Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 13


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19


Ostrożność w ocenianiu i osądzaniu

W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar.1 Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli?2 Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie.3 Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy?4 Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie.5 (Łk 13,1-5)

1. Kto jest grzesznikiem potrzebującym nawrócenia? Jezus nawiązuje do dwóch wstrząsających wydarzeń, które musiały wzbudzić powszechne komentarze: do okrutnego czynu Piłata i do pociągającego za sobą ofiary zwalenia się wieży w Siloam. Przy okazji omawiania tych zdarzeń niektórzy musieli sobie zadawać pytania dotyczące wielkości grzechów, popełnionych przez ofiary. Niektórzy myśleli, że tragiczna śmierć tych ludzi była wynikiem ich wyjątkowej grzeszności. Jezus mówi, że trzeba porzucić takie rozumowanie. Nie należy myśleć o grzeszności innych ludzi, lecz o swoich winach, które wymagają od nas radykalnego nawrócenia się. To ja mam się nawrócić z moich grzechów. Można spotkać ludzi, którzy – gdy przeżywają trudne chwile, gdy spotyka ich nieszczęście – mówią: „Za jakie grzechy to wszystko na mnie spada?!”. Gdyby uczciwie i z pokorą oceniali siebie, to odpowiedzieliby sobie: „Za moje grzechy”.

 

2. Wszystko odczytywać jako wezwanie do nawrócenia. Chrystus uczy nas właściwego odczytywania tego, co słyszymy lub obserwujemy. Docierające do nas dobre lub złe wiadomości nie powinny nas skłaniać do osądzania innych, lecz przede wszystkim do oceniania siebie. Osądzanie innych nie przynosi nam pożytku, natomiast myślenie o swoim postępowaniu i właściwe ocenianie go jest pożyteczne.

 

3. Co Bóg chce mi powiedzieć przez różne wydarzenia? Bóg przemawia do nas nie tylko przez słowa Pisma Świętego, ale także przez wydarzenia – i to nawet przez takie, których On nie jest główną przyczyną. To nie Bóg lecz Piłat spowodował śmierć Galilejczyków i rozkazał zmieszać ich krew „z krwią ich ofiar” (por. Łk 13,1). To nie Bóg zburzył wieżę w Siloam, powodując śmierć osiemnastu osób, lecz przyczyną tego wypadku musiała być jakaś wada konstrukcyjna tej budowli. Bóg przemawia do nas przez wszystko, dla naszego dobra. W tym wypadku przez znane tragiczne wydarzenia przypomniał, że śmierć może każdego zaskoczyć, dlatego trzeba zawsze tak żyć, aby być przygotowanym na spotkanie z Panem. Tę samą prawdę przypomina nam Bóg także dzisiaj przez docierające do nas wiadomości o katastrofach, wojnach, zabójstwach, wypadkach. Wszystkie tragiczne wydarzenia, o których słyszymy lub w których uczestniczymy, przypominają nam słowa Jezusa: „jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie” (Łk 13,5). Kiedy słuchamy wiadomości, powinniśmy sobie zadawać pytanie: Co Bóg chce mnie powiedzieć przez to, co słyszę? Do czego mnie wzywa? O konieczności jakiej przemiany mojego życia mi przypomina? Może wzywa mnie do udzielenia jakiejś pomocy, choćby tylko przez modlitwę za tych, których dotknęło nieszczęście?

 

4. Nawrócenie konieczne, by uniknąć wiecznej zguby. Analizowanie wstrząsających wydarzeń – o zbrodni Piłata i nieszczęśliwym wypadku zawalenia się wieży, która zabiła osiemnaście osób – Jezus zakończył słowami: „jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie”. (Łk 13,5) Nawrócić się oznacza zmienić radykalnie kierunek swojego życia, czyli zejść z przestronnej drogi zła, która prowadzi do wiecznej zguby, i wejść na drogę wąską, która prowadzi do życia wiecznego (por. Mt 7,13-14). Nawrócenie to porzucenie grzechu i egoizmu, by żyć dla innych i przynosić owoce dobra. Nawrócić się to przejść od niewiary do wiary w Boga Ojca, Syna Bożego, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego – wiary wyznawanej nie tylko słowami, ale całym swoim życiem. Bóg daje nam środki i czas, abyśmy mogli się nawrócić i uniknąć wiecznej zguby, jak o tym poucza nas Jezus Chrystus w przypowieści o nieurodzajnym drzewie figowym (Łk 13,6-9).

 

Przypowieść o nieurodzajnym drzewie figowym

I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł.6 Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia?7 Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem;8 może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.9 (Łk 13,6-9)

1. Egoistyczne zabieranie innym. Właściciel winnicy nakazał ogrodnikowi wyciąć drzewo figowe, które przez trzy lata bezużytecznie wyjaławiało ziemię, nie przynosząc żadnego owocu (por. Łk 13,6-7). Swoją decyzję uzasadniał troską o inne rośliny i drzewa winnicy. Figowiec bowiem wraz z wodą czerpał z gleby zawarte w niej składniki, jednak owoców nie przynosił. Był więc szkodliwy, bo nic nie dając, brał i pozbawiał inne rośliny winnicy składników, potrzebnych im do wzrostu i owocowania. Nieurodzajne drzewo figowe symbolizuje ludzi egoistycznych, którzy nie tylko nic nie dają bliźnim, ale jeszcze zabierają im coś wartościowego jak leniwy student, który zablokował miejsce na studiach innym, bardziej pracowitym od siebie kandydatom.

 

2. Branie i dawanie. My, ludzie, jako stworzenia potrzebujemy do istnienia i życia pomocy innych bytów, tak jak rośliny i drzewa potrzebują słońca, wilgoci i odżywczych składników zawartych w glebie. Nikt z nas nie potrafi się więc obyć bez brania, bez korzystania z tego, co daje rodzina, społeczeństwo, świat materialny, a przede wszystkim – Bóg. Jednak w zamian za to, co otrzymujemy w ciągu całego życia, powinniśmy wydawać owoce dobra, pożyteczne dla innych, odżywiające bliźnich i wzmacniające ich jak płody drzew owocowych, jak chleb zrobiony z przerobionych zbóż. Człowiek kochający bierze po to, by dawać, natomiast egoista, podobny do nieurodzajnego drzewa figowego z przypowieści Jezusa, tylko zagarnia, korzysta, nie dając w zamian nic. Wzorem dawania jest dla nas przede wszystkim Jezus Chrystus, ukryty pod postaciami chleba i wina – owoców ziemi, winnych krzewów i pracy rąk ludzkich.

 

3. Mamy wpływ na sposób naszego życia. Żadne drzewo nie ma wpływu na swoje owocowanie. Inaczej jest z nami, ludźmi. Ponieważ posiadamy wolną wolę, dlatego sami decydujemy o tym, czy przynosimy owoce dobra lub ich nie wydajemy. To od naszej wolnej woli zależy wybór życia egoistycznego, w którym szukamy tylko siebie, lub opartego na miłości, która „nie szuka swego” (1 Kor 13,5). Od nas zależy podtrzymywanie myśli dobrych lub złych. Dzięki wolnej woli wybieramy to, co wypowiadają nasze usta: słowa życzliwe lub uszczypliwe, umacniające lub zniechęcające, rodzące pokój lub niepokój, strach i przygnębienie. Nasza wolna wola decyduje o dobrym lub grzesznym sposobie działania.

 

4. Jeszcze na ten rok pozostaw nieurodzajne drzewo. Właściciel winnicy przez trzy lata przychodził i sprawdzał owocowanie figowca. Po tym okresie stwierdził, że drzewo nadaje się tylko do wycięcia, bo nie tylko nie przynosi owoców, lecz jeszcze wyjaławia ziemię i tym samym utrudnia innym roślinom prawidłowy wzrost. Powiedział więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia?” (Łk 13,7). Ogrodnik poprosił jednak o możliwość dodatkowego działania przez rok, aby się całkowicie upewnić co do stanu drzewa figowego. Odpowiedział więc właścicielowi winnicy: „Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.” (Łk 13,8-9) Tą prośbą o dodatkową troskę nad nieurodzajnymi drzewami, czyli grzesznymi ludźmi, jest przede wszystkim męka i śmierć krzyżowa Jezusa Chrystusa. Przez to, co wycierpiał, Zbawiciel przez wieki istnienia ludzkości woła do Ojca, by nawet największemu grzesznikowi dał dodatkową szansę na poprawę. Do tego wielkiego wołania przelanej na krzyżu Krwi Chrystusa dołączają się jeszcze modlitewne prośby Kościoła i mieszkańców nieba – z Maryją na czele – o nawrócenie grzeszników, o danie im czasu i udzielenie dodatkowej pomocy, dzięki której przestaną wyjaławiać ziemię i zaczną przynosić owoce dobrych czynów, myśli i słów.

 

5. Wyjątkowa troska o nieurodzajne drzewo. Na uwagę zasługuje wielka troska ogrodnika o nieurodzajnego figowca. Nie tylko prosi on właściciela winnicy, by nie wycinał go jeszcze przez rok, ale obiecuje szczególne zajęcie się nim. Powiedział: „Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć”. (Łk 13,8-9) Ogrodnik nie pozostawił bez opieki całej winnicy, jednak z wyjątkową troskliwością zajął się nieurodzajnym figowcem. Chciał go uchronić przed wycięciem. Nie powiedział, że całą winnicę przekopie i że wszystkie rosnące tam drzewa i rośliny posypie nawozem. Nie obiecał tego, gdyż oprócz nieurodzajnego figowca żadne drzewo ani krzew tego nie potrzebowały. Ogrodnik z przypowieści Jezusa zapowiedział, że tylko nieurodzajne drzewo okopie i obłoży nawozem, czyli zrobi coś, co ułatwi mu owocowanie. Ten dobry i troskliwy ogrodnik jest symbolem Chrystusa, który chce ocalić każdego grzesznika, dlatego zajmuje się nim osobiście i indywidualnie. Jezus, jak ten ogrodnik, troszczy się osobiście o każdego grzesznego człowieka i udziela mu dostosowanych do jego osobowości łask, aby umożliwić mu przemienienie się z egoisty w człowieka szlachetnego, który owocami dobra będzie karmił innych. Zbawiciel daje nam przykład, jak mamy traktować ludzi grzesznych, słabych, upadających. Powinniśmy się nimi zająć w szczególny sposób i swoimi modlitwami, ofiarami, postami, radami, zachętami ─ a przede wszystkim przykładem – pomagać im się poprawić. Nie można ludziom złym życzyć wyłącznie kary i śmierci. Trzeba się za nich modlić, aby przestali czynić zło i zaczęli dobrem służyć Bogu i ludziom. Swoimi modlitwami możemy ocalić kogoś od potępienia.

 

6. Tajemnicze zakończenie przypowieści. Wielu słuchaczy Jezusowej przypowieści o nieurodzajnym figowcu chciałoby wiedzieć, co się ostatecznie z nim stało. Czy właściciel winnicy rzeczywiście nie kazał go wyciąć? Czy pozwolił ogrodnikowi okopać go i obłożyć nawozem? Czy mu to pomogło? Czy w końcu wydał owoce? Przypowieść nie daje odpowiedzi na te pytania, gdyż nie została nam dana po to, by jak telewizyjny serial przedstawiać nam życie innych ludzi i fascynować się nim. Słowo Jezusa zawsze jest skierowane do mnie po to, by mi pomóc się uświęcić. Mam się zatem zastanowić, jakim rodzajem drzewa jestem: takim, które przynosi owoce dobrych czynów, słów i myśli,  czy też takim, które z wszystkiego korzysta, a innym nic nie daje. Mam także pomyśleć nad tym, czy wykorzystuję właściwie wszystkie łaski, których Jezus, Dobry Ogrodnik, i Duch Święty mi udzielają, i czy w ogóle pozwalam Bogu działać we mnie. Muszę także poważnie zastanawiać się nad tym, czy otrzymam jeszcze jakiś okres czasu, by z egoisty stać się człowiekiem dobrym, troszczącym się o innych, rozdającym bliźnim liczne owoce dobra. Czy jeszcze zdążę się nawrócić?

 

7.  Czas na nawrócenie nie jest nieskończenie długi. Przypowieść Jezusa poucza, że drzewo figowe mogło zacząć przynosić owoce w ciągu danych mu na wzrost trzech lat lub czterech – z jednym dodatkowym rokiem szczególnej pielęgnacji przez ogrodnika. Okres, dany przez Boga każdemu człowiekowi na to, by zaczął przynosić owoce dobra, kończy się z chwilą jego ziemskiego życia. Jak drzewo może przynosić owoce tylko wtedy, gdy tkwi w ziemi, tak człowiek może się nawrócić tylko do momentu swojej śmierci. Czas na nawrócenie nie trwa wiecznie. Każdy z nas, ludzi, ma tylko jedno życie ziemskie o różnej długości. Jest ono okresem naszego przygotowania się do wieczności. Wchodzi się w nią przez śmierć, która kończy możliwość nawrócenia się. Poucza o tym jednoznacznie Katechizm Kościoła Katolickiego, który porównuje do niezmiennego stanu upadłych aniołów sytuację ludzi, którzy nie nawrócili się do momentu śmierci. Jedni i drudzy zdecydowanie odrzucili skruchę, dlatego trwa w nich grzech, pomimo miłosierdzia Bożego. Katechizm wyjaśnia: „Nieodwołalny charakter wyboru dokonanego przez aniołów, a nie brak nieskończonego miłosierdzia Bożego sprawia, że ich grzech nie może być przebaczony. Nie ma dla nich skruchy po upadku, jak nie ma skruchy dla ludzi po śmierci”. (KKK 393)

 

8. Różne nieurodzajne figowce. Właścicielem winnicy z przypowieści Jezusa jest wszechmocny i wszechwiedzący Bóg. Rosnące tam krzewy i drzewa oznaczają pojedynczych ludzi. Mogą też oznaczać narody. Nieurodzajny figowiec to symbol zdeprawowanych jednostek ludzkich i państw. Stwórca, który spowodował, że ziemia jest zaludniona przez ludzi, chce, aby oni – jako jednostki i narody – przynosili owoce dobra. Jeśli tak się dzieje, różne państwa i królestwa istnieją przez wieki. Kiedy jednak zamieniają się w zdeprawowane moralnie królestwa zła, imperia oparte na przemocy, nieprawości, korupcji, krzywdzie ludzkiej, po jakimś czasie – nieraz długim – upadają. Są wycinane jak nieurodzajny figowiec. Przypowieść Jezusa niesie ważne przesłanie dla Europy, której kraje czciły kiedyś Boga, kochały Go, budowały cywilizację opartą na wartościach zaczerpniętych z Ewangelii. Czas dany na poprawę i przynoszenie dobrych owoców nie jest nieskończenie długi ani dla jednostek, ani dla państw i zdeprawowanych organizacji.

 

9. Różne przejawy troski o nieurodzajne figowce. Ogrodnik z przypowieści Jezusa chciał okopać nieurodzajne drzewo i obłożyć je nawozem, aby przyniosło owoce i dzięki temu mogło uniknąć wycięcia. Boski Ogrodnik, Jezus,  uczynił dla nas znacznie więcej. On użyźnił nasze dusze łaskami, wysłużonymi przez swoją mękę i bolesną śmierć na krzyżu. Zbawiciel pozostał z nami, przede wszystkim w Eucharystii, abyśmy mogli żyć z Nim w jedności i przynosić wiele owoców dobra jak latorośl, która tkwi w winnym krzewie (por. J 15,1-6). Pozostawił nam Ewangelię, która pozwala nam oczyścić nasze umysły ze złych myśli, pragnień, planów i doktryn, a serca – z egoistycznych pragnień, dążeń, zabiegów (por. J 15,2-3).  Dzięki tym wszystkim łaskom możemy stale pokonywać w sobie egoizm, zakłamanie, grzech i przynosić owoce dobra, miłości. Możemy jako jednostki, rodziny, wspólnoty i narody ciągle się doskonalić w wyświadczaniu sobie wzajemnego dobra. Jeśli jednak człowiek lub naród zlekceważy Boską pomoc, wzgardzi Jezusem, Jego zbawczym Krzyżem, Ewangelią i innymi łaskami, które otrzymał, i jak nieurodzajny figowiec nie wyda owoców dobra, to nie znajdzie w nikim ratunku. Ściągnie na siebie tragiczny los, zapowiedziane przez Jezusa jako wycięcie nieurodzajnego figowca, który – pomimo otrzymania wyjątkowej dodatkowej pomocy – nie przyniósł owoców (por. J 13,9).

 

Uzdrowienie kobiety w szabat

Nauczał raz w szabat w jednej z synagog.10 A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować.11 Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy.12 Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga.13 Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: Jest sześć dni, w których należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu!14 Pan mu odpowiedział: Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić?15 A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?16 Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego.17 (Łk 13,10-17)

1. Niemoc duchowa. Kobieta, która znajdowała się w synagodze, miała „ducha niemocy” (Łk 12,11). Ta jej „niemoc” ujawniała się w tym, że była pochylona i nie mogła się w żaden sposób wyprostować. Nie potrafiła więc popatrzeć w górę, w kierunku nieba. Ciągle musiała patrzeć tylko w stronę ziemi. Jezus stwierdził, że to schorzenie kobiety było dziełem szatana, który od osiemnastu lat trzymał ją na uwięzi (por. Łk 13,16). Mówiąc te słowa, Zbawiciel pokazuje nam, jak działają złe duchy. Trzymają one człowieka na uwięzi w taki sposób, że pochyla się tylko nad ziemią, nad sprawami światowymi. Jest zapatrzony jedynie w bogactwo materialne, ziemską potęgę i przemijające przyjemności. Nie potrafi wznieść wzroku w stronę nieba, do Boga, swojego Stwórcy i Zbawiciela. Ta szatańska „niemoc” wznoszenia się ponad to co ziemskie ogarnia nie tylko jednostki, ale również całe społeczeństwa i kraje. Wszyscy ci ludzie, trzymani na uwięzi przez szatana, potrzebują uwolnienia, którego może dokonać tylko Jezus Chrystus, wszechmocny Pan i Zbawiciel. O to uzdrowienie ludzkości powinniśmy Go prosić.

 

2. Istota spoglądająca w niebo i w stronę ziemi. Istnieje jedna Osoba, która w szczególny sposób pokazuje przez wieki światu, jak można mieć wzrok utkwiony w Bogu, w niebie i równocześnie nie odwracać go od spraw ziemskich. To Maryja, wzór kobiety patrzącej w niebo i równocześnie w stronę ziemi. Była zapatrzona w Boga, w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, w czasie swojego ziemskiego życia i tak jest nadal, gdy z ciałem i duszą przebywa w domu Ojca. Wzięta do nieba, patrzy na Boga, ale i na ziemię, aby swoimi modlitwami wspierać nas, słabych ludzi. Kiedy żyła na ziemi, szatanowi nigdy nie udało się odwrócić jej wzroku od Boga, aby pochylać się jak wielu ludzi tylko nad tym, co ziemskie, światowe, materialne.

W kazaniu św. Wawrzyńca Justynianiego, biskupa, znajdujemy piękne słowa o Maryi, która swój wzrok zawsze miała zwrócony w stronę Boga, dlatego otrzymywała od Niego mądrość i liczne łaski, aby w sposób właściwy pochylać się nad sprawami ziemskimi. Święty tak o Niej pisze: „Kiedy Najświętsza Dziewica rozpamiętywała wszystko, o czym dowiedziała się czytając, słuchając i patrząc, jakże bardzo wzrastała w wierze, jak bardzo pomnażała się w zasługi, jak wiele nabywała mądrości, jak się coraz to bardziej rozpłomieniała ogniem miłości. W ustawicznym rozważaniu niebieskich tajemnic odnajdywała swą radość, doznawała obfitości darów Ducha Świętego, unosiła się ku Bogu i zachowywała pokorę. Takie postępy w łasce Bożej podnoszą ku szczytom i coraz bardziej pomnażają chwałę. Błogosławione zaiste serce Najświętszej Dziewicy! Ona to dzięki zamieszkaniu i pouczeniom Ducha Świętego była zawsze we wszystkim poddana woli Bożego Słowa. Nie kierowała się własnym odczuciem i osądem, ale w zewnętrznym posługiwaniu spełniała to, co wewnętrznie Mądrość poddawała Jej wierze. Wypadało bowiem, aby Mądrość Boża, która zbudowała Kościół jako mieszkanie dla siebie, posłużyła się Najświętszą Dziewicą jako wzorem zachowywania prawa, czystości serca, pokory i duchowego poświęcenia." (Kazanie 8, W święto oczyszczenia NMP)

 

3. Zdeformowani duchowo i „pochyleni” nad prawem. W synagodze znajdował się jej przełożony i jeszcze inni podobni do niego ludzie, którzy byli duchowo bardziej wykrzywieni i „pochyleni” niż uzdrowiona ze swojej niemocy niewiasta. Nie potrafili się duchowo „wyprostować”, nie umieli się wznieść ponad swój ograniczony sposób widzenia, aby dostrzec w uzdrawiającym działaniu Jezusa Boską wielkość i dobroć. Przełożony synagogi był „oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił” (Łk 13,14). Zamiast się cieszyć, złościł się. Jego wzrok był skoncentrowany jedynie na prawie o spoczynku szabatowym, natomiast tego, co uczynił Jezus cierpiącej kobiecie w jego obecności, nie potrafił lub raczej nie chciał właściwie odczytać i ocenić. Nie pozwalał też na to, by Jezus uzdrowił jego zdeformowanego ducha.

 

4. Dostrzegający niewiele. Przełożony synagogi jest przedstawicielem ludzi „trzymanych na uwięzi przez szatana” bardziej niż kobieta, która nie potrafiła się wyprostować i ciągle była pochylona w stronę ziemi. Człowiek ten był „pochylony” tylko nad prawem o spoczynku szabatowym, które w dodatku interpretował w sposób bardzo ciasny. Oprócz „przepisu” nie widział nic więcej, nie dostrzegał cierpienia obecnej w synagodze kobiety, nie chciał w Jezusie zauważyć kogoś wyjątkowego. Ten wykrzywiony duchowo człowiek reprezentuje ogromną rzeszę ludzi, którzy oprócz swoich interesów, których potrafią bronić do upadłego, nie widzą lub nie chcą zobaczyć nic więcej. Nawet ból i cierpienie bezbronnych ludzi staje się dla nich obojętne. W swoim duchowym zaślepieniu i „wygięciu” nie widzą w cierpiących ludziach zbolałego Chrystusa i odchodzą od Niego (por. Mt 25,31-46). Nie widzą Go i porzucają, bo chcą tak postępować. Swoje zaślepienie i złe postępowanie usprawiedliwiają – jak przełożony synagogi – obroną czegoś słusznego.

 

5. Jezus spełnia ukryte pragnienie zgarbionej niewiasty.  Dotknięta swoją dolegliwością kobieta nie prosiła głośno Jezusa o uzdrowienie. Może wzywała Jego pomocy jedynie w swoim sercu z obawy, by nie narazić Go na potępienie za wykonywanie niedozwolonej w szabat „pracy” uzdrowienia. Jezus jednak ją zauważył. Dostrzegł ukrytą w jej sercu wiarę, „przywołał ją i rzekł do niej: Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga”. (Łk 13,12-13) Uzdrowił ją, chociaż wiedział, że wywoła reakcję potępienia ze strony swoich wrogów.

 

6. Złość i krytyka zamiast radości. Jezus wiedział, jaką reakcję wywoła ze strony przełożonego synagogi i innych swoich przeciwników, jednak uzdrowił niewiastę, która Go o to głośno nie prosiła. I rzeczywiście słowa krytyki padły. Jednak przełożony synagogi nie miał na tyle odwagi, by wprost skrytykować Jezusa, dlatego swoją złość na Niego „ukrył”, wyładowując się na obecnych w synagodze ludziach. To do nich skierował swoje krytyczne słowa, licząc na to, że usłyszy je także Jezus. Oburzony „tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: Jest sześć dni, w których należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu!” (Łk 13,14) Przełożony synagogi przedstawia licznych zarozumiałych i złośliwych ludzi, którzy nie cieszą się z dobra czynionego przez innych. Reprezentuje on tych, którzy wszędzie i u wszystkich widzą tylko złe działanie, którzy krytykują wszystko oprócz tego, co sami robią, myślą i mówią, bo tylko to uważają za jedynie słuszne, dobre, prawdziwe, wartościowe. Są ogarnięci pychą, która izoluje ich wewnętrznie od prawdy i dobra, ukazywanego i czynionego przez innych ludzi. Złość i pycha zaślepia ich, deformując sposób patrzenia i oceniania.

 

7. Nie można zwierząt lepiej traktować niż ludzi. Przełożonemu synagogi i tym wszystkim, którzy jak on potępiali Jezusa za uzdrowienie w szabat kobiety trzymanej na uwięzi przez szatana od osiemnastu lat, Zbawiciel powiedział: „Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?” (Łk 13,15-16) Jezus nie potępił ludzi, którzy w szabat troszczą się o zwierzęta, jednak nazwał obłudnikami tych, którzy zwierzętom okazują pomoc, a równocześnie są niewrażliwi – jak przełożony synagogi – na ludzkie cierpienie. Pouczenie Jezusa odnosi się do wielu ludzi, między innymi do ekologów, którzy bronią najmniejszego stworzenia i rośliny, nie dbając równocześnie o cierpiących i żyjących wokół nich w niedostatku bliźnich. Ich cierpień i potrzeb nie dostrzegają. Niektórzy małżonkowie wolą troszczyć się o psy, koty i inne zwierzęta, niż urodzić lub adoptować dziecko i z miłością się nim opiekować.

 

8. Zawstydzeni przeciwnicy Jezusa. Swoją dobrocią i mądrością Zbawiciel zawstydzał niektórych ludzi – przede wszystkim tych, w których nie było Bożej mądrości ani dobroci, lecz tego w sobie nie uznawali. Do grupy zawstydzonych zaliczały się osoby podobne do przełożonego synagogi, czyli takie, które mądre, dobre i płynące z miłości dzieła Jezusa określali jako złe, grzeszne, niewłaściwe. Zło w dobru i błąd w tym, co prawdziwe, widzą ludzie zarozumiali, sprzeciwiający się stale oświecającym łaskom Ducha Świętego. Tak było przed przyjściem Chrystusa, w czasie Jego ziemskiego życia i tak jest również dzisiaj. Byli i nadal są ludzie trzymani duchowo na uwięzi przez szatana bardziej niż kobieta uwolniona ze swojej niemocy przez Jezusa. Niektórzy z nich nie odczuwają skruchy ani nawet nie są zawstydzeni swoim zaślepieniem i złym postępowaniem. Jezus mógłby ich uleczyć, tak jak uwolnił z niemocy zgarbioną fizycznie kobietę, jednak tego nie chcą. Wolą żyć w swoim zaślepieniu, w swoim narcystycznym stałym pochylaniu się nad sobą i nad swoimi poglądami, uznawanymi przez siebie za jedynie słuszne.

 

9. Radość jednych i smutek drugich. Przeciwnicy Jezusa – mówiąc językiem niektórych dzisiejszych polityków – byli „w totalnej opozycji” do Niego. Każde Jego działanie krytykowali i podważali. Nie miało dla nich znaczenia to, że uzdrowił cierpiącą od osiemnastu lat fizycznie i psychicznie kobietę, że doprowadził ją do wychwalania Boga (por. Łk 13,13) W przeciwieństwie do całego ludu, który „cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego”, byli ogarnięci złością i wstydem (Łk 12,17). Nie radowały ich wielkie dzieła Jezusa, bo nie zależało im ani na Nim, ani na Bogu, ani na ludziach. Nikogo nie kochali. Swoją złość, nienawiść, zazdrość i pychę ukrywali obłudnie pod troską o przestrzeganie prawa szabatowego, o świętość szabatu. Z powodu zniszczenia w sobie prawości w ludziach tych nie było ani radości ani pokoju. Żyli w stałych udrękach wywoływanych przez swój egoizm, nienawiść i zazdrość. Nie było w nich nic z radości tłumu, którego cieszyły dobre i wielkie czyny Jezusa. Skazali się na smutek.

 

10. Konieczność wszechmocnego lekarza. Jezus uzdrowił kobietę trzymaną od osiemnastu lat na uwięzi przez szatana. Mógłby uzdrowić duchowo także tych wszystkich obecnych w synagodze, którzy byli – jak jej przełożony – pochyleni tylko nad sobą, zapatrzeni tylko w siebie, obojętni na cudze cierpienie i zaślepieni na dobro tworzone przez Jezusa. Tylko Chrystus, zsyłając Ducha Świętego, mógłby uzdrowić tych ludzi. Innymi środkami trudno byłoby to osiągnąć. Nie da się takich ludzi zmienić np. rzeczową dyskusją, bo albo jej nie podejmą, albo żadnego sensownego argumentu nie przyjmą. Dramat tych zarozumiałych ludzi polega na tym, że tak jak przełożony synagogi nie szukają pomocy u Zbawiciela. Osobom tak zaślepionym można pomagać jedynie w ten sposób, że przez modlitwę i znoszone za nie posty i umartwienia, oddaje się je leczącej potędze Chrystusa i Ducha Świętego. Może kiedyś ją przyjmą i zostaną duchowo uzdrowione. Innych, naturalnych środków, które mogłyby uleczyć zamkniętych na dobro i prawdę ludzi, nie ma, albo raczej – istnieją, jednak nie są przez nich przyjmowane, np. upomnienia i sensowne argumenty. Tylko Boski Lekarz potrafi zauważyć w ich sercach niewielką szczelinę dobrej woli, przez którą – gdy tylko się pojawi – wleje w nie swoją łaskę, aby jej mocą zostali uwolnieni z więzów szatana.

 

Królestwo Boże podobne do gorczycy lub zaczynu

Mówił więc: Do czego podobne jest królestwo Boże i z czym mam je porównać?18 Podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posadził w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki powietrzne gnieździły się na jego gałęziach.19 I mówił dalej: Z czym mam porównać królestwo Boże?20 Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło.21 (Łk 13,18-21)

1. Błędne wyobrażenia o królestwie Bożym. Jezus zdawał sobie sprawę z tego, że Jego rodacy mylnie wyobrażają sobie oczekiwane królestwo, które utworzy Mesjasz, gdy przyjdzie. Myśleli, że zbuduje wielki dobrobyt i nie tylko uwolni spod władzy Rzymian Izraelitów, ale ponadto zapewni im panowanie nad innymi narodami. Ponieważ wielu widziało potężne cuda Chrystusa, dlatego z Jego osobą wiązało zbudowanie tego wymarzonego królestwa. Jezus chciał zburzyć nieprawdziwe wyobrażenia o królestwie mesjańskim, dlatego cierpliwie wyjaśniał, jakie królestwo zbuduje: nie polityczne, lecz – Boże. Nie będzie ono takie, jakie wyobrażali sobie Jego rodacy i wielu nam współczesnych ludzi. Aby przybliżyć tajemnicę prawdziwego Bożego królestwa, które On Jezus, prawdziwy Mesjasz, już zaczął budować, posłużył się przykładem wzrastania wyjątkowo małego ziarna gorczycy, które zamienia się w drzewo, i do zakwaszania dużej ilości ciasta odrobiną zaczynu.

 

2. Ziarno i zaczyn Bożej miłości. Często wielkie dzieła Boże na początku są tak niepokaźne jak ziarno gorczycy lub niewielka ilość zaczynu chlebowego, z czasem jednak ujawnia się ich wspaniałość, potęga i trwałość. Tak było z Wcieleniem się Syna Bożego, o którym od chwili Zwiastowania wiedziała tylko Maryja, i tak jest również z wielkim dziełem Boga, którym jest Jego królestwo. Ono już powstało, jednak pojawiło się bez zewnętrznego blasku, okazałości i splendoru. Powstało ono i nadal powstaje w tych sercach ludzkich, w których Duch Święty rozlał i rozlewa Bożą miłość (por. Rz 5,5). Dzięki działaniu tego Ducha Świętości, w tym co ludzkie, słabe i małe pojawił się element Boski: Boża miłość, zaczątek świętości, będącej cechą Boga. Jednak w swojej początkowej fazie ta miłość Boża i świętość jest niemal niezauważalna, gdyż podobna jest do bardzo małego ziarna gorczycy, zakopanego w glebie, lub do odrobiny zaczynu, włożonego „w trzy miary mąki” (Łk 13,21). Ta niepozorna miłość posiada jednak w sobie potężną moc wzrastania, taką jaką ma ziarno gorczycy, które może zamienić się w drzewo dające schronienie ptakom, i taką jak zaczyn, który potrafi zakwasić dużą ilość ciasta, aby można było upiec z niego pożyteczne chleby.

 

3. Królestwo Boże wzrastające wraz z miłością do Boga i ludzi. Wszczepiona przez Ducha Świętego w ludzkie serce miłość – podobna do rozwijającego się i wzrastającego ziarna gorczycy i działająca jak niewielka ilość zaczynu w mące –  to dopiero początek królestwa Bożego w nas. To królestwo wzrasta wraz z powiększaniem się naszej miłości. Jej obecność w nas różnie się przejawia. Może się ujawniać w czynach miłości bardzo powszednich, takich jak pełna ciepła troska o współmałżonka, dzieci, rodzinę, przyjaciół, znajomych i nieznajomych. Kiedy jednak miłość – a wraz z nią królestwo Boże – wzrośnie jak ziarnko gorczycy, ujawni się w pełnej poświęcenia służbie Bogu i człowiekowi, w różnych przejawach ofiarności, usłużności, rezygnacji z siebie, aż po całkowitą ofiarę ze swojego życia dla Boga i bliźnich. Miłość pogłębiona i rozwinięta – podobna nie do ziarenka, lecz do drzewa gorczycznego i do zaczynu, który zakwasił całe ciasto – przejawi się w miłowaniu nieprzyjaciół, w modlitwie za nich, w życzeniu im dobra, w trosce o ich nawrócenie i zbawienie. Miłość nieprzyjaciół jest najbardziej podobna do miłości Bożej. Kiedy więc pojawia się w człowieku, oznacza, że wzrosło w nim królowanie Boga i Jego królestwo.

 

4. Zaczyn królestwa Bożego, zakwaszający wszystko. Miłość, która jest fundamentem królestwa Bożego, podobna jest do zaczynu, „który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło” (Łk 13,21). Oznacza to, że wlana przez Ducha Świętego w serce człowieka miłość stopniowo ogarnia wszystkie sfery jego życia, całą jego osobowość. Coraz bardziej intensywna i stała obejmuje wolę, która zaczyna pragnąć wyłącznie dobra dla innych; uczucia, które stają się coraz bardziej przyjazne i pełne ciepła; umysł, który obmyśla sposoby, jak dobrze i skutecznie pomagać i służyć innym. Miłość – podobna do zaczynu zakwaszającego całe ciasto – w miarę wzrastania powoduje, że jej wyrazem stają się wszystkie wypowiadane słowa, wykonywane czyny, podtrzymywane w umyśle myśli i wypełniające serce uczucia. Wszystko w osobowości człowieka staje się królestwem Bożym, czyli królowaniem Miłości. Jak zaczyn „zakwasza” ona życie osobiste, rodzinne, społeczne, zawodowe, polityczne.

 

5. Zaczyn niszczący egoizm. W każdym człowieku, nawet kochającym Boga i ludzi, istnieje pewna doza egoizmu, który obejmuje różne sfery życia. Kiedy jednak Bóg zaczyna królować w sercu człowieka – czyli kiedy serce zamienia się w królestwo Boże – wtedy miłość wzrasta, a egoizm maleje. Człowiek zaczyna stawiać Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu, a do bliźnich podchodzi z coraz większą miłością. Jak zaczyn włożony do mąki zakwasza wszystko, tak miłość nadaje swój smak całemu życiu, usuwając z niego zły smak egoizmu.

 

6. Królestwo Boże wzrastające i rozszerzające się w świecie. Porównanie przez Jezusa królestwa Bożego do ziarna gorczycy i do zaczynu w mące pokazuje jego wzrastający wymiar. Rośnie ono wraz z miłością – jak ziarno gorczycy – przede wszystkim we wnętrzu człowieka i tam – jak zaczyn – ogarnia wszystkie sfery jego osobowości. Wraz z rozwijającą się miłością rośnie ono i rozszerza się na różne sfery życia. Przemienia życie wewnętrzne człowieka, jego odnoszenie się do Boga, rodziny i innych ludzi. Ma wpływ na kontakty ludzkie w ramach wykonywanego zawodu, na relacje polityczne między osobami, partiami, państwami. Wzrastająca w człowieku miłość – a wraz z nią królestwo Boże – staje się coraz bardziej widoczna i zmusza otoczenie do myślenia i naśladowania dobrych postaw. Przez to królestwo Boże stopniowo rozszerza się na innych ludzi. Rośnie jak rozwijające się ziarno gorczycy i przekształca świat tak, jak zaczyn zakwasza ciasto, w którym się znajduje. Królestwo Boże nie powstaje i nie umacnia się przez jakieś podboje, układy polityczne, ustanawianie potężnych władców. Rozszerza się przez działania wypływające z miłości i tak zwyczajne jak praca ogrodnika, który wsiewa do ziemi ziarno gorczycy, lub praca kobiet, które wrzucają drożdże lub zaczyn do mąki, aby upiec chleb lub ciasto dla rodziny.

 

7. Pełnia królestwa Bożego. Przypowieści Jezusa o ziarnie gorczycznym i o zaczynie podkreślają przede wszystkim fakt, że królestwo Boże wzrasta i z prawie niewidocznego – jak małe ziarenko gorczycy ukryte w ziemi – staje się wielkim drzewem. Ten wzrost można rozumieć w podwójnym sensie. Pierwszy rodzaj wzrastania dokonuje się w samym człowieku, w jego sercu, natomiast druga forma wzrostu to rozszerzanie się królestwa Bożego na różne narody – na całą ludzkość. Kiedy w modlitwie Ojcze nasz wypowiadamy słowa: „Przyjdź królestwo Twoje”, prosimy Boga, by Jego królestwo wzrastało w nas samych i wokół nas, w całym świecie. Prosimy, by pełnia królestwa pojawiła się w nas, to znaczy, by nasza miłość do Boga i do ludzi stale wzrastała jak ziarno gorczycy, uwalniając nas od grzesznego egoizmu aż do jego zupełnego zaniku. Prosimy również o to, by miłość do Boga i do ludzi ogarnęła jak najwięcej serc ludzkich na świecie –  na podobieństwo zakwaszania ciasta przez włożony do mąki zaczyn. Błagamy Ojca, by w świecie grzesznym, pełnym niesprawiedliwości, owładniętym nienawiścią, nękanym przez wojny pojawił się pokój, ład Boży, królowanie przebaczenia, miłosierdzia, dobra i miłości. Bóg zawsze nas wysłuchuje, gdy prosimy o coś dobrego. Spełnia także nasze prośby o powiększanie się Jego królestwa. Ciągle wzrasta ono w bardzo wielu sercach ludzkich, nawet jeśli tego nie dostrzegamy. Nadejdzie także taki dzień, kiedy osiągnie ono swoją doskonałość również w świecie. (Więcej o prośbach modlitwy Ojcze nasz" tutaj: [1] [2])

 

8. Przenikający wszystko zaczyn modlitwy. W Katechizmie znajdujemy pouczenie o tym, jak „ważne jest przenikanie modlitwą treści codziennych, zwyczajnych sytuacji. Wszystkie formy modlitwy mogą być tym zaczynem, do którego Pan porównuje Królestwo” (Katechizm Kościoła Katolickiego 2660). Rozwijając to pouczenie można powiedzieć, że modlitwa jest naszym kontaktem z Bogiem, rozmową z Nim, przebywaniem w Jego obecności. Modląc się szczerze, otwieramy przed Bogiem różne zakamarki naszego życia, aby On przemienił je swoją miłością, obecnością, światłością, umacnianiem i każdym innym działaniem w miejsce swojego królowania, czyli w swoje królestwo.

Szczególnym miejscem królowania Boga na ziemi była Święta Rodzina, złożona z Jezusa, Maryi i Józefa. Wszystkie te osoby były przeniknięte zaczynem miłości i modlitwy, dlatego tworzyły królestwo Boże, chociaż nikt oprócz Jezusa o tym nie wiedział, nawet najbliżsi krewni. Modlitwa jak pożyteczny zaczyn zakwasi dobrem także całe nasze życie jednostkowe, rodzinne, społeczne, państwowe, jeśli będzie częsta, szczera, płynąca z serca. Przemieni ona i uszlachetni nasze plany, myśli, pragnienia, czyny, słowa i uczucia, bo pozwoli Bogu w nie wejść. A On zawsze dobrze działa i dobrze wszystkim kieruje. Dzięki modlitwie wszystko będziemy wykonywać w łączności z Trójcą Przenajświętszą – z Nią, w Niej, Jej mocą i dla Niej. Dzięki zjednoczeniu z Panem i każdej formie modlitwy wszystkie nasze działania, słowa i zamiary staną się pożyteczne dla nas i dla innych ludzi. Modlitwa da również moc wyjścia z różnych kryzysów.

 

9. Królestwo Boże dobre dla każdego człowieka i całej ludzkości. Przypowieści o ziarnie i o zaczynie podkreślają pożyteczność królestwa Bożego. Pan stworzenia, który jest Miłością, nie buduje swojego królestwa dla własnej korzyści, tak jak to najczęściej czynią ziemscy władcy polityczni i ekonomiczni, tworzący potężne imperia, mocarstwa – także ekonomiczne – z myślą o sobie, dla swojej korzyści, kosztem podwładnych, podbitych i zagarniętych jednostek i narodów. Bóg nie tworzy swojego królestwa dla siebie, dla zaspokojenia swoich ambicji, bo ich nie ma. On jest Miłością, dlatego tworzy swoje królestwo nie dla siebie, lecz dla naszego dobra. W uszczęśliwianiu nas znajduje swoją radość i chwałę.

Aby pokazać, że królestwo Boże przynosi korzyść człowiekowi, Jezus porównał je do ziarna gorczycy, które wzrasta i zamienia się w pożyteczne nawet dla ptaków drzewo, bo mogą gnieździć się na jego gałęziach (por. Łk 13,19). W prawdziwym królestwie Bożym człowiek znajdzie pokój, radość, wytchnienie. Pożyteczność królestwa Bożego dla człowieka ukazuje także porównanie go przez Jezusa do zaczynu, dzięki któremu z mąki może powstać smaczny i wartościowy pokarm. Wszystko, co pochodzi od Boga, jest pożyteczne dla człowieka. Przynosi mu korzyść także prawdziwa religia. Wbrew różnym fałszywym opiniom ona nikomu nie szkodzi. Wrogie człowiekowi, a nawet niszczące go, są tylko religie fałszywe, sekty, ideologie polityczne i ekonomiczne, które przeszkadzają budowaniu królestwa Bożego, opartego na szczerej i życzliwej miłości każdego człowieka do wszystkich bez wyjątku ludzi. O królestwo oparte na prawdzie i miłości wzajemnej powinniśmy się często modlić, np. wypowiadając bardzo świadomie słowa modlitwy Ojcze nasz: „Przyjdź królestwo Twoje. Bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”. Królestwo Boże budujemy nie tylko modlitwą, ale także każdym czynem wypływającym z miłości do Boga i ludzi. Pogłębia się ono w nas i tworzy się wokół nas, gdy w codziennych sytuacjach kierujemy się dobrocią, uczciwością, gdy przebaczamy sobie i okazujemy wzajemną pomoc.

 

10. Modlitwa o rozszerzanie się królestwa Bożego. W danej nam przez Jezusa modlitwie Ojcze nasz prosimy o królowanie Boga nie tylko słowami: „Przyjdź królestwo Twoje”. Wszystkie inne prośby tej modlitwy są wypraszaniem czegoś, co ma związek z szerzeniem się królestwa Bożego i jego umacnianiem się w nas i poza nami. Pogłębi się ono, gdy ludzkość zrozumie, że ma tylko jednego Ojca, „naszego Ojca” – Tego, który jest w niebie. Jego królestwo umocni się, gdy mieszkańcy naszej planety lepiej zrozumieją, że są braćmi i siostrami. Królowanie Boga nastanie, gdy Jego imię będzie powszechnie uznane za święte, a Jego wola będzie wypełniana na ziemi tak, jak jest z radością przyjmowana i spełniana przez mieszkańców nieba. Umocni się królestwo Boże, gdy mieszkańcy ziemi będą patrzeć nie tylko na to, co się na niej znajduje – zwłaszcza na jej bogactwa materialne – ale wzniosą swoje spojrzenia w stronę nieba, w którym Ojciec wraz Synem i Duchem Świętym przygotował mieszkanie dla każdego człowieka. Boże królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju rozszerzy się, gdy mieszkańcy naszej pięknej planety otrzymają nie tylko chleb powszedni dla ciała, ale także dla ducha – zwłaszcza słowo Boże i Eucharystię. Królestwo Boże nadejdzie ze swoją mocą, gdy ludzkość rzuci się z ufnością w ramiona miłosiernego Ojca ze szczerym wołaniem: „Ojcze nasz... Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Wzajemne przebaczenie sobie krzywd usunie wojny.  Boże królestwo dobra, miłości, miłosierdzia, prawdy i pokoju powstanie w moim sercu i poza nim, gdy dobry Ojciec niebieski umocni nas wobec licznych pokus i gdy wybawi nas od zła i jego głównego źródła – diabła. (Więcej o prośbach modlitwy Ojcze nasz" tutaj: [1] [2])

 

Troska o wieczne zbawienie

Tak nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy.22 Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich:23 Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli.24 Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście.25 Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś.26 Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!27 Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych.28 Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym.29 Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi.30  (Łk 13,22-30)

 1. Jezus wszystko czyni dla naszego zbawienia. Pytanie o to, „czy tylko nieliczni będą zbawieni” (Łk 13,23), zostało umieszczone przez Ewangelistę po krótkim wymienieniu tego, co Jezus zrobił dla naszego zbawienia. I tak – jak pisze św. Łukasz – Zbawiciel „ nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy.” (Łk 13,22) Jezus szedł do ludzi ze swoją Ewangelią, czyli ze zbawczym słowem Bożym. Idąc przez miasta i wsie zbliżał się do ich mieszkańców, aby ich ocalić i uszczęśliwić na wieki w niebie. A przede wszystkim, także dla naszego zbawienia, odbywał swoją podróż do Jerozolimy – miasta, w którym miał oddać życie na krzyżu, aby uwolnić nas z mocy grzechów i otworzyć nam zamknięte bramy niebios. Wszystko to Jezus czynił z pełną świadomością i miłością. Przyświecał Mu jedyny cel: nasze wieczne szczęście, czyli zbawienie. Aby je osiągnąć, trzeba przyjąć Jezusa wraz z Jego Ewangelią i innymi łaskami, które nam wysłużył umierając na krzyżu.

 

2. Sam człowiek może siebie wykluczyć z grona zbawionych. Jeśli chodzi o ilość zbawionych, to nie ma ograniczeń ze strony Boga. On pragnie zbawić każdego. Ojciec niebieski chce, aby każdy stworzony przez Niego człowiek znalazł się w Jego domu na zawsze. Jezus Chrystus umarł na krzyżu za wszystkich ludzi. Duch Święty – w sobie wiadomy sposób – chce doprowadzić do nieba każdego człowieka. Jeśli jednak ktoś zbawienia nie osiągnie, to nie stanie się tak z powodu braku pomocy Bożej, lecz z winy samego człowieka, który zupełnie świadomie i dobrowolnie wszedł na drogę zła, grzechu, nienawiści, egoizmu i niesprawiedliwości i nie chce z niej zejść. Ci, którzy wybrali nieprawość i nie chcieli aż do śmierci zaprzestać jej czynienia, usłyszą surowe słowa Pana: „Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!” (Łk 13,27)

 

3. Tajemnica ilości zbawionych i potępionych. Raz ktoś zapytał Jezusa: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?” (Łk 13,23) Wielu przez wieki stawiało to samo pytanie, niekoniecznie Jezusowi, lecz bardzo często – tylko samemu sobie. Do zadających je można zaliczyć także licznych teologów, zastanawiających się nad tym, ilu wejdzie do nieba, a ilu się potępi. Ci znawcy nauk teologicznych, zarówno z przeszłości lub żyjący dzisiaj, próbują – jakby zamiast Jezusa – odpowiedzieć na nurtujący wielu problem zbawienia i potępienia. W zależności od swojej „fantazji” teologicznej dają różne odpowiedzi. Jedni mówili lub mówią o piekle zapełnionym po brzegi; o piekle, w którym znajdzie się prawie cała ludzkość, bo tylko nieliczni dostaną się do nieba. Inni natomiast mówią o piekle pustym. Jeszcze inni wręcz negują jego istnienie. Ci wszyscy myśliciele powinni pamiętać, że Jezus nie udzielił odpowiedzi na pytanie dotyczące liczby zbawionych, chociaż mógłby jej udzielić bez najmniejszego ryzyka pomyłki. Nie uczynił tego, lecz pouczył, że to nie zastanawianie się nad liczbą zbawionych i potępionych jest dla nas owocne, lecz prawdziwe dążenie do zbawienia, które On nam przyniósł.

 

4. Nie teoretyzować o zbawieniu, lecz troszczyć się o nie. Jezus nie udzieli odpowiedzi na postawione Mu pytanie, czy tylko nieliczni będą zbawieni (por. Łk 13,22). Nie powiedział, że jedynie niewielu się zbawi. Zadający Jezusowi pytanie człowiek zamiast odpowiedzi otrzymał jednak coś bardziej pożytecznego dla niego i dla innych ludzi wszystkich czasów. Jemu i nam Jezus zwrócił uwagę na to, że lepiej troszczyć się realnie o zbawienie swoje i innych ludzi, niż próbować rozwiązać zagadnienie, które na ziemi pozostanie nieprzeniknioną tajemnicą. Zamiast zastanawiać się nad tym, ilu się zbawi, a ilu potępi, lepiej jest troszczyć się o to, aby jak najwięcej ludzi poszło zaraz po śmierci do nieba. Nikt nie zbawi samego siebie ani innych przez samo tylko zastanawiania się nad liczbą zbawionych i potępionych. Można jednak osiągnąć zbawienie przez wykorzystanie udzielonej przez Boga pomocy do dobrego życia. Teoretyzowanie na temat ilości zbawionych nic nie daje ludziom, których zbawienie jest zagrożone. Można im jednak realnie pomóc, modląc się za nich, głosząc im roztropnie Ewangelię i ponosząc dla ich zbawienia różne ofiary wypływające z miłości. Zamiast teoretyzować co do liczby potępionych, lepiej poważnie zastanawiać się nad tym, co mogę zrobić, aby jak najmniej ludzi znalazło się tam, gdzie będzie wieczny „płacz i zgrzytanie zębów” z powodu utraconego na zawsze zbawienia (por. Łk 13,28).

 

5. Wejście przez „ciasne drzwi”. Zamiast wyjaśniać, ilu osiągnie zbawienie, a ilu zbawionych nie będzie, Jezus powiedział nie tylko do pytającego Go człowieka, lecz do wszystkich ludzi, a więc i do każdego z nas: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi” (Łk 13,24). Aby przynaglić do wchodzenia przez nie, dodatkowo jeszcze wyjaśnia, że w pewnym momencie zostaną one zamknięte przez „Pana domu” (Łk 13,25). Tymi ciasnymi drzwiami królestwa jest Chrystus. Przechodzą przez tę Bramę ci, którzy się do Niego upodabniają, kierując się miłością do Boga i do bliźnich. Nie przechodzą przez „ciasne drzwi” – i przez to znajdują się na zewnątrz Bożego królestwa dobra i prawdy – ci, którzy za zasadę życia przyjęli wygodny egoizm, sprzeciwianie się prawdzie i dobru – Bogu. Przejść przez „ciasne drzwi” miłości można tylko za życia ziemskiego. W chwili śmierci ta brama, przez którą każdy mógł przejść, zostaje „zamknięta” i dusza człowieka znajduje się albo przed nią, na zewnątrz, albo za nią, czyli w Bożym królestwie. Zamknięcie drzwi przez Pana domu oznacza, że skończył się dla człowieka czas dokonywania wyboru. Po śmierci jest się już albo po jednej albo po drugiej stronie drzwi królestwa Bożego czyli albo w niebie, albo w piekle.  Dusze znajdujące się w czyśćcu są już „za drzwiami królestwa”, jednak jakby w jego „przedsionku”, w którym muszą się jeszcze oczyścić i dojść do miłości doskonałej. W tym możemy im pomóc naszymi modlitwami, dobrymi czynami i znoszonymi z miłości ofiarami.

 

6. Zbawienie niektórych ludzi jest zagrożone. Pan domu, czyli Jezus, po zamknięciu drzwi powiedział do tych, którzy dobrowolnie nie weszli do środka i przez to pozostali na dworze: „Nie wiem, skąd jesteście” (Łk 13,25). „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!” (Łk 13,27). Kiedyś ten sam Jezus powiedział zupełnie inne słowa o tych, którzy słuchali Go i wypełniali wolę Ojca niebieskiego: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mt 12,49-50). Tak więc od sposobu życia zależy, kim jesteśmy dla Chrystusa: albo „nieznajomymi” z powodu czynionej niesprawiedliwości, albo „bliskimi” jak brat, siostra lub matka, dzięki wypełnianiu woli Bożej. Możemy należeć do grupy tych, którzy nie weszli do królestwa Bożego, albo do tych, którzy przeszli przez jego ciasne drzwi miłości, wypełniania woli Bożej, i znaleźli się w nim, stali się jego obywatelami.

 

7. Zdziwienie stojących przed zamkniętymi drzwiami. Słowa tych, którzy nie weszli przez ciasne drzwi do wnętrza królestwa Bożego, wskazują na ich zdziwienie zaistniałą sytuacją. Stoją bowiem na zewnątrz, przed zamkniętymi przez Pana domu drzwiami. Ponadto Ten, który je zamknął przed nimi, mówi, że nie wie, skąd są (por. Łk13,25). Dziwią ich usłyszane słowa. Przypominają Mu więc: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą i na ulicach naszych nauczałeś.” (Łk 13,26) Nic to nie pomaga. Powtórnie słyszą: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!” (Łk 13,27) Słowa te są ostrzeżeniem nie tylko dla ludzi współczesnych Chrystusowi, ale i dla nas. Jeśli bowiem ktoś stale niesprawiedliwie postępuje nie tylko wobec ludzi, ale nawet względem Boga – bo Go traktuje tak, jakby nie był dobrym Ojcem, lecz naszym wrogiem – i nie chce tego zmienić, to nie może liczyć na zbawienie. Ludziom, którzy zniszczyli w sobie miłość do Boga i do ludzi przez popełniane niesprawiedliwości i brak nawrócenia, nie pomogą próby tłumaczenia się przed Panem domu, przed którym staną w chwili śmierci: „Dlaczego nie możemy wejść do nieba? Przecież byliśmy dobrymi katolikami. Przecież staliśmy przy Twoim stole eucharystycznym, a Twoje słowa były czytane,  głoszone i wyjaśniane w naszych kościołach. Przecież...”.

 

8. Pierwsi i ostatni. Jezus powiedział: „Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi.” (Łk 13,30) Przykładem tych ostatnich, którzy zostali uczynieni pierwszymi, jest Maryja. Uważała siebie jedynie za służebnicę Pańską. Nie należała do wielkich tego świata, a jednak w królestwie Bożym zalicza się do „pierwszych”. Należy do nich, bo weszła do królestwa Ojca przez ciasne drzwi głębokiej wiary, miłości i całkowitego zaufania Bogu. Jako „pierwsza” stanęła przed ciasnymi drzwiami, przed Jezusem.

W niebie znajduje się wielu ludzi skromnych, prostych i nieznanych, jak nieznana była Maryja za swojego życia na ziemi. Nie byli dostrzegani lub uważano ich za margines społeczny, za ludzi bez znaczenia. Często może wyśmiewano ich lub jeszcze inaczej prześladowano za dobroć i głębokie zaufanie Bogu. Jednak to oni jako pierwsi ustawili się przed ciasnymi drzwiami królestwa Bożego i przeszli przez nie dzięki posiadanej pokornej miłości, uformowanej przez przyjęte słowo Boże. Wyprzedzili wielu wielkich tego świata, którzy stali się ostatnimi w zdobywaniu nieba, bo nie kierowali się miłością lub była ona w nich niewielka, przytłumiona próżnością, egoizmem, grzechami i zewnętrznym splendorem. Byli tylko pozornie pierwszymi, bo nie żyli zgodnie z nauczaniem Chrystusa; bo nie stali się w służeniu „niewolnikami” bliźnich (por. Mt 20,27); bo uwiodła ich pozorna mądrość, będąca sprytem w spełnianiu swoich egoistycznych pragnień i zachcianek.

 

9. Tylko pozornie pierwsi. Pierwszeństwo w królestwie Bożym osiągają tylko ci, którzy szczerze służą innym z miłością, tak jak to czyni Jezus. On sam nas o tym pouczył słowami: „A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,27-28). Służba ta jednak musi być autentyczna. Nie można udawać miłości, dobroci, hojności, poświęcenia, ofiarności. Niektórzy jednak to czynią i udają tylko, że służą. Postępują obłudnie jak Ananiasz i Safira (por. Dz 5,1-11), którzy chcieli uchodzić w oczach ludzi za wyjątkowo hojnych, ofiarnych i służących innym pieniędzmi z całego rzekomo sprzedanego majątku. Nie było to jednak prawdą, lecz oszustwem. Nie mieli bowiem ducha miłości, ofiarności ani pragnienia ofiarnego służenia innym. Chcieli jednak uchodzić w oczach ludzi za takich, którzy poświęcili wszystko dla innych, chociaż tak nie było, bo zatrzymali dla siebie część zapłaty za sprzedaż. Fakt ten jednak usiłowali zachować w tajemnicy przed innymi. Postąpili w tak obłudny sposób, aby ludzie podziwiali ich tak, jak byli pełni podziwu dla Józefa Barnabasa, który rzeczywiście sprzedał posiadaną ziemię, a pieniądze przyniósł i złożył u stóp Apostołów”, aby nimi wspierali potrzebujących (por. Dz 4,34-37). W królestwie Bożym nie liczą się pozory, lecz autentyczne życie, które albo jest oparte na miłości, albo nie ma z nią nic wspólnego. Albo jest się naprawdę pierwszym i wielkim przez miłość, albo należy się do tych „ostatnich”, którzy kierują się egoizmem.

 

10. Ostatni udający pierwszych. W polityce, kulturze, w strukturach kościelnych można spotkać ludzi na eksponowanych stanowiskach, znanych, zauważanych, błyskotliwych. Niektórych z nich zalicza się do różnego rodzaju „elit”. Nie zawsze jednak ci wielcy są wielkimi i pierwszymi w królestwie Bożym. Nie sława i rozgłos o tym decyduje, lecz ich miłość do Boga i do ludzi. Podobnie jest z każdym z nas.

Ostrzeżenie przed Herodem

W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli Mu: Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić.31 Lecz On im odpowiedział: Idźcie i powiedzcie temu lisowi: Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu.32 Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jerozolimą.33 (Łk 13,31-33)

1. Nieudana próba zastraszenia Jezusa. „W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli Mu: Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić.” (Łk 13,31) Ludzie ci nie powiedzieli Jezusowi wszystkiego. Poinformowali Go bowiem tylko o złych zamiarach Heroda, nie powiedzieli Mu jednak o tym, że bardziej od niego chcą Go zabić ludzie podobni do nich, ludzie związani ze świątynią Jerozolimską. Trudno przypuszczać, by złośliwie nastawieni do Jezusa faryzeusze z troski o Niego powiedzieli Mu o zamiarach Heroda. Chodziło im raczej o to, by Jezusa nastraszyć i zniechęcić Go do pójścia do Jerozolimy na święto Paschy. Gdyby im się udało to zrobić, z pewnością donieśliby o tym duchownym ze świątyni, którzy mogliby Go oskarżyć nie tylko o tchórzostwo, ale jeszcze bardziej o lekceważenie religijnych zwyczajów żydowskich. Dlatego Jezus dał im do zrozumienia, że do Jerozolimy się uda. Pójdzie tam, chociaż wie, że czeka Go śmierć, „bo rzecz niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jerozolimą” (Łk 13,33).

 

2. Ukryte lisy, podżegające do zła. Kiedy Jezus usłyszał ostrzeżenie faryzeuszów przed Herodem, który rzekomo chciał Go zabić, odpowiedział im: „Idźcie i powiedzcie temu lisowi: Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu.” (Łk 13,32) Można się zastanawiać, czy określenie „lis” odnosi się do Heroda. Może Jezus porównał do tego zwierzęcia wszystkie anonimowe osoby ze świątyni, które mogły posłać faryzeuszów, aby przestraszyli Go rzekomymi zamiarami Heroda. Jezus wiedział wszystko, wiedział więc, że najbardziej szukali Jego śmierci arcykapłani, faryzeusze, uczeni w Piśmie i zwolennicy Heroda (por. Mk 12,12-13; Mk 3,6). Natomiast o samym Herodzie wiedział, że był zaintrygowany Jego cudami i tym, co o Nim mówiono, i że chciał Go zobaczyć (por. Łk 9,9). Także w dzisiejszych czasach nie brakuje ukrytych „lisów”, kierujących różnymi zbrodniami i masowym deprawowaniem całej ludzkości. Często są karani tylko wykonawcy zbrodniczych czynów, a sami zleceniodawcy chowają się jak lisy w norach.  Są jednak ukryci tylko przed ludźmi. Bóg wie, kim są i co czynią. I rozliczą się kiedyś przed Nim z tego, co zrobili.

 

3. Wierne wypełnianie swojej misji przez Jezusa. Nie tylko Herodowi, ale tym wszystkim, którzy mieli zamiar Go zabić – czyli wszystkim ukrytym „lisom” – Jezus polecił powiedzieć, że nie zmieni swoich planów ze strachu przed nimi. Nie zmieni ich, chociaż wie, że wkrótce będzie „u kresu”. Nikt Go straszeniem śmiercią nie zmusi do zaniechania czynienia dobra, którym było wyrzucanie złych duchów i dokonywanie uzdrowień. Będzie to dobre dzieło nadal kontynuował przez symboliczne „dziś i jutro” (por. Łk 13,32), udzielone Mu przez Ojca. Dopiero gdy je wypełni, pojawi się w Jerozolimie, dla dopełnienia go przez swoją zbawczą śmierć i zmartwychwstanie.

 

4. Plany Boże ponad ludzkimi planami. Tym, którzy ostrzegali Jezusa przed Herodem i straszyli Go śmiercią, dał On do zrozumienia, że nie każdy, kto Go chce zabić, będzie mógł to uczynić. Nad wszystkim bowiem jest Bóg. Dopuści On do Jego śmierci krzyżowej na Golgocie, ale będzie to śmierć, która przyniesie światu zbawienie. Wcześniej nikt nie podniesie na Niego ręki. W ciągu dziejów zawsze ludzie mieli różne złe zamiary, na szczęście jednak nie wszystkie udało im się zrealizować. Bóg dopuszcza tylko takie zło, z którego swoją wszechmocą potrafi wyciągnąć większe dobro. Ono jednak ujawnia się dopiero po pewnym czasie. Pełne zwycięstwo dobra nad złem oraz każde wyciągnięte przez Boga ze zła dobro ujawni się na sądzie ostatecznym, na którym staną się jawne skutki dobrych i złych działań i słów ludzi, oraz wszystkie formy dobra, które pojawiło się w historii wskutek Bożego działania.

Miasto zabijające Bożych posłańców

Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście.34 Oto dom wasz [tylko] dla was pozostanie. Albowiem powiadam wam, nie ujrzycie Mnie, aż <nadejdzie czas, gdy> powiecie: Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie.35 (Łk 13,34-35)

1. Miasto opierające się Bożemu działaniu. Jezus mówi o mieście, które odrzuca przynoszone mu przez Boga ocalenie:  „Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani”. (Łk 13,34) Każde miasto to nie tylko budowle, ale przede wszystkim jego mieszkańcy, utworzeni przez konkretne osoby. I to one właśnie działają w jakiś sposób. To nie mury miast, lecz konkretne jednostki – indywidualnie lub grupowo – zabijały proroków i kamieniowały Bożych posłańców. Oporne na działanie Boże Jeruzalem może być symbolem każdego pojedynczego człowieka. Jest on jak miasto, które potrafi przyjąć Bożych posłańców lub ich odrzucić; żyć według słowa Bożego lub je zlekceważyć; przyjąć ofiarowaną łaskę lub ją zmarnować. Każdy człowiek jako swoiste „miasto” w jakiś konkretny sposób taktuje Boga. Albo pozwala Mu w sobie zamieszkać, albo nie zezwala na to i odrzuca Go od siebie.

 

2. Opór wobec jednoczącego działania Bożego. Nie trzeba dowodzić, że w świecie ogarniętym wojnami nie ma jedności. Nie ma jej również w założonym przez Jezusa Kościele, który w ciągu wieków rozpadł się na różne wyznania chrześcijańskie, często wrogo nastawione wzajemnie do siebie. Dlatego nad światem i Kościołem Jezus ciągle musi powtarzać słowa, które wypowiedział pod adresem miasta, w którym został ukrzyżowany: „Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto dom wasz [tylko] dla was pozostanie.” (Łk 13,34) Do dzisiaj brzmi skarga i wyrzut Jezusa: „Tak, nie chcieliście... Nie chcieliście tej jedności, jaką tylko ja mogę dać Kościołowi i światu”. Wyznania chrześcijańskie zamiast jednoczyć się przy Chrystusie, nieraz dzielą się w imię Tego, który jest ich jedynym i świętym Założycielem.

 

3. Dom wasz tylko dla was pozostanie. W Jerozolimie lub blisko niej mieszkali przywódcy religijni wrogo nastawieni do Jezusa. Jednak nie tylko to miasto było miejscem zamieszkania Jego wrogów. W wielu miejscowościach pojawiali się faryzeusze i im podobni ludzie, którzy chcieli się pozbyć Chrystusa przez zabicie Go. Ta grupa ludzi miała jedno wielkie pragnienie: usunąć Jezusa, sprawić, by znikł ze wszystkich miejscowości, by przestał nauczać i pozyskiwać nowych wyznawców. Chcieli, aby ziemie zamieszkałe przez wyznawców judaizmu przestały być domem dla Niego. Pragnęli wszystkie miasta i wioski uczynić wyłącznie swoją własnością, swoim domem, w którym nie będzie miejsca dla Niego. I tak się stało przez ukrzyżowanie Go. Odtąd Jerozolima i inne miejscowości zamieszkałe przez wyznawców judaizmu stały się wyłącznie ich domem, tak jak to zostało im zapowiedziane przez Zbawiciela: „Oto dom wasz tylko dla was pozostanie. Albowiem powiadam wam, nie ujrzycie Mnie, aż nadejdzie czas, gdy powiecie: Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie”. (Łk 13,35) Dzisiaj wielu zachowuje się jak religijni przywódcy żydowscy, jak faryzeusze i uczeni w Piśmie nienawidzący Jezusa. Mówią: „W naszym domu, w naszej rodzinie, w naszym kraju nie chcemy Chrystusa”.  I żyją bez Niego, układają wszystko bez Niego, opierając się na różnych „wspólnych wartościach”, które często nie są żadnymi wartościami, lecz zasadami i ideologiami niszczącymi życie moralne jednostek, rodzin i państw.

 

4. Dom wspaniały lub zrujnowany. Każdy może postąpić z Chrystusem tak, jak to uczyniła Jerozolima. Można Go usunąć ze swojego życia, tak jak to  uczynili żydowscy  przywódcy religijni, którzy mieli nadzieję pozbyć się Go raz na zawsze przez zabicie Go. Można jak oni spowodować, że dom naszego życia będzie tylko dla nas samych, bez Niego. Jeżeli ktoś tak postąpi, to spowoduje ruinę swojego życia, tak jak niedługo po śmierci Jezusa Jerozolima została zburzona. I nie ma innej możliwości. Albo pozwolimy Jezusowi, Zbawicielowi świata, zamieszkać w domach naszych serc, albo Go usuniemy, aby bez Niego o wszystkim decydować. Jeśli Go przyjmiemy do domu swojego życia, jeśli według Jego słów i przykładu będziemy formować swoje postępowanie, to osiągniemy świętość i wieczne zbawienie. Jeżeli jednak Go odrzucimy tak jak Jeruzalem, które zabijało proroków i kamienowało tych, którzy byli do niego posyłani (por. Łk 13,34), to wcześniej czy później życie nasze zamieni się w jedną wielką ruinę – na podobieństwo tego miasta, zburzonego przez wojska rzymskie w 70 roku.

 

5. Dom trwały i nietrwały. Jerozolimie i tym, którzy odrzucili Jezusa i doprowadzili do Jego śmierci, zapowiedział On, że dom ich tylko dla nich pozostanie (por. Łk1 3,35). Dla nich – bez Niego, bo Go odrzucili. Okazało się, że ten dom nie pozostał długo w ich rękach: „tylko dla nich”. Nie dopuścili do tego Rzymianie, którzy w 70 roku zburzyli starożytną Jerozolimę. Natomiast Nowe Jeruzalem, Kościół, trwa do dzisiaj. Te dwa wydarzenia pokazują, że dom zbudowany bez Jezusa jest domem zbudowanym na piasku, dlatego nie może się długo ostać; ten  natomiast, kto buduje na fundamencie, którym jest Chrystus, wznosi budowlę trwałą, niezniszczalną (por. Mt 7,24-27). Każdy człowiek i każde społeczeństwo powinno o tym pamiętać, jeśli nie chce popaść w ruinę. Nie da się bowiem zastąpić Jezusa i Jego nauki czymś równie wartościowym.

 

6. Dobro wyprowadzone z wielkiego zła. Widzialny pobyt Syna Bożego na ziemi był dla nas wielką łaską. Dzięki temu, czego dokonał przez swoje wcielenie, działalność, nauczanie,  śmierć i zmartwychwstanie, otwarł się przed człowiekiem inny dom – nie ziemski, lecz niebiański. Okazało się, że Bóg nawet z tak wielkiej zbrodni, jaką było zabicie Jego Syna Jednorodzonego, potrafił wyprowadzić wielkie dobro dla całego świata: jego odkupienie i przyszłe zbawienie. Nawet ci wszyscy, którzy jak arcykapłani, faryzeusze, uczeni w Piśmie i Judasz spowodowali śmierć Jezusa, bo chcieli zagarnąć ziemski dom wyłącznie dla siebie, przyczynili się do otwarcia przed ludzkością innego domu: domu Ojca, w którym jest wiele mieszkań (por. J 14,2). Jednak to nie oni, lecz Jezus Chrystus tam wprowadza tych, którzy nie tylko słowami, lecz całym swoim życiem pełnym wiary, nadziei i miłości wołają do Niego: „Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie” (Łk 13,35).

 

7. „Nie ujrzycie Mnie, aż powiecie...” Póki  człowiek żyje na ziemi, zawsze może się nawrócić, nawet jeśli odrzucił Chrystusa jak Jerozolima. Dzięki Bożej pomocy, dzięki łasce Zbawiciela i Ducha Świętego, każdy może na nowo przyjąć Go i wypowiedzieć płynące z głębi duszy słowa: „Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie”. (Łk 13,35) Nawet naród, który w większości odrzucił Jezusa jako Syna Bożego, Mesjasza i jedynego Zbawiciela, może do Niego wrócić. Święty Paweł zapowiada, że tak się kiedyś stanie i że to wydarzenie będzie czymś bardzo ważnym dla świata. „Bo jeżeli ich odrzucenie przyniosło światu pojednanie, to czymże będzie ich przyjęcie, jeżeli nie powstaniem ze śmierci do życia?” (Rz 11,15)

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski


 



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań