Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 11


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24


Jezus uczy modlitwy

Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów.1 A On rzekł do nich: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo!2 Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień3 i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawinił; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie.4 (Łk 11,1-4)

1. Opuszczone słowa: „który jesteś w niebie”. Św. Łukasz – pisząc pod natchnieniem Ducha Świętego – opuścił niektóre słowa modlitwy, której nauczył nas Jezus. Między innymi nie podał słów: „...nasz, który jesteś w niebie... (Mt 6,9). Skrócił więc modlitwę Pańską, która jest bardzo zwarta i treściwa. Zapisał tylko takie pouczenie Jezusa: „Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię” (Łk 11,2). To, co zrobił św. Łukasz, może dziwić. Może zaskakiwać szczególnie wtedy, gdy uświadomimy sobie, że pisał pod natchnieniem Ducha Świętego. Natchniony przez Ducha Prawdy opuścił kilka słów modlitwy nauczonej przez Jezusa! Jednak św. Łukasz niczego nie sfałszował i naprawdę działał pod natchnieniem Ducha Świętego. Opuszczając słowa: „nasz” i „który jesteś w niebie”, rozszerzył bowiem pojęcie Ojca, zaakcentował głębokie treści, jakie pod tym słowem się ukrywają. Podkreślił fakt, że Bóg nie jest tylko „naszym” Ojcem i nie jest Ojcem, który przebywa tylko gdzieś daleko, w niebie. Bóg jest Ojcem przede wszystkim w Trójcy Świętej, jest Ojcem odwiecznie rodzącym Boskiego Syna. A więc nie jest tylko „naszym” Ojcem. Nie jest też Ojcem, który przebywa wyłącznie w niebie, a więc bardzo daleko od nas. Przeciwnie, Bóg jest Ojcem znajdującym się bardzo blisko nas – bliżej niż ludzie i inne stworzenia. Bóg to Ojciec, który wraz z Synem i Duchem Świętym chce mieszkać w nas. I rzeczywiście mieszka w nas, jeśli przyjmujemy ofiarowaną nam przez Niego niepojętą łaskę. Sam Jezus to powiedział: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać”. (J 14,23) Tę właśnie prawdę, że Bóg jest Bogiem przebywającym bardzo blisko nas, chciał podkreślić św. Łukasz, opuszczając pod natchnieniem Ducha Świętego słowa: „który jesteś w niebie”. Nie chciał, byśmy modląc się do Ojca, mieli przekonanie, że zwracamy się do Istoty znajdującej się nieskończenie daleko od nas: gdzieś w niebie, w niebiosach... Nie chciał, byśmy ulegali mylnemu wyobrażeniu, że z odległych niebios Bóg ledwo nas widzi i słyszy. (więcej tutaj tu)

2. Opuszczone słowo: „nasz”. Podając modlitwę, której nauczył Jezus, św. Łukasz opuścił w niej niektóre słowa odnoszące się do Ojca. Między innymi pominął słowa: „który jesteś w niebie” i słowo „nasz”. „Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię” (Łk 11,2). Św. Łukasz uczynił to pod natchnieniem Ducha Świętego po to, by nic nie zacieśniało ojcostwa Boga, który jest przede wszystkim Ojcem. Takie wyrażenia jak: „ojciec mój, ojciec ich, ojciec nasz”, ograniczają pojęcie ojca, bo odnoszą go do jakiejś grupy: „nasz, mój, ich”. Opuszczając określenie: „nasz”, św. Łukasz zaakcentował to, że ojcostwo jest istotną cechą Boga. Ojciec to ten, który daje życie, przekazuje istnienie, obdarowuje, opiekuje się. Te cechy Boga podkreśla nazwanie Go „Ojcem”. Bóg jest Ojcem, bo jest nieskończoną miłością. Jest Ojcem, bo – w przeciwieństwie do stworzeń – istnieje wiecznie nie na zasadzie brania i otrzymywania, lecz na zasadzie wiecznego daru z siebie. Jest Ojcem ciągle obdarowującym. (więcej tutaj tu)

3. Bóg jest nie tylko „naszym” Ojcem. Opuszczając słowo „nasz” w modlitwie Pańskiej, św. Łukasz chciał nas pobudzić do tego, byśmy mocno skoncentrowali się na ojcostwie Boga, który jest nie tylko „naszym” Ojcem. Jest przede wszystkim Ojcem dla swojego Syna Jednorodzonego, Boskiego Słowa (por. J 1,1-5), które odwiecznie rodzi. Dla Niego byłby Ojcem zawsze – nawet wtedy, gdyby niczego nie stworzył. Bóg jest Ojcem dla nas, ludzi, którym dał istnienie. Jest Ojcem dla wszystkich innych stworzeń, które powołał do istnienia. W szczególnym znaczeniu jest Ojcem dla tych ludzi, którzy narodzili się z Ducha Świętego (por. J 3,3-8) i przez to są z Nim przez łaskę jakby „spokrewnieni”. Bóg jest Ojcem także dla stworzeń, które najbardziej rozdzierają Jego ojcowskie serce: dla stworzeń, które  dobrowolnie i świadomie porzucają Go, nieraz nawet na zawsze. Obrazem tych istot, zadających ból Ojcu niebieskiemu, są dwaj bracia z przypowieści Jezusa o synu marnotrawnym (Łk 15,11-32). Jeden z nich zranił serce ojca, bo go opuścił, stawiając wyżej niż jego przyjemności, swobodę, rozrzutność, rozwiązłe życie. Ten syn jednak uleczył ranę zadaną ojcu, bo wrócił do niego. Drugim raniącym ojcowskie serce był brat syna marnotrawnego, który po jego powrocie opuścił ojcowski dom. Nie chciał wejść do środka, obrażony na ojca i na brata. Nie wiadomo, czy nie porzucił wszystkich na zawsze. Chociaż tych dwóch braci bardzo zasmuciło ojca, to jednak nie przestał on nadal być ich ojcem: ojcem zasmuconym, zranionym, zaniepokojonym i bezsilnym wobec niemądrych lecz zdecydowanych postanowień swoich synów. Takim Ojcem jest Bóg dla nas, synów marnotrawnych, synów bezpodstawnie obrażających się na Niego. (więcej tutaj tu)

4. „Ojcze, niech się święci Twoje imię”. Pominięcie przez św. Łukasza w modlitwie Pańskiej takich treści jak ta, że Bóg jest Ojcem „naszym” i że „jest w niebie”, powoduje, że cała uwaga modlącego koncentruje się na słowach: „Ojcze, niech się święci Twoje imię”. Słowa te przypominają nam, że naszym pierwszym pragnieniem i pierwszą prośbą powinno być to, by imię Stwórcy i Pana, który jest Ojcem, stawało się coraz bardziej znane i szanowane przez wszystkich ludzi na całym świeci. Człowiek wierzący w Boga i modlący się powinien z całego serca pragnąć, by znane było imię Tego, który jest „Bogiem pokornych, wspomożycielem uciśnionych, opiekunem słabych, obrońcą odrzuconych i wybawcą tych, co utracili nadzieję” (Jdt 9,11); Tego, który jest „Ojcem dla sierot i dla wdów opiekunem” (Ps 68,6); Tego, który „przygotowuje dom dla opuszczonych, a jeńców prowadzi ku pomyślności” (Ps 68,7). Troska o to, by imię Ojca wszechmogącego, kochającego, dobrego i miłosiernego było wspominane z wiarą i miłością przez wszystkich ludzi, ma się stać największym pragnieniem każdego człowieka, który uważa się za wierzącego i odmawia modlitwę daną nam przez Jezusa: „Ojcze, niech się święci Twoje imię” (Łk 11,2) (więcej tutajtu)

5. „Niech przyjdzie Twoje królestwo!”. Serce ludzkie jest miejscem, gdzie może być zbudowane królestwo Boże. Ziemskie królestwa można budować i rozszerzać przy użyciu siły, wojska, policji. Można rozszerzać ich granice militarnymi podbojami. Królestwa Bożego nie da się w taki sposób budować ani rozszerzać. Powstaje ono tylko w sercach tych ludzi, którzy dobrowolnie i w sposób wolny godzą się na miłosne panowanie w sobie Króla: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Człowiek odrzucający ład miłości i miłosierdzia burzy w sobie królestwo Boże, bo poddaje się władzy szatana, który ciągle usiłuje rozszerzyć swoje królestwo zła, egoizmu, obojętności, nienawiści i zemsty. (więcej tutaj tu)

6. Opuszczone słowa: „Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi”. W modlitwie Pańskiej św. Łukasz pominął podane przez św. Mateusza słowa: „niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie” (Mt 6,10). Może je opuścił dlatego, że treść tych pominiętych słów zawiera się we wszystkich prośbach modlitwy, której nauczył nas Jezus. I tak, odmawiając „Ojcze nasz”, prosimy: Niech imię Ojca święci się zgodnie z Jego wolą; niech Jego królestwo przyjdzie, jak On tego chce. Niech dobry Ojciec udziela nam chleba powszedniego, tak jak chce i w takiej obfitości, jakiej On pragnie. Niech miłosierny Ojciec przebacza nam nasze grzechy, zgodnie z pragnieniem i tęsknotą swojego litościwego Serca. Także my przebaczajmy każdemu, kto wobec nas zawinił, bo tego chce Bóg, nasz prawdziwy i najlepszy Ojciec. Niech zgodnie ze swoją wolą uczyni tak, byśmy nie byli kuszeni ponad siły i nie ulegali pokusie. A więc niech wszystko na ziemi spełnia się tak, jak się dzieje w niebie: zgodnie z wolą Ojca. (więcej tutaj tu)

7. Opuszczone słowa: „Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi” (cz.2). Wola Ojca będzie w pełni realizowana na ziemi tak jak w niebie zwłaszcza wtedy, gdy spełnią się dwie pierwsze prośby modlitwy Pańskiej. I tak, jeśli będziemy się starać o to, by imię Boga, prawdziwego i dobrego Ojca, święciło się w nas i w świecie, to spełni się na ziemi Jego wola tak, jak jest wypełniana w niebie. I jeśli pozwolimy, by nasza dusza, umysł, serce, wola stały się królestwem Ojca, to na tej „ziemi” – którą każdy z nas jest na tym świecie – wola Ojca będzie spełniana z taką miłością i entuzjazmem, jak jest wypełniana przez wszystkich mieszkańców nieba. Jeśli będziemy święcić imię Boga i je rozszerzać i jeśli pozwolimy zbudować Bogu w nas Jego królestwo, ta staniemy się „nowym niebem” i „nową ziemią” (por. Ap 21,1, Iz 65,17). Będziemy „nowym niebem”, bo zamieszka w nas Bóg przez łaskę. Staniemy się „nową ziemią”, na której – jak na dobrej glebie – będzie wzrastać każde ziarno słowa Bożego i przynosić obfite owoce miłości, miłosierdzia, sprawiedliwości, życzliwości, serdeczności, czułości i innych dobrych dzieł. Na tej „nowej ziemi” nie będą już kiełkowały i rozrastały się duchowe ciernie i chwasty zła, grzechu, pychy, zazdrości, egoizmu i innych wad, jak na ziemi po upadku pierwszych rodziców (por. Rdz 3,18). Tak więc, jeśli w nas będzie imię Boga się święciło i jeśli staniemy się królestwem Boga, to ─ przynajmniej na tej ziemi, którą my jesteśmy – wola Boga będzie spełniana tak jak jest wypełniana w niebie. Będzie ona spełniana także w tym „nowym niebie”, którym my sami staniemy się dla mieszkającego w nas przez łaskę Boga. (więcej tutaj tu)

8. „Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień”. Prośbę o chleb mamy powtarzać zawsze, gdy odmawiamy modlitwę podarowaną nam przez Jezusa. O ten podstawowy pokarm powinniśmy prosić nawet wtedy, kiedy sami nie wiemy, co znaczy nie mieć go i głodować. Powinniśmy się modlić o chleb powszedni „dla nas”. A „my” to nie tylko moja rodzina, krewni, przyjaciele, znajomi, którzy nie żyją w nędzy. „My” to cała rodzima ludzka. A w tej rodzinie wielu głoduje. (więcej tutaj tu)

9. Nie tylko dla siebie prosimy o chleb powszedni. Skoro prosimy Ojca niebieskiego o powszedni chleb nie tylko dla siebie, lecz także dla innych, to wypadałoby nim się podzielić z bliźnimi, gdy go już otrzymaliśmy w obfitości. Został przecież udzielony – zgodnie z prośbą – „nam”, dla nas: „Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień” (Łk 11,3). Konieczność dzielenia się chlebem i tym wszystkim, czego nasi bracia i siostry podobnie jak my potrzebują, wynika też z naszego powołania, którym jest naśladowanie doskonałości Ojca niebieskiego. Mamy być doskonali jak On (por. Mt 5,48). A ten Ojciec karmi nie tylko ludzi, ale nawet ptaki; i nie tylko nas przyodziewa, lecz nawet liliom polnym i innym kwiatom daje przepiękne odzienie (por. Mt 6,26-29). Czyni to, bo jest Ojcem wszystkich stworzeń. To hojne i płynące z miłości Boże ojcostwo powinniśmy naśladować przez hojne obdarowywanie naszych bliźnich i troszczenie się o zaspokojenie ich potrzeb. (więcej tutaj tu)

10. Nie samym chlebem żyje człowiek. Boga, który nas stworzył, prosimy o chleb, czyli o pokarm podtrzymujący nasze życie. Jest on ważny, jednak troska o jedzenie,  zwłaszcza o „dobre jedzenie”, może przysłonić nam inny pokarm – duchowy, podtrzymujący życie wieczne. Jest nim słowo Boże. O potrzebie tego pokarmu dla naszego ducha przypomniał nam Jezus, kiedy odpowiedział kuszącemu Go szatanowi: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4). Słowa te Zbawiciel wypowiedział, gdy kusiciel usiłował skoncentrować całą Jego uwagę na jedzeniu, kiedy namawiał Go, by zamienił kamienie w chleb i jadł. W prośbie o chleb powszedni dla ciała zawiera się także prośba o pokarm słowa Bożego dla ducha, by go nikomu nigdy nie zabrakło. Aby tak było, musimy stać się przekazicielami każdego słowa, które pochodzi z ust Bożych. (więcej tutaj tu)

11. Przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy. Jeśli prawdziwie oceniamy siebie, to przytłaczają nas nasze winy i pragniemy Bożego przebaczenia. Jeśli dostrzegamy nie tylko cudze lecz także swoje grzechy, to szczerze wołamy do Ojca: „Przebacz nam nasze grzechy” (Łk 11,4). Przeczuwamy bowiem to, co wyraził psalmista słowami: „Szczęśliwy ten, komu została odpuszczona nieprawość, którego grzech został puszczony w niepamięć. Szczęśliwy człowiek, któremu Pan nie poczytuje winy, w którego duszy nie kryje się podstęp” (Ps 32,1-2). Tym kryjącym się „podstępem” byłby brak naszego miłosierdzia wobec tych, którzy wobec nas zgrzeszyli, skrzywdzili nas, sprawili nam ból. O konieczności pozbycia się tego „podstępu” przypominają nam słowa, który mamy dodawać do swojej prośby o Boże przebaczenie: „bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawinił”. I tak nie mówimy tylko: „Przebacz nam nasze grzechy”, lecz: „Ojcze (...) przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawinił” (Łk 11,4). (więcej tutaj tu)

12. „Ne dopuść, byśmy ulegli pokusie”. Kuszą nas tkwiące w nas egoistyczne skłonności, otoczenie, różni ludzie, bogactwo, władza, sława itp. Kusi nas także szatan, przedstawiając zło jako dobro, a dobro jako zło. Szczególną pokusą może być próba odciągnięcia nas od wiary zastraszaniem, prześladowaniami, różnymi sankcjami, kpinami itp. Groźną pokusą, której łatwo ulegamy, jest także dobrowolne i świadome szukanie okazji do grzechu. W obliczu tych zagrożeń wołamy do Ojca: „Nie dopuść, byśmy ulegli pokusie” (Łk 11,4) (więcej tutaj tu)

13. Opuszczone słowa: „ale nas zbaw od złego”. Św. Łukasz opuszcza w modlitwie „Ojcze nasz” ostatnie słowa, podane przez św. Mateusza: „ale nas zachowaj od złego” (Mt 6,13), które w rozpowszechnionym tłumaczeniu modlitewnym brzmią: „ale nas zbaw od złego”. Przez to opuszczenie cała nasza uwaga skupia się na ostatnich słowach modlitwy: „i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie” (Łk 11,4). I to jest istotne. Jeśli bowiem nie będziemy ulegali pokusom, to będziemy wybawieni od złego. Jeśli będziemy się opierać pokusom, to zostaniemy uwolnieni od tyranii wielkiego zła, którym jest tkwiący w nas egoizm, kłamstwa szatana i zły wpływ ludzi, którzy świadomie lub nieświadomie z nim współpracują. Można oprzeć się pokusom jedynie wtedy, gdy prosimy o to Boga, gdy wykorzystujemy wszystkie Jego formy pomocy, takie jak sakramenty – zwłaszcza Eucharystii i pokuty – słowo Boże, kierownictwo duchowe i gdy nie szukamy dobrowolnie i świadomie bliskiej okazji do grzechu. To ostatnie bowiem bywa częstą przyczyną naszych grzesznych upadków. „Miłujący niebezpieczeństwo w nim zginie” (Syr 3,26) – poucza natchniony mędrzec. (więcej tutaj tu)

14. Skrócona krótka modlitwa. Jezus nauczył nas modlitwy, która zawiera mało słów. Przekazał nam ją św. Mateusz i św. Łukasz. O ileż krótsza jest modlitwa „Ojcze nasz” niż np. Psalmy! Św. Łukasz zapisał ją w jeszcze krótszej postaci, niż uczynił to św. Mateusz, bo – natchniony przez Ducha Świętego – chciał nas pouczyć, że nie w dużej ilości słów tkwi wartość modlitwy, lecz w zaufaniu, wierze i miłości, jaką wyraża. Ktoś, kto wierzy w moc i miłość Boga, bez przerwy powtarza modlitwę „Ojcze nasz” w jeszcze krótszej formie niż ta, którą podał św. Łukasz. Mówi do Boga, nie wargami lecz sercem: „Ojcze, uczyń wszystko tak jak chcesz”. Nieustanny modlitewny dialog z Bogiem ludzi zakochanych w Nim przybiera bardzo prostą co do słów formę. Bóg wypowiada bowiem ciągle te same słowa i słyszy te same słowa. Stwórca mówi do kochającego go człowieka: „Kocham cię i kochaj mnie”, i słyszy ciągle tę samą odpowiedź, którą bez przerwy powtarzało serce Maryi: „Kocham Cię. Chcę wszystko uczynić tak, jak Ty tego pragniesz. Niech mi się stanie według Twego słowa”. Modlitwa powinna być nieustannym dialogiem miłości, ufności. Temu – „bardzo długiemu”, bo trwającemu przez całe życie dialogowi – duża ilość słów nie jest potrzebna. Jednak kochający Boga człowiek tego dialogu nie skraca ani nie przerywa. Trwa on stale, także w trakcie wykonywania różnych czynności i prac.

15. Prostota modlitwy nauczonej przez Jezusa. Jezus nauczył swoich uczniów modlitwy, którą nazywamy Modlitwą Pańską lub Ojcze nasz, bo Go o to poproszono: „Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów” (Łk 11,1). Chrystus nie powiedział – jak to mówią dzisiaj różni mistrzowie medytacji – że trzeba rozpocząć od uregulowania oddechu, wyćwiczenia różnych pozycji ciała. Nie powiedział, że w czasie modlitwy najważniejsza jest silna koncentracja, którą trzeba w sobie wyćwiczyć. Nie powiedział, że trzeba najpierw klęknąć. Nie powiedział, że trzeba iść do świątyni albo na pustynię... Powiedział jedynie: „Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze...” (Łk 11,2). Tak, prawdziwa modlitwa rozpoczyna się, gdy serce – a za nim usta – wołają do Boga: „Ojcze”. Kiedy bowiem tak się zwracamy do Boga, to ogarnia nas Duch Święty, wielki „Mistrz modlitwy”. To On w nas, przez nas i z nami woła do wszechmocnego Stwórcy: „Abba, Ojcze!” (Rz 8,15; Ga 4,6) Ten Boski Duch oświeca nasz umysł i obejmuje nas swoimi ramionami miłości, i „przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą. (Rz 8,26-27)

Potrzeba ufnej i wytrwałej modlitwy

Dalej mówił do nich: Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzy chleby,5 bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać.6 Lecz tamten odpowie z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie.7 Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje.8

Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam.9 Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.10 Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża?11 Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona?12 Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.13 (Łk 11,5-13)

 

1. Niebo pełne przyjaciół. Jezus dał  nam przykład człowieka, który o północy poszedł do przyjaciela, by mu pożyczył trzy chleby. Nie wahał się tego uczynić nawet o tak późnej porze, bo ufał, że ma przyjaciela dobrego, na którego może zawsze liczyć. My też mamy takiego Przyjaciela, do którego możemy się zwracać o każdej porze dnia i nocy. Tym Przyjacielem jest Bóg Ojciec, Syn Boży, Jezus Chrystus, i Duch Święty. Ponadto całe niebo jest zapełnione naszymi prawdziwymi przyjaciółmi: aniołami i świętymi. Wszyscy oni, z Maryją na czele, gotowi są nam stale pomagać, bo prawdziwie nas kochają. I z Bogiem, i z tymi innymi przyjaciółmi zawsze możemy rozmawiać, prosić ich o pomoc. Oni nas nie zawiodą.  Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, zwłaszcza przed swoją śmiercią, wiele myślała o swoich przyjaciołach z nieba, z którymi wkrótce miała się spotkać. Posiadała obrazki, przedstawiające zwłaszcza tych świętych, którzy mieli usposobienie podobne do jej charakteru. Z nimi rozmawiała. Modlitewny kontakt z tymi niebiańskimi przyjaciółmi był dla niej wielkim umocnieniem i źródłem radości.

 

2. Stałość modlitwy. Bóg jest prawdziwym i dobrym Przyjacielem. Nie daje nam swoich darów dlatego, że Go natrętnie prosimy, ale dlatego że kocha nas i przynosi Mu radość uszczęśliwianie stworzeń. Czasem jednak zachowuje się jak przyjaciel z przypowieści Jezusa, który nie od razu dał chleby proszącemu. Jeśli tak Bóg wobec nas postępuje, to jedynie dla naszego dobra. Czasem chce naszej wytrwałej prośby o coś ważnego tylko po to, byśmy się udoskonalili przez stałą modlitwę. Kiedy bowiem prosimy o coś długo, to rozwija się nasza wiara we wszechmoc i miłość Boga. Rozwija się także miłość do bliźnich, gdy wytrwale modlimy się o jakąś łaskę dla nich. Czasem Bóg nie od razu udziela nam swoich darów, bo w późniejszym terminie będą dla nas lub dla innych bardziej potrzebne.

 

3. "Choć źli jesteście..." Bóg jest naszym Przyjacielem, lepszym niż najlepsi ziemscy przyjaciele (por Łk 11,5-8). Jest też Ojcem najlepszym, najbardziej wrażliwym, najczulszym. Jego nieskończona ojcowska dobroć, doskonałość i świętość jest tak wielka, że przy Nim każdy człowiek, nawet ojciec, jest „zły”. Dlatego Jezus powiedział: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom...” (Łk 11,13) To „źli” może oznaczać różne formy niedoskonałego życia i ojcostwa. Najdoskonalsi spośród ziemskich ojców są „źli” w takim znaczeniu, że nie dorównują w żaden sposób nieskończonej doskonałości Boga, prawdziwego Ojca, wzoru wszelkiego ojcostwa. Inni są „źli” z powodu swoich wielkich grzechów, egoizmu, niesprawiedliwości, stronniczości i innych wad, które przeszkadzają być idealnym ojcem dla swoich dzieci. Jeszcze inni są „źli”, bo swoją miłość i dobroć ograniczają tylko do swoich dzieci, a wobec innych ludzi, nawet dzieci, są obojętni.

 

4. "Umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom". Jezus mówi, że nawet zły człowiek potrafi dawać dobre dary swoim dzieciom (por. Łk 11,13). Tak starają się postępować matki i ojcowie. Nie dają więc dzieciom czegoś, co jest niebezpieczne dla nich w tak oczywisty sposób jak skorpion lub wąż, np. nie pozwalają się bawić ostrymi narzędziami, ogniem itp. Jednak czasem dają swoim dzieciom rzeczy niebezpieczne, gdy ich szkodliwość jest ukryta, np. pozwalają grać w komputerowe gry, które rozwijają okrucieństwo i niszczą ich wrażliwość, zdolność współczucia. Pozwalają, by dzieci przez te gry trwoniły cenny Boży dar czasu, który mógłby być spożytkowany na coś, co przyniosłoby im dużo pożytku, rozwinęło je np. lektura dobrych książek. Czasem, ulegając prośbom i kaprysom dzieci, dają im zabawki, które ich nie rozwijają albo czynią to w małym stopniu, bo np. ich obsługa sprowadza się do prymitywnego naciskania przycisków pilota. Ojciec niebieski uczy matki i ziemskich ojców mądrego obdarowywania swoich dzieci. Byłoby więc wskazane, żeby rodzice, zanim coś podarują swoim dzieciom, dobrze się zastanowili i poprosili o światło Boże nawet w tak prozaicznych pozornie działaniach, jakim jest wybieranie zabawek dla dzieci lub pozwalanie na oglądanie programów telewizyjnych.

 

5. Otrzyma tyle, ile potrzebuje. O przyjacielu, który został późno w nocy poproszony o chleb, przypowieść Jezusa mówi, że da proszącemu tyle, „ile potrzebuje” (Łk 11, 8). Został poproszony o trzy chleby, a dał albo trzy, albo więcej, albo mniej – w każdym razie tyle, ile trzeba było dać, aby zaspokoić głód potrzebujących. Bóg także każdego dnia udziela tyle chleba, ile każdemu stworzonemu przez Niego człowiekowi potrzeba. Jeśli jednak tego chleba dociera do kogoś bardzo mało, to dzieje się tak z powodu chciwości niektórych ludzi, którzy mylnie uważają, że mają większe prawo do posiadania dóbr tego świata niż inni i wszystko zachowują tylko dla siebie.

 

6. Dawać tyle, ile drugi człowiek potrzebuje. Prosimy Boga o różne dary i On ich nam udziela w takiej ilości, w jakiej ich potrzebujemy, tak jak to uczynił przyjaciel, który w nocy został poproszony o użyczenie trzech chlebów (por. Łk 11,8) I nas nieraz ktoś prosi o pomoc. Jeśli ta prośba dotyczy rzeczy dobrych, to powinniśmy dać proszącemu tyle, ile potrzebuje, jeśli nas na to stać. Nie zawsze jednak musimy dawać tyle, ile ktoś wymaga, bo proszący może się kierować chciwością, zachłannością, zazdrością. Trzeba dawać drugiemu człowiekowi tyle, ile naprawdę potrzebuje, a nie tyle ile mówi, że potrzebuje. Tak więc jednemu trzeba dać więcej niż to, o co nas nieśmiało prosi, a drugiemu mniej niż to, czego od nas wymaga. Nieraz nie wolno dawać drugiemu tego, czego od nas chce, bo szuka naszego wsparcia dla wykonania czegoś złego.

 

7. Każdy, kto prosi, otrzymuje. Warto często zastanawiać się nad obietnicą Jezusa, który zapewnił nas: „Każdy, kto prosi, otrzymuje” (Łk 11,10). Naprawdę każdy proszący otrzymuje. Otrzymuje zawsze. Często jednak, gdy już otrzymaliśmy to, o co prosiliśmy, np. zdrowie, zapominamy o dalszej modlitwie, o modlitwie dziękczynnej. I przez to zapominamy o dobroci Boga i o tym, że każdy, kto prosi, otrzymuje. Innym powodem braku wiary w obietnicę daną przez Jezusa jest to, że często otrzymujemy cenniejsze dary niż te, o które prosimy. I o to mamy pretensje do Boga. Uważamy, że nas nie wysłuchał, bo nie spełnił naszych próśb, które w gruncie rzeczy były prośbą o „kamień”, „skorpiona” lub „węża” (por. Łk 11,11-12), lecz my o tym nie wiedzieliśmy. Bóg jednak o tym wiedział i nie dał nam tego, czego chcieliśmy. Nie dał nam, bo jest dobrym i mądrym Ojcem, który nie chce unieszczęśliwiać swoich dzieci przez spełnianie ich wszystkich zachcianek i tego, co im się wydaje dobre i słuszne.

 

8. Kto szuka, znajduje. Jezus powiedział: „szukajcie, a znajdziecie” (Łk 11,10). Znaczy to, że gdy człowiek szuka Bożej pomocy, znajduje ją. Znajduje pomoc wszechmogącego Boga, jedynego w Trójcy Świętej. Natomiast na samego siebie i na swoje kruche siły skazuje się ten, kto Bożej pomocy nie szuka, bo wydaje mu się, że jest wystarczająco mocny, zdolny i ma bardzo dużo sił, by zrealizować wszystko, co zamiesza. Człowiek, który odrzuca Bożą pomoc, wcześniej czy później odkryje, do czego jest zdolny bez Bożego wsparcia i łaski. Ten, kto rezygnuje z Bożej pomocy, skazuje się również na to, że stanie się łatwym łupem dla szatana, który jest mocniejszy od niego i bardziej od niego inteligentny. Bóg jednak nie jest mściwy, dlatego pozwoli znaleźć swoją ojcowską pomoc temu, kto zacznie jej szukać, bo odkrył swoją słabość i pokornie ją uznał.

 

9. Kołaczącemu otworzą. „Kołaczcie, a otworzą wam” – mówi Jezus (Łk 11,9). Mamy kołatać do bram nieba, aby nam otworzono. „Kołatać” znaczy prosić Boga o łaskę, bez której nie można przekroczyć bram niebios, nie można osiągnąć zbawienia. Pukać do bram niebios znaczy z pokorą, skruchą i miłością prosić miłosiernego Boga o przebaczenie, tak jak to czynił modlący się w świątyni celnik, o którym Jezus powiedział, że „stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” (Łk 18,13) To nie zarozumiały faryzeusz lecz on pukał do bram Bożego miłosierdzia i otrzymał przebaczenie grzechów. Faryzeusz bowiem przechwalał się przed Bogiem, porównując się z innymi ludźmi, którzy – według niego – byli zdziercami, oszustami i cudzołożnikami (por. Łk 18,11). Swoją pychą nie pukał do serca Bożego miłosierdzia ani do bram niebios. Z powodu braku skruchy i pokory, z powodu pogardy dla innych nie otrzymał łaski przebaczenia, bez której nie można wejść do nieba.

 

10. Hojność Ojca niebieskiego. Bóg jest dobrym Ojcem i dlatego zawsze daje swoim dzieciom dobre dary. Nie może nam udzielać tylko tego, co na dalszą metę okazałoby się dla nas lub dla innych szkodliwe. Na to nie pozwala Mu Jego ojcowska mądra miłość. W dawaniu dobrych darów Bóg odznacza się niezwykłą hojnością. Daje nam bowiem nie tylko różne dary materialne i duchowe, ale przede wszystkim – Siebie. Jedyny Bóg udziela się nam w trzech Osobach. I tak przyszedł do nas w Osobie Syna Bożego, posłanego przez Ojca. Przychodzi także w Osobie Ducha Świętego. Ojciec z nieba daje Go „tym, którzy Go proszą” (Łk 11,13). Udzielanie się Boga w Osobie Ojca – obecnie jakby nieco zakryte za działaniem Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, i Ducha Świętego – ujawni się w szczególny sposób w wieczności. Ojciec pragnie bowiem przyjąć nas do swojego domu, w którym jest wiele mieszkań, aby tam nam ujawniać przez całą wieczność swoją ojcowską miłość (por. J 14,2; Łk 15,11-24).

 

Oskarżanie Jezusa o posługiwanie się mocą złego ducha

Raz wyrzucał złego ducha [u tego], który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione.14 Lecz niektórzy z nich rzekli: Przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy.15 Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba.16 On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali.17 Jeśli więc i szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy.18 Lecz jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami.19 A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże.20 Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie.21 Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze całą broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda.22 Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.23 (Łk 11,14-23)

 

1. Różne formy szkodzenia przez złego ducha. Uzdrowieni przez Jezusa opętani różnie się zachowywali: krzyczeli, miotali się, zastraszali innych. Te zachowania ukazywały wrogie i niszczycielskie zamierzenia złych duchowych istot, które trzymały opętanych w swojej niewoli. Św. Łukasz mówi o opętanym, który zachowywał się inaczej. Opisuje uzdrowienie przez Chrystusa człowieka, któremu zły duch odebrał zdolność mówienia. Odebrał mu możliwość przekazywania prawdy, sprawiania innym radości swoim mówieniem, publicznego uwielbiania Boga i wiele innych form czynienia dobra językiem. „A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione” (Łk 11,14). Często można spotkać ludzi, którzy są niemi połowicznie, bo źle potrafią mówić, natomiast czynienia dobra swoim językiem unikają. Milczą wtedy, gdy trzeba kogoś obronić, opowiedzieć się za dobrem. Nie rozszerzają Dobrej Nowiny, nie potrafią pochwalić dobra, jakby byli niemi. Wypowiadają natomiast bardzo dużo słów, aby się przechwalać, obmawiać, krytykować, poniżać, rzucać oszczerstwa, sprawiać ból, zniechęcać. Przypominają równocześnie tych opętanych, którzy krzyczeli pod wpływem złego ducha, i tego, który był niemy. Od jednej i drugiej formy zła może nas wyzwolić tylko Jezus. Do Niego mamy pójść, aby to nam uczynił. Jemu powinniśmy przedstawiać także innych ludzi, aby ich język nie był na usługach zła, lecz – dobra.

 

2. Zdumienie i uparta niewiara. Św. Łukasz przedstawia trzy różne reakcje na wypędzenie przez Jezusa złego ducha z człowieka niemego. Kiedy został uwolniony i zaczął mówić, jedni zdumiewali się, inni wymyślili złośliwą i głupią interpretację tego wydarzenia, a jeszcze inni domagali się od Jezusa nowego znaku (Łk 11,14-16). Reakcje były różne, chociaż wszyscy byli świadkami tego samego: dzięki Jezusowi opętany niemy człowiek zaczął mówić. Skąd to zróżnicowanie? Otóż istnieją pewne fakty, zjawiska i prawdy, które nie wymagają od człowieka zmiany życia, dlatego nie są kwestionowane przez nikogo np. każdy rozumny człowiek przyjmie, że jeśli do dwóch przedmiotów dołożymy jeszcze cztery, to razem będzie ich sześć. Ale są też pewne fakty i wydarzenia – takie jak uwolnienie niemego człowieka przez Jezusa od złego ducha – które domagają się przemiany życia. W takim wypadku – w zależności od tego, czy ktoś chce się zmienić czy nie – pojawią się różne ich interpretacje. I tak po tym, co uczynił Jezus, jedni się zdumiewali. To zdumienie pobudzało ich do uwierzenia w Jezusa lub przynajmniej do zadawania sobie pytania, czy nie jest On obiecanym Mesjaszem. Ludzie złośliwi, którzy nie chcieli przyjąć Jego nauczania, bo musieliby radykalnie zmienić swoje postępowanie, zachowywali się inaczej. Jedni mówili, że jest On współpracownikiem Belzebuba, dlatego nie mogą w Niego wierzyć i kierować się Jego nauką. Jeszcze inni, aby usprawiedliwić swoją niewiarę, domagali się od Niego nowego znaku z nieba. Człowiek potrafi nazywać czarne białym, a białe – czarnym, jeśli ma w tym jakiś swój interes. Nieraz nazywa dobro złem, a zło – dobrem, bo to dla niego wygodne. Tak było za czasów Jezusa i tak jest obecnie. Przywiązanie do zła zawsze zaślepia, dlatego deformuje nawet ludzkie poznanie.

 

3. „Niektórzy z nich...” To faryzeusze i uczeni w Piśmie byli tymi, którzy posądzali Jezusa o posługiwanie się mocą Belzebuba, władcy złych duchów (por. Mt 12,24; Mk 3,22). Jednak św. Łukasz tych dwóch ugrupowań nie wymienia i mówi ogólnie, że to „niektórzy” z obecnych mówili: „Przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy. (Łk 11,15). Takie ogólne sformułowanie: „niektórzy”, wyraża ważną dla każdego z nas prawdę. Tę mianowicie, że nie trzeba formalnie należeć do grupy nazywanej „faryzeuszami” lub „uczonymi w Piśmie”, aby mieć ich mentalność. Określenie „niektórzy z nich” może oznaczać, że także niektórzy z obecnych – chociaż nie byli faryzeuszami ani uczonymi w Piśmie – podzielali ich niemądre zdanie o mocy Belzebuba, którą rzekomo miał się posługiwać Jezus. I dzisiaj są „niektórzy” ludzie, którzy – tak jak faryzeusze i uczeni w Piśmie z czasów Jezusa – nazywają dziełami szatana różne wielkie dzieła dokonywane mocą Ducha Świętego, np. niektóre prawdziwe objawienia, zawierające Boże pouczenia. Czynią tak, bo mają mentalność nieistniejącego  już dzisiaj stronnictwa faryzeuszów i uczonych w Piśmie. Stronnictw tych już nie ma, jednak nadal istnieje faryzeizm i zarozumiałe przekonanie o swojej wielkiej znajomości Pisma Świętego. Ludzie zarażeni tą duchową chorobą zazwyczaj szukają różnych „autorytetów” o podobnym nastawieniu. Znajdują sobie różnych „faryzeuszy” i „uczonych w Piśmie”, aby umocnić się w swoim zdeprawowanym myśleniu. Szukają różnych ludzi, którzy myślą i mówią podobnie jak oni. Szukają różnych „myślicieli”, których poglądy pasują do ich zepsutego życia i przywiązania do zła, zwłaszcza do swojej pychy.

 

4. Podwójne oślepienie. Św. Mateusz napisał, że uzdrowiony przez Jezusa opętany człowiek był nie tylko niemy, ale także niewidomy: „Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i widzieć” (Mt 12,22). To zły duch odebrał mu wzrok i zdolność mówienia. Uwalniając nieszczęśliwego człowieka z mocy złego ducha, Jezus przywrócił mu jedną i drugą zdolność. Ale świadkami tego wydarzenia była grupa ludzi, których zły duch doprowadził do prawdziwej ślepoty – duchowej. Byli to niby bardzo światli faryzeusze, wykształceni uczeni w Piśmie i ci wszyscy, którzy ich posłuchali. Poddając się działaniu złego ducha, swojej pysze i zazdrości, przestali widzieć, myśleć i oceniać zgodnie z prawdą. Dobro, które wyświadczył Jezus opętanemu człowiekowi mocą Bożą, uznali za złe dzieło Belzebuba, władcę złych duchów. Pierwszy rodzaj kalectwa – brak wzroku i zdolności mówienia – Jezus usunął bez trudu. Drugie zaślepienie, prawdziwe i duchowe, może być usunięte Jego mocą tylko wtedy, gdy człowiek tego szczerze chce. To chcenie musi się wyrażać autentycznym zwalczaniem swojej pychy, zazdrości i innych wad. One bowiem są narzędziami złego ducha, przez które oślepia on duchowo człowieka. Do takiej duchowej ślepoty doprowadza również dzisiaj zwłaszcza tego, kto pielęgnuje swoją pychę. Człowiek zarozumiały i zazdrosny, przywiązany do swoich wad, nie widzi prawdziwie ani siebie, ani ludzi, ani wydarzeń, ani Boga. Wszystko deformuje przez swój skażony zarozumialstwem i innymi wadami umysł.

 

5. Domaganie się znaku z nieba. Ewangelista mówi, że wśród świadków cudownego uwolnienia z mocy złego ducha opętanego niemego byli tacy, którzy domagali się od Jezusa „znaku z nieba” (Łk 11,16). Uznali widocznie, że to, co Chrystus uczynił, było „znakiem z piekła”, zostało bowiem uczynione mocą Belzebuba. Domagali się więc jakiegoś innego znaku – „znaku z nieba”. Nie chcieli go jednak po to, by uwierzyć w Jezusa, lecz po to, by „Go wystawić na próbę” (Łk 11,16). Postawa tych ludzi pokazuje, że jeśli ktoś nie chce wierzyć, to będzie ciągle szukał jakiegoś usprawiedliwienia swojej niewiary. I tak np. są ludzie, którzy nie wierzą w Boga, chociaż ciągle patrzą na Jego wielki cud stworzenia. Ten cud nie przemawia do nich, bo mają serca zamknięte. Wolą mocno wierzyć w to, że wszystko uformowało się „samo”. Ta ich zatwardziałość powoduje, że nawet gdyby zobaczyli jeszcze jakiś inny wielki „znak z nieba”, też by nie uwierzyli. Nie chcą uwierzyć w Boga, bo musieliby radykalnie zmienić swoje życie. Ta niechęć do przemiany siebie była powodem odrzucania Jezusa za czasów Jego ziemskiego życia i to samo przywiązanie do zła bywa dzisiaj główną przyczyną niewiary. Tym przywiązaniem do zła często jest zarozumialstwo, ukrywane pod pozorami życia uczciwego i szlachetnego.

 

6. Skłócenie osłabia. Jezus – żeby wykazać niedorzeczność posądzania Go o wyrzucanie jednego złego ducha mocą innego ducha upadłego, Belzebuba – mówi o łatwym do zaobserwowania fakcie, tym mianowicie, że skłócenie osłabia i prowadzi do upadku. Daje za przykład ziemskie królestwa. Są one silne tak długo, jak długo nie są wewnętrznie skłócone. Kiedy jednak pojawiają się walki wewnętrzne, rywalizacja, słabną i upadają. Dzisiaj, o słabości wywoływanej przez skłócenie dobrze wiedzą ubiegające się o władzę partie, dlatego przed wyborami jednoczą się, aby wejść do parlamentu i móc rządzić. Wskazując łatwy do zaobserwowania w świecie destruktywny wpływ skłócenia wewnętrznego, Jezus wyjaśnia, że podobnie  jest w królestwie szatana. Jest ono zjednoczone przez pragnienie szkodzenia, zadawania cierpienia, niszczenia dobrych dzieł Bożych i ludzkich. Te nikczemne cele jednoczą królestwo zła i pozwalają odnosić różne zwycięstwa na ziemi. Gdyby jednak jeden zły duch zaczął niszczyć złe dzieło innego upadłego ducha, to nastąpiłoby osłabienie tego królestwa i jego zupełny upadek. Szatan wie o tym, dlatego nie pozwala na taki sposób osłabiania i niszczenia go.

 

7. Boska potęga Chrystusa zagrożeniem dla królestwa zła. Chociaż złe duchy nienawidzą się wzajemnie, to jednak nie przeszkadzają sobie w dręczeniu swoich ofiar i w tworzeniu królestwa nienawiści. Pomimo wzajemnej nienawiści są zespolone w jednym: w szkodzeniu, dręczeniu, poniżaniu. Przykładem są między innymi ludzie opętani, ofiary duchów nieczystych. Jezus wykazuje, że gdyby doszło do skłócenia złych duchów, to ich królestwo by upadło. Do tego jednak szatan nie dopuszcza. Jednak jego królowanie na tym świecie jest zagrożone przez coś innego: przez potęgę Jezusa. On bowiem nie mocą Belzebuba, lecz „palcem Bożym” wyrzuca złe duchy (por. Łk 11,20). On sam jest tym „Palcem” jako Boska Osoba. Jego moc pokazuje, że panowanie szatana chyli się ku upadkowi. Musi ono ustąpić miejsca królowaniu Boga, Jego królestwu. Pojawienie się Syna Bożego w naszym świecie jest znakiem, że naprawdę przyszło już do nas królestwo Boże (por. Łk 11,20). Potrzeba jednak czasu, aby ukazało się ono w całej pełni. Każdy człowiek może je w jakimś stopniu ujawnić, jeśli pokaże, że jego sercem rządzi Bóg i Jego prawo miłości, dobroci, czułości i miłosierdzia. Również ja mogę dzisiaj swoimi czynami i słowami pokazać, że królestwo Boże jest już na tym świecie, bo moje serce poddało się panowaniu Ojca, Syna i Ducha Świętego. Nawet jeśli to poddanie się nie jest najdoskonalsze, to jednak jest znakiem królowania Boga na naszej ziemi.

 

8. Uzbrojony mocarz. „Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie”– mówi Jezus (Łk 11,21). Tym mocarzem jest szatan, dworem – świat, a mieniem – ci, nad którymi udało  mu się zapanować. Uzbrojeniem szatana i jego współpracowników jest przede wszystkim kłamstwo i półprawdy. Sprytnie oszukują ludzi, ukazując im zło jako dobro, a dobro – jako zło. Istotą każdej pokusy jest fałszowanie prawdy o dobru i złu. Mocarz, o którym mówi Jezus – chociaż potężny – nie jest jednak najmocniejszy. Potężniejszy od niego jest On, Syn Boży, nasz Obrońca.

 

9. Rozdanie przez mocniejszego odebranych łupów. „Gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze całą broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda.” (Łk 11,22). Tym mocniejszym od szatana jest Bóg: Ojciec, Syn i Duch Święty. Miłosierny Ojciec posłał swojego Syna i ciągle zsyła Ducha Świętego, aby nas wyzwolić z mocy złego ducha. Jezus mówi, że go pokona, „zabierze całą broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda.” (Łk 11,22). Zbawiciel pokonał moce piekielne umierając na krzyżu i powracając do życia przez zmartwychwstanie jako potężny i wiecznie żyjący Pan. Przynosząc prawdę Ewangelii, zabiera szatanowi całą jego broń, którą jest głównie zwodnicze kłamstwo. To na tej broni polega. Łupami złego ducha są wszyscy grzeszący ludzie, a więc – każdy z nas. Jesus jest naszym Odkupicielem, Wybawcą, który uwalnia nas z mocy szatana. Jednak Zbawiciel nie zagarnia przemocą dla siebie odebranych szatanowi łupów, czyli nas. Powiedział, że „mocniejszy” – czyli On sam i Duch Święty – odbiera łupy „uzbrojonemu mocarzowi” i „rozdaje” je (por. Łk 11,22). To „rozdawanie” polega przede wszystkim na oddawaniu samemu sobie każdej ofiary szatańskiego kłamstwa. Każdego niewolnika zła Jezus oddaje własnej wolnej woli. Dzięki temu każdy człowiek, „łup” odebrany szatanowi, może zadecydować, do kogo będzie w przyszłości należał. Albo pozostanie przy Bogu, swoim Wybawicielu, i przy Jego przykazaniach, albo ponownie wróci pod panowanie szatana, aby iść za jego zgubnymi poleceniami.

 

10. Z Jezusem lub przeciwko Niemu. Może do końca życia nie zrozumiemy w pełni prawdy zawartej w wypowiedzi Jezusa: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza” (Łk 11,23). Tylko Boski umysł Ojca, Syna i Ducha Świętego zna dokładnie prawdę zawartą w tym zdaniu, bo z Jezusem można być naprawdę albo tylko pozornie, w sposób udawany. Można też naprawdę „zbierać” z Nim lub udawać „zbieranie”, a w rzeczywistości „rozpraszać”. Można też „zbierać” z Jezusem, chociaż nie zna się nawet Jego imienia. To są wielkie tajemnice, zakryte przed naszym ograniczonym ludzkim poznaniem. Nie są one jednak ukryte przed Jezusem. On bowiem posiada Boskie poznanie i dlatego wie dokładnie, kto „jest z Nim” wewnętrznie, autentycznie i duchowo, a kto trwa przy Nim tylko zewnętrznie. Zbawiciel – który zna nie tylko zewnętrzne czyny i słowa, ale również wnętrze człowieka – wie dobrze, kto i kiedy opowiada się całym swoim życiem za Bogiem lub przeciwko Niemu. On wie dokładnie, co każdy bez wyjątku człowiek każdego dnia „zbiera” lub „rozprasza”.

Nawet jeśli nie rozumiem w pełni znaczenia słów Jezusa, muszą sobie uświadomić, że dzisiaj z całą pewnością – tak jak każdy człowiek na świecie – będę albo „z Jezusem”, albo „przeciwko Niemu”. Na pewno – tak jak każdy człowiek na świecie – będę coś z Nim „zbierać” lub „rozpraszać” to, co On już „zebrał”. Uczynię – jak każdy człowiek na świecie – albo coś, co jest miłe Bogu, albo coś, co Mu się nie podoba. Nie ma innej możliwości. Nie można czynić czegoś, co Bogu ani nie jest miłe, ani niemiłe. Nie jest możliwy stan jakiejś „neutralności” w odniesieniu do Boga. Nie ma czegoś takiego, że człowiek ani nie jest za Bogiem, ani przeciwko Niemu; ani z Nim, ani daleko od Niego; nie czyni ani dobra, ani zła. To niemożliwe. Albo jest się z Bogiem, albo jest się przeciwko Niemu. Albo się czyni coś, co Mu się podoba, albo coś, co Mu się nie podoba.

 

11. „Zbieranie” z Jezusem lub „rozpraszanie”. Mówiąc: „kto nie zbiera ze Mną, rozprasza” (Łk 11,23), Jezus powołuje nas do budowania z Nim wielkiej wspólnoty ludzkiej i do zaprzestania wszystkiego, co temu się sprzeciwia. Dzieło Boże na świecie można nazwać dziełem „zbierania”, czyli jednoczenia, bo grzech zniszczył i nadal niszczy jedność ludzi z Bogiem i między sobą. Ojciec posłał swojego Syna na świat, aby przyprowadził do Niego oddaloną i skłóconą ludzkość i zamienił ją w jedną wielką rodzinę dzieci Bożych. Jezus umarł na krzyżu, „by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno” (J 11,52). Zbawiciel pragnie zamienić ludzkość w jedną rodzinę, która będzie wspólnie, jednymi ustami uwielbiać Boga, który ją stworzył i pragnie zbawić. Każdy z nas jest powołany do tego, by włączyć się w wielkie dzieło jednoczenia, dokonywane przez Ojca, Syna i Ducha Świętego. Aby to czynić, trzeba przede wszystkim zaprzestać działań, które niszczą wspólnotę chcianą przez Boga. I tak, każdy człowiek, który pomaga swemu bliźniemu żyć z Bogiem i po bożemu, jednoczy świat z Chrystusem i „zbiera” wraz z nim. Podobnie czyni ten, kto buduje wspólnotę opartą na miłości i wzajemnym szanowaniu się ludzi. „Rozprasza” natomiast ten, kto sieje nienawiść, wzbudza niechęć jednych do drugich, wywołuje wojny, wprowadza takie podziały, że ludzie już nie wielbią jednymi ustami prawdziwego Boga, naszego Ojca. Każdy z nas jest powołany do tego, by przypominać innym, że to Ona nas kocha w niepojęty sposób, bo od Niego pochodzimy. Wszystkim, którzy o tym zapomnieli, powinniśmy przypominać, że to On nas stworzył i do Niego mamy należeć. Czyniąc to, będziemy „zbierać” z Jezusem.

 

12. Dzieło „zbierania” i „rozpraszania”. „Zbieranie” z Jezusem, do którego jesteśmy powołani, to zbliżanie się do Boga i gromadzenie wokół Niego naszych bliźnich, to skupianie ich wokół prawdziwych wartości, wokół prawdy, to budowanie prawdziwej i trwałej wspólnoty. „Rozpraszanie” natomiast to wprowadzanie rozłamów w swoim środowisku: w rodzinie, w Kościele, w świecie. Nie „zbierają” z Chrystusem,  lecz „rozpraszają” ci, którzy budują pozorne wspólnoty, skupione wokół złudnych wartości i zjednoczone tylko przez wspólne dążenie do jakiegoś zła, atakowanie innych i niszczenie dobra, które ich bracia i siostry starają się zrealizować.

 

13. Zaślepienie przez złośliwość. Jezus, Syn Boży, zadał pytanie tym, którzy przypisywali Mu posługiwanie się mocą Belzebuba przy uzdrawianiu opętanych: „Lecz jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami” (Łk 11,19). Gdyby złośliwie nastawieni do Jezusa faryzeusze i uczeni w Piśmie powiedzieli, że wszyscy oprócz Jezusa wyrzucają złe duchy mocą Bożą, to ujawniliby swoją stronniczość i niechęć do Niego. Przez to zasługiwaliby na sprawiedliwy sąd potępiający ich. Gdyby zaś powiedzieli, że ci, których Jezus nazwał ich synami, wypędzają złe duchy mocą Belzebuba, to oskarżyliby ich niesłusznie, tak jak to uczynili w odniesieniu do Jezusa. Cokolwiek więc by powiedzieli, to ujawniliby swoją złośliwość i zaślepienie, ściągające na nich sąd Boży.

 

14. Dobrzy sędziami złych. Jezus powiedział, że człowiek, który świadomie i dobrowolnie odrzucił słowo Boże, będzie przez nie sądzony: „Kto gardzi Mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym” (J 12,48). Może w podobnym znaczeniu sędziami dla faryzeuszów, uczonych w Piśmie i wszystkich ludzi podobnych do nich staną się ci egzorcyści, których Jezus nazwał ich „synami” (por. Łk 11,19). Jak to rozumieć? Otóż dane nam słowo Boże jest łaską, światłością, która ukazuje nam wyraźnie właściwy sposób postępowania. Jeśli jednak ktoś odrzuca to słowo i nie żyje według niego, to na sądzie stanie się ono oskarżycielem. Będzie jakby mówiło: „Zostałeś pouczony, wiedziałeś dobrze, jak należy postępować, jednak uparcie czyniłeś zło”. W podobnym znaczeniu „sędziami” dla upartych grzeszników będą ludzie szlachetni, którzy przyjęli słowo Boże i – wsparci łaską – żyli według niego. Nie słowa, lecz przykład ich dobrego życia będzie na sądzie niemym oskarżeniem dla tych, którzy zmarnowali otrzymane łaski i pogrążyli się w złu. Sprawiedliwi swoją świętością będą jakby przemawiać: „I wy, podobnie jak my, mogliście się uświęcić. Bóg wam w tym pomagał, ale zmarnowaliście Jego łaski. Wybraliście drogę podsuniętą wam przez szatana”. W podobnym znaczeniu sędziami dla zdeprawowanych faryzeuszów i uczonych Piśmie będą ci egzorcyści, których Jezus nazwał ich „synami”. Oni bowiem wiedzieli dobrze, że złego ducha można wypędzać tylko mocą Boga Najwyższego. To ich słuszne przekonanie będzie na sądzie niemym wyrzutem pod adresem zawziętych faryzeuszów i uczonych w Piśmie. Oni bowiem także otrzymali światło Ducha Świętego, aby uznać, jaka moc jest potrzebna do wypędzania złego ducha, jednak sprzeciwili się otrzymanemu światłu. Odrzucili dane im oświecenie z nieba, sprzeciwili mu się, oskarżając Jezusa o posługiwanie się mocą Belzebuba. Na sądzie wszyscy ci, którzy poszli za światłem Ducha Świętego, będą całą swoją postawą oskarżać tych, którzy z premedytacją i bluźnierczo sprzeciwili się otrzymanemu podobnemu światłu.

 

Czujność wobec zagrożeń przez zło

Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku. A gdy go nie znajduje, mówi: Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem.24 Przychodzi i zastaje go wymiecionym i przyozdobionym.25 Wtedy idzie i bierze siedem innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni.26 (Łk 11,24-26)

1. Nieustające zagrożenie. Nieraz dziwi nas, że człowiek bardzo szlachetny, dobry, uświęcony nagle upada. To zaskoczenie jest szczególne, gdy tym człowiekiem jest ksiądz, biskup, zakonnik, zakonnica. Dziwi nas upadek jakiegoś człowieka, bo zapominamy o tym, że złe duchy atakują każdego, zwłaszcza taką osobę, która się ich wyrzekła i stara się żyć szlachetnie. Zepsutego człowieka złe duchy nie muszą już atakować, bo znajduje się w ich rękach. Swoją agresję ujawniają natomiast wobec tych, którzy się im sprzeciwiają. Nie wolno więc zapominać, że każdy człowiek, nawet bardzo uświęcony, potrzebuje obrony przed atakami duchów nieczystych. Tę obronę można znaleźć przede wszystkim w Bogu, w Maryi, w aniołach i świętych. Wielkim naszym obrońcą jest święty Michał, archanioł. Każdy musi szukać pomocy z nieba. Nikt nie może sobie mówić: „Jestem mocny, mnie nic nie grozi”. Św. Piotr, na kilka godzin przed trzykrotnym zaparciem się Jezusa mówił: „Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię” (Mt 26,33). I upadł, gdyż był zbyt pewny siebie.

 

2. Albo ruina duchowa, albo wielkie uświęcenie. Szatan i inne złe duchy nienawidzą zwłaszcza tych, którzy się nawrócili i przez to wyrzucili ich ze swego życia. Nienawidzą tych, którzy przez łaskę chrztu zostali uświęceni i stali się jakby domami „wymiecionymi i przyozdobionymi” (por. Łk 11,25) Usiłują więc podporządkować sobie tych, nad którymi stracili władzę. Zdwajają swoje ataki. Jeśli człowiek im ulegnie, to jego duch popadnie w ruinę. Jeśli natomiast – umocniony przez Bożą łaskę – nie podda się ich atakom, to się jeszcze bardziej uświęci.

 

3. Każdy musi być czujny. Rozpowszechnione jest przekonanie, że święci nie doznają pokus. To nieprawda. Złe duchy, jak poucza Jezus, usiłują doprowadzić do ruiny duchowej zwłaszcza tych, którzy ich nie dopuszczają do siebie. Dlatego atakują pokusami także ludzi sprawiedliwych i robią wszystko, by ich zniechęcić do czynienia dobra. Pewien proboszcz małej wiejskiej parafii opowiadał swojemu koledze z miasta, że ma parafian niepraktykujących. Zdziwiony tym kolega – który myślał, że tylko w wielkich miastach można się spotkać z podobnym zjawiskiem – wyraził swoje zaskoczenie mówiąc: „W takiej małej wiosce?!”. Po chwili usłyszał odpowiedź: „Tak, diabeł działa wszędzie”. I rzeczywiście tak jest. Pycha i nienawiść pobudza upadłe duchy do atakowania wszystkich ludzi, bez względu na ich miejsce zamieszkania i wiek. Król Salomon, który przez całe życie odznaczał się wielką mądrością, stracił ją w podeszłym wieku i wznosił dla swoich żon ołtarze dla czczenia fałszywych bogów. „Kiedy Salomon zestarzał się, żony zwróciły jego serce ku bogom obcym i wskutek tego serce jego nie pozostało tak szczere wobec Pana, Boga jego, jak serce jego ojca, Dawida. Zaczął bowiem czcić Asztartę, boginię Sydończyków, oraz Milkoma, ohydę Ammonitów. Salomon dopuścił się więc tego, co jest złe w oczach Pana, i nie okazał pełnego posłuszeństwa Panu, jak Dawid, jego ojciec. Salomon zbudował również posąg Kemoszowi, bożkowi moabskiemu, na górze na wschód od Jerozolimy, oraz Milkomowi, ohydzie Ammonitów. Tak samo uczynił wszystkim swoim żonom obcej narodowości, palącym kadzidła i składającym ofiary swoim bogom.” (1 Krl 11,4-8) To złe duchy wykorzystały uległość Salomona wobec jego licznych żon i zwiodły go, posługując się nimi.

 

4. Dom „wymieciony” i „przyozdobiony”. „Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku” (Łk 11,24). Oznacza to, że złe duchy nie poddają się łatwo, bo nie doznają spoczynku, gdy tracą władzę nad jakimś człowiekiem. Dręczy je niezaspokojona chęć szkodzenia ludziom, doprowadzenia ich do zupełnej ruiny. Zazdrość budzi w nich pragnienie atakowania zwłaszcza tych, których „dom” serca i umysłu został mocą Boga uwolniony od ich wpływów, „wymieciony”, czyli oczyszczony z grzechu, i przyozdobiony dobrocią, miłością, pokorą, szlachetnością, czystością i innymi łaskami. Widok tak upiększonych przez łaskę Bożą stworzeń doprowadza złe duchy do wściekłości i pobudza do wzmożonego ataku, aby w każdym człowieku zniszczyć to co dobre, piękne, szlachetne. Chcą piękne uczucia zastąpić w nas nienawiścią, zazdrością, nieżyczliwością, niechęcią. Umysł, przyozdobiony przez prawdę Bożą, pragną zabrudzić zakłamanymi ideologiami, pychą, nieczystymi myślami, zamiarami mszczenia się, planami nieuczciwego bogacenia się itp. Nasze usta, „przyozdobione” modlitwą, wielbieniem Boga, prawdą, życzliwymi słowami chcą doprowadzić do brzydoty mówienia oszczerstw, złośliwości, sloganów bez treści, kłamstw, półprawd, przechwalania się, poniżania bliźnich i manipulowania nimi. Wszystko, co w nas jest „wymiecione” i przyozdobione”, usiłują uczynić duchowo brzydkim. Aby nie ulec atakom siedmiu złośliwych duchów (por. Łk 11,26), musimy szukać wsparcia u Boga, aniołów i naszej Matki Najświętszej, do której w modlitwie wołamy: „Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”.

 

5. Człowiek stworzony jako dom „wymieciony” i „przyozdobiony”. Bóg stworzył człowieka na swój obraz i na swoje podobieństwo (por. Rdz 1,26). Można powiedzieć, że go powołał do istnienia jako „dom” piękny, wymieciony, czysty, przyozdobiony wspaniałymi darami (por. Łk 25). To piękno duchowe rozbudziło zazdrość szatana, dlatego postanowił je zniszczyć. Udało mu się to w odniesieniu do pierwszych rodziców i ich potomstwa: ludzkości. Na szczęście przyszedł nam z pomocą sam Bóg. Posłał swojego Syna, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego, aby „dom” naszej duszy, serca, umysłu, języka, czynów na powrót stał się duchowo piękny. Jeśli ktoś przyjmuje ofiarowaną mu przez Boga pomoc, odzyskuje piękno duchowe i staje się świątynią Ducha Świętego (por. 1 Kor 3,16). Kto tę pomoc lekceważy, staje się ofiarą złych duchów. Przestaje być świątynią Bożą, „domem wymiecionym i przyozdobionym”. Serce człowieka zamienia się w siedlisko zła, w wylęgarnię żmij takich jak pycha, chciwość, zazdrość, nieczystość złośliwość, obojętność na los braci i sióstr, żądza mszczenia się i zadawania cierpień. Jeśli zrujnowany duchowo człowiek nie wróci do Boga, nie odzyska utraconego piękna.

 

6. Dom wyjątkowo przyozdobiony. Pośród wszystkich ludzi, stworzonych na obraz i podobieństwo Boże, pojawiła się istota wyjątkowa: Maryja, Matka Jezusa. Jej dusza od początku zaistnienia, a więc jeszcze w łonie matki, była jakby domem wyjątkowo przyozdobionym. Ozdabiał ją od początku istnienia Duch Święty, który mieszkał w niej, swojej świątyni. Żadnemu złemu duchowi nie udało się zniszczyć ani nawet w najmniejszym stopniu przyciemnić piękna duchowego Matki Najświętszej. Od swojego zaistnienia była niepokalana. Nigdy nie utraciła otrzymanej od Boga świętości, bo nie pozwoliła na to, by jakiś zły duch zdobył nad Nią panowanie. Poddała się jedynie Temu, który coraz bardziej Ją uświęcał i czynił domem wspaniale przyozdobionym.

 

7. Siedem form atakowania człowieka. Złe duchy chcą doprowadzić do zniszczenia w człowieku dobra i piękna duchowego, wytworzonego przez łaskę Bożą. W tym celu wykorzystują jego podatność na siedem form zła, którymi są grzechy główne. Są nimi: 1. pycha połączona z zarozumialstwem, żądzą władzy, próżnością, lekceważeniem innych; 2. chciwość, koncentrująca całe życie na zdobywaniu i chronieniu bogactw materialnych; 3. nieczystość, która miłość zastępuje pożądliwością i wykorzystywaniem sfery seksualnej wyłącznie dla własnej przyjemności; 4. zazdroszczenie innym wszystkiego, co jest dla nich dobre i ich uszczęśliwia; 5. obżarstwo i pijaństwo 6. gniewliwość, wyrażająca się w braku opanowania, wybuchowości, rozpamiętywaniu doznanych krzywd i dążeniu do zemsty; 7. rozleniwienie w różnych dziedzinach, także w duchowej. Złe duchy kuszą człowieka w ten sposób, że zło grzechów głównych pokazują mu jako coś bardzo pożytecznego, dobrego i w dodatku jeszcze – przyjemnego.

 

8. Stan późniejszy gorszy niż poprzedni. Złe duchy pragną uczynić każdego człowieka podobnym do nich demonem, który z człowieczeństwa zachowa tylko wygląd zewnętrzny. Chcą, aby każdy stał się okrutnikiem podobnym do największych zbrodniarzy, jakich znała historia: zarozumiałym, chciwym, zazdrosnym, bezlitosnym, złośliwym wobec wszystkich, lekceważącym i poniżającym wszystkich, aktywnym tylko w okrucieństwie, zatroskanym tylko o siebie, o dobre jedzenie, picie i przyjemności seksualne, bezużytecznym dla innych z powodu swojego rozleniwienia. Złe duchy chcą do takiego zdegenerowania doprowadzić każdego człowieka – istotę stworzoną na obraz i podobieństwo Tego, który jest miłością, prawdą i pięknem. Chcą pozbawić go wszystkiego, co w nim piękne i dobre, a więc pokornej, życzliwej i hojnej miłości, czułości i innych szlachetnych uczuć, wrażliwości na cierpienia braci i sióstr, troski o nich. Jeśli człowiek nie przyjmie pomocy Jezusa i Ducha Świętego, to wcześniej czy później ulegnie atakom złych duchów i będzie się stopniowo stawał coraz bardziej do nich podobnym demonem. Każdego dnia będzie się spełniało na nim ostrzeżenie Jezusa: „stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni” (Łk 11,26). Nie tylko inni są zagrożeni, ja – także. Tak jak inni i ja potrzebuję Boskiej obrony przed atakami złośliwych duchów.

 

Błogosławieni zachowujący słowo Boże

Gdy On to mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś.27 Lecz On rzekł: Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je.28 (Łk 11,27-28)

1. Wychwalanie Maryi oddawaniem czci Jezusowi. Kobieta z tłumu, która wygłosiła słowa pochwały dla Matki Jezusa, równocześnie Jego uczciła. Mówiąc: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś” (Łk 11,27), wyraziła swoje przekonanie o błogosławieństwie, jakiego dostąpiła Maryja. Doznała wielkiego zaszczytu i szczęścia przez to, że mogła nosić pod sercem Jezusa i karmić Go. Ale równocześnie kobieta ta – chociaż mówi głównie o Maryi – czci Jezusa. Swoimi słowami bowiem wyraża taką myśl: „Być matką kogoś tak wspaniałego jak Ty, to wielkie błogosławieństwo, zaszczyt, radość, szczęście. Jesteś przecież Kimś wyjątkowym, mądrym, dobrym, potężnym...”. Kobieta z tłumu, wypowiadając pochwały pod adresem Maryi, pokazuje nam wszystkim, że oddawanie Jej czci nigdy nie przynosi ujmy Jezusowi. Przeciwnie, sprawia Mu radość. Z pewnością nie przynoszą Mu podobnej radości ci teologowie, którzy lekceważą Jego Matkę, pomniejszają Jej świętość i rolę, jaką Jej wyznaczył w dziele zbawienia sam Ojciec niebieski. Nie oddają Mu czci podobnie jak ci, którzy dręczą innych i zabijają w imię Boga.

 

2. Jezus nie zabrania czcić Maryi, Jego Matki. Są ludzie, pośród nich także teolodzy, którzy zabraniają czczenia Matki Najświętszej. Uczą, że taki kult umniejsza cześć oddawaną Jezusowi, Bogu. Można sobie wyobrazić, że ci mędrcy, gdyby byli obok kobiety z tłumu, która wołała: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś” (Łk 11,27), uciszaliby ją mówiąc: „Nie wychwalaj Matki Jezusa, chwal tylko Jego. Chwaląc Ją pomniejszasz Jego chwałę. Tylko Boga należy czcić. Bądź więc cicho!” Sam Jezus ani kobiecie z tłumu, ani nam nie zabronił czczenia Jego Matki, której całe życie było splecione z Jego życiem na ziemi i spełnianą zbawczą posługą. Ponieważ Maryja dobrze spełniła swoje zadanie, dlatego zasługuje na oddawanie Jej wielkiej czci. Nie wszyscy bowiem wezwani do wykonania powierzonych im przez Boga zadań dobrze je spełniają.

 

3. Dyskretna pochwała Maryi przez Jezusa. Kobieta z tłumu wychwalała Maryję przede wszystkim za to, że była matką kogoś tak dobrego i wspaniałego jak Jezus. Z tego powodu uznała Ją za „błogosławioną”. Nie znała jednak innych powodów, które czyniły Matkę Jezusa rzeczywiście „błogosławioną”. Te powody znał Chrystus i przedstawił je wołającej kobiecie. Przyczyną wielkości Maryi było przede wszystkim Jej życie całkowicie zgodne ze słowem Bożym, czyli w pełni takie, jakiego pragnął Bóg. Jezus uznał wielkość swojej Matki, jednak uczynił to w sposób bardzo dyskretny, mówiąc nie tylko o Niej, lecz o wszystkich „błogosławionych” z powodu układania swojego życia zgodnie z pouczeniami wyrażonymi przez słowo Boże. I tak Jezus najpierw potwierdził słuszność słów kobiety z tłumu, która wychwalała Matkę Jezusa z powodu Jej macierzyństwa, a potem – w sposób pośredni – ukazał jeszcze inny powód Jej duchowej wielkości, którym było wypełnianie przez Nią słowa Bożego. Powiedział: „błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je" (Łk 11,28). Do tych „błogosławionych” zalicza się przede wszystkim Maryja, która wszystko rozważała i zachowywała w swoim sercu (por. Łk 2,19).

 

4. Błogosławionym czyni słuchanie słowa Bożego i zgodne z nim życie. Według słów Jezusa „błogosławiona” jest nie tylko Maryja, ale również wszyscy ci, którzy tak jak Ona słuchają słowa Bożego i dostosowują do niego swoje czyny, słowa, myśli, pragnienia, uczucia. Aby stać się „błogosławionym”, trzeba nie tylko słuchać słowa Bożego, ale ponadto je zachowywać (por. Łk 11,28). Słyszących słowo Boże jest na świecie wielu, gdyż dociera ono do ogromnych rzesz również przez środki społecznego przekazu. Mniej jednak jest tych, którzy to słowo wiernie zachowują, dlatego znacznie mniej jest „błogosławionych”, uświęconych i uszczęśliwionych przez nie.

 

5. Dary udzielane nam z Boskiej pełni. Błogosławiony jest każdy, kto słucha słowa Bożego i je zachowuje (por. Łk 11,28). Pełnia tego słowa, czyli pełnia prawdy znajduje się tylko w Bogu, w Trójcy Przenajświętszej. To Bóg jest prawdziwą „światłością” (1 J 1,5) i „miłością” (1 J 4,8). Z Boskiej pełni każdy człowiek otrzymuje tyle, ile potrzebuje do osiągnięcia zbawienia. Jednak, aby do niego dojść, trzeba przyjąć to, co na różne sposoby Bóg nam udziela i zamienić dar Boży na czyny, słowa, myśli, uczucia i postawy, które wyrażają miłość. Tylko wtedy, kiedy kierujemy się miłością, jesteśmy nie tylko słuchaczami słowa Bożego, lecz naprawdę je zachowujemy.

 

Udawana chęć uwierzenia w Jezusa

A gdy tłumy się gromadziły, zaczął mówić: To plemię jest plemieniem przewrotnym, żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza.29 Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia.30 Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.31 Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.32 (Łk 11,29-32)

1. Znak dla wszystkich pokoleń. Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie” (Mt 12,38). Jezus wiedział, że ci fałszywi ludzie nie zmienią się nawet wtedy, gdy wykona dla nich jakiś wielki znak, bo nie chcą się nawrócić. Widzieli już wystarczająco dużo, aby uwierzyć w Niego i zmienić swoje życie.  Jednak Zbawiciel wiedział także i to, że wszystkie pokolenia, aż do skończenia świata, będą potrzebowały jakiegoś znaku, dowodu Jego Boskości, dlatego zapowiedział go. Tym znakiem miało być Jego zmartwychwstanie, które nazwał „znakiem Jonasza”. Powiedział: „To plemię jest plemieniem przewrotnym, żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza” (Łk 11,29).

 

2. Nawróceni potępią ludzi złej woli. Jezus upomniał wszystkich, którzy się nie nawracają lub tylko udają nawrócenie. Powiedział: „Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz” (Łk 11,32). Prorok Jonasz ostrzegał mieszkańców grzesznego miasta: „Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona. I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego”. (Jon 3,4-5). Jezus, Syn Boży, bardziej radosnymi słowami wzywał do nawrócenia. Głosił Ewangelię Bożą i mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1,15). Tymi słowami pouczał, że do Bożego królestwa wchodzi się tylko przez głęboką przemianę swojego życia. Udawanie nawrócenia nie włącza w nie nikogo. Na sądzie Bożym wszyscy nawróceni jak mieszkańcy Niniwy staną się oskarżycielami tych, którzy zlekceważyli wszystkie wezwania do nawrócenia i tym samym wykluczyli się z królestwa Bożego. Nawróceni będą potępiać i oskarżać swoim przemienionym i dobrym życiem. To ono będzie wołało do opornych i zatwardziałych: „Mogliście się nawrócić tak jak my – zwłaszcza wy, którzy zetknęliście się z Jezusem i słyszeliście Jego Ewangelię. Nawet najwięksi grzesznicy mogli się zmienić dzięki otrzymanej łasce. Nasze nawrócenie mówi wam, że nie macie żadnego usprawiedliwienia dla waszej złej woli”.

 

3. Szukający prawdy potępią tych, którzy nią wzgardzili. Wszyscy spragnieni prawdy szukają jej. Dlatego podążają za ludźmi mądrymi, czyli za takimi, którzy nie ulegają pozorom, błędom, fałszywym ideologiom. Do osób odczuwających głód prawdy i szukających jej zaliczała się Królowa z Południa, która – jak mówi Jezus – „przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona” (Łk 11,31). Jej szukanie prawdy za wszelką cenę stanie się na sądzie Bożym oskarżeniem dla tych, którzy światło prawdy lekceważyli, nie pragnęli go, nie szukali i nie głosili. Wszyscy szukający prawdy – podobni do „Królowej z Południa, która z daleka przybyła do Salomona, by słuchać jego słów mądrości – przykładem swojego życia potępią na sądzie Bożym tych, którzy prawdą wzgardzili (por. Łk 11,31). To potępienie zwróci się przede wszystkim do tych, którzy zlekceważyli prawdę Ewangelii i Jezusa, który ją nam przyniósł. On bowiem jest Prawdą, Drogą, Życiem (por. J 14,6). On jest Światłością świata (por. J 8,12). W każdym pokoleniu jedni ludzie miłują światło prawdy i zbliżają się do niego, bo ich uczynki są dobre. Inni natomiast – ci których czyny są złe – mają w nienawiści światło prawdy i nie idą do niego. Nie zbliżają się do niego, ponieważ obawiają się, że jego blask zdemaskuje nikczemność ich postępowania, ich pychę, chciwość, zazdrość i inne grzechy, których nie tylko nie usuwają ze swojego życia, ale nawet nie chcą wyraźnie zobaczyć (por. J 3,19-21).

 

4. Znienawidzenie prawdy i tych, którzy ją głoszą. Królowa z Południa udała się do Salomona, bo chciała poznać prawdę: „przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona” (Łk 11,31). Ludzie miłujący prawdę postępują podobnie jak ona: szukają prawdy w każdej dziedzinie życia, także w sferze religijnej. Są jednak tacy, którzy nienawidzą prawdy. Ludzie tacy nie robią żadnego wysiłku, by ją poznać. Więcej jeszcze. Nie tylko nie idą do tych, którzy prawdę znają i ją głoszą, lecz tępią ich, oczerniają, ośmieszają, a sami otaczają się ludźmi podobnymi do siebie, którzy stają się dla nich jakby „lustrem” i „echem” wspierającym ich zakłamanie. Znajdują sobie też różnych fałszywych przewodników, za którymi ślepo podążają. Przez to czynią coś bardzo niebezpiecznego dla siebie, bo – jak powiedział Jezus – „jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną” (Mt 15,14).

 

5. Potrzeba wsłuchiwania się w głos mądrości, którym jest sumienie. Umiłowanie prawdy nie polega tylko na tym, że tak jak „Królowa z Południa” słucha się ludzi mądrych jak Salomon (por. Łk 11,31), lecz przede wszystkim na tym, że słucha się głosu wyjątkowo mądrego przewodnika, którym jest sumienie. Każdy otrzymał tego nauczyciela, aby mu przypominał mądre prawa Boże dotyczące postępowania. Jednak na te pouczenia, na tę prawdę można stać się głuchym i nie stosować się do niej. Co więcej, niektórzy ludzie usiłują zmusić do milczenia swoje sumienie. Czynią to głównie przez usprawiedliwianie swojego grzesznego postępowania. Tymi swoimi niemądrymi usprawiedliwieniami usiłują jakby „przekrzyczeć” głos prawdziwej mądrości – sumienia. Swoim nieustannym krzykiem usprawiedliwień zagłuszają głos, który mówi każdemu, co naprawdę jest dobre, a co naprawdę – złe. To wewnętrzne „przekrzykiwanie” sumienia różnymi usprawiedliwieniami grzechu jest bardzo szkodliwe, bo prowadzi do coraz to większego deprawowania się. Ci, którzy robią wszystko, by nie słyszeć pouczeń swojego sumienia – chociaż są pogrążeni w grzechach – często mówią: „Mnie sumienie nic nie wyrzuca. Mam czyste sumienie”. A powinni, zgodnie z prawdą, powiedzieć: „Nie mam czystego sumienia, lecz przytępione. Nie słyszę jego głosu, bo go zagłuszam hałasem ciągłych usprawiedliwień swoich czynów i porównywaniem się z ludźmi, których oceniam jako gorszych ode mnie”.

 

6. Jezus większy niż Jonasz i Salomon. Mądrość Jezusa była większa od mądrości Salomona, a Jego wspaniałe dzieła przewyższały wielkość cudu ocalenia Jonasza, połkniętego przez wielką rybę. Część ludzi poszła za Jezusem, inni natomiast odrzucili Go i skazali na śmierć. Tak było w przeszłości i tak dzieje się dzisiaj, bo ludzie mieli i mają wolną wolę. Jedni wybierają Bożą prawdę, inni jej się przeciwstawiają. Jedni idą za głosem sumienia, inni go nie słuchają i tłumią. Zdarza się nawet, że przeszkadzają innym ludziom podążać za prawdą i nie pozwalają postępować zgodnie z sumieniem, np. przez zastraszanie, ośmieszanie, szantażowanie, prześladowanie, narzucanie jakiejś ideologii lub „dyscypliny partyjnej” itp.

Światło

Nikt nie zapala światła i nie stawia go w ukryciu ani pod korcem, lecz na świeczniku, aby jego blask widzieli ci, którzy wchodzą.33 Światłem ciała jest twoje oko. Jeśli twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. lecz jeśli jest chore, ciało twoje będzie również w ciemności.34 Patrz więc, żeby światło, które jest w tobie, nie było ciemnością.35 Jeśli zatem całe twoje ciało będzie w świetle, nie mając w sobie nic ciemnego, całe będzie w świetle, jak gdyby światło oświecało cię swym blaskiem.36 (Łk 11,33-36)

1. Wiara ujawniająca się. Światłem zapalonym, postawionym na świeczniku powinna być nasza wiara w Boga Trójosobowego, życie Ewangelią. Nasze otoczenie powinno zauważać to światło patrząc na nas i słuchając nas. Wstydzenie się wiary, ukrywanie jej nie przynosi pożytku ani nam, ani innym ludziom. Nie są jednak pożytecznym światłem jakieś „dziwaczne” praktyki i „pozory pobożności” (por. 2 Tm 3,5), bo mogą kogoś zniechęcać do chrześcijaństwa. Jeszcze bardziej zniechęca do przyjęcia Ewangelii zauważanie w kimś życia zupełnie z nią niezgodnego.

 

2. „Wchodzący” potrzebują światła. Jezus mówi, że światła nie należy ukrywać, lecz stawiać na świeczniku, aby „jego blask widzieli ci, którzy wchodzą” (Łk 11,33). Tymi „wchodzącymi” są przede wszystkim ci, którzy nie znają jeszcze Jezusa, Jego nauki i dlatego potrzebują pouczenia. Powinni je otrzymać od ludzi wierzących w Syna Bożego, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia. To oni – czystym światłem swojej wiary – powinni „wchodzącym w chrześcijaństwo” pomóc poznać Światłość Prawdziwą, Jezusa Chrystusa. Jednak nie zrobią tego, jeśli będą przed nimi ukrywać swoją wiarę.

 

3. Troska o czystość wiary. Zdrowe oczy widzą dobrze, ale różne ich choroby mogą zaburzyć widzenie. Podobnie jest z wiarą, z Ewangelią. Przyjęta prawda Boża staje się jakby duchowym „okiem” i światłem, umożliwiającym poruszanie się po drodze zbawienia. Jeśli jednak zdrowa nauka Ewangelii zostanie w nas zarażona różnymi duchowymi chorobami, to stanie się jakby chorym okiem, uniemożliwiającym pewne podążanie w kierunku nieba. Są choroby oczu, które utrudniają dobre widzenie, i są takie, które prowadzą do utraty wzroku. Coś podobnego może stać się z duchowym „okiem”, którym jest wiara. Mogą ją zaatakować różne choroby, którymi są błędne nauki, jakieś modne lecz fałszywe filozofie, ideologie, opinie teologów. Jeśli zostaną przyjęte, to albo tylko osłabiają duchowy wzrok, albo go niszczą zupełnie, czyli prowadzą do niewiary i ateizmu. I wtedy człowiek żyje w ciemnościach, chociaż wydaje mu się, że oświeca go światło, że posiada wiarę głęboką, przemyślaną, umocnioną przyjętymi opiniami. Ulega wrażeniu, że jest bardziej oświecony niż ci, którzy – jak Maryja – przyjmują szczerym sercem każde słowo pochodzące od Boga i żyją nim. Naprawdę jednak jest inaczej: żyją w ciemnościach, bo doprowadzili do choroby swojego duchowego „oka” albo nawet utracili duchowy wzrok.

 

4. Pycha chorobą „duchowego oka”. Światło wiary – „duchowe oko” – może się w nas zaciemnić albo nawet zamienić w ciemność, która ogarnie całe życie. Stanie się tak, jeśli zaczniemy przyjmować bezkrytycznie różne błędne nauki, ideologie, zabobony, jeśli poddamy się manipulacji i propagandzie. Jednak największe zagrożenie dla światła wiary tkwi zawsze we wnętrzu człowieka, głównie w jego pysze. To ona odwraca od pokornego słuchania wyjaśnień Kościoła dotyczących wiary i moralności. To ona kieruje w stronę racjonalizmu, który jest jakby „filtrem” dla słowa Bożego, bo jedne prawdy Boże przepuszcza, a innych nie dopuszcza do serca. Pycha tym „filtrem” czyni samego człowieka, który samowolnie jedne pouczenia Boże przyjmuje, inne odrzuca, a jeszcze inne tak przekształca, aby nie naruszały jego niemoralnego sposobu życia.

 

5. Chrystus-Światłość ratunkiem przed pogrążeniem się w ciemnościach. Zdarza się, że wierzący chrześcijanie porzucają wiarę opartą na nauce Chrystusa i stają się fanatycznymi sekciarzami. Inni próbują godzić swoją wiarę z błędnymi filozofiami, wierzeniami wschodu, reinkarnacją, wiarą w pozytywne i negatywne energie, astrologią, spirytyzmem, okultyzmem i innymi wątpliwej wartości naukami. Skutkiem tego mieszania prawdy z błędami staje się utrata czystego światła wiary, tego „duchowego oka”, które wskazuje prawdziwą drogę zbawienia. Dla niektórych ludzi nie Ewangelia, lecz układy gwiazd stają się przewodnikiem, dla innych jakieś wahadełka, jeszcze dla innych – duchy, z którymi się kontaktują na seansach spirytystycznych. Są i tacy, którzy stają się zabobonni, a nawet popadają w satanizm i z diabła czynią swojego życiowego przewodnika. Syn Boży przyszedł na świat, aby nas uchronić od tych niebezpieczeństw, które zagrażają naszemu zbawieniu. Jeśli do Niego przylgniemy umysłem i sercem, to nie ogarną nas ciemności błędów.

Napiętnowanie faryzejskiej obłudy

Gdy jeszcze mówił, zaprosił Go pewien faryzeusz do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem.37 Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem.38 Na to rzekł Pan do niego: Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości.39 Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza?40 Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste.41 Lecz biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie opuszczać.42 Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku.43 Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą.44 (Łk 11,37-44)

1. Miłość o surowym obliczu. Jezus w ostrych słowach napiętnował zdeprawowanie faryzeuszów, ukrywane pod zewnętrznymi pozorami wielkiej prawości. W tym wypadku chodziło o uważanie się za doskonałych i sprawiedliwych tylko dlatego, że się obmywa ręce przed posiłkiem. W oczach obłudnych i zadowolonych z siebie faryzeuszów ta bardzo łatwa do wykonania czynność urastała do rangi niebywałej świętości i doskonałości. Jezus ostro poucza dumnych faryzeuszów, że prawdziwa doskonałość wymaga czegoś większego niż mycie rąk przed jedzeniem: domaga się sprawiedliwości i miłości Bożej (por. Łk 11,42). Ostre słowa Jezusa nie były wyrazem niechęci do człowieka, który Go zaprosił na obiad, ani do innych faryzeuszów, lecz przejawem miłości, zatroskanej o ich zbawienie. To miłość pełna troski o nich skłoniła Jezusa do wypowiedzenia ostrych słów, którymi pouczył ich, że doskonałości i zbawienia nie osiąga się dzięki samemu tylko obmywaniu rąk przed jedzeniem.

 

2. Nieuzasadnione obwinianie innych. Trudno sobie wyobrazić, że Jezus nie obmyłby rąk w domu zapraszającego Go faryzeusza, gdyby podano mu wodę, tak jak to było w zwyczaju. Najprawdopodobniej Jezus unie umył sobie rąk przed jedzeniem tylko dlatego, że zapraszający Go na obiad człowiek zaniedbał obowiązku gospodarza i nie podał Mu wody, tak jak nie zrobił tego kiedyś inny faryzeusz, Szymon (por. Łk 7,44). Jeśli tak było, to zdziwienie i gorszenie się zapraszającego Jezusa faryzeusza było nie tylko nieuzasadnione, ale wręcz obłudne, złośliwe i obraźliwe. Odsłaniałoby bowiem często spotykaną również dzisiaj faryzejską postawę, która polega na tym, że innych ocenia się bezpodstawnie i surowo, a siebie – łagodnie.

 

3. Naczynia całe czyste. Jezus porównał człowieka do naczynia, które powinno być całe czyste. Z pewnością nikt nie chciałby pić lub jeść z naczynia, które zostało obmyte tylko od zewnątrz. Spożywanie posiłku lub picie z takiego naczynia wywoływałoby obrzydzenie. Również człowiek, podobnie jak naczynie, powinien być cały czysty. Nie wystarczy tylko dbałość o wygląd zewnętrzny i o zewnętrzne zachowanie się. Ważne jest wewnętrzne nastawienie. Bez szczerej miłości do Boga i ludzi, bez miłosierdzia, szacunku do innych, relacje z Bogiem przekształcają się w bezduszny rytuał, a kontakty z ludźmi – w chłodną, wyrafinowaną i obłudną dyplomację, która mniej lub bardziej ukrywa nieżyczliwość, wrogość, zazdrość, niechęć, pogardę. Ponieważ Stwórca tak nas stworzył, że posiadamy zewnętrzną, cielesną stronę i wewnętrzną, duchową (por. Łk 11,40), dlatego powinniśmy dbać i o jedno i o drugie. Jak myjemy ciało, tak trzeba też obmywać swoją duszę przez skruchę i łaskę dawaną przez miłosiernego Boga. Jak przyozdabiamy ciało i często nawet przesadnie dbamy o jego piękno i sprawność fizyczną, tak trzeba również zadbać o piękno duchowe, którym jest przede wszystkim pełna pokory dobroć, życzliwość, głęboki i szczery szacunek dla innych. Jezus i Jego Matka – nazywana w Litanii Loretańskiej „Naczyniem duchownym” – byli istotami w pełni doskonałymi i czystymi. Nie było w ich postępowaniu żadnego udawania miłości i świętości, nie było niczego nieszczerego i na pokaz. Dlatego to nie obłudni faryzeusze lecz Oni są dla nas wzorem doskonałości.

 

4. Dawanie na jałmużnę tego, co mamy wewnątrz. Jałmużna to jeden z uczynków miłosierdzia. Nazywa się nią dar udzielany ubogim dla ich wsparcia. Tym darem może być wszystko to, czego im brakuje, a więc jedzenie, ubranie, lekarstwa, pieniądze. Jezus poucza, że prawdziwą i cenną jałmużną nie powinny być tylko widzialne dary, jakieś wsparcie materialne. Trzeba jeszcze dzielić się z innymi tym, co mamy wewnątrz. Powiedział: „Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste” (Łk 11,41). Tymi słowami Zbawiciel poucza nas, że do udzielanych innym darów zewnętrznych powinniśmy dodawać coś, co wypływa z naszego serca, a więc życzliwy uśmiech, popatrzenie ze współczuciem na nieszczęśliwego człowieka, dobre słowo, uważne wysłuchanie go. Prawdziwa jałmużna – taka, jakiej oczekuje od nas Bóg – nie może być wykonywana na pokaz, lecz powinna wypływać ze szczerej intencji, z miłości i miłosierdzia. Do każdego daru materialnego powinniśmy dodać „trochę serca”. Taka jałmużna będzie nie tylko wsparciem dla obdarowywanych, ale przyniesie wielką korzyść także obdarowującemu, oczyści jego ducha. Wszystko stanie się w nim bardziej czyste, a zwłaszcza dobra intencja, która będzie towarzyszyć dziełom miłosierdzia.

 

5. Złudne ocenianie swojej doskonałości. Faryzeuszom wydawało się, że są doskonali, czyści i sprawiedliwi, bo wykonują wiele czynów czysto zewnętrznych, takich jak obmywanie rąk przed posiłkami, dawanie dziesięciny z różnych ziół i jarzyn. Jezus pouczył ich, że takie czyny nie zapewniają pełnej doskonałości. Aby stać się doskonałym w oczach Boga, trzeba czegoś więcej: sprawiedliwości i miłości Boże. Powiedział im to, wypowiadając ostre słowa: „Lecz biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić i tamtego nie opuszczać” (Łk 11,42). Znaczy to, że istnieją różne formy dobra: bardzo małe, takie jak dawanie przez faryzeuszy dziesięciny nawet z ziół i jarzyn, oraz dobro bardzo wielkie, takie jak kierowanie się sprawiedliwością i napełnianie się Bożą miłością, aby ją następnie okazywać Stwórcy i bliźnim. Zaniedbanie tego wielkiego dobra czyni człowieka złym, zdeprawowanym i przez to duchowo nieczystym. Natomiast opuszczenie małego dobra, takiego jak dawanie dziesięciny z płodów ziemi, nie wywołuje tak wielkiej szkody duchowej, jednak nie powinno być pomijane.

 

6. Niewłaściwe sposoby szukania doskonałości. Chrystus piętnuje faryzeuszy za to, że przypisywali sobie wielką doskonałość z powodu drobiazgowego spełniania różnych praktyk zewnętrznych, takich jak obmycia przed posiłkami i dawanie dziesięciny nawet z drobiazgów, takich jak mięta, ruta i jarzyny. Uważali się za doskonalszych od innych ludzi, chociaż nie kierowali się w życiu sprawiedliwością, miłosierdziem i miłością. W spełnianych przez siebie różnych „drobiazgach” widzieli fundament swojej wielkości. Jednak mylili się, bo w niewłaściwy sposób dążyli do doskonałości. Podobne niebezpieczeństwo zagraża każdemu z nas. Są np. tacy, którzy mają przekonanie o swojej doskonałości i wielkości ducha, bo całymi godzinami uprawiają jogę. Tracą przez to czas, który mogliby wykorzystać na modlitwę, czynne pomaganie innym ludziom lub naukę. Myślą, że pozycje ciała i uregulowany oddech uczyni ich doskonałymi. Można też spotkać ludzi, którzy uważają, że zdrowa żywność, różne diety oczyszczą nie tylko ich ciało, ale również ich ducha. Na usprawiedliwienie ogromnych wydatków na jedzenie i wielkiego koncentrowania się na nim powtarzają nieprawdziwe powiedzenie: „W zdrowym ciele zdrowy duch”. Nie jest ono prawdziwe, bo są wielcy grzesznicy, którzy cieszą się doskonałym zdrowiem i sprawnością ciała i są również osoby osłabione, chorujące przez całe życie, których duch – dzięki łasce Bożej – wznosi się na wyżyny świętości.

 

7. Okazywanie miłosierdzia środkiem oczyszczającym duszę. Jezus zarzuca ludziom mającym faryzejskie usposobienie, że są jak naczynia oczyszczone od zewnątrz, a brudne w środku. Tym brudem jest między innymi „zdzierstwo i niegodziwość” (por. Łk 11,39). „Zdzierstwo” ujawnia się w chciwości, która bezlitośnie wykorzystuje innych, a „niegodziwością” może być każda forma zdeprawowania, czyli czynienie czegoś, czego czynić się „nie godzi”, czego czynić nie wolno. Brudu serca nie usuwa obmywanie ciała, żadne mycie rąk przed jedzeniem. Istnieje jednak środek, który oczyszcza duchowo. Jest nim „dawanie jałmużny”, czyli okazywanie miłosierdzia (por. Łk 11,41). Hojne, wypływające ze szczerej miłości obdarowywanie biedniejszych od siebie braci i sióstr oczyszcza serce z egoizmu, chciwości, zdzierstwa i innych niegodziwości, będących grzesznym brudem duszy. Człowiek kierujący się miłosierdziem otwiera swoje serce na Boże miłosierdzie, na łaskę Bożego przebaczenia, która obmywa i uświęca duszę.

 

8. Dający dziesięcinę, a jednak pełni zdzierstwa. Jezus zarzucał faryzeuszom między innymi zdzierstwo, czyli grzech naruszający sprawiedliwość. Powiedział: „wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości” (Łk, 11,39). Żaden zdzierca nie jest sprawiedliwy. Sprawiedliwość bowiem polega na dawaniu każdemu tego, do czego ma słuszne prawo. Zdzierstwo to coś przeciwnego, bo jest odbieraniem, niesłusznym pozbawianiem bliźniego tego, co mu się należy, np. zapłaty za wykonaną pracę. Grzech ten jest rozpowszechniony także w naszych czasach. Zdzierstwo ujawnia się także w kradzieży, nieoddawaniu rzeczy pożyczonych. Niespłacanie długów, które również jest przejawem zdzierstwa, doprowadza do ruiny – i idącej za nią nędzy – jednostki, a nieraz nawet całe przedsiębiorstwa. Oszustów i zdzierców nie usprawiedliwia dawanie drobnych ofiar, np. w czasie Mszy św. niedzielnej, tak jak nie usprawiedliwiało chciwych i pełnych zdzierstwa faryzeuszy skrupulatne dawanie dziesięciny nawet „z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny” (Łk 11,42). Jako duchowe lekarstwo Jezus zaleca wszystkim chciwcom sprawiedliwość i miłość Bożą (Łk 11,42). Jeśli zaczną się kierować sprawiedliwością i miłością rozpaloną przez Ducha Świętego, to wyleczą się ze swojego zdzierstwa.

 

9. Sprawiedliwość i miłość Boża fundamentem życia moralnego. Nie tylko faryzeuszom, ale także każdemu z nas Jezus przypomina, że czymś najważniejszym w życiu jest miłość Boża połączona ze sprawiedliwością. Nigdy nie wolno pomijać ani jednej, ani drugiej z tych cnót (por. Łk 11,42). Sprawiedliwość stoi na straży miłości. Nie kocha ten, kto jest niesprawiedliwy wobec Boga i ludzi, czyli np. oskarża dobrego Ojca niebieskiego o to, że się nami nie opiekuje, nie pomaga nam, zapomina o nas itp. Nie kocha również ten, kto postępuje wobec bliźnich niesprawiedliwie i krzywdzi ich, wyzyskuje, okrada nie tylko z dóbr materialnych, ale także z dobrego imienia. Sprawiedliwość wymaga od nas również tego, by dzielić się posiadanymi dobrami materialnymi i duchowymi – takimi jak prawda, wiara – z tymi, którzy są ich pozbawieni. Bóg nie stworzył bowiem świata tylko dla niektórych ludzi, lecz dla wszystkich i wszyscy mają prawo korzystać z tego, co otrzymaliśmy od Stwórcy. Nikt nie może chciwie i niesprawiedliwie zagarniać prawdy i dóbr materialnych wyłącznie dla siebie.

 

10. Świętość oparta na miłosierdziu, sprawiedliwości i miłości. Pouczenia dane faryzeuszom przez Jezusa są ważne również dla nas, bo pokazują nam drogę, która prowadzi do osiągnięcia prawdziwej czystości ducha i świętości. Doskonałości duchowej nie osiąga się przez bezduszne wykonywanie czynności rytualnych, takich jak obmycia, ani przez drobiazgowe wypełnianie różnych zobowiązań prawnych, takich jak dawanie dziesięciny. Mycie rąk przed posiłkami jest pożyteczne, jednak nie oczyszcza duszy. To samo trzeba powiedzieć o płaceniu dziesięciny. Dla osiągnięcia prawdziwej czystości i doskonałości potrzeba czegoś więcej. Jezus zwrócił uwagę faryzeuszów i naszą na trzy rzeczy: okazywanie miłosierdzia z pełnym zaangażowaniem serca, postępowanie sprawiedliwe i kierowanie się Bożą miłością (por. Łk 11,41-42). Wezwanie do takiej doskonałości powtarza się w nauczaniu wszystkich uczniów wiernych Chrystusowi, takich jak św. Paweł, który napisał: „Jako więc wybrańcy Boży – święci i umiłowani – obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni!” (Kol 3,12-15) Postępowanie według tych wskazań z całą pewnością prowadzi do autentycznej doskonałości.

 

11. Dar Bożej miłości. Fundamentem życia prawdziwie doskonałego ma być, jak mówi Jezus – „miłość Boża” (por. Łk 11,42). Nazywa się ona „Bożą”, bo wszczepia ją w nas Duch Święty, czyli sam Bóg (por. Rz 5,5). Jezus oddał życie, abyśmy z „nieprzyjaciół Boga” stali się Jego dziećmi i taką właśnie „Bożą” miłością Go kochali (por. Rz 5,10). Miłość Boża nie powstaje w żadnym człowieku sama z siebie, lecz pochodzi od Boga, jest Jego największym darem, jakiego nam udziela. Pojawia się ona w nas wtedy, gdy zstępuje na nas Duch Święty, a my pozwalamy Mu działać w nas swobodnie. Jeśli chcemy kochać coraz intensywniej, to powinniśmy prosić Boga o dar Jego miłości i przez różne bezinteresowne czyny jeszcze bardziej go powiększać.

 

12. Pragnienie zaszczytów. Faryzeusze byli opanowani przez bardzo rozpowszechniony grzech, którym jest pycha, domagająca się wyróżnień, zaszczytów i przywilejów. Jezus napiętnował ten grzech słowami: „Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku”. (Łk 11,43) Zarozumiałym jak faryzeusze ludziom wydaje się, że są lepsi, godniejsi od innych, dlatego wszędzie powinni się spotykać z wyróżnieniami. Jednak dla uczniów Jezusa, często dotkniętych tym faryzejskim grzechem, nie oni powinni być wzorem do naśladowania. Mają  się wpatrywać w pokornego Syna Bożego, Chrystusa, który, „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,6-8). Syn Boży nie przyszedł na świat po to, by jak faryzeusze szukać pierwszych miejsc, pozdrowień i wyróżnień. Przyszedł, aby z miłością służyć, karmić słowem Bożym, podnosić na duchu, zbawiać. Stał się jakby „ostatnim”. Jednak Ojciec niebieski wywyższył Go i z „ostatniego” uczynił „pierwszym”, jak mówi św. Paweł: „Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca” (Flp 2,9-11). Na pokornym i uniżonym Jezusie – podobnie jak na Jego Matce i wielu innych uczniach – spełniła się zapowiedź: „Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi” (Mt 19,30).

 

13. Niewidoczne groby. Jezus porównał faryzeuszów do niewidocznych grobów. Powiedział: „Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą” (Łk 11,44). Groby zawierają rozpadające się ciała. Faryzeusze byli jak niewidzialne groby, ponieważ ich żyjące jeszcze ciała, podobne do ciał innych żywych ludzi, zawierały martwego ducha. Życiem ducha jest dążenie do prawdy i kierowanie się miłością. W faryzeuszach, którzy wbrew oczywistym faktom odrzucali Chrystusa, prawda została dobrowolnie uśmiercona. Zastąpiło ją zaślepienie i zakłamanie. Uśmiercili w sobie również drugi przejaw duchowego życia, którym jest miłość. Uległa ona w nich rozpadowi, podobnemu do rozpadu martwego ciała złożonego w grobie. Zniszczyły ją robaki egoizmu, zapatrzenia w siebie, zazdrości, pychy i inne grzechy. Jednak faryzeusze nie byli jedyną grupą ludzi martwych duchowo. Podobny do grobu ukrywającego w sobie rozpad i gnicie staje się każdy człowiek, który żywi się kłamstwem, a miłość zastępuje grzesznym egoizmem, obojętnością na los innych ludzi i nienawiścią. Ten, kto nie miłuje, „trwa w śmierci” – mówi św. Jan (1 J 3,14). Co gorsza, „trwanie” w takiej duchowej śmierci może się przedłużyć na wieczność. Tak dzieje się z umierającym człowiekiem, który nie przerwał przez szczerą skruchę swojego „trwania w śmierci” i nie poddał się ożywiającemu działaniu łaski przebaczającego i miłosiernego Boga.

Oskarżenia pod adresem uczonych w Piśmie

Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz.45 On odparł: I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie.46 Biada wam, ponieważ budujecie grobowce prorokom, a wasi ojcowie ich zamordowali.47 A tak jesteście świadkami i przytakujecie uczynkom waszych ojców, gdyż oni ich pomordowali, a wy im wznosicie grobowce.48 Dlatego też powiedziała Mądrość Boża: Poślę do nich proroków i apostołów, a z nich niektórych zabiją i prześladować będą.49 Tak na tym plemieniu będzie pomszczona krew wszystkich proroków, która została przelana od stworzenia świata,50 od krwi Abla aż do krwi Zachariasza, który zginął między ołtarzem a przybytkiem. Tak, mówię wam, na tym plemieniu będzie pomszczona.51 Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; samiście nie weszli, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli.52 Gdy wyszedł stamtąd, uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli gwałtownie nastawać na Niego i wypytywać Go o wiele rzeczy.53 Czyhali przy tym, żeby go podchwycić na jakimś słowie.54  (Łk 11,45-55)

1. Słowa podyktowane miłością uznane za zniewagę. Przebywający na uczcie u faryzeusza uczony w Prawie Mojżeszowym, znawca Pisma Świętego, poczuł się obrażony przez Jezusa, który napiętnował różne faryzejskie grzechy. Odezwał się więc do Niego: „Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz” (Łk 11,45). Zrozumiał, że Jezus wytyka liczne grzechy nie tylko tym, którzy należeli formalnie do stronnictwa faryzeuszy. Nie podobały mu się słowa Jezusa – surowe, jednak pełne miłości i troski o ich zbawienie. Chociaż Jezus kierował się wyłącznie miłością, to jednak uczony w Piśmie uznał Jego wypowiedź za obraźliwą. I w naszych czasach można spotkać wielu takich, którzy mają mentalność tego znawcy Prawa i Pisma. Obrażają się na Kościół – a nawet na Boga – za pouczenia odnoszące się do sposobu życia. Obrażają się, ponieważ te pouczenia przyjmują często charakter upomnień piętnujących grzech. Wyrażają to swoje oburzenie mówiąc, że się ogranicza ich wolność. Ludzie przywiązani do swojego grzesznego sposobu życia zarzucają nauczającym biskupom i kapłanom brak tolerancji, wtrącanie się życie prywatne itd. Inni natomiast zamknięci na prawdę ludzie powtarzają propagandowe slogany i mówią, że nauczanie Kościoła – mające na celu wyłącznie zbawienie człowieka – to „ciemnota”, „ciemnogród”, „średniowiecze”, „brak zrozumienia współczesnego człowieka” itp. W swojej zawziętości nie potrafią odczytać w nauczaniu Kościoła głębokiej troski o ich wieczne szczęście.

 

2. Stawianie wymagań tylko innym. Chrystus zarzuca uczonym w Prawie, że nakładają liczne obowiązki na ludzi, a sami ich nie wypełniają. Powiedział: „I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie.” (Łk 11,46) Uczeni w Piśmie wyjaśniali w sposób rygorystyczny Prawo Mojżeszowe, jednak sami nie wypełniali go w całości. Z pewnością  – jak faryzeusze – osądzali surowo tych, którzy nie stosowali się do podawanych przez nich przepisów, a siebie usprawiedliwiali. Nie zachęcali więc swoim przykładem ludzi do wykonywania różnych trudnych zobowiązań. Do uczonych w Prawie podobni są niektórzy rodzice i wychowawcy, którzy od dzieci wymagają więcej niż od siebie. I tak na przykład niektórzy rodzice nakazują dzieciom regularne przystępowanie do sakramentu pokuty, a sami tego nie robią. W ten sposób słowem uczą je czegoś dobrego, a przykładem – czegoś złego. Rezultatem takiego wychowania będzie to, że dzieci w przyszłości nie będą regularnie się spowiadać, bo uznają, że takie zobowiązanie ciąży tylko na dzieciach. Dorosłych ono nie obowiązuje. Jeśli ktoś nie wypełnia przykazań Bożych i dobrych przepisów, to staje się gorszycielem, który uczy innych złego postępowania.

 

3. Sprytne zwalnianie siebie od obowiązków. Są ludzie, którzy lubują się w wmyślaniu przepisów dla innych, w biurokracji. Jeśli mają władzę ustawodawczą, to mnożą prawa. Może się nawet zdarzyć tak, że po to ustanawiają gąszcz przepisów, aby ci, którzy ich nie znają, mogli być łatwo ukarani, ci natomiast, którzy je dobrze znają – znajdowali jakąś furtkę, by je ominąć. Podobnie było z niektórymi uczonymi w Piśmie i faryzeuszami. Ludzi obarczali surowymi obowiązkami, sami natomiast potrafili znaleźć dla siebie usprawiedliwienie nawet dla łamania Bożych przykazań, jak np. czwartego przykazania Dekalogu, które nakłada na wszystkich bez wyjątku ludzi obowiązek okazywania szacunku rodzicom i wspierania ich, gdy są w potrzebie, zwłaszcza w starszym wieku. I tak oświadczali, że to, co miało być wsparciem dla nich, jest darem złożonym w ofierze i czuli się zwolnieni z obowiązku wspierania swoich rodziców (por. Mk 7,8-13). Ich tłumaczenie było jednak złe, egoistyczne, sprzeczne z Bożym przykazaniem miłości. Od tego przykazania nigdy nie wolno odstępować, dlatego nie można żadnego prawa tworzyć ani interpretować w taki sposób, by zezwalało na czyny przeciwne miłości do Boga i bliźniego. Każde przykazanie Boże stoi na straży miłości i zakazuje takiego postępowania, które byłoby z nią jawnie sprzeczne i niszczące ją u korzeni. Podobnie powinno być z przepisami ustanowionymi przez ludzi. Powinny pomagać kierować się sprawiedliwością i miłością w różnych konkretnych sytuacjach życiowych.

 

4. „Świadczenie” przeciwko zbrodniczym przodkom i równoczesne „przytakiwanie” ich uczynkom. Chrystus wypowiedział „biada” pod adresem uczonych Piśmie, które trudno jednoznacznie wyjaśnić. Powiedział im: „Biada wam, ponieważ budujecie grobowce prorokom, a wasi ojcowie ich zamordowali. A tak jesteście świadkami i przytakujecie uczynkom waszych ojców, gdyż oni ich pomordowali, a wy im wznosicie grobowce.” (Łk 11,47-48) Sens tej wypowiedzi Jezusa może być następujący. Uczeni w Prawie Mojżeszowym stali się „świadkami” tego, że ich ojcowie byli zabójcami niewinnych i wiernych Bogu ludzi, że mordowali nie fałszywych, lecz prawdziwych proroków. Świadczyli przeciwko swoim przodkom-zabójcom przez to, że budowali grobowce zabitym przez nich prorokom, Bożym posłańcom z przeszłości, i stawali się przez to oskarżycielami tych, którzy ich niesłusznie zabili. Chociaż uczeni w Piśmie dawali świadectwo o złym postępowaniu swoich przodków, to jednak równocześnie „przytakiwali” ich uczynkom. „Przytakiwali” im w takim znaczeniu, że czynili coś gorszego od nich: odrzucali Jezusa Chrystusa, Mesjasza i Syna Bożego. Co prawda nie pochwalali słowami zabójstwa niewinnych posłańców Bożych, lecz niczego nie nauczyli się z błędów swoich przodków. Przygotowywali się do tego, by zabić Jezusa (por. Łk 11,53). Przez to mieli uwieńczyć zbrodnicze dzieło swoich przodków, doprowadzić je do końca przez „postawienie grobowców” zamordowanym prorokom. Tym „wzniesieniem grobowców” w sensie przenośnym miało być ukrzyżowanie Jezusa, Syna Bożego – dopełnienie wszystkich zbrodni popełnionych przez przodków.

 

5. To Mądrość Boża posyła na świat proroków i apostołów. Mówiąc uczonym w Prawie o zabijanych w przeszłości prorokach, Jezus dodał nieco zaskakujące zdanie: „Dlatego też powiedziała Mądrość Boża: Poślę do nich proroków i apostołów, a z nich niektórych zabiją i prześladować będą” (Łk 11,49). Jezus nie powiedział: „Ponieważ zabijaliście Bożych proroków, to Bóg wam ich już więcej nie będzie posyłał”. Powiedział coś innego, to mianowicie, że Bóg pośle jeszcze proroków i apostołów, chociaż ich zawsze źle traktowano i zabijano. Sens wypowiedzi Jezusa może być następujący. Bóg posyłał i nadal będzie posyłał na świat swoich proroków, aby mówili w Jego imieniu i ujawniali ludziom Jego wolę. Posyłał ich, aby doprowadzić ludzi do zbawienia. To posyłanie na świat swoich wysłańców nie wynika z naiwnego przekonania Boga, że zostaną oni dobrze przyjęci, uhonorowani, tak jak na to zasługują. Nie, Bóg posyłał i nadal będzie posyłał proroków, chociaż od zawsze wiedział, że „niektórych z nich zabiją i prześladować będą” (Łk 11,49). Chociaż zna zły sposób przyjmowania swoich sług na świecie, to jednak posyłał ich i nadal będzie to czynił. Pobudza Go do tego prawdziwa miłość. I nie tylko miłość, ale także Jego mądrość. To odwieczna Mądrość uznała, że posyłanie na świat proroków i apostołów przez wieki ma sens, jest czymś mądrym, bo będą chronić świat o zupełnego zepsucia i przynajmniej niektórych ludzi doprowadzą do zbawienia.

 

6. Każdy z nas może stać się prześladowcą i zabójcą proroków. Prześladowanie i zabijanie proroków dokonywało się nie tylko w przeszłości. Jezus zapowiedział, że Bóg jeszcze pośle proroków i apostołów, „a z nich niektórych zabiją i prześladować będą” (Łk 11,49). Będzie ich posyłał aż do końca świata. W każdym czasie będą żyli posłańcy Boży, Jego apostołowie i prorocy. Będą mówić w Jego imieniu i pomagać dojść do Niego. Ich los będzie różny. Będą prześladowani, a niektórzy – zabici. Ich prześladowcami,  a nawet zabójcami, może się stać każdy z nas. Bóg stawia na drodze naszego życia wielu ludzi, którzy nam przypominają o Nim, o Jego przykazaniach. Jako Boży posłańcy są oni dla nas „prorokami”, bo prorokiem jest każdy, kto przekazuje innym prawdziwe pouczenie Boże. Wielkim „prorokiem” jest dla nas Kościół nauczający, z papieżem, biskupami, kapłanami i wiernymi świeckimi, napełnionymi Bożą mądrością. Jeśli – zamiast słuchać – lekceważymy ich, wyśmiewamy, ośmieszamy i prześladujemy, to przyłączamy się do grona tych złośliwych ludzi, którzy w przeszłości występowali przeciwko prorokom i nawet ich zabijali. Lekceważymy, a nawet prześladujemy proroków i apostołów również wtedy, gdy z pogardą odnosimy się do prawdziwych objawień, nazywanych prywatnymi. One bowiem, jeśli są prawdziwe, także są pewną formą „mówienia prorockiego”, czyli przekazywania ludziom tego, co Bóg chce im dzisiaj powiedzieć w sposób, jaki On sam uznał za właściwy.

 

7. Krew przelana niewinnie zostanie pomszczona. Wrogom Boga wydaje się, że nigdy nie dosięgnie ich kara za prześladowanie Jego wyznawców i posłańców. Przekonani o swojej bezkarności, prześladują wierzących, zabijają ich, atakują Kościół i wydaje im się, że żadna kara ich nie dotknie. Bóg jest cierpliwy, ale i sprawiedliwy. Cierpliwość wszechmogącego i miłosiernego Boga chroni ludzkość przed bolesnymi dla niej konsekwencjami jej złego postępowania, jednak tylko do czasu. Odrzucanie Jezusa Chrystusa i prześladowanie Jego wyznawców i posłańców nigdy nie pozostaje bez konsekwencji, które stają się karą. Sam Jezus o tym powiedział, wypowiadając prorocze słowa: „Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto wasz dom zostanie wam pusty. Albowiem powiadam wam: Nie ujrzycie Mnie odtąd, aż powiecie: Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie” (Mt 23,37-39). Zapowiedź Jezusa spełniła się. Jerozolima została zburzona, a naród, który nie pozwolił na to, by Jezus go zgromadził przy sobie, został rozproszony po świecie. Ze świątynią stało się tak, jak Chrystus powiedział do swoich uczniów: „Widzicie to wszystko? Zaprawdę, powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony” (Mt 24,2). Również współczesne prześladowanie i zabijanie wyznawców Boga prawdziwego spotka się z karą, tak jak prześladowanie narodu wybranego w Egipcie spowodowało, że kraj ten dotknęły ciężkie plagi. Nie mogą się czuć bezpieczni współcześni prześladowcy wierzących, nawet jeśli ukrywają się w tajnych organizacjach, sterujących atakami na wyznawców Boga. Bóg widzi wszystko i wie, kto występuje przeciwko Niemu, nawet jeśli się ukrywa jak Adam i Ewa po złamaniu prawa Bożego (por. Rdz 3,8-10). Dzisiaj kraje, które pozamykały kościoły i sprzedały je, napełniają się wyznawcami innych religii i tracą poczucie bezpieczeństwa.

 

8. Bóg pamięta. Jezus zapowiada uczonym w Prawie, że „będzie pomszczona krew wszystkich proroków, która została przelana od stworzenia świata, od krwi Abla aż do krwi Zachariasza, który zginął między ołtarzem a przybytkiem”  (Łk 11,50-31). Imię Zachariasz oznacza „Jahwe pamięta”. Pamięta wszystko, a więc także zabicie sprawiedliwego Abla, gdzieś na polu, przez zazdrosnego brata Kaina, i zabójstwo Zachariasza, pozbawionego życia na terenie świątynnym, „między ołtarzem a przybytkiem”. Lista sprawiedliwych i proroków, o których Bóg pamięta, nie została jeszcze zamknięta. Wydłuża się w ciągu wieków, bo walka szatana z Bogiem nadal trwa. Nieprzyjaciel Boga nie potrafi Go dosięgnąć bezpośrednio, dlatego mści się na Jego wyznawcach i posłańcach. Posługuje się ludźmi o usposobieniu złego Kaina. Bóg jednak nie zapomina o żadnym prześladowanym sprawiedliwym. Każdy z nich przekonał się o tym w chwili śmierci. Dla nich wszystkich Chrystus – przez swoją śmierć i zmartwychwstanie – otworzył bramy królestwa wiecznego szczęścia. Ponieważ Bóg pamięta, dlatego krew wszystkich proroków Bożych, „przelana od stworzenia świata”, wcześniej czy później zostanie w jakiś sposób pomszczona także na ziemi.

 

9. Klucz poznania prawdy Bożej. Chrystus mówi o innym kluczu niż ten, którego używamy, aby otworzyć jakieś pomieszczenie i do niego wejść. Mówi o „kluczu poznania”, którym jest Pismo Święte i zawarte w nim pouczenia. Ten klucz trzymali w swoich rękach uczeni w Prawie, gdyż mieli dostęp do ksiąg Pisma Świętego i uważali się za jego znawców. Niestety, jak im zarzuca Jezus, nie zrobili dobrego użytku z tego klucza. Z tego powodu usłyszeli surowe słowa: „Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; samiście nie weszli, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli”. (Łk 11,52) Chociaż uczeni w Piśmie wzięli w swoje ręce klucz prawdy, czyli księgi natchnione zawierające przepowiednie dotyczące Chrystusa, to jednak nie weszli w posiadanie pełni prawdy. Ta pełnia bowiem zawiera się w Jezusie Chrystusie, którego oni odrzucili. Dodatkowo jeszcze przeszkadzali tym, którzy szli za Zbawicielem, aby karmić się Jego słowem. I tak jest do dzisiaj. Wielu odrzuca Chrystusa, Jego krzyż. Odrzucają zbawienie, które można w Nim znaleźć, i utrudniają innym poznanie jedynego Zbawiciela. A powinno być inaczej: po rozpoznaniu Jezusa, trzeba do Niego prowadzić innych. Wielu jest  takich chrześcijan, którzy mają Biblię, „klucz prawdy”, lecz się nim nie posługują, bo „klucz” ten leży całymi latami gdzieś na półce. Nie otwiera się tej Księgi, aby wejść w posiadanie Boga żywego, Prawdy i Miłości. Są i tacy, którzy „uszkodzili” ten „klucz”, bo odrzucili niektóre księgi Pisma Świętego lub cały Nowy Testament albo sfałszowali zawarte w nim treści.

 

10. Złość i agresja zamiast nawrócenia. Swoim nauczaniem Jezus jednych ludzi pobudzał do nawrócenia, a u innych wywoływał agresję. Tę ostatnią postawę zajęli wobec Niego zepsuci przywódcy duchowi. Ostre słowa upomnienia, które usłyszeli uczeni w Piśmie i faryzeusze od Jezusa, rozdrażniły ich. Odtąd zaczęli Go jeszcze bardziej atakować. „Gdy wyszedł stamtąd, uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli gwałtownie nastawać na Niego i wypytywać Go o wiele rzeczy. Czyhali przy tym, żeby go podchwycić na jakimś słowie” (Łk 11,53-54). Jezus wytknął tym ludziom złe postępowanie. Uczynił to po to, by mogli osiągnąć wieczne zbawienie. Oni jednak nie posłuchali Go. Zamiast żałować za swoje grzechy i chcieć się poprawić, zaczęli agresywnie nastawać na Chrystusa. Utwierdzili się w zamiarze zabicia Go.

Ewangelie pokazują, że ludzie, którzy słuchali Jezusa, różnie reagowali na Jego słowa. Jedni się nawracali, a inni – jak faryzeusze i uczeni w Piśmie – stawali się jeszcze gorsi, bo do swoich codziennych grzechów dorzucali coraz to większą nienawiść do Jezusa. Podobnie jest i dzisiaj. Przekazywana przez Kościół Ewangelia jednych pobudza do skruchy i naprawiania swojego złego życia, a innych drażni i skłania do atakowania tych wszystkich, którzy słowem lub czynem pokazują im niewłaściwość ich postępowania.

 

11. Wypytywanie Jezusa o wiele rzeczy. Jest takie powiedzenie: „Kto pyta, nie błądzi”. Słuszność tego powiedzenia nie sprawdzała się jednak na uczonych w Piśmie i faryzeuszach, bo chociaż wypytywali Jezusa o wiele rzeczy, to jednak czynili to nie po to by znaleźć odpowiedź na zadawane pytania, lecz w tym celu, by Jezusa „podchwycić na jakimś słowie” (Łk 11,54). Kontakt słowny tych ludzi z Jezusem nie był dialogiem, lecz tym, co w psychologii nazywa się „grą”. W tym wypadku było to jakby „odgrywanie” dialogu z Jezusem, „odgrywanie” otwarcia na prawdę i szukania jej. Ta „gra” miała jednak na celu doprowadzić do czegoś innego niż odkrycie prawdy. Uczeni w Piśmie i faryzeusze stwarzali pozory dążenia do prawdy, a w rzeczywistości szukali źle pojętej własnej korzyści, którą była chęć zachowania za wszelką cenę swojej uprzywilejowanej pozycji duchowych przywódców. W Jezusie widzieli konkurenta, dlatego chcieli Go skompromitować przed ludźmi. W tym celu zadawali Mu wiele pytań. To nie miłość do prawdy skłaniała tych ludzi do kontaktowania się z Jezusem, lecz nienawiść i zazdrość. Te podłe intencje usiłowali jednak ukryć przy pomocy parawanu szukania prawdy. „Odgrywali” więc rolę ludzi zatroskanych o prawdę, o czystość wiary i wierność Prawu.

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski


 



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań