Rozważanie Ewangelii według św. Mateusza


Tytuły rozważań


ROZDZIAŁ 16


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28


DOMAGANIE SIĘ ZNAKU OD JEZUSA

Przystąpili do Niego faryzeusze i saduceusze i wystawiając Go na próbę, prosili o ukazanie im znaku z nieba.1 Lecz On im odpowiedział: «Wieczorem mówicie: "Będzie piękna pogoda, bo niebo się czerwieni",2 rano zaś: "Dziś burza, bo niebo się czerwieni i jest zasępione". Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie?3 Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza». Z tym ich zostawił i odszedł.4 (Mt 16,1-4)

Nie przyjmie prawdy ten, kto się na nią zamknął

„Przystąpili do Niego faryzeusze i saduceusze i wystawiając Go na próbę, prosili o ukazanie im znaku z nieba.” (Mt 16,1) Tym, którzy nie mieli dobrej woli, Jezus nie chciał dawać nowych znaków „z nieba”. Mieli ich już wystarczająco dużo, żeby uwierzyć w Niego. Znakami, że Jezus jest zapowiedzianym Mesjaszem, była między innymi Jego wyjątkowa mądrość i niezliczone cudowne uzdrowienia chorych. Znaki te były wystarczająco wymowne, żeby pobudzić do wiary, i przyjęły je serca pokorne i spragnione prawdy. Zostały jednak zignorowane przez pogrążone w mrokach – z powodu pychy i zazdrości – umysły i serca wrogów Jezusa. Zbawiciel wiedział, że do uwierzenia w Niego faryzeusze i saduceusze nie potrzebują nowego znaku, lecz porzucenia tego, co ich od Niego oddalało i zamykało na prawdę – przede wszystkim pychy. Nowe znaki do uwierzenia nie były im już potrzebne, dlatego ich nie otrzymali.

Nie nawróciliby się, nawet gdyby otrzymali nowy znak z nieba

Na żądanie znaku z nieba przez faryzeuszów i saduceuszów Jezus im odpowiedział: „Wieczorem mówicie: "Będzie piękna pogoda, bo niebo się czerwieni", rano zaś: "Dziś burza, bo niebo się czerwieni i jest zasępione". Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie?” (Mt 16,2-3) Jezus wytyka swoim obłudnym przeciwnikom, że potrafią odczytywać znaki na niebie, które zapowiadają ładną pogodę lub burzę, a danych przez Niego znaków – takich jak uzdrawianie chorych i wyjątkowa Jego mądrość, ujawniona w Jego nauczaniu – nie potrafią właściwie odczytać. Nie potrafili ich odczytać, bo z powodu złej woli i zaślepienia przez pychę nie chcieli spojrzeć na nie obiektywnie i bez uprzedzeń. Nie chcieli się nawrócić i uwierzyć w Niego. Z powodu tej postawy Jezus nie dał im nowego znaku z nieba, którego się domagali.

Liczne znaki na niebie i na ziemi

„Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie? Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku” (Mt 16,3-4) Znaki „z nieba” są dawane po to, byśmy się ciągle nawracali. Bóg daje nam ich bardzo dużo – tak dużo, że nawet się łatwo do nich przyzwyczajamy i nie odczytujemy ich jako przypomnienie, że czeka nas sąd Boży i dlatego powinniśmy być stale na niego przygotowani przez skruchę, ciągłe nawracanie się, pragnienie poprawiania się, pokutę. O wielu znakach na niebie i na ziemi wspomina Księga Apokalipsy, mówiąca o coraz bliższym dniu rozliczenia się każdego z nas przed Bogiem ze swojego postępowania. Czytamy tam: „I ujrzałem: gdy otworzył pieczęć szóstą, stało się wielkie trzęsienie ziemi i słońce stało się czarne jak włosienny wór, a cały księżyc stał się jak krew. I gwiazdy spadły z nieba na ziemię, podobnie jak drzewo figowe wstrząsane silnym wiatrem zrzuca na ziemię swe niedojrzałe owoce. Niebo zostało usunięte jak księga, którą się zwija, a każda góra i wyspa z miejsc swych poruszone. A królowie ziemscy, wielmoże i wodzowie, bogacze i możni, i każdy niewolnik, i wolny ukryli się do jaskiń i górskich skał. I mówią do gór i do skał: Padnijcie na nas i zakryjcie nas przed obliczem Zasiadającego na tronie i przed gniewem Baranka, bo nadszedł Wielki Dzień Jego gniewu, a któż zdoła się ostać?” (Ap 6,12-17) Na sądzie przed Bogiem stanie każdy: „królowie ziemscy, wielmoże i wodzowie, bogacze i możni, i każdy niewolnik”. Nikt nie znajdzie możliwości ukrycia się przed Bożą sprawiedliwością w Dniu Pańskim. Nie uchronią nikogo ani żadne „góry” lub „skały”, które w ciągu życia wydawały się skuteczną obroną przed Bożą sprawiedliwością i sprzyjały lekceważeniu jej. Przed „obliczem Zasiadającego na tronie” stanie każdy: albo po śmierci, na sądzie szczegółowym, albo jeszcze za swojego życia, w Dniu Pańskim. O tym nieuchronnym wydarzeniu powinno nam przypominać każde trzęsienie ziemi, zaćmienie słońca, księżyc czerwony jak krew, w czasie zaćmienia lub w czasie niektórych jego wschodów; deszcze meteorytów, które przypominają gwiazdy spadające z nieba na ziemię; każdy tajfun i trąba powietrzna, która wywołuje wrażenie, że niebo zwija się jak zwój księgi; każdy wulkan, który czasem wywołuje wyłonienie się z wód nowej wyspy lub, przeciwnie, powoduje jej zmniejszenie się, zniszczenie lub całkowite zatopienie. Te znaki i kataklizmy zawsze powinny być odczytywane nie tylko jako „skutek ocieplenia się klimatu i nadmiaru dwutlenku węgla albo jakiejś dziury ozonowej”, lecz przede wszystkim jako powtarzające się Boże wezwania do nawrócenia, bo wcześniej czy później staniemy oko w oko z Bożą sprawiedliwością. I naprawdę nikt tego nie uniknie.

(Więcej o Bożej sprawiedliwości i o sądzie Bożym tutaj)

Codzienne znaki na niebie, dawane nam przez Boga

„Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie? Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku” (Mt 16,3-4) Trudno policzyć znaki Boże, dawane nam każdego dnia. Każdy codzienny wschód i zachód słońca to znaki, które powinny nas pobudzać do myślenia. Wschodzące słońce mówi nam, że Bóg daje nam nowy dzień w drodze do wieczności, abyśmy go dobrze przeżyli i zbliżyli się do nieba. Zachód słońca powinien nam przypominać, że któryś z ziemskich dni będzie naszym ostatnim na ziemi, a potem – wieczność. Jeśli mamy serca czyste, to przez wszystkie wspaniałe stworzenia zobaczymy Boga, który ciągle daje nam znaki swojej miłości, poucza nas i pomaga dojść do swojego domu – nieba.

Także nocne niebo przypomina nam o ważnych sprawach objawionych

„Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie? Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku” (Mt 16,3-4) Maryja jest nazywana „Gwiazdą zaranną” „śliczną Jutrzenką”, np. w pieśni religijnej, w której znajduje się prośba do Niej skierowana:
„Gwiazdo zaranna, śliczna Jutrzenko,
Niepokalana Maryjo Panienko!
Bez pierworodnej zmazy poczęta,
Módl się za nami, Królowo święta!”
Na sklepieniu niebieskim tą „Gwiazdą zaranną”,„Jutrzenką” jest bardzo jasna planeta Wenus, która albo wschodzi przed słońcem, albo podąża za nim, gdy ono zachodzi. Jedno i drugie położenie tej pięknej planety ma symboliczną wymowę. Kiedy Jutrzenka poprzedza wschód słońca, to je zapowiada, chociaż jest jeszcze ciemno. Tak było z Maryją, Matką Zbawiciela, „Wschodzącego Słońca” (Łk 1,78). Jej narodziny zwiastowały zbliżający się czas Jego przyjścia na świat. Zapowiadały nadejście naszego Pana, Jezusa Chrystusa, „dzięki litości serdecznej Boga naszego” (Łk 1,78) To „Wschodzące Słońce” – zapowiedziane przez narodziny Jutrzenki Zarannej, Maryi – jaśnieje „tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki zwrócić na drogę pokoju.”(Łk 1,79) Tak więc o naszym Zbawicielu i Jego Matce przypomina nam każde pojawienie się planety Wenus o wczesnym świcie. Kiedy natomiast planeta Wenus pojawia się wieczorem na zachodniej części nieba, to podąża za zachodzącym słońcem. To podążanie za nim przypomina nam godną naśladowania postawę Maryi, która zawsze wypełniała wolę Bożą i przez to podążała za Bogiem, Słońcem. Nie chodziła w życiu własnymi drogami, lecz tymi, które Jej wyznaczył Bóg. Te piękne cechy Maryi zostały zapisane w Piśmie Świętym, a także na sklepieniu niebieskim, aby przez cały rok przypominały ludziom mającym czyste serca Jej doskonały przykład życia.

Inny znak Maryjny na niebie

„Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie? Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku” (Mt 16,3-4) Jeszcze innego znaku Maryjnego na nocnym niebie można się doszukać w sąsiadujących ze sobą gwiazdozbiorach: Panny, Węża Morskiego (czyli Hydry) i Lwa. Blisko najjaśniejszej gwiazdy (Spiki) w konstelacji Panny, znajduje się ogon Węża Morskiego, który zawsze jest tak ustawiony, jakby uciekał od gwiazdozbioru Panny. Ten układ przypomina symbolicznie prawdę objawioną w Piśmie Świętym, że Niewiasta, Maryja Panna, zmiażdży głowę węża-szatana. On wie o tym, dlatego ma Ją w nienawiści i jakby ciągle uciekał od mocy, danej Jej od Boga. Tę ucieczkę symbolicznie pokazuje na niebie – kiedy jest widoczny – gwiazdozbiór Panny i Węża Morskiego. Te dwa gwiazdozbiory przypominają nam, że obronę przed szatanem i złymi duchami można znaleźć w pokornej Służebnicy Pańskiej, którą Bóg obdarzył potężną mocą. O tej mocy przypomina nam symbolicznie gwiazdozbiór Lwa, który znajduje się po stronie „głowy” konstelacji Panny. Zwycięskim bowiem „Lwem z pokolenia Judy” został nazwany w Księdze Apokalipsy (Ap 5,5) Syn Maryi, Jezus Chrystus. To od tego Boskiego „Lwa” Maryja otrzymała moc nad wężem-szatanem. Z tego powodu możemy u Niej szukać pomocy w czasie jego szczególnych ataków. Ona obroni nas przed nim mocą otrzymaną od swojego Boskiego Syna, Jezusa Chrystusa.

KWAS FARYZEUSZÓW I SADUCEUSZÓW

Przeprawiając się na drugi brzeg, uczniowie zapomnieli wziąć z sobą chleba.5 Jezus rzekł do nich: «Uważajcie i strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów!»6 Oni zaś rozprawiali między sobą i mówili: «Nie wzięliśmy chleba».7 Jezus, poznawszy to, rzekł: «Ludzie małej wiary czemu zastanawiacie się nad tym, że nie wzięliście chleba?8 Czy jeszcze nie rozumiecie i nie pamiętacie owych pięciu chlebów na pięć tysięcy, i ile zebraliście koszów?9 Ani owych siedmiu chlebów na cztery tysiące, i ileście koszów zebrali?10 Jak to, nie rozumiecie, że nie o chlebie mówiłem wam, lecz: strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów?»11 Wówczas zrozumieli, że mówił o wystrzeganiu się nie kwasu chlebowego, lecz nauki faryzeuszów i saduceuszów.12 (Mt 16,5-12)

Potrzeba uważnego słuchania słowa Bożego

„Jezus rzekł do nich: «Uważajcie i strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów!» Oni zaś rozprawiali między sobą i mówili: «Nie wzięliśmy chleba».” (Mt 16,6-7) Uczniowie Jezusa, przeprawiający się na drugi brzeg łodzią, nie zrozumieli Jego słów, ponieważ ich myśli i uwaga były skoncentrowane na braku chleba. Ich zachowanie to jakby ilustracja do słów Jezusa o ziarnie Bożym, które spadło między ciernie trosk doczesnych i nie mogło wzrosnąć, jak to wyjaśnił Jezus: „Posiane między ciernie (ziarno) oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne.” (Mt 13,22) Apostołowie jednak szybko wyplątali się z tych cierni dzięki pouczeniom Jezusa, które przyjęli po wysłuchaniu ich. Swoim przykładem pokazali nam, że trzeba stale słuchać słowa Bożego i ciągle się na nim koncentrować – nawet wtedy, gdy myślimy o zdobyciu codziennego chleba. Jeśli tego nie uczynimy, nie zrozumiemy wielu Bożych pouczeń, które zwiędną w nas jak słaba roślinka, która wyrosła z ziarna kiełkującego między cierniami. A tych cierni wiele jest w świecie. One oplatają nas i niszczą w nas Bożą prawdę, zastępując różnymi kłamliwymi ideologiami i złudzeniami.

Troska o chleb zamiast ufania Jezusowi

„Oni zaś rozprawiali między sobą i mówili: «Nie wzięliśmy chleba».” (Mt 16,7) Uczniowie Jezusa martwili się z powodu braku chleba, którego nie wzięli przez zapomnienie. Ogarniał ich niepokój, chociaż niedawno byli świadkami cudów rozmnożenia przez Jezusa chleba i ryb (Mt 14,13-21 i Mt 15,32-39). Nie tylko własnymi rękami rozdawali ten pokarm ludziom, ale z pewnością i sami jedli. Mogli się więc przekonać, że chleby i ryby nie były urojone, lecz – prawdziwe. Pomimo tego cudu zamartwiali się, kiedy spostrzegli w czasie przeprawiania się na drugi brzeg jeziora, że nie zabrali ze sobą chleba. Z niepokojem rozmawiali o tym między sobą, martwiąc się tym, że oni i Jezus będą bez posiłku. Jakby zapomnieli o Jego mocy, o Jego litowaniu się nad głodem cielesnym i duchowym człowieka.

Szerzący się kwas niechęci wobec Jezusa

Jezus rzekł do nich [do swoich uczniów]: «Uważajcie i strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów!» (Mt 16,6) Tym „kwasem faryzeuszów i saduceuszów była ich pełna niechęci postawa wobec Chrystusa. Ewangelie opisują powtarzające się ich ataki na Niego. Niechęć do Jezusa powstawała wskutek ich zazdrości i pychy. Zdawali sobie sprawę, że nie posiadają Jego mocy ani mądrości, dlatego ludzie mogą się odwrócić od nich i podążać za Nim. Ten „kwas” wciąż wzrastającej niechęci do Jezusa mógłby się przenieść na innych, nawet na Jego uczniów, gdyby byli nieostrożni. Dlatego Jezus zwrócił się do nich – uczniów, pośród których był także Judasz, Jego przyszły zdrajca – mówiąc: „Uważajcie i strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów!” (Mt 16,6). Oni jednak nie zrozumieli słów Jezusa myśląc, że zakazuje im spożywania lub kupowania chleba, wytwarzanego na bazie kwasu chlebowego. I dzisiaj w wielu sercach powstaje „kwas” niechęci do Jezusa Chrystusa i Kościoła, który jest Jego mistycznym ciałem. I nie tylko powstaje, ale również się przelewa na innych ludzi, wywołując w nich podobne niechętne uczucia. Wielu zaczyna gardzić i Kościołem, i Jezusem, naszym Zbawicielem, i Jego zbawczym Krzyżem. Ta niechęć, pogarda i nienawiść przelewa się na otoczenie, zarażając stopniowo nowych ludzi.

Zamaskowany kwas zła

„Jezus rzekł do nich: «Uważajcie i strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów!»” (Mt 16,6) Aby ustrzec się kwasu faryzeuszów i saduceuszów, czyli różnych form niechęci, pogardy i nawet otwartej nienawiści wobec Chrystusa i ludzi, trzeba „uważać”. Trzeba być uważnym i czujnym, bo „kwas zła” może w nas wniknąć niepostrzeżenie, podawany jest nam bowiem nieraz nie jako kwas, lecz jako słodkie i smaczne cukierki z witaminami. Dla zmylenia kwas zła przyobleka się w różne formy dobra, aby nie drażnił, nie budził odrazy i został przyjęty. Częstym opakowaniem kwasu zła, mającym pozory dobra, jest „wolność”, „demokracja”, „równouprawnienie”, „prawa kobiet”, „rozliczanie się”, „duma”, „posiadanie odwagi, by mówić”, „troska o przyrodę, zwierzęta, klimat”, „odnowa Kościoła i dostosowanie go do świata współczesnego”. Wszystkiego, co dobre, używa się jako piękną osłonę zatrutego kwasu zła i podaje codziennie przez środki społecznego przekazu. Dlatego Jezus mówi każdemu z nas: „Uważajcie!” Trzeba uważać, aby odróżnić dobro od zła.

Trzeba usunąć z serc „kwas faryzeuszów i saduceuszów”

„Jezus, poznawszy to, rzekł: «Ludzie małej wiary czemu zastanawiacie się nad tym, że nie wzięliście chleba? Czy jeszcze nie rozumiecie i nie pamiętacie owych pięciu chlebów na pięć tysięcy, i ile zebraliście koszów? Ani owych siedmiu chlebów na cztery tysiące, i ileście koszów zebrali? Jak to, nie rozumiecie, że nie o chlebie mówiłem wam, lecz: strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów?» Wówczas zrozumieli, że mówił o wystrzeganiu się nie kwasu chlebowego, lecz nauki faryzeuszów i saduceuszów. (Mt 16,8-12) Jezus, widząc zatroskanie uczniów z powodu tego, że nie zabrali ze sobą chleba, zwrócił im uwagę na coś znacznie ważniejszego od tego. Pouczył ich, że troska o chleb nie może być jedyną troską człowieka. Inną – równie ważną albo ważniejszą – ma być troska o stałe usuwanie ze swego wnętrza „kwasu faryzeuszów i saduceuszów”, czyli zła, zdeprawowania. Najgorszym „kwasem”, jaki powstał w ich sercach, była stale rosnąca w nich niechęć do Jezusa, a potem – pragnienie zabicia Go. Słowa Jezusa są bardzo ważne w naszych czasach, kiedy wszystko kręci się wokół „chleba”, czyli dobrobytu materialnego, jedzenia i przyjemności, a równocześnie wzrasta w ludzkich sercach coraz bardziej „kwas faryzeuszów i saduceuszów”, którym jest szerząca się niechęć do Kościoła, Mistycznego Ciała Chrystusa. Ten „kwas” zakwasza coraz więcej ludzkich serc i pobudza do atakowania Kościoła i wypisywania się z niego. Trzeba jednak pamiętać, że atak na Kościół jest atakiem na samego Chrystusa, który Szawłowi pod Damaszkiem nie powiedział: „Dlaczego prześladujesz mój Kościół, moich uczniów”, lecz: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? – powiedział. A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz.” (Dz 9,4-5) Nie da się więc atakować Kościoła, bez atakowania Jezusa.

Kwas faryzeuszów i saduceuszów albo kwas królestwa Bożego

„Jak to, nie rozumiecie, że nie o chlebie mówiłem wam, lecz: strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów?» Wówczas zrozumieli, że mówił o wystrzeganiu się nie kwasu chlebowego, lecz nauki faryzeuszów i saduceuszów.” (Mt 16,11-12) Trawiący serca przeciwników Jezusa kwas pogardy, obłudy, udawanej pobożności i nienawiści do Zbawiciela świata może pojawić się w każdym człowieku, który się nie broni przed nim i nie zastępuje go kwasem królestwa Bożego. Strzec się przed „kwasem faryzeuszów i saduceuszów” znaczy ciągle usuwać go ze swojego wnętrza i zastępować go innym kwasem, o który mówi Jezus – zaczynem królestwa Bożego, czyli kwasem prawdy i miłości. O tym dobrym kwasie mówił Jezus, kiedy pouczał o królestwie Bożym. Powiedział: „Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło.” (Mt 13,33) Ten dobry kwas królestwa Bożego pojawia się w sercach ludzi wierzących, otwartych na prawdę Bożą i pragnących kochać Boga i bliźnich, w sercach, które nie przyjmują faryzejskiego kwasu obłudy i niechęci do Chrystusa, Jego Kościoła i do bliźnich. Zaczyn królestwa Bożego stopniowo uszlachetnia całe życie tych ludzi, tworząc w nich królestwo dobra i prawdy.

Troska o chleb dla ciała nieraz większa niż o pokarm dla duszy

„Oni zaś rozprawiali między sobą i mówili: «Nie wzięliśmy chleba».” (Mt 16,7) To oczywiste, że człowiek musi jeść, bo inaczej umrze. Jednak jedzenie nie może się stać czymś w rodzaju bałwochwalczego kultu pokarmu, celebracją, marnowaniem czasu lub niszczeniem zdrowia. Dzisiaj panuje moda na różne diety, jakby w nich było ocalenie od każdego zła, grożącego człowiekowi. Jednak żadna dieta, nawet najzdrowsza, nie uświęca naszego ducha. Uświęca ją natomiast post, podejmowany z dobrą intencją, np. dla nawrócenia świata. Przesadne koncentrowanie się na dietach może odciągać od spraw duchowych, od troski o właściwe „odżywianie” naszej duszy. A ona – podobnie jak ciało – potrzebuje zdrowego pokarmu do prawidłowego funkcjonowania. Tym pokarmem nie jest jednak żadna dieta pokarmowa. Żadna nie oczyszcza duszy, splamionej egoizmem, grzechami. Nieraz może nawet przynieść szkody duchowe, gdy np. łączy się z obojętnością na los bliźnich, którzy nie mają środków, by zakupić dla siebie i swojej rodziny podstawowej żywności. Pokarmem dla duszy jest słowo Boże i Ciało Chrystusa, Komunia św.. Umacnia ducha także każdy dobry bezinteresowny czyn – wykonany dla chwały Bożej i dobra bliźnich – tak jak ćwiczenia gimnastyczne wzmacniają nasze ciało.

Potrzeba umacniania nie tylko ciała, ale i ducha ludzkiego

„Oni zaś rozprawiali między sobą i mówili: «Nie wzięliśmy chleba».” (Mt 16,7) Zaniepokojenie uczniów o brak chleba wyrażało ich troskę o pokarm dla ciała. Ale nie tylko ono wymaga pokarmu, również dusza go potrzebuje. Ciało do poprawnego działania i prawidłowego rozwoju potrzebuje także aktywności, ruchu, a często jeszcze dodatkowych ćwiczeń gimnastycznych. Podstawową aktywnością, która rozwija i uświęcająca naszego ducha jest miłość, przejawiająca się w bezinteresownych działaniach dla chwały Bożej i dla dobra człowieka. Każdy przejaw bezinteresownej miłości rozwija nas, nawet jeśli jest czysto duchowy, taki jak np. szczera modlitwa o tryumf Bożej prawdy i dobra na świecie, modlitwa za potrzebujących ludzi itp. Aby ludzka miłość i wypływająca z niej aktywność była rzeczywiście miłością, potrzeba karmienia swojej duszy Bożą prawdą. Ona jak światło pokazuje, jak powinna wyglądać rozumna, czyli prawdziwa miłość, jakie mają być jej dobre i sensowne przejawy. Bez światła prawdy, Bożej prawdy, można jako miłość traktować różne formy swojego egoizmu i zaspokajania swoich egoistycznych pożądań.

Ćwiczenia duchowne rozwijające ducha

„Oni zaś rozprawiali między sobą i mówili: «Nie wzięliśmy chleba».” (Mt 16,7) Ciało i dusza ludzka potrzebują pokarmu: ciało – fizycznego, dusza – duchowego. Również aktywność potrzebna jest i dla ciała, i dla ducha: aktywność miłowania Boga i ludzi oraz aktywność zdobywania prawdy. Często ciało – oprócz normalnego codziennego ruchu – potrzebuje dodatkowo różnych ćwiczeń gimnastycznych. Podobnie jest z naszą duszą. Pożyteczne dla niej i rozwijające ją są różne „ćwiczenia duchowne”. W Kościele były one znane, praktykowane i polecane od wieków. Do tych „ćwiczeń” zaliczają się takie praktyki jak rozmyślanie nad prawdami Bożymi, medytowanie ich; różne modlitwy, które ogarniają przede wszystkim ludzkie serce; lektura duchowa, czyli czytanie tego, co pobudza nas do życia zgodnego z Ewangelią; rekolekcje, odprawianie Drogi Krzyżowej, codzienne rachunki sumienia i bardzo wiele innych.

W dobie internetu można znaleźć jeszcze jedną pożyteczną praktykę, którą jest połączenie się z jakimś kościołem lub kaplicą z wystawionym Najświętszym Sakramentem i adorowanie Jezusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata. Może to być pożyteczne zwłaszcza dla tych, którzy nie mają w każdej chwili dostępu do otwartego kościoła.

Te „ćwiczenia” umacniają ducha ludzkiego, rozwijają go, tak jak gimnastyka wzmacnia ciało. Sprawiają że Chrystus może coraz bardziej stawać się naszym Królem, który naprawdę króluje w nas i pomaga nam podążać drogą zbawienia.

Pożyteczny lub zatruty pokarm dla ludzkiej duszy

„Oni zaś rozprawiali między sobą i mówili: «Nie wzięliśmy chleba».” (Mt 16,7) Wielu z nas myśli tylko o pokarmie dla ciała, zapominając o pokarmie dla duszy. Zdarza się też, że chcąc dać ludzkiemu duchowi pokarm, karmi się go duchową trucizną – fałszem, kłamstwami. Jedną z bardzo pożytecznych form duchowego pokarmu jest modlitwa myślna, kontemplacyjna, nazywana też, rozmyślaniem, rozważaniem, medytacją. Ten rodzaj modlitwy jest bardzo pożyteczny dla doskonalenia ludzkiego ducha. Ta medytacyjna modlitwa polega na koncentrowaniu się na Bogu, Jego obecności, miłości, wspaniałości, wszechmocy, mądrości, nieskończoności, miłosierdziu, niezmienności i innych Jego doskonałościach. Tę myślną modlitwę nazywa się też rozważaniem, gdyż rzeczywiście rozważa się podczas niej różne prawdy objawione przez Boga – prawdy związane z Nim i naszym zbawieniem. Rozważa się dane nam przez Boga pouczenia, które ukazują nam drogę do Niego, do coraz doskonalszego miłowania bliźnich. Rozważamy drogę wiodącą do zbawienia. Modlitewne medytacje nie są jednak rozważaniem jakiejś „martwej doktryny chrześcijańskiej”, lecz wsłuchiwaniem się w Boga żywego i obecnego przy nas i w nas. Na tej modlitwie „patrzymy” oczami duchowymi na żywego i obecnego Boga i słuchamy Go. Ta modlitwa jest odczytywaniem Jego woli, połączonym z pragnieniem jej wypełnienia. Dobra medytacja jest modlitewnym kontaktem z Bogiem, karmieniem duszy Jego prawdą i Nim Samym – Życiem i Źródłem wszelkiego życia. Cennej dla naszego ducha modlitewnej medytacji nad Bożą prawdą nie należy mylić z rozpowszechnionymi medytacjami wschodnimi. Z medytacją chrześcijańską łączy je tylko myląca nazwa. Nie są one modlitwą, ponieważ nie ma w nich rozważania żywego i osobowego Boga ani Jego prawdy objawionej. Ponieważ medytacje wschodnie nie są kontaktem z Bogiem żywym i prawdziwym, to – wbrew temu, co o nich mówią reklamujący je propagatorzy – nie odżywiają ducha ludzkiego i nie rozwijają go. Nie koncentrują one nikogo na Bogu, lecz na samym sobie, na czynnościach i pozycjach swojego ciała. Trudno przypuszczać, by ćwiczenie się w takim swoistym egocentryzmie mogło mieć pozytywny wpływ na rozwój miłości do Boga i do ludzi, na życie rodzinne. Nie rozwija miłości koncentrowanie się na sobie, tak jak nie rozwija jej koncentrowanie się bez przerwy na komórce, grach komputerowych i innych bezużytecznych dla siebie i bliźnich swoich pasjach.

Łatwość zapominania o wielkich dziełach Bożych

Chrystus przypomniał swoim uczniom dokonane niedawno cuda rozmnożenia chleba i ryb (Mt 14,13-21 i Mt 15,32-39).Powiedział: „Czy jeszcze nie rozumiecie i nie pamiętacie owych pięciu chlebów na pięć tysięcy, i ile zebraliście koszów? Ani owych siedmiu chlebów na cztery tysiące, i ileście koszów zebrali?” (Mt 16,9-10) Chrystus wypowiedział te słowa, bo Jego uczniowie zachowywali się rzeczywiście tak, jakby już zapomnieli o Jego wielkich cudach. Nie denerwował się jednak, lecz spokojnie przypomniał im to, w czym niedawno uczestniczyli i czego byli świadkami. Nieraz wierzący krytykują księży za to, że się powtarzają na kazaniach, że mówią ciągle jedno i to samo. Jednak tych krytykujących można by zapytać, czy się już tak zmienili, żeby nie trzeba było im przypominać na nowo tego samego. Ponieważ łatwo zapominamy o Bogu, o Jego wielkich łaskach, dlatego potrzebujemy ciągłych takich samych przypomnień, tak jak dziecko potrzebuje ustawicznego takiego samego przypominania o potrzebie dobrego postępowania. W Piśmie św. słowa się nie zmieniają. Są codziennie takie same, bo prawda jest zawsze taka sama i również nasze niedoskonałości i grzechy też są najczęściej, niestety, codziennie takie same.

Brak zaufania Bogu powiększa niepokoje

„Oni zaś rozprawiali między sobą i mówili: «Nie wzięliśmy chleba». Jezus, poznawszy to, rzekł: «Ludzie małej wiary czemu zastanawiacie się nad tym, że nie wzięliście chleba?»” (Mt 16,7-8) Jezus uznał za przejaw małej wiary zamartwianie się uczniów z powodu tego, że zapomnieli zabezpieczyć sobie posiłek na najbliższe godziny. Sami nie pomyśleli o zabraniu chleba, a o potędze Jezusa, który mógł im zapewnić pożywienie w każdej chwili, zapomnieli. Dlatego się martwili i niepokoili. I tak jest zawsze: brak zaufania Bogu pogłębia różne lęki i niepokoje rodzone przez świat: niepokój o pożywienie, o zdrowie i życie, o utrzymanie dzieci i rodziny, o przyszłość. I przeciwnie, ufność pokładana w Ojcu, którego prosimy: „Ojcze nasz... chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, te obawy zmniejsza lub całkowicie usuwa. Znając swoją słabość i łatwość zapominania o Bożej potędze, powinniśmy jak najczęściej w ciągu dnia myśleć i mówić: „Jezu, ufam Tobie” i „Ojcze nasz...”.

Uczniowie Jezusa nie rozmawiali wyłącznie o chlebie

„Oni zaś rozprawiali między sobą i mówili: «Nie wzięliśmy chleba».” (Mt 16,7) Apostołowie, na szczęście, nie rozmawiali tylko o ziemskim chlebie. Tylko czasem się martwili o jego brak. Nie to jednak było ich najważniejszą troską. Chodzili z Jezusem, pozwalali Mu się formować, chcieli zbawienia i dla siebie, i dla innych ludzi. Są jednak tacy, którzy naśladują tylko ich chwilową słabość i martwienie się o jedzenie. To ludzie zajęci wyłącznie chlebem i sprawami tego świata. Nie mają innych celów, jak tylko ziemskie. O nich myślą, do nich dążą. O wieczności nie myślą. Droga zbawienia ich nie interesuje. Pomaganie innym w zbawieniu jest im zupełnie obce. Nieraz dużo osiągają na ziemi, a niewiele lub nic dla swojego zbawienia. Skupianie się na sprawach tego świata wcześniej czy później prowadzi do niepokoju, udręczenia i smutku. Stopniowo zabija nadzieję życia wiecznego i w niczym nie pociesza. Inaczej jest z tymi, którzy często myślą o życiu wiecznym i starają się dojść do nieba. Pielęgnowana w ich sercach nadzieja budzi pokój i radość nawet wtedy, gdy ziemskie sprawy wywołują wyłącznie niepokój i poczucie beznadziejności. Nadzieja jest dla nich światłem w różnych mrocznych tunelach życia.

Nikt by na świecie nie głodował, gdyby ludzkość podążała za Chrystusem

Uczniowie rozmawiali między sobą o tym, że nie zabrali chleba. „Jezus, poznawszy to, rzekł: «Ludzie małej wiary czemu zastanawiacie się nad tym, że nie wzięliście chleba? Czy jeszcze nie rozumiecie i nie pamiętacie owych pięciu chlebów na pięć tysięcy, i ile zebraliście koszów? Ani owych siedmiu chlebów na cztery tysiące, i ileście koszów zebrali?” (Mt 16,8-10) Martwiącym się o brak jedzenia uczniom Jezus przypomniał swoje cuda rozmnożenia chleba i ryb (Mt 14,13-21 i Mt 15,32-39) i to, że zebrali o wiele więcej odpadków jedzenia niż mieli go na początku. Przypomniał im swoją hojność w dawaniu, aby Mu nadal ufali i pamiętali, że dla Niego nie stanowi żadnej trudności nakarmienie tłumów, a nawet – całej ludzkości. I tak by rzeczywiście było, gdyby świat Go nie odrzucał. Nie byłoby głodu na świecie nie tylko z powodu jakiegoś Jego nadzwyczajnego cudu. Nie. Gdyby bowiem ludzkość poważnie traktowała Jego i Jego naukę, ludzie troszczyliby się z miłością o każdego potrzebującego człowieka. Nie byłoby szkodliwej super-konsumpcji, nie marnowano by też żywności i dlatego nikomu by jej nie zabrakło.

Umocnienie ufności i wiary uczniów przez Jezusa

„Oni zaś rozprawiali między sobą i mówili: «Nie wzięliśmy chleba». Jezus, poznawszy to, rzekł: «Ludzie małej wiary czemu zastanawiacie się nad tym, że nie wzięliście chleba?»” (Mt 16,7-8) Kiedy Jezus zauważył rozmowy uczniów, które ujawniały ich brak pełnego zaufania Mu i zapomnienie o Jego mocy, zwrócił się do nich, aby wzmocnić ich wiarę. Przypomniał im dokonane przez Siebie cuda rozmnożenia chleba i ryb (Mt 14,13-21 i Mt 15,32-39) – cuda, który ujawniły Jego potęgę i wrażliwość na wszystkie potrzeby człowieka, także na te najbardziej elementarne jak konieczność jedzenia. Chociaż uczniowie o nic Go nie pytali, to jednak odezwał się do nich. Ponieważ troszczył się o rozwój ich wiary, dlatego zaczął mówić. Jego słowa były pokarmem dla ich ducha. Tego pokarmu im nie żałował, tak jak nie żałował tłumom pokarmu z cudownie rozmnożonego chleba i ryb. Przykład Jezusa przypomina nam, że gdy dostrzegamy brak wiary w jakimś człowieku, powinniśmy zawsze zareagować. Jeśli można mu przekazać słowo Boże, to powinniśmy to uczynić. Często jednak nie jest to możliwe. Wtedy także powinniśmy zareagować, modląc się za konkretnego człowieka, ludzi i cały świat, który pogrążył się w niewierze. Modlitwę można umocnić jakąś formą postu i umartwienia.

Inny Chleb, za który trzeba dziękować

„Czy jeszcze nie rozumiecie i nie pamiętacie owych pięciu chlebów na pięć tysięcy, i ile zebraliście koszów? Ani owych siedmiu chlebów na cztery tysiące, i ileście koszów zebrali?” (Mt 16,9-10) Jezus przypomniał swoim uczniom dwa cudowne rozmnożenia chleba, które dokonały się przy nich (Mt 14,13-21 i Mt 15,32-39), bo jakby zapomnieli o tych niezwykłych wydarzeniach. Dzisiaj Jezus wielu na świecie musiałby przypomnieć, że jest Bogiem, który zapewniłby żywność wszystkim mieszkańcom ziemi, gdyby wszyscy zachowywali Jego przykazanie miłości do bliźniego i troszczyli się o ludzi tak, jak to przykazanie nakazuje. Ale przede wszystkim musiałby przypomnieć bardzo wielu o innym cudownym chlebie – o Komunii św.. W niej On sam karmi nas swoim Ciałem i swoją Krwią. O tym prawdziwym Chlebie Życia wielu zapomina albo – ściślej mówiąc – ignoruje go przez lekceważące podejście do Mszę św. Wielu wybiera rozrywki i przyjemności zamiast pójść na Ucztę Eucharystyczną i posilić się Ciałem i Krwią Chrystusa. Ponadto każda Msza św. jest uobecnieniem Ofiary krzyżowej Jezusa, w którą możemy się włączyć i za którą wypadałoby nam jak najczęściej dziękować. Tej ofierze bowiem zawdzięczamy możliwość osiągnięcia wiecznego zbawienia.

Jezus przypomniał to, co uznał za ważne w danej chwili

„Czy jeszcze nie rozumiecie i nie pamiętacie owych pięciu chlebów na pięć tysięcy, i ile zebraliście koszów? Ani owych siedmiu chlebów na cztery tysiące, i ileście koszów zebrali?” (Mt 16,9-10) Jezus przypomniał dwa cudowne rozmnożenia chlebów (Mt 14,13-21 i Mt 15,32-39). W Jego przytoczonych przez Ewangelistę słowach nie ma mowy o pomnożeniu ryb, lecz tylko o rozmnożeniu chleba i o zebranych licznych koszach pełnych ułomków, które jedzący pozostawili. Napełnione ułomkami jedzenia kosze musiały bardzo mocno utkwić w pamięci uczniom, którzy rozdawali tłumom chleby i ryby. Zebrali bowiem więcej ułomków, które pozostawili jedzący ludzie, niż dali Jezusowi do pobłogosławienia i pomnożenia. Jezus przypomniał im ten fakt, abyśmy my i oni pamiętali o hojności Boga, dbającego o pokarm dla swoich stworzeń. Przypomniał to wydarzenie również dlatego, żebyśmy nie marnowali pokarmu, którego – dzięki dobroci Boga – mamy pod dostatkiem, gdyż nawet tym, co nam pozostaje, można nakarmić wielu.

Przypomnienie o konieczności dzielenia się chlebem

„Czy jeszcze nie rozumiecie i nie pamiętacie owych pięciu chlebów na pięć tysięcy, i ile zebraliście koszów? Ani owych siedmiu chlebów na cztery tysiące, i ileście koszów zebrali?” (Mt 16,9-10) Jezus wspomniał swoje cudowne rozmnożenia chleba, aby Jego uczniowie nie tylko troszczyli się o chleb dla siebie, lecz by dzielili się nim z innymi. Czy to będzie pięć chlebów, czy siedem, trzeba się dzielić nimi w imię Jezusa, a nie zabraknie pożywienia ani dającym, ani otrzymującym je. Ważne, by wszystkie dobre czyny wykonywać nie dla zaspokojenia swojej pychy, lecz pokornie – z Jezusem i w Jego imię.

Puste torby i kosze pełne chleba

„Oni zaś rozprawiali między sobą i mówili: «Nie wzięliśmy chleba». Jezus, poznawszy to, rzekł: «Ludzie małej wiary czemu zastanawiacie się nad tym, że nie wzięliście chleba? Czy jeszcze nie rozumiecie i nie pamiętacie owych pięciu chlebów na pięć tysięcy, i ile zebraliście koszów?” Ani owych siedmiu chlebów na cztery tysiące, i ileście koszów zebrali?” (Mt 16,7-10) Swoim uczniom, zaniepokojonym pustymi torbami – bo nie zabrali chleba – Jezus zadał pytanie: „i ile zebraliście koszów” z resztkami chlebów, po cudach ich rozmnożenia i nakarmienia wielkich rzesz? Uczniowie, którzy mieli przed udaniem się na drugi brzeg jeziora zabrać jedzenie, zapomnieli to zrobić. Zawiodła ich pamięć. Puste torby, bez chleba – z powodu ich roztargnienia – kontrastują z koszami pełnymi resztek chleba, po dokonanych przez Jezusa cudach. Ten przykład pokazuje różnicę między ułomną zapobiegliwością ludzką i doskonałą – Boską.

Na polecenie Jezusa uczniowie podzielili się niewielką ilością pożywienia

„Czy jeszcze nie rozumiecie i nie pamiętacie owych pięciu chlebów na pięć tysięcy, i ile zebraliście koszów? Ani owych siedmiu chlebów na cztery tysiące, i ileście koszów zebrali?” (Mt 16,9-10) Jezus przypomniał swoim uczniom sytuację, w której się znaleźli oni sami i tłumy, które poszły za Nim. Nie posiadali pożywienia. Tylko ktoś miał zaledwie pięć chlebów, podczas gdy zgromadziło się wokół Jezusa „około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.” (Mt 14,21) Innym razem uczniowie dysponowali tylko siedmioma chlebami, a mimo to – dzięki Jezusowi – nakarmili „cztery tysiące mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.” (Mt 15,38) Sytuacje braku pożywienia zdarzają się na ziemi w czasie wojen, klęsk głodu albo tam, gdzie nie ma miłości i elementarnej sprawiedliwości. Wtedy niewielka ilość żywności nie wystarcza dla wyżywienia wszystkich ludzi. W takich okresach potrzebna jest humanitarna mobilizacja. Trzeba się dzielić nawet niewielką ilością posiadanego jedzenia, tak jak to zrobili uczniowie Jezusa na Jego polecenie. Jednak przy takich dobroczynnych akcjach nie wolno liczyć wyłącznie na siebie i na pomoc ludzką. Trzeba zawierzyć naszemu prawdziwemu Zbawicielowi. Jeśli zaczniemy się dzielić, to On sprawi, że pożywienia nie braknie dla nikogo. Nie będą głodować ani dzielący się chlebem, ani ci, którzy chleb otrzymują. Każdy jednak musi zaufać Bogu, Jego Opatrzności, i zacząć się dzielić z innymi. Gdyby uczniowie Jezusa nie zrobili tak, jak On im polecił i nie rozdali tłumom posiadanej żywności, to jedynie kilkanaście lub kilkadziesiąt osób by się pożywiło, a tysiące pozostałyby głodne.

Ludzie „małej wiary”

„Jezus, poznawszy to, rzekł: «Ludzie małej wiary czemu zastanawiacie się nad tym, że nie wzięliście chleba?” (Mt 16,8) Chrystus nazwał „ludźmi małej wiary” swoich najwierniejszych uczniów, bo ich uwaga była skoncentrowana na braku chleba. Może zaskakiwać to stwierdzenie, gdyż Apostołowie wierzyli w Niego, przyjmowali Jego naukę. A jednak usłyszeli: „Ludzie małej wiary...”. Jezus tak określił ich wiarę, ponieważ uczniowie zapomnieli, że przy Nim nie będą głodni, nawet jeśli nie wzięli ze sobą chleba. Te same słowa są skierowane do całego świata i do wielu, a może nawet do większości z nas, wierzących w Niego. Wiara jest słaba, gdy nie ufamy w pełni Bożej Opatrzności, nawet gdybyśmy umieli dobrze wyjaśniać wszystkie prawdy wiary. Słabość wiary ujawnia się szczególnie w okresach różnych kryzysów ekonomicznych.

WYZNANIE PIOTRA

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?»13 A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków».14 Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?»15 Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego».16 Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie.17 Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą.18 I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie».19 Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.20 (Mt 16,13-20)

PIERWSZA ZAPOWIEDŹ MĘKI I ZMARTWYCHWSTANIA

Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie.21 A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie».22 Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki».23 (Mt 16,21-23)

WARUNKI NAŚLADOWANIA JEZUSA

Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.24 Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.25 Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?26 Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.27 Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim».28 (Mt 16,24-28)

(Omówienie prawd wiary dla małych dzieci można znaleźć tutaj)

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski



Tytuły rozważań