Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 18


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18


Zachęta do wytrwałej modlitwy

Powiedział im też przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać:1 W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi.2 W tym samym mieście żyła wdowa, który przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem.3 Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę,4 to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie.5 I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi.6 A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie.7 Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?8 (Łk 18,1-8)

1. Tylko częściowe podobieństwo.  Metafory, przykłady, obrazy mają to do siebie, że coś  nam wyjaśniają i przybliżają, jednak posiadają swoje ograniczenia. Tak jest  również z przykładem Jezusa, który porównuje dobrego, współczującego i sprawiedliwego Boga do sędziego stronniczego, nieczułego i niesprawiedliwego. Między Bogiem a tym niesprawiedliwym człowiekiem więcej jest różnic niż podobieństw. Bóg bowiem udziela swojej pomocy chętnie, z miłości, kierując się współczuciem, sędzia natomiast wziął w obronę ubogą wdowę tylko dlatego, żeby przestała go nękać swoimi prośbami i naleganiami. Rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie.” (Łk 18,4-5) Jezus pragnie nas przekonać do wytrwałej modlitwy, do ufnego proszenia Boga. Skoro bowiem niesprawiedliwy sędzia udzielił pomocy, to co dopiero Bóg, który jest dobry, życzliwy, kochający i chętny do pomagania. (Więcej o modlitwie tutaj)

 

2. Nawet zły człowiek potrafi zrobić coś pożytecznego. Złe świadectwo wydał o sobie sędzia z przypowieści Jezusa. Powiedział bowiem, że Boga się nie boi ani z ludźmi się nie liczy (por. Łk 18,4). Nie miał zatem w sobie podstawowych hamulców, które mogłyby go powstrzymywać przed czynieniem zła. Nie bał się ani kary Bożej, ani złej opinii u ludzi. Silnym czynnikiem powstrzymującym przed czynieniem zła jest miłość do Boga, lęk przed obrażaniem Go albo obawa przed Jego sprawiedliwością. Tego elementu hamującego nie było u niesprawiedliwego sędziego, gdyż Boga się nie bał. Czynnikiem powstrzymującym przed czynieniem zła może być także obawa przed straceniem dobrego imienia w swoim środowisku, lęk przed krytyką, obmowami. Takiej obawy nie było jednak u niesprawiedliwego sędziego, który z ludźmi się nie liczył. Chociaż człowiek ten był bardzo zdeprawowany, to jednak pomógł skrzywdzonej wdowie: obronił ją przed jej przeciwnikiem. Do tego pożytecznego dla skrzywdzonej kobiety działania pobudziła go jej natarczywość. Dając przykład niesprawiedliwego sędziego, Jezus pragnie nam powiedzieć, że skoro taki człowiek odpowiedział na usilną prośbę skrzywdzonej kobiety, to tym bardziej uczyni to dobry i sprawiedliwy Bóg. Pomoże On tym, którzy Go proszą. On bowiem kocha prawdziwie, potrafi współczuć i lituje się nad tymi, którzy Go o coś proszą wytrwale, z głęboką wiarą i ufnością.

 

3. Boska obrona przed prawdziwymi przeciwnikami. Wdowa, o której mówi Jezus w swojej przypowieści, przychodziła do sędziego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Podobną prośbę powinniśmy i my zanosić do wszechmogącego i sprawiedliwego Boga – nawet wtedy, gdy nie mamy wrogów wśród ludzi. Każdy bowiem bez wyjątku człowiek ma wielkiego przeciwnika, którym jest diabeł. Potężnym wrogiem każdego człowieka jest całe piekło. Ten piekielny wróg usiłuje zdobyć na ziemi swoich zwolenników, aby utrudniali ludziom osiągnięcie zbawienia. Największymi przeciwnikami człowieka są złe duchy i ludzie, którzy chcą zniszczyć wiarę w sercach ludzi, doprowadzić ich do zdemoralizowania i w konsekwencji – do wiecznego potępienia. Tacy przeciwnicy zbawienia pojawiali się w historii wielokrotnie. Byli to władcy, systemy polityczne, organizacje jawne lub tajne i inni zdeprawowani ludzie. Robili i robią wszystko, aby uniemożliwić wyznawcom Chrystusa osiągnięcie zbawienia. W tym celu wywołują mniej lub bardziej krwawe prześladowania uczniów Jezusa, posługują się siłą lub sprytem, kłamstwem, propagandą, manipulacją. Stają się ideologicznymi tyranami. Przed tymi pomocnikami szatana trzeba prosić wszechmogącego Boga: „Ojcze, obroń nas przed naszymi przeciwnikami wiary w Ciebie, moralności, dobra. Obroń przed ich sprytnymi atakami nas, nasze dzieci i narody. Obroń nas, bo Ty ich widzisz i znasz, a ponadto jesteś sprawiedliwy i wszechmogący”. Chrystus zapewnia nas, że Bóg bierze w obronę modlących się do Niego: „A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?” (Łk 18,7) (Więcej o duchowej walce w komentarzu do Księgi Apokalipsy)

 

4. Szybkie udzielanie pomocy przez Boga. Jezus mówi, że Bóg zadziała szybko i pomoże tym, którzy bez przerwy zanoszą do Niego błagania: „A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę” (Łk 18,6-8). To szybkie i bez zwlekania działanie i branie w obronę przez Boga tych, którzy Go proszą, należy rozumieć w ten sposób, że działa On tak szybko, jak tylko to możliwe. Nie znaczy to, że każdy modlący się otrzyma natychmiast dar, o który prosi. Nieraz – ze wzglądu na jakieś wielkie dobro, które zna tylko Bóg – „szybkie” działanie Boże musi się odwlec w czasie, np. z tego powodu, by modlący się człowiek mógł się uświęcić przez wytrwałą i ufną modlitwę. Szukanie u Boga pomocy można porównać do zwracania się o pomoc do lekarza. Każdy dobry i życzliwy lekarz chce jak najszybciej pomóc cierpiącemu pacjentowi. Nieraz jednak stan chorego wymaga dłuższego leczenia w szpitalu, dlatego dobry lekarz weźmie tam pacjenta i pozostawi tak długo, jak to konieczne do pełnego odzyskania zdrowia. Uczyni to, chociaż chciałby działać szybko i jak najprędzej wyleczyć chorego. Podobnie działa Bóg. Jeśli na jakiś Jego dar musimy czekać, to dzieje się tak nie dlatego, że nie chce Mu się działać szybciej, lecz dlatego że chce nam dać jak najwięcej. (Więcej o wysłuchiwaniu modlitw przez Boga tutaj)

 

5. Niebezpieczeństwo zaniku wiary przed przyjściem Chrystusa. Przed powrotem Chrystusa w chwale będzie się na ziemi szerzyło zepsucie. Pojawią się większe prześladowania wierzących niż w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Piekło będzie chciało zniszczyć wiarę, aby nikt nie dostąpił zbawienia. Prawdziwa religia będzie niszczona przez krwawe prześladowania i przez rozszerzanie fałszywych nauk o pozorach mądrości i postępu. Wszystko to będzie zmierzać do usunięcia z ziemi prawdziwej religii, do zupełnego zniszczenia wiary w Trójosobowego Boga. Dlatego znający przyszłość Jezus stawia pytanie, na które nie odpowiada: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8). W okresach niszczenia wiary – również w czasach ostatecznych – pojawią się wybrańcy Boży, którzy wiary się nie wyrzekną. Będą sobie zdawali sprawę z powszechnego zagrożenia zbawienia, dlatego u Boga będą szukać ocalenia. Będą się modlić do Niego dniem i nocą, aby nie zanikła prawdziwa religia, a szerzone zdeprawowanie nie pochłonęło całej ludzkości. Modlitwa tej „reszty” ocali świat przed całkowitym zanikiem wiary. Każdy z nas, wierzących, może i powinien się stale przyczyniać do tego, aby Chrystus w czasie swojego chwalebnego powrotu znalazł wiarę na ziemi. Możemy to czynić przez swoją modlitwę, głoszeni Ewangelii i przeciwstawianie się różnym jawnym lub ukrytym działaniom, które zmierzają do niszczenia chrześcijaństwa i powszechnego zdemoralizowania ludzkości.

 

6. Bronić jak Bóg. Nieuczciwy sędzia, o którym mówi Jezus, jedynie z egoistycznych pobudek pomógł pokrzywdzonej wdowie i uczynił to dopiero po pewnym czasie. Bóg natomiast udziela pomocy szybko i bierze w obronę tych, którzy wołają do Niego dniem i nocą (por. Łk 18,7). Wybór przykładu do naśladowania nie powinien w nikim budzić wątpliwości. To oczywiste, że każdy z nas ma być doskonały jak Ojciec niebieski. A on nie odmawia nikomu pomocy i udziela jej tak szybko, jak to tylko możliwe. Podobnie powinniśmy się zachowywać i my wobec osób pokrzywdzonych. Jeśli potrafimy im pomóc, to powinniśmy to uczynić bez ociągania i z motywów lepszych niż to uczynił wdowie niesprawiedliwy sędzia.

 

7. Brak bojaźni Bożej. Jezus przedstawia niesprawiedliwego sędziego jako kogoś, kto „Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi” (Lk 19,2). Sposób postępowania tego człowieka pokazywał, co znaczy „nie bać się Boga”. Po prostu robił, co chce. Nie podporządkowywał swojego życia prawu Bożemu. Uważał, że sam może decydować o swoich czynach, bez oglądania się na Boże przykazania. Lekceważenie prawa Bożego spowodowało, że krzywdził on niewinną wdowę i stał po stronie osoby, która ją krzywdziła. Brak bojaźni Bożej ujawnia się między innymi w lekceważeniu prawa ustanowionego przez Stwórcę. Człowiekowi wydaje się, że nic złego go nie spotka za deptanie przykazań Bożych. Czuje się bezkarny.

 

8. Chrześcijanie potrzebują obrony przed przeciwnikiem. Jezus usiłował wyjaśnić swoim uczniom coś, czego nie rozumieli i nie przewidywali. To mianowicie, że zwycięstwo Boga nie dokona się w ten sposób, że na ziemi Jego wyznawcy będą przechodzić od jednego triumfu do drugiego, że czeka ich jedynie radość i pokój w tworzącym się królestwie Bożym. Przeciwnie, spotka ich wiele utrapień i prześladowań. Tego apostołowie Jezusa przed Jego śmiercią nie rozumieli, gdyż za Jego życia czuli się przy Nim bezpieczni i chronieni przed wrogami. Aby przygotować swoich uczniów na czekające ich trudności, Jezus zapowiedział im prześladowania. Równocześnie jednak powiedział im o wielkim i skutecznym środku obronnym przed licznymi przeciwnikami, zwłaszcza przed szatanem.. Tym środkiem będzie wytrwała modlitwa. Aby do niej  zachęcić wszystkich swoich uczniów, Jezus opowiedział przypowieść o skrzywdzonej natrętnej wdowie i niesprawiedliwym sędzi.

 

9. Stała aktualność zachęty do wytrwałej modlitwy. Chrześcijanie ciągle będą potrzebowali Bożej pomocy. Tak będzie przez wieki dziejów Kościoła i w czasach bezpośrednio poprzedzających przyjście Chrystusa w chwale. Z tego powodu Jezus zachęca swoich uczniów do wytrwałej modlitwy. Taką zachętę zawiera między innymi przypowieść o wdowie i niesprawiedliwym sędzi oraz pouczenie o człowieku, który szukał w nocy pomocy u przyjaciela. (zob. Łk 11,5-13)

 

Modlitwa pysznego faryzeusza i pokornego celnika

Powiedział też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść:9 Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik.10 Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik.11 Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co posiadam.12 Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!13 Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.14 (Łk 18,9-14)

1. Usprawiedliwiony grzesznik. Jezus mówi o dwóch osobach, które przyszły do świątyni, aby się modlić. Jedna z nich sama siebie usprawiedliwiała, a drugą usprawiedliwił Bóg. Tym usprawiedliwiającym siebie był faryzeusz, który – można powiedzieć – fantazjował przed Bogiem, gdy mówił o sobie i o swoim postępowaniu; natomiast usprawiedliwionym przez Boga był celnik, który stanął przed Nim w prawdzie, czyli jako grzesznik. Przypowieść Jezusa ukazuje nam drogę, która jest miła Bogu. Jest nią nasze pokorne trwanie w prawdzie o sobie.

 

2. Wejście na drogę nawrócenia. To nie miłość do Boga, lecz pycha zaprowadziła faryzeusza do świątyni. Poszedł tam, aby się przechwalać przed Stwórcą swoimi czynami. O wiele bliższy miłości był celnik, pomimo swoich grzechów. Wiedział on, że jest grzesznikiem, i przyszedł do świątyni, aby o tym powiedzieć wszechwiedzącemu i miłosiernemu Bogu. Powiedział mu o swojej grzeszności i prosił o miłosierdzie; „bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” (Łk 18,13) W jego prośbie o przebaczenie zawierało się błaganie o pomoc w poprawie życia,  w nawróceniu i postępowaniu naprzód na drodze miłości. Nie było takiego pragnienia u faryzeusza, bo zabijała je w nim pycha. Nie widział on albo nie chciał zobaczyć swoich grzechów. Uważał, że prowadzi życie bez zarzutu, którego nie trzeba zmieniać, i – w swoim zaślepieniu – usiłował przekonać o tym nawet wszechwiedzącego Boga. (Więcej o nawróceniu tutaj i o żalu za grzechy tutaj)

 

3. Rozpowszechnione faryzejskie myślenie i mówienie. Faryzeusz takimi słowami zwracał się w swojej duszy do Istoty wszechwiedzącej: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik” (Łk 18,11). Ten zarozumiały i źle nastawiony do innych człowiek reprezentuje rozpowszechniony sposób myślenia i mówienia o sobie i o innych, który streszcza się w słowach: „Ja jestem w porządku, inni – to samo zepsucie!” Niestety, taka jest treść ogromnej ilości rozmów ludzkich, które składają się głównie z połączonej z narzekaniem krytyki, obmowy, a nawet – oszczerstw. Do tych złych form mówienia o bliźnich dołączają się jeszcze – w zależności od stopnia pychy – różne sposoby wychwalania siebie, swoich zachowań, ocen, rozwiązań i pomysłów na wszystko. W podobny sposób wiele osób myśli, nawet gdy nie ujawnia tego wyraźnie swoim mówieniem. (Więcej na temat pychy tutaj)

 

4. Nie jestem jak inni. Wielu – jak pyszny faryzeusz, o którym mówi Jezus – pociesza się myśleniem: „Nie jestem jak inni ludzie” (por. Łk 18,11). Nie postępuję tak jak inni, to znaczy, nie popełniam tych grzechów, które mają ci, o których myślę lub mówię. Jednak niewielka to pociecha dla mnie, że nie mam wad i grzechów, które widzę u omawianych osób. Bo chociaż może faktycznie ich ułomności nie posiadam, to jednak z pewnością mam inne i mogą one być bardzo przykre dla ludzi, z którymi często przebywam: dla rodziny, sąsiadów, współpracowników. Z pewnością nie są też one bardziej miłe Bogu niż grzechy ludzi, których tak surowo oceniam i potępiam.

 

5. Niewielka doskonałość. Przechwalając się przed Bogiem, faryzeusz znajduje jako główny powód do dumy dwa rodzaje czynów: post i dawanie podatku, zwanego dziesięciną. „Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co posiadam” (Łk 18,12). Jednak post i dawanie dziesięciny to dwie czynności, które wyjątkowo łatwo można wykonywać bezdusznie, na pokaz lub z innym bardzo złym nastawieniem wewnętrznym – takim, jakie właśnie miał zadowolony z siebie faryzeusz. Poszczenie i dawanie dziesięciny nie tworzy pełnej doskonałości człowieka, bo ta wymaga przede wszystkim miłości do Boga i do ludzi.  Wyobraźmy sobie współpracę i życie wspólne np. w rodzinie z człowiekiem, który zamiast miłości ma tylko te dwie „cnoty”, z których był bardzo dumny faryzeusz, czyli zachowywanie postu dwa razy w tygodniu i dawanie dziesięciny z wszystkiego, co się posiada. Gdyby oprócz tych dwóch „cnót” człowiek nie posiadał żadnej innej doskonałości, to współpraca z nim i życie wspólne mogłoby być nie do zniesienia – zwłaszcza, gdyby się chełpił przy lada okazji ze swojej doskonałości, zbudowanej na dwóch działaniach, które łatwo mogą się stać i zupełnie powierzchowne, bez miłości.

 

6. Prawdziwa i nieprawdziwa ocena siebie. Celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, tak czuł się winny. Bił się piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” (Łk 18,13). Nie podnosił oczu w stronę nieba, bo wiedział, że tam mieszka najświętszy Bóg, na którego on, grzesznik, nie jest godzien nawet spojrzeć. Odważył się jedynie prosić Pana o przebaczenie. Nie miał tak wielkiego poczucia świętości Boga zarozumiały faryzeusz. Stał przed najdoskonalszym Panem niemal jak równy Mu, bo taką fałszywą ocenę siebie wytworzył w sobie pod wpływem pychy. O przebaczenie nie prosił, bo nie widział w sobie nic wymagającego Bożego miłosierdzia. Zamiast litości oczekiwał Bożej pochwały. Ten zarozumiały człowiek jest ostrzeżeniem dla tych wszystkich, którzy myślą i z łatwością mówią: „Nie mam sobie nic do zarzucenia. Sumienie mam czyste, nic mi ono nie wyrzuca.” Zamiast tak myśleć i mówić, ludzie ci powinni zadać sobie pytanie, czy wszechwiedzący i najświętszy Bóg też nie ma im nic do zarzucenia. Lepiej poznać Bożą ocenę teraz, niż dopiero na sądzie po śmierci, kiedy na zmianę swojego życia będzie już za późno. Lepiej teraz uznać się za grzesznika i usuwać swoje grzechy, niż być grzesznikiem, który żyje w mylnym przekonaniu, że niczego w sobie nie musi poprawiać.

 

7. Modlitwa zwierciadłem dla duszy człowieka. „Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik” (Łk 18,10). Jakże ich modlitwy różniły się od siebie! Jak różna była ich treść! Modlitwa faryzeusza – niby dziękczynna – w gruncie rzeczy była wychwalaniem swojej wielkości. To, co powiedział Bogu, zapewne w różnej formie mówił przy różnych okazjach, zmieniając tylko początek: „Boże, dziękuję Ci, że...”, np. na: „Dobrze, że...”: „Dobrze, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy... robię to czy tamto wyjątkowo dobrze... itd.”. W modlitwie faryzeusza odzwierciedliła się jak w lustrze jego pycha i pogarda dla innych. Również w modlitwie celnika odbiła się jak w zwierciadle cała jego duchowa postawa – pełna pokory, szacunku wobec Boga, pozbawiona porównywania się z „jeszcze gorszymi od siebie”, których z pewnością mógłby znaleźć wielu w swoim środowisku. Także w mojej modlitwie ukazują się różne moje utrwalone postawy, cała moja osobowość: moja miłość lub jej brak, moja pycha lub pokora, mój szacunek albo lekceważenie.

 

8. Dziękowanie nie za to, za co trzeba było dziękować. Faryzeusz rozpoczął swoją modlitwę od słów: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy...” (Łk 18,11) Jak każdy człowiek, tak również i on miał wiele powodów, by dziękować Bogu. Jednak tego, za co miał okazać Mu wdzięczność, nie zauważał. Miał bowiem dziękować Mu przede wszystkim za to, że pomógł mu swoją łaską uniknąć wielu różnych grzechów. Jeśli rzeczywiście nie był „zdziercą, oszustem i cudzołożnikiem”, to miał za to podziękować Bogu, bo jeśli tak było, to stało się tak tylko dzięki wielkiej Bożej pomocy. Nie należy przypisywać wyłącznie sobie samemu czynienie dobra i unikanie zła. Chociaż nasz udział w tym istnieje, to jednak więcej zawdzięczamy Bogu niż sobie. My powinniśmy przede wszystkim unikać bliskiej okazji do grzechu, a wtedy Bóg swoją potęgą wesprze nasze siły w przeciwstawianiu się złu. Za to Jego wsparcie nie powinniśmy zapomnieć Mu podziękować. Gdyby bowiem Bóg nam nie pomagał, to popełnilibyśmy najgorsze z możliwych grzechów. Dlatego właśnie trzeba Mu dziękować również za każde zło, którego  udało nam się uniknąć, i prosić, by nas nadal umacniał w unikaniu go. Gdy ktoś czuje się pewny siebie, może popaść w wielkie grzechy, aby się przekonać, jak słaby jest bez Bożej pomocy.

 

9. Niesłuszne osądzanie bliźniego. Faryzeusz uważał celnika za gorszego od siebie grzesznika. Było dla niego czymś oczywistym, że on i inni ludzie są gorsi od niego, dlatego modlił się: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik” (Łk 18,11). Najprawdopodobniej przypisywał mu grzechy, które najbardziej groziły celnikom, czyli kradzieże, nieuczciwość, chciwość, bezlitosne krzywdzenie innych itp. Chociaż celnik być może popełnił te przypisywane mu grzechy, to jednak faryzeuszowi nie wolno było oceniać go jako gorszego od siebie. Dlaczego? Dlatego że nie znał całej prawdy o nim – tej, która była znana Bogu. Nie widział skruchy celnika, szukania Bożego miłosierdzia, bo nie miał wglądu w jego serce. Nie mógł nic wiedzieć o tym, co powiedział Chrystus, że taki człowiek jak ten celnik może być usprawiedliwiony przez Bożą łaskę. A – według słów Jezusa – tak rzeczywiście było: „Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony” (Łk 18,14). (Więcej o miłosiernym osądzaniu bliźnich tutaj i tutaj)

 

10. Wywyższający się zostaną poniżeni. Niektórym ludziom się wydaje – i chyba ta grupa jest liczna – że przez chwalenie siebie wzrasta ich znaczenie w oczach otoczenia. Czasem tak jest, częściej – nie. Przechwalanie się bowiem łatwo bywa zauważane i nie jest oceniane dobrze. Chociaż nieraz można oszukać ludzi swoim chwaleniem się, to nigdy to nie udaje się w stosunku do Boga. Jego nigdy nie można oszukać w taki sposób, w jaki próbował to uczynić pyszny faryzeusz. Jezus powiedział: „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”. (Łk 18,14) Ważne jest zaakcentowanie przez Jezusa słowa: „każdy”. Największym poniżeniem dla pysznych jest piekło.

 

11. Poniżenie nawet w oczach historii. Historia zna wielu takich, którzy różnymi metodami usiłowali stworzyć swoją wielkość. Otaczali się ziemskim splendorem, zmuszali nawet całe narody do oddawania sobie chwały. Nieraz udało im się do śmierci żyć w blasku chwały. Jednak po latach lub dziesiątkach lat zaczęto mówić o nich jako o tyranach. Przeszli do historii jako „wielcy” – ale zbrodniarze. I tak na nich nawet tu, na ziemi, sprawdziły się słowa Jezusa: „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony” (Łk 18,14). To poniżenie jest tylko skromną zapowiedzią jeszcze większego upokorzenia, które na sądzie ostatecznym spotka wszystkich nienawróconych. (Więcej o sądzie szczegółowym tutaj, a o sądzie ostatecznym tutaj)

 

Jezus przyjmuje dzieci

Przynosili Mu również niemowlęta, żeby na nie ręce włożył, lecz uczniowie, widząc to, szorstko zabraniali im.15 Jezus zaś przywołał je do siebie i rzekł: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im: do takich bowiem należy królestwo Boże.16 Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego.17 (Łk 18,15-17)

1. Inaczej myśleli niż Jezus. Nawet najbliżsi uczniowie Jezusa nie zawsze Go rozumieli i nie myśleli tak jako On. Przykładem jest opisane przez św. Łukasza wydarzenie z dziećmi, które przynoszono do Zbawiciela, żeby na nie włożył ręce. Uczniowie „widząc to, szorstko zabraniali im” (Łk 18,15), natomiast Jezus na to zezwalał. Powiedział: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im: do takich bowiem należy królestwo Boże” (Łk 18,16). Nieraz do uczniów inaczej myślących niż sam Jezus zaliczają się chrześcijanie – świeccy i duchowni – którzy z różnym powodów odmawiają udzielania chrztu małym dzieciom. Tak postępują ci, którzy zapominają, że ten sakrament jest wyjątkowym spotkaniem z Jezusem i napełnieniem Jego łaskami, które On wysłużył dla naszego zbawienia na krzyżu. (Więcej o sakramencie chrztu tutaj)

 

2. Szorstkie reakcje uczniów. Ewangelista zaznacza, że uczniowie Jezusa szorstko zabraniali przynoście niemowlęta do Niego (por. Łk 18,16). Co mogło być przyczyną tego ich niemiłego zachowania? Może zmęczenie, może nachalność osób, które przynosiły dzieci? A może po prostu uważali, że zajmowanie Jezusa niemowlętami to coś nieistotnego – coś, czym nie należy zajmować kogoś tak wielkiego jak On. Być może, według nich, Jezus, założyciel królestwa Bożego, miał się zająć poważniejszymi sprawami niż nakładanie rąk na niemowlęta. Jezus jednak wyjaśnia, że to, o co Go proszą osoby przynoszące małe dzieci, ma sens – i to nawet ze względu na tworzenie królestwa Bożego –  ponieważ,  jak stwierdził, królestwo to należy także do małych dzieci i do ludzi podobnych do nich: do ludzi o sercach dobrych, prostych, dziecięcych (por. Łk 18,16-17).

 

Wezwanie bogatego człowieka do doskonałości

Zapytał Go pewien zwierzchnik: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?18 Jezus mu odpowiedział: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.19 Znasz przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij swego ojca i matkę!20 On odrzekł: Od młodości przestrzegam tego wszystkiego.21 Jezus słysząc to, rzekł mu: Jednego ci jeszcze brak: sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; potem przyjdź i chodź za Mną22 Gdy to usłyszał, mocno się zasmucił, gdyż był bardzo bogaty.23 (Łk 18,18-23)

1. Zbawienie i skarb w niebie. Jezus wyjaśnia, że wypełnienie Bożych przykazań Dekalogu wystarcza, aby osiągnąć życie wieczne. Można jednak mieć w niebie „skarb” – skarb wielkiej doskonałości. Jezus powiedział bogatemu człowiekowi, jak może ten „skarb” zdobyć. Ma powiększyć swoją miłość przez sprzedanie swojego majątku i rozdanie go ubogim. Wtedy będzie miał „skarb w niebie”. Będzie nim głęboka miłość, upodabniająca go w szczególny sposób do Boga-Miłości. Każdy z nas może powiększać swój skarb w niebie, przez wspieranie ludzi, którzy naprawdę potrzebują pomocy.

 

2. Unikanie grzechu i czynienie dobra. Jezus zwraca uwagę człowiekowi, który pytał Go, w jaki sposób może osiągnąć zbawienie, że nie wolno niszczyć miłości w swoim sercu przez grzechy, które w poważnym stopniu naruszają przykazania Boże. I wymienił przykładowo kilka z nich: „Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij swego ojca i matkę!” (Łk 18,20) Trudno powiedzieć, że ktoś kocha Boga i ludzi, jeśli rozbija rodziny przez cudzołóstwo, jeśli zabija, kradnie, fałszywie zeznaje przeciw bliźniemu, jeśli nie okazuje czci ojcu i matce. Jeśli człowiek popełnia takie grzechy i nie chce z nich wyjść, niszczy w sobie miłość i nie może przebywać w niebie z Bogiem, który jest miłością. Nie może przebywać we wspólnocie zespolonej przez miłość doskonałą. Jednak samo unikanie grzechów, chociaż umożliwia zbawienie, nie jest jeszcze miłością doskonałą. Jezus pokazuje jeden ze sposobów skutecznego powiększenia swojej miłości. Jest nim dzielenie się z ludźmi biedniejszymi od siebie. Przez obdarowywanie ich stajemy się bogatsi o wielki skarb, który w pełni ujawni się w niebie – o miłość. (Więcej o konieczności miłości do zbawienia tutaj)

 

3. „Nauczycielu dobry...” Człowiek troszczący się o swoje zbawienie zwrócił się do Chrystusa słowami: „Nauczycielu dobry..” (Łk 18,18) Jezus nie zaprzeczył jego słowom, jednak zadał pytanie, które miało go skłonić do zastanowienia się. Zapytał: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg”. (Łk 18,19) Tym pytaniem jakby chciał powiedzieć człowiekowi, który do Niego przyszedł: Czyżbyś uważał mnie za wcielonego Boga, skoro przypisujesz mi przymiot, który jest wyłącznie Jego cechą. Przecież tylko Bóg jest dobry. (Por. Łk 18,19) Człowiek nie odpowiedział Jezusowi na Jego pytanie. Ale może kiedyś, w przyszłości, dzięki światłu Ducha Świętego, dał odpowiedź w swoim sercu na nie i uwierzył, że Jezus jest naprawdę Dobrym Bogiem, Dobrym Synem Bożym, który dla naszego zbawienia stał się człowiekiem. I może głosił swoim braciom prawdę, że Jezus, prawdziwy Syn Boży, jest wcieleniem Najwyższego Dobra.

 

4. Bóg jest dobry, a stworzenia... Jezus powiedział: „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.” (Łk 18,19). Czy to znaczy, że stworzenia są złe i nie mogą być dobre? W Księdze Rodzaju czytamy, że Bóg widział, że wszystkie Jego stworzenia były dobre (por. Rdz 1,4-25), a nawet bardzo dobre (Rdz 1,31). Są dobre dlatego, że jakby lusterka odzwierciedlają w sobie dobro Boga, który je stworzył. Jednak po upadku pierwszych rodziców w nich samych i w ich potomkach pojawiło się zło grzechu. Ludzie przestali być tak dobrzy, jak byli na początku, po stworzeniu. Obecnie każdy musi mozolnie dochodzić do tego, aby stawać się człowiekiem dobrym, podobnym do dobrego Boga. Jeśli, współpracując z łaską, powiększamy swoją miłość, to dobro w nas wzrasta. Można powiedzieć, że Bóg jest dobry, a my, jako ludzie grzeszni, mamy stawać się dobrzy przez coraz to pełniejsze przyjmowanie Go do swojej duszy i jednoczenie się z Nim w czynieniu dobra.

 

5. Zrobić w sobie miejsce dla dobroci Boga. „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.” (Łk 18,19) Znaczy to między innymi, że tylko Najwyższy Pan, Miłość nieskończona, jest dobry z siebie, czyli nie ma w Nim dobra otrzymanego od kogoś innego. Bóg jest dobry ze swojej natury, przez swój nieskończenie doskonały Boski Byt. Natomiast dobroć człowieka, jako stworzenia, może być tylko „dobrocią otrzymaną” od Boga. Jesteśmy jakby naczyniami, które mogą być napełnione Jego dobrocią, jeśli na to pozwolimy. My, ludzie, otrzymujemy Jego doskonałość i dobroć, gdy pozwalamy Mu przeniknąć nas Jego Boską miłością. To przeniknięcie dokonuje się mocą Ducha Świętego, który Bożą miłość rozlewa w naszych sercach (por. Rz 5,5) To właśnie ta Boska miłość staje się przyczyną naszej dobroci. Aby mogła ona w nas płonąć coraz pełniejszym płomieniem, a tym samym czynić nas coraz lepszymi, trzeba usuwać z naszego serca wszystko to co jest materiałem „niepalnym”, czyli takim, którego ogień Bożej miłości nie potrafi zamienić w płomienie swojego ognia. Tym „niepalnym” materiałem jest w nas egoizm, umacniany przez każdy świadomie i dobrowolnie popełniany grzech.

 

6. Ogień miłości lub nienawiści. „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.” (Łk 18,19) Serce ludzkie samo z siebie jest tylko nicością, która może się napełnić dobrem pochodzącym od Boga. Jeśli jednak nie zezwoli na to, nie pozostanie nicością, lecz wchłonie w siebie i przyswoi coś co nie jest dobrem – zło. Ludzkie serce może się rozpalić nie tylko Bożą miłością. Może w sobie rozniecić szatański płomień nienawiści. Każdy bez wyjątku czyn, każde słowo, myśl, zaniedbanie, a nawet świadomie podtrzymywane lub wzbudzane uczucie coś w nas powiększa lub pomniejsza. Każdy bez wyjątku wolny i świadomy akt woli powiększa lub pomniejsza, a nawet może zgasić płomień Bożej miłości, rozpalony w nas przez Ducha Świętego (por. Rz 5,5). Może też powiększać lub pomniejszać ogień nienawiści. Można też ją wzniecić w sobie, jeśli jeszcze w naszym sercu nie zapłonęła.

 

7. Dobro pomieszane w człowieku ze złem. „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.” (Łk 18,19). W przeciwieństwie do nas Bóg jest dobry także w tym znaczeniu, że nie ma w Nim dobra zmieszanego ze złem. Nie ma też w Nim zagrożenia, że kiedyś – ponieważ jest Istotą wolną – stanie się zły, tak jak wiele Jego stworzeń, które stworzył jako dobre. Przekładem są nasi pierwsi rodzice. Zostali stworzeni jako „bardzo dobrzy” (por. Rdz 1,31), gdyż Bóg ich napełnił wieloma niezwykłymi łaskami. Jednak to otrzymane dobro utracili, bo zaufali bardziej szatanowi niż Stwórcy. Przez to obciążyli całą ludzkość tzw. grzechem pierworodnym, który pozbawił ludzi wielu dobrych darów. Również wielu aniołów upadło, chociaż zostali stworzeni przez Boga jako istoty dobre. Ich upadek oraz to, co uczynił Adam i Ewa jest przestrogą  dla każdego człowieka, nawet bardzo dobrego i doskonałego. Ich upadki ostrzegają, że każdy człowiek – ponieważ jest istotą wolną – może wybrać zło nawet wtedy, gdy już posiada w sobie wiele dobrych darów, udzielonych mu przez Boga.

 

8. Maryja, Istota zawsze dobra dobrocią Boga. W ludziach zawsze dobro miesza się ze złem. Zauważyło to intuicyjnie małe dziecko, które miało narysować duszę „bardzo złą” i „bardzo dobrą”. Obraz duszy „bardzo złej” nie był zaskoczeniem, gdyż była ona cała czarna. Zaskakujący natomiast był obrazek duszy „bardzo dobrej”. Była ona bowiem cała biała, jednak znajdowała się na niej jedna czarna kropka. Dziecko nie chciało narysować duszy całej białej, bo uznało, że takiej duszy nie ma. Ten rysunek „bardzo dobrej duszy” jest jakby ilustracją do słów Jezusa: „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.” (Łk 18,19). Jednak jedną duszę mogłoby to dziecko narysować bez najmniejszej nawet plamy: duszę Matki Najświętszej, która była zawsze dobra dobrocią otrzymaną od Boga. Tej dobroci nie umniejszyła w Sobie nawet przez najmniejszą „plamkę” zła, grzechu, egoistycznego czynu, słowa, myśli lub zaniedbania. Maryja była w pełni napełniona dobrocią Boga już od chwili zaistnienia Jej duszy. To Kościół katolicki nazywa Jej niepokalanym poczęciem, czyli wolnością od grzechu pierworodnego.

 

9. Tylko częściowe otwarcie się na Boże dobro. W duszy bogatego człowieka, który przyszedł do Jezusa, nie było pełnego otwarcia na dobro, które mógł otrzymać od Boga, nie było pełnego miejsca na Jego dobroć. Tylko częściowo utworzył dla niej miejsce w swoim sercu przez to, że do swojej młodości spełniał Boże przykazania. To wypełnianie przykazań nie udostępniło jednak całej „przestrzeni” jego duszy na dar Boskiego dobra, na dar miłości. „Przestrzeń” duszy tego człowieka była w dużym stopniu zajęta przez przywiązanie do bogactwa. To w nich pokładał swoją ufność, to one był źródłem jego radości i poczucia bezpieczeństwa. Dlatego nie chciał z nich zrezygnować. Nie zachwyciła go rada Jezusa: „Sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; potem przyjdź i chodź za Mną. Gdy to usłyszał, mocno się zasmucił, gdyż był bardzo bogaty” (Łk, 18,22-23).

 

10. Smutek zamiast radości. Bogaty człowiek nie ufał w pełni Jezusowi. Wydawało mu się, że chce On go pozbawić źródła radości i bezpieczeństwa. Nie wierzył w to, że gdy pójdzie za Nim, to znajdzie większą radość niż ta, którą posiada, rozkoszując się swoimi bogactwami. I ogarnął go smutek (por. Łk 18,23)

 

11. Smutek bogatego człowieka i smutek Jezusa. Bogatego człowieka ogarnął smutek, kiedy usłyszał wezwanie Jezusa do sprzedania całego majątku i pójście za Nim. (Por Łk, 18.22-23) Ale również Jezus się zasmucił. Przyczyną Jego smutku było to, że nie może w pełni obdarować człowieka, który przyszedł do Niego. Nie może mu udzielić skarbu miłości, który otrzymałby, gdyby sprzedał dobra materialne, a pieniądze rozdał ubogim. Nie może mu też dać tej radości, którą przyniosłoby mu pójście za Nim. Troską Jezusa było i jest nadal to, że nie może wylewać na świat potoków swoich łask, bo zamknięte serca ludzkie Mu na to nie pozwalają. Jedyną radością Boga-Miłości jest dawanie. Niestety, jako ludzie małostkowi, nieufni, pozbawiamy Go tej radości. Nieraz nawet wydaje się nam, że hojne i pełne miłości Boskie obdarowywanie nas jest pozbawianiem nas nawet tych resztek radości, które moglibyśmy mieć na ziemi.

 

12. Był bardzo bogaty, ale tylko materialnie. Ponieważ człowiek, który przyszedł do Jezusa, był bardzo bogaty, dlatego smutek ogarnął go na myśl o tym, że powinien wszystko sprzedać, i przez rozdawanie zdobytych ze sprzedaży pieniędzy osiągnąć skarb w niebie. (Por. Łk 18,22-23) Zasmucił się, gdyż był bardzo przywiązany do swoich bogactw, natomiast jego nadzieja, że może osiągnąć skarb w niebie, była jeszcze bardzo słaba i nie mogła go pocieszyć. Człowiek ten nie był jeszcze zbyt dojrzały duchowo. Nie był też bogaty duchowo. Czy coś się w jego życiu poprawiło w przyszłości na lepsze? Tego nie wiemy. Różnie bowiem może być z ludźmi bogatymi. Z wiekiem mogą albo jeszcze bardziej się przywiązywać do dóbr materialnych i widzieć w nich jedyne źródło bezpieczeństwa, ale też mogą wzrosnąć w Bożej mądrości i zobaczyć w swoim przywiązaniu do bogactw wielką przeszkodę w rozwoju swojej miłości do Boga i do ludzi.

 

13. „Nie zeznawaj fałszywie!” Jezus – pouczając człowieka, który pytał Go, co ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne – nie wymienił wszystkich przykazań dekalogu, lecz tylko pięć z nich: „Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij swego ojca i matkę!” (Łk 18,20). Chciał mu przez to przypomnieć, że dla zbawienia nie jest konieczne zachowywanie tych setek przepisów, które skrupulatnie przestrzegali faryzeusze, lecz przykazań dekalogu. Pośród wymienionych przez Jezusa przykazań znalazł się między innymi zakaz: „Nie zeznawaj fałszywie!” Jakże aktualne jest to przykazanie dzisiaj, w dobie środków społecznego przekazu! Z łatwością rzuca się na bliźnich niesprawdzone oskarżenia, oszczerstwa, które w ciągu kilku minut potrafią obiec cały świat. Przez to trudno potem je odwołać i naprawić krzywdę wyrządzoną bratu lub siostrze. Dlatego do każdego współczesnego człowieka z wielką ostrością są skierowane słowa Jezusa, który poucza, że aby osiągnąć życie wieczne, czyli zbawienie, trzeba zachowywać Boże przykazania. Również i to: „Nie zeznawaj fałszywie!” (Szczegółowe omówienie "Dekalogu" tutaj).

 

14. „Nie kradnij!” Również przykazanie: „Nie kradnij”, przypomniał Jezus bogatemu człowiekowi i każdemu z nas. (Łk 18,20) Każdemu bowiem grozi ten grzech, nawet gdy ktoś nie okrada bliźniego z dóbr materialnych lub intelektualnych. Bardzo rozpowszechnioną formą „kradzieży” jest bowiem pozbawianie drugiego człowieka czci, dobrego imienia, radości, pokoju ducha. Można też „okraść” drugiego człowieka z darów nadprzyrodzonych, takich jak wiara, nadzieja, miłość, łaska uświęcająca. Tego ostatniego rodzaju duchowej „kradzieży” dokonuje ten, kto w jakiś sposób demoralizuje jednostki lub nawet całe społeczeństwa, ucząc niemoralnych zasad postępowania, propagując je, szerząc ateizm, rozpowszechniając błędne nauki, wierzenia, sekty. (Szczegółowe omówienie "Dekalogu" tutaj; o grzechach przeciwko wierze tutaj).

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski


 



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań