Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 18


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24


Zachęta do wytrwałej modlitwy

Powiedział im też przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać:1 W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi.2 W tym samym mieście żyła wdowa, który przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem.3 Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę,4 to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie.5 I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi.6 A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie.7 Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?8 (Łk 18,1-8)

1. Tylko częściowe podobieństwo.  Metafory, przykłady, obrazy mają to do siebie, że coś  nam wyjaśniają i przybliżają, jednak posiadają swoje ograniczenia. Tak jest  również z przykładem Jezusa, który porównuje dobrego, współczującego i sprawiedliwego Boga do sędziego stronniczego, nieczułego i niesprawiedliwego. Między Bogiem a tym niesprawiedliwym człowiekiem więcej jest różnic niż podobieństw. Bóg bowiem udziela swojej pomocy chętnie, z miłości, kierując się współczuciem, sędzia natomiast wziął w obronę ubogą wdowę tylko dlatego, żeby przestała go nękać swoimi prośbami i naleganiami. Rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie.” (Łk 18,4-5) Jezus pragnie nas przekonać do wytrwałej modlitwy, do ufnego proszenia Boga. Skoro bowiem niesprawiedliwy sędzia udzielił pomocy, to co dopiero Bóg, który jest dobry, życzliwy, kochający i chętny do pomagania. (Więcej o modlitwie tutaj)

 

2. Nawet zły człowiek potrafi zrobić coś pożytecznego. Złe świadectwo wydał o sobie sędzia z przypowieści Jezusa. Powiedział bowiem, że Boga się nie boi ani z ludźmi się nie liczy (por. Łk 18,4). Nie miał zatem w sobie podstawowych hamulców, które mogłyby go powstrzymywać przed czynieniem zła. Nie bał się ani kary Bożej, ani złej opinii u ludzi. Silnym czynnikiem powstrzymującym przed czynieniem zła jest miłość do Boga, lęk przed obrażaniem Go albo obawa przed Jego sprawiedliwością. Tego elementu hamującego nie było u niesprawiedliwego sędziego, gdyż Boga się nie bał. Czynnikiem powstrzymującym przed czynieniem zła może być także obawa przed straceniem dobrego imienia w swoim środowisku, lęk przed krytyką, obmowami. Takiej obawy nie było jednak u niesprawiedliwego sędziego, który z ludźmi się nie liczył. Chociaż człowiek ten był bardzo zdeprawowany, to jednak pomógł skrzywdzonej wdowie: obronił ją przed jej przeciwnikiem. Do tego pożytecznego dla skrzywdzonej kobiety działania pobudziła go jej natarczywość. Dając przykład niesprawiedliwego sędziego, Jezus pragnie nam powiedzieć, że skoro taki człowiek odpowiedział na usilną prośbę skrzywdzonej kobiety, to tym bardziej uczyni to dobry i sprawiedliwy Bóg. Pomoże On tym, którzy Go proszą. On bowiem kocha prawdziwie, potrafi współczuć i lituje się nad tymi, którzy Go o coś proszą wytrwale, z głęboką wiarą i ufnością.

 

3. Boska obrona przed prawdziwymi przeciwnikami. Wdowa, o której mówi Jezus w swojej przypowieści, przychodziła do sędziego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Podobną prośbę powinniśmy i my zanosić do wszechmogącego i sprawiedliwego Boga – nawet wtedy, gdy nie mamy wrogów wśród ludzi. Każdy bowiem bez wyjątku człowiek ma wielkiego przeciwnika, którym jest diabeł. Potężnym wrogiem każdego człowieka jest całe piekło. Ten piekielny wróg usiłuje zdobyć na ziemi swoich zwolenników, aby utrudniali ludziom osiągnięcie zbawienia. Największymi przeciwnikami człowieka są złe duchy i ludzie, którzy chcą zniszczyć wiarę w sercach ludzi, doprowadzić ich do zdemoralizowania i w konsekwencji – do wiecznego potępienia. Tacy przeciwnicy zbawienia pojawiali się w historii wielokrotnie. Byli to władcy, systemy polityczne, organizacje jawne lub tajne i inni zdeprawowani ludzie. Robili i robią wszystko, aby uniemożliwić wyznawcom Chrystusa osiągnięcie zbawienia. W tym celu wywołują mniej lub bardziej krwawe prześladowania uczniów Jezusa, posługują się siłą lub sprytem, kłamstwem, propagandą, manipulacją. Stają się ideologicznymi tyranami. Przed tymi pomocnikami szatana trzeba prosić wszechmogącego Boga: „Ojcze, obroń nas przed naszymi przeciwnikami wiary w Ciebie, moralności, dobra. Obroń przed ich sprytnymi atakami nas, nasze dzieci i narody. Obroń nas, bo Ty ich widzisz i znasz, a ponadto jesteś sprawiedliwy i wszechmogący”. Chrystus zapewnia nas, że Bóg bierze w obronę modlących się do Niego: „A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?” (Łk 18,7) (Więcej o duchowej walce w komentarzu do Księgi Apokalipsy)

 

4. Szybkie udzielanie pomocy przez Boga. Jezus mówi, że Bóg zadziała szybko i pomoże tym, którzy bez przerwy zanoszą do Niego błagania: „A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę” (Łk 18,6-8). To szybkie i bez zwlekania działanie i branie w obronę przez Boga tych, którzy Go proszą, należy rozumieć w ten sposób, że działa On tak szybko, jak tylko to możliwe. Nie znaczy to, że każdy modlący się otrzyma natychmiast dar, o który prosi. Nieraz – ze wzglądu na jakieś wielkie dobro, które zna tylko Bóg – „szybkie” działanie Boże musi się odwlec w czasie, np. z tego powodu, by modlący się człowiek mógł się uświęcić przez wytrwałą i ufną modlitwę. Szukanie u Boga pomocy można porównać do zwracania się o pomoc do lekarza. Każdy dobry i życzliwy lekarz chce jak najszybciej pomóc cierpiącemu pacjentowi. Nieraz jednak stan chorego wymaga dłuższego leczenia w szpitalu, dlatego dobry lekarz weźmie tam pacjenta i pozostawi tak długo, jak to konieczne do pełnego odzyskania zdrowia. Uczyni to, chociaż chciałby działać szybko i jak najprędzej wyleczyć chorego. Podobnie działa Bóg. Jeśli na jakiś Jego dar musimy czekać, to dzieje się tak nie dlatego, że nie chce Mu się działać szybciej, lecz dlatego że chce nam dać jak najwięcej. (Więcej o wysłuchiwaniu modlitw przez Boga tutaj)

 

5. Niebezpieczeństwo zaniku wiary przed przyjściem Chrystusa. Przed powrotem Chrystusa w chwale będzie się na ziemi szerzyło zepsucie. Pojawią się większe prześladowania wierzących niż w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Piekło będzie chciało zniszczyć wiarę, aby nikt nie dostąpił zbawienia. Prawdziwa religia będzie niszczona przez krwawe prześladowania i przez rozszerzanie fałszywych nauk o pozorach mądrości i postępu. Wszystko to będzie zmierzać do usunięcia z ziemi prawdziwej religii, do zupełnego zniszczenia wiary w Trójosobowego Boga. Dlatego znający przyszłość Jezus stawia pytanie, na które nie odpowiada: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8). W okresach niszczenia wiary – również w czasach ostatecznych – pojawią się wybrańcy Boży, którzy wiary się nie wyrzekną. Będą sobie zdawali sprawę z powszechnego zagrożenia zbawienia, dlatego u Boga będą szukać ocalenia. Będą się modlić do Niego dniem i nocą, aby nie zanikła prawdziwa religia, a szerzone zdeprawowanie nie pochłonęło całej ludzkości. Modlitwa tej „reszty” ocali świat przed całkowitym zanikiem wiary. Każdy z nas, wierzących, może i powinien się stale przyczyniać do tego, aby Chrystus w czasie swojego chwalebnego powrotu znalazł wiarę na ziemi. Możemy to czynić przez swoją modlitwę, głoszeni Ewangelii i przeciwstawianie się różnym jawnym lub ukrytym działaniom, które zmierzają do niszczenia chrześcijaństwa i powszechnego zdemoralizowania ludzkości.

 

6. Bronić jak Bóg. Nieuczciwy sędzia, o którym mówi Jezus, jedynie z egoistycznych pobudek pomógł pokrzywdzonej wdowie i uczynił to dopiero po pewnym czasie. Bóg natomiast udziela pomocy szybko i bierze w obronę tych, którzy wołają do Niego dniem i nocą (por. Łk 18,7). Wybór przykładu do naśladowania nie powinien w nikim budzić wątpliwości. To oczywiste, że każdy z nas ma być doskonały jak Ojciec niebieski. A on nie odmawia nikomu pomocy i udziela jej tak szybko, jak to tylko możliwe. Podobnie powinniśmy się zachowywać i my wobec osób pokrzywdzonych. Jeśli potrafimy im pomóc, to powinniśmy to uczynić bez ociągania i z motywów lepszych niż to uczynił wdowie niesprawiedliwy sędzia.

 

7. Brak bojaźni Bożej. Jezus przedstawia niesprawiedliwego sędziego jako kogoś, kto „Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi” (Lk 19,2). Sposób postępowania tego człowieka pokazywał, co znaczy „nie bać się Boga”. Po prostu robił, co chce. Nie podporządkowywał swojego życia prawu Bożemu. Uważał, że sam może decydować o swoich czynach, bez oglądania się na Boże przykazania. Lekceważenie prawa Bożego spowodowało, że krzywdził on niewinną wdowę i stał po stronie osoby, która ją krzywdziła. Brak bojaźni Bożej ujawnia się między innymi w lekceważeniu prawa ustanowionego przez Stwórcę. Człowiekowi wydaje się, że nic złego go nie spotka za deptanie przykazań Bożych. Czuje się bezkarny.

 

8. Chrześcijanie potrzebują obrony przed przeciwnikiem. Jezus usiłował wyjaśnić swoim uczniom coś, czego nie rozumieli i nie przewidywali. To mianowicie, że zwycięstwo Boga nie dokona się w ten sposób, że na ziemi Jego wyznawcy będą przechodzić od jednego triumfu do drugiego, że czeka ich jedynie radość i pokój w tworzącym się królestwie Bożym. Przeciwnie, spotka ich wiele utrapień i prześladowań. Tego apostołowie Jezusa przed Jego śmiercią nie rozumieli, gdyż za Jego życia czuli się przy Nim bezpieczni i chronieni przed wrogami. Aby przygotować swoich uczniów na czekające ich trudności, Jezus zapowiedział im prześladowania. Równocześnie jednak powiedział im o wielkim i skutecznym środku obronnym przed licznymi przeciwnikami, zwłaszcza przed szatanem.. Tym środkiem będzie wytrwała modlitwa. Aby do niej  zachęcić wszystkich swoich uczniów, Jezus opowiedział przypowieść o skrzywdzonej natrętnej wdowie i niesprawiedliwym sędzi.

 

9. Stała aktualność zachęty do wytrwałej modlitwy. Chrześcijanie ciągle będą potrzebowali Bożej pomocy. Tak będzie przez wieki dziejów Kościoła i w czasach bezpośrednio poprzedzających przyjście Chrystusa w chwale. Z tego powodu Jezus zachęca swoich uczniów do wytrwałej modlitwy. Taką zachętę zawiera między innymi przypowieść o wdowie i niesprawiedliwym sędzi oraz pouczenie o człowieku, który szukał w nocy pomocy u przyjaciela. (zob. Łk 11,5-13)

 

Modlitwa pysznego faryzeusza i pokornego celnika

Powiedział też do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść:9 Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik.10 Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik.11 Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co posiadam.12 Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!13 Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.14 (Łk 18,9-14)

1. Usprawiedliwiony grzesznik. Jezus mówi o dwóch osobach, które przyszły do świątyni, aby się modlić. Jedna z nich sama siebie usprawiedliwiała, a drugą usprawiedliwił Bóg. Tym usprawiedliwiającym siebie był faryzeusz, który – można powiedzieć – fantazjował przed Bogiem, gdy mówił o sobie i o swoim postępowaniu; natomiast usprawiedliwionym przez Boga był celnik, który stanął przed Nim w prawdzie, czyli jako grzesznik. Przypowieść Jezusa ukazuje nam drogę, która jest miła Bogu. Jest nią nasze pokorne trwanie w prawdzie o sobie.

 

2. Wejście na drogę nawrócenia. To nie miłość do Boga, lecz pycha zaprowadziła faryzeusza do świątyni. Poszedł tam, aby się przechwalać przed Stwórcą swoimi czynami. O wiele bliższy miłości był celnik, pomimo swoich grzechów. Wiedział on, że jest grzesznikiem, i przyszedł do świątyni, aby o tym powiedzieć wszechwiedzącemu i miłosiernemu Bogu. Powiedział mu o swojej grzeszności i prosił o miłosierdzie; „bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” (Łk 18,13) W jego prośbie o przebaczenie zawierało się błaganie o pomoc w poprawie życia,  w nawróceniu i postępowaniu naprzód na drodze miłości. Nie było takiego pragnienia u faryzeusza, bo zabijała je w nim pycha. Nie widział on albo nie chciał zobaczyć swoich grzechów. Uważał, że prowadzi życie bez zarzutu, którego nie trzeba zmieniać, i – w swoim zaślepieniu – usiłował przekonać o tym nawet wszechwiedzącego Boga. (Więcej o nawróceniu tutaj i o żalu za grzechy tutaj)

 

3. Rozpowszechnione faryzejskie myślenie i mówienie. Faryzeusz takimi słowami zwracał się w swojej duszy do Istoty wszechwiedzącej: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik” (Łk 18,11). Ten zarozumiały i źle nastawiony do innych człowiek reprezentuje rozpowszechniony sposób myślenia i mówienia o sobie i o innych, który streszcza się w słowach: „Ja jestem w porządku, inni – to samo zepsucie!” Niestety, taka jest treść ogromnej ilości rozmów ludzkich, które składają się głównie z połączonej z narzekaniem krytyki, obmowy, a nawet – oszczerstw. Do tych złych form mówienia o bliźnich dołączają się jeszcze – w zależności od stopnia pychy – różne sposoby wychwalania siebie, swoich zachowań, ocen, rozwiązań i pomysłów na wszystko. W podobny sposób wiele osób myśli, nawet gdy nie ujawnia tego wyraźnie swoim mówieniem. (Więcej na temat pychy tutaj)

 

4. Nie jestem jak inni. Wielu – jak pyszny faryzeusz, o którym mówi Jezus – pociesza się myśleniem: „Nie jestem jak inni ludzie” (por. Łk 18,11). Nie postępuję tak jak inni, to znaczy, nie popełniam tych grzechów, które mają ci, o których myślę lub mówię. Jednak niewielka to pociecha dla mnie, że nie mam wad i grzechów, które widzę u omawianych osób. Bo chociaż może faktycznie ich ułomności nie posiadam, to jednak z pewnością mam inne i mogą one być bardzo przykre dla ludzi, z którymi często przebywam: dla rodziny, sąsiadów, współpracowników. Z pewnością nie są też one bardziej miłe Bogu niż grzechy ludzi, których tak surowo oceniam i potępiam.

 

5. Niewielka doskonałość. Przechwalając się przed Bogiem, faryzeusz znajduje jako główny powód do dumy dwa rodzaje czynów: post i dawanie podatku, zwanego dziesięciną. „Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co posiadam” (Łk 18,12). Jednak post i dawanie dziesięciny to dwie czynności, które wyjątkowo łatwo można wykonywać bezdusznie, na pokaz lub z innym bardzo złym nastawieniem wewnętrznym – takim, jakie właśnie miał zadowolony z siebie faryzeusz. Poszczenie i dawanie dziesięciny nie tworzy pełnej doskonałości człowieka, bo ta wymaga przede wszystkim miłości do Boga i do ludzi.  Wyobraźmy sobie współpracę i życie wspólne np. w rodzinie z człowiekiem, który zamiast miłości ma tylko te dwie „cnoty”, z których był bardzo dumny faryzeusz, czyli zachowywanie postu dwa razy w tygodniu i dawanie dziesięciny z wszystkiego, co się posiada. Gdyby oprócz tych dwóch „cnót” człowiek nie posiadał żadnej innej doskonałości, to współpraca z nim i życie wspólne mogłoby być nie do zniesienia – zwłaszcza, gdyby się chełpił przy lada okazji ze swojej doskonałości, zbudowanej na dwóch działaniach, które łatwo mogą się stać i zupełnie powierzchowne, bez miłości.

 

6. Prawdziwa i nieprawdziwa ocena siebie. Celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, tak czuł się winny. Bił się piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” (Łk 18,13). Nie podnosił oczu w stronę nieba, bo wiedział, że tam mieszka najświętszy Bóg, na którego on, grzesznik, nie jest godzien nawet spojrzeć. Odważył się jedynie prosić Pana o przebaczenie. Nie miał tak wielkiego poczucia świętości Boga zarozumiały faryzeusz. Stał przed najdoskonalszym Panem niemal jak równy Mu, bo taką fałszywą ocenę siebie wytworzył w sobie pod wpływem pychy. O przebaczenie nie prosił, bo nie widział w sobie nic wymagającego Bożego miłosierdzia. Zamiast litości oczekiwał Bożej pochwały. Ten zarozumiały człowiek jest ostrzeżeniem dla tych wszystkich, którzy myślą i z łatwością mówią: „Nie mam sobie nic do zarzucenia. Sumienie mam czyste, nic mi ono nie wyrzuca.” Zamiast tak myśleć i mówić, ludzie ci powinni zadać sobie pytanie, czy wszechwiedzący i najświętszy Bóg też nie ma im nic do zarzucenia. Lepiej poznać Bożą ocenę teraz, niż dopiero na sądzie po śmierci, kiedy na zmianę swojego życia będzie już za późno. Lepiej teraz uznać się za grzesznika i usuwać swoje grzechy, niż być grzesznikiem, który żyje w mylnym przekonaniu, że niczego w sobie nie musi poprawiać.

 

7. Modlitwa zwierciadłem dla duszy człowieka. „Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik” (Łk 18,10). Jakże ich modlitwy różniły się od siebie! Jak różna była ich treść! Modlitwa faryzeusza – niby dziękczynna – w gruncie rzeczy była wychwalaniem swojej wielkości. To, co powiedział Bogu, zapewne w różnej formie mówił przy różnych okazjach, zmieniając tylko początek: „Boże, dziękuję Ci, że...”, np. na: „Dobrze, że...”: „Dobrze, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy... robię to czy tamto wyjątkowo dobrze... itd.”. W modlitwie faryzeusza odzwierciedliła się jak w lustrze jego pycha i pogarda dla innych. Również w modlitwie celnika odbiła się jak w zwierciadle cała jego duchowa postawa – pełna pokory, szacunku wobec Boga, pozbawiona porównywania się z „jeszcze gorszymi od siebie”, których z pewnością mógłby znaleźć wielu w swoim środowisku. Także w mojej modlitwie ukazują się różne moje utrwalone postawy, cała moja osobowość: moja miłość lub jej brak, moja pycha lub pokora, mój szacunek albo lekceważenie.

 

8. Dziękowanie nie za to, za co trzeba było dziękować. Faryzeusz rozpoczął swoją modlitwę od słów: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy...” (Łk 18,11) Jak każdy człowiek, tak również i on miał wiele powodów, by dziękować Bogu. Jednak tego, za co miał okazać Mu wdzięczność, nie zauważał. Miał bowiem dziękować Mu przede wszystkim za to, że pomógł mu swoją łaską uniknąć wielu różnych grzechów. Jeśli rzeczywiście nie był „zdziercą, oszustem i cudzołożnikiem”, to miał za to podziękować Bogu, bo jeśli tak było, to stało się tak tylko dzięki wielkiej Bożej pomocy. Nie należy przypisywać wyłącznie sobie samemu czynienie dobra i unikanie zła. Chociaż nasz udział w tym istnieje, to jednak więcej zawdzięczamy Bogu niż sobie. My powinniśmy przede wszystkim unikać bliskiej okazji do grzechu, a wtedy Bóg swoją potęgą wesprze nasze siły w przeciwstawianiu się złu. Za to Jego wsparcie nie powinniśmy zapomnieć Mu podziękować. Gdyby bowiem Bóg nam nie pomagał, to popełnilibyśmy najgorsze z możliwych grzechów. Dlatego właśnie trzeba Mu dziękować również za każde zło, którego  udało nam się uniknąć, i prosić, by nas nadal umacniał w unikaniu go. Gdy ktoś czuje się pewny siebie, może popaść w wielkie grzechy, aby się przekonać, jak słaby jest bez Bożej pomocy.

 

9. Niesłuszne osądzanie bliźniego. Faryzeusz uważał celnika za gorszego od siebie grzesznika. Było dla niego czymś oczywistym, że on i inni ludzie są gorsi od niego, dlatego modlił się: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik” (Łk 18,11). Najprawdopodobniej przypisywał mu grzechy, które najbardziej groziły celnikom, czyli kradzieże, nieuczciwość, chciwość, bezlitosne krzywdzenie innych itp. Chociaż celnik być może popełnił te przypisywane mu grzechy, to jednak faryzeuszowi nie wolno było oceniać go jako gorszego od siebie. Dlaczego? Dlatego że nie znał całej prawdy o nim – tej, która była znana Bogu. Nie widział skruchy celnika, szukania Bożego miłosierdzia, bo nie miał wglądu w jego serce. Nie mógł nic wiedzieć o tym, co powiedział Chrystus, że taki człowiek jak ten celnik może być usprawiedliwiony przez Bożą łaskę. A – według słów Jezusa – tak rzeczywiście było: „Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony” (Łk 18,14). (Więcej o miłosiernym osądzaniu bliźnich tutaj i tutaj)

 

10. Wywyższający się zostaną poniżeni. Niektórym ludziom się wydaje – i chyba ta grupa jest liczna – że przez chwalenie siebie wzrasta ich znaczenie w oczach otoczenia. Czasem tak jest, częściej – nie. Przechwalanie się bowiem łatwo bywa zauważane i nie jest oceniane dobrze. Chociaż nieraz można oszukać ludzi swoim chwaleniem się, to nigdy to nie udaje się w stosunku do Boga. Jego nigdy nie można oszukać w taki sposób, w jaki próbował to uczynić pyszny faryzeusz. Jezus powiedział: „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”. (Łk 18,14) Ważne jest zaakcentowanie przez Jezusa słowa: „każdy”. Największym poniżeniem dla pysznych jest piekło.

 

11. Poniżenie nawet w oczach historii. Historia zna wielu takich, którzy różnymi metodami usiłowali stworzyć swoją wielkość. Otaczali się ziemskim splendorem, zmuszali nawet całe narody do oddawania sobie chwały. Nieraz udało im się do śmierci żyć w blasku chwały. Jednak po latach lub dziesiątkach lat zaczęto mówić o nich jako o tyranach. Przeszli do historii jako „wielcy” – ale zbrodniarze. I tak na nich nawet tu, na ziemi, sprawdziły się słowa Jezusa: „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony” (Łk 18,14). To poniżenie jest tylko skromną zapowiedzią jeszcze większego upokorzenia, które na sądzie ostatecznym spotka wszystkich nienawróconych. (Więcej o sądzie szczegółowym tutaj, a o sądzie ostatecznym tutaj)

 

Jezus przyjmuje dzieci

Przynosili Mu również niemowlęta, żeby na nie ręce włożył, lecz uczniowie, widząc to, szorstko zabraniali im.15 Jezus zaś przywołał je do siebie i rzekł: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im: do takich bowiem należy królestwo Boże.16 Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego.17 (Łk 18,15-17)

1. Inaczej myśleli niż Jezus. Nawet najbliżsi uczniowie Jezusa nie zawsze Go rozumieli i nie myśleli tak jako On. Przykładem jest opisane przez św. Łukasza wydarzenie z dziećmi, które przynoszono do Zbawiciela, żeby na nie włożył ręce. Uczniowie „widząc to, szorstko zabraniali im” (Łk 18,15), natomiast Jezus na to zezwalał. Powiedział: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im: do takich bowiem należy królestwo Boże” (Łk 18,16). Nieraz do uczniów inaczej myślących niż sam Jezus zaliczają się chrześcijanie – świeccy i duchowni – którzy z różnym powodów odmawiają udzielania chrztu małym dzieciom. Tak postępują ci, którzy zapominają, że ten sakrament jest wyjątkowym spotkaniem z Jezusem i napełnieniem Jego łaskami, które On wysłużył dla naszego zbawienia na krzyżu. (Więcej o sakramencie chrztu tutaj)

 

2. Szorstkie reakcje uczniów. Ewangelista zaznacza, że uczniowie Jezusa szorstko zabraniali przynoście niemowlęta do Niego (por. Łk 18,16). Co mogło być przyczyną tego ich niemiłego zachowania? Może zmęczenie, może nachalność osób, które przynosiły dzieci? A może po prostu uważali, że zajmowanie Jezusa niemowlętami to coś nieistotnego – coś, czym nie należy zajmować kogoś tak wielkiego jak On. Być może, według nich, Jezus, założyciel królestwa Bożego, miał się zająć poważniejszymi sprawami niż nakładanie rąk na niemowlęta. Jezus jednak wyjaśnia, że to, o co Go proszą osoby przynoszące małe dzieci, ma sens – i to nawet ze względu na tworzenie królestwa Bożego –  ponieważ,  jak stwierdził, królestwo to należy także do małych dzieci i do ludzi podobnych do nich: do ludzi o sercach dobrych, prostych, dziecięcych (por. Łk 18,16-17).

 

Wezwanie bogatego człowieka do doskonałości

Zapytał Go pewien zwierzchnik: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?18 Jezus mu odpowiedział: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.19 Znasz przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij swego ojca i matkę!20 On odrzekł: Od młodości przestrzegam tego wszystkiego.21 Jezus słysząc to, rzekł mu: Jednego ci jeszcze brak: sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; potem przyjdź i chodź za Mną!22 Gdy to usłyszał, mocno się zasmucił, gdyż był bardzo bogaty.23 (Łk 18,18-23)

1. Zbawienie i skarb w niebie. Jezus wyjaśnia, że wypełnienie Bożych przykazań Dekalogu wystarcza, aby osiągnąć życie wieczne. Można jednak mieć w niebie „skarb” – skarb wielkiej doskonałości. Jezus powiedział bogatemu człowiekowi, jak może ten „skarb” zdobyć. Ma powiększyć swoją miłość przez sprzedanie swojego majątku i rozdanie go ubogim. Wtedy będzie miał „skarb w niebie”. Będzie nim głęboka miłość, upodabniająca go w szczególny sposób do Boga-Miłości. Każdy z nas może powiększać swój skarb w niebie, przez wspieranie ludzi, którzy naprawdę potrzebują pomocy.

 

2. Unikanie grzechu i czynienie dobra. Jezus zwraca uwagę człowiekowi, który pytał Go, w jaki sposób może osiągnąć zbawienie, że nie wolno niszczyć miłości w swoim sercu przez grzechy, które w poważnym stopniu naruszają przykazania Boże. I wymienił przykładowo kilka z nich: „Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij swego ojca i matkę!” (Łk 18,20) Trudno powiedzieć, że ktoś kocha Boga i ludzi, jeśli rozbija rodziny przez cudzołóstwo, jeśli zabija, kradnie, fałszywie zeznaje przeciw bliźniemu, jeśli nie okazuje czci ojcu i matce. Jeśli człowiek popełnia takie grzechy i nie chce z nich wyjść, niszczy w sobie miłość i nie może przebywać w niebie z Bogiem, który jest miłością. Nie może przebywać we wspólnocie zespolonej przez miłość doskonałą. Jednak samo unikanie grzechów, chociaż umożliwia zbawienie, nie jest jeszcze miłością doskonałą. Jezus pokazuje jeden ze sposobów skutecznego powiększenia swojej miłości. Jest nim dzielenie się z ludźmi biedniejszymi od siebie. Przez obdarowywanie ich stajemy się bogatsi o wielki skarb, który w pełni ujawni się w niebie – o miłość. (Więcej o konieczności miłości do zbawienia tutaj)

 

3. „Nauczycielu dobry...” Człowiek troszczący się o swoje zbawienie zwrócił się do Chrystusa słowami: „Nauczycielu dobry..” (Łk 18,18) Jezus nie zaprzeczył jego słowom, jednak zadał pytanie, które miało go skłonić do zastanowienia się. Zapytał: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg”. (Łk 18,19) Tym pytaniem jakby chciał powiedzieć człowiekowi, który do Niego przyszedł: Czyżbyś uważał mnie za wcielonego Boga, skoro przypisujesz mi przymiot, który jest wyłącznie Jego cechą. Przecież tylko Bóg jest dobry. (Por. Łk 18,19) Człowiek nie odpowiedział Jezusowi na Jego pytanie. Ale może kiedyś, w przyszłości, dzięki światłu Ducha Świętego, dał odpowiedź w swoim sercu na nie i uwierzył, że Jezus jest naprawdę Dobrym Bogiem, Dobrym Synem Bożym, który dla naszego zbawienia stał się człowiekiem. I może głosił swoim braciom prawdę, że Jezus, prawdziwy Syn Boży, jest wcieleniem Najwyższego Dobra.

 

4. Bóg jest dobry, a stworzenia... Jezus powiedział: „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.” (Łk 18,19). Czy to znaczy, że stworzenia są złe i nie mogą być dobre? W Księdze Rodzaju czytamy, że Bóg widział, że wszystkie Jego stworzenia były dobre (por. Rdz 1,4-25), a nawet bardzo dobre (Rdz 1,31). Są dobre dlatego, że jakby lusterka odzwierciedlają w sobie dobro Boga, który je stworzył. Jednak po upadku pierwszych rodziców w nich samych i w ich potomkach pojawiło się zło grzechu. Ludzie przestali być tak dobrzy, jak byli na początku, po stworzeniu. Obecnie każdy musi mozolnie dochodzić do tego, aby stawać się człowiekiem dobrym, podobnym do dobrego Boga. Jeśli, współpracując z łaską, powiększamy swoją miłość, to dobro w nas wzrasta. Można powiedzieć, że Bóg jest dobry, a my, jako ludzie grzeszni, mamy stawać się dobrzy przez coraz to pełniejsze przyjmowanie Go do swojej duszy i jednoczenie się z Nim w czynieniu dobra.

 

5. Zrobić w sobie miejsce dla dobroci Boga. „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.” (Łk 18,19) Znaczy to między innymi, że tylko Najwyższy Pan, Miłość nieskończona, jest dobry z siebie, czyli nie ma w Nim dobra otrzymanego od kogoś innego. Bóg jest dobry ze swojej natury, przez swój nieskończenie doskonały Boski Byt. Natomiast dobroć człowieka, jako stworzenia, może być tylko „dobrocią otrzymaną” od Boga. Jesteśmy jakby naczyniami, które mogą być napełnione Jego dobrocią, jeśli na to pozwolimy. My, ludzie, otrzymujemy Jego doskonałość i dobroć, gdy pozwalamy Mu przeniknąć nas Jego Boską miłością. To przeniknięcie dokonuje się mocą Ducha Świętego, który Bożą miłość rozlewa w naszych sercach (por. Rz 5,5) To właśnie ta Boska miłość staje się przyczyną naszej dobroci. Aby mogła ona w nas płonąć coraz pełniejszym płomieniem, a tym samym czynić nas coraz lepszymi, trzeba usuwać z naszego serca wszystko to co jest materiałem „niepalnym”, czyli takim, którego ogień Bożej miłości nie potrafi zamienić w płomienie swojego ognia. Tym „niepalnym” materiałem jest w nas egoizm, umacniany przez każdy świadomie i dobrowolnie popełniany grzech.

 

6. Ogień miłości lub nienawiści. „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.” (Łk 18,19) Serce ludzkie samo z siebie jest tylko nicością, która może się napełnić dobrem pochodzącym od Boga. Jeśli jednak nie zezwoli na to, nie pozostanie nicością, lecz wchłonie w siebie i przyswoi coś co nie jest dobrem – zło. Ludzkie serce może się rozpalić nie tylko Bożą miłością. Może w sobie rozniecić szatański płomień nienawiści. Każdy bez wyjątku czyn, każde słowo, myśl, zaniedbanie, a nawet świadomie podtrzymywane lub wzbudzane uczucie coś w nas powiększa lub pomniejsza. Każdy bez wyjątku wolny i świadomy akt woli powiększa lub pomniejsza, a nawet może zgasić płomień Bożej miłości, rozpalony w nas przez Ducha Świętego (por. Rz 5,5). Może też powiększać lub pomniejszać ogień nienawiści. Można też ją wzniecić w sobie, jeśli jeszcze w naszym sercu nie zapłonęła.

 

7. Dobro pomieszane w człowieku ze złem. „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.” (Łk 18,19). W przeciwieństwie do nas Bóg jest dobry także w tym znaczeniu, że nie ma w Nim dobra zmieszanego ze złem. Nie ma też w Nim zagrożenia, że kiedyś – ponieważ jest Istotą wolną – stanie się zły, tak jak wiele Jego stworzeń, które stworzył jako dobre. Przekładem są nasi pierwsi rodzice. Zostali stworzeni jako „bardzo dobrzy” (por. Rdz 1,31), gdyż Bóg ich napełnił wieloma niezwykłymi łaskami. Jednak to otrzymane dobro utracili, bo zaufali bardziej szatanowi niż Stwórcy. Przez to obciążyli całą ludzkość tzw. grzechem pierworodnym, który pozbawił ludzi wielu dobrych darów. Również wielu aniołów upadło, chociaż zostali stworzeni przez Boga jako istoty dobre. Ich upadek oraz to, co uczynił Adam i Ewa jest przestrogą  dla każdego człowieka, nawet bardzo dobrego i doskonałego. Ich upadki ostrzegają, że każdy człowiek – ponieważ jest istotą wolną – może wybrać zło nawet wtedy, gdy już posiada w sobie wiele dobrych darów, udzielonych mu przez Boga.

 

8. Maryja, Istota zawsze dobra dobrocią Boga. W ludziach zawsze dobro miesza się ze złem. Zauważyło to intuicyjnie małe dziecko, które miało narysować duszę „bardzo złą” i „bardzo dobrą”. Obraz duszy „bardzo złej” nie był zaskoczeniem, gdyż była ona cała czarna. Zaskakujący natomiast był obrazek duszy „bardzo dobrej”. Była ona bowiem cała biała, jednak znajdowała się na niej jedna czarna kropka. Dziecko nie chciało narysować duszy całej białej, bo uznało, że takiej duszy nie ma. Ten rysunek „bardzo dobrej duszy” jest jakby ilustracją do słów Jezusa: „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.” (Łk 18,19). Jednak jedną duszę mogłoby to dziecko narysować bez najmniejszej nawet plamy: duszę Matki Najświętszej, która była zawsze dobra dobrocią otrzymaną od Boga. Tej dobroci nie umniejszyła w Sobie nawet przez najmniejszą „plamkę” zła, grzechu, egoistycznego czynu, słowa, myśli lub zaniedbania. Maryja była w pełni napełniona dobrocią Boga już od chwili zaistnienia Jej duszy. To Kościół katolicki nazywa Jej niepokalanym poczęciem, czyli wolnością od grzechu pierworodnego.

 

9. Tylko częściowe otwarcie się na Boże dobro. W duszy bogatego człowieka, który przyszedł do Jezusa, nie było pełnego otwarcia na dobro, które mógł otrzymać od Boga, nie było pełnego miejsca na Jego dobroć. Tylko częściowo utworzył dla niej miejsce w swoim sercu przez to, że do swojej młodości spełniał Boże przykazania. To wypełnianie przykazań nie udostępniło jednak całej „przestrzeni” jego duszy na dar Boskiego dobra, na dar miłości. „Przestrzeń” duszy tego człowieka była w dużym stopniu zajęta przez przywiązanie do bogactwa. To w nich pokładał swoją ufność, to one był źródłem jego radości i poczucia bezpieczeństwa. Dlatego nie chciał z nich zrezygnować. Nie zachwyciła go rada Jezusa: „Sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; potem przyjdź i chodź za Mną! Gdy to usłyszał, mocno się zasmucił, gdyż był bardzo bogaty” (Łk, 18,22-23).

 

10. Smutek zamiast radości. Bogaty człowiek nie ufał w pełni Jezusowi. Wydawało mu się, że chce On go pozbawić źródła radości i bezpieczeństwa. Nie wierzył w to, że gdy pójdzie za Nim, to znajdzie większą radość niż ta, którą posiada, rozkoszując się swoimi bogactwami. I ogarnął go smutek (por. Łk 18,23)

 

11. Smutek bogatego człowieka i smutek Jezusa. Bogatego człowieka ogarnął smutek, kiedy usłyszał wezwanie Jezusa do sprzedania całego majątku i pójście za Nim. (Por Łk, 18.22-23) Ale również Jezus się zasmucił. Przyczyną Jego smutku było to, że nie może w pełni obdarować człowieka, który przyszedł do Niego. Nie może mu udzielić skarbu miłości, który otrzymałby, gdyby sprzedał dobra materialne, a pieniądze rozdał ubogim. Nie może mu też dać tej radości, którą przyniosłoby mu pójście za Nim. Troską Jezusa było i jest nadal to, że nie może wylewać na świat potoków swoich łask, bo zamknięte serca ludzkie Mu na to nie pozwalają. Jedyną radością Boga-Miłości jest dawanie. Niestety, jako ludzie małostkowi, nieufni, pozbawiamy Go tej radości. Nieraz nawet wydaje się nam, że hojne i pełne miłości Boskie obdarowywanie nas jest pozbawianiem nas nawet tych resztek radości, które moglibyśmy mieć na ziemi.

 

12. Był bardzo bogaty, ale tylko materialnie. Ponieważ człowiek, który przyszedł do Jezusa, był bardzo bogaty, dlatego smutek ogarnął go na myśl o tym, że powinien wszystko sprzedać, i przez rozdawanie zdobytych ze sprzedaży pieniędzy osiągnąć skarb w niebie. (Por. Łk 18,22-23) Zasmucił się, gdyż był bardzo przywiązany do swoich bogactw, natomiast jego nadzieja, że może osiągnąć skarb w niebie, była jeszcze bardzo słaba i nie mogła go pocieszyć. Człowiek ten nie był jeszcze zbyt dojrzały duchowo. Nie był też bogaty duchowo. Czy coś się w jego życiu poprawiło w przyszłości na lepsze? Tego nie wiemy. Różnie bowiem może być z ludźmi bogatymi. Z wiekiem mogą albo jeszcze bardziej się przywiązywać do dóbr materialnych i widzieć w nich jedyne źródło bezpieczeństwa, ale też mogą wzrosnąć w Bożej mądrości i zobaczyć w swoim przywiązaniu do bogactw wielką przeszkodę w rozwoju swojej miłości do Boga i do ludzi.

 

13. „Nie zeznawaj fałszywie!” Jezus – pouczając człowieka, który pytał Go, co ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne – nie wymienił wszystkich przykazań dekalogu, lecz tylko pięć z nich: „Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij swego ojca i matkę!” (Łk 18,20). Chciał mu przez to przypomnieć, że dla zbawienia nie jest konieczne zachowywanie tych setek przepisów, które skrupulatnie przestrzegali faryzeusze, lecz przykazań dekalogu. Pośród wymienionych przez Jezusa przykazań znalazł się między innymi zakaz: „Nie zeznawaj fałszywie!” Jakże aktualne jest to przykazanie dzisiaj, w dobie środków społecznego przekazu! Z łatwością rzuca się na bliźnich niesprawdzone oskarżenia, oszczerstwa, które w ciągu kilku minut potrafią obiec cały świat. Przez to trudno potem je odwołać i naprawić krzywdę wyrządzoną bratu lub siostrze. Dlatego do każdego współczesnego człowieka z wielką ostrością są skierowane słowa Jezusa, który poucza, że aby osiągnąć życie wieczne, czyli zbawienie, trzeba zachowywać Boże przykazania. Również i to: „Nie zeznawaj fałszywie!” (Szczegółowe omówienie "Dekalogu" tutaj).

 

14. „Nie kradnij!” Również przykazanie: „Nie kradnij”, przypomniał Jezus bogatemu człowiekowi i każdemu z nas. (Łk 18,20) Każdemu bowiem grozi ten grzech, nawet gdy ktoś nie okrada bliźniego z dóbr materialnych lub intelektualnych. Bardzo rozpowszechnioną formą „kradzieży” jest bowiem pozbawianie drugiego człowieka czci, dobrego imienia, radości, pokoju ducha. Można też „okraść” drugiego człowieka z darów nadprzyrodzonych, takich jak wiara, nadzieja, miłość, łaska uświęcająca. Tego ostatniego rodzaju duchowej „kradzieży” dokonuje ten, kto w jakiś sposób demoralizuje jednostki lub nawet całe społeczeństwa, ucząc niemoralnych zasad postępowania, propagując je, szerząc ateizm, rozpowszechniając błędne nauki, wierzenia, sekty. (Szczegółowe omówienie całego "Dekalogu" tutaj; o grzechach przeciwko wierze tutaj).

 

15. „Nie cudzołóż!” To przypomniane przez Jezusa przykazanie (Łk 18,20) zabrania odbierania bratu lub siostrze współmałżonki lub współmałżonka, przez dopuszczanie się zdrad małżeńskich. Skutkiem tych grzechów jest rozpad małżeństwa i rodziny. Następuje on nawet wtedy, gdy nie dojdzie do rozwodu, bo głęboko narusza więzy emocjonalne między małżonkami. To zaś odbija się na atmosferze domowej i ma wpływ na dzieci. Największym ich dramatem może stać się pełny rozwód. (Szczegółowe omówienie całego "Dekalogu" tutaj).

 

16. „Czcij swego ojca i matkę!” Nie tylko bogatemu człowiekowi, ale każdemu z nas Jezus przypomina, że mamy ojca lub matkę i że powinniśmy im okazywać cześć (Por. Łk 18,20). Mamy ojca lub matkę na tym lub na drugim świecie, jeśli odeszli oni już do wieczności. W czasie ziemskiego życia powinniśmy okazywać rodzicom szacunek, a jeśli są w potrzebie – to wspierać ich według naszych możliwości. Jeśli przeszli do wieczności, to naszym obowiązkiem, wypływającym z miłości, jest modlitwa o pokój ich dusz. Ta forma pomocy może być sposobem okazania im wdzięczności za to, że dzięki nim istniejemy. (Szczegółowe omówienie całego "Dekalogu" tutaj).

 

16. „Nie zabijaj!” Człowiek może doznać podwójnej śmierci. Pierwszą jest utrata ziemskiego życia, przez odłączenie się nieśmiertelnej duszy od ciała. Druga forma polega na utracie życia nadprzyrodzonego, które jest konieczne do osiągnięcia zbawienia. Przykazanie Boże: „Nie zabijaj!”, zabrania odbierania człowiekowi obecnego życia przez grzech zabójstwa. Zabrania zabijania człowieka od jego poczęcia aż do śmierci. Przykazanie to zakazuje również przyczyniania się do utraty przez człowieka życia nadprzyrodzonego, nazywanego inaczej łaską uświęcającą. Żaden człowiek nie potrafi wprawdzie zabić w drugiej osobie jej życia nadprzyrodzonego, czyli życia Bożego, jednak może pośrednio doprowadzić do uśmiercenia go. Może to zrobić przez namawianie kogoś do grzechu śmiertelnego, pomaganie w grzeszeniu, przez demoralizowanie. Gdy ktoś ulegnie i popełni grzech ciężki, to doprowadzi do zniszczenia w sobie życia Bożego i zagrozi swojemu zbawieniu. Jeśli ktoś skłonił bliźniego do grzechu, to powinien zrobić wszystko co może, aby doprowadzić do nawrócenia tego, komu pomógł popaść w grzech, czyli do skruchy, postanowienia poprawy, spowiedzi i zadośćuczynienia. Powinien się modlić za niego i ponosić różne dobrowolne ofiary w intencji nawrócenia go. (Szczegółowe omówienie całego "Dekalogu" tutaj).

 

17. Chodź za Mną! Jezusowe wezwanie: „Chodź za Mną!” (Łk 18,22), skierowane do bogatego człowieka mogło mieć podwójne znaczenie. Chrystus mógł go wzywać do tego, by – po rozdaniu ubogim swojego majątku – przyszedł do Niego i podobnie jak inni uczniowie słuchał Go, aby poznać dobrze Jego naukę, a może też – na podobieństwo siedemdziesięciu uczniów (por. Łk 10,1-12) – miał głosić innym Ewangelię. Wezwanie Jezusa mogło też oznaczać, by w swoim środowisku „szedł, podążał za Nim”, żyjąc ściśle według zasad Jego Ewangelii. Dzisiaj słowa Jezusa: „Chodź za Mną!”, odnoszą się do każdego z nas. Zazwyczaj są przypomnieniem o tym, byśmy jeszcze pełniej uformowali swoje życie według Ewangelii. Czasem jednak to wezwanie jest głosem Jezusa, który powołuje kogoś do kapłaństwa lub do życia zakonnego. Gdy ktoś w tym drugim znaczeniu rozumie słowa Jezusa, to powinien szukać rady u kogoś roztropnego, np. u spowiednika, aby pomógł mu rozeznać, czy wezwanie Jezusa zostało dobrze zrozumiane.

 

18. Wezwanie do ubóstwa ewangelicznego. Jezus wzywa bogatego człowieka do praktykowania ubóstwa ewangelicznego. Polega ono między innymi na tym, by ubogacić swojego ducha w wielką miłość, która umacnia się przez wspieranie ubogich tym, co posiadamy. Duch ubóstwa nie polega na samym tylko pozbyciu się majątku materialnego, bo można przecież dobra materialne roztrwonić bezmyślnie i przez to popaść w nędzę materialną, która nie jest ubóstwem w sensie ewangelicznym, np. można popaść w nędzę przez alkohol, rozrzutność itp. Dlatego Jezus nie powiedział bogatemu człowiekowi: „Pozbądź się wszystkiego”, lecz: „Sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; potem przyjdź i chodź za Mną!” (Łk 18,22) Ubóstwo ewangeliczne nie jest nędzą, lecz wielkim bogactwem. Jest to bogactwo duchowe i – w przeciwieństwie do dóbr materialnych – wieczne. (Więcej o ubóstwie ewangelicznym i innych błogosławieństwach tutaj i tutaj)

 

19. Przywiązania utrudniające osiągnięcie doskonałości. Pomimo bogactwa bogaty człowiek odczuwał pewien niepokój, związany z jego zbawieniem. Dlatego przyszedł do Jezusa i spytał, co ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne. (Por. Łk 19,18) Jezus udzielił mu odpowiedzi, która jeszcze bardziej rozbudziła w nim niepokój i smutek. Dowiedział się bowiem, że powinien swoimi bogactwami wesprzeć ubogich. Jednak nie rada Jezusa, lecz przywiązanie do dóbr materialnych było przyczyną jego smutku. Gdyby nie był do nich przywiązany, z radością posłuchałby polecenia Jezusa. Jego przywiązanie utrudniało mu osiągnięcie wielkiej doskonałości, z którą łączy się pokój i radość. Każde przywiązanie – duchowe lub fizyczne, np. przez łańcuchy lub sznury – uniemożliwia poruszanie się. Jeśli przywiązanie jest duchowe, to utrudnia ono podążanie w kierunku pełnej doskonałości. Ta doskonałość polega na całkowitym wypełnieniu – tak jak Maryja – woli Bożej, jednak każde duchowe przywiązanie uniemożliwia to zadanie. Nie tylko przywiązanie do rzeczy materialnych utrudnia kierowanie się w każdej chwili Bożą wolą. Uniemożliwia to również przywiązanie do sławy, potęgi, wyglądu, a nawet – co jest bardzo rozpowszechnione – do swoich poglądów, ocen, myśli, rozumowania. Nierzadko nawet przywiązania do ludzi powodują lekceważenie Boga przez odrzucanie Jego woli.

 

20. Zniewolony zwierzchnik. Człowiek, który przyszedł do Jezusa, aby szukać u Niego rady, był zwierzchnikiem (Łk 18,18), czyli kimś, kto ma władzę nad innymi. Może nad ludźmi miał jakąś władzę, jednak nie można tego powiedzieć w odniesieniu do bogactw. To raczej one nim rządziły, niż on – nimi. Trudno mu było bowiem zrobić z dużym majątkiem to, co mu doradził Jezus: sprzedać, a pieniądze rozdać ubogim. Często bywa tak, że osoba posiadająca nawet dużą władzę nad ludźmi jest niewolnikiem bogactw i swoich namiętności. Zamiast rozumnie panować nad nimi, bezrozumnie się im poddaje. Nierzadko jeszcze ma przy tym przekonanie, że jest osobą całkowicie wolną, mogącą robić co jej się podoba. Tylko całkowite zdanie się na Jezusa prowadzi do pełnej duchowej wolności. I tylko dzięki Jego łasce można się stać prawdziwym „zwierzchnikiem” w odniesieniu do siebie. Zbawiciel potrafi pomóc nam uwolnić się ze zniewolenia przez egoizm. (Więcej o duchowej wolności i duchowych zniewoleniach tutaj. Można też słowo zniewolenie lub wolność wyszukać wyszukiwarką)

 

21. Tego nie rób, a to czyń! Jezus pouczył bogatego człowieka, że dla osiągnięcia życia wiecznego w niebie trzeba zachowywać Boże przykazania. Wymienił przykładowo cztery, które zakazują czynienia zła, i jedno, nakazujące dobro, jakim jest okazywanie czci swojemu ojcu i matce. Powiedział: „Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij swego ojca i matkę!” (Łk 18,20) Bogaty człowiek odpowiedział, że te zakazujące przykazania – podobnie jak okazywanie czci rodzicom – zachowywał od swojej młodości. (Por. Łk 18,21) Wtedy otrzymał pouczenie, że dla osiągnięcia wielkiej doskonałości nie wystarczy unikać grzechu i czcić rodziców. Trzeba jeszcze zrobić coś pozytywnego – jak np. sprzedanie swojego majątku i rozdanie pieniędzy ubogim. Samo unikanie grzechów ciężkich jest pewnym minimum, koniecznym dla zachowania w sobie elementarnej miłości. Do tego „minimum” zalicza się też cześć okazywana matce i ojcu. To konieczne minimum nie jest jednak wielką doskonałością. Prawdziwa miłość do Boga i do ludzi nie zadowala się okruchami dobra ani unikaniem bardzo ciężkich grzechów. Wymaga dzielenia się, uszczęśliwiania, dawania, takiego np. jak to, które zaproponował Jezus bogatemu człowiekowi: sprzedaj wszystko... daj ubogim... pójdź za Mną! Jezus przedstawił mu program życia, które jest czymś więcej niż samym tylko unikaniem czynienia zła. (Więcej o doskonałości życia tutaj)

 

22. Okradanie wyznawców Jezusa. Przypomniane przez Jezusa przykazanie: „Nie kradnij!” (Łk 18,20), ma pewien duchowy wymiar, odnoszący się do rozbitego przez podziały chrześcijaństwa. Te rozłamy były swojego rodzaju kradzieżą, bo pozbawiły ogromne rzesze wyznawców Chrystusa różnych darów, które On sam nam przekazał dla naszego dobra, dla naszego zbawienia. I tak duża część chrześcijan została pozbawiona Eucharystii, spowiedzi św. i innych sakramentów. Pozbawiono ją także miłości do Maryi, Matki Jezusa, którą On zawsze kochał i czcił. Nigdy nie powiedziałby o Niej tego, co mówią niektóre osoby, podające się za Jego uczniów. Duża część chrześcijan została pozbawiona wielkiej pomocy, jaką okazuje Chrystusowemu Kościołowi każdy następca św. Piotra. Każda kradzież wymaga zwrotu tego, co zostało ukradzione. To samo odnosi się do duchowej kradzieży, którą było pozbawienie, przez rozłamy, milionów chrześcijan cennych skarbów, danych im przez Jezusa. To, co różnym wspólnotom zostało odebrane, powinno być im przywrócone. Na przywróceniu wszystkim wyznawcom Jezusa tego, z czego ich okradziono, polega dobrze rozumiany ekumenizm.

Zbawienie zagrożone przez bogactwo

Jezus zobaczywszy go [takim] rzekł: Jak trudno bogatym wejść do królestwa Bożego.24 Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego.25 Zapytali ci, którzy to słyszeli: Któż więc może być zbawiony?26 Jezus odpowiedział: Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga.27 (Łk 18,24-27)

1. Nie w bogactwie, lecz w Bogu jest nasze zbawienie. Słowa Jezusa o utrudnieniu zbawienia przez posiadanie bogactw musiały zaniepokoić słuchających Go. „Zapytali ci, którzy to słyszeli: Któż więc może być zbawiony?” (Łk 18,26) Zbawiciel wiedział dobrze, że samo straszenie bez ukazania drogi wyjścia z niebezpiecznej sytuacji nie ma sensu. Dlatego odpowiedział: „Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga”. (Łk 18,27) Wypowiadając te słowa Jezus dał do zrozumienia bogatym ludziom, że nie w bogactwie lecz u Boga powinni szukać zbawienia. Do Niego zatem powinni się zwracać, aby ich oświecił i aby umocnił ich wolę po to, by umieli podnieść swoje oczy ku niebu i tam gromadzić sobie skarby.

 

2. Uchwycić się mocno Boga. Żeby trzymać się mocno czegoś solidnego, aby np. uniknąć upadku, trzeba to chwycić obiema rękami. W tym celu trzeba wypuścić z rąk to, co nie zapewniało bezpieczeństwa. Coś podobnego można odnieść do Boga. To Jego powinniśmy się uchwycić obiema rękami, jeśli chcemy być zbawieni. Nie można pozwolić na to, by nasz duch był „przyczepiony” do bogactw, próżnej chwały, przemijającej ziemskiej potęgi lub czegoś podobnego. To wszystko należy wypuścić z rąk, nie trzymać się tego – nawet tylko „jedną ręką”. Dzięki uwolnieniu ducha od polegania na złudnych zabezpieczeniach, będziemy mogli całkowicie uchwycić się Boga, który – jako jedyny potrafi i chce nas zbawić. „Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga”. (Łk 18,27)

 

3. Bogactwo będące jest nędzą. Bogactwo materialne staje się niebezpieczne dla zbawienia wtedy, gdy łączy się z czymś, co można nazwać bogactwem duchowym, rozumianym jako przeciwieństwo ewangelicznego ubóstwa. „Bogactwo duchowe” może być rozumiane podwójnie. Pierwsze znaczenie to posiadanie mądrości Bożej i innych obfitych darów duchowych i łask, rozwiniętych przez żywy kontakt z Bogiem i dobre posługiwanie się nimi. Tak rozumiane „duchowe bogactwo” nie przeszkadza, lecz pomaga w zbawieniu. Istnieje jednak jeszcze inna forma „bogactwa duchowego”, które stoi w sprzeczności z ubóstwem ewangelicznym (por. Mt 5,3). Jest to groźne „duchowe bogactwo”, które przeszkadza w zbawieniu. Polega ono na ukierunkowaniu całego swojego serca na ziemskie dobra materialne i na to wszystko, co zaspokaja egoistyczne pragnienia, np. poczucie własnej mocy, wielkości i znaczenia; posiadanie władzy nad ludźmi, sławy, rozgłosu, itp. „Duchowe bogactwo” w tym znaczeniu nie jest prawdziwym bogactwem, lecz groźną dla zbawienia nędzą duchową. (Więcej o ubóstwie ewangelicznym i innych błogosławieństwach tutaj i tutaj)

 

4. Bogaci słabsi, niż im się wydaje. Aby pobudzić do szukania pomocy u Boga, dla którego wszystko jest możliwe, Jezus w obrazowy sposób przedstawia bezradność bogatych ludzi w dziedzinie zbawienia. Mówi: „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. Zapytali ci, którzy to słyszeli: Któż więc może być zbawiony? Jezus odpowiedział: Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga”. (Łk 18,25-27) Swoją wszechmocą Bóg potrafi pomóc bogatemu człowiekowi zmienić podejście do bogactw; potrafi wesprzeć jego wysiłki, by – zamiast egoistycznie gromadzić – hojnie i z miłością rozdawać. Jeśli człowiek wykorzysta Bożą pomoc, to zmieni się i osiągnie zbawienie. Będzie zbawiony, bo dzięki rozdawaniu pojawi się w jego sercu miłość, bez której nie można wejść do nieba. (Więcej o konieczności miłości do zbawienia tutaj)

 

5. Różne „bogactwa”. Człowiek może być „bogaty” w dobre uczynki (por. 2 Tm 6,18) lub „bogaty” w zło. Ten, kto przyjął od Boga wielkie bogactwo łask, dobra, mądrości, z łatwością przejdzie przez bramę niebios i osiągnie we wspólnocie zbawionych pełnię szczęścia. Natomiast stojący przed bramą królestwa Bożego człowiek „bogaty” w grzechy, nałogi i wady podobny jest do wielbłąda znajdującego się przed uchem igielnym. W żaden sposób nie przejdzie przez nie. Każdy człowiek otrzymał życie ziemskie po to, by w jego sercu rozwinęło się bogactwo miłości do Boga i do ludzi i aby pozbył się ogromnego „bagażu” zła, który uniemożliwia przejście przez bramy niebios.

 

6. Dla Boga wszystko jest możliwe. „Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga”. (Łk 18,27) Jest coś, czego żaden człowiek nie potrafi zrobić, a co może uczynić Bóg: uwolnić od grzechów, usunąć grzech. Żaden człowiek nie potrafi ani siebie, ani drugiego człowieka oczyścić z grzechów, uwolnić od nich. Tylko Bóg potrafi to uczynić. I nie tylko to. Gdy bowiem przebacza grzechy, równocześnie wlewa w duszę obfitość swoich uświęcających łask. Doprowadza do tego, co św. Paweł nazywa „usprawiedliwieniem”. Jeśli więc pragniemy otrzymać coś naprawdę koniecznego do zbawienia, to powinniśmy ze szczerym żalem w sercu prosić Boga o przebaczenie nam grzechów. Uwolnienie nas od nich tworzy w duszy „przestrzeń”, która może być zapełniona pochodzącym od Niego dobrem. Podobnie dzieje się, gdy wyzbywamy się naszego egoizmu. W miarę pozbywania się go pojawia się w naszym sercu coraz więcej miłości do Boga i do ludzi, gdyż Duch Święty może ją w nas coraz pełniej wlewać. (Por. Rz 5,5) (Więcej o przebaczeniu grzechów tutaj i usprawiedliwieniu tutaj)

Nagroda za każdą ofiarę dla królestwa Bożego

Wówczas Piotr rzekł: Oto my opuściliśmy swoją własność i poszliśmy za Tobą.28 On im odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu albo żony, braci, rodziców albo dzieci dla królestwa Bożego, żeby29 nie otrzymał daleko więcej w tym czasie, a w wieku przyszłym – życia wiecznego.30 (Łk 18,28-30)

1. Więcej otrzymujemy, niż dajemy Bogu. W nauczaniu Jezusa możemy znaleźć wiele ostrzeżeń przed przywiązaniem do bogactw. Z pewnością Piotr wziął sobie do serca te pouczenia, dlatego  powiedział Jezusowi, że on i inni apostołowie wykonali coś przeciwnego do zagarniania wszystkiego dla siebie. „Oto my opuściliśmy swoją własność i poszliśmy za Tobą”. (Łk 18,28) Jezus zapewnił jego i tych wszystkich, którzy coś podobnego uczynili dla Niego i Jego spraw, że nie tylko osiągną życie wieczne po śmierci, ale nawet na ziemi otrzymają więcej niż ofiarowali dla Boga i rozszerzania się Jego królestwa. „Nikt nie opuszcza domu albo żony, braci, rodziców albo dzieci dla królestwa Bożego, żeby nie otrzymał daleko więcej w tym czasie, a w wieku przyszłym – życia wiecznego”. (Łk 18,29-30)

 

2. Zachęta do ponoszenia ofiar. Jezus odpowiedział Piotrowi, który powiedział: „Oto my opuściliśmy swoją własność i poszliśmy za Tobą” (Łk 18,28). Wyjaśnił mu, że nie ma takiej ofiary – poniesionej dla Niego i dla rozszerzania królestwa Bożego na ziemi – która nie zostałaby obficie wynagrodzona nie tylko w niebie, ale także na ziemi. Jezus nie zbył milczeniem słów Piotra, ani nie powiedział czegoś w rodzaju: Zobaczysz. Nie bądź taki ciekawy. Udzielił poważnej i mądrej odpowiedzi, bo chciał zachęcić Piotra i nas do różnych wyrzeczeń dla Niego i dla rozszerzania się królestwa Bożego. Powiedział o nagrodzie za każdą naszą ofiarę, bo zdawał sobie sprawę z tego, że takiej zachęty potrzebujemy. Jezus dobrze wie, że nie jesteśmy tak jak On zdolni do największych i całkowicie bezinteresownych ofiar. Wie, że potrzebujemy zachęty w postaci spodziewanej nagrody. Dlatego wyjaśnił, że za każdą ofiarę otrzymamy więcej, niż dajemy. „Nikt nie opuszcza domu albo żony, braci, rodziców albo dzieci dla królestwa Bożego, żeby nie otrzymał daleko więcej w tym czasie, a w wieku przyszłym – życia wiecznego”. (Łk 18,29-30) Jeśli ktoś wierzy w słowa Jezusa i rzeczywiście podejmuje się różnych umartwień i ofiar dla Niego, okazuje Mu zaufanie. Pokazuje bowiem swoimi czynami, że wierzy w prawdziwość obietnicy Jezusa. (Zob. także wyjaśnienia o naszym udziale w Ofierze Chrystusa tutaj)

 

3. Otrzymujemy wiele jeszcze za życia na ziemi. Jezus obiecał wielką nagrodę, daną jeszcze w tym życiu tym, którzy czegoś się wyrzekają dla Niego i dla rozszerzenia się na cały świat królestwa Bożego (por. Łk 18,29-30). Tą nagrodą jest to, czego najbardziej potrzebujemy w drodze przez ziemię do nieba. Bóg wie, co nam jest potrzebne, i tego udziela nam obficie. Wie, jakich form umocnienia potrzebujemy w naszej wędrówce do niebieskiej ojczyzny. Bóg jest czułym Ojcem i dlatego wzruszają go wszystkie nasze ofiary; zawsze daje nam więcej, niż my Jemu dajemy. Często jednak Jego darów nie dostrzegamy, bo są czysto duchowe. Nieraz nie zauważamy ich, gdyż są trudne do uchwycenia dla nas, np. gdy ofiarowane Bogu cierpienie nie znikło, lecz stało się o wiele mniejsze albo dołączyła się do niego jakaś wyjątkowa pociecha. Nieraz jednak nie zauważamy Bożej wielkiej odpłaty, bo po prostu nie jesteśmy zbyt uważni.

 

4. Obietnica absolutnie pewna. Obietnicę dotyczącą nagrody wiecznej i ziemskiej za poniesione ofiary dla rozwoju królestwa Bożego Jezus poprzedził słowami zapewniającymi absolutną prawdziwość Jego przyrzeczenia: „Zaprawdę, powiadam wam...” (Łk 18,29) Tymi słowami absolutnie prawdomówny Jezus chciał dać do zrozumienia swoim uczniom, że nie składa nigdy nieprawdziwych obietnic ani przyrzeczeń, z których by się potem wycofywał. Cokolwiek Bóg obiecał od początku świata, to spełnił albo spełni. Tak samo powinno być także z naszymi przyrzeczeniami i obietnicami. O odpowiedzialności za wszystkie wypowiadane przez nas słowa przypomina nam Boże przykazanie: „Nie mów fałszywego świadectwa...” (Więcej o ósmym przykazaniu Bożym tutaj)

 

5. Każda forma ofiary wypływającej z miłości ma wartość. Jezus mówi o rzeczach i osobach porzuconych dla szerzenia królestwa Bożego, czyli o opuszczeniu domu, żony, braci, rodziców lub dzieci. Tak wielkie wyrzeczenia spotkają się z hojną nagrodą (Łk 18,29-30). Na taką ofiarę zdobyli się między innymi apostołowie Jezusa.  Jednak nie zawsze Bóg wymaga aż tak wielkich wyrzeczeń dla budowania królestwa Bożego. Najczęściej Jego królestwo trzeba budować we własnym domu, w swojej rodzinie, w sercach krewnych, własnych dzieci i spotykanych ludzi. Buduje się to królestwo swoim przykładem, przekazywaniem nauki Chrystusa a także cierpliwym – płynącym z miłości do Boga – znoszeniem trudów codziennego życia. Ważne jest, by w codziennych krzyżach widzieć coś bardzo wartościowego nie tylko dla innych ludzi, ale również dla nas samych. Te krzyże bowiem poprzedzają radość i chwałę zmartwychwstania.

 

6. Dopełnianie w swoim ciele udręk, których brakło Chrystusowi (por. Kol 1,24). Ofiary – znoszone cierpliwie i przyjęte z miłością – pomagają różnym ludziom nawrócić się, odnaleźć Boga i otrzymać od Niego zbawienie. Tak wielką moc otrzymują one od Jezusa, Zbawiciela, który przez swój Krzyż odkupił świat. Ludzie cierpiący, zjednoczeni z Chrystusem, dopełniają – jak mówi św. Paweł – udręk, których brakło Chrystusowi. W Liście do Kolosan wyraził to następująco: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24). W tym zdaniu znajdujemy pouczenie, że każdy z nas może w swoim ciele dopełniać udręk Chrystusa, aby przyczynić się do zbawienia świata. Te ponoszone udręki uzupełniają zanoszone do Boga błagalne modlitwy o ocalenie świata, przedłużają te modlitwy; powodują, że trwają tak długo, jak długo trwa ofiarowane Bogu cierpienie.

 

7. Nasza czy nie nasza własność? Piotr powiedział do Jezusa: „Oto my opuściliśmy swoją własność i poszliśmy za Tobą”. (Łk 18,28) Tak naprawdę to nic na ziemi nie jest naszą absolutną własnością. Dobra materialne zostały nam dane przez jedynego Właściciela wszystkiego, którym jest Bóg, by służyły nam i bliźnim. W żadnym wypadku nie są naszą własnością bliskie nam osoby. Zostały one nam powierzone przez Boga, abyśmy im pomagali w życiu ziemskim i w osiągnięciu zbawienia.

 

8. „Zmartwychwstanie życia” nagrodą za podążanie drogą krzyżową Jezusa.  Pełne wyrzeczeń i ofiar życie Jezusa zakończyło się chwalebnym zmartwychwstaniem i powrotem do Ojca. Podobnie stanie się z każdym, kto swoje codzienne krzyże połączy z krzyżem Zbawiciela. Jako nagrodę otrzyma życie wieczne w niebie. Tam, po powszechnym zmartwychwstaniu ciał, będzie posiadał na zawsze także swoje wskrzeszone z martwych i uwielbione ciało. Żyjąc i umierając z Chrystusem, czyniąc dobro, osiągnie „zmartwychwstanie życia”. Nie będzie jego udziałem tragiczne „zmartwychwstanie potępienia”, czekające tych, którzy czynili zło i nie nawrócili się przed śmiercią. To podwójne zmartwychwstanie zapowiedział Jezus słowami: „Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi: mieć życie w sobie samym. Przekazał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym. Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia” (J 5,26-29). (Więcej o powszechnym zmartwychwstaniu ciał tutaj)

Trzecia zapowiedź męki i zmartwychwstania

Potem wziął Dwunastu i powiedział do nich: Oto idziemy do Jerozolimy i spełni się wszystko, co napisali prorocy o Synu Człowieczym.31 Zostanie wydany w ręce pogan, będzie wyszydzony, zelżony i opluty;32 ubiczują Go i zabiją, a trzeciego dnia zmartwychwstanie.33 Oni jednak nic z tego nie rozumieli. Rzecz ta była zakryta przed nimi i nie pojmowali tego, o czym była mowa.34 (Łk 18,31-34)

1. Prawdziwość zapowiedzi Jezusa. Wszystko, co zapowiedział Jezus, spełniło się. Doznał wielu zniewag w Jerozolimie, został zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstał. Każde Święta Wielkanocne przypominają nam, że Zbawiciel dla nas poniósł śmierć i zmartwychwstał, abyśmy z Nim na zawsze żyli w niebie ze swoim wskrzeszonym z martwych i uwielbionym ciałem. Jako zmartwychwstały Pan stał się dla nas Lekarstwem, zapewniającym nam życie wieczne. Spożywaniem tego lekarstwa jest karmienie się Jego Słowem, zamienianie go w czyny i przyjmowanie Jezusa w Komunii św. On sam dał nam taką obietnicę: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”. (J 6,54) Ta obietnica Jezusa jest tak samo prawdziwa, jak prawdziwa była zapowiedź Jego męki i zmartwychwstania.

 

2. Niezrozumiała zapowiedź przyszłości. Apostołowie nie zrozumieli przekazanej im przez Jezusa zapowiedzi Jego męki, śmierci i zmartwychwstania. Jak pisze św. Łukasz, „nic z tego nie rozumieli. Rzecz ta była zakryta przed nimi i nie pojmowali tego, o czym była mowa”. (Łk 18,34) Przyszłość jest przed nami zakryta. Nawet jeśli Bóg chce nam ją w pewnym stopniu odsłonić, dalej nie będzie zrozumiała we wszystkich szczegółach. W Piśmie św. mamy zapowiedzi sądu, końca dziejów, odnowy Kościoła, zmartwychwstania, jednak nie potrafimy sobie szczegółowo wyobrazić tych wydarzeń. Trzeba po prostu wierzyć bez szukania ich pełnego zrozumienia. Także przez tak zwane objawienia prywatne Bóg może odsłaniać przed nami różne zbliżające się wydarzenia, jednak nie są one łatwe do wyjaśnienia we wszystkich swoich detalach. Przykłady takich zapowiedzi można znaleźć u ks. Gobbiego, założyciela Kapłańskiego Ruchu Maryjnego, u V. Riden i u innych przekazicieli Bożych prawd.

 

3. Zło w miejscu świętym. Jezus powiedział: „Oto idziemy do Jerozolimy”, czyli do miasta uważanego – ze względu na świątynię – za miejsce święte i bliskie sercu, zamieszkałe przez Boga. W takim miejscu można by się spodziewać wyłącznie dobra, świętego życia, podniesienia na duchu, radosnego świętowania. Tymczasem Jezus mówi, że tego tam nie znajdzie. W tym miejscu świętym dokona się na Nim okrutna zbrodnia „i spełni się wszystko, co napisali prorocy o Synu Człowieczym”. (Łk 18,31) To, co stało się w Jerozolimie, poucza nas, że szatan w szczególny sposób wzmaga ataki tam, gdzie pojawiają się wielkie dzieła Boże. Atakuje także osoby, które są dla niego wyjątkowo groźne. Nieraz zetknąłem się z tym, że egzorcyści – czyli osoby wyjątkowo znienawidzone przez złe duchy ze względu na posiadaną nad nimi władzę – wyrządzali Kościołowi dużą szkodę, bo zajadle atakowali różnych charyzmatyków, posiadających wielkie Dary Ducha Świętego, udzielone dla dobra całego Kościoła. Nie można inaczej wytłumaczyć zaciekłości tych egzorcystów jak tylko „zemstą” złych duchów, które w taki sposób ich atakowały i zaciemniały ich umysły. Tak się mściły za wypędzanie ich z opętanych ludzi. Podobnie członkowie różnych dobrych i pożytecznych grup i ruchów religijnych nieraz poddają się bezmyślnie szatanowi, który wykorzystuje ich słabość dla zwalczania innych, równie pożytecznych ruchów i charyzmatów w Kościele. Także niektórzy teologowie stają się niszczycielskimi narzędziami w rękach szatana, gdy np. walczą z pobożnością ludową lub różnymi nadzwyczajnymi działaniami Ducha Świętego w Kościele, bo ich zrozumieć nie potrafią.

 

4. Nie rozumieli, ale później zrozumieli. Gdy Jezus zapowiadał sprawy dotyczące Jego najbliższej przyszłości, Apostołowie „nie pojmowali tego, o czym była mowa” (Łk 18,34). Może to dziwić, że Jezus, Słowo Boże, Prawda Nieskończona, mówi w taki sposób, że nikt Go nie rozumie. Po co więc mówił, skoro przewidywał, że Jego słowa nie zostaną zrozumiane? Po to, aby po zrealizowaniu się Jego zapowiedzi uczniowie wiedzieli, że nie został zaskoczony przez śmierć, że działał rozsądnie, posiadając głęboką wiedzę dotyczącą nawet spraw przyszłych. To, czego nie zrozumieli, w późniejszym czasie pomogło im jeszcze bardziej umocnić wiarę w Jezusa, w Jego Boską wiedzę. Swoim mądrym postępowaniem Zbawiciel poucza nas, że nieraz – zwłaszcza dzieciom – musimy przekazywać prawdy religijne, których w danym momencie nie potrafią zrozumieć. W przyszłości bowiem – dzięki światłu Ducha Świętego – pojmą je z wielką korzyścią dla swojego zbawienia.

 

5. Zbawiciel poszedł świadomie na śmierć. Jezus powiedział do Dwunastu: „Oto idziemy do Jerozolimy i spełni się wszystko, co napisali prorocy o Synu Człowieczym”. (Łk 18,31) Nie zawrócił z tej drogi, chociaż dobrze wiedział, co Go spotka. „Zostanie wydany w ręce pogan, będzie wyszydzony, zelżony i opluty; ubiczują Go i zabiją, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”. (Łk 18,32-33) Mógł jeszcze siebie ocalić, jednak tego nie zrobił. Miłość do nas wszystkich nie pozwoliła Mu na to. Chciał nas uchronić od wiecznego potępienia, dlatego nie zawrócił z drogi, która tym razem prowadziła nie tylko do Jerozolimy, ale – na Kalwarię. Szedł nadal tą drogą, aby zapewnić nam wieczne szczęście po śmierci i przyszłe zmartwychwstanie ciał.

 

6. Krzyż może wydawać się wyłącznie klęską. Apostołowie nie rozumieli tego, o czym mówił Jezus, zapowiadając swoją śmierć (por. Łk 18,34). Zapewne takie słowa jak wyszydzenie, zelżenie, oplucie, biczowanie, zabicie pojmowali, jednak nie mogli zrozumieć, że Ten, który leczy choroby, ucisza burze, wskrzesza z martwych, może dopuścić do tego, co zapowiedział, że zostanie „wydany w ręce pogan, będzie wyszydzony, zelżony i opluty; ubiczują Go i zabiją...” (Łk 18,32-33). Nie mogli pojęć, że będzie taki „słaby”. Nie mogli zrozumieć, że Jego cierpienie i śmierć umożliwi zbudowanie tego królestwa, którego się spodziewali, na które z tęsknotą czekali. W naszym życiu też często nie potrafimy zrozumieć sensu cierpienia i krzyża. Sukcesy – tak; przyjemności – tak; ale takie pozorne klęski jak te, które spotkały Jezusa, trudno zrozumieć. Bez specjalnego oświecenia, pochodzącego od Ducha Świętego, każdy rodzaj krzyża wydaje się głupstwem, jak mówi św. Paweł: „Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi”. (1 Kor 1,22-25)

 

7. Jezus cierpiał, aby nas nie spotkała męka wieczna. Jezus nie zawrócił z drogi do Jerozolimy, chociaż wiedział, że zostanie tam „wydany w ręce pogan, będzie wyszydzony, zelżony i opluty; ubiczują Go i zabiją...” (Łk 18,32-33) Miłosierna miłość do nas powstrzymała Go od ocalenia swojego życia. Przyjął dobrowolnie ogromne cierpienie i upokorzenie, aby nie spotkała nas wieczna męka w piekle. Taka jest Boża miłość, takie jest Jego miłosierdzie!

 

8. Pociecha dla Jezusa, udającego się do Jerozolimy, by tam cierpieć i umrzeć. Jezus poszedł do Jerozolimy na mękę i śmierć. Miał tylko jedną pociechę – tę, że zbawi świat. Wiedział też coś, czego nie pojmowali jeszcze uczniowie, to mianowicie, że „trzeciego dnia zmartwychwstanie”. (Łk 18,33) Jezus wiedział zatem, że przez ukrzyżowanie nie odejdzie od nas na zawsze. Wiedział, że powróci do nas – już po niecałych trzech dniach – jako wiecznie żyjący Pan. Wiedział, że dzięki zmartwychwstaniu i Eucharystii, którą miał ustanowić przed swoją męką, będzie mógł nadal być z nami, aż do skończenia świata, aby otaczać nas swoją miłością i zbawiać.

 

9. Prorocy zapowiedzieli mękę Jezusa. „Oto idziemy do Jerozolimy i spełni się wszystko, co napisali prorocy o Synu Człowieczym” (Łk 18,31). Do proroków zapowiadających mękę Jezusa zalicza się między innymi prorok Izajasz. O cierpiącym Słudze Jahwe napisał: „Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.” (Iz 50,6-7) Te słowa spełniły się na Jezusie i powinny nas poruszać, pobudzać do wdzięczności, bo w tak bolesny sposób nas odkupił i uratował przed wiecznym piekłem. Pomimo zniewag i haniebnej śmierci krzyżowej Jezus „wstydu nie doznał”, bo zmartwychwstał, bo nie został pokonany przez szatana, lecz go zwyciężył.

 

10. Miłość mocniejsza niż nienawiść. To, co miało się stać z Jezusem w Jerozolimie, nie było przypadkiem, lecz częścią Bożego planu zbawienia. Ojciec niebieski wiedział, na jaki świat posyła swojego Syna. Wiedział, że jest to świat chory na nienawiść i dlatego Jego Syn zetknie się z piekielną nienawiścią. Jednak wszechwiedzący Bóg wiedział również to, że miłość Jego Syna ocali świat, bo nie zniszczy jej diabelsko-ludzka nienawiść. I tak się stało. Miłość Jezusa, prawdziwego Syna Bożego i prawdziwego człowieka, nie zanikła ani nie zmniejszyła się przez to, że z nienawiści został wydany w ręce pogan, że został wyszydzony, poniżony, zelżony, opluty, ubiczowany i zabity (por. Łk 18,32-33). Miłość wzgardzonego i ukrzyżowanego Jezusa nie ustała, dlatego powrócił do zanurzonego w nienawiści świata, aby go nadal leczyć z choroby zła i zbawiać. I czyni to przez wieki. Każdy człowiek, który zbliża się do Jego Najświętszego Serca, doznaje zbawiennego uleczenia, bo otrzymuje iskrę Jego Boskiej miłości, która potrafi rozpalić każde egoistyczne i poplamione grzechami serce ludzkie. Miłość Jezusa, która zniosła wszystkie zniewagi i nie ustała ani nie osłabła, przynosi nam zbawienie.

 

11. Pocieszenie przez zmartwychwstanie. Niedługo miało trwać pozostawienie przez Jezusa w smutku Matki i uczniów. Trzy dni – tak jak zapowiedział. Po tych trzech dniach miał zmartwychwstać i przynieść im przez to radość (Łk 18,33). Z tych „trzech dni”, pełną dobą była tylko sobota. Piątek był kończącym się dniem, a niedziela – zaczynającym się. I tak Jezus, który wiele wycierpiał, niemal „śpieszył się”, by przez swoje zmartwychwstanie przynieść jak najszybciej pociechę tym, którzy cierpieli z powodu Jego śmierci – zwłaszcza swojej Matce.

 

12. Trudno pojąć sens cierpienia. Kiedy Jezus mówił swoim Apostołom o czekającym Go cierpieniu, oni nie pojmowali tego (por. Łk 18, -34). Dzisiaj jest podobnie. Trudno zrozumieć istnienie cierpienia w świecie stworzonym przez dobrego Boga. Po prostu ono istniej. Sprowadził je zły duch, który doprowadził do upadku pierwszych rodziców. I odtąd dotyka każdego człowieka. Bóg go nie usunął swoją wszechmocą; cierpienie nie przestało istnieć po przyjściu Chrystusa i ani po Jego zmartwychwstaniu. Kiedyś go nie będzie, obecnie jednak nie da się go uniknąć. Jezus jednak uczynił z cierpienia narzędzie zbawiania ludzi, gdyż przyjął je z miłością i z poddaniem się Ojcu. Jeśli my cierpliwie i z miłością przyjmujemy nasze codzienne krzyże, to wraz z Chrystusem przyczyniamy się do zbawienia różnych ludzi, którym groziłoby piekło. Zamiast więc zastanawiać się: skąd cierpienie? po co ono? za co mnie spotkało?, lepiej – gdy ono się pojawia – powiedzieć jak Jezus w Ogrójcu: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42). I nawet jeśli dalej nie rozumiemy sensu cierpienia, to ratujemy od piekła tych, którzy są nim zagrożeni. W wieczności nam za to podziękują.

 

13. Cierpienie przejściowe, radość – wieczna. Zapowiadając swoją mękę, Jezus przepowiedział równocześnie coś radosnego: swoje zmartwychwstanie trzeciego dnia (por. Łk 18,32-33). Chciał przez to powiedzieć, że cierpienie przeminie, a radość pozostanie. Więcej jeszcze: dzięki przemijającemu cierpieniu ogromna ilość ludzi osiągnie zbawienie i ich szczęście nigdy się nie skończy. Radość zmartwychwstania – w przeciwieństwie do ziemskich cierpień – nigdy nie przeminie. Nie będzie wiecznego cierpienia w piekle dla tych, którzy przyjmą zdobyte dla nich przez mękę Jezusa zbawienie.

 

14. Jezus ciągle wydawany „w ręce pogan”. Chrystus zapowiedział, że „zostanie wydany w ręce pogan” (Łk 18,32). Za nim jednak tak się stało, czyli zanim został postawiony przez namiestnikiem Piłatem i oddany w ręce żołnierzy rzymskich, został wydany w ręce przedstawicieli duchowych własnego narodu. To oni postanowili Go skazać na śmierć, to oni uznali Go za winnego śmierci i to oni zaprowadzili Go do Piłata, aby Go ukrzyżował. Chociaż arcykapłani, faryzeusze i uczeni w Piśmie nie byli poganami, to jednak ich sposób postępowania był gorszy niż „pogański”. Z zazdrości bowiem skazali na śmierć niewinnego człowieka, więcej – Człowieka-Boga. O niektórych dzisiejszych chrześcijanach też można powiedzieć, że postępują gorzej niż poganie, którzy nie wierzą, że Jezus jest prawdziwym wcielonym Bogiem. „Krzyżują bowiem w sobie Syna Bożego i wystawiają Go na pośmiewisko” – czytamy w Liście do Hebrajczyków (6,6).

 

15. Odrzucanie Jezusa przez pogański sposób życia. Chrześcijanie – chociaż zostali przez chrzest wszczepieni w życie Boga prawdziwego, w życie Trójcy Świętej – nieraz sprzeciwiają się swojemu powołaniu, którym jest stałe zachowywanie z Nią nadprzyrodzonej i duchowej jedności. W różnym stopniu można się oddalać od Trójosobowego Boga. Tak się dzieje, gdy ktoś tworzy sobie jakiegoś bożka, któremu służy. Można mieć wielu fałszywych bogów, takich jak sława, bogactwo, przyjemność, ciało, rozleniwienie, a nawet okrucieństwo. Każdy, kto podporządkowuje swoje życie takiemu bożkowi, staje się w pewnym sensie „poganinem” i mniej lub bardziej zdradza Zbawiciela i usuwa Go ze swojego życia. Staje się jak „poganin”, w którego ręce został wydany Jezus (por. Łk 18,32).

 

16. Nie wszystkim Jezus dał poznać zbliżające się wydarzenia. O swojej bliskiej męce, poniżeniu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezus nie powiedział wszystkim, lecz dwunastu apostołom (por. Łk 18, 31). Uznał, że innym nie trzeba przepowiadać wydarzeń zbliżających się dni. Miały pozostać zakryte, aż się wszystko spełni. W swojej wszechwiedzy Jezus rozpoznał, że odsłanianie przed innymi ludzi przyszłości spowodowałoby więcej zła niż dobra. Wielu bowiem mogłoby w Niego zwątpić, a tego Jezus nie chciał spowodować. W swoim mówieniu i działaniu zawsze kierował się dobrem innych. Tak też powinno być i z nami. Nie trzeba mówić tego, co się wie, lecz przekazywać innym to, co przyniesie im korzyść, i wtedy, gdy ta korzyść będzie największa.

 

17. Pośrednia zapowiedź cierpienia uczniów i Maryi. Przepowiadając apostołom swoją mękę i śmierć, Jezus zapowiedział także cierpienie, które boleśnie dotknie ich oraz Jego kochającą Matkę. Ona bowiem, w przeciwieństwie do prawie wszystkich apostołów, miała Mu towarzyszyć aż do końca Jego bolesnej drogi krzyżowej. Inaczej też cierpiała, niż wielu Jego uczniów. Ich cierpienie bowiem wynikało nie tylko ze współczucia Jezusowi, ale w dużej mierze ze strachu o swoją przyszłość, o swoje życie. Cierpieli, bo nagle i niespodziewanie miało się zawalić całe dotychczasowe ich życie wraz z poczuciem bezpieczeństwa, jakie zapewniał im Jezus. U Matki Najświętszej nie było cierpienia, wynikającego z troski o siebie. Cierpiała i miała jeszcze bardziej cierpieć wyłącznie z troski o swojego Syna, o Jego sprawy. Miała cierpieć jako Matka współczująca i kochająca, która o sobie nie myśli.

 

18. Powtarzające się krzyżowanie Jezusa i wystawianie Go na pośmiewisko. Jezus zapowiedział apostołom swoje wyszydzenie, zelżenie, śmierć i zmartwychwstanie (por. Łk 18,32-33). Po zmartwychwstaniu nie można już zadać cierpienia Jego chwalebnemu ciału ani doprowadzić Go do ponownej śmierci. Możliwa jest jednak inna forma ciągłego znieważania Go i krzyżowania, o której mówi List do Hebrajczyków. Jego autor wspomina chrześcijan, którzy otrzymali wyjątkowe łaski i dary, a mimo to odeszli świadomie od Chrystusa. Takich zaciętych ludzi – jak stwierdza – trudno, a nieraz wręcz nie można już doprowadzić do ponownego nawrócenia. O tych zawziętych i uparcie odrzucających Chrystusa autor Listu mówi: „Niemożliwe jest bowiem tych – którzy raz zostali oświeceni, a nawet zakosztowali daru niebieskiego i stali się uczestnikami Ducha Świętego, zakosztowali również wspaniałości słowa Bożego i mocy przyszłego wieku, (jednak) odpadli – odnowić ku nawróceniu. Krzyżują bowiem w sobie Syna Bożego i wystawiają Go na pośmiewisko” (Hbr 6,4-6). Jest takie powiedzenie, że najgorszy jest upadek najlepszego. Duchowo „krzyżuje” i „wystawia na pośmiewisko” Syna Bożego ten, kto dobrze Go poznał, jednak po odejściu od Niego nie chce się już nawrócić. I tak, przez wieki, Jezus jest ciągle „krzyżowany” i „wystawiany na pośmiewisko” w swoim Mistycznym Ciele, Kościele. Za tych, którzy nie chcą się nawrócić, trzeba wyjątkowo się modlić i ponosić za nich różne ofiary, bo to, co niemożliwe jest dla ludzi, możliwe jest dla Boga (por. Łk 18,27).

 

Przywrócenie wzroku niewidomemu pod Jerychem

Kiedy zbliżał się Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał.35 Gdy usłyszał, że tłum nadciąga, dowiadywał się, co się dzieje.36 Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi.37 Wtedy zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!38 Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!39 Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go:40 Co chcesz, abym uczynił? Odpowiedział: Panie, żebym przejrzał.41 Jezus mu odrzekł: Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła.42 Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.43 (Łk 18,35-43)

1. Każdy musi się czegoś nauczyć od Jezusa. Nawet ci, którzy podążali za Jezusem, wiele musieli się od Niego jeszcze nauczyć. Pokazuje to wydarzenie pod Jerychem, w którym uczestniczył niewidomy człowiek. Osoby idące na przedzie słyszały jego wołanie; również Jezus je słyszał. Jednak reakcje na wołanie tego nieszczęśliwego człowieka były różne. Idący na przedzie nakazywali mu milczenie, natomiast Jezus kazał go przyprowadzić do siebie i uzdrowił go. Zbawiciel nie tylko pomógł cierpiącemu człowiekowi, ale swoim przykładem dał pouczenie wszystkim swoim uczniom. Pouczył ich i nas, że wobec ludzkiego cierpienia i nieszczęścia nie wolno przechodzić obojętnie. Zamiast uciszać błagania nieszczęśliwych trzeba im pomagać tak jak tylko można, np. przyprowadzając ich do Niego, potężnego Zbawiciela.

 

2. Nie odciągać od Jezusa, lecz przyciągać do Niego. Jezus nakazał przyprowadzić niewidomego do siebie. Było to konieczne, bo nieszczęśliwy człowiek nie mógłby tego wykonać samodzielnie, Jezusa bowiem otaczało wielu ludzi. Może też niewidomego mieli przyprowadzić do Jezusa ci, którzy wcześniej zakazywali mu wzywać Jego pomocy: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (Łk 18,38). W ten sposób mogliby wynagrodzić mu za to, że wcześniej utrudniali mu zbliżenie się do Jezusa. Każdy, kto swoimi słowami, czynami i zaniedbaniami odciągnął kogoś od Zbawiciela, od Kościoła, powinien to naprawić przyciąganiem do Niego i włączaniem w życie liturgiczne Kościoła. Dotyczy to zwłaszcza tych rodziców, którzy nie wychowywali religijnie swoich dzieci.

 

3. Nie wszystkie rady są dobre. Do złych rad można zaliczyć tę, którą dali niewidomemu osoby idące przed Jezusem. Ludzie ci zakazywali mu bowiem wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (Łk 18,38). Ci, którzy nakazywali niewidomemu milczenie, nie byli pobudzeni przez Ducha Świętego, nie mówili pod Jego natchnieniem. Dlatego nie udzielili dobrej rady i nie pozwolili nieszczęśliwemu człowiekowi szukać pomocy u Jezusa. To wydarzenie zawiera ważne dla nas wszystkich pouczenia. Pierwsze to to, by przed udzielaniem rad i pouczeń pomodlić się do Ducha Świętego o światło. Dzięki temu unikniemy różnych pomyłek i wprowadzania innych w błąd. Drugim pouczeniem jest to, by słuchając rad dawanych nam przez różnych ludzi, zawsze zastanawiać się nad tym, czy zawiera się w nich Boża mądrość, czy są to rady rzeczywiście dobre.

 

4. Miłosierdzie okazane niewidomemu. Niewidomy błagał Jezusa o litość, głośno wołając dwukrotnie: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (Łk 18, 38-39. Tej litości nie znalazł u tych, którzy nastawali na niego, aby umilkł. Nie zniechęcił się jednak. Wierzył głęboko, że Jezus, Potomek Dawida, nie potraktuje go w podobny sposób. I nie pomylił się. Został przez Niego uzdrowiony. Jezus bowiem nigdy nie odmawia pomocy tym, którzy z wiarą zwracają się do Niego. Warto o tym pamiętać.

 

5. Syn Dawida. Niewidomy zwraca się do Jezusa jako do syna, czyli potomka króla Dawida. Wołając dwa razy: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (Łk 18, 38-39), wyznaje publicznie to, że wierzy w Jego mesjańskość. Mesjasz bowiem miał pochodzić z rodu Dawida (por. Mt 22,42-46). Dzięki zmartwychwstaniu Jezus jest wiecznie żyjącym Mesjaszem, który wobec ludzi wszystkich pokoleń aż do skończenia świata będzie wypełniał swoją misję mesjańską. Każdy z nas może tego Mesjasza spotkać i znaleźć w Nim wieczne zbawienie.

 

6. Próby rozwiązywania problemów bez pomocy Boga. Idące na przedzie, przed Jezusem, osoby widziały i słyszały niewidomego, dostrzegały jego problem. Jednak nie udzieliły mu właściwej rady, bo pominęły najważniejsze: zwrócić się do Jezusa (por. Łk 18,39). Również dzisiaj widzimy wielu podobnych do nich ludzi: polityków, społeczników, działaczy, psychologów i innych. Dostrzegają oni różne problemy osobiste i społeczne i próbują je nawet jakoś rozwiązać. Jednak bardzo często pomijają Boga, który mógłby pomóc najlepiej wszystko rozwiązać i naprawić. Przykładem może być terroryzm. Aby go zwalczyć, podejmuje się wiele różnych środków zaradczych, jednak najczęściej pomija się pomoc Boga. Nie mówi się o potrzebie powrotu do Jezusa, Zbawiciela, z którego pomocą można by rozwiązać dobrze wszystkie problemy tego świata. I często dzieje się tak, że różne ludzkie zabiegi przestają być skuteczne, tak jak niczego nie rozwiązywała rada osób, które nakazywały milczenie niewidomemu pod Jerychem i tym samym zakazywały mu  szukać pomocy u Jezusa. Politycy i różni działacze powinni zrozumieć, że bez Boga, bez autentycznego nawrócenia świata nie da się rozwiązać bolących problemów ludzkości. Powinni zrobić wszystko co możliwe, aby świat uwierzył w Boskość Jezusa i w Jego Boską potęgę. Wtedy świat zostanie wyzwolony od nękającego go zła i szatana.

 

7. Duchowe zaślepienie. Ewangelista opowiada o uzdrowieniu przez Jezusa pod Jerychem niewidomego człowieka. Oprócz tego kalectwa, dotykającego oczu, istnieje jeszcze brak wzroku duchowego, czyli brak dostrzegania wszystkiego tak, jak widzi Bóg. Dużo jest ludzi dotkniętych tym kalectwem. Dostrzegają oni wszystko stronniczo, w sposób zacieśniony, bo albo nie mają krytycyzmu wobec swoich poglądów, albo brak im go w odniesieniu do różnych ideologii, manipulacji, doktryn, modnych światopoglądów. Tylko Jezus potrafi przywrócić wzrok duchowy. Trzeba się więc do Niego zwracać tak, jak to uczynił niewidomy, o którym opowiada Ewangelia. A ponieważ duchowe zaślepienie bardzo często ukrywa się przed nami, dlatego trzeba prosić Jezusa o dobry duchowy i nadprzyrodzony wzrok nawet wtedy, kiedy wydaje się nam, że wszystko dobrze rozumiemy i oceniamy, że zawsze mamy rację.

 

8. Liczne przyczyny duchowego zaślepienia. Często szczycimy się tym, że jako ludzie różnimy się od zwierząt, bo jesteśmy istotami rozumnymi. I tak rzeczywiście jest. Jednak trzeba sobie uświadomić i to, że nasze rozumne poznanie bardzo często jest ograniczane przez różne nasze emocje, uprzedzenia, wady, nałogi, grzeszne przywiązania. I tak np. nie patrzymy rozumnie na siebie, bliźnich, świat, a nawet na Boga w złości, rozdrażnieniu. Chciwy, zazdrosny i wygodnie żyjący człowiek z trudem ocenia w sposób rozumny sytuację ludzi biednych, którzy nie mają środków na zaspokojenie swoich fundamentalnych potrzeb. Zarozumiały człowiek każdy swój pomysł i plan uważa za prawdziwy, lepszy od tego, co wymyślił jego bliźni. Ktoś, kto dąży do zdobycia władzy, z łatwością – wbrew rozumowi – uzna za dobro różne kłamstwa, oszczerstwa, przekupstwo, nieuczciwości, wypieranie się wiary, a nawet morderstwa – czyli wszystko to, co ułatwia osiągnięcie upragnionego celu. Każdy grzech główny wywołuje duchowe zaślepienie, dlatego powinniśmy często wołać do Jezusa tak, jak niewidomy pod Jerychem: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (Łk 18, 38-39). (O wpływie grzechów głównych na całe nasze życie tutaj)

 

9. „Niewidomi”, którzy nie dostrzegają działania szatana.  Istnieje jeszcze jeden rodzaj rozpowszechnionego zaślepienia. Jest nim niedostrzeganie działania szatana w świecie i jego podstępnej walki z dobrem. Często dzieje się nawet tak, że ktoś gorliwie współpracuje ze złymi duchami, wraz z nimi zwalcza prawdę, posługuje się diabelską metodą fałszowania wszystkiego i niszczenia dobra, a mimo to nie zauważa, czyim stał się współpracownikiem. Aby wyzbyć się tej groźnej ślepoty duchowej, trzeba prosi Jezusa, jak Go prosił niewidomy pod Jerychem: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (Łk 18, 38-39). Trzeba też zwrócić się o pomoc do tych istot, które – w przeciwieństwie do nas – widzą wyraźnie podstępne działanie piekła. Do tych istot zalicza się Matka Najświętsza, aniołowie i święci. Oddanie swojego życia Maryi należy do niezawodnych środków, zapewniających odzyskanie duchowego wzroku, który pozwala zauważyć działanie szatana i pokonać go. Gdy ktoś odzyska duchowy wzrok, dostrzeże nie tylko ataki złego ducha, ale przede wszystkim zobaczy potęgę Boga, Maryi, aniołów i świętych. Dostrzeże też w modlitwie, szczególnie różańcowej, potężną broń, która potrafi zrujnować królestwo zła i szatana, ocalić świat od wojen i różnych innych rodzajów grzechów i nieszczęść. Gdy ktoś odzyska duchowy wzrok, zobaczy wielką mądrość w radach danych przez Matkę Najświętszą, np. w Fatimie i w innych miejscach Jej objawień. (O objawieniach Maryjnych, przekazanych przez ks. Gobbiego zob. tutaj)

 

10. „Niewidomi”, którzy nie dostrzegają dzieł Bożych. Niektórzy ludzie są zaślepieni na działanie szatana w świecie. Nie dostrzegają jego dzieł i dlatego stają się łatwo jego ofiarą i współpracownikiem. Ale można się spotkać także z odmienną duchową ślepotą, która przejawia się w przypisywaniu złym duchom dzieł dokonywanych przez Boga. Takimi ludźmi szatan posługuje się do zwalczania prawdziwych objawień, które są dawane dla dobra Kościoła i ludzkości. Ci zaślepieni przez złego ducha i swoją pychę ludzie niszczą prawdziwe objawienia twierdząc, że są one objawieniami fałszywymi i szatańskimi, które trzeba zdecydowanie odrzucić. Ponieważ w swoim zaślepieniu są narzędziami szatana i czynią wiele zła, dlatego powinni wołać jak niewidomy pod Jerychem: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (Łk 18, 38-39).

 

11. Wzrok ziemski i nadprzyrodzony. Jezus z pewnością wiedział, dlaczego niewidomy prosił Go o litość słowami: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (Łk 18, 38-39). Mimo to zadał mu pytanie: „Co chcesz, abym uczynił?” Usłyszał odpowiedź: „Panie, żebym przejrzał”. (Łk 18, 41) Dlaczego Jezus zadał to pytanie? Po to, by wiara niewidomego w Jego moc uległa powiększeniu. Niewidomy już wierzył w Jezusa, o czym świadczą skierowane do Niego słowa wołania. Jednak wiara tego nieszczęśliwego człowieka jeszcze bardziej się umocniła przez to, że musiał odpowiedzieć na pytanie Zbawiciela. Musiał bowiem pomyśleć nad tym, że prosi o coś, czego żaden zwykły człowiek nie potrafi spełnić. Jeszcze raz to przemyślał i wyraził swoją wiarę w prośbie o rzecz po ludzku biorąc niemożliwą: „Panie, żebym przejrzał” (Łk 18, 41). Kiedy Jezus zobaczył, że niewidomy ma już wiarę w Niego, czyli coś, co zapewni mu zbawienie wieczne, udzielił mu wielkiego daru, tak potrzebnego na ziemi, którym jest wzrok. Tak więc niewidomy otrzymał od Jezusa dwie formy wzroku: naturalny i nadprzyrodzony, czyli zbawczą pogłębioną wiarę.

 

12. Zatrzymanie się Jezusa blisko niewidomego. Kiedy Jezus usłyszał wołanie niewidomego człowieka, „przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie” (Łk 18, 40). Zatrzymanie się Jezusa było wyraźnym i czytelnym znakiem, że słyszy i że jest gotowy do działania. Gdyby się nie zatrzymał i szedł dalej, mogłoby to być odczytane jako brak uwagi na dochodzący do Niego głos niewidomego. Idący za Jezusem ludzie mogliby też mieć wrażenie, że niczego nie usłyszał. Aby zatem dać jednoznaczny znak, że słyszy i że chce zadziałać, zatrzymał się. Przez to Jezus poucza nas, że i my powinniśmy swoim zewnętrznym sposobem zachowania dawać do zrozumienia zwracającym się do nas ludziom, że ich słyszymy i że chcemy im udzielić pomocy. Można np. popatrzyć na mówiącego do nas człowieka, skinieniem głowy lub innym gestem dać mu do zrozumienia, że go słyszymy, albo nawet zapytać, w czym możemy mu pomóc itp. Takich znaków wymaga prawdziwy szacunek do drugiego człowieka. (Więcej o słuchaniu i rozumieniu drugiego człowieka tutaj)

 

13. Uzdrowienie dzięki wierze. Jezus powiedział do niewidomego: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 18,42). Jednak nie każda forma wiary uzdrawia i czyni cuda. Taką potęgę zawiera w sobie jedynie wiara w Bożą wszechmoc. Niewidomy mógłby sobie mówić wiele razy: „Wierzę, że będę uzdrowiony”, i nic wielkiego nie zdarzyłoby się w jego życiu. Jego „pozytywne myślenie”, mocne przekonanie i wiara w uzdrowienie nie usunęłyby jego dotkliwego kalectwa. Inaczej jest, gdy ktoś wierzy w Boga, w Jego moc, w Jego dobroć, życzliwość i prosi Go pokornie o pomoc, z poddaniem się Jego woli. Taka wiara prowokuje wszechmogącego Boga do działania i czyni On rzeczy niemożliwe do wykonania przez człowieka, jeśli uzna, że będzie to dobre i pożyteczne. Tak więc to Bóg czyni cuda dla wierzących, a nie jakaś nieokreślona wiara w to, że „wszystko będzie dobrze”. Tak zwane „pozytywne myślenie” nie czyni cudów, bo jest dziełem słabego człowieka, który samym tylko swoim myśleniem i swoimi życzeniami nie potrafi przemieniać rzeczywistości. Tylko Bóg, nasz dobry Ojciec, potrafi to uczynić, dlatego możemy Go z ufnością prosić o wszystko co dobre.

 

14. Od wiary do uwielbienia. Gdy niewidomy odzyskał wzrok, szedł za Jezusem, „wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu”. (Łk 18,43) Ten uzdrowiony człowiek pokazuje, że wiara powinna prowadzić do wdzięczności i uwielbiania Boga. Tak jak On trzeba z wiarą przyjąć Jezusa, oddać się całkowicie do Jego dyspozycji, przyjąć każdą ofiarowaną łaskę, stać się Jego wyznawcą, który podąża za Nim i publicznie uwielbia Boga. Podobną postawę widzimy u Maryi. Z wiarą, w postawie służebnicy, przyjęła Syna Bożego, stała się Jego Matką; u Elżbiety zaś wyraziła swoje uwielbienie: „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.(Łk 1,46-47) Głęboka wiara i miłość do Boga zawsze łączy się z uwielbianiem Go.

 

15. Łączenie się w uwielbianiu Boga. Nie tylko niewidomy człowiek, który odzyskał wzrok, uwielbiał Boga. „Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu”. (Łk 18,43) Można powiedzieć, że po cudownym uzdrowieniu niewidomego wytworzyła się wspólnota uwielbiająca Boga. I tak zawsze powinno być. Zetknięcie się z wielkimi dziełami dokonanymi przez Boga powinno nas pobudzać do uwielbiania Go. Nigdy nie powinniśmy dopuszczać do siebie zazdrości, gdy zauważamy, że ktoś otrzymał jakiś wielki dar od Boga.

 

16. Jezus naprawdę jest blisko każdego z nas. Jezus zbliżający się do Jerycha wiedział, że spotka człowieka, którego uzdrowi, ten natomiast nie przypuszczał, że tego dnia zostanie uzdrowiony i odzyska wzrok. Aby to mogło się stać, musiało dojść do spotkania potrzebującego człowieka z Bogiem-Człowiekiem, który wszystko potrafi uczynić. I tak jest nadal. Otrzymujemy od Boga łaski, gdy się z Nim spotykamy. Zmartwychwstały Chrystus podąża wszystkimi drogami świata, jest więc blisko każdego człowieka; ten natomiast musi Go odkryć i zwrócić się do Niego z wiarą. W odkryciu bliskości Jezusa często są potrzebni inni ludzie, tak jak to miało miejsce pod Jerychem. Niewidomy nie wiedział, że zbliża się do niego Zbawiciel. Jednak gdy „usłyszał, że tłum nadciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi” (Łk 18,36-37). Tak więc to ludzie z otoczenia Chrystusa uświadomili niewidomemu, że znajduje się bardzo blisko Niego. My też dla wielu ludzi na świecie powinniśmy się stać tymi, którzy uświadomią im, że Bóg jest bardzo blisko, że możemy się do Niego w każdej chwili zwrócić. On nikogo nie zlekceważy ani nie odrzuci, bo jest Bogiem-Miłością.

 

17. Podwójny akt wiary. Niewidomy człowiek, który żebrał przy drodze pod Jerychem, musiał wykonać podwójny akt wiary, zanim został uzdrowiony. Najpierw uwierzył ludziom, którzy poinformowali go, że drogą przechodzi Jezus. Nie mógł Go zobaczyć z powodu swojego kalectwa, jednak uwierzył tym, którzy mu o Nim powiedzieli. To był jego pierwszy akt wiary: uwierzenie w prawdziwość usłyszanych od ludzi słów. Drugim aktem wiary było uwierzenie w Jezusa – w to, że jest kimś wyjątkowym i potrafi dokonać cudu uzdrowienia. Dlatego z głęboką wiarą zawołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (Łk 18, 38-39). Podobnie jest z wiarą każdego człowieka. Zanim uwierzy on w Boga i zawierzy Mu, musi uwierzyć słowom tych, którzy mu o Nim mówią. I tak np. dziecko wierzy, że rodzice mówią mu prawdę o Bogu, dlatego przyjmuje za prawdziwe ich słowa. Potem wierzy w Boga, modli się do Niego, prosi Go, dziękuje Mu i przeprasza Go. Akt wiary w Boga zawsze powinien być bezgraniczny, bez powątpiewania w Jego dobroć, mądrość, miłość, życzliwość, miłosierdzie, potęgę. Jeśli jednak chodzi o wiarę w to, co mówią nam o Bogu ludzie, to trzeba zachować wielką roztropność. Nie można bezgranicznie wierzyć wszystkim. Nie wszystko bowiem, co słyszymy od ludzi, jest prawdą. Są przecież fałszerze Ewangelii, przedstawiciele sekt, zarozumiali teologowie, którzy rozmijają się z prawdą. Aby nie ulec błędnym naukom, trzeba bardzo prosić Ducha Świętego o światło, zrozumienie i dobre rozeznanie. Tym, którzy mówią prawdę o Bogu, trzeba zawsze wierzyć, natomiast fałszerzom nigdy wierzyć nie wolno. Mówiącym prawdę powinniśmy wierzyć, nawet jeśli są ludźmi niewykształconymi, prostymi dziećmi. Prawda bowiem, bez względu na to z czyich ust wychodzi, jest pożyteczną prawdą; natomiast zawsze szkodliwym fałszem jest nieprawda –  bez względu na to, kto ją wypowiada. I tak, prawdziwe ostrzeżenie: „Pali się, uciekajcie!”, ma taką samą wartość w ustach strażaka jak i małego dziecka. Gdyby jednak te słowa były tylko żartem, a więc kłamstwem, szkodziłyby bez względu na to, kto je wypowiedział.

 

18. Zamiast małej jałmużny – wielki dar. Niewidomy człowiek „siedział przy drodze i żebrał” (Łk 18, 35). Oczekiwał pomocy materialnej od przechodzących ludzi. Czekał na ich miłosierdzie. Tego dnia jednak spotkał się z miłosierdziem Jezusa, z Jego dobrocią. Dlatego otrzymał coś więcej niż pomoc materialną: odzyskał wzrok. Ten wielki dar był owocem spotkania się Boskiej Dobroci z wiarą człowieka. Każdy z nas potrzebuje jakiegoś wielkiego daru od Boga. Potrzebujemy umocnienia Bożego i dobrego wzroku duchowego, aby prowadzić święte życie. Potrzebujemy łaski Boskiego miłosierdzia, aby osiągnąć wieczne i uszczęśliwiające widzenie Boga „twarzą w twarz” w niebie. Wszystkiego tego może nam udzielić jedynie dobroć Boga, gdy spotka się z naszą wiarą. (O oglądaniu Boga „twarzą w twarz” tutaj)

 

19. Niewidomy nie tylko prosił Jezusa. Chyba najczęstszym sposobem nawiązywania kontaktu z Bogiem jest modlitwa prośby. To samo zrobił niewidomy, który żebrał przy drodze pod Jerychem. Kiedy dowiedział się od ludzi, że Jezus przechodzi niedaleko, zwrócił się do Niego z prośbą: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (Łk 18, 38-39). Była to jego krótka modlitwa prośby. Kierując te słowa do Jezusa-człowieka, niewidomy równocześnie zwracał się do Niego jako do Boga, z czego może nie zdawał sobie w pełni sprawy. Jednak nie poprzestał on na samej tylko prośbie. Po uzdrowieniu, wraz z tłumem, wielbił Boga i oddawał Mu chwałę (por. Łk 18,43). Czynił więc to, co nie jest tak powszechne jak modlitwa prośby. Dobrze byłoby, gdybyśmy tak jak ten uzdrowiony przez Jezusa człowiek nie tylko Boga prosili, lecz także Go uwielbiali. W tym chętnie pomoże nam Duch Święty, jeśli zwrócimy się do Niego z prośbą o pomoc.

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski


 



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań