Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 12


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18


Ostrzeżenie przed faryzejską obłudą

Kiedy wielotysięczne tłumy zebrały się koło Niego, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów.1 Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome.2 Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach.3 (Łk 12,1-3)

1. Pouczenie swoich uczniów przez Jezusa. Zanim wielotysięczne tłumy zebrały się koło Jezusa, najpierw pouczył On swoich uczniów. Powiedział im: „Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów”. (Łk 12,1) Jezus skierował to pouczenie do swoich uczniów, bo wiedział, że również ich będzie atakować pokusa udawania doskonałości, świętości, pobożności, a nawet miłości do Boga i do ludzi. Jezus wymaga od swoich uczniów autentyczności. Oczekuje jej od każdego z nas.

 

2. Trudność ukrycia swojej obłudy. Nieraz człowiek chce – tak jak faryzeusze – ukryć swoje złe postępowanie przez obłudę, która jest udawaniem. Jezus poucza, że każde takie nieszczere działanie zostanie zdemaskowane: „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome” (Łk 12,2). Obłudne działanie samo się demaskuje, bo nie można w pełni ukryć złośliwości, nieżyczliwości, zazdrości, pychy i innych wad. Nie może się czuć bezpiecznym także człowiek, który działa źle w ukryciu. Wiele złych czynów, przestępstw, zbrodni – sprytnie ukrywanych – wychodzi na światło dzienne. Wiele faktów historycznych, fałszowanych i ukrywanych, po jakimś czasie ukazuje się. Zapowiada to przyszły sąd, którego dokona wszechwiedzący Bóg. Każda forma obłudy, zakłamania i udawania zostanie zdemaskowana. Staną się jawne także czyny dokonane w ukryciu. Dotyczy to nie tylko złych działań. Przede wszystkim ukryte dobro stanie się powszechnie znane. Jezus zapowiada: „wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach” (Łk 12,3).

 

3. Kwas obłudy. Wielotysięczne tłumy zebrały się koło Jezusa, „tak że jedni cisnęli się na drugich” (Łk 12,1). Ludzie ci byli – tak jak wszyscy inni – grzeszni, słabi, niedoskonali. Szli jednak do Zbawiciela, bo widzieli w Nim kogoś prawego, w kim mogą znaleźć ratunek w różnych swoich słabościach i nieszczęściach. Z innym nastawieniem przychodzili do Niego faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ci, w przeciwieństwie do tłumów, widzieli w Jezusie zagrożenie dla siebie. Widzieli kogoś, kto demaskuje ich obłudne podwójne życie. Spotykali się z Nim tylko po to, by Go „podchwycić na jakimś słowie”. (Łk 11,54) Nie przychodzili do Jezusa po to, by znaleźć umocnienie w trudnej pracy nad poprawianiem swojego postępowania. Chcieli się Go pozbyć, aby móc nadal trwać w swojej obłudzie. Pragnęli Jezusa skompromitować przed ludźmi, aby móc nadal ich „zakwaszać” kwasem swojej faryzejskiej obłudy.

 

4. Obłuda przed Bogiem i samym sobą. Najczęstszą formą obłudy jest udawanie czegoś dobrego przed innymi ludźmi. Ale obłudne zakłamanie może się zwracać zuchwale nawet w stronę wszechwiedzącego Boga. Zdarza się, że ktoś tłumaczy Bogu, jaki jest dobry, a zło czyni tylko dlatego, że „musi” je czynić lub dlatego, że jest bardzo słabą istotą. Takim zakłamaniem wobec Boga odznaczał się faryzeusz, który poszedł do świątyni po to, by się przechwalać przed Wszechwiedzącym (por. Łk 18,9-14). Oprócz okłamywania ludzi i Boga obłudny człowiek usiłuje oszukiwać także siebie, gdyż przez usprawiedliwianie swojego złego postępowania chce „dobrze wypaść” również przed samym sobą.

 

Męstwo połączone z uzasadnionym lękiem

Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą.4 Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie!5 (Łk 12,4-5)

1. Ma moc wtrącić do piekła. Po ostrzeżeniu przed faryzejskim kwasem obłudy Jezus wyjaśnia, kogo nie trzeba się bać, a kogo obawiać się należy. Nie trzeba się bać tych, którzy zabijają ciało, a duszy nie potrafią zaszkodzić. Prześladowcy uczniów Chrystusa, zadając im śmierć, przyśpieszają ich zbawienie. Dlatego ich nie trzeba się bać. Obawiać się powinniśmy Tego, który po śmierci ciała ma moc wtrącić do piekła. Takiej mocy nie posiadają ani ludzie, ani złe duchy. Żaden człowiek nie ma takiej władzy, by kogoś wtrącić do piekła. Nawet złe duchy takiej mocy nie posiadają, bo gdyby ją miały, to wszystkich ludzi przemocą doprowadziłyby do potępienia. Tylko Bóg „po zabiciu ma moc wtrącić do piekła” (Łk 12,5). Posiada taką moc, ponieważ jest wszechmogący. Na szczęście Bóg nie jest okrutną wszechmocą. Jest wszechmogącym dobrym i miłosiernym Ojcem. Dlatego nigdy nie posługuje się niesprawiedliwie swoją mocą wtrącania do piekła. Nie używa swojej potęgi samowolnie i w bezrozumny sposób. Nigdy nie wtrąca do piekła człowieka, który starał się żyć dobrze. Nawet największego grzesznika nie pośle do piekła, jeśli będzie szczerze szukał Jego miłosierdzia. Wszechmocny Stwórca dopuszcza do potępienia się tylko tych, którzy świadomie wzgardzili Jego łaską i zupełnie dobrowolnie przylgnęli do tego, co „wtrąca” do piekła, czyli do grzechu, i nawet w chwili śmierci nie odwrócili się szczerze od zła, które popełnili, i nie szukali Bożego przebaczenia. Można powiedzieć, że do piekła wtrąca grzesznika jego upór, zdeprawowanie, przylgnięcie do zła. Dobry i miłosierny Ojciec z bólem serca musi się zgodzić na tragiczny los, który wybiera sobie umierający człowiek, odrzucający nawet w ostatniej chwili życia Jego przebaczenie. Trzeba się bać takiego uporu swojej woli. Należy się obawiać tego, by odrzucony świadomie i dobrowolnie miłosierny Bóg nie pozostawił  nas – bez radości – na zawsze w wybranym przez nas tragicznym stanie. Trzeba się bać tego, by dobry Ojciec z bólem serca nie musiał się zgodzić na wieczne piekło  człowieka, który nie chce być dobry. Trzeba się obawiać świadomego i dobrowolnego popełniania grzechów i tego, by wskutek odrzucenia Bożego miłosierdzia, nie ponosić wiecznych skutków uczynionego przez siebie zła. Trzeba się bać obłudy przed ludźmi, Bogiem i samym sobą, bo uniemożliwia ona szczere nawrócenie się i szukanie Bożego miłosierdzia. Obłuda niszczy zdolność wzbudzenia aktu żalu, płynącego z miłości, i postanowienia poprawy, dlatego może człowieka „wtrącić do piekła”.

 

2. Przyjaciele Jezusa nie muszą się niczego obawiać. Jezus nazywa swoich uczniów przyjaciółmi (por. Łk 12,4; J 15,15). I to właśnie im, swoim przyjaciołom, mówi, że nie powinni się bać prześladowców, „którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą” (Łk 12,4). Boga, dobrego Ojca, też się nie muszą obawiać, bo On – chociaż posiada moc wtrącania do piekła – nigdy się nią nie posłuży w stosunku do tych, którzy żyją w przyjaźni z Jego Synem Jezusem Chrystusem. I my nie potępimy się, jeśli będziemy żyli jak prawdziwi przyjaciele Jezusa, jeśli będziemy Go kochali, trwali przy Nim, stosowali się do Jego pouczeń, przyjmowali owocnie łaski, które dla nas wysłużył przez swoją mękę i śmierć. Staniemy się Jego przyjaciółmi, jeśli będziemy się wsłuchiwać uważnie we wszystko, co nam objawił jako nasz najwierniejszy Przyjaciel, który powiedział: „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15,15). Przyjaciele Jezusa powinni się obawiać tylko jednego: tego, by nie zdradzić Go, nie zerwać przyjaźni z Nim. Powinni bać się także tych ludzi, którzy swoimi podstępnymi pouczeniami, radami, przykładem i wydawanymi niemoralnymi prawami, zachęcają do odejścia od prawdziwego Boskiego Przyjaciela.

 

3. Śmierć nie jest unicestwieniem. Gdybyśmy nie mieli nieśmiertelnej duszy, to bezsensowne byłoby pouczenie Jezusa: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą” (Łk 12,4). W tym zdaniu Chrystus stwierdza, że zabicie ciała nie jest unicestwieniem człowieka jako osoby, lecz jakby jednym z wielu „wydarzeń” w jego istnieniu. Po zabiciu ciała żyje on nadal duchowo w jakimś „potem”, nad którym zabójcy ciała nie mają już władzy i dlatego nic więcej mu już nie mogą uczynić. Tym „potem” jest dalsze istnienie duchowe. Dzięki nieśmiertelnej duszy człowiek nie przestaje istnieć po śmierci jako osoba. Do czasu powszechnego zmartwychwstania ciał nadal żyje na sposób duchowy, posiada rozum, świadomość i wolną wolę. Jako żyjąca istota nadal przeżywa wszystko, co się z nim dzieje, odczuwa szczęście zbawienia albo cierpienie czyśćca lub potępienia. Przez śmierć wchodzi do wiecznego szczęścia ten, kto umiera jako wierny przyjaciel Chrystusa.

 

4. Po zabiciu... To nie Bóg zabija człowieka, lecz ludzie, zwierzęta, choroby, proces starzenia się. Zabija człowieka brak harmonii, który pojawił się po grzechu pierwszych rodziców w świecie, stworzonym przez Boga jako dobry. Stwórca nie po to dał istnienie człowiekowi, aby zabijać jego ciało lub duszę. W Księdze Mądrości czytamy, że „śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących”. (Mdr 1,13)  „Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.” (Mdr 2,23-23) To zły duch i uległy mu człowiek wprowadzili nieład w stworzonym świecie. Przez swoje nieposłuszeństwo nieśmiertelnemu Bogu, przez oddalenie się od Niego pierwsi rodzice sprowadzili śmierć na świat. Dla dobra ludzkości Bóg musiał zgodzić się na to, aby śmierć dotknęła człowieka. Nie chciał, by zdeprawowane przez grzech rozumne istoty żyły wiecznie na ziemi. Ich nieśmiertelność bowiem sprzyjałaby wiecznie trwającemu, coraz to większemu psuciu się, degradowaniu się i zamienianiu w piekło świata, który został stworzony jako dobry.

 

Wielka wartość każdego człowieka w oczach Bożych

Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych.6 U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.7 (Łk 12,6-7)

1. Wszystkie włosy policzone. Chcąc podkreślić wartość każdego człowieka w oczach Boga i Jego troskę o nas, Jezus mówi: „U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone” (Łk 12,7). Liczymy coś, co ma dla nas wartość, np. pieniądze, cenne przedmioty, aby tego nie stracić lub szybko wykryć stratę. Jezus mówi, że wszystkie włosy mamy policzone. Chce przez to powiedzieć, że posiadamy przed Bogiem ogromną wartość, o wiele większą niż wróble, o których On pamięta, chociaż mają niewielką wartość. Przecież  pięć tych ptaków sprzedaje się za niewielką sumę pieniędzy. O znaczeniu każdego człowieka Chrystus przypomina swoim uczniom, aby nie pomyśleli, że prześladowania, które na nich spadną, będą wynikiem Bożego zapomnienia albo tego, że stracili już w Jego oczach wartość. O żadnym człowieku Bóg nie zapomina, zwłaszcza o uczniach Jezusa, i nie pozwoli nikomu bezkarnie tknąć nawet jednego włosa na ich głowie. Nie należy też myśleć, że wszechmocny Bóg okaże się zbyt słaby wobec tych, którzy zabiją Jego Syna, Jezusa Chrystusa, i Jego uczniów. Prześladowania będą dopuszczone przez Boga, aby mógł się w pełni zrealizować Jego zbawczy plan, którego my na ziemi nie potrafimy w pełni zrozumieć, tak jak trudno nam do końca pojąć odkupienie, które dokonało się przez śmierć krzyżową Jezusa. Pomimo braku zrozumienia różnych przykrych doświadczeń, które na nas spadną, powinniśmy zawsze ufać Bogu i wierzyć, że jesteśmy dla Niego stworzeniami o wielkiej wartości. On przecież uczynił nas swoimi dziećmi.

 

2. Boży przykład troski o stworzenia. Bóg troszczy się o wszystko, co stworzył. Ma w swojej ojcowskiej opiece przede wszystkim człowieka, którego „nawet włosy na głowie wszystkie są policzone”, i nie zapomina o wróblach, które nie posiadają wielkiej wartości materialnej (por. Łk 12,6-7). Tę Boską opiekuńczość powinniśmy naśladować w sposób rozumny, troszcząc się o przyrodę i o ludzi. Jednak nigdy nie wolno stawiać wyżej zwierząt i roślin niż człowieka. W żadnym wypadku nie wolno pomagać zwierzętom kosztem człowieka.

 

3. Śmierć pomimo Bożej troski o człowieka. Wszystkie włosy na głowie człowieka są policzone, a jednak nie omija go śmierć, tak jak są sprzedawane za dwa asy wróble, o których Bóg nie zapomina (por. Łk 12,6-7). W pouczeniu Jezusa zawiera się prawda o tym, że nic nie dzieje się przypadkowo, bez wiedzy Boga. Nawet śmierć, której On nie stworzył, przychodzi za Jego zgodą. Nic i nikt nie może zadać śmierci drugiemu człowiekowi bez zezwolenia Boga. On zaś nigdy nie kieruje się kaprysami, humorami, lecz mądrością i miłością. Pan życia i śmierci dopuszcza ją w momencie najbardziej odpowiednim dla wiecznego losu człowieka. Dla ludzi uświęconych przez życie w przyjaźni z Chrystusem tym najbardziej odpowiednim momentem jest taki, kiedy może zaraz po śmierci doznać szczęścia nieba lub osiągnąć je po jak najkrótszym oczyszczeniu się w czyśćcu. W odniesieniu do ludzi potępiających się najbardziej odpowiednią chwilą śmierci jest ta, kiedy ich zepsucie, mające wpływ na stopień cierpienia piekielnego, jest najmniejsze. Gdyby taki zły człowiek żył dłużej lub krócej, to jego zepsucie byłoby większe, a tym samym bardziej dotkliwe stałoby się jego piekielne cierpienie. Z pouczenia Jezusa o tym, że nic – włącznie ze śmiercią i jej rodzajem – nie następuje bez przyzwolenia kochającego nas Ojca niebieskiego wynika bardzo ważny wniosek praktyczny. Ten mianowicie, że powinniśmy Mu ufać bezgranicznie i przyjąć taki czas i rodzaj śmierci, jaki On dla nas przewidział. Nie musimy dobremu Bogu nic podpowiadać w tej dziedzinie, bo nie jest On okrutnym, bezlitosnym katem, lecz pełnym współczucia Ojcem. Powinniśmy Mu – przynajmniej od czasu do czasu – wyrażać swoją zgodę na przegotowany przez Niego czas i rodzaj naszego przejścia do wieczności i modlić się o swoją dobrą śmierć. Powinniśmy też często żałować za swoje grzechy i, póki to jeszcze możliwe, naprawiać wyrządzone krzywdy. (Więcej na ten temat tutaj)

 

Odwaga w wyznawaniu Chrystusa przed ludźmi

A powiadam wam: Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych;8 a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych.9 (Łk 12,8-9)

1. Przyznawanie się do Jezusa przed ludźmi. Po zapewnieniu, że Bóg nie zapomina o swoich stworzeniach, a szczególnie o ludziach, którzy żyją w głębokiej przyjaźni z Jego Synem, Jezusem Chrystusem, słyszymy zachętę do odważnego przyznawania się do Niego przed ludźmi. Przyznawać się znaczy nie tylko się Go nie zapierać wobec ludzi, lecz ukazywać swoją wiarę w Niego przed bliźnimi nawet wtedy, gdy spotykają nas za to różne prześladowania. Mamy dawać świadectwo o tym, że Jezus nie jest jedynie postacią z przeszłości, lecz zmartwychwstałym, czyli ciągle żyjącym i zbawiającym nas potężnym Panem, Synem Bożym-człowiekiem. Przyznawać się do Jezusa znaczy również przyznawać się do Jego krzyża, czyli nosić go, czcić i pouczać ludzi, że jest on wyjątkowym znakiem miłości Boga do nas i narzędziem odkupienia. Dobrze by było zastąpić różne noszone na szyi amulety, łańcuszki energetyczne, znaki zodiaku i inne dziwaczne wyobrażenia właśnie krzyżykiem – znakiem niepojętej odkupieńczej miłości Boga do nas.

 

2. Różne formy zapierania się Jezusa. Zapierać się przed ludźmi Chrystusa, jedynego Zbawiciela, znaczy publicznie nie przyznawać się do Niego. To zapieranie się może przyjąć różne formy. Jedną z nich jest takie zaparcie się, jakiego dopuścił się Piotr po uwięzieniu Jezusa. Pod wpływem strachu trzykrotnie powiedział, że Go nie zna. Kiedy jednak się opamiętał, a nastąpiło to bardzo szybko, uznał swój zły postępek i gorzko nad nim zapłakał (por. Mt 26,69-75). Swoim późniejszym życiem wykazał, że nie wyparł się Jezusa, bo odważnie Go wyznawał przed ludźmi aż do swojej męczeńskiej śmierci. Z całą pewnością Chrystus nie wyparł się go „wobec aniołów Bożych” (por. Łk 12,9). Ale zapieranie się Chrystusa może przyjąć inną formę, taką jaką reprezentowali faryzeusze i uczeni w Piśmie, którzy uparcie zwalczali Go, usiłowali skompromitować przed ludźmi. Chociaż Duch Święty oświecał ich tak samo jak innych ludzi, to jednak nie szli za tym światłem i tłumili w sobie wszystko, co mogłoby ich doprowadzić do wiary w Chrystusa i przyjęcia swoim życiem Jego Boskiego nauczania. Nie chcieli się stać Jego pokornymi uczniami. Woleli walczyć o utrzymanie swojej roli przywódców religijnych i związanych z tą funkcją przywilejów. Ta forma świadomego i trwałego zaparcia się Jezusa przed ludźmi zasługuje na to, by i On wyparł się ich „wobec aniołów Bożych” (por. Łk 12,9). W naszych czasach można zauważyć jeszcze jedną formę zapierania się Jezusa. Dokonuje się ona przy pozorach wiary w Niego. Tego grzechu dopuszczają się ludzie, którzy deklarują się jako wierzący, jednak – zwłaszcza w dziedzinie moralnej – publicznie opowiadają się za nauką inną niż Ewangelia, np. głosując i ustanawiając prawa inne niż prawo naturalne, Boże, Dekalog.

 

3. Wyparcie się kogoś wobec aniołów Bożych. Zapieranie się Jezusa to dobrowolna rezygnacja z wielkiego daru nadprzyrodzonego dziecięctwa – z tego, by być Jego bratem lub siostrą. Św. Paweł stwierdza: „Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi” (Rz 8,29). Zawartą w tym zdaniu myśl można wyrazić następująco. Jezus Chrystus, Syn Boży, jest najpełniejszym obrazem i podobieństwem Boga Ojca. Bóg od zawsze przeznaczył nas na to, byśmy przez łaskę zostali wszczepieni w Chrystusa i stali się przez to upodobnieni do Niego, Syna Bożego. Dzięki udzielonej nam łasce Jezus Chrystus jest w wielkiej rodzinie dzieci Bożych „pierworodnym”, czyli jakby najstarszym Bratem wszystkich. Przez łaskę zostaliśmy spokrewnieni z Nim i może On o każdym z nas powiedzieć przed Ojcem i aniołami Bożymi: „Oto mój brat, oto moja siostra”. Jeśli ktoś się na stałe zapiera Jezusa przed ludźmi, to rezygnuje z nadprzyrodzonej łaski spokrewnienia z Nim. Odtąd Syn Boży musi się go wyprzeć „wobec aniołów Bożych” (Łk 12,9), czyli zgodnie z prawdą powiedzieć im: „Oto dusza, która nie chce mieć ze Mną nic wspólnego. Oto ten lub ta nie chce być moim bratem lub siostrą”.

 

4. Nie wypierać się przed ludźmi Syna Człowieczego. Jezus nazywa siebie Synem Człowieczym. Chce przez to powiedzieć, że jest prawdziwym człowiekiem, jednak nie jest tak jak inni ludzie synem konkretnej matki i konkretnego ojca, czyli konkretnej pary ludzkiej. Nie ma On ziemskiego ojca, o czym słuchacze nie wiedzieli. Jest On Tym, o którym Daniel w swojej prorockiej wizji powiedział: „Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie” (Dn 7,13-14). Do tego Syna Człowieczego powinniśmy się przyznawać przed ludźmi (por. Łk 12,8-9), abyśmy z Nim i przez Niego zostali wprowadzeni „przed Przedwiecznego”. Nigdy nie powinniśmy się Go wypierać przed ludźmi, bo wyprzemy się Króla, który otrzymał władzę nad wiecznym królestwem, i do tego królestwa nie wejdziemy.

 

Bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu

Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie przebaczone.10 (Łk 12,10)

1. Słowo przeciw Synowi Człowieczemu będzie przebaczone. Świętego Pawła można dać jako przykład kogoś, kto powiedział różne złe słowa „przeciw Synowi Człowieczemu”, a zostało mu to przebaczone. Przed swoim nawróceniem nie tylko nie wierzył w Chrystusa, nie tylko źle mówił o Nim, ale jeszcze prześladował tych, którzy w Niego wierzyli, „głosując nawet za karą śmierci, wiążąc i wtrącając do więzienia mężczyzn i kobiety” (Dz 22,4). Wydawało mu się, że powinien „gwałtownie występować przeciw imieniu Jezusa Nazarejczyka” (Dz 26,9). Po swoim nawróceniu publicznie przyznał się do swojego bezwzględnego traktowania wyznawców Chrystusa w Jerozolimie i w innych miastach. Powiedział: „wziąwszy upoważnienie od arcykapłanów, wtrąciłem do więzienia wielu świętych, głosowałem przeciwko nim, gdy ich skazywano na śmierć, i często przymuszałem ich karami do bluźnierstwa we wszystkich synagogach. Prześladowałem ich bez miary i ścigałem nawet po innych miastach” (Dz 26,10-11). Pomimo swojego okrucieństwa Szaweł nie dopuścił się niewybaczalnego grzechu bluźnierstwa przeciw Duchowi Świętemu. Kiedy bowiem Duch ten zadziałał w Nim swoją potężną mocą, kiedy Jego światło ogarnęło go w drodze do Damaszku, nie sprzeciwił mu się. Poszedł za tym światłem. Z Szawła, który wypowiedział wiele słów „przeciw Synowi Człowieczemu”, stał się Pawłem, gorliwym wyznawcą Chrystusa, Jego wielkim głosicielem.

 

2. Przejście z ciemności do światła jest możliwe. Szaweł, późniejszy św. Paweł, przez długi okres swojego życia zaliczał się do tych, którzy występowali przeciw Chrystusowi. W swoim zaślepieniu okrutnie prześladował Jego wyznawców, uważając ich za „niewiernych”. Zmuszał ich karami do bluźnienia Zbawicielowi (por. Dz 26,11). W głosowaniach opowiadał się za skazywaniem na śmierć tych, którzy wiernie trwali przy Chrystusie (por. Dz 22,4). Trwał w wielkim zaślepieniu, gdyż to swoje okrutne zachowanie uważał za gorliwe służenie Bogu (por. Dz 22,3). Kiedy jednak pod Damaszkiem otrzymał pełne światło Ducha Świętego, uznał z pokorą, że nie jest sprawiedliwym faryzeuszem, lecz grzesznikiem, który prześladuje Jezusa Chrystusa. Nawrócił się, przyjmując trudną do zaakceptowania prawdę o sobie. Uległ Duchowi Świętemu, nie zbluźnił Mu przez dalsze uparte trwanie w swoim uprzednim zaślepieniu, przez uważanie się w dalszym ciągu za „sprawiedliwego”. Wielu jest na świecie ludzi podobnych do fanatycznie zaślepionego Szawła, którym wydaje się, że służą gorliwie Bogu. To, co stało się z Szawłem, pokazuje, że i oni mogą się nawrócić. Trzeba im jednak w tym pomóc naszą pełną wiary modlitwą. Trzeba się za nich modlić wierząc, że dla Ducha Świętego nie ma nic niemożliwego. On nikogo nie opuszcza, nikogo nie zostawia bez pomocy.

 

3. Bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu. Faryzeusz Szaweł zmienił całe swoje życie po oświeceniu, jakiego doznał pod Damaszkiem (por. Dz 9,1-19). Został napełniony Duchem Świętym (por. Dz 9,17) i nie zmarnował tej otrzymanej łaski. Uwierzył w Chrystusa, uznał siebie za Jego prześladowcę. Przestał uważać się za gorliwego sługę Boga. Zrozumiał, że niewiele znaczą faryzejskie uczynki, którymi wielu jego towarzyszy nadal się pyszniło. Nie przeciwstawiał się Duchowi Świętemu, który doprowadził go do zrozumienia tych wszystkich fundamentalnych spraw. Nie bluźnił Mu, przeciwstawiając się otrzymanej od Niego dla nawrócenia światłości. Gdyby nie poddał się otrzymanemu światłu, to prawdopodobnie nigdy by się już nie nawrócił i trwałby na zawsze w swoim bluźnierczym sprzeciwianiu się Mu. Na szczęście nie zbluźnił Mu przez powrót do poprzedniego sposobu życia i uparte trwanie w nim.

 

4. Bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu nie będzie przebaczone. Miłosierny Bóg każdy grzech przebacza każdemu, kto szczerze żałuje, chce się poprawić i prosi Go o przebaczenie. Jednak o grzechu bluźnierstwa przeciwko Duchowi Świętemu Jezus powiedział, że nie będzie nigdy odpuszczony. „Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego”. (Mk 3,28-29; por. Łk 12,10) Ten grzech polega na tym, że człowiek całkiem świadomie i zupełnie dobrowolnie nie chce się nawrócić. Nie żałuje za swoje grzechy i nic nie robi, by się poprawić. Więcej jeszcze, lekceważy sobie wszystkie formy pomocy, jakiej udziela mu Duch Święty: Jego światło, różne znaki, słyszaną Ewangelię, dobre rady, upomnienia, łaski sakramentalne itp. Przez uparte odrzucanie tego wszystkiego szydzi sobie z cierpliwości, dobroci i miłosierdzia Bożego. Przez to traci stopniowo zdolność do szczerej skruchy. Z tego powodu może dojść do takiego stanu, że nawet w chwili śmierci nie będzie umiał żałować za swoje grzechy. Umrze więc, będąc winnym „grzechu wiecznego” (por. Mk 3,29). (Więcej o bluźnierstwie przeciw Duchowi Świętemu tutaj)

 

Opieka Ducha Świętego nad prześladowanymi

Kiedy was ciągać będą do synagog, urzędów i władz, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić,11 bo Duch Święty nauczy was w tej właśnie godzinie, co należy powiedzieć.12 (Łk 12,11-12)

1. Uczniowie Jezusa nie unikną prześladowań. Jezus nie łudził swoich uczniów obietnicami łatwego i spokojnego życia aż do późnej starości. Przeciwnie, zapowiadał im prześladowania. Będą ich ciągnąć „do synagog, urzędów i władz” (Łk 12,11). Nie będą jednak zapomniani przez Boga, gdyż są w Jego oczach cenniejsi niż wróble, o które On  się troszczy (por. Łk 12,6-7). Nie zapomni o nich również Ten, który jest ich Odkupicielem oraz Duch Święty. W chwilach trudnych powinni zatem myśleć o Bogu Trójosobowym i w Nim szukać oparcia. On bowiem zapewni im życie. Nawet jeśli zostaną skazani na śmierć, to dzięki wszechmogącemu Bogu zdobędą życie: życie wieczne w niekończącej się radości.

 

2. W trudnych chwilach zdać się na pomoc Ducha Świętego. Chrystus z wielką miłością radzi wszystkim prześladowanym za wiarę w Niego: „Kiedy was ciągać będą do synagog, urzędów i władz, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, bo Duch Święty nauczy was w tej właśnie godzinie, co należy powiedzieć.” (Łk 12,11-12) Tymi słowami Jezus dodaje otuchy wszystkim swoim uczniom, których – podobnie jak Jego – dosięgną różne prześladowania. Zachęca ich, by nie tracili ufności w godzinie prześladowań. Powinni wierzyć, że w ciężkich chwilach Duch Święty nie pozostawi ich bez swojej pomocy. Zaufanie Mu powinno przyjąć konkretną formę, tę mianowicie, by nie szukać swojej obrony w słowach, które się sememu wymyśli. Pod tym względem należy zdać się na opiekę i mądrość Ducha Świętego. To On pokieruje naszym myśleniem i mówieniem w chwilach bardzo trudnych. On podpowie słowa pożyteczne dla zbawienia naszego i tych, którzy nas prześladują, gdyż i oni mogą któregoś dnia uwierzyć w Jezusa Chrystusa, Zbawiciela, i pokutować za swoje grzechy.

 

3. Bóg działa w odpowiednim czasie. Duch Święty najlepiej wie, kiedy i jak ma działać w nas, przez nas i dla naszego dobra. Dlatego w chwilach prześladowań nie należy tracić nadziei nawet wtedy, gdy nie wiemy, jak się bronić. W odpowiedniej bowiem chwili Duch Święty oświeci i pouczy nas, jak to obiecał Jezus: „Duch Święty nauczy was w tej właśnie godzinie, co należy powiedzieć”. (Łk 12,12) Nie tylko w czasie prześladowań pojawia się jakaś „godzina” szczególnego działania Boga w naszym życiu, którą On wyznacza, tak jak określił moment ujawnienia przez archanioła Gabriela Maryi, że zostanie Matką Jezusa Chrystusa, naszego Pana i Zbawiciela. Zanim dokonało się Zwiastowanie, nic o tym nie wiedziała.

 

Niebezpieczeństwo chciwości

Wtedy ktoś z tłumu rzekł do Niego: Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem.13 Lecz On mu odpowiedział: Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami?14 Powiedział też do nich: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia.15 I opowiedział im przypowieść: Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole.16 I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów.17 I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra.18 I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!19 Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?20 Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.21 (Łk 12,13-21)

1. Nie można rozkazywać Bogu. Zaskakujący jest sposób zwracania się do Jezusa jakiegoś człowieka z tłumu. Mężczyzna ten niemal rozkazał Mu: „Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem". (Łk 12,13) W podobnie rozkazujący sposób wielu odnosi się do Boga podczas modlitwy. Wielu przedstawia Mu swoje oczekiwania, życzenia, pretensje, nie wykazując przy tym nawet cienia pokory, szacunku lub dziecięcego zaufania. Rozkazują Bogu, nakazują, co ma zrobić. Jakże inaczej zwracała się do swojego Syna, Jezusa, Maryja! Przykład Jej delikatnego, taktownego i pełnego szacunku sposobu wyrażania swoich próśb widzimy w Kanie Galilejskiej. Zauważyła, że na weselu, które tam się odbywało, zabrakło wina. Zwróciła się więc do Jezusa. Chciała, żeby zadziałał, jednak ani jednym słowem nie powiedziała Mu, co ma zrobić. Stwierdziła jedynie ze współczuciem: „Nie mają już wina” (J 2,3). Jej słowa nie były rozkazem. Maryja zasygnalizowała tylko zaistniałą kłopotliwą dla gospodarzy wesela sytuację, jakby nieśmiało chciała powiedzieć Jezusowi: „Czy nie dałoby się coś zrobić?”. Nasze prośby zanoszone do Boga powinny być bardziej podobne do sposobu zwracania się Maryi do Jezusa niż do rozkazu człowieka pozbawionego spadku: „Powiedz mojemu bratu, żeby...” Gdy o coś prosimy Boga, naszego Ojca, możemy i powinniśmy przyjąć dziecięcą postawę wobec Niego. Ta jednak nie ma nic wspólnego z rozkazywaniem Mu.

 

2. Nie mnie, lecz mojemu bratu powiedz... Człowiek, który domagał się ingerencji w sprawie spadkowej od Jezusa, chciał, aby zwrócił się On do jego brata. „Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem” (Łk 12,13). Nie przyszło mu na myśl, że Jezus także jemu może powiedzieć coś pożytecznego dla zbawienia. Człowiek ten nie pytał jednak Jezusa o radę ani o to, co ma zrobić. Nie, chciał tylko tego, by Jezus upomniał jego brata. My czasem lub często na modlitwie zachowujemy się podobnie jak ten człowiek. Nie interesuje nas to, co Bóg mógłby nam powiedzieć, nie pytamy Go o radę. Nieraz może prosimy Go tylko o to, by tak pokierował ludźmi i wydarzeniami, abyśmy mogli zdobyć duży majątek, żyć dostatnio, w spokoju, oddając się rozrywkom. Tylko do tego Bóg jest nam potrzebny.

 

3. Nie tylko bogaczom zagraża chciwość. Człowiek, który przyszedł do Jezusa, by poskarżyć się na swojego chciwego brata, usłyszał pouczenie o niebezpiecznym przywiązywaniu się do bogactw. Usłyszał je wcześniej niż brat, który chciwie zatrzymał cały majątek dla siebie. Przez to Jezus pouczył ludzi wszystkich czasów o tym, że chciwość może dotknąć zarówno tego, któremu już udało się zgromadzić wielkie bogactwa, jak i tego, który dopiero stara się o ich zdobycie.

 

4. Złudne poczucie bezpieczeństwa. Zamożny człowiek, o którym mówi Jezus w swojej przypowieści, pragnął zabezpieczyć swoją przyszłość. Postanowił więc zbudować wielkie spichlerze, by w nich złożyć swoje obfite zbiory. Dzisiaj jest rozpowszechniony inny sposób zabezpieczania się na przyszłość. Gromadzi się pieniądze w bankach i opłaca się różne ubezpieczenia. Wielu, po zrobieniu tego, mówi sobie tak jak bogaty gospodarz z przypowieści Jezusa: „Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!” (Łk 12, 19)  Takie myślenie może się okazać wielkim złudzeniem. Przecież człowiek, który zgromadził w banku ogromny majątek, może którejś nocy usłyszeć Bożą zapowiedź: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” (Łk 12,20) Nawet największy majątek nie potrafi przedłużyć w nieskończoność ludzkiego życia. Żadne bogactwo nie ma w sobie takiej mocy, by przynajmniej o sekundę wydłużyć nasze życie ponad ten czas, który dał nam do dyspozycji Bóg. Nie potrafią tego uczynić również najlepsi lekarze, lekarstwa i doskonały sprzęt medyczny. Każdy otrzymał od Boga wolną wolę i określoną ilość ziemskiego czasu, aby go wykorzystać do dobrego przygotowania swojej wieczności.

 

5. Inny sędzia niż ziemscy sędziowie. Jezus Chrystus – jak wyznajemy w Credo – przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Ujawni się wtedy jako Najwyższy Sędzia, ustanowiony przez Ojca. Kiedy jednak Syn Boży przez Wcielenie stał się człowiekiem, nie przyszedł na ziemię jako sędzia. Przyszedł jako Zbawiciel dla dokonania dzieła Odkupienia. Dlatego mężczyźnie, który domagał się od Niego ingerencji w sprawie spadkowej, odpowiedział: „Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami?” (Łk 12,14) Mówiąc to dał mu do zrozumienia, że nie otrzymał od Ojca misji sprawowania władzy sądowniczej. Nie powiedział, że sędzią nie jest, bo w przyszłości ujawni się jako sędzia. Powiedział tylko to, że nie otrzymał od Ojca polecenia, by – tak jak ziemscy sędziowie – wydawać wyroki np. w sprawach majątkowych. To nie przez wydawanie wyroków sądowych Jezus przyszedł usunąć niesprawiedliwość ze świata, lecz przez pomaganie w głębokim nawróceniu się. Kiedy bowiem ktoś się nawróci, to nie będzie krzywdził swojego brata np. przez pozbawianie go należnej mu części majątku.

 

6. Bóg nikogo nie zmusza do czynienia dobra. Jezusowi nie są obojętne nierówności i krzywdy społeczne. Przyszedł On bowiem na świat, aby go całkowicie przemienić. Do tej przemiany, której pragnie i za którą oddał życie na krzyżu, zawiera się również sprawiedliwość. Nie chce On bezprawia i niesprawiedliwości w żadnej dziedzinie, także w spawach materialnych. Z tego powodu z pewnością nie pochwalał przejawu chciwości brata człowieka, który przyszedł do Niego, aby dzięki Jego ingerencji odzyskać należną mu część spadku. Jezus jednak nie chciał nikogo zmuszać do dobrego działania przez jakiś rozkaz podobny do wyroku wydawanego przez ziemskie sądy. Z pewnością jako Bóg wpływał w niewidoczny sposób na chciwego brata, by go doprowadzić do nawrócenia, przymusu jednak wobec niego nie chciał zastosować. Również nas nie zmusza do czynienia dobra. Prosi tylko o nie, niemal błaga, zachęca swoim słowem i przykładem, udziela nam przez łaskę sił, byśmy potrafili je wykonać, jednak nie zmusza. Czeka na dobrowolną odpowiedź każdego z nas.

 

7. Sprawy duchowe są ważniejsze od materialnych. Może zastanawiać, dlaczego człowiek skrzywdzony przez chciwego brata szukał pomocy u Chrystusa. Czy nie mógł udać się do jakiegoś sędziego albo szukać wsparcia u krewnych i znajomych? Mogło być tak, że sprawa była zupełnie nowa i do sędziów jeszcze nie zdążył się udać lub nie chciał tego uczynić. U krewnych i znajomych może już szukał pomocy, jednak chciwy i uparty brat nikogo nie słuchał. Przyszedł więc do Jezusa. Może spodziewał się tego, że nie będzie On przekonywał brata tylko słowem, lecz użyje swojej wyjątkowej mocy, by zmusić go do oddania części przywłaszczonego sobie spadku. Jezus jednak nie zaingerował w taki sposób, jakiego oczekiwał człowiek skrzywdzony przez chciwego brata. W tym zawiera się pouczenie, że Syn Boży nie przyszedł na ten świat, by zajmować się sprawiedliwym dzieleniem dóbr materialnych. Przyszedł obdarować ludzkość dobrami duchowymi, koniecznymi do zbawienia. Jezus pouczył również o tym, że chciwość, żądza bogactwa przeszkadza w osiągnięciu zbawienia, deprawuje serca ludzi i wywołuje niezgodę nawet w rodzinach. Aby uniknąć tego zła, trzeba przyjść do Niego. I to właśnie przede wszystkim takiej pomocy trzeba u Niego szukać.

 

8. Nie wszystkie sposoby walki z niesprawiedliwością są dobre. W tym, że Jezus nie posłuchał człowieka skarżącego się na chciwego i niesprawiedliwego brata, można znaleźć jeszcze jedno pouczenie, nieco ukryte, którego trzyma się Kościół. To mianowicie, że nie wszystkie sposoby walki z niesprawiedliwością są właściwe. Wiadomo, że w ciągu wieków zdarzały się próby zaprowadzenia nowego ładu, rzekomo sprawiedliwego, przez rewolucje. Kościół, wierny nauczaniu Chrystusa, nigdy takiego sposobu poprawiania świata nie przyjmował, nawet jeśli założenia krwawych przewrotów następowały pod szyldem budowania sprawiedliwego społeczeństwa, w którym dobra materialne będą równo rozdzielane. Było zawsze inaczej. Chociaż niektóre rewolucje dokonywały się pod hasłami równości i braterstwa, to zawsze zwracały się przeciw komuś. Zwykle też ich twórcy zaczynali się uważać za takich, którzy powinni więcej posiadać niż inni. I tak jedna klasa bogaczy zajmowała miejsce drugiej. Kościół, za Chrystusem, przemienia świat inaczej: nie przez organizowanie rewolucji, lecz przez udzielanie pomocy w nawróceniu się. Dąży zatem do wprowadzenia stałej sprawiedliwości w świecie, zbudowanej przez ludzi o sercach całkowicie przemienionych, nie egoistycznych, lecz wrażliwych, pełnych dobroci, życzliwości i troski o innych. Taki sposób przemieniania świata, dla wielu, jest zbyt powolny. To prawda, nie jest zbyt szybki. Jest jednak skuteczny, gdyż ciągle pojawiają się nowi ludzie, nawróceni, którzy wokół siebie tworzą „mały świat”, bardziej sprawiedliwy i ludzki. Tworzą w sobie i wokół siebie królestwo Boże.

 

9. Uważać, by nie stać się chciwym. Jezus ostrzega każdego: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości” (Łk 12,15). Chciwym bowiem może się stać człowiek, który wcześniej tego grzechu nie popełniał. Dlatego trzeba być czujnym i krytycznym wobec siebie. Trzeba uważać, bo można stopniowo i prawie niepostrzeżenie stawać się coraz bardziej chciwym i coraz bardziej niewrażliwym na biedniejszych od siebie. Tak może się stać z powodu przyzwyczajania się do coraz to większego dobrobytu i różnych form luksusu. Aby uniknąć stawania się chciwym, trzeba za wszystko, co posiadamy, dziękować Bogu i dzielić się z innymi tym, co z Jego łaskawości zdobyliśmy lub otrzymali. (Więcej o chciwości tutaj)

 

10. Trzeba się strzec „wszelkiej” chciwości. „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia” – powiedział Jezus (Łk 12,15). Ostrzegł On nas przed „wszelką” chciwością, bo istnieją różne przejawy tego grzechu. I tak może się ona przejawiać w gromadzeniu bogactw zdobytych przez uczciwą pracę, jednak bez dzielenia się nimi z innymi, bez pożyczania czegokolwiek potrzebującemu bliźniemu. Z powodu chciwości można się stać niegościnnym, bo żal wydawać pieniądze na ugoszczenie kogoś. Chciwość może się przejawiać w udzielaniu pożyczek na lichwiarski procent, w wyzyskiwaniu pracowników przez wymaganie wielkiej pracy za jak najmniejsze wynagrodzenie. Chciwiec nie tylko nic nikomu nie da i nie pożyczy, lecz nieraz nawet okradnie lub oszuka bliźniego. Chciwość jest jednym z grzechów głównych, czyli takich, z których wyrastają różne inne formy zła. Może ona doprowadzić do rabunków, zabójstw, wojen, do bogacenia się na sprzedaży broni. Przez chciwość jedne narody bogacą się kosztem krajów słabszych i biedniejszych – za cenę rujnowania ich. Chciwość może doprowadzić do zawężenia kontaktów wyłącznie do ludzi, którzy – jak ktoś przypuszcza – zapewnią mu zyski. Przez chciwość niektórzy ludzie wstępują do różnych złych a nawet ateistycznych organizacji, aby się wzbogacić. Chciwe pragnienie posiadania różnych dóbr może wywołać zazdrość. Św. Paweł powiedział, że „korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami.” (2 Tm 6,10) Z powodu zagrożeń, które wywołuje chciwość, autor Listu do Hebrajczyków radzi: „Postępowanie wasze niech będzie wolne od chciwości na pieniądze: zadowalajcie się tym, co macie” (Hbr 13,5). Można się uwolnić od tego „bałwochwalstwa” (Kol 3,5) i „źródła wszelkiego zła”, którym jest chciwość, przez dzielenie się, wspieranie konkretnych ludzi lub organizacji charytatywnych i przez modlitwę o uwolnienie od tego grzechu.  (Więcej o chciwości tutaj)

 

11. Niewdzięczny chciwiec. Chciwy i zamożny człowiek z przypowieści Jezusa (Łk 12,16-21) myśli i zachowuje się tak, jak wielu ludzi, którzy mówią sobie: wszystko, co mam, zawdzięczam sobie, swojej zapobiegliwości, pracy, inteligencji, sprytowi, zaradności... Dlatego wszystkim mogę się posługiwać tak, jak mi się podoba. Chciwiec, o którym mówi Jezus, nie myśli o Bogu, nie wyraża Mu swojej wdzięczności za obfite plony. Nie szuka też u Niego rady dotyczącej tego, co ma zrobić z nadmiarem plonów. Jego umysł ma tylko jednego doradcę: egoizm. To on mu podpowiada, że powinien burzyć małe spichlerze i budować wielkie, że powinien wszystko zachować wyłącznie dla siebie. Wtedy będzie mu dobrze przez wiele lat. Bóg nazwał tego człowieka „głupcem” (Łk 12,20), bo szedł za radami najgłupszego doradcy, jakim jest egoizm.

 

12. „Moje” dobra. Zamożny i chciwy człowiek z przypowieści Jezusa nie traktował bogactwa i obfitych zbiorów jako czegoś co – można by powiedzieć – Bóg mu „wydzierżawił”, aby się tym dobrze posługiwał. Nie. On wszystko uważał za „swoje” dobra (por. Łk 12,18). Podobne myślenie wielu zamożnych ludzi jest przyczyną wielkiej niesprawiedliwości i ludzkiego cierpienia na świecie. Zbyt wielu bowiem mówi o tym, co zgromadzili jak chciwy człowiek z przypowieści Jezusa: to są „moje” dobra.  „Moje” – więc mają służyć tylko mnie. Jednak Bóg stworzył świat dla wszystkich ludzi. Daje nam wiele dóbr i darów dla naszego dobra. Ale nie tylko dla naszego. Także dla dobra rodziny, najbliższych. Ale nie tylko dla nich. Udziela nam różnych darów materialnych i duchowych także po to, by dzielić się nimi z tymi, którzy nie są naszymi krewnymi, jednak należą do jednej wielkiej rodziny ludzkiej, która ma jednego Ojca niebieskiego – Boga.

 

13. Tragiczna forma „używania”. Człowiek, o którym Jezus mówi w swojej przypowieści, zaplanował zabezpieczyć obfite plony i przez długie lata odpoczywać i „używać” (por. Łk 12, 19). Nie podjął postanowienia, by komuś służyć, pomagać, ułatwiać życie, rozwijać się duchowo, lecz – odpoczywać, jeść, pić i używać. Z tego, co ma być środkiem, uczynił cel. Pośród jego egocentrycznych planów znalazło się także egoistyczne „używanie”, czyli posługiwanie się kimś lub czymś dla siebie, dla zrealizowania swoich planów, wykorzystywanie ludzi i rzeczy dla swojej przyjemności. Egoistycznie nastawiony człowiek z przypowieści Jezusa ciągle znajduje wielu naśladowców, którzy myślą i postępują tak jak on. Nieraz upragnione przez niektórych ludzi „używanie” przyjmuje bardzo groźną formę „zabawiania się” ludźmi, a nawet całymi narodami. Manipulują nimi, demoralizują szerzonymi doktrynami, skłócają, wywołują wojny dla osiągnięcia zysku, czerpanego ze sprzedaży broni itp. Ludziom tym wydaje się, że są bezkarni z powodu posiadania wielkich bogactw i poparcia wpływowych jednostek i organizacji. Czasami ukrywają się, aby – jak im się wydaje – bezpiecznie „używać”, działać, manipulować jednostkami i całymi narodami. Ludzie ci zapominają lub celowo nie myślą o tym, że każdego dnia i każdej nocy Bóg – w którego rękach się znajdują bez względu na to, czy w to wierzą czy nie – może im powiedzieć: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” (Łk 12,20). Jeśli jeszcze nie usłyszeli takiego wyroku Bożego, to tylko dlatego że miłosierny Pan ciągle daje im szansę nawrócenia się przez skruchę i szczere postanowienie poprawy; daje im jeszcze szansę uniknięcia wiecznego cierpienia po śmierci. Śmierć jednak z całą pewnością nadejdzie. Również w ich życiu, tak jak i w naszym, któryś dzień i noc będą ostatnim dniem i ostatnią nocą.

 

14. Został przez Boga nazwany „głupcem”. Bóg nie zwrócił się po imieniu do chciwego człowieka z przypowieści Jezusa, lecz powiedział do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” (Łk 12,20) Na miano „głupca” zasłużył w oczach Bożych człowiek, którego wielu ludzi by pochwaliło. Wielu nazwałoby go człowiekiem roztropnym, zaradnym, gospodarnym, bo przecież nie pozwolił zmarnować się plonom, których nikomu nie ukradł, bo myślał o swojej przyszłości, bo... A jednak wszechwiedzący Bóg nazwał go „głupcem”, bo człowiek ten nie myślał o zabezpieczeniu sobie życia wiecznego. Nie zrobił tego, bo z nikim się nie dzielił otrzymanymi od Boga darami. Chciał je egoistycznie wykorzystać dla siebie, by prowadzić leniwe życie, by jeść, pić i używać (por. Łk 12,19). Głupim i nierozsądnym człowiekiem jest egoista, który niby myśli o sobie, troszczy się o siebie, a jednak poważnie krzywdzi siebie przez swój sposób życia. Wyrządza sobie wielką krzywdę, bo nie dąży do szczęścia wiecznego przez dzielenie się z innymi, przez ubogacanie i uszczęśliwianie swoich bliźnich. Krzywdzi siebie i krzywdzi tych, którym nie pomaga.

 

15. „Jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie”... Dla każdego nadejdzie moment odejścia z tego świata. Dla chciwego człowieka z przypowieści Jezusa zbliżająca się noc miała być ostatnią nocą w jego życiu (por. Łk 12,20). Mądry człowiek powinien pomyśleć o swojej śmierci, kiedy kładzie się spać. Powinien pomyśleć, czy jeszcze się obudzi. Zasypianie jest obrazem śmierci, bo tak jak ona wyłącza nas z działalności życiowej, przerywa świadomy kontakt z otoczeniem. Dlatego, zanim udamy się na spoczynek, powinniśmy pomyśleć o godzinie naszego odejścia z tego świata do wieczności, powinniśmy zrobić dobry rachunek sumienia przed Bogiem i przeprosić Go za swoje grzechy popełnione myślą, słowem, uczynkiem i zaniedbaniem.

 

16. Śmierć przerwała dalsze moralne staczanie się egoistycznego człowieka. Chciwy człowiek z przypowieści Jezusa – tak jak wielu innych do niego podobnych – nie zdążył zrealizować swoich egoistycznych planów, bo musiał niespodziewanie umrzeć. Przez śmierć miłosierny Bóg uchronił go od tego, by stał się jeszcze gorszy. A tak by się stało, gdyby – jak planował – przez całe lata odpoczywał, ucztował i używał (por. Łk 12,19). Przez takie życie jego egoizm jeszcze bardzie by wzrósł, a przez to jego wieczny los po śmierci stałby się tragiczniejszy. Każda bowiem zakorzeniona w duszy forma egoizmu powiększa cierpienie po śmierci. Zwiększa je albo w czyśćcu, albo w wiecznym piekle. Cierpienie po śmierci zależy od stopnia zepsucia duszy przez nienawiść, egoizm, skoncentrowanie na samym sobie i przez każdy inny grzech, którego człowiek nie chciał z siebie usunąć, żałując za niego, szukając Bożego przebaczenia, postanawiając poprawę i naprawiając spowodowane zło.

 

17. Śmierć „zażądaniem duszy”. Mówiąc w swojej przypowieści o śmierci chciwego człowieka, Jezus nie użył słowa „śmierć”, lecz określił koniec jego ziemskiego życia jako „zażądanie duszy” od niego. Powiedział: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie” (Łk 12,20). „Zażądanie duszy” od kogoś to jakby opis śmierci widzianej od strony Boga. To spostrzeganie śmierci całkowicie różni się od naszego sposobu jej widzenia. Gdy bowiem my jesteśmy świadkami śmierci jakiegoś człowieka, to zauważamy tylko tyle, że ustają w jego ciele wszystkie czynności życiowe. Dla Boga natomiast nie jest to unicestwienie się życia i istnienia ludzkiego, lecz „zażądanie duszy”, która nadal żyje swoim życiem duchowym, czyli dalej potrafi poznawać, odczuwać, przeżywać, wie co się z nią dzieje i nadal ma swoją wolną wolę. Kiedy Jezus mówi o śmierci, że jest to chwila, kiedy od kogoś „zażądają duszy”, to chce powiedzieć, że w oczach Boga, który jej zażądał, istnienie ludzkie nie skończyło się. Wraz z żyjącą duszą przeszło jedynie do innej formy istnienia. Sposób tego istnienia – w szczęściu lub cierpieniu – nie zależy od tego, co się na ziemi posiadało ani od ilości dóbr materialnych, lecz od sposobu życia. Zależy wyłącznie od tego, czym się świadomie i dobrowolnie kierowaliśmy w czasie naszej wędrówki do wieczności przez ziemię: miłością lub egoizmem (por. Mt 25,31-46).

 

18. Śmierć „oddaniem ducha w ręce Boga” lub „zażądaniem duszy” Jak bardzo śmierć chciwego i bogatego człowieka z przypowieści Jezusa różni się od śmierci Chrystusa na krzyżu! Umierając, Zbawiciel „zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23,46). Oddał świadomie, dobrowolnie i z miłości swojego ducha Ojcu. Chciwy człowiek z przypowieści Jezusa niczego podobnego nie uczynił. Nie myślał o Bogu ani o swojej śmierci. Planował swoje życie ziemskie, chciał jeszcze przez wiele lat doznawać różnych uciech. I niespodziewanie nadeszła jego ostatnia godzina, która została określona jako „zażądanie jego duszy”. Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie (Łk 12,20). Śmierć chciwego człowieka nie była dobrowolną ofiarą miłości jak śmierć Jezusa na krzyżu, lecz odebraniem mu duszy wbrew jego woli, wbrew pragnieniu dalszego egoistycznego używania posiadanych bogactw. Była ona „zażądaniem” jego duszy, przywiązanej do ziemskich przyjemności. Jego śmierć była jakby wyrwaniem duszy z ciała i oderwaniem jej od różnych planów na przyszłość i od wszystkiego, do czego na tym świecie była przykuta mocnymi łańcuchami egoizmu. Jeśli chcemy naśladować śmierć Jezusa, już teraz możemy ofiarować Bogu godzinę i rodzaj swojej śmierci, modląc się: „Ojcze, nie wiem, kiedy nadejdzie moja godzina przejścia do wieczności, ale już teraz oddaję ją wraz z moim duchem w Twoje ręce”. (Więcej o ofiarowaniu Bogu czasu i rodzaju swojej śmierci - tutaj)

 

19. Komu przypadnie to, co przygotował chciwy człowiek? Człowiekowi, który planował zabezpieczenie sobie lekkiego życia dzięki zgromadzonym dobrom materialnym, Bóg zadał pytanie: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” (Łk 12,20) Komu? Z pewnością nie jemu, bo na drugi świat nie zabiera się ze sobą żadnych bogactw materialnych. Papież Franciszek powtarza od czasu do czasu, że nigdy nie widział, aby na pogrzebie za trumną zmarłego jechał autobus z jego majątkiem. Boże pytanie skierowane jest do każdego z nas: „Co gromadzisz każdego dnia i komu to przypadnie?”

 

20. Tak dzieje się z każdym... „Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie...” – mówi Jezus (Łk 12,21). „Tak” znaczy w ten sposób, że chciwy człowiek ani na ziemi ani w wieczności nie nacieszy się bogactwami materialnymi, które może przez całe życie skrupulatnie gromadził dla siebie. Nie spełnią się  jego plany i nadzieje, jakie z nimi wiązał. Tylko Bóg potrafi człowieka uszczęśliwić całkowicie. Zgromadzone bogactwa trwałego i pełnego szczęścia nikomu nie przyniosą. Bogatych dotykają różne nieszczęścia i umierają tak samo jak ubodzy.

 

21. Nie biednemu, lecz zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. Jezus w swojej przypowieści mówi o człowieku bogatym. A więc to nie biedakowi, lecz zamożnemu człowiekowi Bóg dał jeszcze więcej, niż miał wcześniej (por. Łk 12,16). Można sobie zadać pytanie: Dlaczego jemu? Czy Bóg nie mógłby udzielać obfitych plonów tylko biedakom? Przecież bogaci mają już pod dostatkiem wszystkiego. W tym okazuje się Boża mądrość i dobroć. Bóg chce, żeby bogaci upodobnili się do Niego, Stwórcy, w obdarowywaniu. Chce, by stali się pod tym względem doskonali jak On (por. Mt 5,48). Takie jest ich powołanie. Czy je wypełniają? Różnie bywa. Jedni dzielą się, a inni nie tylko nic innym nie dają, ale jeszcze ograbiają biednych. Każdy ma wolną wolę i robi, co chce, jednak każdy odpowie przed Bogiem za to, co zrobił ze swoimi dobrami materialnymi i duchowymi. Zda sprawę przed Panem z tego, czy się nimi podzielił lub zachował je dla siebie, by samemu korzystać ze wszystkiego albo też przechwalać się przed innymi tym, co otrzymał od Stwórcy.

 

22. Gromadzenie skarbów dla siebie. W swojej przypowieści o bogatym człowieku, który chciał sobie zabezpieczyć długie lata życia w dobrobycie, Chrystus ostrzega nas przed gromadzeniem skarbów dla siebie, aby żyć egoistycznie, odpoczywać, jeść, pić i używać  (por. Łk 12,19-21). Nie jest jednak egoistą ten, kto wykorzystuje odziedziczone lub zdobyte uczciwą pracą dobra materialne na utrzymanie swojej rodziny i wspieranie ludzi biedniejszych od siebie, na zapewnienie pracy bezrobotnym, podtrzymywanie dobrych organizacji, instytucji charytatywnych itp. Przez te wypływające z miłości czyny człowiek staje się „bogaty przed Bogiem” (Łk 12,21).

 

23. Kto jest bogaty przed Bogiem? Jezus mówi, że można zgromadzić wielkie zapasy, można uchodzić w oczach ludzi za bogatego, a jednak nie być „bogatym przed Bogiem” (por. Łk 12,21) Nie jest „bogaty przed Bogiem” ten człowiek, w którym bogactwo miłości zostało zastąpione egoizmem, mądrość Boża – sprytem życiowym, prawda – kłamstwem. Wielkie duchowe i nadprzyrodzone bogactwo, cenione przez Boga, posiadała Maryja. Kto naśladuje Jej wiarę, miłość, ufność pokładaną w Bogu, pokorę, gotowość pełnienia w każdej chwili życia woli Bożej, ten gromadzi ogromne bogactwo, które ma wielką wartość przed Bogiem. Bogactwo wytworzone przez łaskę i dobre czyny – w przeciwieństwie do dóbr materialnych – przenosi się w swojej duszy w wieczność.

 

24. Nie był bogaty w miłosierdzie. W swojej przypowieści o człowieku, który chciał sobie zabezpieczyć długą i wygodną przyszłość, Jezus zaznacza, że był on zamożny i że mu „dobrze obrodziło pole” (Łk 12,16). Znaczy to, że dzięki Bożej dobroci i miłosierdziu otrzymał wielki plon. Hojność Boża powinna dla niego i dla nas stać się przykładem do naśladowania. Powinna nas i innych ludzi stale zachęcać do dzielenia się z potrzebującymi tym, co otrzymaliśmy od Ojca niebieskiego. Jednak chciwy i zamożny człowiek nie pomyślał o przykładzie, jaki dał mu miłosierny Bóg wraz z wielkimi plonami. Pomyślał natomiast o sobie – o tym, jak zabezpieczyć sobie wygodne życie. Wszystko, co wymyślił, miało służyć temu, by przez długie lata nic już nie robić, odpoczywać, jeść, pić i używać życia (por. Łk 12, 19). To jego egoistyczne postępowanie świadczyło o tym, że nie był „bogaty przed Bogiem” (Łk 12,21). W przeciwieństwie do Boga, który jest „bogaty w miłosierdzie” (Ef 2,4), on tego wielkiego skarbu duchowego nie posiadał. Nie miał go, bo nie chciał naśladować hojności i miłosierdzia Bożego.

Ludzkie lęki, niepokoje i troski

Potem rzekł do swoich uczniów: Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać.22 życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie.23 Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichrzów, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki!24 Któż z was przy całej swej trosce może choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia?25 Jeśli więc nawet drobnej rzeczy [uczynić] nie możecie, to czemu zbytnio troszczycie się o inne?26 Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich.27 Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary!28 I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, i nie bądźcie o to niespokojni!29 O to wszystko bowiem zabiegają narody świata, lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie.30 Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane.31 (Łk 12,22-31)

1. Zachęta do pełnego zaufania dobremu Bogu. W poprzedzającym fragmencie Ewangelii (Łk 12,13-21) znajduje się ostrzeżenie przed chciwością i nierozumnym gromadzeniem dóbr materialnych przy równoczesnym zaniedbaniu duchowego bogacenia się w to, co ma prawdziwą wartość dla nas i co jest cenne także w oczach Bożych. W powyższym fragmencie znajdujemy pouczenie Jezusa o Bożej trosce o nas. Zbawiciel poucza nas o niej po to, by rozwinęło się w nas wielkie bogactwo duchowe, którym jest głębokie dziecięce zaufanie Bogu we wszystkim. Rozwija się ono w tych, którzy rozmyślają nad słowem Bożym i szczerze rozmawiają z Bogiem.

 

2. Zaufanie Bogu i modlitwa uwalnia od różnych lęków. Tak zostaliśmy stworzeni przez Boga, że potrzebujemy jedzenia, odzienia, aby nie umrzeć. W związku z tym często mogą się pojawiać niepokoje o to, by – z różnych powodów – nie zabrakło nam tego, co konieczne do życia i zdrowia. Różne lęki o przyszłość są bardzo rozpowszechnione i mogą prowadzić do gorączkowego zabezpieczani się przed różnymi przewidywanymi w przyszłości przykrymi sytuacjami. To zabezpieczanie się zwykle trwałego pokoju nie przynosi. Istnieje jednak inny bardzo skuteczny sposób uwalniania się o od lęków. Jest nim głęboka wiara połączona z modlitwą. Płytka wiara od lęków nie uwalnia. Wyzwala z nich jedynie wiara na tyle głęboka, że prowadzi do pełnego zaufania Bogu we wszystkim. Dochodzą do ufności wywołującej duchowy pokój ci, którzy znajdują czas, by codziennie trwać przed kochającym Bogiem na modlitwie. Wiara przeintelektualizowana lub co gorsza – połączona z różnymi zabobonami – od lęków nie uwalnia. Wyzwala z różnych obaw tylko wiara w Boga prawdziwego, który jest wszechmogącym Ojcem, wszechmocną Miłością. Wyzwala z różnych trosk modlitewne trwanie przy Nim, dziecięca rozmowa z Nim. To On nas stworzył i nigdy o nas nie zapomina. Bardzo poważnie traktuje każdego z nas, a przede wszystkim kocha nas wszystkich. Każdy, kto Mu zaufa, nie dozna zawodu, bo ufa nieskończonej i wszechmogące Miłości, która potrafi wszystko uczynić. Kiedy ogarniają nas jakieś lęki, nie szukajmy pociechy w rozrywkach, przed telewizorem, w alkoholu lub narkotykach, lecz w modlitewnym trwaniu przed Bogiem, który jest Miłością. Spotkanie z Dawcą Pokoju zawsze przynosi sercom uspokojenie. Sam Jezus nas o tym zapewnił słowami: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka” (J 14,27). (Więcej o różnych lękach tutaj)

 

3. Świat stworzony mówi o mądrym i dobrym Stwórcy. Aby nas uwolnić od różnych lęków przez pełne zaufanie Bogu, naszemu Ojcu, Jezus kieruje naszą uwagę na stworzone przez Niego ptaki i kwiaty. Każdy kruk i każda lilia powie nam coś ważnego o naszym Stwórcy. To mianowicie, że Bóg nie tylko je stworzył, lecz również się troszczy o nie. Uważna obserwacja stworzeń musi być jednak połączona z modlitwą. Wielu bowiem widzi świat, jednak nie odkrywa Boga ani Jego nadzwyczajnej opieki. Jeśli połączymy naszą obserwację kruków, lilii i innych stworzeń z modlitewnym trwaniem przed Bogiem żywym i kochającym, to wszystkie widzialne byty zaczną nam mówić o niewidzialnym Stwórcy (por. Rz 1,20-32). Modlitewne trwanie przy Bogu zacznie coraz bardziej oczyszczać nasze spojrzenie i umysł. Poprowadzi nas do coraz większej czystości serca, która jest konieczna, by oglądać Boga, jak to powiedział Jezus: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8). Dzięki ciągłemu modlitewnemu trwaniu w obecności Boga staniemy się tymi uwolnionymi od różnych lęków i niepokojów błogosławionymi, którzy dostrzegają dobroć Ojca niebieskiego i w dziecięcym ufaniu Mu unicestwiają swoje obawy. (Więcej o błogosławieństwach tutaj i tutaj; o różnych lękach tutaj)

 

4. Zawierzyć Panu, gdy nękają nas różne troski. Jesus daje nam dobrą, płynącą z Jego Boskiego Serca radę: „Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać, życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie.” (Łk 12,22-23) Martwi się i troszczy o wszystko człowiek pozbawiony jakiejkolwiek opieki. Na szczęście tak nigdy się nie zdarza – nawet wtedy, gdy pomoc ludzka zawodzi. Nigdy nie pozostawia nas bez swojej opieki Bóg, który nas stworzył. On zawsze czuje się odpowiedzialny za każde stworzenie, zwłaszcza za człowieka, którego wyjątkowo kocha, bo widzi w nim swój obraz i swoje podobieństwo. Bóg niczego ani nikogo nie stworzył „bezmyślnie”, „przez przypadek”. Wszechwiedzący i kochający Bóg nigdy nie działa nieświadomie lub z niepełną świadomością. Dlatego jest dla nas wzorem Ojca w pełni odpowiedzialnego za swoje działania i za wszystko, co stworzył. Wierząc głęboko w opiekę Boga,  autor Pierwszego Listu św. Piotra zachęca nas: „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” (1 P 5,7). (Więcej o Bożej opiece i opatrzności zob. tutaj)

 

5. Umiarkowana troska o jedzenie i odzienie. Chrystus poucza nas: „Nie troszczcie się zbytnio o życie, co macie jeść, ani o ciało, czym macie się przyodziać, życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie”. (Łk 12,22-23) Chrystus nikogo nie wzywa do bezczynności i zdania się wyłącznie na Bożą opatrzność. Odpowiedzialność za innych i za siebie domaga się uczciwej pracy, by zapewnić rodzinie, bliskim i sobie potrzebne środki do życia. Jednak Jezus wzywa nas do aktywności właściwie ukierunkowanej, a więc nie do takiej, jaką odznaczał się bogaty człowiek z Jego przypowieści, który burzył stare spichlerze i budował nowe po to tylko, by egoistycznie korzystać z wszystkiego, co otrzymał od Boga (por. Łk 12,16-21). Człowiek ten był aktywny, ale jego aktywność była egoistyczna. Jezus wzywa nas do innej aktywności: do takiej, która nie wypływa z egoizmu i samej tylko troski o siebie, lecz z miłości do Boga i do ludzi. Do aktywności wypływającej z miłości należy staranie się o królestwo Boże. Nie troszczył się o nie egoistycznie nastawiony bogaty człowiek z przypowieści Jezusa.

 

6. Staranie się o królestwo Boże. Zbawiciel z miłością radzi nam: „Starajcie się raczej o Jego [Ojca] królestwo, a te rzeczy będą wam dodane” (Łk 12,31). Mamy „starać się” o królestwo Boga, naszego Ojca w podwójny sposób. Pierwszy to dążenie do tego królestwa, aby po śmierci do niego wejść na zawsze; drugi – to budowanie go z Chrystusem na tym świecie. Te dwa sposoby „starania się” o królestwo Boże polegają na tym, by stale trwać w jedności z Bogiem, kierować się we wszystkich dziedzinach życia Jego wolą i przykazaniami. Budowanie królestwa Bożego na ziemi dodatkowo jeszcze polega na tym, by wypraszać i wysługiwać dla innych ludzi łaski Boże, głosić im Ewangelię i wspólnie budować na tym świecie ład społeczny oparty na miłości, miłosierdziu i sprawiedliwości. Budować królestwo Boże na ziemi to również troszczyć się o to, by nikt nie cierpiał z powodu głodu, chorób, braku odzienia i innych elementarnych środków do życia. Zachęcając nas do tego, byśmy nie troszczyli się zbytnio o jedzenie i ubranie, lecz raczej „starali się” o królestwo Boże, Jezus poucza nas, byśmy zbytnim troszczeniem się o siebie nie usunęli z naszego życia troski o innych ludzi. Ten, kto troszczy się tylko o siebie, nie „stara się” o królestwo Boże. (Więcej o królestwie Bożym tutaj)

 

7. Ważne przypomnienie. Aby zmniejszyć nasze obawy o to, czy nie braknie nam koniecznych środków do życia, Jezus przypomina nam coś bardzo ważnego. To mianowicie, że Bóg naprawdę jest naszym Ojcem i naprawdę zna nasze potrzeby: „Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie”. (Łk 12,30) Pełną miłości ojcowską troskę Boga o stworzonego człowieka ukazuje obrazowo biblijny opis mówiący o umieszczeniu go w ogrodzie Eden, w którym nie brakowało urodzajnych drzew i koniecznej do życia wody (por. Rdz 2,8-16). Dobry Stwórca zatroszczył się również o odzienie dla grzesznego Adama i Ewy. „Pan Bóg sporządził dla mężczyzny i dla jego żony odzienie ze skór i przyodział ich.” (Rdz 3,21) Ten, który jest Ojcem, nie odmówi swojej pomocy dzieciom, które Go proszą: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Ufne dzieci Boże powinny jednak świadomie poprzedzić prośbę o chleb prośbą inną, bardzo ważną: „Przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja”. (Więcej o modlitwie "Ojcze nasz" tutaj i tutaj)

 

8. „Ojcze nasz” – modlitwa uwalniająca od niepokojów i zbytnich trosk. Ojciec niebieski dobrze wie, czego potrzebujemy (por. Łk 12,30). On nas stworzył, On dał nam życie i chętnie udzieli nam wszystkiego, co jest nam potrzebne, a o co bardzo często zbytnio się niepokoimy i troszczymy. Jednak z tego, że Bóg zna wszystkie nasze potrzeby, niepokoje i troski, nie należy wyciągać wniosku, że nie musimy Mu o tym wszystkim mówić. Przeciwnie, sam Jezus nauczył nas modlitwy „Ojcze nasz” (Mt 6,8-15), w której prosimy o udzielenie nam tego, o czym Bóg wie, że jest nam potrzebne i dlatego często nas niepokoi. Chrystus nauczył nas tej modlitwy, abyśmy przez świadome jej odmawianie uwalniali się stopniowo od różnych codziennych „zbytnich trosk”. Przede wszystkim modlitwa ta przypomina nam nieustannie o tym, że Bóg nie jest głuchym, okrutnym i wszechmocnym tyranem, lecz najczulszym Ojcem niebieskim. Wiele niepokojących rzeczy pojawia się w świecie i w nas dlatego, że nie jest spełniana wola dobrego Boga, lecz wola egoistycznych stworzeń i złośliwego szatana. Dlatego, aby było lepiej, prosimy: „Bądź wola Twoja. Przyjdź królestwo Twoje” – królestwo miłości, sprawiedliwości, pokoju i wszelkiego dobra. Niech będzie na ziemi samo dobro, tak jak to jest w niebie. Prosimy dobrego Ojca także o chleb codzienny, powszedni i o to wszystko, czego potrzebujemy do życia. Ta prośba uwalnia nas od zbytniego troszczenia się o jedzenie, picie i odzienie. Wielkim źródłem niepokoju jest nasze sumienie, obciążone grzechami i brakiem przebaczania „naszym winowajcom. Dlatego często mamy świadomie prosić miłosiernego Ojca niebieskiego: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Może nas niepokoić także nasza słabość, niebezpieczne uzależnianie się, łatwe uleganie złym wpływom, zagrożenie różnymi formami prześladowań i przykrych prób, dlatego prosimy: „Nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw od złego”. Świadome, pełne medytacji mówienie do naszego Ojca niebieskiego o tym wszystkim, co nas dręczy, niepokoi, przeraża, zmniejsza różne lęki i obawy. Dzieje się tak, bo do naszej modlitwy skierowanej do Ojca dołącza się Jezus, Jego i nasza Matka, Maryja oraz całe niebo. A Ten, który zna nasze troski, chętnie nas od nich uwolni, dając nam to, czego naprawdę potrzebujemy. (Więcej o modlitwie "Ojcze nasz" tutaj i tutaj)

 

9. Główna troska kochających Boga. Ludziom, którzy nie tylko wierzą w Boga, ale również Go kochają, zależy na tym, by On, najlepszy Ojciec, był kochany na całym świecie przez wszystkich ludzi, których stworzył. Boli ich, gdy tego nie zauważają. Cierpią, gdy jest On wyśmiewany, wyszydzany, ośmieszany w różnych czasopismach, filmach, sztukach i innych środkach społecznego przekazu. Ubolewają widząc, jak powszechnie Stwórca jest zapominany przez swoje „rozumne” stworzenia, którym dał życie i o które się ciągle troszczy prawdziwie po ojcowsku. Wielkim pragnieniem i troską kochających szczerze Boga jest to, by ta smutna sytuacja się zmieniła. Dlatego zwracają się do lekceważonego i znieważanego Ojca niebieskiego, by Mu wyrazić swoje pragnienie, połączone często z wielkim bólem: „Święć się Imię Twoje!” Pragną, by wszystkie stworzenia z wdzięcznością uznały Boga za Ojca, który dał im życie, chcą, by Mu zaufały. Troszczą się o to bardziej niż o jedzenie, picie i odzienie dla siebie. (Więcej o modlitwie "Ojcze nasz" tutaj i tutaj)

 

10. Bałwochwalcze podejście do jedzenia, picia i odzienia. Kiedy mamy zaspokojone podstawowe potrzeby życiowe przez posiadanie jedzenia i odzienia, może pojawić się zagrożenie niewłaściwym podejściem do tego, co jest środkiem a nie celem. A właśnie pokarm i odzież są tylko środkami służącymi do podtrzymania życia. Chronią nas od utraty zdrowia i śmierci. Te środki nigdy nie powinny się przekształcać w cel sam w sobie. Niestety, taka niewłaściwa zamiana ma miejsce i wtedy jedzenie przekształca się w obżarstwo, picie – w pijaństwo, a gromadzenie wymyślnej, drogiej „markowej” odzieży  – w próżność. Aby uniknąć tych niebezpieczeństw, trzeba ciągle myśleć o ludziach, którym brakuje jedzenia i odzieży, i zastosować się do rady Jana Chrzciciela: „Kto ma dwie suknie, niech [jedną] da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni” (Łk 3,11)

 

11. Naśladowanie troszczącego się Ojca niebieskiego. Czymś niezwykle cennym jest pokój wewnętrzny oparty na zaufaniu Bogu, pokój wynikający z pewności, że On, dobry Ojciec, zna wszystkie moje dzisiejsze potrzeby, że czuwa nade mną, nad moją rodziną, nad moją ojczyzną, nad całym światem. Czym złym natomiast jest beztroskie życie, zbudowane nie na wierze w Bożą opatrzność, lecz na rozrzutności, lenistwie, braku poczucia odpowiedzialności za rodzinę, innych ludzi i siebie samego. Beztroska połączona z lenistwem, rozrzutnością i mówieniem sobie: „jakoś to będzie”, jest grzechem. Człowiek wierzący w Ojca niebieskiego, który troszczy się o wszystkie stworzenia, chce być do Niego podobny. Dlatego usiłuje odczytać potrzeby innych ludzi i nieść im pomoc, tak jak to czyni Bóg. Nie jest więc człowiekiem „beztroskim”, lecz troszczącym się o bliźnich, odpowiedzialnym za nich.

 

12. Żyć inaczej niż „narody świata”. Do każdego z nas są skierowane słowa Jezusa: „I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, i nie bądźcie o to niespokojni! O to wszystko bowiem zabiegają narody świata, lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie”. (Łk 12,29-30) Pod określeniem „narody świata” można rozumieć tych wszystkich ludzi – nieraz nawet i chrześcijan – którzy nie wiedzą, że Bóg jest dobrym Ojcem, albo w to nie wierzą. Brak wiary w Bożą opatrzność powoduje, że niewierzący w nią ludzie w zdobywaniu pokarmu i innych środków do życia liczą wyłącznie na siebie. Jezus poucza nas, że nie powinniśmy żyć tak jak ci ludzie. Powinniśmy, np. przez modlitwę, dopuścić dobrego Boga do naszego działania, myślenia, planowania, zdobywania środków do życia. On chętnie przyjmie takie zaproszenie i ujawni nie tylko swoją dobroć, ale i wszechmoc.

 

13. Lawina zbędnych potrzeb i trosk. Troski o różne sprawy – bez uciekania się do Boga i szukania u Niego pomocy – powodują pojawianie się różnych nowych potrzeb i związanych z nimi nowych wysiłków, by je zaspokoić. Powstają nowe troski. Ilustracją tego zjawiska może być troszczenie się o jedzenie i odzienie. Jakże różnie u różnych ludzi wygląda ta troska i jak róże są wymagania ludzkie pod tym względem! I tak ludzie głodni z powodu wojny, klęsk naturalnych, biedy marzą o suchym chlebie i czystej wodzie. Ludzie bogaci, którzy głodu nie znają, marzą o jedzeniu wymyślnym, podawanym w drogich restauracjach. Pieniądze, które tam płacą za jeden posiłek, wystarczyłyby na nakarmienie wielu głodujących na świecie. Biedny człowiek zadowala się jakimkolwiek odzieniem, byle tylko nie marzł. Bogatemu to nie wystarcza. Musi mieć odzież nie tylko chroniącą przed zimnem, ale dodatkowo jeszcze „karmiącą próżność”, czyli najbardziej modną, z bardzo drogiej firmy, z odpowiednią metką. Mówi się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tak jest z wszelką konsumpcją, z wszystkim, co zachłannie gromadzimy, o co skwapliwie zabiegamy. Aby nas uchronić od wciąż narastającej lawiny różnych zbędnych trosk, Jezus zaleca nam szukanie dóbr duchowych, do których zalicza się królestwo Boże. To jego mamy szukać, o nie się troszczyć, a wszystko inne będzie nam dane przez Ojca niebieskiego, który wie, czego naprawdę potrzebujemy do życia w pokoju i radości  (por. Łk 12,29-31).

 

14. Wznieść się ponad potrzeby ciała. Jezus chce, aby nasze życie było doskonałe, a stanie się takie, jeśli dopuścimy do niego Boga, jeśli naszą jedyną troską przestanie być zajmowanie się jedzeniem i ubiorem. Zbawiciel daje nam cenną wskazówkę, jak wznieść się na wyższy poziom doskonałości: troską o jedzenie i odzienie podzielić się z Bogiem i zacząć się poważnie starać o Jego królowanie w naszym sercu i w sercach innych ludzi. Wtedy bowiem królestwo Boże będzie w nas i wokół nas i wszystko stanie się lepsze, doskonalsze, bardziej przyjazne dla człowieka. Aby nas pobudzić do szukania doskonałości duchowej, Jezus zaleca nam: „I nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, i nie bądźcie o to niespokojni! O to wszystko bowiem zabiegają narody świata, lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane” (Łk 12,29-31).

 

15. Troska o pokarm słowa Bożego. Nie tylko słowem, ale także swoim przykładem Jezus pouczył nas o tym, że powinniśmy wznosić naszego ducha ponad potrzeby ciała. Takiej lekcji udzielił nam, poszcząc na pustyni przez czterdzieści dni. Nie zamienił wtedy kamieni w chleb, chociaż mógł to uczynić. Post i rozmowa z Ojcem były dla Niego czymś ważniejszym od jedzenia. Kuszącemu Go diabłu odpowiedział: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4; zob. Łk 4,3-4). Tymi słowami przypomniał nam, że powinniśmy się troszczyć nie tylko o jedzenie podtrzymujące życie ziemskie, ale także o pokarm dla duszy, którym jest słowo Boże. Ono karmi naszego ducha, oświeca go, umacnia i rozwija w nim życie Boże. Tak się dzieje jednak jedynie wtedy, gdy ktoś nie tylko nie unika kontaktu ze słowem Bożym, lecz uważnie go słucha, rozważa i wprowadza w życie. Z tego powodu ważne jest codzienne medytowanie tego słowa, czyli wsłuchiwanie się w żywego Boga i poddawanie się działaniu w nas Ducha Świętego, który oświeca nas, gdy Mu na to pozwalamy np. przez codzienne poświęcenie czasu na rozważanie Pisma świętego.

 

16. Troska o pokarm Ciała i Krwi Chrystusa. Jezus, który zaleca zaniechanie zbytniej troski o ziemskie jedzenie i odzienie, zachęca do innej troski mówiąc: „Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy” (J 6,27). Tym pokarmem jest On sam, obecny pod postaciami chleba i wina. Jezus jest chlebem życia, „który z nieba zstąpił” (J 6,41). Kto do Niego przychodzi, nie będzie łaknął; a kto w Niego „wierzy, nigdy pragnąć nie będzie” (J 6,35). „Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” (J 6,51). Tych, którzy będą spożywać Ciało Chrystusa i pili Jego Krew, On wskrzesi „w dniu ostatecznym” (J 6,54), czyli doprowadzi ich swoją wszechmocą do chwalebnego zmartwychwstania. „Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” (J 6,58). Znaczy to, że nie tylko będzie istniał wiecznie dzięki nieśmiertelnej duszy, ale będzie na zawsze ożywiony miłością, którą żyje Trójca Przenajświętsza. Eucharystia – ten wyjątkowy pokarm, o który powinniśmy się troszczyć – jednoczy nas głęboko z Jezusem, jak o tym On sam nas zapewnił słowami: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6,56). Dzięki trwaniu w Nim, jak w winnym krzewie, można przynosić obfite owoce dobra. I o tym powiedział Jezus mówiąc: „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5).

 

17. Pokarm wypełniania dzieł zleconych nam przez Boga. Oprócz słowa Bożego i Eucharystii istnieje jeszcze jedna forma pokarmu, o który powinniśmy się troszczyć. Powiedział o nim Jezus swoim uczniom, kiedy – po rozmowie z Samarytanką – podeszli do Niego i prosili Go mówiąc: „Rabbi, jedz! On im rzekł: Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie... Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło” (J 4,31-34). Pokarmem, o którym mówi Jezus, powinniśmy się i my umacniać duchowo. Każdy nasz dzień powinien być „karmieniem się” wypełnianiem woli Boga i zadań, które nam zlecił wykonać na ziemi. Czyny dobre, czyli zgodne z wolą Bożą, są „pokarmem”, bo umacniają i rozwijają naszego ducha, tak jak jedzenie i picie wzmacnia nasze ciało. Każda modlitwa, każde dobre słowo i działanie, a nawet życzliwa myśl „karmi” naszą miłość do Boga i do ludzi, czyli ją wzmacnia i powiększa.

 

18. Troska o szczególną szatę. O odzienie dla ciała nie musimy się zbytnio troszczyć, gdyż Ojciec niebieski wie, że go potrzebujemy podobnie jak jedzenia i picia. Trzeba jednak dołożyć starań, by nasz duch był wspaniale „przyobleczony”. O szacie dla naszego ducha mówi św. Paweł słowami: „Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa” (Rz 13,14). Mamy przyoblec się w szatę, którą jest Chrystus, czyli mamy na siebie jakby „nałożyć” Jego myślenie, Jego sposób mówienia, Jego odczuwanie, Jego spojrzenie na wszystko, a przede wszystkim Jego miłość i pokorę. „Na to zaś wszystko [przyobleczcie] miłość, która jest więzią doskonałości” (Kol 3,14). „Wszyscy zaś wobec siebie wzajemnie przyobleczcie się w pokorę, Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje” (1 P 5,5). Nikt rozsądny nie nakłada czystych ubrań na brudne. Te zabrudzone zrzuca z siebie. Do czegoś podobnego nawołuje nas św. Paweł i mówi: „Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom.” (Rz 13,12-14).

 

19. Współpraca z Bogiem. Mówiąc: „Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane” (Łk 12,31), Jezus zachęca nas do współdziałania z Bogiem. My powinniśmy się troszczyć nie tylko o ziemskie sprawy, ale także o Jego wieczne królestwo, a On zatroszczy się o to, byśmy mieli konieczne do życia na ziemi środki. Powinno być tak, byśmy w żadnej dziedzinie nie działali sami, lecz z Bogiem: i w budowaniu Jego królestwa, i w zdobywaniu środków do życia. To współdziałanie można porównać do potężnej wichury i chmur deszczowych. Spadnie z nich konieczny do życia deszcz w różnych miejscach, bo przesuwa je potężny powiew wiatru. Jak chmurom Bóg dał zdolność nawadniania przez deszcz, tak każdemu z nas podarował różne umiejętności i charyzmaty. Możemy nimi służyć, doskonalić siebie, otoczenie i świat. Jednak w naszym działaniu musimy poddać się Bogu jak chmura wichrowi. Tylko wtedy bowiem posłużymy się swoimi uzdolnieniami i charyzmatami tam, gdzie powinniśmy to uczynić, gdzie to potrzebne.

 

Dobrze ulokowany skarb

Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo.32 Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy.33 Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze.34 (Łk 12,32-34)

1. „Mała trzódka”. Chrystus za życia ziemskiego nie nawrócił całego świata. Skłonił do wiary jedynie niewielką część ludzi, którzy żyli w tamtych czasach. Z tych, którzy w Niego uwierzyli, uformował niewielką grupę dwunastu apostołów. Wierzącym w Niego zlecił powiększanie tej „małej trzódki”, którą uformował za życia na ziemi. Ci, którzy uwierzyli, mają rozszerzać wspólnotę tych, którzy wierzą nie w „jakiegoś boga”, lecz w Boga Ojca, naszego Stworzyciela, w Syna Bożego, który dla naszego zbawienia stał się człowiekiem, umarł na krzyżu i zmartwychwstał, i w Ducha Świętego, który swoją potężną Boską mocą pomaga nam się uwolnić od zła, uświęcić się i zdobyć królestwo niebieskie. Za powiększanie „małej trzódki” wierzących w Trójosobowego Boga i ufających Mu odpowiedzialny jest każdy z nas.

 

2. „Mała trzódka” powiększająca się i malejąca. W ciągu wieków wielu misjonarzy pracowało nad tym, by „mała trzódka” zgromadzona przez Jezusa rozrosła się w wielki Jego Kościół. Szatan jednak również działał i działa, aby jak najwięcej wierzących porzuciło Chrystusa, zdradziło Go jak Judasz. Złe duchy i ludzie współpracujący z nimi robią wszystko co mogą, aby powiększona „trzoda Boża” znowu stała się „niewielką trzódką” albo nawet zniknęła zupełnie. Wysiłek niszczycieli wyznawców Jezusa Boga-Człowieka, który oddał życie dla naszego zbawienia, idzie w tym kierunku, by jak najwięcej ludzi nie wierzyło w Niego. Jawnie lub w ukryciu pracują nad tym, by dawni wierzący w Jezusa Chrystusa stali się ateistami lub wyznawcami sekt i religii bez Niego, Boga-Człowieka i jedynego Zbawiciela wszystkich ludzi. Chcą ich zamienić w czcicieli bożków, takich jak pieniądz, źle pojęta wolność, egoistyczne używanie, pseudo-wartości polityczne. Ważną rolę w niszczeniu „trzody Chrystusowej” odgrywają środki społecznego przekazu. Jeśli nie ośmieszają Kościoła i nie zwalczają Boga wprost, to propagują styl życia bez Ojca, bez Jezusa Chrystusa, bez Ducha Świętego. Pokazują świat „oczyszczony” z wiary, modlitwy i miłości do Stwórcy, jedynego Zbawiciela i Ducha Prawdy i Świętości. Nawet wtedy, gdy mówi się o bolesnych wydarzeniach takich jak ataki terrorystyczne, prawie nikt nie przypomina potrzeby powrotu do wiary w Boga Ojca, Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, i pełnego mocy Ducha Świętego. Nie zachęca się do ufnego wołania do Boga: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie... zbaw nas od złego. Amen”. Nawet wielu duchownych już tego nie robi, dlatego świat jest taki, jaki jest.

 

3. Upodobanie Ojca niebieskiego w dawaniu. „Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo” – mówi Jezus (Łk 12,32). Tymi słowami pociesza swoich „nielicznych” i równocześnie ukazuje serce Boga, które ma upodobanie tylko w dawaniu. Bóg jest miłością, chce więc tylko dawać. Pragnie dać na zawsze siebie wraz ze swoim królestwem każdemu człowiekowi. Dlatego go szuka przez Jezusa i przez tych, którzy w Niego uwierzyli. Aby jednak przyjąć największy dar, którym jest Bóg i jego królestwo, trzeba opróżnić swoje serce z innych królestw, przede wszystkim – z królestwa egoizmu, ponieważ dwa przeciwstawne królestwa nie potrafią się zmieścić w jednym sercu. Trzeba otworzyć swoje serce tylko na królowanie Boga, tak jak to uczyniła Matka Najświętsza, spragniona wypełniać tylko Jego wolę.

 

4. Królestwo Boże dawane i dobrowolnie przyjmowane. Bóg, który jest miłością, ma upodobanie w dawaniu. Nam, ludziom, w swojej nieskończonej miłości chce dać wszystko, czyli siebie wraz ze swoim królestwem. Aby jednak Boże pragnienie udzielania wszystkiego poszczególnym ludziom mogło zostać zaspokojone, musi napotkać z ich strony serca całkowicie otwarte. Bóg bowiem – chociaż jest absolutnym Panem wszystkiego – nie chce się wdzierać przemocą w czyjeś życie: ani w moje, ani w życie innych ludzi. Aby móc nam dać największy skarb, jakiego tylko On może udzielić, potrzebuje naszej dobrowolnej zgody. Ta zgoda przyjmuje postać ciągłej i coraz większej rezygnacji z egoizmu oraz coraz większej gotowości napełniania się Jego Boską miłością. Nieprzeparte pragnienie Boga udzielenia nam siebie i swojego królestwa nakłada na nas podwójny obowiązek. Pierwszy to otwarcie naszego serca na ofiarowany nam przez Boga bezcenny skarb. Drugie zobowiązanie to pomaganie innym ludziom w coraz pełniejszym otwieraniu się na Boga, na Jego wolę i bezcenne łaski; pomaganie, by nikt Boga nie lekceważył i nie odpychał Jego pomocnej ręki, by nikt nie wykluczył się z ofiarowanego mu przez Boga królestwa.

 

5. Potrzeba umacniania i chronienia królestwa Bożego. Jezus mówi: „...spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo” (Łk 12,32). Drogocenny dar Boga i zadatek Jego królestwa otrzymał – przez sakrament chrztu – każdy ochrzczony człowiek i chrześcijański naród. Dzięki zjednoczeniu z Trójcą Świętą w każdym ochrzczonym może się rozwijać królestwo Boże, jeśli na to pozwoli przez stały i dobrowolny wysiłek podporządkowania się Bogu-Królowi. Również narody chrześcijańskie umacniają królestwo Boże, jeśli opierają się na Bożych przykazaniach. W historii ludzkości często jedne państwa i królestwa były podbijane i okupowane przez inne. Najeźdźca przemocą narzucał swoje panowanie i królowanie. Coś podobnego może stać się z królestwem Bożym, którego zadatek otrzymaliśmy przez chrzest. Bóg, z którym ten sakrament zjednoczył ochrzczonego, może być zastąpiony bożkiem. Wtedy serce ludzkie staje się królestwem tego nowego boga. Najczęstszym bożkiem staje się własne „ja”, bogactwo, sława, samowola nazywana wolnością, narzucanie się innym, ideologie polityczne lub sekciarskie, rozleniwienie, zemsta, rozwiązłość itp. Jeśli narody chrześcijańskie poddają się światowej manipulacji i rezygnują w swoim funkcjonowaniu z Bożych praw, to również stają się królestwami bożków. Te jednak – w przeciwieństwie do Boga prawdziwego – nikogo nie potrafią zbawić. Zamiast ocalać – niszczą i degradują.

 

6. Zachęta do dzielenia się. Aby przyjąć wielki dar samego Boga i pozwolić Mu swobodnie królować w swoim życiu, trzeba oczyścić serce z różnych bożków i zacząć obdarowywać hojnie innych ludzi, tak jak On to czyni. Zachęca do tego swoich uczniów Jezus, mówiąc: „Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę!” (Łk 12,33) Mają nie tylko sprzedać, bo to czyni wielu, lecz ponadto dać jałmużnę, czyli podzielić się z bliźnim zyskiem, obdarować siostry i braci, którzy znajdują się w potrzebie. Przez to dzielenie się pozwolą Bogu bez przeszkód królować w swoich duszach, czyli otworzą się na ofiarowany im skarb królestwa Bożego.

 

7. Skarb w pełni zabezpieczony. Skarby ziemskie powiększa się przez gromadzenie, np. pieniędzy, klejnotów, cennych przedmiotów, dzieł sztuki, złota, ziemi itp. Aby nie stracić tych bogactw, umieszcza się je w miejscach uznanych za najbardziej bezpieczne, a więc w skarbcach, sejfach, bankach, kryjówkach. Jednak na ziemi nie ma absolutnie niezawodnego sposobu zabezpieczenia posiadanych dóbr materialnych. Zawsze są zagrożone przez naturalny proces niszczenia i starzenia się, przez złodziei lub jakieś szkodniki. Dlatego Jezus zaleca mądrość, która przejawia się na gromadzeniu skarbu zabezpieczonego na zawsze: „Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy”. (Łk 12,33) Tym skarbem jest Bóg i to wszystko, co dla naszego wiecznego szczęścia przygotował nam w niebie, swoim królestwie. Wejdą do tego wiecznego królestwa szczęścia ci, którzy już na ziemi dobrowolnie pozwolili Bogu zbudować zaczątek Jego królestwa dobra w swoim sercu.

 

8. Gromadzenie cennego skarbu przez rozdawanie. Jezus zachęca nas do gromadzenia trwałego i niewyczerpanego skarbu w niebie. Mówi: „Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy” (Łk 12,33). Ten skarb zdobywa się inaczej niż ziemskie bogactwa. Te bowiem powiększa się przez gromadzenie i zabezpieczanie ich, natomiast do skarbu w niebie dochodzi się przez dawanie do granic swoich możliwości. Temu dawaniu musi jednak towarzyszyć dobra intencja, czyli taka, którą podsuwa miłość do Boga i do ludzi. Każda forma pobudzonego przez miłość dawania, dzielenia się, ubogacania innych gromadzi dla nas skarb w niebie. Czyni to również modlitwa, gdyż ona także jest obdarowywaniem. Prosząc Boga o coś, np. by ktoś wyzdrowiał, nawrócił się, osiągnął zbawienie, wyrażamy swoją miłość, która chce dawać, uszczęśliwiać, ubogacać innych. Brak proszenia Boga o coś ważnego dla innych może być przejawem braku miłości, obojętności, niewrażliwości a także nieufności. Każde dobre działanie powinno być wsparte modlitwą, aby nie popaść w szkodliwe samouwielbienie. Czyniący dobro człowiek powinien sobie i Bogu powtarzać: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać” (Łk 17,10).

 

9. Skarb niewyczerpany. Ziemskie bogactwa wyczerpują się, np. takie zasoby naturalne jak ropa, węgiel. Wyczerpać się mogą zgromadzone pieniądze i inne dobra materialne. Istniej jednak skarb niewyczerpany, który powinniśmy zdobyć. Znajduje się on w niebie. „Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie” – mówi Jezus (Łk 12,33). Tym niewyczerpanym skarbem jest Bóg i Jego miłość do nas. Jest nim także miłość wzajemna wszystkich zbawionych istot: ludzi i aniołów. Jeśli osiągniemy zbawienie, to również nasza miłość stanie się niewyczerpanym skarbem, czyli takim, który nigdy nie osłabnie, nigdy nie zostanie naruszony przez żadną formę egoizmu.

 

10. Duchowy „mól i złodziej”. W przeciwieństwie do skarbu znajdującego się w niebie dobra ziemskie są na różne sposoby zagrożone. Dlatego Jezus mówi: „Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy” (Łk 12,33). Na ziemi nie tylko dobra materialne są zagrożone przez różnego rodzaju „złodziei” i „mole”. Zniszczeniu mogą ulec także takie dobra duchowe jak miłość, dobroć, sprawiedliwość. Niszczącymi je „molami” jest nienawiść, złość, niesprawiedliwość i inne grzechy. Stracić można także cenne skarby mądrości, rozsądku, roztropności, gdy ktoś pozwoli się zaatakować przez „mola” emocji, stronniczości, manipulacji i różnych niemądrych lecz modnych kierunków myślowych. Nawet cenne dziedzictwo kulturowe jakiegoś narodu może zostać zniszczone przez „mola” nieroztropnego naśladowania złych zwyczajów. Istnieją też „złodzieje”, którzy okradają z różnych wartości i cennego czasu. Mogą się nimi stać np. gry komputerowe, płytkie rozmowy, rozrywki. W niebie nie ma tego rodzaju „moli” ani „złodziei”.

 

11. Serce przy właściwym skarbie. Osoby, pamiątki po kimś mogą stać się cennym skarbem, który rozbudza uczucia, przyciąga serce. Nieraz rzeczy, które nie są pamiątkami, także powodują emocjonalne związanie się z nimi. Człowiek gromadzi je, przywiązuje się do nich. Jezus zachęca nas, by swoje uczucia związać przede wszystkim ze skarbem, który jest w niebie. „Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze”. (Łk 12,34) To Bóg i wspólnota złożona z dobrych istot zbawionych, zawsze kochających i życzliwych mają być skarbem, o którym myślimy i za którym tęsknimy – skarbem, który przyciąga nasze serce. Myślenie o tym cennym i wiecznym skarbie łagodzi bór bolesnego rozstawania się z bliskimi przez śmierć.

 

Dobre przygotowanie na przyjście Pana

Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie!35 A wy [bądźcie] podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze.36 Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał.37 Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie.38 A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu.39 Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.40 (Łk 12,35-40)

1. Zaskakujące zachowanie pana po powrocie z uczty weselnej. Jezus opowiedział przypowieść, w której siebie przedstawił jako pana powracającego z uczty weselnej do swoich sług. Zaskakujące jest zachowanie tego pana przedstawiającego Chrystusa, bo po przyjściu w nocy nie usiądzie i nie powie sługom: „Jestem zmęczony, głodny i spragniony. Przygotujcie mi coś do jedzenia i picia, i posłanie”. Nie, nie tak postąpi. Według słów, wypowiedzianych przez Jezusa niemal pod przysięgą, przepasze się „i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał” (Łk 12,37). W tak nieoczekiwany sposób potrafi się zachowywać tylko Bóg, którego miłość jest zaskakująca dla naszych ograniczonych umysłów i małych serc. Tylko kochający Bóg mógł też wymyślić sposób uratowania nas, grzeszników, przez Wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna.

 

2. Powrót Pana. Żyjemy na planecie Ziemi, która została w szczególny sposób wyróżniona przez Boga. Nie tylko przez to, że dzięki mądrości Stwórcy powstały na niej warunki umożliwiające życie, bo takie mogą istnieć również w innych miejscach ogromnego kosmosu; i nie tylko przez umieszczenie na niej nas, ludzi, bo podobne rozumne istoty wszechmogący Pan mógł powołać do istnienia również w innych częściach wszechświata. Planeta Ziemia została wyróżniona przez Stwórcę głównie przez to, że w osobie Syna On sam na niej zamieszkał. Odwieczne Słowo przyjęło ludzką naturę. Syn Boga stał się jednym z nas. Ten, przez którego wszystko się stało (por. J 1,3), patrzył z ziemi, jak my, na widoczną na niebie część kosmosu i podziwiał piękno ziemskich stworzeń. Stwórca, przez Wcielenie, stał się wyjątkowo bliski ludziom, istotom, które umieścił na naszej planecie. Na tej planecie Syn Boży został również zabity i powrócił do życia przez swoje zmartwychwstanie. Jezus Chrystus nadal mieszka pośród nas w Eucharystii. Nastąpi jeszcze jedno ważne wydarzenie dla ludzi i dla naszej planety: Syn Boży powróci do nas w sposób, który przedstawiamy tajemniczym określeniem teologicznym „przyjście w chwale”. Stamtąd, czyli od Ojca, Jezus Chrystus „przyjdzie sądzić żywych i umarłych” – jak wyznajemy w Credo. (Więcej o przyjściu Chrystusa w chwale tutaj)

 

3. Gotowość do służenia. „Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie!” (Łk 12,35) – mówi Jezus. Znaczy to, że w każdej chwili życia powinniśmy być gotowi do usługiwania. W podobnej postawie mieli czekać na powrót swego pana z uczty weselnej słudzy z przypowieści Chrystusa. Nawet pochodnie mieli mieć zapalone, aby móc się bezpiecznie poruszać w nocy. Tych czujnych i gotowych do usługiwania swojemu panu spotkała wielka niespodzianka. Wkrótce się okazało, że to nie oni usługiwali swemu panu, lecz on im. Jezus pokazuje nam w swojej przypowieści ważną dla nas prawdę. Tę mianowicie, że Bóg wymaga od nas postawy służenia tylko po to, by móc nam usługiwać swoją wszechmocną Miłością. Na to ubogacające i uszczęśliwiające nas Jego usługiwanie otwieramy się tylko wtedy, gdy sami pragniemy szczerze i gorliwie służyć Mu i wypełniać Jego wolę.

 

4. Boże przychodzenie i kołatanie. Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy zmartwychwstały człowiek, ciągle do nas przychodzi i puka do naszego serca. Chce, aby Mu „zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze” (Łk 12,36). Przychodzi do nas w ciągu całego naszego ziemskiego życia. Nie wdziera się jednak lecz pokornie puka, spodziewając się otwarcia Mu drzwi naszego serca. Nikogo nie pomija. Nadejdzie taki moment, kiedy pukanie Boga stanie się ostatnim i najważniejszym wydarzeniem w naszym życiu. Będzie to kołatanie Pana, przychodzącego do nas w godzinie naszej śmierci. Przyjdzie On z gotowością usługiwania nam, swoim stworzeniom, aby nas uszczęśliwiać przez całą wieczność. W owej godzinie także nie będzie się wdzierał do ludzkiego serca, lecz pukał, bo szanuje udzielony człowiekowi dar wolności. Przyjmą przychodzącego Pana ci, którzy w momencie swojej śmierci będą mieli gotowość służenia Mu i wypełniania Jego woli przez całą wieczność, podobnie jak Najświętsza Maryja Panna. Ludzie, którzy niby chcą być zbawieni, lecz nie znoszą wypełniania Bożej woli i Jego przykazań, nie są przygotowani do wejścia do nieba. Żyją w wielkiej iluzji. (Więcej o przygotowaniu się na spotkanie z Panem w chwili śmierci tutaj)

 

5. Wysiłek związany z czuwaniem. Przypowieść Jezusa nie mówi o tym, że słudzy czekali na swojego pana w ciągu dnia lecz w nocy. Przez to podkreśla ich wysiłek i trud związany z czuwaniem, które łatwo mogłoby się zamienić w głęboki sen. Bez tego wysiłku można by przespać moment powrotu pana. Wspomniany szczegół przypowieści podkreśla fakt, że autentyczne życie ucznia Chrystusa jest trudem. Czekanie na Niego jest wysiłkiem. Ten trud powoduje, że niektórzy ludzie porzucają wiarę i ewangeliczne zasady moralne. Układają swoje życie z pomijaniem przykazań i Bożej woli. Jak syn marnotrawny ulegają złudzeniu, że absolutna wolność i egoistyczny sposób postępowania zapewni im szczęście (por. Łk 15,1-32). Nie zdają sobie sprawy lub nie chcą zrozumieć tego, że wybrany sposób życia może ich pozbawić szczęścia wiecznego. Mogą nie otworzyć swego serca Jezusowi, kiedy do nich przyjdzie i zakołacze w godzinie śmierci.

 

6. Stała postawa czuwania. Przyjście Chrystusa, którego symbolizuje pan z Jego przypowieści, może nastąpić „o drugiej, czy o trzeciej straży” (Łk 12,38), czyli w dowolnym czasie. Znaczy to, że chwila powrotu Chrystusa nie jest nam dokładnie znana – ani w dniu paruzji, ani w godzinie naszej śmierci.. Wyznawcy Jezusa zatem – tak jak słudzy z Jego przypowieści – nie powinni spać, lecz stale czuwać, myśleć o Jego powrocie i chcieć Mu służyć. Za to otrzymają wielką nagrodę. „Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie” (Łk 12,38).

 

7. Płonące pochodnie. „Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie!” (Łk 12,35) W dzień płonące pochodnie służą do dekoracji, nocą natomiast ułatwiają poruszanie się, bo rozjaśniają mroki. Bez nich słudzy z przypowieści Jezusa nie mogliby skutecznie spełniać swoich obowiązków. Przeszkadzałyby im w tym ciemności. Zapalone pochodnie, świecące w ciemnościach, mogą oznaczać wiarę uformowaną przez Ewangelię Jezusa Chrystusa, natomiast ciemności symbolizują różne nauki, które są z nią sprzeczne. Takich „ciemnych” nauk w dziejach świata pojawiało się wiele. Zaliczały się do nich różne herezje, wypaczone nauki moralne, oparte na sloganach ideologie, sekciarskie doktryny itp. Także w  dzisiejszych czasach nie brakuje błędów, które wnikają w ludzkie umysły i zaciemniają je. Te ciemności przyzywają Jezusa, Światłość, aby On i Jego Ewangelia na nowo rozproszyły mroki nocy, które ogarniają wiele istot ludzkich. W rozpowszechnionych ciemnościach powinno się rozlegać wołanie tych, którzy zachowali w swoich umysłach i sercach gorejącą pochodnię wiary. To oni powinni w mrokach świata przywoływać Chrystusa, Światłość prawdziwą: „Przyjdź, Panie Jezu!”. A Zbawiciel odpowie na to wołanie: „Zaiste, przyjdę niebawem. Amen” (Ap 22,20).

 

8. Powrót z uczty weselnej. Słudzy, o których mówi Jezus w swojej przypowieści, czekali na pana, który miał powrócić z uczty weselnej. Tą ucztą wiecznej radości jest niebo. Jezus Chrystus powraca z tej uczty do umierającego człowieka, aby go na nią wprowadzić. Chciałby przyjąć tam każdego i każdego uszczęśliwiać, bo za wszystkich ludzi umarł na krzyżu. Nie każdy jednak Mu na to pozwala, nie każdy otwiera przed Nim serce.  Naszą modlitwą za konających możemy pomóc otworzyć serca na Chrystusa tym, którzy nie są jeszcze na to w pełni gotowi. Również za siebie powinniśmy się modlić, aby w chwili przyjścia po nas Jezus zastał nas czuwających. W modlitwie Zdrowaś Maryjo prosimy o wstawiennictwo także Matkę Najświętszą. Do Niej kierujemy słowa: Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

 

9. Niespodziewane przyjście Chrystusa. Powrót Chrystusa będzie tak niespodziewany, jak niespodziewane jest włamywanie się złodzieja w nocy. Złoczyńca przychodzi, gdy nikt się tego nie spodziewa (por. Łk 12,39). Podobnie zaskoczy wielu Chrystus powracający w chwale. Wielu bowiem sądzi, że to nastąpi za tysiące lat, bo minęło ponad dwadzieścia wieków, a zapowiedziana paruzja nie nastąpiła. Tak myśleć nie można, dlatego Jezus poucza, że Jego powrót będzie tak zaskakujący i nieoczekiwany jak włamanie się złodzieja do jakiegoś domu w nocy. O tym, że ostateczne przyjście Chrystusa może być wydarzeniem naprawdę bardzo bliskim, świadczą Jego słowa, które wypowiedział do św. Faustyny. Święta tak je zapisała w swoim dzienniczku: „Gdy się modliłam za Polskę, usłyszałam te słowa: Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje.” (Dzienniczek 1732). Wielu mistyków współczesnych mówi podobnie jak św. Faustyna, że przyjście Chrystusa jest wydarzeniem bardzo bliskim i dlatego trzeba być przygotowanym na nie przez stałe święte życie (np. ks. S. Gobbi, Ryden i inni). Przekazywane przez nich pouczenia nie są niczym innym jak echem słów Jezusa: „Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (Łk 12,40).

 

10. „Bądźcie gotowi”. Mamy być zawsze przygotowani na przyjęcie Syna Człowieczego, Jezusa Chrystusa, ponieważ przyjdzie On o godzinie, której się nie domyślamy (por. Łk 12,40). Być gotowym na przyjęcie Go znaczy żyć stale w jedności z Bogiem, nie zrywać jej przez grzechy śmiertelne. Gdyby ktoś taki grzech popełnił, powinien zaraz przez skruchę i sakrament spowiedzi uzyskać przebaczenie miłosiernego Boga i odzyskać łaskę nadprzyrodzonego zjednoczenia z Nim. Być gotowym na przyjście Chrystusa to chcieć w każdej chwili dobrze spełniać te zadania i obowiązki, które wyznaczył nam Bóg, nie kierować się egoizmem lecz miłością do Boga i ludzi. Jest przygotowany na przyjście Chrystusa ten, kto dobrze wykorzystuje chwilę obecną swojego życia przez kontakt z Bogiem, uświadamianie sobie Jego obecności, rozmowę i wspólne działanie z Nim. Każdy moment życia człowieka gotowego na przyjęcie przychodzącego Pana napełniony jest wdzięcznością wobec Niego i głębokim pragnieniem jak najlepszego służenia Mu. Przykład takiej postawy daje nam Matka Najświętsza. Człowiek gotowy na przyjście Chrystusa ma „pochodnię zapaloną” (por. Łk 12,35) czyli taką, która oświeca członków rodziny, bliskich, krewnych, znajomych i nieznajomych, aby i oni stale byli gotowi przyjąć Tego, o którym Księga Apokalipsy mówi: „Jam jest Alfa i Omega, mówi Pan Bóg, Który jest, Który był i Który przychodzi, Wszechmogący” (Ap 1,8).

 

Odpowiedzialność za powierzone zadania

Wtedy Piotr zapytał: Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich?41 Pan odpowiedział: Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas wydzielił jej żywność?42 Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności.43 Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem.44 Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: Mój pan ociąga się z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się,45 to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce.46 Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę.47 Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.48 (Łk 12,41-48)

1. Ważne pytanie Piotra. Wielu, słysząc słowo Boże, np. homilię, kazanie, pouczenie, myśli sobie: „Ale to pasuje do mojego sąsiada, sąsiadki, kolegów z pracy. Szkoda że tego nie słyszą”. Piotr nie w taki sposób podchodzi do pouczenia Jezusa o potrzebie ciągłego czuwania, aby Go przyjąć, gdy przyjdzie. Wie, że mówiący Jezus zwraca się do niego, poucza go o czymś bardzo ważnym. Pyta jedynie o to, czy w takim samym stopniu słyszane nawoływanie do czujności odnosi się do wszystkich ludzi. Zadaje więc pytanie: „Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich?” (Łk 12,41) Swoim przykładem poucza nas, by słyszane słowo Boże nie odnosić tylko do innych ludzi, lecz przede wszystkim do samego siebie.

 

2. I ja muszę odpowiedzieć na pytanie Jezusa. Na pytanie Piotra o to, czy przypowieść o potrzebie czuwania i dobrego przygotowania się na niespodziewany powrót pana odnosi się do wszystkich ludzi, Jezus odpowiada pytaniem: „Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas wydzielił jej żywność?” (Łk 12,42). Postawił pytanie, aby nie tylko Piotr, ale każdy, kto słyszy Jego słowa lub będzie je czytał w przyszłości, dał sobie na nie odpowiedź. Również ja mam ciągle zastanawiać się i dawać odpowiedź na szereg szczegółowych pytań, zawartych w pytaniu Jezusa. A pytania te są następujące: Czy jestem wiernym rządcą? Czy kieruję się roztropnością w wykonywaniu powierzonych mi zadań? Czy rzeczywiście czuję się tylko ustanowionym rządcą a nie panem? Czy zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności za powierzone mi osoby? Czy traktuję swoją posługę wobec bliźnich jako żywienie ich w odpowiednim czasie? A może po swojemu i egoistycznie podchodzę do zadań życiowych, które są moim powołaniem?

 

3. Rządca nie jest panem. Jedną z pokus dotykających ludzi mających pod sobą podwładnych jest zapominanie o tym, że tak samo jak oni są tylko sługami – sługami Pana, którym jest Bóg. Nie powinni jednak o tym zapominać. Dla wszystkich, którzy im podlegają, mają być obrazem Stwórcy troszczącego się wiernie i roztropnie o dobro wszystkich stworzeń. Nie powinni popełniać grzechu uważania siebie za absolutnych panów, którym wszytko wolno, bo posiadają władzę nad innymi.

 

4. Każdy rządca odpowie przed swoim Panem. Nauczanie Jezusa Chrystusa nie ma charakteru politycznego, jednak każdemu rządzącemu przypomina bardzo ważną dla niego prawdę. Tę mianowicie, że będzie musiał odpowiedzieć przed swoim prawdziwym Panem, którym jest Bóg. Ten Pan wie wszystko. Tego Pana nie da się okłamać, przekupić ani pozyskać pochlebstwami. Przed swoim prawdziwym Panem każdy posiadający ziemską władzę jest tylko „rządcą”, zobowiązanym do troszczenia się o powierzonych mu ludzi. Dla każdego rządzącego nastąpi dzień spotkania z przychodzącym do niego Panem. Każdy otrzyma nagrodę lub karę. Tak się stanie, nawet jeśli ktoś w to nie wierzy.

 

5. Wydzielanie żywności. Każdy „rządca” – jak mówi Jezus – po to został ustanowiony nad służbą, „żeby na czas wydzielał jej żywność” (por. Łk 12,42). Powinien wiernie i roztropnie wypełniać to zadanie. „Wydzielanie żywności na czas” oznacza wykonywanie różnych zadań, pożytecznych dla innych. Wszyscy odpowiedzialni za kogoś – a więc małżonkowie, rodzice, przełożeni, wychowawcy, nauczyciele, kierownicy itp. – mają „karmić” nie siebie, lecz tych, którzy zostali im powierzeni przez Boga. Nie chodzi tylko o karmienie pokarmem dla ciała, bo nie tylko takiego pożywienia potrzebuje człowiek. Również duchowi potrzebny jest pokarm, czyli coś, co go umacnia, rozwija, chroni od osłabnięcia. Takim „pokarmem” jest przede wszystkim Chrystus i Jego Ewangelia, a także słowo otuchy, podniesienie na duchu, serdeczność, życzliwość. Wszystko to jest „pokarmem”, bo wzmacnia duchowo. Każdy z nas otrzymał od Boga jakąś formę „żywności”, którą powinien „na czas wydzielać” tym, za których jest odpowiedzialny, aby ich umocnić i rozwinąć (por. Łk 12,42).

 

6. Wierność „rządcy”. Bóg jest wierny, dlatego wymaga wierności od nas, ludzi, których stworzył. Wierny powinien być każdy Jego sługa. Jezus wymienia dwie ważne cechy dobrego „rządcy”. Ma być wierny i roztropny (por. Łk 12,42). Wiernym można być komuś lub czemuś, np. Bogu, współmałżonkowi, danemu słowu, zasadom, sumieniu, obowiązkom. W tym, co nazywamy wiernością, zawiera się wiele różnych postaw, głównie – stałość, niezmienne trwanie przy kimś lub przy czymś. Bóg jest wierny, bo jest niezmienną miłością. Ona w Bogu nie pojawia się ani nie zanika. Zawsze jest nieskończona. Pan niezmiennie pragnie naszego dobra, dlatego spełnia absolutnie wszystko, co przyrzekł, i tak jak przyrzekł dla naszego dobra. W tym objawia się Jego wierność. Każdy dobry „rządca”, ustanowiony przez Boga, także wiernie, czyli niezmiennie powinien spełniać powierzone mu zadania. Ma wytrwale dbać o sprawy Tego, który mu powierzył troskę o innych. Wierny sługa Boga nigdy Go nie zdradza, poddając się woli Jego przeciwników lub swoim egoistycznym pragnieniom i impulsom.

 

7. Roztropność „rządcy”. „Rządca” taki, jakiego pragnie Bóg, „rządca po Jego myśli”, ma być nie tylko wierny, ale także roztropny (por. Łk 12,42). Powinien zatem naśladować mądrego Boga, roztropność bowiem jest mądrością. Bóg, wieczna i nieskończona Miłość, nigdy nie działa w sposób bezrozumny. Zawsze kieruje się mądrością. Podobnie powinni postępować Jego słudzy. Każdy ustanowiony przez Boga „rządca” ma nie tylko wiernie wypełniać Jego polecenia, ale także roztropnie, czyli mądrze, rozumnie, sensownie. Nigdy zatem nie powinien odznaczać się stronniczością. Nie wolno mu kierować się uprzedzeniami, niechęcią do kogoś ani też zaślepiającą pobłażliwością. Również egoizm nie może mieć wpływu na jego postępowanie, bo przestanie ono być roztropne. Mądry i roztropny „rządca” stara się w różnych i zmieniających się okolicznościach jak najlepiej wypełnić zlecone mu zadania. Nie omija nakazów prawa, ale postępuje nie według jego litery, lecz zgodnie z jego duchem, czyli tak, aby zawsze powstało jak największe dobro i aby nikt nie został skrzywdzony przez bezduszność. Zawsze ma na uwadze prawdziwe dobro tych, za których jest odpowiedzialny.

 

8. Życiowe powołanie. Stwarzając człowieka, Bóg wyznacza mu zadania, które powinien spełnić w ciągu swojego życia i przez które powinien się uświęcić. Te zadania są jego powołaniem. Aby je odkryć, trzeba się modlić o światło. Jeśli ktoś wypełni zadania, które mu wyznaczył Bóg, to będą one najbardziej pożyteczne. Trzeba się więc zastanawiać nad tym, co i jak mamy wykonać w nadchodzącym dniu lub w najbliższym czasie, jaki rodzaj „pożywienia” mamy „wydzielić” ludziom, za których jesteśmy odpowiedzialni jako „rządcy” Najwyższego Pana (por. Łk 12,42).

 

9. Wierny i roztropny „rządca” kierujący samym sobą. Każdy z nas jest nie tylko „rządcą” odpowiedzialnym za powierzonych naszej opiece ludzi, ale także „rządcą” ustanowionym nad całym swoim życiem, postępowaniem, świętością (por. Łk 12,42). Mamy wiernie i roztropnie kierować swoimi czynami, mówieniem, milczeniem, myśleniem, wyrażaniem lub ukrywaniem swoich emocji. Roztropność i wierność Bogu, zasadom moralnym nakazuje nieraz także powstrzymywanie się od pewnych działań. Jako wierni i roztropni „rządcy” powinniśmy naszemu duchowi dostarczać pokarmu słowa Bożego, Bożej mądrości i Eucharystii. Nie wolno nam deprawować naszej duszy egoizmem, nienawiścią i innymi grzechami. Nie powinniśmy zatruwać umysłu błędnymi naukami i ideologiami. Jeśli w zarządzie swoim życiem chcemy wykazywać się roztropnością, to powinniśmy mieć odpowiednich doradców. Są nim zasady moralne wynikające z Ewangelii, słowo Boże, przykład Jezusa, Jego Matki i świętych, światło Ducha Świętego i prawe sumienie. Powinniśmy wiernie wykonywać to, co ci dobrzy przewodnicy nam doradzają.

 

10. Szczęśliwy ten, kto służy. „Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem”. (Łk 12,43-44) Te słowa Jezusa pouczają nas, że drogą do szczęścia jest wierne i roztropne służenie Jemu oraz powierzonym nam przez Niego ludziom. Szczęśliwy ten człowiek, którego powracający Chrystus zastanie przy „wydzielaniu żywności” swoim bliźnim, czyli służącego im, troszczącego się o nich, myślącego i planującego, jak i kiedy można udzielić ludziom najskuteczniejszej pomocy.

 

11. Sprzeciwianie się swojemu powołaniu. Przypowieść Jezusa mówi nie tylko o „rządcach”, którzy dobrze spełnili powierzone im przez pana zadanie i troszczyli się wiernie i roztropnie o innych, wydzielając im na czas żywność (por. Łk 12,42). Mówi także o takich, którzy przestali się troszczyć o powierzone im przez pana osoby. Przypowieść przedstawia sługę-rządcę, który bije sługi i służące, a przy tym je, pije i upija się (por. Łk 12,45). Ten sługa reprezentuje wszystkich ludzi, którzy wykorzystują swoje stanowisko, by egoistycznie służyć tylko sobie. Wielu jest takich, którzy zamiast służyć i pomagać innym, troszczą się wyłącznie o siebie, szukają własnych przyjemności, jedząc, pijąc i upijając się. Jeśli ktoś im wytyka złe postępowanie, jeśli upomina się o swoje prawa, to go biją, zastraszają, szantażują, aby się nie poskarżył panu. Jezus w swojej przypowieści przestrzega egoistów, którzy nadużyli zaufania pana i sprzeciwili się swojemu powołaniu do służby. Mówi: „nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce". (Łk 12,46) Podobny los spotka każdego, kto nadużywa władzy i krzywdzi bliźnich.

 

12. Powrót Chrystusa związany z nagrodą i karą. Jezus w swojej przypowieści o rządcy poucza, że powrót pana będzie się wiązał z udzieleniem nagrody lub wymierzeniem kary. I tak rządcę wiernego i roztropnego, który stale się troszczy o sługi i służebnice, w nagrodę postawi „nad całym swoim mieniem” (Łk 12,44). Temu natomiast, który o innych się nie troszczy, lecz je, pije, upija się i krzywdzi bliźnich, wymierzy surową karę. Nadejdzie „pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce” (Łk 12,46). Przypowieść Jezusa zapowiada Jego przyjście, które będzie się wiązało z osądem. Wyznajemy to w Credo mówiąc: „Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych”. „Żywymi” są ci, którzy kierują się miłością i jak wierny „rządca” troszczą się o innych, wydzielając im na czas żywność. „Umarli” duchowo to ci, którzy swoim egoizmem uśmiercili w sobie miłość i dlatego przestali się troszczyć o innych, tak jak sługa z przypowieści Jezusa, który mówił sobie w duszy: Mój pan ociąga się z powrotem” i zaczął „bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się” (por. Łk 12,45). Po śmierci człowieka dokona się sprawiedliwy sąd szczegółowy nad „żywą” lub „martwą duchowo” duszą. Natomiast w czasie ostatecznego powrotu Chrystusa w chwale dokona się sąd ostateczny. (Więcej o sądzie szczegółowym i ostatecznym tutaj i tutaj)

 

13. Fałszywe poczucie bezpieczeństwa ludzi czyniących zło. Dwie postawy w szczególny sposób sprzyjają czynieniu zła. Pierwsza to zniszczenie w sobie wiary w Bożą sprawiedliwość, a druga to mówienie sobie: Mam jeszcze czas na nawrócenie. Bezkarni czują się ci, którzy nie wierzą, że staną kiedyś oko w oko ze sprawiedliwością Tego, którego nie można oszukać, bo wie wszystko. Niszcząc w sobie wiarę w doskonałą sprawiedliwość pozbawiają się skutecznego hamulca, powstrzymującego przed złem. Drugie niebezpieczeństwo polega na mówieniu sobie jak niewierny i nieroztropny sługa: „Mój pan ociąga się z powrotem” (Łk 12,45), a więc mogę robić, co chcę, zdążę się jeszcze poprawić. I „zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się” (Łk 12,45). Jezus ostrzega wszystkich ludzi czyniących zło, którzy bezpodstawnie uważają, że mają jeszcze wystarczająco dużo czasu na przemianę życia, bo miłosierny ale i sprawiedliwy Pan stworzenia ociąga się ze swoim powrotem. Zbawiciel mówi każdemu z tych lekkomyślnych i złych sług: „nadejdzie pan (...) w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna” (Łk 12,45). Przez św. Faustynę i innych Jezus powtarza, że ten niespodziewany dzień i ta nieznana godzina jest bardzo bliska.

 

14. Hojna nagroda dla wiernych i roztropnych sług. W swojej przypowieści Jezus podkreśla dobroć i hojność pana, który wiernemu i roztropnemu rządcy udzielił wielkiej nagrody za to, że troszczył się o jego sługi i służebnice. Powiedział: „Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. (Łk 12,43-44)  Jezus nie powiedział, że postawił go nad częścią swojego mienia, lecz – „nad całym swoim mieniem”. Chce przez to powiedzieć, że Bóg, którego oznacza pan z przypowieści, każdemu wiernemu Mu człowiekowi chce dać wielką i wieczną nagrodę. Tą nagrodą jest On sam, a więc – Wszystko: nieskończona Miłość, Prawda, Piękno. Bóg nie chce dawać „trochę”; Jego serce pragnie dawać nieskończenie wiele. Dlatego nieskończenie wielką nagrodę otrzymają wszyscy zbawieni. Będzie nią oglądanie Boga „twarzą w twarz”, czyli wieczna ekstaza szczęścia, wywołana stałym odczuwaniem Jego nieskończonej Miłości, cieszeniem się Nim jako Prawdą i Pięknem. (Więcej o wiecznej nagrodzie tutaj)

 

15. Zróżnicowany los po śmierci. Przypowieść Jezusa mówi tylko o jednym rodzaju nagrody. Jest nią postawienie wiernego i roztropnego rządcy przez pana nad całym swoim mieniem  (por. Łk 12,44). Tym „całym mieniem” jest Bóg, który udziela się zbawionym i uszczęśliwia ich – w pełni i całkowicie – swoją miłością, prawdą, pięknem. Bóg, który jest nieskończoną miłością, chciałby się udzielać w pełni każdemu, kto się na Niego otworzy przez pragnienie wypełniania Jego woli. Kara, o której mówi przypowieść Jezusa, jest zróżnicowana. Zależy od stopnia winy złego sługi. Ten, który dbał tylko o siebie, a innych krzywdził bijąc ich, został bardzo surowo ukarany przez „ćwiartowanie” i wyznaczenie mu miejsca z niewiernymi, do których grona sam się zaliczył przez brak wierności w wykonywaniu zadania troszczenia się o służbę pana. Zróżnicowana kara została ukazana także przez chłostę „wielką” lub „małą”, zależną od stopnia znajomości woli pana. „Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą” (Łk 12,47-48). Mówiąc w swojej przypowieści o wielkiej nagrodzie i sprawiedliwej karze, Jezus ukazuje nam to, co nastąpi po naszej śmierci. Każdy, kto zgodnie z wolą Boga będzie się za życia troszczył o innych, osiągnie pełnię szczęścia. Tych natomiast, którzy nie wypełniali woli Bożej, bo woleli żyć egoistycznie i krzywdzić innych, czeka zróżnicowane cierpienie czyśćca lub piekła. (Więcej o czyśćcu tutaj, a o piekle tutaj)

 

16. Właściwe osądzanie stopnia winy przez Boga. Bóg osądza każdego człowieka sprawiedliwie, patrzy  zatem nie tylko na to, czy jakieś przykazanie zostało przez kogoś naruszone, lecz bierze pod uwagę przede wszystkim świadomość, z jaką ktoś czyni zło. Doskonałą Bożą sprawiedliwość Jezus wyraża następująco: „Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą” (Łk 12,47-48). Jezus poucza w swojej przypowieści o tym, że wielkość winy człowieka zależy nie tylko od wielkości zła, które czyni – czyli od obiektywnego stopnia szkodliwości jego czynów – lecz przede wszystkim od stopnia świadomości i dobrowolności złego działania. Im bowiem bardziej świadomie i dobrowolnie ktoś grzeszy, tym bardziej zepsuty jest jego duch i tym mniej miłości posiada. (Więcej o Bożej sprawiedliwości tutaj)

 

17. Zróżnicowane wymagania. Dość częstym zjawiskiem jest przechwalanie się swoimi uzdolnieniami lub zajmowanym stanowiskiem, uchodzącym za znaczące i zaszczytne. Jednak różnych zdolności nie otrzymaliśmy po to, by się nimi pysznić, lecz w tym celu, bu nimi służyć Bogu i ludziom. Podobnie jest ze stanowiskami. Nie są one dane po to, by się nimi szczycić i karmić swoją próżność. Są zleconymi nam zadaniami, powierzoną nam formą służby, misją. „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą” – przypomina Jezus (Łk 12,48). Wymagania Boże są zróżnicowane. Stwórca nie domaga się od dziecka tego, czego oczekuje od człowieka dorosłego, dojrzałego, doświadczonego, potrafiącego dobrze przewidywać skutki swojego działania. Im więcej różnych uzdolnień posiadamy, tym większa jest nasza odpowiedzialność za to, jak je wykorzystaliśmy dla dobra innych i dla swojego autentycznego dobra, którym jest przede wszystkim wieczne zbawienie. Podobnie im „wyższe” stanowiska zajmujemy, tym większa będzie nasza odpowiedzialność za to, jak się wywiązaliśmy z powierzonych nam zadań.

 

18. Stałe wykonywanie wyznaczonego zadania. Przypowieść Jezusa mówi, że nagrodę zdobędzie i szczęście osiągnie ten sługa, który w chwili powrotu swego pana będzie wykonywał zlecone mu zadanie troszczenia się o powierzonych mu ludzi: „Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem”. (Łk 12,43-44) Jednak nie ma takiego człowieka, który przez dwadzieścia cztery godziny na dobę działałby, wykonując powierzoną mu pracę. Każdy musi odpocząć, posilić się. Wykonywanie czynności związanej ze swoim powołaniem polega zatem przede wszystkim na stałej gotowości służenia, na nieprzerwanym pragnieniu wypełniania wszystkiego tak, jak Bóg nam to zlecił. Szczęśliwy ten sługa, który ma stale takie nastawienie. Przykład nieprzerwanej gotowości wypełnienia woli Pana widzimy u Matki Najświętszej. To pragnienie nigdy Jej nie opuszczało.

 

Jedność w Chrystusie i podziały z Jego powodu

Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.49 Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.50 Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam.51 Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu;52 ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.53 (Łk 12,49-53)

1. Ogień przetwarzający i jednoczący. O zbawczym celu swojego przyjścia na świat Jezus mówi: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.” (Łk 12,49) Tym ogniem jest przede wszystkim miłość rozpalana w sercach przez Ducha Świętego i to wszystko, co się z nią łączy: wierność, gorliwość, odwaga, zapał apostolski w głoszeniu słowa Bożego aż po krańce świata. Chrystus pragnie, aby ten ogień jak najszybciej objął jak najwięcej serc ludzkich i doprowadził do zjednoczenia się świata wokół Niego. Pragnie jedności, która pojawia się tam, gdzie wszyscy prawdziwie kochają się wzajemnie.

 

2. Ogień rozpalany przez Ducha Świętego. To Duch Święty rozpala ogień, który Jezus przyszedł rzucić na ziemię (por. Łk 12,49). Widzialnym znakiem tego duchowego ognia miłości, gorliwości, zapału, odwagi, żarliwości były języki ognia, które w dniu Pięćdziesiątnicy ukazały się nad uczniami Chrystusa, zgromadzonymi w wieczerniku na modlitwie wraz z Matką Najświętszą. „Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego” (Dz 1,14). „Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić” (Dz 2,1-4). Duch Święty, wszechmocna trzecia osoba Boska, nie przestał działać. Ciągle rozpala ogień Bożej miłości w ludzkich sercach, które Mu się nie opierają (por. Rz 5,5). Przez tę miłość odnawia On oblicze naszej ziemi, zawsze rozpoczynając od duchowej odnowy konkretnego człowieka. Dzięki Jego Boskiej mocy i działaniu w duszach ludzkich tworzy się zapowiedziana „nowa ziemia” i powstają w nich „nowe niebiosa” (por. Ap 21,1) (Więcej o powstających „nowych niebiosach” i „nowej ziemi” tutaj oraz: ks. S. Gobbi, V. Ryden).

 

3. Bolesny chrzest przyjęty przez Jezusa Chrystusa. Jezus zapowiada swoim uczniom: „Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie” (Łk 12,50). Nie mówi o chrzcie podobnym do tego, jaki przyjął w Jordanie z rąk Jana Chrzciciela (por. Łk 3,21-22). Tym chrztem miała być Jego bolesna zbawcza męka i śmierć. Kiedy udzielany jest chrzest przez zanurzenie, chrzczony wchodzi do wody, a potem z niej wychodzi. Jezus zapowiada swój chrzest, podczas którego nie w wodę zstąpi, lecz w głębiny cierpienia, męki, udręk i śmierci krzyżowej. Z tego bolesnego zanurzenia wyjdzie jednak jak z wody przez swoje zmartwychwstanie. Dramat tego Jego „zanurzenia” i „wyjścia” z niego przez zmartwychwstanie musiał się dokonać, aby w ludzkich sercach mógł zapłonąć ogień miłości, rozpalony przez Ducha Świętego. (Więcej tutaj)

 

4. Ogień, który nieraz wygasa. Na świat ogarnięty egoizmem i zanurzony w grzechu miłosierny Ojciec posłał swojego Syna, Jezusa Chrystusa, którego Serce było i nadal jest „gorejącym ogniskiem miłości”. Posłany Duch Święty przeniósł tę Jego nieskończoną Bożą miłość na wiele serc ludzkich (por. Rz 5,5), jakby odpalając jedną świecę od drugiej. Jednak ten płomień miłości zgasł w wielu sercach, gdyż ataki przeciwnika Boga robią swoje. Szatan i jego współpracownicy gaszą miłość, aby zamiast niej rozpalić nienawiść, zasiać złośliwość, agresję, pychę, złość, zazdrość, mściwość, egoistyczne zajmowanie się wyłącznie samym sobą i inne grzechy. Z tego powodu świat nadal potrzebuje rozpalenia miłości przez Tego, który nią jest; potrzebuje przyjścia Jezusa, potrzebuje Jego powrotu w chwale jako powrotu miłości. To przyjście, na które powinniśmy być stale przygotowani, nastąpi. Miłość powróci jako miłość. Biada jednak tym, którzy nawet wtedy jej nie przyjmą. (Więcej o bliskim przyjściu Chrystusa jako powrocie miłości zob. ks. S. Gobbi, V. Ryden)

 

5. Ogień, którym Jezus chce się z nami podzielić. „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” – mówi Jezus (Łk 12,49). Ten ogień miłości, który Jezus przyszedł rzucić na grzeszną ludzkość, płonął przede wszystkim w Nim. Płonął w Nim cały czas, jednak „zapłonął” wielkim płomieniem podczas Jego męki i śmierci krzyżowej, czyli w czasie zapowiedzianego przez Niego chrztu, który miał przyjąć (por. Łk 12,50). Jego cierpienie i przyjęta dobrowolnie śmierć były szczególnym znakiem ogromu Jego miłości do Boga Ojca i do nas. Była to bowiem śmierć za tych, którzy stali się nieprzyjaciółmi przez grzech. Była to męka przyjęta dobrowolnie, aby nienawidzący i grzeszni nieprzyjaciele stali się przyjaciółmi dzięki miłości. Św. Paweł w następujący sposób przedstawia wielkość miłości Jezusa, która zapłonęła potężnym płomieniem w czasie Jego chrztu, będącego zanurzeniem w cierpieniu: „Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni. Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. I nie tylko to – ale i chlubić się możemy w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz uzyskaliśmy pojednanie” (Rz 5,6-11). Miłość płonąca w gorejącym Sercu Jezusa gotowa jest przenieść się na nasze serca, „wygaszone” przez egoizm.

 

6. Brak powszechnej wiary w Chrystusa przyczyną podziałów religijnych. „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam” – zapowiada Jezus (Łk 12,51). Gdyby wszyscy uwierzyli w Niego, nie byłoby wielkiego rozłamu z Jego powodu. Tak się jednak nie stało. Część ludzkości wierzy w Jego prawdziwe Boskie synostwo, a część w nie nie wierzy. To w historii było i często nadal jest powodem wzajemnej wrogości, a nawet wojen religijnych. Zamiast pokoju trwają wojny, zamiast jedności – podziały. Te ujawniają się nawet w rodzinach, jak to zapowiedział Zbawiciel: „Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej” (Łk 12,52-53). Takie podziały będą trwać, dopóki wszystkich nie zjednoczy wiara w tego samego Jezusa Chrystusa, naszego Pana i Zbawiciela. Do tej powszechnej wiary może jednak doprowadzić tylko Duch Święty, dla którego wszystko jest możliwe. O Jego potężną pomoc powinniśmy prosić widząc, ile cierpienia pojawia się w świecie z powodu różnic religijnych.

 

7. Problemy rodzin mieszanych. Doświadczenie uczy, że wiele sporów i konfliktów powstaje w rodzinach, których członkowie opowiadają się za różnymi partiami politycznymi. Wiele trudności powstaje także, gdy jedni domownicy są wierzący, a inni – agresywnymi ateistami. Problemy, zwłaszcza wychowawcze w odniesieniu do dzieci, pojawiają się w rodzinach podzielonych przez religie. Gdy rodzice należą do różnych wyznań, dorastające młode pokolenie nie dostrzega jednolitego przykładu i nie wie, za jaką religią, „bogiem”, a nawet „chrystusem” ma się opowiedzieć. Za rodziny zróżnicowane religijnie trzeba się modlić, aby im w taki sposób pomóc.

 

Miecz prawdy przyniesiony przez Chrystusa

Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. (Mt 10,34)

1. Nie pokój, lecz miecz przyniósł Jezus. „Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz” – wyjaśnia Jezus (Mt 10,34). Tym mieczem jest przyniesiona przez Niego prawdziwa nauka Boża. Ona bowiem jak miecz odcina prawdę od nieprawdy i półprawdy; autentyczność – od udawania; szczerość – od hipokryzji; uczciwe działanie – od sprytnej dyplomacji, polityki i podstępu. Ewangelia nie pozwala na mylenie dobra ze złem, prawości z oszustwem; grzechu – ze świętością. Słowo Boże przekazane przez Jezusa jest mieczem, który nie pozwala na mieszanie tak przeciwstawnych rzeczywistości jak światłość dobra i prawdy z ciemnością grzechu i kłamstwa. Nie tylko słowa Jezusa to pokazały, ale przede wszystkim przykład Jego świętego życia.

 

2. Miecz, który nie zabija. Miecz słowa Bożego, przyniesiony zamiast pokoju przez Jezusa (por. Mt 10,34), jest mieczem szczególnym, gdyż nikogo nie zabija. Uśmierca on jedynie zło. Nie rani również ludzkiego ciała. Dokonuje jednak cięć duchowych, odcina bowiem i wycina grzech, wady, nałogi. Nie zadaje bólu ciału, powoduje jednak cierpienie z powodu ranienia pychy, ambicji, próżności, chciwości i innych grzesznych przyzwyczajeń. Wywołuje dotkliwy ból odrywania od wygodnego, lecz szkodliwego i niszczącego człowieka egoizmu.

 

3. „Miecz Ducha”. Jezus pozostawił nam potężną broń, która może nas ocalić w duchowej walce z mocami zła: „miecz Ducha, to jest słowo Boże” (Ef 6,17). Tym mieczem powinniśmy się posługiwać, czyli głosić słowo Boże i nie zastępować go słowem ludzkim, ludzką mądrością. Trzeba używać „miecza Ducha”, miecza prawdy Bożej, bo złe duchy i złączeni z nimi ludzie walczą innym mieczem: mieczem kłamstwa, oszukiwania, półprawd, oszczerstw. Używają tej szatańskiej broni, aby zniszczyć w ludzkich sercach Boże królestwo dobra i zastąpić je królowaniem zła. Odpowiedzią na zwodzenie i kłamstwa ma być prawda Ewangelii. Nie wolno się jej wstydzić i zatrzymywać wyłącznie dla siebie. Słowo Boże, ten „miecz Ducha”, potrafi zniszczyć zło i kłamstwo i przyczynić się do powstania Bożego królestwa dobra i prawdy.

 

4. Miecz obosieczny. Słowo Boże jest nazywane w Piśmie Świętym mieczem obosiecznym, ostrym. „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12). Określenie: „przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku” oznacza, że słowo Boże nie uderza w powierzchnię ciała i nie rani go jak zwykły miecz, lecz wnika do osobowego wnętrza ludzkiego i tam dokonuje głębokich przemian. Porównanie zaś z mieczem „obosiecznym”, czyli mającym dwa ostrza – jedno z lewej a drugie z prawej strony – oznacza, że słowo Boże jak miecz naostrzony z dwóch stron uderza w nieprawdę i w grzech. Nauka Boża, Ewangelia, odcina prawdę od fałszu i kłamstwa, a grzech – od dobra, aby te sprzeczne ze sobą rzeczywistości nie mieszały się i nie rujnowały człowieka.

 

5. Dwa ostrza miecza obosiecznego są użyteczne. Chrystus przyniósł nam pełnię objawienia, czyli dał nam „miecz obosieczny”, którym powinniśmy się posługiwać. Są jednak chrześcijanie, którzy – mówiąc obrazowo – używają tylko jednego ostrza tego miecza: tego, które tnie i niszczy zło wyrządzane człowiekowi. Nie używają natomiast tego ostrza, które mogłoby odciąć grzechy bezpośredniego znieważania Boga, lekceważenia Go, bluźnienia Mu, usuwania Go z centrum swojego życia prywatnego i społecznego. I tak np. mówi się, że chrześcijaństwo wzywa do miłowania ludzi, a przez to pomaga w życiu społecznym, państwowym. To prawda, jednak prawda niepełna. Ewangelia wzywa bowiem przede wszystkim do miłowania Boga – i to ze wszystkich swoich sił, ponad wszystko, całą swoją osobowością (por. Mt 22,36-40). Wzywa do miłowania naszego najlepszego Ojca, który nas stworzył; Syna, który oddał za nas życie na krzyżu; Ducha Świętego, który dyskretnie, lecz z wielką mocą uświęca nas, rozlewając swoją Boską miłość w naszych sercach. Tę część słowa Bożego wielu chrześcijan jednak przemilcza. Wielu wstydzi się przypominać publicznie o Bogu, o powszechnym znieważaniu Go. Używając tylko „jednego ostrza miecza obosiecznego”, którą jest prawda Boża, nie usuwają ze świata całego zła, rujnującego człowieka i ludzkość.

 

6. Nie każdy chce być „zraniony” mieczem słowa Bożego. Jezus powiedział: „Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz” (Mt 10,34). Ten przyniesiony przez Niego „miecz obosieczny”, którym jest słowo Boże, nie rani ciała, jednak wywołuje ból, gdyż uderza w pychę, ambicję, wygodny egoizm, grzech. Dlatego wielu na świecie nie znosi go. Niektórzy ludzie nie chcą się zmienić i buntują się przeciw słowu Bożemu. Nienawidzą „miecza” Ewangelii, nie chcą, by w nich uderzał, niepokojąc, demaskując złe postępowanie i pobudzając do przemiany życia. Bronią się więc przed uderzeniami miecza prawdy Bożej, buntują się, a nieraz nawet krwawymi prześladowaniami usiłują zmusić głosicieli Ewangelii do milczenia. Nie rozumieją, że miecz słowa Bożego został przyniesiony przez Jezusa Chrystusa dla ich wiecznego wyzwolenia ze zła i ocalenia.

 

7. Potężny miecz słowa Bożego. Ewangelia to miecz, który przyniósł Chrystus, abyśmy nim zwalczali zło i nieprawdę i w ten sposób pomagali ludziom się zbawić. Jednak ten potężny środek zbawczy uchodzi w oczach wielu ludzi za naukę naiwną, bez większego znaczenia dla ludzkości, za „głupstwo” w zestawieniu z geniuszem ludzkiego umysłu, „potężną” myślą wielkich mędrców, myślicieli, wynalazców. Z tego powodu uważają słowo Boże za coś, bez czego można się w życiu obejść. Św. Paweł ostro przeciwstawia się ludziom o takich poglądach i z mocą podkreśla, że uznawana przez wielu za „głupstwo” Ewangelia posiada zdolność zbawienia człowieka, o ile ją przyjmie. Pisze: „Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących” (1 Kor 1,21). Szatan wie, jak potężne jest słowo Boże, jak groźny jest dla niego ten „miecz obosieczny”, dlatego wraz ze stojącymi po jego stronie ludźmi atakuje je, ośmiesza, stawia na marginesie życia społecznego, ekonomicznego, politycznego, osobistego. Kiedy stykamy się z podobnymi atakami na Bożą prawdę, powinniśmy rozbudzać w sobie wiarę w to, że nikt nie potrafi zmniejszyć jej potęgi i odważnie ją przekazywać innym. To bowiem nie mądrość mędrców tego świata lecz „głupstwo głoszenia słowa” zbawia wierzących (por. 1 Kor 1,21).

 

Zaślepienie na znaki obecności Boga i Jego działania

Mówił także do tłumów: Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: Deszcze idzie. I tak bywa.54 A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: Będzie upał. I bywa.55 Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie?56 I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?57 (Łk 12,54-57)

 

1. Potrzeba otwarcia się na znaki dawane przez Boga. Pouczając tłumy, Jezus odwoływał się do różnych codziennych zachowań, między innymi do takich jak przewidywanie pogody. Na podstawie różnych obserwacji można przewidzieć jej rodzaj. „Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: Deszcze idzie. I tak bywa. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: Będzie upał. I bywa” (Łk 12,54-55). Za swojego ziemskiego życia Jezus czynił wiele znaków, które wskazywały, że jest nie tylko oczekiwanym Mesjaszem, lecz kimś więcej – prawdziwym Synem Bożym. Ci, którzy tych znaków nie przyjmowali i nie wierzyli w Niego, nie byli uczciwi wewnętrznie. Dlatego usłyszeli ostre słowa: „Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie?” (Łk 12,56) Również dzisiaj Bóg daje różne znaki, np. objawia się, czyni cuda eucharystyczne, aby przypomnieć ludziom swoje istnienie, realną obecność, działanie, moc. Jedni właściwie odczytują dawane przez Boga znaki, inni – nie, chociaż uchodzą za ekspertów w różnych dziedzinach, takich jak przewidywanie pogody, sytuacji gospodarczej oraz zachowań polityków i przywódców różnych państw.

 

2. Trzeba zawsze rozpoznawać to, co jest dobre, prawdziwe i słuszne. Wielu ulega kłamliwej propagandzie, naciskom ideologicznym, ośmieszaniu religii, Boga, Jezusa Chrystusa, Kościoła. Wielu przyjmuje za słuszne propagowane niemoralne zasady postępowania. Wszystkim osobom podatnym na różne fałszywe opinie Jezus mówi: „I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?” (Łk 12,57) Po to Bóg dał nam rozum i po to zesłał nam Ducha Świętego, abyśmy nie ulegali błędnym naukom i opiniom i trzymali się słusznych zasad postępowania. Gdy słyszymy jakiegoś wypowiadającego się człowieka, powinniśmy zadać sobie następujące pytania: Czy mówi prawdę? Czy to, co mówi, jest zgodne z dogmatycznym i moralnym nauczaniem Kościoła? Czy to, co słyszymy, jest w ogóle zgodne ze zdrowym rozsądkiem? Nic nas nie zwalnia z obowiązku ciągłego odróżniania tego, co jest słuszne, od tego, co słuszne dobre i prawdziwe nie jest.

 

Wezwanie do pojednania się i naprawiania krzywd 

Gdy idziesz do urzędu ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie pociągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia.58 Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, póki nie oddasz ostatniego pieniążka.59 (Łk 12, 58-59)

1. Dążenie do zgody. Jezus zachęca swoich uczniów do jak najszybszego rozwiązywania sporów i unikania – o ile to możliwe – procesów sądowych. Powinny one być ostatecznością. Często bowiem – zwłaszcza w trakcie ich długiego trwania – wzrasta wzajemna niechęć i nienawiść stron, a tej nie można pogodzić z miłością do bliźniego, nakazaną przez największe Boże przykazanie: „Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego”. Zamiast udawania się do sądów lepiej szukać rozwiązania trudnych spraw na drodze dialogu. Pomaga go prowadzić właściwie i skutecznie modlitwa, prośba do Ducha Świętego o światło i wzajemne słuchanie się i rozumienie w trakcie prowadzenia rozmów.

 

2  Oddać „do ostatniego pieniążka”. Słowa Jezusa, nawołujące do zgody, gdy jeszcze jesteśmy w drodze „do urzędu ze swoim przeciwnikiem” (por. Łk 12,58-59) odnoszą nie tylko do sądów ziemskich, ale także od tego, co dzieje się po śmierci. Życie ziemskie to podążanie do wieczności. Wszyscy na ziemi idą tą drogą – także my, nasi bliscy, przyjaciele oraz nasi przeciwnicy. Każdy wchodzący w wieczność będzie musiał się rozliczyć, na sprawiedliwym sądzie szczegółowym, z całego swojego życia, ze wszystkich czynów, słów, myśli, zaniedbań. Wiele spraw nie jest załatwionych, naprawionych, uregulowanych w ciągu naszego życia. Trzeba więc zacząć je naprawiać, póki jeszcze czas. Jeszcze można coś poprawić działaniem, słowem, modlitwą, przebaczeniem. Póki jeszcze jesteśmy w drodze do wieczności, można próbować dojść do zgody z każdym swoim przeciwnikiem. Po sądzie szczegółowym sprawiedliwi wejdą na zawsze do chwały życia wiecznego, do nieba. Ci natomiast, którzy niczego nie naprawili do chwili śmierci, nie mogą wejść do radości wiecznej. Czeka ich „więzienie”. Jedno to takie, z którego nigdy się nie wychodzi. To piekło. Drugą formą „więzienia” jest czyściec. Z niego dusze zmarłych wychodną i idą do nieba, ale dopiero wtedy gdy oddadzą ostatni pieniążek (por. Łk 12,59). „Więzienie” czyśćca trwa tak długo, aż każda – nawet najdrobniejsza forma egoizmu – zostanie zastąpiona miłością. To zastępowanie jest procesem bardzo bolesnym, dlatego wielu ludzi nie chce za życia ziemskiego pozbywać się swojego egoizmu i idą z nim w swoich duszach na sąd Boży. (Więcej o czyśćcu tutaj)

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski


 



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań