do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 17


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24


Unikać gorszenia

Rzekł znowu do swoich uczniów: Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą.1 Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu na szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie!2 (Łk 17,1-2)

1. Pomoc w czynieniu dobra lub zła. Swoimi czynami, nakazami, zakazami, zachętami, pouczeniami, przykładem – a także ustanawianymi prawami i przepisami – można pomagać ludziom, zwłaszcza dzieciom, czynić swoje życie albo coraz lepszym, doskonalszym i świętym, albo przeciwnie – coraz gorszym, grzesznym, okrutnym i nieludzkim. To drugie oddziaływanie na innych nazywa się gorszeniem, którego Jezus zabrania.

 

2. Nie zacierać, lecz formować podobieństwo do Boga. Dobrze wpływa się na drugiego człowieka, gdy przez oddziaływanie na niego pomaga mu się pogłębić jego obraz i podobieństwo do Boga, gdy wspiera się go w wiernym naśladowaniu Chrystusa. Gorszenie polega na oddziaływaniu przeciwnym. Przez nie tak się wpływa na drugiego, zwłaszcza na dziecko, że jego obraz i podobieństwo do Boga zamazuje się w nim i ulega zaciemnieniu. Ten, kto gorszy, upodabnia się do szatana, on bowiem tak kusi człowieka, aby przestał być dzieckiem Boga, a stał się – z własnego wyboru – dzieckiem diabła. Św. Jan poucza, że „dzieckiem diabła” staje się ten, kto przez swoje grzeszne życie porzuca świętość, sprawiedliwość i miłość. W swoim liście, dla naszego dobra, napisał on: „Dzieci, nie dajcie się zwodzić nikomu; kto postępuje sprawiedliwie, jest sprawiedliwy, tak jak On jest sprawiedliwy. Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła. Każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże, taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga. Dzięki temu można rozpoznać dzieci Boga i dzieci diabła: każdy, kto postępuje niesprawiedliwie, nie jest z Boga, jak i ten, kto nie miłuje swego brata. Taka bowiem jest wola Boża, którą objawiono nam od początku, abyśmy się wzajemnie miłowali”. (1 J 3,7-11) Naszym zadaniem jest takie formowanie siebie i wpływanie na innych ludzi, abyśmy ani my, ani inni nie stali się „dziećmi diabła”, demonami, podobnym i do niego, lecz dobrymi, świętymi, miłosiernymi i sprawiedliwymi dziećmi Boga. Naszej pomocy w dobrym uformowaniu siebie potrzebują szczególnie dzieci. One bowiem stoją na początku swojej drogi życiowej, na której ukształtują albo swoje podobieństwo do Boga, albo podobieństwo do Jego przeciwnika, szatana.

 

3. Lepiej umrzeć, niż doprowadzać do grzechu niewinnych. Jezus powiedział, że lepsza dla człowieka byłaby przedwczesna śmierć przez utopienie – która uchroniłaby go przed zgorszeniem zwłaszcza niewinnego dziecka – niż życie i faktyczne zgorszenie kogoś dobrego. Wyjaśnił: „Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu na szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych”. (Łk 17,1-2) Może się jednak zdarzyć, że ktoś już stał się powodem grzechu drugiego człowieka. Jeśli tak się stało, powinien naprawiać wyrządzone zło i skłaniać na wszelkie możliwe sposoby do czynienia dobra tego, którego doprowadził do grzechu. Można to robić między innymi przez swoje ciągłe nawracanie się, święte życie, modlitwę i post.

 

4. Nie przykładać się do szerzenia zła. Szatan usiłuje zbudować na świecie swoje królestwo kłamstwa i zła. Z tego powodu każdy człowiek wcześniej czy później styka się z zakłamaniem i zgorszeniem. Zwraca na to uwagę Jezus swoim uczniom, mówiąc: „Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą” (Łk 17,1). Naszą sytuację można porównać do wielkiej epidemii, która obejmuje cały świat i zagraża zdrowiu duchowemu każdego człowieka. Każdy może zachorować na duchową chorobę, którą jest uporczywe trwanie w grzechu. Tragiczne byłoby, gdyby w czasie epidemii jakiś zarażony chorobą człowiek powiedział sobie: „Jestem chory, więc będą celowo zarażał tych, których choroba jeszcze nie zaatakowała. Niech wszyscy będą chorzy tak jak ja”. W taki sposób zachowują się zdeprawowani ludzie, którzy chcą zepsuć ludzi dobrych. Nieraz robią to w sposób zorganizowany, np. manifestują w obronie jakiegoś niemoralnego sposobu życia; buntują innych; zachęcają do chciwości przez nieuzasadnione strajki itp. Wszystkim gorszycielom i gorszonym przez nich ludziom Jezus mówi: „Uważajcie na siebie!” (Łk 17,2) Trzeba uważać na siebie, aby nawet nieświadomie nie gorszyć innych. Trzeba też uważać na siebie, by nie poddać się złu, jakiejś zręcznej manipulacji, która sprytnie deprawuje umysły i serca ludzkie.

 

5. Gorszenie ludzi dobrych wielkim złem. Jezus mówi, że dla człowieka gorszącego zwłaszcza dzieci, czymś lepszym byłaby śmierć przez utopienie niż to nieszczęście, które ściąga na siebie przez zło doprowadzenia do grzechu „jednego z tych małych” (Łk 17,2). Tymi „małymi” mogły być dzieci, które mówiący do uczniów Jezus im wskazał. Przez „małych” można rozumieć także „dziecięce dusze” ludzi dorosłych, czyli takie, które nie splamiły się wielkimi grzechami. Doprowadzenie do grzechu niewinnego dziecka lub dorosłego, który jeszcze się nie zdeprawował, jest zdecydowanie większym złem niż spowodowanie upadku człowieka, dla którego grzeszenie nie jest czymś wyjątkowym. Jednak jedno i drugie zło trzeba naprawiać przez umacnianie dobra w człowieku, który został przez nas doprowadzony do upadku, oraz w ludziach, których nie my lecz inni zdeprawowali. Grzech zgorszenia jest wyjątkowo ciężki, jednak miłosierny Bóg może go przebaczyć tak jak każdy inny grzech. Aby uzyskać Boże przebaczenie,  trzeba za ten grzech żałować i chcieć się z niego szczerze poprawić. Ponadto trzeba robić wszystko co możliwe, aby wydobyć dziecko lub dorosłego człowieka z tego grzechu, do którego go doprowadziliśmy, np. przez modlitwę i post oraz przez czynienie dobra.

 

6. Kamień młyński. Gorszenie jest jak kamień młyński, który pogrąża człowieka gorszącego i gorszonego w otchłaniach zła. To może doprowadzić jednego i drugiego do potępienia. Dlatego – jak mówi Jezus – dla człowieka, który prowadzi innych do upadków moralnych, byłoby lepiej „gdyby kamień młyński zawieszono mu na szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych” (Łk 17,2). W dzisiejszych czasach środki społecznego przekazu dają możliwość deprawowania masowego. Człowiek, który włącza się w ten proces, ponosi wielką odpowiedzialność za innych przed Bogiem.

 

7. Gorszenie dzieci przez rozwody. Rozpad rodziny i to co go poprzedza – czyli kłótnie, oskarżenia, zdrady małżeńskie, wzrastająca wzajemna nienawiść, mszczenie się – jest zawsze dramatem dla dzieci, które potrzebują ciepła, pokoju, klimatu bezpieczeństwa. Ale zanikanie więzów miłości między rodzicami, a szczególnie rozwód, to równocześnie poważne gorszenie dzieci swoim złym przykładem. Kiedy bowiem dorosną i założą swoje rodziny, to w chwilach pojawiających się trudności i kryzysów mogą postąpić tak jak ich rodzice: rozwieść się, zadać ból swoim dzieciom i dać im zły przykład do naśladowania, za którym także one mogą pójść w przyszłości.

 

8. Gorszące manifestowanie swoich poglądów. Tak zwana demokracja zezwala na różne formy manifestowania swoich przekonań. Jednak to prawo nie zawsze jest wykorzystywane dla dobra. Zdarzają się bowiem różne manifestacje swoich poglądów, marsze, parady, podczas których dochodzi do szerzenia zasad sprzecznych z nakazami Chrystusa. Nieraz na różnych manifestacjach zachęca się uczestników do rzeczy złych. Różni prowokatorzy swoimi okrzykami i czynami wyzwalają agresję, pobudzają do niszczenia cudzego mienia itp. Takie sposoby postępowania są masowymi formami gorszenia ludzi, czyli doprowadzania ich do grzechu. Również tam, gdzie istnieje demokracja, trzeba pamiętać o zasadzie podanej przez św. Pawła: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę” (1 Kor 6,12). Organizatorzy różnych manifestacji zawsze powinni się zastanowić nad tym, czy rzeczywiście chcą zachęcić do życia szlachetnego, dobrego, zgodnego z Ewangelią.

Wielokrotne przebaczanie

Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu!3 I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: Żałuję tego, przebacz mu!4 (Łk 17,3-4)

1. Postępować jak miłosierny i przebaczający Bóg. Wobec naszych bliźnich powinniśmy zachowywać się tak, jak Bóg postępuje wobec nas. Kiedy obrażamy naszego Pana, On najpierw upomina nas na różna sposoby, np. przez wyrzuty sumienia, przez głosicieli Jego słowa i różne wydarzenia. Jeśli żałujemy za uświadomiony nam grzech, miłosierny Bóg nam go przebacza. Podobnie i my najpierw mamy upomnieć bliźniego, np. uświadamiając mu, jak wielki ból nam sprawił swoim obraźliwym i krzywdzącym słowem lub czynem. Jeśli żałuje za to, co zrobił, powinniśmy mu przebaczyć i zachowywać się wobec niego tak, jakby niczym nas nie uraził i nie obraził. Aby umieć to uczynić, potrzeba nam Bożego wsparcia przez łaskę. O dar szczerego przebaczenia powinniśmy prosić Boga, gdyż On potrafi najpełniej przebaczać. Bóg – Istota najbardziej obrażana przez ludzi – chętnie nauczy nas prawdziwego i przebaczającego miłosierdzia. Nauczy go nas nie tylko słowem, ale przede wszystkim swoim przykładem.

 

2. Upominać bliźniego roztropnie i dla jego dobra. „Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu!” – mówi Jezus (Łk 17,3). Przebaczać mamy zawsze, nawet jeśli ktoś nas wielokrotnie źle traktuje i obraża. Przez ciągłe przebaczanie tym, którzy nas obrażają i krzywdzą słowami, czynami i swoimi zaniedbaniami, mamy się coraz bardziej upodabniać do miłosiernego Boga, który przebacza nam zawsze, gdy Go przepraszamy. Ale do Boga ma się upodobnić także ten człowiek, który nas obraża. Powinien się do Niego upodabniać przez stałe zmienianie na lepsze swojego postępowania. W tym powinniśmy mu pomóc między innymi przez upomnienie go. Dlatego Jezus mówi, że mamy nie tylko przebaczać źle postępującym, ale również upominać ich: „Jeśli brat twój zawini, upomnij go” (Łk 17,3). Jednak nie musimy upominać drugiego tyle razy, ile razy grzeszy. Jeśli widzimy, że ktoś już zdaje sobie sprawę ze swoich grzechów i żałuje za nie, to nie trzeba go więcej upominać. Ciągłe upominanie bliźnich za te same grzechy mogłoby ich zniechęcić do pracy nad sobą i zniszczyć życie wspólnotowe, wzbudzić niechęć i utrudnić życie we wzajemnej miłości. Z tego powodu ciągłe upominanie brata lepiej nieraz zastąpić modlitwą o łaskę Bożą, która umocni jego dobre postępowanie. Również przez stałe przebaczanie umacniamy go w dobrym i pomagamy mu się zmienić. Nigdy nie wolno upominać bliźnich w tym celu, by im dokuczyć, upokorzyć ich i w ten sposób zemścić się na nich za doznane krzywdy. (O upominaniu także tutaj)

 

3. Być miłosiernym tak, jak miłosierny jest Bóg. Wobec bliźnich mamy być przede wszystkim obrazem Boga miłosiernego i przebaczającego. Częściej mamy przebaczać niż upominać. Jezus nie powiedział: „Za każdym razem, gdy twój brat przyjdzie do ciebie z prośbą o przebaczenie, upomnij go, wytknij mu jego grzech i dopiero potem przebacz”. Powiedział coś innego, to mianowicie, że za każdym razem, gdy nasz brat przyjdzie do nas ze skruchą i żalem, powinniśmy mu przebaczyć. „I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: Żałuję tego, przebacz mu!” (Łk 17,4) Skruszony bliźni powinien w nas dostrzec miłosierdzie, podobne do miłosierdzia Bożego. (Więcej o przebaczaniu w komentarzach do modlitwy "Ojcze nasz")

Moc głębokiej wiary

Apostołowie prosili Pana: Przymnóż nam wiary!5 Pan rzekł: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!, a byłaby wam posłuszna.6 (Łk 17,5-6)

 1. Prośba o pogłębienie wiary. Apostołowie, chociaż chodzili za Jezusem, słuchali Go i wierzyli w to, co mówi, jednak poprosili Go o powiększenie ich wiary. Powiedzieli do Niego: „Przymnóż nam wiary!” (Łk 17,5). Zdawali sobie sprawę z tego, że bez pomocy łaski, własnymi siłami nie potrafią tego sami zrobić. Zachowanie apostołów Jezusa powinni sobie dobrze przemyśleć zwłaszcza ci, którzy uważają się za „głęboko wierzących chrześcijan” i nieraz pogardzają szczerą wiarą ludzi prostych. O głębszą wiarę powinni poprosić także ci zwierzchnicy kościołów chrześcijańskich, którzy niby wierzą i strzegą wiary, a nic nie robią, aby doprowadzić do jedności Kościoła Chrystusowego. A przecież według Jezusa jedność Jego Kościoła konieczna jest, aby świat uwierzył w Niego. On tak się modlił do swojego Ojca: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17,20-21). Trudno powiedzieć, że głęboko wierzą w Jezusa ci, którzy niby chcą świat doprowadzić do wiary w Niego, a jednak nie tylko nie dążą do jedności chrześcijan, lecz często nawet ją niszczą, bo zwalczają wszystkie wysiłki ekumeniczne. (Więcej o wierze tutaj)

 

2. Udział we wszechmocy Boga przez wiarę. Jeśli ktoś wierzy w potęgę Boga, to przez wiarę ma jakby udział w Jego wszechmocy. Dlatego może czynić nawet rzeczy nadzwyczajne, niemożliwe do wykonania dla człowieka, takie jak samoczynne przesadzanie się drzewa na jeden słowny rozkaz. Jezus powiedział: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!, a byłaby wam posłuszna” (Łk 17,6). Gdybyśmy mieli mocną wiarę, moglibyśmy wyrwać z korzeniami i usunąć ze świata zło, które wydaje się nie do usunięcia, ta wiara bowiem przyciągnęłaby wszechmoc Boga, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Gdybyśmy głęboko wierzyli, rozwiązalibyśmy wiele spraw, które wydają się niemożliwe do rozwiązania w naszym życiu i w życiu innych ludzi.

 

3. Wiara jak ziarnko gorczycy. Chcąc przedstawić wiarę, która czyni cuda, Jezus nie mówił o wierze heroicznej, ogromnej jak masyw górski lub coś równie wielkiego. Nie. Powiedział: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy...” (Łk 17,6) A ziarnko gorczycy jest bardzo małe. Nawet taka wiara pobudza wszechmocnego Boga do działania i czyni rzeczy cudowne.

 

4. Coś więcej niż cudowne przesadzenie morwy. Wiara może dokonać czegoś więcej niż symboliczne cudowne przesadzenie morwy z korzeniami, o którym Jezus mówi: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!, a byłaby wam posłuszna.” (Łk 17,6). Mówiąc obrazowo, wiara potrafi jak morwę przenieść naszą duszę – zakorzenioną w naszym ciele i w tym świecie – w „morze” Boskiej rzeczywistości. Dzięki wierze możemy otrzymać zbawienie, czyli możemy zostać „przesadzeni” – jak symboliczna morwa – z tej ziemi do nieba.

Pokorna służba

Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy wróci z pola: Pójdź i siądź do stołu?7 Czy nie powie mu raczej: Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił?8 Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono?9 Tak mówcie i wy gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać.10 (Łk 17,7-10)

1. Pokorne wypełnianie Bożych przykazań. Naszym podstawowym obowiązkiem jest życie według dziesięciu przykazań Bożych. Jeśli ktoś je wypełnia, osiągnie zbawienie. To powiedział Jezus pewnemu bogatemu człowiekowi, który podszedł do Niego i zapytał: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?” Usłyszał odpowiedź: „A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania” (Mt 19,16-17). Jeśli ktoś nie żyje według zasad Dekalogu, zbawienia nie osiągnie i poniesie wieczną karę. Człowiek, który żyje według Bożych przykazań, nie powinien się z tego powodu chełpić ani przed Stwórcą, ani przed ludźmi. Powinien się jedynie cieszyć z tego, że uniknie potępienia i z pokorą mówić sobie: Jestem nieużytecznym sługą; wykonałem to, co powinienem wykonać, aby uniknąć wiecznej kary (por. Łk 17,10).

 

2. Nie panowie lecz nieużyteczni słudzy. Kiedy wykonamy wszystko, co powinniśmy wykonać, mamy nie tylko powiedzieć, ale przede wszystkim szczerze pomyśleć o sobie, że jesteśmy „nieużytecznymi sługami” Boga (por. Łk 17,10). Jezus przypomina nam podstawową prawdę, którą dobrze rozumiała Jego Matka, Maryja. Poucza nas, że wobec Boga nie powinniśmy się zachowywać jak Jego panowie, lecz – jak słudzy. Niestety, niektórzy ludzie pragną z Boga uczynić swojego sługę, który ma posługiwać się swoją wszechmocą i wypełniać każde ich polecenie i życzenie. A kiedy je spełni, to nawet za to nie podziękują, lecz przedstawiają następną listę swoich poleceń.

 

3. Chełpliwi słudzy Boży. Dobry sługa nie tylko mówi, lecz rzeczywiście wykonuje to, co powinien wykonać. Wielu jednak nie spełnia dobrze swoich obowiązków, jednak chełpi się przed bliźnimi i Bogiem tym, co robi. Niektórzy ludzie, kiedy mówią do Boga, to pomijają zalecane przez Jezusa słowa: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy”, a do dalszych słów: „wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać” (Łk 17,10), chętnie dodają: „Zobacz, jak doskonale to zrobiliśmy, jak dobrze dla Ciebie pracujemy. Czy nie zasługujemy na więcej niż inni ludzie?”. Takie mówienie powinno być zastąpione innym: „Przebacz, Panie, bo każdego dnia zaniedbujemy wiele naszych obowiązków, a wypełnianie Twojej woli zastępujemy realizowaniem własnych małych, ciasnych i często bardzo egoistycznych planów. Miej litość nad nami, Panie”.

 

4. Dobro wynikające z pokornego służenia Bogu. Gdy służymy Bogu z pokornym poczuciem, że nic wielkiego nie czynimy, bo – jako Jego słudzy – wykonujemy tylko to, „co powinniśmy wykonać” (Łk 17,10), to otwieramy się na Niego i na Jego łaski. On sam wchodzi ze swoją potęgą w naszą pokorną posługę i nadaje jej ogromną skuteczność. Ponadto swoją nieskończoną miłością umacnia naszą słabą miłość i sprawia, że nasza posługa, nieraz dość nieudolna, staje się wyrazem napełniającej nas Jego Boskiej miłości. Gdy służymy Bogu z pokorą, to nie tylko oddajemy Mu cześć i ubogacamy innych ludzi, ale sami odnosimy wielką korzyść. Otrzymujemy bowiem ogromne łaski i stajemy się podobni do Boga, który ustawicznie służy stworzeniom swoją potęgą i miłością. Inaczej jest z człowiekiem, który chełpi się swoją posługą i wymaga za nią od Boga dla siebie wyjątkowej zapłaty. Niewiele lub nic nie otrzymuje, bo stale pogrąża się w coraz to większej pysze. Przez swoje wymagania stawiane Bogu i przez swoją pretensjonalność zamyka się na łaski Boże i w pewnym stopniu niszczy nawet to, na co zasłużył przez wypełnienie swoich obowiązków.

 

5. Wdzięczność za każdą usługę. Nauczając, Jezus postawił następujące pytanie każdemu z tych, którzy mieli służbę do wykonywania różnych prac: „Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono?” (Łk 17,9) Pytaniem tym Chrystus zmusił do myślenia wszystkich, którzy korzystali z różnych posług służby. Powinni się zastanowić nad tym, czy dziękują lub nie, i nad tym, czy postępują słusznie. Wdzięczność jest czymś dobrym. Bóg jest nam wdzięczny za to, że wykonujemy powierzone nam przez Niego zadania. Od Niego powinniśmy się uczyć wdzięczności wobec tych wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób nam pomagają w życiu. Najbardziej pomaga nam Bóg, dlatego Jemu powinniśmy najbardziej dziękować za wszystko.

 

6. Słudzy-współpracownicy Boga. Bóg nie potrzebuje naszego wsparcia, bo jest wszechmogący. Mógłby wszystko zrobić sam, bez naszej pomocy. Tak jednak nie postępuje, bo chce, abyśmy mieli radość dawania, dzielenia się, szerzenia prawdy, pomnażania dobra i miłości w sobie i wokół nas. Chce, aby nas napełniała radość Jego gorliwych współpracowników, którzy wraz z Nim szerzą prawdę, dobro i miłość, którzy swoim działaniem przyczyniają się do zdobycia przez ludzi wiecznego szczęścia. Dopuszczenie nas do tak wielkiej posługi jest dla nas ogromnym darem, dlatego nie powinniśmy od Boga wymagać żadnej dodatkowej zapłaty za to, co robimy. Po wypełnieniu naszych codziennych zadań powinniśmy powiedzieć szczerze przed Bogiem: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać” (Łk 17,10). Za to zaś, czego nie zrobiliśmy dobrze lub nie wykonaliśmy wcale, powinniśmy Boga przeprosić.

 

Uzdrowienie dziesięciu trędowatych

Zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei.11 Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka12 i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!13 Na ich widok rzekł do nich: Idźcie pokażcie się kapłanom! A gdy szli, zostali oczyszczeni.14 Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem,15 upadł na twarz do Jego nóg i dziękował Mu. A był to Samarytanin.16 Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu?17 Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec.18 Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.19  (Łk 17,11-19)

1. Bezinteresowność Jezusa uzdrawiającego chorych. Jezus wiedział, że tylko jeden z dziesięciu uzdrowionych trędowatych Mu podziękuje za cud przywrócenia zdrowia. Przewidywał brak wdzięczności, a jednak ich uzdrowił. Uwolnił trędowatych od strasznej choroby nie dlatego, żeby znaleźć wdzięczność, lecz dlatego że ich prawdziwie kochał. Miłość obdarowuje bezinteresownie i nie zniechęca się brakiem docenienia i wdzięczności. „Miłość nigdy nie ustaje” (1 Kor 13,8).

 

2. Dziesięciu proszących i jeden dziękujący. Gdy Jezus wchodził do pewnej wsi, „wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!” (Łk 17,12-13). Była go gorąca prośba o uzdrowienie. Z pewnością wszyscy bez wyjątku prosili o dar zdrowia. Kiedy jednak wypadało podziękować za otrzymaną łaskę, nie było już dziesięciu, lecz tylko jeden. I chyba zawsze jest podobna – jeśli nie gorsza – proporcja między prośbami zanoszonymi do Boga a kierowanymi do Niego podziękowaniami. Warto się zastanowić, jak często dziękujemy Temu, od którego otrzymaliśmy znacznie więcej niż zdrowie.

 

3. Wyjątkowa próba wiary. Wiara trędowatych została w wyjątkowy sposób wypróbowana przez Jezusa. Po swojej prośbie: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!”, usłyszeli oni Jego polecenie: „Idźcie pokażcie się kapłanom!” (Łk 17,13-14). Mieli udać się do nich, a nie byli jeszcze uzdrowieni. Cud oczyszczenia z trądu wydarzył się dopiero w drodze do kapłanów, którzy mieli stwierdzić, że ich straszliwa choroba ustąpiła. Przez tę próbę Jezus chciał umocnić ich wiarę. Była ona bowiem potrzebna do dokonania w ich duszach cudu o wiele większego niż uzdrowienie z trądu – cudu ożywienia przez wiarę w Niego, Boga i Zbawiciela, cudu zbawienia.

 

4. W troskach i radościach trwać przy Chrystusie. Cudowne uzdrowienie dziesięciu trędowatych nie nastąpiło w chwili proszenia Jezusa, lecz później, gdy szli do kapłanów. Jezus bowiem polecił im: „Idźcie pokażcie się kapłanom! A gdy szli, zostali oczyszczeni”. (Łk 17,14) Jeden z nich wrócił do Jezusa, aby podziękować Mu za otrzymany dar zdrowia i wychwalać przed ludźmi Boga. Pozostałych dziewięciu tego nie zrobiło. Trudno przypuszczać, że zapomnieli, komu zawdzięczają oczyszczenie z trądu. Może nie chciało im się wracać do Jezusa. Wystarczył im otrzymany dar powrotu do zdrowia. Odtąd Jezus jakby przestał być im potrzebny. Nie tak powinien wyglądać kontakt z Nim. Mamy trwać w jedności z Jezusem, gdy czegoś potrzebujemy; mamy być z Nim również przez dziękczynienie, gdy niczego nam nie brakuje, gdy otrzymaliśmy to, o co Go prosiliśmy. Nie powinniśmy odchodzić od Niego przez brak wdzięczności i zapomnienie o otrzymanych łaskach.

 

5. Publiczne i wewnętrzne wychwalania Boga. Jeden z dziesięciu trędowatych, „widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do Jego nóg i dziękował Mu. A był to Samarytanin” (Łk 17,15-16). Człowiek ten mógł wychwalać Boga tylko w swoim sercu, mógł także dziękować Jezusowi tylko wewnętrznie za łaskę, którą otrzymał, i Chrystus wiedziałby o tym. On jednak chciał to zrobić przed ludźmi, aby dowiedzieli się, od kogo pochodzi wielki otrzymany przez niego dar zdrowia. Publicznie wychwalał Boga i dziękował Jezusowi, aby pobudzić innych ludzi do uwierzenia w Niego i do dziękowania Mu.

 

6. Sprawiedliwe ocenianie każdego. Nieraz ludzi rozpiera duma, która skłania ich do uważania swojego narodu za wyjątkowy, lepszy od innych. Bóg nie ocenia ludzi zbiorowo, według narodowości. On zna serce każdego pojedynczego człowieka i każdego ocenia według stopnia jego miłości, prawości, dobroci, miłosierdzia, czyli według stopnia podobieństwa do swojego Stwórcy. Jezus docenił dobre zachowanie Samarytanina, który wrócił, aby podziękować Mu i uwielbić Boga. Docenił jego dobre czyny, chociaż nie był on Żydem. Bogu w każdym narodzie miły jest „ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie” (Dz 10,35). W podobny sposób i my powinniśmy oceniać ludzi innych narodowości.

 

Królestwo Boże i dzień Syna Człowieczego

Zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie;20 i nie powiedzą: Oto tu jest albo: Tam. Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest.21 Do uczniów zaś rzekł: Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie.22 Powiedzą wam: Oto tam lub: Oto tu. Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi.23 Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego.24 Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie.25 Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego:26 jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich.27 Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali,28 lecz w dniu kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich;29 tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi.30 W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie.31 Przypomnijcie sobie żonę Lota.32 Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je.33 Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony.34 Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona.35 Pytali Go: Gdzie, Panie? On im odpowiedział: Gdzie jest padlina, tam zgromadzą się i sępy.37 (Łk 17,20-37)

1. Kiedy przyjdzie królestwo Boże. Faryzeusze – można by powiedzieć – stojąc twarzą w twarz przed obecnym pośród nich królestwem Bożym, zadają Jezusowi pytanie, kiedy ono przyjdzie. Znajdują się przed Założycielem tego królestwa, mogą do tego królestwa wejść, jednak nic nie pojmują. Gorzej nawet, bo stronnictwo to walczyło z Jezusem, a tym samym utrudniało sobie wejście do tworzonego przez Niego królestwa Bożego. Aby zrozumieć wielkie tajemnice Boże obecne pośród nas, trzeba się wewnętrznie otworzyć na światło Boże. Jeśli ktoś tego nie zrobi, to będzie się niemal ocierał o królestwo Boże, ale do niego nie wejdzie. (Więcej o królestwie Bożym tutaj)

 

2. Królestwo Boże i królestwa grzechów głównych. Nieraz serce ludzkie jest tak podzielone, że istnieje w nim jakby wiele królestw. Nawet w tych, którzy pozwolili Bogu zakrólować w sobie, mogą istnieć liczne królestwa: oprócz Bożego – także królestwa bożków. Tymi bożkami są grzechy główne, którym się nieraz chętniej poddajemy niż Chrystusowi Królowi. Dzieje się tak, bo jesteśmy grzeszni. Trzeba nam zatem ciągle powiększać królestwo Boże nie tylko w świecie, wokół nas, ale także w sobie. Powiększamy to królestwo, gdy kierujemy się jak Maryja wolą Boga. Kiedy świadomie i dobrowolnie grzeszymy, to pozwalamy któremuś grzechowi głównemu umocnić swoje królowanie w nas. I tak może w nas zakrólować – w większym lub mniejszym stopniu – pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew, lenistwo. (Więcej o zagrożeniu przez siedem grzechów głównych tutaj)

 

3. Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie. Jak mówi Jezus, „Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie” (Łk 17,20). Nie przyjdzie dostrzegalnie przynajmniej w taki sposób, jak to sobie niektórzy ludzie wyobrażali lub wyobrażają. Znaczy to, że nie przyjdzie ono w sposób widowiskowy, z widzialnymi spektakularnymi znakami. To królestwo bowiem pojawia się w tym człowieku, który uznał w swoim życiu królowanie Ojca, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego. Trójca Święta króluje w tym, kto wypełnia wolę Ojca niebieskiego, naśladuje Jezusa Chrystusa i poddaje się światłu i natchnieniom Ducha Świętego. Jednak w pewnym sensie królestwo Boże jest widzialne. Kiedy bowiem jakiś człowiek poddaje się całkowicie panowaniu Boga, to dokonuje się w nim widzialna zmiana jego życia. Ta zmiana ujawnia się w zdrowej pobożności i odnoszeniu się do bliźnich z miłością. A pobożność staje się zauważalna, podobnie jak dostrzegalny jest sposób traktowania bliźnich. (Więcej o królestwie Bożym tutaj)

 

4. Królestwo bez struktur politycznych. Niektórzy Żydzi – czekający na królestwo Boże, w którym Izrael będzie potężny i wyzwolony spod panowania Rzymu – mogli sobie wyobrażać, że ziemskie struktury tego królestwa już są gdzieś przygotowywane w tajemnicy przed panującymi. Jezus zaprzecza takim przypuszczeniom. Mówi, że „Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: Oto tu jest albo: Tam. Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest” (Łk 17,20-21). Królestwo Boże nie będzie miało żadnych struktur politycznych ani gospodarczych. Będzie oparte wyłącznie na miłości, dlatego powstanie w sercach ludzi, którzy kochają Boga i swoich bliźnich. Królestwo Boże usunie niewolę grzechu. Takie królestwo nie powstanie w jednym tylko narodzie, lecz obejmie całą ludzkość.  (Więcej o królestwie Bożym tutaj)

 

5. Jawne ukazanie się Syna Człowieczego w Jego dniu. Faryzeuszom Jezus wyjaśnił, że królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie, bo nie jest widzialne tak jak ziemskie królestwa. Uczniom natomiast mówi o swoim przyszłym przyjściu w dniu Syna Człowieczego, czyli w dniu Pańskim. Jego ujawnienie się wtedy nie będzie tak ukryte jak królestwo Boże na ziemi, które ukrywa się w dobrych ludzkich sercach. Z przyjściem Syna Człowieczego, w Jego dniu, będzie inaczej. Nie będzie to przyjście ukryte, lecz jawne, podobne do błyskawicy, która „gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego.” (Łk 17,24) (Więcej o przyjściu Chrystusa w chwale tutaj)

 

6. Nie pozwolić się zwodzić. Do uczniów Jezus rzekł: „Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie” (Łk 17,22). Takie pragnienie będzie się pojawiać zwłaszcza w czasach bolesnych prześladowań. Wtedy pojawi się tęsknota za wyraźną obecnością Chrystusa, za wyzwoleniem, które przyniesie, gdy objawi się w chwale jako Syn Człowieczy. Jednak w okresach prześladowań potęga Boga i Jego zwycięstwo nad złem będzie jakby ukryte. Będą się też pojawiać różni zwodziciele, fałszywi posłańcy Boży i mesjasze. „Powiedzą wam: Oto tam lub: Oto tu. Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi” (Łk 17,23). Kiedy rzeczywiście nastaną prawdziwe dni Syna Człowieczego, to nikt nie będzie musiał informować, że Chrystus rzeczywiście powrócił w chwale. Nie trzeba będzie mówić, że pojawił się tu czy tam, gdyż Jego przyjście będzie tak widoczne jak błyskawica na niebie. (Więcej o przyjściu Chrystusa w chwale tutaj)

 

7. Odrzucanie Jezusa i zadawanie Mu bólu. Uczniowie Chrystusa za Jego ziemskiego życia mogli zastanawiać się nad tym, jak będzie wyglądała Jego i ich przyszłość. Mogli myśleć o swoim i Jego wielkim ziemskim triumfie. Jezus mówi im, że faktycznie nastanie Jego dzień, dzień Syna Człowieczego, który będzie tak widoczny jak błyskawica na niebie. Przepowiada jednak swoim uczniom, że będą pragnąć ujrzeć ten wielki dzień, ale wielu pokoleniom nie będzie to dane. Ponadto zapowiada jeszcze swoje wielkie cierpienie, które Go dotknie, zanim nastanie dzień Jego przyjścia w chwale. „Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie” (Łk 17,25). „To pokolenie” oznacza ludzi współczesnych Jezusowi, którzy Go odrzucili i doprowadzili do śmierci krzyżowej. Ale pokoleniami odrzucającymi Go będą także ludzie żyjący w przyszłości na ziemi, bo w każdym czasie jakaś część ludzkości będzie z Nim walczyć i odrzucać Go.

 

8. Niespodziewane przyjście Syna Człowieczego. Aby nie odkładać swojego nawrócenia na czas późniejszy, Jezus mówi, że Jego przyjście i sąd zaskoczy wielu, gdyż nastąpi tak niespodziewanie jak potop za czasów Noego i deszcz ognia i siarki na Sodomę za dni Lota. „Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi” (Łk 17, 26-30). Nie tylko ostateczne przyjście Jezusa, Syna Człowieczego, na końcu czasów może zaskoczyć, bo dokona się wtedy, gdy wielu nie będzie się tego spodziewało. Podobnym zaskoczeniem może też być Jego przyjście w chwili naszej śmierci, bo i ona może nastąpić w niespodziewanej chwili. (Więcej o przyjściu Chrystusa w chwale tutaj)

 

 

9. „Wzięci” i „zostawieni” (1). Za życia na ziemi ludzie dobrzy są pomieszani ze złymi. Taka sytuacja nie będzie jednak trwała wiecznie. Zakończy ją ostateczne przyjście Syna Człowieczego. Wtedy na zawsze zostanie oddzielone dobro od zła, zbawieni od potępionych. O takim rozdzieleniu mówi Jezus: „Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona” (Łk 17,34-35). To „wzięcie” lub „zostawienie” Jezus wyjaśnia dokładniej w przypowieści o pannach mądrych i głupich (Mt 25,1-13). Mądre, odznaczające się roztropnością, miały wystarczająco dużo oliwy w swoich lampach, dlatego weszły z panem młodym na ucztę weselną. Można powiedzieć, że zostały „wzięte” do nieba. Głupie panny, które nie pomyślały odpowiednio wcześnie o zapasach oliwy w swoich lampach, nie weszły na uczę, która symbolizuje wieczne zbawienie. Zostały „zostawione” przed zamkniętą przed nimi bramą królestwa niebieskiego, bo nie były przygotowane na wejście do niego.  (Więcej o przyjściu Chrystusa w chwale tutaj)

 

10. „Wzięci” i „zostawieni” (2). Żaden człowiek nie potrafi się zbawić wyłącznie o własnych siłach. Tylko Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch  Święty swoim działaniem potrafi nas przygotować do zbawienia i uzdolnić do tego, abyśmy trwali w wiecznej nadprzyrodzonej jedności z Nim w niebie. Znaczy to, że człowiek nie posiada takiej zdolności, aby w oparciu o swoje siły wejść po śmierci do nieba. Może być tam tylko wprowadzony przez samego Boga, może być tam przez Niego „wzięty”; może być tam uniesiony przez łaskę. Dlatego Jezus mówi, że w chwili ostatecznego spotkania z Nim – w śmierci lub w czasie Jego przyjścia w chwale – zbawieni będą „wzięci”, czyli wprowadzeni do wiecznego szczęścia przez Niego, Pośrednika i Zbawiciela. „Zostawienie”, o którym mówi Jezus, oznacza potępienie. Do tego stanu doprowadza się ten, kto nie pozwala Bogu działać w sobie, kto opiera się Boskiej potędze Ducha Świętego, który każdego człowieka chciałby „wziąć” do nieba. Potępieni są „zostawieni” w takim stanie, do jakiego się doprowadzili przez swoje grzeszne życie i brak skruchy. Nie pozwolili, żeby Bóg przez swoje miłosierdzie wyrwał ich z grzechów, dlatego będą w nich „pozostawieni”. Będą „zostawieni” w złu, w przeciwieństwie do tych, którzy z tego zła zostali wyrwani i „wzięci” do nieba, do wiecznego życia z Bogiem. (Więcej o przyjściu Chrystusa w chwale tutaj)

 

11. „Wzięci” i „zostawieni” (3). Jezus w następujący sposób mówi o konsekwencjach swojego przyjścia, którym dla całej ludzkości będzie Jego końcowe objawienie się i którym jest także dla poszczególnego człowieka jego śmierć: „Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona” (Łk 17,34-35). To „wzięcie”, którym jest zbawienie, i „zostawienie”, którym jest potępienie, nie wynika z jakiejś samowoli Chrystusa lub przypadkowości Jego działania. Ludzie, o których mówi Jezus, robią to samo, bo odpoczywają na jednym posłaniu lub wykonują podobną pracę. Jednak nie te czynności związane z życiem na ziemi decydują o wiecznym losie ludzkim, lecz to, jak wygląda ludzka dusza. Bóg dobrze zna wnętrze każdego człowieka i wie, co się tam znajduje. Aby być „wziętym” do królestwa niebieskiego, dusza ludzka musi być uświęcona przez łaskę, którą św. Paweł nazywa „usprawiedliwieniem”. Ta wielka zbawcza łaska uwalnia człowieka od grzechów, uświęca go, czyni podobnym do samego Boga i jednoczy z Nim. Tę nie ludzką lecz Bożą sprawiedliwość otrzymujemy od Chrystusa, gdy w Niego wierzymy (Rz 3,21-22). Jeśli ktoś przez swoje złe życie zniszczy otrzymaną od Zbawiciela łaskę „sprawiedliwości”, to nie może być „wzięty” do nieba (por. Ga 5,19-23). (Więcej o łasce usprawiedliwienia tutaj)

 

12. Sępy przy martwym ciele. Wiele znaczeń może mieć takie obrazowe powiedzenie jak to, którego użył Jezus: „Gdzie jest padlina, tam zgromadzą się i sępy” (Łk 17,37). Chrystus użył tego przysłowia, mówiąc o swoim ostatecznym przyjściu w chwale. „Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona. Pytali Go: Gdzie, Panie? On im odpowiedział: Gdzie jest padlina, tam zgromadzą się i sępy” (Łk 17,34-37). Jedno ze znaczeń słów Jezusa może być następujące: na krzyżu Jego ciało stało się martwe, jednak przez wieki zaczęło gromadzić wokół siebie odkupionych przez Niego  uczniów. Przez stulecia krzyż, na którym umarł Boski Zbawiciel, przyciągał do Niego rzesze wyznawców. Podobnie będzie w dniu Jego przyjścia w chwale. Wtedy Zbawiciel, który prawdziwie umarł na krzyżu, weźmie do siebie tych ludzi, którzy przyjęli Jego łaskę odkupienia. Każdy z nich, bez wyjątku, zostanie przyciągnięty i znajdzie się przy Jezusie, „który był martwy, a ożył” (Ap 2,8). (Więcej o przyjściu Chrystusa w chwale tutaj)

 

13. Gdzie padlina tam i sępy. Przysłowia, porzekadła, zdania o treści metaforycznej można odnieść do wielu różnych zdarzeń, zjawisk, sytuacji, zachowań. Dotyczy to również powiedzenia Jezusa: „Gdzie jest padlina, tam zgromadzą się i sępy” (Łk 17,37). Tę metaforę można odnieść między innymi do powszechnego zmartwychwstania ciał. Sprawcą tego wydarzenia będzie zmartwychwstały Chrystus. Jego boska moc jak sępy dotrze do każdego martwego ciała ludzkiego. Żadnego nie pominie. Jednak dotrze do niego w innym celu niż to robią sępy. Boska potęga zmartwychwstałego Pana ogarnie poddane śmierci i rozpadowi ludzkie zniszczone ciała po to, aby doprowadzić je do nowego, nieśmiertelnego życia. Zmartwychwstały Zbawiciel swoją wszechmocą sprawi, że dusze zbawionych i potępionych przyobleką się na zawsze w przemienione i niezniszczalne ciała. Szczegóły tego powszechnego wydarzenia są zakryte przed naszym poznaniem. Zna je tylko Bóg, który „z prochu ziemi” potrafił utworzyć żywego człowieka (por. Rdz 2,4-7). (Więcej o powszechnym zmartwychwstaniu ciał tutaj)

 

 14. Zepsucie jak przed potopem i zniszczeniem Sodomy. Jezus porównuje sytuację ludzkości, poprzedzającą Jego objawienie się w chwale, do tego, co działo się przed potopem za dni Noego i przed zniszczeniem Sodomy: panowało wielkie zepsucie i ludzie nie spodziewali się, że spotka ich nagła śmierć (por. Łk 17,26-30). Podobne zdeprawowanie nastąpi w ostatnich dniach, przed przyjściem Syna Człowieczego. O tym zepsuciu mówi św. Paweł w swoim Drugim Liście do Tymoteusza: „A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga. Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy”. (2 Tm 3,1-5) (Więcej o przyjściu Chrystusa w chwale tutaj)

 

15. Żona Lota. „Przypomnijcie sobie żonę Lota” – mówi Jezus (Łk 17,22). Kobieta ta zamieniła się w słup soli, bo w czasie ucieczki z Sodomy oglądnęła się za siebie, aby popatrzyć na porzucane miasto (por. Rdz 19,15-26). To tragiczne wydarzenie można potraktować jako symboliczne pouczenie, by nie wracać do porzuconego zła. Sodoma była miastem zepsucia. Odwrócenie się żony Lota można rozumieć jako symbol pragnienia powrotu do zła. Zamienienie się w słup soli, to jakby przekształcenie się statuę lub pomnik tęsknoty za porzuconym złem. Jezus przypomina żonę Lota, mówiąc o czasach poprzedzających Jego przyjście w chwale. Będą to czasy wielkiego zepsucia (por. 2 Tm 3,1-5), podobnego do zdeprawowania mieszkańców Sodomy. Nie należy się do tego zła przyłączać. Trzeba od niego uciec, tak jak to uczynił Lot z żoną i córkami, opuszczając Sodomę. Nie wolno jednak oglądać się wstecz za porzuconym złem, bo można do niego wrócić i zostać przez nie ponownie zarażonym na zawsze i umrzeć duchowo.

 

16. Sprawy najważniejsze postawić na pierwszym miejscu. W obliczu tak ważnych wydarzeń jak własna śmierć lub przyjście Syna Człowieczego w chwale, rzeczy codzienne powinny stracić swoje znaczenie. Dla ludzi czasów potopu czymś ważniejszym od jedzenia, picia, żenienia się i wychodzenia za mąż miało być nawrócenie, poprawa swojego moralnego życia. Tego jednak ludzie za dni Noego nie zrobili (por. Łk 17,26-27). Nie zdawali sobie sprawy z tego, że wkrótce staną na sądzie przed Bogiem, aby rozliczyć się ze swoich uczynków. Podobnie mieszkańcy Sodomy za dni Lota mieli  myśleć przede wszystkim o zmianie swojego grzesznego życia, a nie tylko o jedzeniu, piciu, kupowaniu, sadzeniu i budowaniu. Mieli się nawrócić, bo czekała ich bliska i niespodziewana zagłada (por. Łk 17,28-29). Ponieważ spotkanie z Chrystusem – Synem Człowieczym przychodzącym w śmierci lub w końcowej chwale – może nastąpić w każdej chwili, dlatego nie wolno swojego nawrócenia odkładać na czas późniejszy. (Więcej o przyjściu Chrystusa w chwale tutaj)

 

17. Ponoszenie ofiar dla Chrystusa przed Jego przyjściem w chwale. Nie jest niczym złym posiadanie w swoim mieszkaniu różnych rzeczy potrzebnych do życia. Niczego złego nie ma też w powracaniu po pracy w polu do siebie do domu. Także dobra troska o swoje życie nie zalicza się do czynów grzesznych. Jednak Jezus poucza, że dla bardzo ważnej sprawy trzeba zrezygnować z posiadanych rzeczy, z powracania do siebie po pracy, a nawet – z życia. Tą ważną sprawą jest Bóg, Jego wola, zbawienie własne i bliźniego. Chrystus zapowiada nadejście w przyszłości takich dni, kiedy – dla wyższego celu – trzeba będzie zrezygnować z posiadanych rzeczy, z wygody powrotu do swojego domu, a nawet z życia. O jednym z takich dni mówi: „W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie” (Łk 17,31). „Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je” (Łk 17,33). Rezygnacja z majątku, domowego spokoju, a nawet z życia konieczna staje się zwłaszcza wtedy, gdy za wyznawanie Chrystusa na Jego uczniów spadają dotkliwe prześladowania, zabieranie im mienia, niepokojenie lub nawet zabijanie. Zanim Syn Człowieczy objawi się w chwale w czasach ostatecznych, sytuacje wymagające pełnego opowiedzenia się za Nim i ofiary będą się powtarzać. On jednak wynagrodzi każdemu za wszystkie poniesione dla Niego ofiary i wyrzeczenia.

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski


 



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań