanie Waszej Świętości.
Pozostańcie w nas, a my w Was,
abyśmy dzięki Miłości Waszych Dwóch Serc
znaleźli Pokój, Jedność i Nawrócenie.
Amen.


Ta sama modlitwa w innych językach – tutaj

Potrzebujemy uzdrowienia naszych „uschłych” rąk i ust

„Wtedy rzekł do owego człowieka: «Wyciągnij rękę!» Wyciągnął, i stała się znów tak zdrowa jak druga.” (Mt 12,13) Człowiek z uschłą ręką potrafił robić coś tylko jedną ręką, dlatego jego działanie było utrudnione i ograniczone. Jezus go uzdrowił. Każdy z nas i cały świat potrzebuje podobnego uzdrowienia, gdyż pomimo posiadania dwóch sprawnych rąk zachowujemy się w wielu wypadkach tak, jakbyśmy mieli tylko jedną zdrową rękę. Taka niewydolność pojawia się zwłaszcza wtedy, gdy powinniśmy zrobić coś dla chwały Bożej lub okazać pomoc drugiemu człowiekowi. Do takich działań często mamy tylko „jedną” rękę, lub postępujemy tak, jakby obie były niesprawne. Równocześnie potrafimy bardzo skutecznie działać egoistycznie dla samych siebie. Dlatego potrzebujemy uzdrowienia przez Jezusa. Również zawierzenie siebie lub jakiegoś kraju Niepokalanemu Sercu Maryi jest prośbą, by Ona stale pomagała nam czynić nasze ręce tak aktywne jak Jej w pomaganiu bliźnim i w trosce o Jezusa, którym się od poczęcia opiekowała. Jeszcze bardziej niż uzdrowienia naszych „uschłych” rąk potrzebujemy uzdrowienia naszych ust, bo są jakby sparaliżowane, gdy wypadałoby powiedzieć coś o Bogu, naszym Stwórcy i Zbawicielu. Przykładem tego są środki społecznego przekazu – nawet takie, w których pracują wierzący dziennikarze.

Pogański współczesny kult zwierząt

„O ileż ważniejszy jest człowiek niż owca! Tak więc wolno jest w szabat dobrze czynić”. (Mt 12,12) To, co powiedział Jezus, było oczywiste nie tylko dla Niego, ale także dla Jego przeciwników: człowiek naprawdę jest ważniejszy niż owca. Ale czy dzisiaj byłoby to równie oczywiste dla niektórych ludzi? Teoretycznie człowiek jest najważniejszy, tak. Jednak w różnych działaniach i protestach ekologów nieraz stawia się wyżej zwierzęta niż ludzi. W bogatych rodzinach i krajach psy, koty i inne zwierzęta domowe mają się lepiej niż dzieci w biednych rodzinach i biednych krajach: mają lepsze jedzenie, więcej zabawek i lepszą opiekę zdrowotną, a nawet „emeryturę”. W naszej epoce nawet fundamentalne sprawy uległy wykrzywieniu i wypaczeniu! A co gorsza, pewną formę pogaństwa uważa się za wyraz postępu i „humanizacji”. Jednak stawianie zwierząt ponad ludzi, zwłaszcza biednych, jest nawrotem do pogaństwa, gdyż w pogańskich religiach zwierzętom przyznawano boską godność, czyli taką, jakiej człowiek nie posiada. W niektórych rodzinach psy i koty zastępują dzieci i wydaje się na nie więcej pieniędzy, niż byłoby to potrzebne na wychowanie dziecka. Dzisiaj może nie mówi się wprost, że zwierzęta są „bogami”, jednak dla niektórych osób są one ważniejsze od ludzi, czyli są stawiane „zaraz po Bogu”, a często przysłaniają Go i Jego nakazy. Tak się dzieje między innymi wtedy, gdy małżonkowie świadomie rezygnują z dzieci lub z kolejnego dziecka na rzecz zwierzęcia domowego. Wtedy ono staje się przedmiotem miłości należnej dziecku. Dla niego – a nie dla dziecka – robi się zakupy w supermarketach; nie z dzieckiem lecz nim wychodzi się na spacery. Dla ucznia Chrystusa wszystko powinno być na właściwym miejscu: najpierw Bóg, potem ludzie na całym świecie, a więc i dzieci oraz opieka nad nimi, a dopiero po nich – zwierzęta. Oczywiście i one powinny być dobrze traktowane, bo są Bożymi stworzeniami. Dlatego – jak pouczył Jezus – owca, która wpadnie w dół w szabat, powinna być z niego wyciągnięta (por. Mt 12,11).

Uzdrowienie chorego i chęć zabicia Jezusa

„Wtedy rzekł do owego człowieka: «Wyciągnij rękę!» Wyciągnął, i stała się znów tak zdrowa jak druga. Faryzeusze zaś wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.” (Mt 16,13-14) Jezus przywrócił zdrowie choremu, uleczył jego rękę. To nie przeszkodziło faryzeuszom odbyć naradę, żeby Go zgładzić w taki sposób, który miałby pozory sprawiedliwości i był zrealizowany tak, żeby lud się nie obrócił przeciwko nim. Złość faryzeuszów wynikała przede wszystkim z tego, że nie potrafili zarzucić Jezusowi grzechu ani żadnego niewłaściwego działania. Upokarzało ich to, że nie potrafili się przeciwstawić Jego mądrości. Czuli, że to nie oni, lecz On ma rację. Chcieli Go zabić, gdyż nie potrafili znieść obecności Kogoś, kto przewyższał ich mądrością. To raniło ich pychę i to ona skłaniała ich do popełnienia zbrodni.

JEZUS "SŁUGA PAŃSKI"

Faryzeusze zaś wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. 14 Gdy się Jezus dowiedział o tym, oddalił się stamtąd. A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich.15 Lecz im surowo zabronił, żeby Go nie ujawniali.16 Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza:17 Oto mój Sługa; którego wybrałem, Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom.18 Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu.19 Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi.20 W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą.21 (Mt 12,14-21)

Ukrywanie się Jezusa przed wrogami

„Faryzeusze zaś wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. Gdy się Jezus dowiedział o tym, oddalił się stamtąd. A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich. Lecz im surowo zabronił, żeby Go nie ujawniali.” (Mt 12,14-16) Przed faryzeuszami, arcykapłanami i uczonymi w Piśmie musiał się na ziemi ukrywać wybrany przez Ojca Sługa Boży, umiłowany przez Niego Jego Syn – Ten, w którym Ojciec ma odwieczne upodobanie. Ukrywał się przed nieprzyjaciółmi, bo chcieli Go zabić. To ukrywanie się nie wynikało jednak z tchórzostwa, lecz z chęci dokładnego wypełnienia na ziemi wszystkich dzieł, które Mu zlecił Ojciec. Jezus zabronił ujawniania Go przed wrogami, aby uniknąć przedwczesnej śmierci, miał bowiem jeszcze do wypełnienia zadanie dokończenia nauczania i dokonania cudów, które miały być dowodem ja Jego Boskie pochodzenie.

Jezus zabronił, żeby Go nie ujawniali

„Faryzeusze zaś wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. Gdy się Jezus dowiedział o tym, oddalił się stamtąd. A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich. Lecz im surowo zabronił, żeby Go nie ujawniali.” (Mt 12,14-16) Chociaż życie Jezusa było zagrożone i oddalił się z niebezpiecznego dla Niego miejsca, to jednak nie odrzucił od Siebie ludzi szukających Jego pomocy. Wielu „poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich”. Zabronił im robienie rozgłosu wokół Niego, ale trudno przypuszczać, że cudownie uzdrowieni milczeli. Jednak nie znalazł się pośród nich ktoś taki jak Judasz – ktoś, kto by doniósł arcykapłanom i faryzeuszom, gdzie Jezus przebywa. Nikt nie zachował się tak jak ten apostoł, który później dobrowolnie zdradził Jezusa i wskazał nieprzyjaciołom miejsce Jego pobytu, wymarzone przez nich: z daleka od tłumów i okryte mrokami nocy.

Sługa, Służebnica i słudzy Pańscy

„Oto mój Sługa; którego wybrałem, Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie.” (Mt 12,18) „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” (Łk 1,38) Nieraz świętych nazywa się sługami Bożymi. Faktycznie byli sługami Boga, ponieważ wypełniali Jego wolę. W najpełniejszym znaczeniu to określenie odnosi się do Jezusa i do Jego Matki, Maryi, gdyż On i Ona w pełni wypełniali wolę Ojca niebieskiego. W przeciwieństwie do największych świętych ani razu w życiu nie wybrali czegoś, czego On by nie chciał. Maryja, w rozmowie z archaniołem Gabrielem, nazwała siebie Służebnicą Pańską (Łk 1,38), poddaną zupełnie Bogu we wszystkich swoich decyzjach. Przez to była podobna do Jezusa, którego pokarmem było wypełnić wolę Tego, który Go „posłał i wykonać Jego dzieło”. (J 4,34) Na wzór Jezusa i Maryi każdy z nas powinie stać się w pełni sługą Boga, dobrym i wiernym. Jest to możliwe, nawet jeśli nasze życie jest dalekie od tego ideału. Staniemy się w pełni sługami Boga, jeśli poświęcimy się Sercu Jezusa i Maryi – dwom Sercom, które karmiły się wypełnianiem woli Ojca niebieskiego. Dzięki temu poświęceniu uzyskamy Ich pomoc, która stopniowo doprowadzi nas do życia w pełni zgodnego z Bożym upodobaniem i wolą.

Miłą Bogu modlitwę poświęcenia Sercu Jezusa i Maryi można znaleźć – tutaj

Duch napełniający Sługę Pańskiego

„Oto mój Sługa; którego wybrałem, Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom.” (Mt 12,18) Sługą Pańskim jest tylko ten, w kim przebywa Duch Święty. Jezus Chrystus jako Osoba Boska zawsze był i jest zjednoczony w Trójcy Świętej z Ojcem i Duchem Świętym. Zbawiciel udziela nam tego Ducha, abyśmy tak jak On i Maryja mogli stawać się coraz wierniejszymi sługami Boga. Napełniony Duchem Świętym Jezus kierował się w życiu wolą Ojca i głosił Jego prawo narodom. Podobnie dzieje się z człowiekiem, który stał się sługą Boga. Napełnia go Duch Święty i dlatego kieruje się w życiu wolą Ojca i głosi Jego prawo narodom. Słowo Boże głosicieli napełnionych Duchem Bożym posiada moc przekształcania serc i odnawiania całych narodów. Tylko dzięki temu słowu i działaniu Ducha Świętego może dokonać się upragniona odnowa świata, do którego miłość powróci jako miłość prawdziwa, zdolna wyplenić wrogość, nienawiść i każdą formę egoizmu. Jezus napełni Duchem Świętym każdego, kto odda siebie Jego Najświętszemu Sercu i Niepokalanemu Sercu Jego Matki, która jest do Niego najbardziej podobna.

Miłą Bogu modlitwę poświęcenia Sercu Jezusa i Maryi można znaleźć – tutaj

Działający Duch Święty

„Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom.” (Mt 12,18) Duch Święty spoczywał na Jezusie, wcielonym Synu Bożym, od chwili przyjęcia przez Niego ludzkiej natury w niepokalanym łonie Maryi. Odtąd Syn Boży w Trójcy Przenajświętszej nadal był zjednoczony z Duchem Świętym – tak jak przed Wcieleniem – ale ponadto obecność tego Ducha ujawniała się w Jego ludzkiej naturze. Ten Święty Duch spoczywał na Jezusie, napełniał Go, działał wraz z Nim. Podobnie napełniał także Maryję, Matkę Jezusa. Spoczywał na Niej od pierwszej chwili Jej zaistnienia w łonie swojej matki, Elżbiety, w którym została poczęta jako Niepokalana, czyli wolna od grzechu pierworodnego. Ten sam Duch został obiecany uczniom Jezusa. Zstąpił na nich w dniu Pięćdziesiątnicy i obdarzył Swoimi wspaniałymi darami. Zamienił ich, ludzi zastraszonych po śmierci Zbawiciela, w odważnych głosicieli Jego Imienia. Na tym jednak przychodzenie Ducha Świętego nie zakończyło się. Zstępuje On nadal w sakramencie chrztu i bierzmowania. Przychodzi, aby rozbudzać i umacniać wiarę. Wstępuje w ludzkie serca, aby rozpalić w nich Bożą miłość, potężną, stałą, obejmującą nawet nieprzyjaciół. Zbliża się do człowieka, aby wydobyć go z rozpaczy, wskrzeszając nadzieję. Cały świat ciągle potrzebuje Jego nowego potężnego zstąpienia, aby z wroga zamienić się w sługę Boga. Duch Święty nieustannie rozbudza tęsknotę za Bogiem. „A Duch i Oblubienica mówią: Przyjdź! A kto słyszy, niech powie: Przyjdź! I kto odczuwa pragnienie, niech przyjdzie, kto chce, niech wody życia darmo zaczerpnie.” (Ap 22,17) „Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,20)

Jezus ratunkiem dla narodów

„W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą. (Mt12,21) Zwłaszcza w chwilach wyjątkowo trudnych odczuwamy potrzebę znalezienia kogoś, kto potrafiłby na pomóc. Na szczęście istnieje taka Istota. To Bóg – Ojciec, Syn i Duch Święty. Abyśmy mogli wyjątkowo odczuć Jego bliskość i pomoc, Ojciec posłał nam Swojego Syna, aby stał się jednym z nas – człowiekiem. On jest zapowiedzianym przez Izajasza Sługą Pańskim: „Oto mój Sługa; którego wybrałem, Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom. Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą.” (Mt 12,18-21; por Iz 42,1-4) Do tego Sługi Pańskiego, Jezusa Chrystusa, Ojciec przyciąga ludzi i narody, bo chce, aby wszyscy porzucili swoje bożki i w Nim złożyli całą swoją nadzieję. Jeśli tak uczynią, nie doznają zawodu, bo „kto zaufał Panu, nie poniesie szkody”. (Syr 32,24)

Jezus godny pełnego zaufania Mu

„W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą. (Mt12,21) Dzięki pomocy Bożej człowiek ma szansę pozbyć się złudnych zabezpieczeń i szukać prawdziwych. Złożenie ufności w Jezusie Chrystusie, Synu Bożym godnym zaufania, uwalnia nas od wierzenia różnym oszustom, do których należy przede wszystkim szatan i jego wspólnicy. Największym oszustwem jest jego pozorna pomoc. On bowiem jawi się jako ktoś bardzo tolerancyjny, pozwalający nam bez przeszkód i konsekwencji robić, co nam się podoba. Przedstawia się jako przyjaciel i gwarant naszego szczęścia, swobody i wolności. Ukrywa jednak fakt, że – obiecując szybkie osiągnięcie różnych przejściowych ziemskich przyjemności – dąży do pozbawienia nas szczęścia wiecznego po śmierci. Inaczej udziela nam pomocy Jezus. Jeśli można uniknąć cierpienia na ziemi, to pomaga go uniknąć. Kiedy jednak szukanie przyjemności i brak odpowiedzialności może zagrozić zbawieniu, to dopuszcza cierpienie – leczące, pomagające osiągnąć zbawienie wieczne. On nigdy nas nie zwodzi, nie oszukuje, dlatego można w Nim pokładać nadzieję. On jest godzien tego, by w Jego imieniu wszystkie narody złożyły nadzieję i ofiarowały się Jego Najświętszemu Sercu.

Miłą Bogu modlitwę poświęcenia Sercu Jezusa i Maryi można znaleźć – tutaj

Łagodny Sługa Boży, budujący ład miłości

„Oto mój Sługa; którego wybrałem, Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom. Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą.” (Mt 12,18-21) Jezus Chrystus, Syn Boży Wcielony, pokorny Sługa Boży nie był podobny w swoim działaniu do różnych wywrotowców i rewolucjonistów, którzy pojawili się w historii. Oni bowiem zazwyczaj wprowadzali swoje reformy przemocą, przy rozlewie krwi. Robili wiele zgiełku i hałasu wokół siebie. Ich głos się rozchodził na ulicach i placach miast, na których przemawiali i nawoływali do walki. Jeśli odnosili zwycięstwo, to wprowadzony przez nich ład trwał przez jakiś czas – dłużej lub krócej – ale potem kończył się. Jezus Chrystus, pokorny Sługa Boży, działa inaczej. Chociaż jest największym „Reformatorem” dusz, świata a nawet prawa i kultury, to działa inaczej niż rewolucjoniści, o których mówi historia. Napełniony Duchem, wprowadza Boże prawo w narodach, jednak nie towarzyszą temu kłótnie, spory ani krzyki, przemówienia na placach, pełne pustych obietnic, wzywające do walki i przelewu krwi. Jezus, Pan i Król Wszechświata, działa łagodnie. Trzciny zgniecionej nie łamie ani knota tlejącego nie dogasza. Przeciwnie, każdą nadłamaną roślinę pielęgnuje, a gasnący knot rozpala na nowo. W taki łagodny sposób wprowadza On prawo miłości, obowiązujące w Jego królestwie.

Jezus, Sługa Pański, ratujący słabych i grzesznych

„Oto mój Sługa; którego wybrałem, Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom. Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą.” (Mt 12,18-21) Dla potężnych tego świata ludzie słabi są jak niepotrzebna rozdeptana trzcina, którą trzeba złamać i zniszczyć do reszty, lub jak ledwo tlący się knot, który trzeba zgasić zupełnie. Tak się traktuje między innymi ludzi chorych, starców i nienarodzone niemowlęta. Tych pierwszych uśmierca się przez szerzącą się eutanazję, natomiast nienarodzone dzieci morduje się bezkarnie w łonach matek, jeszcze przed narodzeniem. Dla Jezusa, naszego Pana, każdy człowiek posiada swoją wartość – czy to przed narodzeniu, czy po nim, czy to w wieku młodym lub w kwiecie życia. On nie chce nikogo pozbawić życia. On chce wszystkich zbawić, czyli napełnić życiem wiecznym. „Zgniecioną trzciną lub „tlejącym się knotem” jest dla Zbawiciela także każdy grzesznik, którego On chce ocalić. Podnosi go więc na duchu, przebacza mu grzechy, zachęca do poprawy. Ocala każdą odrobinę dobra, która tli się jeszcze nawet w najgorszym w człowieku, nie „dogasza” jej ani nie „łamie”.

Stawać się coraz wierniejszymi sługami Boga

„Oto mój Sługa; którego wybrałem, Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom.” (Mt 12,18) Jezus Chrystus, Sługa Pański, jest dla nas przykładem do naśladowania. Naśladowała Go Maryja, Służebnica Pańska, i każdy z nas powinien to czynić, bo jest kimś umiłowanym przez Boga, naszego Ojca i Stworzyciela. On nas kocha, ufa nam, powierza różne dzieła do wykonania. Ma w nas upodobanie, a do nas należy tak postępować, aby miał upodobanie również w naszych czynach. Znajdzie w nich upodobanie, gdy będą oparte na Jego prawie miłości, pokory, dobroci, współczucia i wszelkiego innego dobra. Będą Mu się podobać, jeśli będziemy narody uczyć Jego prawa. Mamy stawać się prawdziwymi sługami – nie tylko z nazwy – a wówczas znajdzie w naszych czynach upodobanie.

Służba prowadząca nas do wiecznego szczęścia.

„Oto mój Sługa; którego wybrałem, Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie.” (Mt 12,18) To, że powinniśmy się na wzór Jezusa i Maryi zachowywać jak słudzy Pańscy, może wywoływać różne odczucia. Mogą budzić różne obawy takie określenia jak: „służyć Bogu”, „służba Boża”, stać się „sługą Bożym” itp. Służenie może się kojarzyć z niewolnictwem i budzić różne opory w epoce pretendującej „w demokracji”. Faktycznie, służba może nieraz być czymś poniżającym. Taka jest gdy się służy złu i różnym zbrodniarzom, zmuszającym do popełniania oszustw, nieuczciwości i zbrodni. Najgorsze jest służenie szatanowi i jego sługom, bo taka służba prowadzi do wiecznego zatracenia: do piekła. Inaczej wygląda służenie Bogu, który jest Miłością. Kto Jemu służy, służy wyłącznie dobru – dobru innych ludzi i dobru swojemu. Bóg nie jest dręczącym swoje stworzenia tyranem, lecz najlepszym i najczulszym Ojcem. Kiedy zatem Jemu służymy, wypełniając Jego wolę, przyczyniamy się do pomnażania dobra, radości i szczęścia. Bóg, któremu służymy, domaga się od nas tylko tego, co nam przynosi najwyższą korzyść, dlatego chce, abyśmy byli Jego wiernymi sługami. Stając się nimi, dążymy bez cienia egoizmu do swojego pełnego szczęścia. Osiągniemy je nawet wtedy – a może nawet głównie wtedy – gdy w porywie służenia Bogu i bliźnim o nim nie myślimy. Przez swoją służbę uszczęśliwiamy również Boga, ponieważ dajemy Mu okazję obdarowywania nas samych w sposób nieograniczony naszym egoizmem. A w tym hojnym i nieskrępowanym przez naszą wolę obdarowywaniu On, Miłość, znajduje Swoją Boską radość.

Zwycięski sąd Jezusa Chrystusa nad władcą tego świata.

„Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą.” (Mt 12,18-21) Zbawiciel nie przyszedł karać grzeszników, podobnych do zgniecionej trzciny lub do tlejącego knota. Przyszedł ich zbawić drogą skruchy, przebaczenia, naprawiania zła, zadośćuczynienia i stałego nawracania się. Jednak ten Sługa Pański dokona też sądu – i to „zwycięsko sąd przeprowadzi”. Pierwszym osądzonym został szatan, jak o tym pouczył sam Jezus: „władca tego świata został osądzony”. (J 16,12; por. J 12,31) Został osądzony, bo nie ma w nim nawrócenia i nigdy go nie będzie. Nad szatanem i mieszkańcami piekła już zapadł sąd, bo oni nigdy się nie nawrócą. W przeciwieństwie do nich ziemscy grzesznicy mają jeszcze szansę uniknąć sądu potępiającego, gdyż mogą się jeszcze nawrócić i otrzymać łaskę Bożego przebaczenia. Ratunkiem dla nich jest uznanie ze skruchą swoich grzechów, wyznanie ich i proszenie Boga o przebaczenie.

(Więcej o sądzie Bożym i jego konsekwencjach tutaj)

Sąd z miłości lub nienawiści do Światła

„Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą.” (Mt 12,18-21) Łagodny i miłosierny Jezus Chrystus, który trzciny zgniecionej nie łamie ani knota tlejącego nie gasi, przeprowadza jednak zwycięsko sąd. Ten sąd dokonał się już nad szatanem: „władca tego świata, został osądzony” (J 16,12; por. J 12,31), a nad ludzkością ciągle się jeszcze dokonuje. Jest to sąd, o którym Jezus kiedyś powiedział nocą Nikodemowi: „A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.” J 3,19-21) Ciągle trwa sąd, podczas którego wszyscy ludzie na ziemi – przez swoje dobre lub złe uczynki – formują w sobie miłość lub nienawiść do Chrystusa, Światła. Ci, których uczynki są dobre – bo dokonane w Bogu – dojdą do Niego, Wiekuistego Światła; ci natomiast, których uczynki są złe, po śmierci znienawidzą tę Światłość na zawsze Ją utracą w wiecznych ciemnościach piekła – tam, gdzie Piękno Boga-Światłości nie jaśnieje dla potępionych.

(Więcej o sądzie Bożym i jego konsekwencjach tutaj)

Sąd trwający bez przerwy

„Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi.” (J 3,20) Przyjście na świat Jezusa Chrystusa, Światłości prawdziwej, rozpoczęło sąd, o którym On sam powiedział Nikodemowi: „A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.” (J 3,19-21) Sąd, o którym mówi Jezus, polega na reakcji człowieka na Niego i na to, co od Niego pochodzi: na dobro i prawdę. Po śmierci ten sąd zamieni się w wieczną miłość lub nienawiść do Boga i spowoduje wieczne zbawienie lub potępienie. Każdy człowiek w swoim życiu spotyka się z jakąś formą światła Bożego, z dobrem, z prawdą. Każdy też jakoś reaguje na to, z czym się zetknął: przyjmuje to lub odrzuca. Ludzie poddani Duchowi Świętemu miłują dobro i prawdę, przyjmują ją i na tym co „naprawdę” jest dobre budują swoje życie. Ulegając światłu Ducha Świętego, przyjmują Jezusa Chrystusa, gdy tylko Go rozpoznają; postępują według Jego Ewangelii. Jeśli natomiast uczynią coś niezgodnego z Jego nauczaniem, żałują za to, szukają Jego przebaczenia i usiłują nie grzeszyć więcej. Inaczej zachowują się ci, którzy wewnętrznie sprzeciwiają się Duchowi Świętemu. Ci nie idą do Jezusa, bo Go nienawidzą. W nienawiści mają także Jego naukę, gdyż uważają ją za ograniczenie swojej wolności. Ten stale trwający sąd dokonuje się bardzo dyskretnie, dlatego wielu nie wie, że w nim bez przerwy uczestniczy. Jezus-Sędzia-Światłość przeprowadza swój zwycięski sąd, nie łamiąc zgniecionej trzciny ani nie dogasając tlejącego knota (por. Mt 12,18-21). Ten dokonujący się stale sąd zakończy się zbawieniem lub potępieniem. Osiągną życie wieczne w Bogu ci, którzy pokazali swoim życiem, że miłują Światłość, dobro, prawdę. Po śmierci ten trwający na ziemi sąd skończy się potępieniem dla tych, którzy znienawidzili Światłość, odeszli od niej, bo ich uczynki były złe.

(Więcej o sądzie Bożym i jego konsekwencjach tutaj)

Ukrzyżowany Jezus przyciągnie narody do Siebie

„Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą.” (Mt 12,20-21) Narody będą pokładać nadzieję w Imieniu Jezusa Chrystusa, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, który żyje i króluje na wieki wieków. Przez wieki Ewangelia i inne łaski wysłużone przez Zbawiciela na krzyżu przyciągają serca ludzkie do Niego, tak jak to zapowiedział: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie.” (J 12,32)

(Więcej zbawczej śmierci Jezusa Chrystusa na krzyżu tutaj)

Jedyny Król Wszechświata – Jezus i Jego kochająca Matka, Królowa Niebios

„W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą.” (Mt 12,21) Narody będą pokładać nadzieję nie w martwym Chrystusie, którego ciało po śmierci krzyżowej rozpada się w grobie, lecz w żyjącym na wieki – Zmartwychwstałym. Będą pokładać nadzieję i znajdować życie w żyjącym Panu, który pokonał śmierć i szatana, aby ten nie mógł z ziemi uczynić przedsionek wiecznego piekła – przedsionek swojego mrocznego królestwa. Jezus, Syn Boży spowodował, że „władca tego świata” został osądzony i precz wyrzucony (J 16,12; por. J 12,31). Nadejdzie czas, kiedy narody należące do królestwa Bożego nie będą się więcej kłaniać szatanowi, lecz będą oddawać cześć Jezusowi Chrystusowi, Królowi Wszechświata, i Jego kochającej Matce, potężnej Królowej niebios i Pani aniołów. Narody ufność będą pokładać w Jezusie, potężnym Królu Wszechświata, który trzciny „zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi.” (J 3,20) Przy tym Królu straci swoje panowanie nie król, lecz „władca tego świata”, diabeł, który łamie nie tylko zgniecioną trzcinę, lecz nawet zupełnie zdrową; i gasi nie tylko tlejące się knoty, lecz nawet te, które płoną żywym płomieniem i dobrze oświetlają wszystko. Nastanie dzień, kiedy ten złośliwy „władca tego świata” straci swoją moc „łamania” i „dogaszania” dobra i prawdy. Stanie się to dzięki zwycięstwu Jezusa zmartwychwstałego, Pana, w którym wreszcie a narody „nadzieję pokładać będą” (Mt 12,21) i poświęcą się Jemu i Jego kochającej Matce. Jeśli ktoś chce przyśpieszyć ten zwycięski dzień i w pełni należeć do Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata, i Jego kochającej Matki, potężnej Królowej niebios i Pani aniołów, powinien często poświęcać Ich kochającym Sercom siebie, bliskich i narody i żyć według ich przykładu.

Miłą Bogu modlitwę poświęcenia Sercu Jezusa i Maryi można znaleźć – tutaj

„Władca tego świata” przeszkadza, by Król Wszechświata panował nad ziemią

„W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą.” (Mt 12,21) Szatan chce przeszkodzić, by narody ufały nie jemu, lecz Jezusowi Chrystusowi, Panu Wszechświata. Wciąż w swej pysze pokazuje, że – pomimo tego, co powiedział Jezus – nadal pozostał „władcą tego świata”. Chce wykazać, że nie jest prawdą to, co Jezus powiedział o nim – że już został osądzony i precz wyrzucony (J 16,12; por. J 12,31). Po części mu się to udaje, gdyż pomimo nieodwołalnego sądu nad nim, jeszcze może działać na tym świecie. Jego działalność została skrępowana jakby „wielkim łańcuchem”(por. Ap 20,1-3), czyli przez łaskę wysłużoną przez Chrystusa na krzyżu, przez gorliwą działalność Kościoła, przez ducha pobożności ludu Bożego, przez każde czynione dobro. Jednak człowiek jest istotą wolną i nie czyni tylko dobra. Potrafi dalej grzeszyć i rzeczywiście grzeszy. Przez popełniane zło ciągle przyciąga Zło, czyli diabła, szatana. Swoimi grzechami jakby zdejmuje z niego krępujące go „łańcuchy” i wyciąga go „z Czeluści”, zaprasza do ponownego działania na tym świecie i pozwalał mu dalej zwodzić ludzkość. Popełnianymi grzechami, okrutnymi zbrodniami, zwłaszcza na nienarodzonych dzieciach, świat przyzywa szatana, uwalnia go „z czeluści” na jakiś krótki czas. (Ap 20,3) Przyciąganą przez grzechy moc szatana można ciągle ograniczać na świecie przez poświęcanie siebie, bliskich oraz narodów Najświętszemu Sercu Jezusa Chrystusa i Niepokalanemu Sercu Jego Matki, Maryi.

Miłą Bogu modlitwę poświęcenia Sercu Jezusa i Maryi można znaleźć – tutaj

ZŁOŚLIWE ZARZUTY WOBEC CHRYSTUSA UZDRAWIAJĄCEGO OPĘTANEGO

Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i widzieć.22 A wszystkie tłumy pełne były podziwu i mówiły: «Czyż nie jest to Syn Dawida?»23 Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: «On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy».24 Jezus, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi.25 Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam ze sobą jest skłócony, jakże się więc ostoi jego królestwo?26 I jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami.27 Lecz jeśli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże.28 Albo jak może ktoś wejść do domu mocarza, i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże? I dopiero wtedy dom Jego ograbi.29 Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.30 (Mt 12,22-30)

Ograniczanie mocy złego ducha przez Jezusa

„Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i widzieć.” (Mt 12,22) Wypędzanie przez Jezusa złych duchów z opętanych pokazuje, że moc szatana ulega osłabieniu. Zbawiciel ukazał to swoim działaniem, a potem wyjaśnił słowami. On jest tym, który mocą Ducha Bożego wyrzuca złe duchy i buduje królestwo Boże; jest potężnym Zbawicielem, który wszedł do „domu mocarza”, aby go związać i pozbawić wszystkiego, co posiada na ziemi (por. Mt 12,28-29).

Niewidomi i niemi, którzy potrzebują uzdrowienia przez Chrystusa

„Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i widzieć.” (Mt 12,22) W ewangeliach wyraźnie odróżnia się chorych i opętanych. Jest tam mowa o niewidomych i o niemych, głuchych, sparaliżowanych bez nazywania ich opętanymi. W tym wypadku jednak św. Mateusz Ewangelista wyraźnie mówi o opętanym, „który był niewidomy i niemy”. Ten rodzaj opętania pokazuje, jak dokuczliwe dla człowieka może być działanie złych duchów, które mogą pozbawić człowieka wzroku lub zdolności mówienia. Często jednak ich działanie ujawnia się tylko duchowo w zaślepianiu człowieka i doprowadzania go do milczenia wtedy, gdy powinien mówić. Duchowe zaślepienie objawia się między innymi w braku dostrzegania różnicy między dobrem lub złem, w nazywaniu zła dobrem, a dobra – złem. Pod wpływem różnych ideologii całe masy ulegają dzisiaj takiemu zaślepieniu, zwłaszcza w poglądach na rodzinę, na zadania powierzone mężczyźnie i kobiecie przez Boga, na wartość życia ludzkiego od poczęcia aż do śmierci itp. Są też ludzie doprowadzeni do „niemoty” przez złego ducha. Ci milczą wobec zła rujnującego świat, młodzież i dzieci i odzywają się tylko po to, by pochwalić tych, którzy czynią zło. O nich św. Paweł powiedział: „Oni to, mimo że dobrze znają wyrok Boży, iż ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci, nie tylko je popełniają, ale nadto chwalą tych, którzy to czynią.” (Rz 1,32) Pomyślmy o dzisiejszym świecie, w którym pochwala się publicznie, a nawet prawnie uznaje za dobo różne rodzaje grzechów przeciw czystości i życiu i zachęca się do ich popełniania także młodzież i dzieci. Nawet duchowni nieraz nie potrafią jasno powiedzieć, co jest grzechem, a co – dobrem. Dzisiaj świat potrzebuje potężnej ingerencji Syna Bożego, aby uwolnił go od złego ducha, któremu ciągle się dobrowolnie poddaje.

Reakcja faryzeuszy na głosy tłumu

„A wszystkie tłumy pełne były podziwu i mówiły: «Czyż nie jest to Syn Dawida?» Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: «On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy».” (Mt 12, 23-24) Do wściekłości doprowadziło faryzeuszy to, że pełne podziwu tłumy uznały Jezusa za Syna Dawida, Mesjasza. Od razu zareagowali, aby wykazać im, że się mylą. Usiłowali im wytłumaczyć, że On nie jest Synem Dawida, lecz „poddanym” Belzebuba, opętanym przez niego. W swojej zawziętości nic dobrego o Jezusie nie chcieli albo nawet może już nie potrafili powiedzieć, natomiast bezsensowne i złe słowa o Nim wypowiadali z łatwością.

Dwie przeciwstawne opinie o Jezusie

„Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i widzieć. A wszystkie tłumy pełne były podziwu i mówiły: «Czyż nie jest to Syn Dawida?» Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: «On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy».” (Mt 12, 22-24) Jezus pouczył nas, że „z obfitości serca usta mówią”. (Mt 12,34) Ujawniło się to między innymi po uzdrowieniu opętanego, którego dokonał Jezus. Po tym wydarzeniu wiele ust przemówiło i ujawniło się, co skrywało się w sercach. Zostały wypowiedziane dwie różne opinie o Jezusie. Pełne podziwy tłumy, widząc Jego potęgę skierowaną przeciwko złu, wypowiedziały to, co kryło się w ich sercach: „Czyż nie jest to Syn Dawida?” (Mt 12,23), czyli zapowiedziany przez proroków Mesjasz. Te słowa wypowiedzieli ci, których serca były napełnione obficie prawdą i światłem Ducha Świętego. Coś innego wypowiedziały usta faryzeuszy, których serca nie Duch Święty napełniał, lecz zazdrość, pycha i inne wady, a przede wszystkim – nienawiść do Jezusa. Ich obficie złem napełnione serca podsuwały ustom słowa: „On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy”. (Mt 12,24)

Zaćmienie umysłów przez pychę i nienawiść do Jezusa

„Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: «On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy»” (Mt 12,24) Jakieś silne pożądanie, pragnienie czegoś często powoduje wykrzywienie ludzkiego poznania, które staje na usługach tego pragnienia, tracąc obiektywizm poznawczy. Tak się stało z faryzeuszami. Niechęć do Chrystusa, pragnienie pojmania Go i zabicia doprowadziły ich umysły do otępienia. Utracili zdolność obiektywnego poznania tego, co miało jakikolwiek związek z Jezusem, z Jego działaniem i nauczaniem. Faryzeusze widzieli potężne działanie Jezusa, skierowane przeciw złu, a jednak uznali, że On posługuje się mocą otrzymaną od władcy złych duchów. Mówili: „On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy” (Mt 12,24). Nie dopuszczali do siebie myśli, że w Zbawicielu działa moc pochodząca z Wysoka, bo gdyby to uznali, to musieliby przyjąć Jego nauczanie i posłannictwo i stać się Jego uczniami. Na to jednak nie pozwalała im ich pycha.

Odrzucanie Boga i Jego porządku prowadzi do głupoty

„A wszystkie tłumy pełne były podziwu i mówiły: «Czyż nie jest to Syn Dawida?» Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: «On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy»” (Mt 12,23-24). Zaburzenie prawidłowego poznania – które widać u faryzeuszów – zostało wywołane przez silne uczucia, pożądanie czegoś. Jednak podobne zaburzenie nie powstaje pod wpływem wszystkich uczuć, bo przecież lud, widzący uzdrowienie opętanego przez Jezusa, też był ogarnięty silnymi emocjami, a mimo to poznawał prawidłowo i słusznie pytał: «Czyż nie jest to Syn Dawida?» Można powiedzieć, że przyćmiewają prawidłowe poznanie te uczucia, które rodzą się po odrzuceniu Boga i Jego porządku, Jego prawa. Człowiek świadomie odrzucający Boga i Jego przykazania pragnie czegoś, czego On nie chce. I tak właśnie było z faryzeuszami: ich silne pragnienia były niezgodne z wolą Bożą. Bóg przecież nie chciał, żeby pozbawiali przed ludem autorytetu Jego Syna; nie chciał, aby Go znieważali, ośmieszali, kompromitowali. Nie chciał, aby Go pojmali i skazali na śmierć. Oni jednak tego chcieli – i to bardzo! To właśnie doprowadziło ich do zaślepienia i mówienia rzeczy bezsensownych. Podobnie dzieje się z ludźmi, którzy bardzo pragną wprowadzić wszędzie ład niezgodny z prawem Bożym. Wtedy zaczynają mówić rzeczy tak bezsensowne i głupie, że w ludziach o zdrowym rozsądku rodzi się pytanie, jak można do tego stopnia popaść w głupotę i w dodatku uważać ją za mądrość, postęp, nowoczesność. A, niestety, tak się dzieje nawet u ludzi wykształconych, którzy utracili bojaźń Bożą, która jest „początkiem mądrości”. (Ps 111,10) „Podając się za mądrych stali się głupimi. I zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów” (Rz 1,22-23) lub na swoje rzekomo mądre plany, pomysły i ideologie.

Brak jedności osłabia i prowadzi do ruiny

„Jezus, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi. Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam ze sobą jest skłócony, jakże się więc ostoi jego królestwo?” (Mt 12,25-26) Brak jedności zawsze osłabia. Jezus zwrócił uwagę na to, że nawet królestwo szatana osłabiłoby się i rozpadło wskutek braku jedności i współdziałania. Wielu jednak, niestety, nie dostrzega roli jedności w życiu społecznym i politycznym. Nie dostrzega się też ogromnego zła, jakim jest brak jedności Kościoła. Jest on bardzo osłabiony przez swoje rozbicie. Ostatnia wojna w Ukrainie pokazała, jak brak wzajemnej miłości między kościołami spowodował, że niektórzy duchowni nie sprzeciwili się wojnie, nie stanęli w obronie innego bratniego Kościoła, nie przedstawili jego godności i wartości w Bożych oczach. A może nawet do wojny by nie doszło, gdyby między wszystkimi kościołami panowała autentyczna miłość wzajemna; gdyby w nich była głoszona tylko Ewangelia i godność każdego człowieka stworzonego przez Boga; gdyby słowa Bożego nie zastępowano jakimiś ideologiami i ludzkimi naukami?

(O jedności Kościoła i jej braku zob. tutaj)

Brak jedności wewnętrznej

„Jezus, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi. Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam ze sobą jest skłócony, jakże się więc ostoi jego królestwo?” (Mt 12,25-26) Nieraz istnieje tylko pozorna jedność, podczas gdy – jak mówi Jezus – trwa wewnętrzne skłócenie miast i domów. Takie skłócenie dotyka państw, miast, rodzin a także Kościoła. Wewnętrzne skłócenie często ukrywa się za fasadą zwartości i jedności. W Kościele brak wewnętrznej jedności ujawnia się nieraz w jakiejś jednej parafii lub w kościołach należących do jednej grupy wyznaniowej. Takie „wewnętrzne skłócenie” istnieje w samym kościele katolickim i wywoływane jest przez ludzi bez miłości, którzy za to mają wielkie ambicje, by wszystko krytykować i poprawiać według swoich „jedynie słusznych” poglądów.

(O jedności Kościoła i jej braku zob. tutaj)

Spustoszenie i upadek wywoływany przez wewnętrzne skłócenie

„Jezus, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi. Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam ze sobą jest skłócony, jakże się więc ostoi jego królestwo?” (Mt 12,25-26) Jezus podkreśla wartość jedności nie sztucznej, zewnętrznej, na pokaz, lecz – wewnętrznej. Jej brak powoduje „spustoszenie” i prowadzi do upadku. Rozbite wewnętrznie państwa, organizacje, wspólnoty może przez jakiś czas trwają i nawet stwarzają pozory siły, jednak na dalszą metę „nie ostoją się”. To, co Jezus mówi o skłóconych wewnętrznie królestwach, odnosi się też do małżeństw i rodzin. Jeśli zaniknie w nich miłość, która jest fundamentem jedności, pojawi się skłócenie i „spustoszenie”. Tym spustoszeniem będzie chłód we wzajemnych stosunkach, brak pokoju i ciepła rodzinnego, tak potrzebnego wszystkim, a zwłaszcza dzieciom. To „spustoszenie” może doprowadzić do całkowitego rozpadu małżeństwa i rodziny. Jezus jest Tym, który może odbudować jedność wewnętrzną tam, gdzie pojawiło się wewnętrzne skłócenie. Jeśli rodzina na nowo przyjdzie do Zbawiciela, zostanie przez Niego odbudowana jako prawdziwa wspólnota, zbudowana na wzajemnej miłości. On usunie wewnętrzne skłócenia i odbuduje jedność wewnętrzną.

(O rozwiązywaniu konfliktów, między innymi w rodzinie, zob. tutaj)

Bóg jest jednością Trzech Boskich Osób

„Jezus, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi. Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam ze sobą jest skłócony, jakże się więc ostoi jego królestwo?” (Mt 12,25-26) Królestwa, miasta i domy skłócone pustoszeją. Nie potrafią się ostać, bo nie są podobne do Boga, który jest jeden i wieczny. Do Boga, który jest Trójcą Świętą, są podobni ludzie, którzy żyją w jedności z innymi i nie są wewnętrznie skłóceni, bo zespala ich miłość wzajemna i miłość do Niego. Trójca Przenajświętsza, która nigdy się „nie rozpada”, powinna być przykładem dla rodzin, Kościoła i każdej dobrej wspólnoty, bo jako ludzie zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga Jedynego, ale Trójosobowego. Wiara w tego Boga, trwanie w jedności z Nim wytwarza w ludziach ducha wspólnoty i miłości. Przeciwnie, oddalanie się od Niego, zanik wiary w Niego przyczynia się do zaniku jedności i ducha wspólnoty.

Niszczenie królestwa zła przez królestwo Boże

„Lecz jeśli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże”. (Mt 12,28) Jezus daje do zrozumienia, że kończy się panowanie szatana na tym świecie i tworzy się królestwo Boże. Tak się dzieje, ponieważ złe duchy są wyrzucane mocą Ducha Bożego. Na ziemię przyszedł Ktoś, kto jest potężniejszy od wszystkich złych duchów razem wziętych – Ktoś, kto posługuje się potęgą nie Belzebuba, lecz samego Boga. Los szatana jest więc przesądzony; jego klęska nastąpi nieuchronnie, jednak on chce pokazać, że tak się nie stanie. Usiłuje również dzisiaj wykazać, że panuje nie tylko nad jednostkami, które zaślepił, ale także nad całymi narodami. Duchowa walka z nim ciągle się toczy, dlatego potrzeba nam pomocy Jezusa, który mocą Ducha Bożego wyrzuca złe duchy, oraz pomocy tych wszystkich, którym Bóg zlecił pokonanie diabła. Do nich oprócz Jezusa zalicza się św. Archanioł Michał i przede wszystkim Maryja, Niewiasta, która zmiażdży głowę złośliwego węża. Poświęcenie się Sercu Jezusa i Maryi oraz modlitwa do św. Michała Archanioła przyśpiesza dzień triumfu Boga nad piekłem, dobra – nad złem.

Miłą Bogu modlitwę poświęcenia Sercu Jezusa i Maryi można znaleźć – tutaj
Modlitwa do św. Michała Archanioła – tutaj

Egzorcyści oskarżą wrogów Jezusa o celowe złe ocenianie Go

„I jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami.” (Mt 12,27) Wrogowie Jezusa fałszywie oskarżali Go, że «przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy». (Mt 12,24) Na pewno nie mówili tego samego o innych egzorcystach, którzy także wypędzali z ludzi złe duchy. Dlatego – aby pobudzić ich do myślenia – Jezus powiedział do nich: „I jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami.” (Mt 12,27) Będą sędziami, gdyż przypomną im na sądzie, że ich działanie ocenili właściwie, a Jezusowe – źle. Nie mają zatem usprawiedliwienia dla siebie, gdyż byli zdolni do właściwej oceny, a mimo to fałszywie przedstawili ludziom źródło mocy Jezusa nad złymi duchami. Według nich nie działała w Nim moc Boża, lecz diabelska siła Belzebuba.

Wszystko wskazuje na zbliżający się upadek władzy szatana nad światem

„Jezus, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi. Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam ze sobą jest skłócony, jakże się więc ostoi jego królestwo?” (Mt 12, 25-26) Zarzut nieprzyjaciół Jezusa pod Jego adresem był bezsensowny. Ale gdyby było naprawdę tak, jak mu zarzucali faryzeusze, to i tak by to wskazywało na zbliżający się upadek władzy złego ducha nad światem. Ten upadek istotnie nastąpi, jednak stanie się to dzięki Boskiej mocy Jezusa Chrystusa. „Lecz jeśli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże”. (Mt 12,28)

Związany "mocarz" i ograbiony "sprzęt"

„Albo jak może ktoś wejść do domu mocarza, i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże? I dopiero wtedy dom Jego ograbi.” (Mt 12,29) Po raz kolejny Jezus zapowiada wyzwolenie ludzkości z mocy szatana, którego nazwał „mocarzem”. Jest faktycznie „mocarzem”, uważającym świat i wszystkich ludzi za swoją własność, za swój „sprzęt”, z którym może robić, co mu się podoba. Na szczęście – dzięki Bożemu miłosierdziu – z chwilą przyjścia Syna Bożego na ziemię, „do domu mocarza” wszedł Ktoś potężniejszy od niego, aby go „związać” i „sprzęt mu zagrabić”. Wszedł do jego domu, którym stał się poddany mu świat, i zaczął go „wiązać” i odbierać mu „sprzęt”, czyli zniewoloną przez niego ludzkość. Jezus „grabi” „dom” szatana, nie używając jednak do tego przemocy. Przeciwnie, chce, aby ci, którzy poddali się szatanowi, dobrowolnie go porzucili i poszli za Nim, jedynym Zbawicielem. W wyzwalaniu świata z mocy diabła wielką rolę odgrywa św. Michał Archanioł i nasza modlitwa do Niego i do Maryi, Królowej Aniołów.

Modlitwa do św. Michała Archanioła i Maryi, Królowej Aniołów – tutaj

Wiązanie i rozwiązywanie szatana

„Albo jak może ktoś wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże? I dopiero wtedy dom Jego ograbi.” (Mt 12,29) Związanie „mocarza”, „Smoka, Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan” (Ap 20,1) stało się możliwe dzięki Chrystusowi i dokonanemu przez Niego dziełu Odkupienia. Działalność diabła została – jak mówi Księga Apokalipsy – skrępowana jakby „wielkim łańcuchem” (por. Ap 20,1-3). Tym „łańcuchem” krępującym go jest przede wszystkim łaska wysłużona przez Jezusa na krzyżu, gorliwa działalność Kościoła, modlitwy i duch pobożności ludu Bożego i każde czynione dobro. Jednak człowiek jest istotą wolną i nie czyni tylko dobra. Potrafi dalej grzeszyć i rzeczywiście grzeszy. Przez popełniane zło ciągle przyciąga Zło, czyli diabła, szatana. Swoimi grzechami jakby zdejmuje z niego krępujące go „łańcuchy” i wyciąga go „z Czeluści” (por. Ap 20,1-3), zaprasza do ponownego działania na tym świecie i pozwalał mu dalej zwodzić ludzkość. Popełnianymi grzechami, okrutnymi zbrodniami – zwłaszcza na nienarodzonych dzieciach – świat przyzywa szatana, uwalnia go „z Czeluści” na jakiś „krótki czas” (Ap 20,3). Na szczęście, przyciąganą przez grzechy moc szatana można nadal ciągle ograniczać na świecie przez poświęcanie Najświętszemu Sercu Jezusa Chrystusa i Niepokalanemu Sercu Jego Matki, Maryi siebie, bliskich oraz narodów oraz przez modlitwę do św. Michała Archanioła i przez każde wykonywane dobro.

Modlitwa do św. Michała Archanioła i Maryi, Królowej Aniołów – tutaj

Za Chrystusem lub przeciwko Niemu

„Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.” (Mt 12,30) Do ludzi, którzy występowali przeciwko Jezusowi i którzy rozpraszali naród, zaliczali się między innymi faryzeusze. Zbawiciel przyszedł na świat, aby ludzi zjednoczyć wokół siebie „jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła” (Mt 23,37), i zbawić. Faryzeuszom, uczonym w Piśmie i arcykapłanom to się nie podobało, dlatego przy każdej okazji usiłowali skompromitować Go przed ludźmi i odciągnąć ich od Niego. Tak się stało między innymi po uwolnieniu z mocy złego ducha człowieka opętanego niewidomego i niemego. Ten czyn tłumy uznały za przejaw mesjańskiej mocy Jezusa i pełne podziwu mówiły: „Czyż nie jest to Syn Dawida?” Słyszący to faryzeusze zaprzeczyli temu, mówiąc: „On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy”. (Mt 12,23-24) Powiedzieli to, bo nie stali po stronie Jezusa i nie chcieli, aby lud poszedł za Nim. Nie „zbierali” z Jezusem, lecz „rozpraszali” religijnie naród (Mt 12,30) Przez to pośrednio doprowadzili do upadku Jerozolimy i innych strasznych wydarzeń, które zapowiedział odrzucony Zbawiciel (por. Mt 23,37-39; Mt 24,2). Idąc za Chrystusem, buduje się królestwo Boże, czyli królestwo dobra, a występując przeciwko Niemu, umacnia się królestwo zła.

GRZECH PRZECIWKO DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone.31 Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym.32 Albo uznajcie, że drzewo jest dobre, wtedy i jego owoc jest dobry, albo uznajcie, że drzewo jest złe, wtedy i owoc jego jest zły; bo z owocu poznaje się drzewo.33 Plemię żmijowe! Jakże wy możecie mówić dobrze, skoro źli jesteście? Przecież z obfitości serca usta mówią.34 Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobre rzeczy, zły człowiek ze złego skarbca wydobywa złe rzeczy.35 A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu.36 Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony».37 (Mt 12,31-37)

Grzech stałego lekceważenia pomocy Ducha Świętego i Jego dzieł

„Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone.” (Mt 12, 31) Bluźnierstwo, nazywane inaczej grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, różni się od innych grzechów tym, że towarzyszy mu uparta, a nawet coraz bardziej pogłębiająca się niechęć do nawrócenia. Z tego powodu ten grzech nie może być odpuszczony. Bóg chce przebaczyć człowiekowi również ten grzech, jednak on na to nie pozwala, lekceważy bowiem każdą pomoc Ducha Świętego, który swoim potężnym działaniem pomaga w nawróceniu. Przez ten grzech człowiek jakby sobie stale kpił z Niego i z Jego działania. Popełniali ten grzech wrogowie Jezusa, którzy widzieli Jego wielkie czyny – takie jak wypędzanie złych duchów z opętanych, dokonywane „mocą Ducha Bożego” (Mt 12,28) – a jednak odwracali się od Niego. Im większe Jego dobre dzieła widzieli, tym bardziej Mu zazdrościli i tym bardziej Go nienawidzili, a przez to stawali się coraz gorsi i grzeszni. Trudno się nawrócić i dostąpić Bożego przebaczenia mając tak złośliwą postawę – przy stawaniu się coraz gorszym przez stykaniem się z tym, czego dokonuje Bóg dla uczynienia człowieka lepszym.

(Więcej o bluźnierstwie przeciw Duchowi Świętemu tutaj)

(Zobacz też komentarz do Łk 12,10 o bluźnierstwie przeciw Duchowi Świętemu tutaj)

Nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym.

„Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym.” (Mt 12,32) Ani „w tym wieku, ani w przyszłym” można rozumieć: za życia na ziemi lub po śmierci, w czyśćcu. Czyśćcem jest uwalnianie się po śmierci duszy od wszystkich skutków popełnionych grzechów, które są ściągniętymi przez nią na siebie „następstwami-karami”. Takie oczyszczenie są zdolne przeżywać tylko dusze tych, którzy nie mają w sobie zawziętości duchowej, charakteryzującej grzech bluźnierstwa przeciwko Duchowi Świętemu. Głównym czynnikiem oczyszczającym w czyśćcu jest tęsknota za Bogiem. To ona oczyszcza duszę. Inaczej jest z duszami potępionych. W piekle trwają one w stałym grzechu przeciwko Duchowi Świętemu, dlatego żadna myśl o Bogu nie wywołuje w nich pełnej miłości tęsknoty za Nim, lecz jedynie – złość na Niego i nienawiść do Niego. Ani myśl o miłosierdziu Bożym, ani żadna inna o Nim nie pobudza potępionych do skruchy i do nawrócenia. Przeciwnie, wywołuje tylko wybuchy nienawiści do Niego. Z tego powodu dusze potępionych nie potrafią się nawrócić i nigdy nie będą tego umiały uczynić, czyli będą na zawsze trwać w grzechu bluźnierstwa przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie zostaną z niego uwolnione.

(Więcej o bluźnierstwie przeciw Duchowi Świętemu tutaj)

(Więcej o czyśćcu tutaj)

Mówienie złych słów przeciw Jezusowi, Synowi Człowieczemu

„Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym.” (Mt 12,32) Mówienie złych słów przeciwko Synowi Człowieczemu, Jezusowi Chrystusowi, może być czasem częściowo usprawiedliwione, ale tylko częściowo. Za czasów Jego ziemskiego życia takim czynnikiem usprawiedliwiającym brak wiary w Jego Boskość mogła być sama Jego ludzka natura, pełna pokory, podlegająca prawom natury itp. Dzisiaj wielu ludziom może przeszkadzać w wierze w Jego Boskość jakaś pogańska religia, w której się ktoś urodził, lub niewierząca rodzina. Taki klimat, takie środowisko może utrudniać wiarę w Jego Boskość i częściowo usprawiedliwia tych, którzy do niej nie doszli. Nic jednak nie usprawiedliwia nienawiści wobec Niego, jeśli ktoś do niej doszedł. Nie byłaby ona usprawiedliwiona, nawet gdyby On rzeczywiście był tylko „zwykłym” człowiekiem. Przecież żadnego „zwykłego” człowieka nie wolno nienawidzić i nim pogardzać. Jeśli człowiek świadomie traktuje z nienawiścią jakąkolwiek drugą osobę, to znaczy, że jest złym człowiekiem, napełnionym najgorszym złem, którym jest ta wada.

Bluźnienie Duchowi Świętemu przez negowanie Jego oczywistego działania

„Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym.” (Mt 12,32) Natura ludzka Jezusa, Jego ubogi sposób życia – wszystko to mogło przysłaniać w pewnym stopniu Jego Boskość i usprawiedliwiać częściowo trudności w uwierzeniu w Jego Boskie Synostwo. Inaczej było z Jego czynami, których dokonywał „mocą Ducha Bożego” (Mt 12,28). Ci, którzy je widzieli, stawali oko w oko z prawdą, z oczywistością. Tak było gdy Jezus wypędzał złe duchy z opętanych, uzdrawiał chorych i wskrzeszał umarłych. Zaprzeczanie ukazywaniu się Boskiej mocy w tych dziełach lub – gorzej jeszcze – przypisywanie ich sile Belzebuba, księcia złych duchów, działającego rzekomo w Jezusie, wynikało w całkowitego zamknięcia się na prawdę, na światło Ducha Świętego. To zamknięcie się i ta złośliwość doprowadzały do nazywania Syna Bożego opętanym przez Belzebuba, jego poddanym. Ten grzech negowania oczywistej prawdy nie miał usprawiedliwienia, tym bardziej że ujawniał się w faryzeuszach za każdym razem, gdy stykali się z czymś wyjątkowym w Chrystusie: z Jego Boską mocą i z Jego nadzwyczajną mądrością. Wrogowie Jezusa zawsze byli źle do Niego nastawieni i gdy zauważali w Nim coś, co powinno ich pobudzić do uczciwego myślenia i do nawrócenia, nie tylko się nie poprawiali, lecz wpadali w coraz większą wściekłość. Tak się działo, ponieważ stale trwali w grzechu przeciwko Duchowi Świętemu i groziło im trwanie w nim bez nawrócenia przez całą wieczność.

(Więcej o bluźnierstwie przeciw Duchowi Świętemu tutaj)

Niebezpieczne odkładanie swojego nawrócenia

„Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym.” (Mt 12,32) Jednym ze sposobów wpadania człowieka w niewybaczalny grzech przeciw Duchowi Świętemu – który nie będzie odpuszczony ani w tym wieku, ani w przyszłym – jest odkładanie swojego nawrócenia na późniejszy czas lub nawet na godzinę śmierci. Człowiek mówi sobie: „Po co się nawracać teraz. Bóg zawsze przebacza, dlatego pomyślę o zmianie swojego życia na starość. Gdy się zestarzeję, będę chodzić do kościoła nawet codziennie.” Albo myśli: „Wyspowiadam się dopiero przed śmiercią i pójdę do nieba. Mam jeszcze dość czasu, będę żył, jak mi się podoba. O swoim zbawieniu pomyślę później”. Taki sposób rozumowania wskazuje na zupełny brak miłości do Boga i do bliźnich. Ponieważ człowiek miłości nie ma, dlatego nie chce – przez nawrócenie – lepiej postępować wobec Boga i bliźnich. Jest zły i nadal taki chce być, obiecując sobie lekkomyślnie, że kiedyś się zmieni. Jednak może się nigdy nie zmienić, bo stale zabija w sobie pragnienie poprawienia się. Nadużywa Bożego miłosierdzia uważając, że powinno mu być okazane wtedy, kiedy on sobie tego zażyczy: później, w chwili śmierci.... Przez taką stałą postawę coraz bardziej staje się niezdolny do miłości i do nawrócenia. W chwili śmierci może się okazać, że już się nawrócić szczerze nie potrafi, bo jego serce skamieniało z powodu upartego trwania w grzechu przeciwko Duchowi Świętemu. I w tym grzechu pozostanie na zawsze z powodu swojego przywiązania do niego i z powodu utrwalonego na zawsze lekceważącego stosunku do Boga.

(Więcej o bluźnierstwie przeciw Duchowi Świętemu tutaj)

Przyjąć łaskę, kiedy jest dawana

„Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym.” (Mt 12,32) W „tym wieku”, za życia na ziemi, każdy może dostąpić odpuszczenia swoich grzechów, jeśli za nie żałuje, chce się poprawić, wyspowiada się z nich. Trzeba z tego skorzystać i nie odkładać nawrócenia na czas późniejszy, na moment śmierci, gdyż łaskę trzeba przyjmować wtedy, kiedy Bóg ją nam daje. Jeśli bowiem jej nie przyjmiemy właśnie w tym czasie, to może powstać bardzo wiele zła. Z łaską podobnie jest jak z człowiekiem, który dowiedział się, że zachorował na poważną chorobę, która jednak jest uleczalna. Nie zaczął się jednak leczyć wtedy, gdy się o niej dowiedział. Z tego powodu choroba postępowała naprzód, rozwijała się i coraz bardziej zagrażała życiu. Tak się stało, gdyż człowiek nie odpowiedział na ostrzeżenie w czasie, w którym je otrzymał. Podobnie zareagował świat na skierowaną w Fatimie prośbę Maryi o poświęcenie Jej Rosji i o wynagradzanie grzechów przez pierwsze soboty miesiąca. Jej prośbę – chociaż była prosta do spełnienia – zlekceważona. A była ona dana na początku rozwijającej się wielkiej choroby moralnej świata, którą Maryja chciała wyleczyć. Nie spełniono prośby Maryi ze wstydu, braku wiary, albo mówiono sobie, że można to zrobić kiedyś, w przyszłości. A może jeszcze ktoś rozumował: „Prośba Maryi to tylko prywatne objawienie, dlatego nie trzeba go słuchać; najlepiej je zlekceważyć”. Jaki był rezultat niedowiarstwa i zlekceważenia próśb Matki Najświętszej? Było nim rosnące zło; niszczenie wiary, ateizm i krwawe prześladowania religijne; miliony zabitych na wojnach lub bestialsko zamordowanych w wielu komunistycznych krajach przez własnych rodaków. Tak się stało, obficie popłynęła niewinna krew, bo lekarstwo zostało odrzucone wtedy, kiedy było najbardziej potrzebne: na początku rozwijającej się choroby duchowej. Warto też zaznaczyć, jak prosty był sposób, który uchroniłby świat od tragedii, cierpienia, od milionów morderstw – nawet na własnych narodach. Ten sposób na rodzące się zło został zlekceważony z powodu racjonalizmu i braku wiary w miłość i mądrość Boga, który wie, kiedy i jakie lekarstwo należy polecić ciągle chorującej ludzkości. Fatima nie jest jedyną łaską, którą Bóg przez Maryję ofiarował ludzkości dla jej dobra. Tych łask ciągle jest bardzo dużo, ale są tak samo traktowane jak prośba Maryi w Fatimie: z lekceważeniem i pogardą – nawet przez pasterzy, którzy powinni być światłymi przewodnikami dla swojego stada. Łaskę trzeba przyjmować, gdy jest dawana, tak jak dzieci trzeba przyjęć, gdy można je mieć, a nie kiedyś, w przyszłości, bo może się okazać, że ich już mieć nie będzie można.

Drzewo dobre przynosi dobre owoce, a złe – złe

„Albo uznajcie, że drzewo jest dobre, wtedy i jego owoc jest dobry, albo uznajcie, że drzewo jest złe, wtedy i owoc jego jest zły; bo z owocu poznaje się drzewo.” (Mt 12,33) Rozsądny człowiek ocenia przydatność drzewa owocowego nie po jego wyglądzie, lecz po jakości owoców. Nikomu się nie przyda nawet ładne drzewo owocowe, jeśli jego owoce są złe i przez to nieużyteczne. Podobnie jest z ludźmi: o tym, czy są dobrzy czy źli nie decyduje ich wygląd zewnętrzny, ich zachowanie na pokaz, lecz owoce, czyli czyny. Bóg sprawiedliwie ocenia ludzi, bo patrzy na ich serca i na ich czyny, które tam biorą swój początek: dobre lub złe. Jego, w przeciwieństwie do nas, nie można oszukać żadnymi pozorami, ubiorem, zadbanym wyglądem, teatralną uprzejmością, nieszczerym uśmiechem, oszukańczą manipulacją, pochlebstwami lub innymi pustymi słowami. Drzewo owocowe nie jest przydatne wtedy, gdy ma pięknie liście i kwiaty, lecz wtedy, gdy przynosi owoce dobre, które można spożywać. Faryzeusze, którzy ciągle atakowali Jezusa, powinni byli Go oceniać po Jego czynach. Były one dobre, dowodziły zatem, że On, ich Twórca, był kimś wyjątkowo dobrym. Nie wolno im było uważać Go za złego i opętanego grzesznika, bo zaprzeczały temu Jego dobre czyny, dokonywane mocą Bożą. To nie Jezus był zły, lecz ci, którzy Go źle oceniali.

Źle mówią, bo są źli

„Albo uznajcie, że drzewo jest dobre, wtedy i jego owoc jest dobry, albo uznajcie, że drzewo jest złe, wtedy i owoc jego jest zły; bo z owocu poznaje się drzewo.” (Mt 12,33) Jezus udzielił tego pouczenia, ponieważ był przez swoich przeciwników oceniany źle, chociaż Jego czyny były dobre. Faryzeusze widzieli dobry i potężny czyn Jezusa, którym było uzdrowienie opętanego, a mimo to uznali, że jest na usługach Belzebuba: „On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy”.” (Mt 12,24) Dostrzegali u Niego tylko dobre owoce, a mimo to uznali Go za „drzewo złe”, czyli za złego człowieka. Czynili tak, gdyż ich serca były zupełnie zdeprawowane. Dlatego usłyszeli ostre słowa Jezusa: „Plemię żmijowe! Jakże wy możecie mówić dobrze, skoro źli jesteście? Przecież z obfitości serca usta mówią.” (Mt 12,34) Złe były słowa i czyny faryzeuszów, oskarżających Jezusa o zło, bo ich serca były złe. Nie przynosili „dobrego owocu” czynów ani słów, gdyż byli „drzewami złymi”.

Dobre słowa rodzą się w dobrych sercach

„Plemię żmijowe! Jakże wy możecie mówić dobrze, skoro źli jesteście? Przecież z obfitości serca usta mówią. Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobre rzeczy, zły człowiek ze złego skarbca wydobywa złe rzeczy.” (Mt 12,34-35) Serce jest jak skarbiec dobry lub zły, czyli taki który mieści w sobie miłość lub nienawiść, dobroć lub złośliwość. To, co się w tym skarbcu znajduje w obfitości, jakby się przelewa przez usta, nie mogąc się tam pomieścić z powodu dużej ilości. Św. Paweł powiedział: „Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane.” (Tt 1,15) Dlatego ludzie o czystych i szlachetnych sercach wydobywają z tego dobrego skarbca słowa czyste, dobre, pełne miłości, natomiast osoby, których duch i sumienie są zbrukane, swoimi ustami wypowiadają kłamstwa i inne rzeczy złe, szkodliwe, wywołujące niepotrzebne cierpienie. Ponieważ faryzeusze atakujący Jezusa mieli serca skalane, dlatego nic dobrego o Nim nie mówili. Tak samo jest z każdym człowiekiem, w którego sercu zamieszkuje nienawiść i pogarda do ludzi: mówią źle o innych i to sprawia im przyjemność.

Nie tylko czyny, ale także słowa ujawniają. jaki jest „skarbiec” ludzkiego serca

„Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobre rzeczy, zły człowiek ze złego skarbca wydobywa złe rzeczy. A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony».” (Mt 12, 35-37) Po owocach poznaje się drzewo – czy jest dobre, czy złe. Owocami w odniesieniu do człowieka są jego czyny i słowa. One pokazują, jakim jest drzewem: dobrym lub złym, przydatnym lub nieprzydatnym. W naszym sercu rodzą się różne plany, postanowienia, uczucia, nastawienia do innych. Tym wszystkim zapełnia się wewnętrzny „skarbiec” naszego serca, naszej duszy. Jesus mówi, że będziemy sądzeni na podstawie naszych dobrych lub złych słów, bo one pokazują, jakie jest nasze serce, jacy my jesteśmy. To, co człowiek mówi, ukazuje „skarbiec” jego serca – czy jest skarbcem „dobrym” lub skarbcem „złym”. Zawsze coś przechowujemy w tym skarbu i codziennie coś z niego wydobywamy: rzeczy dobre lub złe, w zależności od tego, co zgromadziliśmy w swojej duszy.

Dobro lub zło tworzone przez nasze słowa

„A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony».” (Mt 12, 35-37) Wiele dobra i zła można zrobić tym, co mówią codziennie nasze usta. One bowiem mową wypowiadać zwodnicze kłamstwa lub pożyteczną prawdę. Słowami można zachęcać do czynienia dobra lub zła. Nasze usta mogą przekazywać Dobrą Nowinę, ukazującą drogę zbawienia, lub nauki odciągające od Boga prawdziwego i zachęcające do niemoralnego życia. Słowami można dodać drugiemu otuchy lub go zniechęcić i doprowadzić do depresji. Słowami można rozbudzać wiarę i nadzieję lub niszczyć ją i prowadzić do rozpaczy, a nawet do samobójstwa. Słowami można pokazywać wąską drogę wiodącą do zbawienia lub szeroką i wygodną, która prowadzi na zatracenie (por. Mt 7,13-14). Swoimi słowami można przynosić człowiekowi radość lub go wyczerpywać. Ze względu na wielkie dobro lub zło tworzone przez to, co mówimy, na sądzie, na podstawie naszych słów będziemy uniewinnieni lub potępieni.

Powiększający się skarbiec dobry lub zły

Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobre rzeczy, zły człowiek ze złego skarbca wydobywa złe rzeczy.” (Mt 12,35) Ludzkie serce jest źródłem czynów i słów, wypowiadanych lub pisanych. Dobre serce pobudza do wykonywania dobrych czynów i słów, natomiast serce zdeprawowane skłania do czynienia zła i do złego mówienia. Chrystus nazwał ludzkie serce skarbcem dobrym lub złym. W przeciwieństwie do skarbców zawierających różne przedmioty wydobywanie ze skarbca serca dobrych lub złych czynów i słów nie powoduje opróżnienia go. Raczej dzieje się coś przeciwnego: czyny i wypowiadane słowa powiększają skarbiec serca. I tak coraz lepsze i bardziej obfite w dobro staje się serce po wykonaniu jakiegoś dobrego czynu lub wypowiedzeniu słowa dobrego i przez to coraz bardziej upodabnia się do Serca Jezusa i Jego Matki, Maryi. I przeciwnie, gorsze i bardziej bogate w zło staje się serce po dokonanym czynie złym lub złych słowach i rozmowach. Tylko skrucha i Boże przebaczenie potrafi zatrzymać to tragiczne w skutkach „bogacenie się” ducha ludzkiego w zło. Ten rodzaj „bogactwa” jest straszny, ponieważ zubaża w miłość, dobroć i prawdę, degraduje człowieka, czyniąc go podobnym do demona.

Bezużyteczne lub pożyteczne słowa

„A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony.” (Mt 12,36-37) Wypowiadane przez nas słowa mogą być pożyteczne lub bezużyteczne dla innych, dla nas, dla królestwa Bożego. Pożyteczne są, gdy powiększają dobro, a bezużyteczne – gdy je zmniejszają lub wypierają przez zło. Bezużyteczne słowa są niepotrzebne, zbędne, dlatego lepiej ich nie wypowiadać. „Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu” (Mt 12,36) Warto zapamiętać: „z każdego”, i zacząć szczerze przepraszać Boga za swoje bezużyteczne słowa wypowiadane codziennie i zastępować je słowami użytecznymi, dobrymi.

ZNAK JONASZA

Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: «Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie».38 Lecz On im odpowiedział: «Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza.39 Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi.40 Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.41 Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.42 (Mt 12,38-42)

Złośliwe domaganie się „jakiegoś znaku” od Jezusa

„Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: «Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza».” (Mt 12,38-39) Domagający się od Jezusa „jakiegoś znaku” uczeni w Piśmie i faryzeusze odznaczali się wyjątkową arogancją. Przez swoje żądanie jakby chcieli Mu powiedzieć, że Jego mądrość, która przejawiała się w nauczaniu, nie ma dla nich żadnego znaczenia tak jak dokonane do tej pory przez Niego cudowne dzieła. A przecież słyszeli o nadzwyczajnych Jego czynach lub sami byli ich świadkami. Były to dzieła wyjątkowe, takie jak uwalnianie opętanych z mocy złych duchów, przywracanie zdrowia, a nawet – życia. Domagając się „jakiegoś znaku”, lekceważyli całą Jego dotychczasową działalność i nauczanie i równocześnie ukazywali swój upór i niechęć do nawrócenia. Widząc nadzwyczajność działania Jezusa, lud się nawracał, oni – nie. Żądanie „jakiegoś znaku” było też pewną żałosną próbą usprawiedliwienia odrzucania przez nich wiary w Niego. Jakby mówili: „Nie możemy w Ciebie uwierzyć ani postępować według głoszonej przez Ciebie nauki, bo nic nadzwyczajnego nie dostrzegliśmy w Tobie”. To rzekomo brak znaków powstrzymywał ich od wiary w Niego. Nie było to jednak prawdą, bo przyczyną ich wrogości wobec Jezusa i odrzucania Go była ich zazdrość i pycha, a do tego nie chcieli się przyznać.

Wielki znak proroka Jonasza

„Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: «Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza».” (Mt 12,38-39) Pomimo wielu cudów, które Jezus uczynił, faryzeusze i uczeni w Piśmie domagali się jeszcze jakiegoś dodatkowego znaku od Niego. On jednak nie posłuchał ich i nie uczynił przed nimi żadnego cudu. Zapowiedział jednak znak szczególny, którym będzie Jego zmartwychwstanie. Powiedział z wyrzutem: „Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza”. (Mt 12, 39) Jednak ci ludzie, żądający znaków od Jezusa, chcieli swoje i wszystkie przyszłe pokolenia pozbawić znaku „proroka Jonasza”, czyli zmartwychwstania. Kiedy bowiem Jezus konał na krzyżu, wołali do Niego, żeby ocalił swoje życie przez cud zstąpienia z krzyża. Ewangelista tak to opisał: „Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża. Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego.” (Mt 27,39-42) Gdyby Jezus dał im znak, którego się domagali, i zstąpił z krzyża, zamiast na nim umrzeć, to nie nastąpiłoby też Jego zmartwychwstanie, czyli wielki „znak proroka Jonasza” nie zostałby nam dany. Nie dopełniłoby się też dzieło Odkupienia, które ludzkości otworzyło drogę do nieba. Na szczęście, Jezus nie posłuchał drwiących z Niego ludzi i okazał posłuszeństwo Ojcu. Nie zstąpił z krzyża, lecz na nim umarł. Dzięki temu został nam dany wielki „znak proroka Jonasza”. Przez swoje cudowne zmartwychwstanie nasz Zbawiciel powrócił do nas jako żyjący Bóg-człowiek i zbawia ludzi wszystkich pokoleń, którzy wierzą w Niego i w Nim pokładają ufność.

Znak Jonasza i zmartwychwstanie Chrystusa

„Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: «Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi.” (Mt 12,38-40) Jonasz uciekał od swojego posłannictwa, dlatego spędził „trzy dni i noce we wnętrznościach wielkiej ryby” (por. Księga Jonasza 1,1-4.11), natomiast Jezus przebywał „trzy dni i trzy noce w łonie ziemi”, gdyż swojemu posłannictwu był wierny. Ciało Jezusa leżało w grobie trzy dni i noce, ponieważ nie zstąpił z krzyża, jak tego drwiąco domagali się Jego wrogowie, kłamliwie obiecując w zamian uwierzenie w Niego i nawrócenie się (por. Mt 27,39-42). Jonasz, wypluty z wnętrza wieloryba, ocalił Niniwę, a Jezus – uwolniony z grobu przez swoje zmartwychwstanie – przyniósł zbawienie całemu światu.

Jonasza posłuchali, a Jezusa słuchać nie chcieli

„Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.” (Mt 12,41) Jonasz ostrzegł mieszkańców Niniwy, że jeśli się nie nawrócą, ich miasto zostanie zburzone. Szedł „przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona. I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego.” (Jon 3,4-5) Ci nawróceni ludzie z Niniwy potępią na sądzie tych, którzy nie posłuchali Jezusa, który jest Kimś większym od proroka Jonasza, gdyż jest Synem Bożym. Nie znajdą usprawiedliwienia, bo zachowanie mieszkańców Niniwy wykaże im, że nawrócenie było możliwe.

Odrzucenie miłosierdzia Boga prowadzi do zetknięcia się z Jego sprawiedliwością.

„Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.” (Mt 12,41) Dzięki nawoływaniu proroka mieszkańcy Niniwy nawrócili się i ich miasto nie zostało zniszczone. „Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej.” (Jon 3,10) Tak się stało, gdyż Stwórca to „Bóg łagodny i miłosierny, cierpliwy i pełen łaskawości, litujący się nad niedolą.” (Jon 4,2) Bóg zapowiada różne kary po to, by ludzkość się nawróciła i ich uniknęła. Niniwici się nawrócili i doznali Bożego miłosierdzia. Ich miasto zostało ocalone. Inaczej niż mieszkańcy Niniwy zachowali się faryzeusze i inni ludzie atakujący Jezusa. Oni nie chcieli się nawrócić, chociaż zetknęli się z wielkimi znakami, dokonywanymi przez Niego. Przez to lekceważyli sobie miłosierdzie Boże, którego by dostąpili, gdyby wyrazili skruchę i chcieli się nawrócić. Zasłużyli na karzącą sprawiedliwość, dotykającą tych, którzy lekceważą miłosierdzie Boga i nie szukają u Niego przebaczenia swoich grzechów. „Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je...” (Mt 12,41)

Pragnienie zdobycia prawdziwej mądrości lub niechęć do niej

„Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.” (Mt 12,42) Królowa z Południa – o której mówi Jezus – dowiedziała się o mądrości króla Salomona i przybyła, żeby go słuchać. Faryzeusze zaś mieli niezwykły przywilej zetknięcia się z Boską Mądrością Słowa Bożego wcielonego, którym był Jezus Chrystus. W swojej przewrotności jednak tę przekraczającą ich inteligencję Mądrość uznali za głupotę. Nie tylko się nią nie karmili, lecz drwili sobie z niej. Dlatego Jezus powiedział im, że „Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je”, bo ona była spragniona prawdziwej mądrości, czego nie można powiedzieć o ludziach świadomie odrzucających Jezusa. Dla nich pokarmem nie była Boża Mądrość, lecz pycha. Niestety, ona jest ulubionym i nieraz jedynym „duchowym daniem” bardzo wielu osób.

„Tu jest coś więcej niż...”

„Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.” (Mt 12,41-42) Jezus jest nie tylko człowiekiem, ale także Bogiem – Synem Bożym, współistotnym Ojcu. Jest wcielonym odwiecznym Słowem Bożym, równym Ojcu. Z tego powodu – jako Boska Osoba, która przyjęła ludzką naturę – jest kimś większym niż prorok Jonasz, król Salomon. Przyjmujący lub odrzucający Jezusa przyjmują zatem lub odrzucają Kogoś zdecydowanie większego niż każdy człowiek. Wszystkim wrogom, którzy Go atakowali, mógł powiedzieć: Tu jest „KTOŚ” większy niż Jonasz i Salomon i równocześnie tu jest „COŚ” większego niż to, czego tamci dokonali. Tym „czymś” większym niż doprowadzenie przez Jonasza do nawrócenia mieszkańców Niniwy było całe dzieło zbawcze Jezusa; Jego nauczanie, cuda i Odkupienie, dokonane przez śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie. Tym „czymś” większym niż podziwiana mądrość króla Salomona była Boska mądrość Jezusa i przede wszystkim Jego Boska Miłość – zadziwiająca i niepojęta, która dla uratowania nas od wiecznego piekła doprowadziła Go do przyjęcia okrutnej śmierci krzyżowej – Jego, Boga prawdziwego, naszego Stwórcę!

„TU jest...”

„...A oto tu jest coś więcej niż Jonasz... a oto tu jest coś więcej niż Salomon.” (Mt 12,41-42) Kiedy Jezus wypowiadał te słowa do atakujących Go faryzeuszów, „tu” oznaczało: „przed wami”, „w waszym narodzie”. Słowa Jezusa są prawdziwe i aktualne także dzisiaj, w naszych czasach, i takie będą również w przyszłości. Jednak po Jego zmartwychwstaniu odnoszące się do Niego określenie: „tu jest coś więcej”, nabrało nowego sensu. Znaczy: „Tu, przy tobie”, tu, przy was”, „tu w każdym miejscu na ziemi” jest Ktoś wyjątkowy i dzieją się dzięki Jego łasce rzeczy nadzwyczajne. Przed zmartwychwstaniem obecność Jezusa, podobnie jak każdego człowieka, była ograniczona przestrzennie: przebywał On tam, gdzie aktualnie się znajdował dzięki fizycznej obecności swojego ciała. Z chwilą zmartwychwstania Jego obecność na ziemi rozszerzyła się na cały świat, dlatego każdy może Go spotkać, jeśli tylko tego chce i nie przeciwstawi się Mu. Każdy może otrzymać wielkie łaski od żyjącego Zbawiciela, jeśli tylko zbliży się z wiarą do Niego. Trzeba tylko zauważyć Go oczami wiary i pozwolić Mu się prowadzić. A kierunek tego prowadzenia jest zawsze ten sam: pogłębienie wiary, nadziei i miłości i Dom Ojca niebieskiego, po śmierci.

DOBROWOLNE PODDAWANIE SIĘ DZIAŁANIU ZŁYCH DUCHÓW

Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku, ale nie znajduje.43 Wtedy mówi: "Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem"; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym.44 Wtedy idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem».45 (Mt 12,43-45)

Odrzucanie Jezusa zapraszaniem złych duchów do siebie

„Wtedy [duch nieczysty] mówi: "Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem"; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem”. (Mt 12,44-45) Faryzeusze atakujący Jezusa coraz bardziej otwierali swe serca na działanie złych duchów, zapraszali je do siebie. Czynili to, bo odrzucali Tego, który przyszedł, aby wyzwolić ludzkość z mocy szatana. Ponieważ otwarli się na złe duchy, od ataków słownych przeszli do czynów. Najpierw naradzali się, jak Go pojmać i zabić, a potem to uczynili. Na nich spełniły się słowa Jezusa: „I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem”. (Mt 12,44-45)

Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem

„I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem.” (Mt 12,45) Jezus ostrzegł współczesnych sobie ludzi, do których przyszedł z nieba. Był to dla nich wielki przywilej. Ponadto otrzymali oni od Boga wiele łask jeszcze przed Jego przyjściem. Mieli proroków, którzy ich pouczali. Do nich też został posłany Jan Chrzciciel, który doprowadził do nawrócenia wielu. Nawrócenie spowodowało uwolnienie z mocy złego ducha. Jednak niektórzy z tych nawróconych odrzucili Jezusa, wzgardzili Nim, gdyż woleli to, co podsuwała im pycha, zazdrość i zły duch, od którego zostali wcześniej uwolnieni dzięki nauczaniu Jana Chrzciciela i innych proroków. Z powodu odrzucenia Jezusa otwarli się na nowo na działanie złego ducha i „siedmiu innych” (Mt 12,45), dodatkowych. Przez to ich stan stał się „gorszy, niż był poprzedni”. Słowa Jezusa odnoszą się do każdego człowieka, który podążał drogą dobra, a potem ją świadomie i dobrowolnie porzucił. Przykładem może być Judasz, który najpierw był apostołem Jezusa, a potem stał się Jego zdrajcą, gorszym niż wielu z tych, którzy ciągle atakowali Zbawiciela świata.

Złośliwe dręczenie ludzi przez złe duchy

„Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku, ale nie znajduje.” (Mt, 12,43) Zły duch nie znajduje spoczynku, gdy nie może dręczyć człowieka i pobudzać go do czynienia zła. Jeśli musiał go opuścić z powodu potężnego działania Jezusa Chrystusa, „błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku, ale nie znajduje”. (Mt, 12,43) Nienawiść pobudza upadłe duchy do zadawania cierpień i deprawowania ludzi. Tylko to prowadzi je do „szatańskiej radości”, która nie ma nic wspólnego z prawdziwym szczęściem, bo przypomina „zadowolenie” sadystycznego oprawcy, który znęca się nad swoją ofiarą. W swoim okrucieństwie i pysze „cieszy się” z możliwości panowania nad nią i przewyższania jej swoją siłą. Kiedy jednak zakończy dręczenie innych z powodu ingerencji łaski Bożej, sam popada w większe udręki niż te, które przeżywał wcześniej; „szuka spoczynku, ale go nie znajduje”.

Wzrost świętości lub coraz większa degradacja

„Wtedy [duch nieczysty] mówi: "Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem"; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem”. (Mt 12,44-45) Nie znajdując spoczynku po opuszczeniu kogoś, zły duch powraca. Widzi, że człowiek ten podobny jest do domu uporządkowanego, czystego, przyozdobionego, bo tak jest zawsze tam, gdzie nie panuje duch nieczysty, lecz Duch Święty, który wszystko upiększa i uszlachetnia. Ten Boży porządek rozwściecza złego ducha i rodzi w nim żądzę zniszczenia wszystkich śladów działania Bożego: miłości, dobra, prawdy, piękna. Powstaje w nim silne pragnienie zrujnowania wszystkiego na nowo i zastąpienia Bożych dzieł kłamstwem, grzechem, okrucieństwem i brzydotą. Aby osiągnąć swój nikczemny cel, powraca z innymi upadłymi duchami. Jeśli człowiek poddany wcześniej działaniu łaski zaprosi ich do siebie, to „staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni”. (Mt 12, 45) Jednak tak się dzieje tylko wtedy, gdy człowiek świadomie i dobrowolnie zaczyna tworzyć zło, do którego pobudzają go złe duchy. Wtedy i tylko wtedy stan człowieka staje się gorszy niż poprzedni. Nie dzieje się jednak tak, jeśli człowiek walczy z diabelskimi pokusami, nie pielęgnuje ich w sobie i nie naraża się na nie, lecz szuka pomocy Jezusa na modlitwie, w sakramentach i w dobrych czynach. Wtedy, pomimo ataków złych duchów, nie tylko nie staje się gorszym człowiekiem, lecz przeciwnie – coraz lepszym, coraz bardziej uświęconym przez łaskę.

Szukać obrony przed powrotem złych duchów w łasce Bożej i w Bożym przebaczeniu

„Wtedy [duch nieczysty] idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem”. (Mt 12,45) Faryzeusze atakujący Jezusa czynili to świadomie i dobrowolnie, chociaż nie zdawali sobie w pełni sprawy, że atakują Syna Bożego i równocześnie otwierają się na coraz to gorsze działanie w sobie szatana. Jezus uświadomił im tę prawdę i ostrzegł ich, że naprawdę zapraszają do siebie złe duchy, aby mogły w nich swobodnie działać i że skazują się na duchową ruinę. Ostrzegł ich, dając im do zrozumienia, że wpuszczają do mieszkania swojego serca nie jednego złego ducha, lecz siedmiu innych, złośliwszych niż ten, który już wcześniej ich atakował. Przez to ich późniejszy stan będzie „gorszy, niż był poprzedni”. (Mt 12,44-45) Tymi słowami Jezus upomina każdego człowieka, by nie czynił świadomie i dobrowolnie zła, bo stopniowo będzie popełniał coraz gorsze grzechy. Jeśli zaś popełni jakiś grzech, to powinien za niego żałować i prosić Boga o przebaczenie, wtedy bowiem łaska uchroni od coraz większego duchowego spustoszenia.

Boży lub diabelski ład

„Wtedy [duch nieczysty] mówi: "Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem"; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym. (Mt 12,44) Serce człowieka, jego wnętrze jest domem, który może być uporządkowany, „wymieciony i przyozdobiony” przez łaskę. Kiedy żyjemy w przyjaźni i jedności z Bogiem, pojawia się w naszym życiu Jego ład, Jego porządek i Jego „ozdoby”. Boży ład ujawnia się na płaszczyźnie umysłu, woli i uczuć: Boga, Jego wolę i Jego królestwo stawiamy na pierwszym miejscu. Przebywamy z Nim, myślimy o Nim, o Jego pragnieniach w stosunku do nas i całego świata. Przede wszystkim chcemy tego, o co prosimy w modlitwie „Ojcze nasz”: by imię Boga, naszego Ojca niebieskiego, „święciło się”, czyli było przez wszystkich znane, czczone i wymawiane z miłością i szacunkiem; by Jego królestwo rozszerzało się na ziemi; by Jego wola była szanowana i spełniana przez wszystkie stworzenia, tak jak ją spełniała Najświętsza Maryja Dziewica. Taki ład jest znienawidzony przez złe duchy, dlatego chcą go zniszczyć. Kiedy przychodzą do człowieka, burzą ten porządek i tworzą inny – taki, w którym własne ja, własna wola i swoje zachcianki są na pierwszym miejscu a Bóg, Jego sprawy i pragnienia – na ostatnim lub nie budzą żadnego zainteresowania, po prostu nie istnieją dla człowieka. Każdy z nas codziennie decyduje, czyj i jaki ład pragnie mieć w swoim wnętrzu i życiu.

Dom serca ludzkiego niezajęty i wymieciony

„Wtedy [duch nieczysty] mówi: "Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem"; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym. (Mt 12,44) Złe duchy pragną zająć dom serca ludzkiego, który jest pusty i wymieciony, aby nie stał się świątynią Ducha Świętego. Chcą go zająć i zamienić na mieszkanie dla siebie, na swoją świątynię, w której nie Duch Święty będzie wszystkim kierował, lecz ich zwodnicze pokusy, bezrozumne zachcianki i rozbudzone pożądliwości. Chcą świątynię modlitwy, którą może stać się ludzkie serce, zamienić w miejsce bluźnienia Bogu i lekceważenia Go. Pragną, aby człowiek – zamiast składać duchowe ofiary Bogu – im składał ofiary, głównie z nienarodzonych dzieci. Pragną zająć ten dom, aby nie stał się piękną świątynią Ducha Świętego, lecz miejscem adorowania bożków takich jak pieniądz, przyjemność, próżna sława. Niezajęty i wymieciony dom pragną zapełnić brudem grzechów głównych; pychy, chciwości, zazdrości, gniewu, nieczystości, obżarstwa, lenistwa i innego zła. Chcą zapełnić niezajęty i wymieciony dom złem do tego stopnia, aby nie było już w nim miejsca na miłość, pokorę, łagodność, hojność, czystość, umiarkowanie, pracowitość i inne dobro. Pragną zamienić człowieka stworzonego na obraz i Boże podobieństwo w demona podobnego do nich.

Dom serca ludzkiego przyozdobiony klejnotami dobra lub oszpecony wadami

„Wtedy [duch nieczysty] mówi: "Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem"; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym. (Mt 12,44) Miłość Boża, połączona z łaską uświęcającą, jest największą ozdobą tego domu, którym jest człowiek. Do niej dołączają się jeszcze inne „ozdoby”, do których zaliczają się owoce Ducha Świętego. Są nimi: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. (Ga 5,22-23) Te „ozdoby” ludzkiego ducha budzą wstręt i wściekłość w duchach nieczystych. Dlatego, gdy je w kimś widzą, robią co potrafią, aby je usunąć i upiększony dom oszpecić swoimi „klejnotami”: nienawiścią, pychą, zarozumialstwem, zazdrością, obsceniczną nieczystością i innymi wadami, które budzą odrazę nie tylko w oczach Bożych, lecz także i ludzkich.

PRAWDZIWI KREWNI JEZUSA

Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić.46 Ktoś rzekł do Niego: «Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą».47 Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?»48 I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia.49 Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką».50 (Mt 12,46-50)

Do Jezusa przyszli Jego krewni

„Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić.” (Mt 12, 46) Jezus przemawiał do tłumów, uczył ludzi życia opartego na miłości do Boga, na pełnieniu wioli Bożej. I w tym właśnie momencie przybyli Jego krewni, kuzyni, nazwani „braćmi”. To wydarzenie musiało nastąpić z ich inicjatywy, a nie z woli Maryi, bo trudno przypuszczać, by Ona chciała przerwać swoją obecnością Jego nauczanie, mając ochotę na porozmawianie sobie z Nim. Nigdy by czegoś takiego nie zrobiła, gdyż ceniła i szanowała to, co czynił Jej Syn, Jezusa. Do pilnego spotkania z Nim musieli zatem dążyć Jego kuzyni i wzięli Jego Matkę tylko po to, by ułatwić sobie dotarcie do Niego. Po co przyszli w tak nieodpowiednim momencie? Ewangelista Mateusz nie mówi, o co im chodziło, ale z pewnością nie przyszli w celach towarzyskich. Nieco światła na motyw ich przybycia rzuca św. Marek, który – przedstawiając to zdarzenie – mówi, że Jego bliscy stwierdzili, że odszedł od zmysłów. Pisze: „Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: Odszedł od zmysłów.” (Mk 3,21) Takiej opinii o Jezusie na pewno nie wyraziła Maryja i na pewno nawet nie przyszła jej do głowy podobna myśl. Jednak krewni mogli oceniać działalność Jezusa jako szaloną, jako przejaw odejścia od zmysłów, bo przez nią narażał Siebie i ich na ataki faryzeuszów, uczonych w Piśmie i arcykapłanów. Maryja z pewnością nie podzielała ich opinii. Ona bowiem, oświecona światłem Ducha Świętego, rozumiała, że wypełnianie zadań powierzonych przez Boga bardzo często łączy się z utratą poparcia ludzi wpływowych i naraża na prześladowania z ich strony.

Duchowe i nadprzyrodzone spokrewnienie z Synem Bożym, Jezusem Chrystusem

Jezus poucza nas o tym, kto jest Jego prawdziwym „krewnym” na płaszczyźnie duchowej. Staje się nim każdy, kto pełni wolę Jego Ojca, który jest w niebie. O nich On powiedział: „ten Mi jest bratem, siostrą i matką”. Tak bliska więź powstanie między Nim a mną, jeśli moim codziennym pokarmem będzie wypełnianie woli Bożej.

Krewni i przyjaciele Syna Bożego

„Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mt 12,50) W swojej nieskończonej miłości Bóg nas wyjątkowo wyróżnił. Stworzył nas nie po to, byśmy byli Jego niewolnikami, lecz „krewnymi” i „przyjaciółmi”. Tę bliskość i pokrewieństwo z Bogiem można osiągnąć przez wypełnianie Jego woli, jak to nam wskazał Jezus, mówiąc: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję”. (J 15,14) A On przykazał nam naśladować Siebie przez kierowanie się w życiu miłością Bożą. Maryja, Matka Jezusa, pokazuje nam, że dzięki łasce jesteśmy zdolni kierować się w życiu wolą Bożą i przez to okazywać Mu doskonałą miłość.

(Omówienie prawd wiary dla małych dzieci można znaleźć tutaj)


TRZYNASTY ROZDZIAŁ EWANGELII WEDŁUG ŚW. MATEUSZA

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski



Tytuły rozważań