Rozważanie Ewangelii według św. Mateusza


Tytuły rozważań


ROZDZIAŁ 4


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28


Kuszenie Jezusa (por. Łk 4,1-13)

Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła.1 A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód.2 Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem».3 Lecz On mu odparł: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych».4 Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni5 i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień».6 Odrzekł mu Jezus: «Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego».7 Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych8 i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon».9 Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz».10 Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.11 (Mt 4,1-11)

Zuchwałe kuszenie Jezusa przez szatana

Tuż przed rozpoczęciem publicznego działania zły duch chciał Jezusa odciągnąć od zbawczego wykonania dzieła, dla którego został posłany przez Ojca. Zbawiciel miał je wypełnić przez posłuszeństwo Jemu, Bogu, przez pokorną służbę miłości aż po śmierć krzyżową. Temu chciał przeszkodzić diabeł. Wiedział, że Jezus jest zdolny do wielkich ofiar, dlatego chciał nauczyć Go innego sposobu życia – takiego, jakiemu poddaje się wielu na tym świecie, polegającego na egoistycznym dbaniu o siebie, na dogadzaniu sobie, zabieganiu o światową sławę i szukaniu władzy ziemskiej, nawet za cenę uwielbiania szatana i służenia mu. Kusiciel usiłował przekonać Jezusa, że tylko taką drogą może coś osiągnąć na tym świecie, że tylko taki sposób życia ma sens. Szatan doznał porażki i jego pycha została straszliwie ugodzona, dlatego na różne sposoby walczył z Jezusem, aby Mu przeszkadzać w doprowadzeniu do końca powierzonego Mu dzieła. Znalazł też wielu pomocników: arcykapłanów, faryzeuszów, uczonych w Piśmie, a nawet jednego z Dwunastu, Judasza. I dzisiaj znajduje wielu podobnych do nich, przedstawionych w Księdze Apokalipsy między innymi jako Bestie (por. Ap 13).

Co by się stało, gdyby Chrystus uległ diabelskim pokusom?

Wiemy, że Jezus, na szczęście, odrzucił wszystkie mamiące pokusy złego ducha. Można jednak postawić sobie teoretyczne pytanie: A co by było, gdyby posłuchał rad szatana? Gdyby to zrobił, nie dokonałby dzieła Odkupienia. Przestałby być naszym Zbawicielem. Nie różniłby się bowiem od innych wielkich, potężnych i sławnych egoistycznych konsumentów tego świata, którzy swoim przykładem nie do dobra przyciągają, lecz do zła. Gdyby Jezus stał się do nich podobny, nie zbudowałby królestwa dobra, lecz – tak jak oni – królestwa egoizmu, przemocy, terroru, wykorzystywania innych. Zamiast królestwa Bożego, budowałby sobie – tak jak oni – luksusowe pałace. Musiałby tak jak oni wykorzystywać ludzi, aby mieć środki do prowadzenia egoistycznego konsumpcyjnego stylu życia. Stałby się tyranem nad tyranami, gdyż wykorzystywałby w złym celu swoją cudotwórczą moc. Wszystkich by prześcignął w ilości posiadanych bogactw, sławy i ziemskiej potęgi. Taki Jezus, podobny do różnych tyranów, nic by nie dał ludzkości. Na pewno nie przyniósłby jej zbawienia.

Nienaruszona świętość Jezusa Chrystusa

Syn Boży przyjął ludzką naturę taką jak nasza. Przyjął postać człowieka-sługi, „stawszy się podobnym do ludzi”. (Flp 2,7) Nie upodobnił się jednak do nas w grzeszności. Tego nie mógł znieść szatan i kusił Chrystusa, aby się zmienił i przestał być sługą zbawiającym ludzi. Według zamiaru kusiciela miał się stać sługą służącym samemu sobie, tak jak to czyni skażona ludzkość. Szatan chciał, aby Jezus stał się podobny do ludzi również w grzechu. Tego na szczęście złemu Duchowi nie udało się osiągnąć. Jezus nie popełnił żadnego grzechu, dlatego może nas wyzwolić z niego, przekazując nam przez Ducha swoją Świętość.

„Niewinne” szatańskie pokusy

Gdyby Chrystus uległ szatanowi i zaczął żyć, i działać według jego rad, to przestałby być naszym Zbawicielem. Nie służyłby bowiem ani Bogu, ani nam. Żyłby egoistycznie dla samego siebie, spełniając swoje zachcianki i dążąc po trupach do władzy, jak to czynili najgorsi tyrani, którzy żyli na naszym świecie. Ta straszna rzecz stałaby się, gdyby Chrystus uległ pozornie błahym pokusom – takim jak zjedzenie cudownie utworzonego chleba, zeskoczenie ze świątyni i pokłonienie się diabłu. Szatan nie namawiał Chrystusa do zbrodni, do okrucieństwa, lecz dawał pozornie dobre rady. Chrystus miał tylko ujawnić swoją moc, zamieniając kamienie w chleb i skacząc bezpiecznie z narożnika świątyni. Może zuchwale i bezczelnie brzmiała tylko ostatnia pokusa, by oddać złemu duchowi pokłon w zamian za jego potężną pomoc. Szatan chciał przekonać Chrystusa, że otrzyma naprawdę wiele za tak mało: cud, zeskoczenie ze świątyni i mały pokłon. Tylko tyle. Przez to „niewiele” diabeł chciał jednak wprowadzić Jezusa na drogę, którą kroczyli różni najwięksi tyrani i mordercy, jakich znała historia. Każda bowiem droga zła na początku wygląda niewinnie, a w miarę podążania nią pojawiają się coraz to większe grzechy – nawet ludobójstwo i bogobójstwo.

Pycha i wściekłość i szatana

Szatan kusił Chrystusa, bo przeczuwał, że dzieje się coś niedobrego dla niego i jego królestwa, napełnionego jego ziemskimi poddanymi. Niepokojącym dla niego znakiem było przyjście na świat Maryi. Pojawiła się na ziemi Kobieta, nad którą nigdy nie miał żadnej władzy, bo nie słuchała jego pokus. To musiało go rozwścieczyć. Mógł się obawiać, że już pojawiła się na ziemi zapowiedziana Niewiasta, która jemu, sprytnemu wężowi, zmiażdży głowę (por. Rdz 3,15). Wiedział też, że Syn Maryi jest Kimś wyjątkowym, bo też nie miał nad nim władzy. Wściekłość i pycha popchnęły zatem upadłego anioła do rozpoczęcia ataku na Jezusa. Odważył się Go kusić, aby mieć w Nim o jednego poddanego więcej, silniejszego od wszystkich swoich współpracowników, jakich dotąd posiadał: potężniejszego i bardziej inteligentnego od nich. Nie udało mu się to, dlatego przez oddanych mu ludzi rozpoczął akcję doprowadzenia Go do śmierci, aby w ten sposób usunąć Go ze świata i przerwać Jego działalność na ziemi.

Najpierw zajmij się sobą

Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem»” (Mt 4, 3). Kusząc Jezusa, by zamienił kamienie w chleb i jadł, diabeł jakby chciał Mu powiedzieć: Zapomnij o swojej wielkiej misji dla dobra ludzi i zajmij się sobą – jedzeniem. Kusił Go, aby postępował według zasady, którą wielu powtarza i stosuje w swoim życiu: zatroszcz się o siebie, bo jak się nie zatroszczysz, to nikt tego za ciebie nie zrobi. Nikt – to znaczy ani Bóg, ani drugi człowiek. Inaczej mówiąc, szatan kusił Jezusa, tak jak kusi innych ludzi, aby nie kierowali się w życiu miłością, lecz egoizmem; aby los własny był dla nich ważniejszy niż los innych ludzi. Dzisiaj szatańską pokusę ubiera się w piękne słowa i mówi się o „asertywności”, o wyrażaniu swoich potrzeb i szukaniu spokoju w nieprzejmowaniu się losem innych ludzi. A faktycznie los milionów na świecie może doprowadzić do wielkiego smutku i niepokoju tego, kto prawdziwie kocha, może przeszkadzać w przeżywaniu swojego egoistycznego zadowolenia z życia.

Żeby był jak bogacz niewrażliwy na cierpienie ubogich

Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem»” (Mt 4, 3). Pozornie niewinna pokusa spożycia chleba powstałego z cudownie przemienionych kamieni miała być – według planów szatana – początkiem stopniowego zamieniania Jezusa w zadowolonego z życia i niewrażliwego na cudze cierpienie bogacza, o którym On sam powiedział swojej przypowieści: „Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz.” (Łk 16,19-20) Szatan cieszyłby się z Jezusa podobnego do wielu: ucztującego, bawiącego się, trwoniącego pieniądze na wspaniały ubiór. Niestety, wielu nie widzi w takim sposobie życia nic złego. Jezus jednak wiedział, że taki styl życia stopniowo pogrąża w coraz to większym egoizmie i prowadzi do niewrażliwości na cierpienie ludzi biednych.

Syn Boży „postawiony na narożniku świątyni”

„Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień».” (Mt 4,5-6) Najprawdopodobniej diabeł rozbudził w Jezusie wyobraźnię i podsunął mu myśl, że stoi na narożniku świątyni, widzi ogromny tłum i rzuca się w dół na oczach pełnych podziwu ludzi, którzy oklaskują Go, wyrażają swój zachwyt. Diabeł podsunął Jezusowi myśl, że w taki sposób powinien rozpocząć swoją misję – nie przez długi post, modlitwę, odsuniecie się od ludzi na jakieś odosobnione miejsce. Według diabła Jego właściwe miejsce jest „na narożniku świątyni”. Co za bezczelność! Temu, który jako Syn Boży równy Ojcu zajmuje centralne najświętsze miejsce w świątyni kusiciel mówi, że powinien stanąć na jej „narożniku”. Jezus nie posłuchał. Chodził do świątyni i tam nauczał. Nigdy jednak nie stał na świątynnym narożniku. Jego miejsce było tam, gdzie ludzie przychodzili słuchać Bożej Mądrości. I tam przychodził, tam lud karmił nie jakimiś spektakularnymi sztuczkami, lecz słowem Bożym, które daje życie wieczne.

Jezus wchodził do świątyni, aby uświęcać

„Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień».” (Mt 4,5-6) Jezus nie stanął nigdy na narożniku świątyni, bo nie tam było miejsce dla Syna Bożego. Przychodził do świątyni jerozolimskiej, aby nauczać. Wszedł do niej również po to, by wyrzucić z niej handlarzy. Uczynił to w tym celu, żeby dom Ojca był miejscem modlitwy. Również wtedy nie stał na narożniku świątyni, aby wzbudzać podziw. Przeciwnie, zamiast popularności znalazł wrogość tych, którzy odczuli finansowe skutki Jego działalności i gniewu – gniewu Bożego.

Podstępne zwodzenie przez diabła

„Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień».” (Mt 4,5-6) Ta pokusa szatańska pokazuje, co diabeł ma naprawdę do zaoferowania człowiekowi: nic zamiast czegoś naprawdę wielkiego. Szatan kusił Jezusa, żeby On, Syn Boży, stał się „błaznem”, który zabawia ludzi swoimi sztuczkami. I to „błazeństwo” rzekomo miało być czymś wielkim, wartościowym, potężnym – jedynym akceptowanym przez świat. Taka jest diabelska taktyka. Kusiciel pokazuje człowiekowi różne sposoby marnowania swojego życia ziemskiego jako coś cennego, a podążanie na wieczne potępienie i cierpienie – jako pełnię życia, wolności, swobody i radości.

Duchowy pokłon oddawany szatanowi

„Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon»” (Mt 4,8-9). Szatan wie, że są na świecie liczni ludzie, którzy chcą go sobie pozyskać, aby korzystać z jego pomocy. Z tego powodu myślał, że zwiedzie również Jezusa. Przecież wielu władców udało mu się już oszukać. Wielu, ulegając jego wpływowi, zaczęło traktować swój urząd i stanowisko jako źródło zysku. Posiadana przez nich władza stała się pokarmem dla ich próżności i żądzy potęgi ziemskiej. Szatanowi podobałoby się, żeby również Jezus uległ jego pokusie i stał się jednym z tych władców, którzy traktują swoich poddanych jak niewolników, źródło zysku i wykonawców różnych ich nikczemnych planów. Chciałby, żeby Jezus kłaniał mu się nie tylko zewnętrznie, przez jakiś gest ciała, ale duchowo, „wielbiąc” jego złe działania, kłamiąc i zwodząc tak jak on. Jezus nie zgodził się na to. Niestety, istnieje na świecie wielu takich, którzy wprawdzie nie zaliczają się do satanistów jawnie wielbiących Szatana, jednak oddają mu duchowy kult, przez realizowanie jego planów. A jego zamiarem jest doprowadzenie ludzkości do zupełnego zdeprawowania jej i do wiecznego potępienia, aby jak najwięcej ludzi było tam, gdzie on jest, czyli w piekle, i aby tam mógł nad nimi mieć wieczną władzę i okazywać im swoją nienawiść i pogardę.

(Więcej o wiecznym piekle tutaj)

„Idź precz, szatanie!”

Diabeł rzekł do Jezusa: „«Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon». Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz». Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu”. (Mt 5,9-11) Jezus nie wdawał się w dialog z szatanem, który zawsze by znalazł jakąś odpowiedź, aby próbować oszukać. Kusiciel usłyszał tylko zdecydowane: „Idź precz, szatanie!” i dodatkowe wyjaśnienie, dane bardziej wszystkim pokoleniom niż samemu diabłu: „Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”. Na taką reakcję szatan nie miał innej odpowiedzi niż opuszczenie Jezusa.

Upokorzony diabeł odszedł od Jezusa

„Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu”. (Mt 4,11) Szatan doznał porażki, kusząc Jezusa. Z wściekłością więc odszedł od Niego. Gdyby jednak Jezus posłuchał go, tak jak to czynią inni ludzie, to nie odszedłby od Niego. Kusiłby Go dalej, bo wiedziałby, że ma szansę przemienić Go w próżnego i egoistycznego „gwiazdora” lub w okrutnego władcę, podobnego do innych jego sług. Tak się nie stało. Ani Jezus, ani Jego Matka nigdy nie stanęli po stronie szatana, dlatego są dla nas potężnymi obrońcami przed jego zwodniczymi pokusami.

O kuszeniu Jezusa zobacz komentarz do: (Łk 4,1-13)

Początki publicznej działalności Jezusa

Gdy [Jezus] posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei.12 Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego.13 Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza:14 Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego. Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan!15 Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło.16 Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie».17 (Mt 4,12-17)

Wielki, choć pozornie niewiele znaczący

„Gdy [Jezus] posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego”. (Mt 4,12-13) Jezus jest Zbawicielem, który po rozpoczęciu publicznej działalności nie przebywał w jednym miejscu. Nie pozostał w Nazarecie, nie żył stale w Kafarnaum, chociaż tam się osiadł. Przenosił się z miejsca na miejsce, ucząc swoim słowem i przykładem życia oddanego w pełni Bogu Ojcu i bliźnim. Nie zbudował sobie nie tylko pałacu, ale nawet skromnego domu. Niewiele znaczył w oczach wielkich tego świata, takich jak Herod, arcykapłani, faryzeusze, uczeni w Piśmie. Jednak to nie oni lecz On odkupił świat i ciągle przemienia ludzkie serca. Nie oni lecz On zmienił bieg historii i nadal to czyni, wydobywając bez przerwy ludzi z mroków zła. Wielcy tego świata poumierali – między innymi Herod, który uwięził Jana Chrzciciela – a On, niby niewiele znaczący wędrowny kaznodzieja, żyje nadal i wszystko posiada w swoich rękach. To nie kto inny lecz On jest prawdziwym Królem świata.

Jezus spełnił Bożą obietnicę

„Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego. Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło.” (Mt 4,14-16) „Galilea pogan” zetknęła się ze światłością Bożą. Później, po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezusa, Ewangelia była głoszona pogańskim narodom, które dzięki niej poznały swojego Zbawiciela. Dzisiaj świat potrzebuje na nowo Ewangelii, bo stał się w dużej części światem ponownie pogańskim. Potrzebuje nowych głosicieli słowa Bożego, aby na nowo odkrył Tego, który jest jedynym prawdziwym Zbawicielem. Może brakuje mu akurat ciebie, abyś mu przyniósł prawdę Bożą. Tak, właśnie ciebie!

Chrystus światłością, która rozprasza mroki zła i kłamstwa

„Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło”. (Mt 4,16) Jezus, Światło, poszedł do przebywającego w ciemności ludu, aby ujrzał światłość, która zstąpiła z nieba. Udał się do cienistej krainy śmierci, aby ją rozświetlić blaskiem przyniesionej Ewangelii. To szatan rozpostarł nad światem ciemności swoich kłamstw i robi wszystko, co może, aby żadna światłość nie rozproszyły jego mroków. Nawet kusił Jezusa, żeby nie zajmował się nauczaniem, lecz swoim dostatnim życiem, zdobywaniem sławy i władzy. Bał się Chrystusa i światła Jego prawdy, bo ono rozprasza ciemności kłamstw, w których znalazły się narody ziemi. Szatan chce, żeby jego ciemności, jego królestwo zła i kłamstwa trwały na ziemi tak jak w piekle. Chrystus jednak przyszedł zniszczyć Jego królestwo i wprowadzić królestwo Boże, w którym wola Boża ma być na ziemi wypełniana tak, jak jest spełniana w niebie.

Jezus poszedł nakarmić wygłodzonych duchowych nędzarzy

„Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie»” (Mt 4,17). Jezus zaczął nauczać. Nie posłuchał rad diabła, który na początku Jego publicznej działalności kusił Go, aby według jego wskazówek zaczął sobie urządzać życie młodego, trzydziestoletniego mężczyzny. Miał zająć się sobą, zabawiać ludzi, aby zyskać popularność. Przede wszystkim jednak miał zdobywać władzę dzięki diabelskiej pomocy i potędze silnych sprzymierzeńców, którzy sami oddali się na usługi szatanowi. Jezus odrzucił pokusę łatwego życia, którą Mu podsuwał szatan. Nie żył jak bogacz z Jego przypowieści, „który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił”, i nie zwracał uwagi na chorego i biednego, pokrytego wrzodami Łazarza, który żebrał u bramy jego pałacu (por. Łk 16,19-20). Zbawiciel nie był obojętny na los duchowych nędzarzy, którzy zapełniali ziemię. Przyszedł, aby oczyścić ich z grzechów i zbawić. Rozpoczął zatem swoje nauczanie, aby zdobywać ich dusze i pobudzić do nawrócenia. Powtarzał to, co głosili prawdziwi posłańcy z nieba: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 4,17). Jezus nie ułożył sobie życia tak, jak tego chciał szatan, lecz tak jak tego oczekiwał od Niego Ojciec niebieski. Dlatego nie stał się jednym z wielu, którzy przeszli do historii jako tyrani i krzywdziciele. Przyszedł do nas jako Zbawiciel i pozostał nim na wieczność, znienawidzony przez piekło i tych wszystkich na ziemi, którzy je wspierają i próbują zniszczyć dzieła Pana wszechświata.

Powołanie pierwszych uczniów przez Jezusa

Gdy [Jezus] przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami.18 I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi».19 Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.20 A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał.21 A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.22 (Mt 4,18-22)

Zbawiciel przygotowujący przyszłość

Jezus dobrze znał kres swojej ziemskiej działalności i ziemskiego życia. Oczywiście, jako Syn Boży mógł inaczej ułożyć swoje ziemskie posłannictwo np. mógł jako nieśmiertelny Pan do końca świata działać samodzielnie, zbawiając ludzi na całym świecie. Nie takie jednak były Boże plany. Jezus, wcielony Syn Boży, miał umrzeć jak każdy człowiek. Po zmartwychwstaniu nie miał już przebywać w widzialny sposób na ziemi i działać tak, jak to było przed Jego śmiercią. Chciał, aby Jego uczniowie wraz z Nim kontynuowali rozpoczęte przez Niego dzieło budowania królestwa Bożego na ziemi. Aby wykonać ten zamiar, zaczął powoływać swoich uczniów. To dzięki nim i ich następcom Chrystus miał pozostać z nami w Eucharystii aż do skończenia świata.

Rybacy łowiący ludzi

Do Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, Jezus powiedział: „«Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi».A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał”. (Mt 4,19-21) Ewangelista mówi o uczniach „powołanych” przez Jezusa. Zostali oni wezwani do pójścia za Nim, aby zdobyć nowe umiejętności. Mieli się stać „rybakami ludzi”. Mieli łowić ludzi pogrążonych w oceanach egoizmu, nienawiści, bałwochwalstwa, kultu samego siebie i zamieniać ich w uczniów Jezusa, Jego przyjaciół. Mieli ich wyławiać z mórz zła i oddawać w ręce dobrego Jezusa, aby pomógł im się przemienić i osiągnąć wieczne zbawienie. To powoływanie przez Chrystusa trwa nadal. Każdy, kto kocha Zbawiciela, odpowiada na Jego wezwanie i prowadzi do Niego ludzi, którzy są mu powierzeni, których spotyka, z którym mieszka, pracuje, uczy się.

Porzucenie swoich sieci i podążanie za Jezusem

„Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim”. (Mt 4, 20) Poszli za Jezusem, aby przygotować się do wypełnienia przyszłym Kościele zadań, z których nie zdawali sobie jeszcze sprawy. Również każdy z nas ma swoje miejsce wyznaczone przez Boga w Kościele Chrystusa. Każdy z nas ma razem z Jezusem budować na ziemi królestwo Boże – królestwo dobra, w którym Ojciec doznaje czci. Każdy z nas powinien się stać „rybakiem ludzi” w odniesieniu do innych i do samego siebie. Mamy wydobywać ludzi z błędu i zła, ale również każdy z nas ma samego siebie wyławiać z fal zepsucia, aby należeć tylko do Boga. Każdy ma siebie wydobywać z otchłani grzechu, namiętności, pożądliwości, aby należeć do Zbawiciela i być Jego wiernym uczniem i przyjacielem. Tego wyławiania siebie z głębin grzechu można się nauczyć przy Nim, podążając za Nim jak Jego pierwsi uczniowie, którzy porzucili swoje dotychczasowe zajęcia i poszli za Nim.

Naprawianie sieci

„A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.” (Mt 4, 21-22) Porzucili swoje sieci, które trzeba było wciąż naprawiać. Sieci przydatne do łowienia ryb mieli zastąpić sieciami innymi, nadającymi się do zdobywania serc ludzkich dla Boga. Tymi nowymi sieciami miało stać się słowo Boże, sakramenty, modlitwa, ofiara. Te sieci są duchowe i nie niszczą się tak jak sieci przeznaczone do łowienia ryb. Trzeba jednak dołożyć starań, żeby były one stosowane. Może się bowiem zdarzyć, że ktoś nie przyciąga ludzi modlitwą ani swoimi ofiarami do Boga, bo nie przywiązuje większej wagi do tych środków, porzuca je.

Słowo i działanie Jezusa

I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszystkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.23 A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a On ich uzdrawiał.24 I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania.25 (Mt 4,23-25)

Jezus, niezwykły Lekarz

Wielu przychodziło do Jezusa, bo leczył „wszystkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu”. (Mt 4,23) Przychodzący nie wiedzieli jeszcze, że On ma moc leczenia ducha, a nawet wskrzeszania Go ze śmierci. Ponadto Jezus podnosił ich na duchu Dobrą Nowiną o królestwie Bożym.

Przyciąganie do żywego Jezusa Chrystusa

„A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a On ich uzdrawiał”. (Mt 5,24) Nie było wtedy środków społecznego przekazu, a jednak wieść o Jezusie, niezwykłym uzdrowicielu, szybko się rozeszła. Po prosu jeden mówił drugiemu o Nim i tak pobudzał do pójścia do Niego. To pokazuje, że Bóg do swoich wielkich dzieł nie potrzebuje rozwiniętej techniki. W każdych warunkach potrafi realizować swoje plany. Oczywiście, nie zabrania posługiwania się różnymi wynalazkami technicznymi. Ważne jest jednak, aby przez nie prowadzić do jakiegoś "Jezusa-idei", lecz do Jezusa żywego, dzisiaj realnie obecnego w sakramencie Eucharystii, do Jezusa uświęcającego, wyzwalającego opętanych z mocy złych duchów i leczącego choroby ciała. Również o tej ostatniej prawdzie warto sobie szczególnie dzisiaj przypominać: Jezus nie utracił swojej mocy uwalniania z chorób.

Na nowo trzeba przyciągać do Jezusa, uzdrowiciela dusz i ciał

O Chrystusie trzeba mówić również dzisiaj ludziom, dla których tzw. „normalność po epidemii” to otwarte bary, restauracje, hotele, siłownie, baseny, kluby fitnessowe, teatry oraz kościoły zamknięte lub częściowe otwarte, bo z ograniczoną dostępnością do Tego, który jest Zbawicielem świata i wielkim Uzdrowicielem. Taka jest „normalność” dla ludzi wszelkich czasów, dla których dewizą życiową jest: „chleba i igrzysk”. Dla takich ludzi w „normalności” życia nie ma miejsca dla naszego Stwórcy i Zbawiciela lub znajduje się na jej marginesie. Tego chce szatan. Sam kusił Chrystusa, żeby w świątyni nie zajmował centralnego miejsca, lecz żeby stał na jej „narożniku” i stamtąd rzucał się w dół, robią z siebie „błazna” zadziwiającego ludzi (por. Mt 4,5-7). Dzisiaj wielu idących za podszeptami szatana też chce ustawić Jezusa na „narożnikach” świątyń i ludzkiego życia. Ludzie ci pragną, aby nasz Pan stał wyłącznie na „narożniku świątyni”, którym są religijne transmisje medialne, które „zadziwiają” pięknem formy liturgicznej, wybitnymi aktorami, chórami itp.

Liczne tłumy odchodzą dzisiaj od Jezusa i Jego Kościoła

„I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania”. (Mt 4,25) Gdy Jezus rozpoczął swoją działalność publiczną, przychodziły do niego liczne tłumy. Szli do Niego, gdyż ktoś im o Nim powiedział. Jedni przychodzili, aby odzyskać zdrowie, inni chcieli usłyszeć prawdę, znaleźć wskazówki, jak osiągnąć zbawienie. W obecnym momencie historii – można powiedzieć – dzieje się coś przeciwnego. Jesteśmy świadkami tłumnego odchodzenia od Kościoła, od Jezusa, od Jego sakramentów. Wielu usprawiedliwia to swoje odchodzenie mówiąc, że Kościół i duchowieństwo są zepsuci. To prawda, że Kościół był i jest ciągle atakowany przez „bramy piekielne”, które chcą zamienić świat i Kościół w „bramy piekła”, przez które przechodzi się na wieczne potępienie. To, że Kościół jest atakowany od zewnątrz i od wewnątrz, nie usprawiedliwia odchodzenia od niego. Przecież nikt nie wysiądzie z pociągu dlatego tylko, że w przedziale znajdują się przeklinający pasażerowie i pijany konduktor! Wielu odchodzących od Kościoła uważa się za świętych, którzy nie mogą przebywać w tak złym towarzystwie jak Kościół. Pojawia się jednak pytanie: jeśli odchodzący uważają się za doskonałych, szlachetnych, nieskazitelnych, to dlaczego nie pozostają raczej w Kościele, aby go leczyć swoją nadzwyczajną doskonałością, której – według nich – brakuje zepsutym duchownym? Liczni występują z Kościoła nie z powodu jego zepsucia lecz dlatego, że nie potrafią ścierpieć nauki Chrystusa, którą głoszą w Kościele prawdziwi świadkowie Jezusa, nie zepsuci przez szatana – tacy, którzy nie zaprzedali się kłamstwu. O takich głosicieli słowa Bożego trzeba się modlić, bo zaczyna ich brakować.

Jezus uwalnia opętanych z mocy złych duchów

„A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a On ich uzdrawiał”. (Mt 4,24) Jezus ujawnił swoją moc nad wszystkim, co dręczy człowieka: nad grzechem, chorobami oraz nad złymi duchami. Tych, którzy do Niego przychodzili lub byli przynoszeni, wyzwalał z mocy zła. Dobrze wiedział, jakiej jego formie każdy z nich podlega: chorobie czy opętaniu. Uwalniając opętanych pokazał, że nic i nikt nie ma większej potęgi niż On. Złe duchy pokazują swoją siłę dręcząc ludzi psychicznie i fizycznie, On zaś swojej mocy używa wyłącznie w tym celu, by człowiekowi pomóc. Nie uległ pokusie szatana, który namawiał Go, żeby swoją potęgą służyć wyłącznie sobie, np. zamieniając kamienie w chleb (Mt 4,3). Nie uczynił tego, bo miłość nakazuje Mu wszystkiego używać dla dobra innych.


ROZDZIAŁ PIĄTY EWANGELII WEDŁUG ŚW. MATEUSZA

(Omówienie prawd wiary dla małych dzieci można znaleźć tutaj)

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski



Tytuły rozważań