Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 8


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18


Głoszenie i tworzenie królestwa Bożego

Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu1 oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów;2 Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia.3 (Łk 8,1-3)

1. Boski Nauczyciel i Jego uczniowie. Jezus nie szedł samotnie przez miasta i wioski, aby głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym. W tym wędrowaniu towarzyszyli mu apostołowie. Św. Łukasz wspomina też kilka kobiet, które swoją pracą i mieniem wspierały ich. Swoim słowem i przykładem Jezus ukazywał, jak powinno wyglądać królestwo Boże na ziemi. Ci, którzy Mu towarzyszyli, uczyli się od Niego życia w tym królestwie. Uczyli się przede wszystkim dawania, dzielenia się, znajdowania szczęścia w ofiarnej służbie. Patrząc na Boskiego Nauczyciela coraz lepiej poznawali, jak przez pełne ofiarnej miłości życie można się stać obywatelem nie ziemskiego, lecz Bożego królestwa. I my możemy się tego ciągle uczyć, patrząc na Jezusa, przebywając z Nim, rozważając Jego słowa i czyny.

 

2. „Usługiwały ze swego mienia”. Można znaleźć takich gorliwców, którzy chcą ewangelizować, ale nie swoim kosztem. Wymagają od wydawców książek religijnych, aby za darmo udostępniali swoje publikacje, sami jednak ani grosza swojego nie poświęcą, by coś kupić i dać innym. A mogliby w taki sposób przyczynić się do rozszerzenia nauki Chrystusa. Nic nie dając, wymagają od  pracowników wydawnictw religijnych bezpłatnej pracy. Nawet przez chwilę nie zastanowią się nad tym, że przecież oni też muszą utrzymać siebie i swoje rodziny, wykonując uczciwie swoją pracę zawodową. Dobrym pouczeniem dla tych ewangelizatorów za cudze pieniędzy jest uwaga św. Łukasza, że kobiety idące za Jezusem wspierały Jego dzieło „ze swojego mienia”. Każdy powinien tym, co posiada, wspierać wielkie dzieło ewangelizacji. Jednym z wielu sposobów czynienia tego jest podsuwanie swoim znajomym wartościowych książek i czasopism religijnych. Można też, bez wydawania na to nawet grosza, reklamować pożyteczne ewangelizacyjne strony internetowe. Wystarczy komuś podać ich adres. Nic więcej. Trzeba jednak reklamować tylko te strony internetowe, które naprawdę mogą w kimś pogłębić wiarę i miłość do Boga, a nie takie, na których można znaleźć jedynie jakieś informacje zaspokajające próżną ciekawość.

 

3. Trzeba czegoś więcej niż samych tylko słów. Jezus nie tylko głosił królestwo Boże, lecz je tworzył. Gromadząca się wokół Niego wspólnota mężczyzn i kobiet ukazywała to nowe królestwo. Było ono złożone z ludzi różnych stanów, z różną przeszłością. W tej nowej wspólnocie znalazła się „Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów”, oraz Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda, i wiele innych kobiet. Św. Łukasz mówi, że były to kobiety, które Jezus „uwolnił od złych duchów i od słabości” (por. Łk 8,2-3) Nie wymienia szczegółowo tych ich „słabości”, jakby chciał powiedzieć, że one – tak jak cała ich przeszłość – nie mają już znaczenia. Odtąd liczy się tylko to, że wierzą w Jezusa, kochają Go, idą za Nim i aktywnie – według swoich możliwości – wspierają Go w tym, co robi. Wszyscy idący z wiarą i miłością za Chrystusem pozwolili Mu zacząć królować w swoich sercach, a przez to rozpoczęło się ich życie w królestwie Bożym.

To Boże królestwo, królestwo dobra i prawdy, nadal się rozwija. Każdy z nas, bez względu na swoją przeszłość i słabości, może je budować. Uczyni to, jeśli przez całe swoje życie pójdzie za Jezusem, tak jak to przez wieki czynili Jego uczniowie i Jego uczennice, uwolnieni ze swoich słabości i tyranii złych duchów. Każdy z nas stanie się małą cząstką królestwa Bożego, jeśli pozwoli Jezusowi na to, by nie słabości i złe duchy nad nami panowały, lecz On, Chrystus Król żyjący na wieki. Będzie w naszych sercach wzrastało królestwo Boże, jeśli dobrowolnie zgodzimy się na to, by oświecający i uświęcający Duch Święty stał się Panem podejmowanych przez nas decyzji, naszego myślenia, mówienia i działania. Nie słabości, nie złe duchy, lecz dobry Bóg króluje w tych, którzy bez żadnego przymusu zgodzili się na uczynienie swoich serc i myśli Jego królestwem dobra i prawdy.

 

Przypowieść o siewcy, ziarnie i różnych rodzajach gleby

Gdy zebrał się wielki tłum i z miast przychodzili do Niego, rzekł w przypowieściach:4 Siewca wyszedł siać ziarno. A gdy siał, jedno padło na drogę i zostało podeptane, a ptaki powietrzne wydziobały je.5 Inne padło na skałę i gdy wzeszło, uschło, bo nie miało wilgoci.6 Inne znowu padło między ciernie, a ciernie razem z nim wyrosły i zagłuszyły je.7 Inne w końcu padło na ziemię żyzną i gdy wzrosło, wydało plon stokrotny. Przy tych słowach wołał: Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!8 (Łk 8,4-8)

Wtedy pytali Go Jego uczniowie, co oznacza ta przypowieść.9 On rzekł: Wam dano poznać tajemnice królestwa Bożego, innym zaś w10 przypowieściach, aby patrząc nie widzieli i słuchając nie rozumieli. Takie jest znaczenie przypowieści: Ziarnem jest słowo Boże.11 Tymi na drodze są ci, którzy słuchają słowa; potem przychodzi diabeł i zabiera słowo z ich serca, żeby nie uwierzyli i nie byli zbawieni.12 Na skałę pada u tych, którzy, gdy usłyszą, z radością przyjmują słowo, lecz nie mają korzenia: wierzą do czasu, a chwili pokusy odstępują.13 To, co padło między ciernie, oznacza tych, którzy słuchają słowa, lecz potem odchodzą i przez troski, bogactwa i przyjemności życia bywają zagłuszeni i nie wydają owocu.14 W końcu ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość.15 (Łk 8,9-15)

1. Trud poprawiania gleby swojego serca. Bóg nie stworzył nas w taki sposób, że w sercach jednych ludzi ziarno słowa Bożego może wzrastać, a w innych – nie. To od każdego z nas zależy, jaka jest gleba jego serca. Można ją poprawiać, ulepszać, aby słowo Boże przynosiło wielki plon. Można też nie zajmować się nią, a wtedy zamieni się w drogę, po której wszyscy chodzą i depczą zasiew Ewangelii. Można poddawać się pokusom diabła, a wtedy usunie on Boże myślenie z naszego umysłu i serca. Można uczynić swoje serce nieczułym i twardym jak skała, aby nie mogło w nim wyrosnąć słowo Boże, zachęcające do miłości, miłosierdzia, dobroci, dzielenia się. Można słuchać powierzchownie słowa Bożego, nie dopuszczając do tego, by zamieniło się w roślinę głęboko zakorzenioną w naszym życiu. Można obok usłyszanego słowa Bożego ciągle dosiewać ciernie różnych egoistycznych dążeń, które z czasem zniszczą całkowicie zasiew Boży. Można też jak dobry ogrodnik lub rolnik dbać o rolę swojego serca, aby ziarno słowa Bożego wzrastało i owocowało, ukazując swoje piękno i użyteczność.

 

2. „Wyszedł” niezwykły Siewca. Aby zbudować królestwo Boże na ziemi, przyszedł do nas wyjątkowy Siewca. „Siewca wyszedł siać ziarno” (Łk 8,5). Wyszedł od Ojca, aby obsiać ziemię słowem Bożym. Ten niezwykły Siewca jest odwiecznym Słowem Bożym, rodzonym od zawsze przez Ojca. Św. Jan mówi o Nim: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga.” (J 1,1-2). To odwieczne Słowo przyjęło w łonie Maryi Dziewicy ludzkie ciało, ludzką naturę, aby mówić do nas ludzkimi ustami, gdyż do takiej mowy jesteśmy najbardziej przyzwyczajeni. Siewca – Jezus Chrystus, odwieczne Słowo Boże – zaczął rozsiewać swoje słowo, słowo Boże, aby ziemia  stała się królestwem Bożym. Nie przyszedł po to, by świat ukarać, lecz aby go przemienić w królestwo Boga. Nauczając, rozsiewał i nadal rozsiewa niezwykłe ziarno, które potrafi zamienić ludzkie serca w królestwo Boże. Jezus zaprasza nas do tego, byśmy włączyli się w Jego dzieło obsiewania ziemi ziarnem słowa Bożego, w dzieło przekształcania świata w królestwo Boże.

 

3. Siewca zasiewający samego siebie. Nie tylko Siewca jest niezwykły. Niezwykłe są również rozsiewane przez Niego ziarna. Są one nadzwyczajne przez to, że dzięki nim sam Siewca, Jezus Chrystus przychodzi do nas i mieszka w nas. Tego przebywania w nas Jezusa życzy każdemu św. Paweł, mówiąc: „Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach” (Ef 3,17). Ziarno słowa Bożego jest niezwykłe z tego powodu, że przez nie Boski Siewca samego siebie rozsiewa w naszych sercach. To On sam pragnie przyjść do naszych serc i wzrastać w nich na podobieństwo ziarna, które upadło na dobrą glebę.

 

4. Ten, który pomaga zmienić serce w urodzajną glebę. Glebą jest serce człowieka. Nieraz z powodu złości, nienawiści, żądzy zemsty, zatwardziałości, pychy, zazdrości, nieczystości i innych wad jest ono tak twarde, że ziarno słowa Bożego nie może na nim wyrosnąć. Nieraz jest ono jak udeptana przez przechodniów twarda droga, przy której dodatkowo jeszcze czuwają ptaki, aby wydziobać to, co na nią spadło. Jest twarde jak skała, pokryta niewielką warstwą urodzajnej ziemi. Ziarno słowa Bożego nie potrafi w tak twardym sercu zapuścić korzeni i wzrastać. Jest jednak ktoś, kto pomaga nam zmienić glebę naszego serca. To Jezus Chrystus, to Duch Święty. Ten Duch potrafi skruszyć każdy kamień. Potrafi zamienić kamienne serce w serce ludzkie, czułe, delikatne, dobre, podobne do Serca Jezusa i do Serca Jego Matki. On chce w nas tego dokonać. Pragnie tego, by nasze serce stało się dobrą glebą, na której będzie wzrastać nie tylko nauka Jezusa, lecz On sam. O taką dobrą glebę dla siebie i dla bliźnich trzeba się stale modlić. Trzeba prosić Ducha Świętego, aby skruszył wszystkie skały i kamienie nieczułości i egoizmu w naszych sercach. Trzeba Go prosić o to, aby przemienił nasze serca w „nową ziemię”, na której słowo Boże zamieni się w rośliny miłości, miłosierdzia, usłużności, delikatności, wrażliwości na najmniejsze nawet cudze cierpienia.

Jezus, po czterdziestu dniach postu, nie zamienił kamieni w chleb, aby się nim posilić. Nie posłuchał kusiciela, który Go do tego namawiał. Chętnie jednak dokona duchowego cudu przemiany kamieni naszych serc w serca dobre jak chleb, pożyteczne dla innych jak chleb. Zbawiciel pragnie tego, dlatego – jeśli tylko Go o to szczerze poprosimy – pośle nam Swojego Ducha, a ten dokona tej cudownej przemiany. Uczyni z naszych serc „nową  ziemię”, „nową glebę”, na której ziarno słowa Bożego przyniesie plon stokrotny.

 

5. Zaskakujący plon. Nie tylko Siewca jest niezwykły i niezwykłe jest rozsiewane przez Niego ziarno. Niezwykły jest również plon, który z tego ziarna powstaje na dobrej glebie serca. Z zasiewu słowa Bożego bowiem wyrasta nie tylko jakaś nowa teologia, lecz sam Siewca-Chrystus, zmartwychwstały i żyjący na wieki. To On, odwieczne Słowo Boże, przychodzi do nas przez słowo Dobrej Nowiny. Nie tylko jakąś nową teologię, lecz Jego samego przyjmujemy przez wiarę. Jezus siebie samego wsiewa w nasze dusze. Chce się w nas zakorzenić, abyśmy Go nie utracili jak ci, których gleba serc przypomina kamienne skały lub ubitą drogę. Chce się w nas umocnić, aby żadne ciernie i chwasty – jakby Jego konkurenci – nie usunęły Go z naszego życia. On jest tą rośliną, która ma wyrosnąć z ziaren słowa Bożego. Jeśli ktoś z otwartym sercem przyjmuje przychodzącego w słowie Bożym Jezusa, ten powtarza sobie ciągle słowa św. Jana Chrzciciela: „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3,30). Jezus chce wzrastać w nas, aby podobieństwo do Niego coraz bardziej zastępowało naszą egoistyczną osobowość, którą wytworzyliśmy przez swoje grzechy i utrwalone złe przyzwyczajenia. Pragnie On tak w nas wzrosnąć i umocnić się, abyśmy mogli bez żadnej przesady powtarzać za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.” (Ga 2,20) On nie tylko we mnie żyje, ale działa przeze mnie, mówi przeze mnie, kocha przeze mnie. Spotykani przez nas ludzie, patrząc na nas, słuchając nas, doznając naszej miłości, powinni sobie mówić: „W nim żyje kochający wszystkich Jezus Chrystus”.

 

6. Rozsiewane zaproszenie do przyjaźni z Jezusem. Jeśli ziarno słowa Bożego trafi na dobry grunt serca ludzkiego, na grunt dobrej woli, zapuszcza korzenie i przemienia się we wspaniałą roślinę. Tą rośliną jest więź przyjaźni z Chrystusem. Dzięki przyjętemu słowu Bożemu samego Jezusa przyjmujemy do serca i zaczynamy Go poznawać, odkrywać blisko siebie. To rozpoczyna proces pogłębianie się naszej przyjaźni z Nim. Z Jego strony przyjaźń nie musi wzrastać, bo nikt nie ma bliższej osoby, lepszego przyjaciela niż On. Nie tylko swoich apostołów, ale i nas nazywa On swoimi przyjaciółmi (por. J 15,14-15). Nie zmienia wobec nas swojego przyjaznego nastawienia nawet wtedy, gdy dokonujemy zdrady podobnej do zdrady Judasza. Nawet jego nazwał przyjacielem w tragicznej chwili, gdy pod osłoną nocy przyprowadził do Niego wrogów i wydał Go im. Wtedy Jezus powiedział do niego: „Przyjacielu, po coś przyszedł?” (Mt 26,50). Jezus nigdy nie przestaje być naszym przyjacielem. Jednak nasza przyjaźń z Nim powinna stale się powiększać, bo nigdy nie jest doskonała. Pomaga nam w tym ziarno Jego Ewangelii, jeśli je szczerze przyjmujemy. Padające w nasze serca słowo Boże pomaga nam coraz bardziej poznawać Boskiego Przyjaciela. Wzrastająca przyjaźń z Nim przejawia się w coraz częstszym przebywaniu z Nim i w szczerym zwierzaniu się Mu ze wszystkiego. Każda przyjaźń tak się ujawnia. Przyjaciele lubią być razem i ujawniać sobie wzajemnie tajniki swoich serc. Więź przyjaźni przejawia się także we wspólnym działaniu, pracy, wysiłku, współczuciu i cierpieniu. Jeśli nasza przyjaźń z Jezusem wzrośnie jak wspaniała roślina, krzew lub drzewo, będziemy współdziałać z Nim w zbawianiu świata, czyli będziemy zdobywać dla Niego nowych przyjaciół. Będziemy prowadzić ludzi do Niego, jedynego Zbawiciela, aby z Nim się zaprzyjaźnili i przez Niego zostali zbawieni. Jako przyjaciele będziemy dzielić troski Jego Serca, będziemy rozumieć Jego żarliwe pragnienie zbawienia każdego człowieka i bolesny niepokój, jaki sprawiają Mu ci, którzy robią wszystko, żeby się nie zbawić.

 

7. Wzrastające podobieństwo do Chrystusa. Wzrośnie wszystko, co przez łaskę zostało zasiane w naszych sercach, jeśli staną się one dobrą glebą dla tego wzrostu. Przede wszystkim powinno wzrastać nasze podobieństwo do Jezusa, bo to On zasiał siebie przez wiarę w naszych nieśmiertelnych duszach. Jego myślenie, mówienie, odczuwanie i wszystkie doskonałości powinny się w nas mnożyć, jak ziarna w dojrzałych kłosach. Jego myślenie powinno udoskonalić nasze myślenie. Jego uczucia życzliwości mają usunąć z nas różne formy zazdrości i niechęci do naszych braci i sióstr. Jego najdoskonalsze Boskie pragnienia, wypływające z miłości, powinny zastąpić nasze pragnienia – często bardzo egoistyczne i małostkowe. U wielu bowiem ograniczają się one tylko do tego, by dobrze sobie pojeść, wypić, zabawić się, zaspokoić swoje potrzeby seksualne, dużo zarobić, aby życie stało się wygodne, zdobyć w swoim środowisku taką pozycję, by panować nad innymi i wzbudzać podziw. Jezus pragnie poszerzyć nasze ludzkie egoistyczne serce i upodobnić je do swojego Serca Boskiego, pałającego miłością. To podobieństwo ma wzrastać w nas każdego dnia. Nasze egoistyczne pragnienia mają się zatracać w Jego najdoskonalszych pragnieniach, wypływających z Boskiej Miłości. Największym pragnieniem tej Miłości jest pragnienie zbawienia wszystkich, a zwłaszcza zagubionych w grzechach ludzi. Jezus zasiał to pragnienie również w naszych sercach, aby zapuściło głębokie korzenie, wyrosło i wydało obfity owoc w formie modlitwy, cierpienia i działania dla zbawienia ludzi. Czy rzeczywiście ziarno tego pragnienia już w nas wyrosło? A może uschło, zostało podeptane, wydziobały je ptaki lub zagłuszyły ciernie egoizmu?

 

8. Ciernie i chwasty tłumiące piękno podobieństwa do Boga. Bóg stworzył nas na swój obraz i na swoje podobieństwo (por. Rdz 1,27). Nie zawsze jednak, patrząc na człowieka, zauważamy w nim ikonę Stwórcy mądrego, dobrego, życzliwego, miłosiernego, kochającego. Również nie zawsze otoczenie widzi w nas obraz takiego Boga, gdyż nasze grzechy, egoistyczny sposób życia, podążanie za błędnymi naukami zaciemnia podobieństwo do Niego. Wszystko, co jest przeciwne mądrości i miłości, zaciemnia lub niszczy podobieństwo do Tego, który jest samą Mądrością i Miłością. Syn Boży stał się człowiekiem, aby odnowić nasze zniekształcone i przyciemnione podobieństwo do Trójcy Przenajświętszej. Jezus jest prawdziwym obrazem i podobieństwem Boga, „jest odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty” i „podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi” (Hbr 1,3). Jest pełnym obrazem i podobieństwem Ojca, dlatego ten, kto Go widzi, widzi Tego, który Go posłał (por. J 12,45). Chrystus pragnie odnowić nasze podobieństwo do Boga przez to, że jak cudowne ziarno wsiewa się w nasze serca i dusze. Aby nie utrudniać Mu dzieła odnawiania Bożej ikony w nas, trzeba usuwać ciernie i chwasty, które usiłują zagłuszyć wzrost ziarna tego podobieństwa do Boga. Szkodliwymi cierniami i chwastami jest egoistyczne i gorączkowe szukanie „bogactwa i przyjemności życia” (Łk 8,14). Każdy z nas ma swoje „ciernie” egoizmu, które utrudniają otoczeniu zobaczyć w nas pełne podobieństwo do Boga. Muszą więc być usuwane. Jezus nam w tym pomoże, jeśli Go o to poprosimy. Usunięcie chwastów grzesznego egoizmu nie zuboży nas. Przeciwnie, odsłoni piękno i bogactwo podobieństwa do Boga mądrego, kochającego i pięknego. Takie pełne podobieństwo widzimy w Jezusie Chrystusie i w Jego Matce, Maryi. Pojawi się ono również w nas, jeśli siebie zaczniemy umniejszać, a Chrystusowi pozwolimy w nas wzrastać (por. J 3,30).

 

9. Plon królestwa Bożego zasianego w naszych sercach. Niezwykłym plonem przedziwnego Boskiego ziarna jest tworzone przez nie w naszych sercach królestwo Boże. Jeśli Chrystus  przychodzący w słowie Bożym zostanie przyjęty z wiarą i miłością, to zamieni królestwo „naszej woli” w królestwo Boże. To królestwo powstanie w nas, w naszych duszach, w naszych sercach. W Bożym królestwie będzie miało dla nas znaczenie tylko to, czego pragnie Bóg Ojciec, Jezus Chrystus, Jego Syn, i Duch Święty. Jeśli przyjmiemy Jezusa Zbawiciela do swojego serca, to królestwo egoizmu zamieni się w królestwo Boże, czyli w królestwo miłości. Przychodzący do nas Jezus mocą Ducha Świętego zamieni królowanie naszej samowoli w królowanie w nas Tego, który jest Miłością. Jeśli Chrystus jak ziarno zakorzeni się w naszych sercach, to Jego Boska mądrość zastąpi to, co w oczach świata uchodzi na mądrość, a więc egoistyczny spryt, wykorzystywanie innych, troszczenie się wyłącznie o siebie i swoje sprawy. Jeśli chwastami i cierniami egoizmu nie zahamujemy w sobie wzrostu Jezusa i królestwa Bożego, to zastąpi On nasze egocentryczne pragnienia w Boskie pragnienia Jego Serca, czyli w gorące pragnienie uszczęśliwiania innych, służenia, pomagania, doprowadzenia do zbawienia. Tylko to jedno pragnienie zacznie w nas królować. Ale zwykle potrzeba trochę czasu, aby to pragnienie miłości z małego ziarenka zamieniło się w piękną okazałą roślinę. Trzeba czasu i wysiłku, aby uschły w nas ciernie i chwasty grzechu, zła, egoizmu, które nie tylko w sobie tolerujemy, lecz często chętnie pielęgnujemy, bo wydają się być bardzo cennymi i pożytecznymi roślinami.

 

10. Plon stokrotny. Przypowieść Jezusa o siewcy mówi o pomnożeniu się ziarna, które padło na dobrą glebę. Gdy wzrosło, „wydało plon stokrotny” (Łk 8,8). Tak jest w przyrodzie, że jedno nasienie, jedno ziarno pomnaża się w roślinie, która z niego wyrasta. Podobny obfity plon powstaje w sercach szlachetnych, dobrych i wytrwałych, które zatrzymują w sobie Boski zasiew i pozwalają mu wzrastać. Każde z tych stu nowych ziaren nadaje się do zasiewu. Człowiek, który z wiarą i miłością przyjął Jezusa i Jego naukę, sam może stać się siewcą. Wraz ze Zbawicielem może zasiewać życiodajne słowo Boże w nowych stu sercach. Musi jednak tego chcieć. Nie może otrzymanego ziarna słowa Bożego zachowywać wyłącznie dla siebie. Aby zasiewane z Chrystusem słowo przyniosło owoce, trzeba się modlić do Ducha Świętego, aby poprawił glebę ludzkich serc, aby pomógł usuwać z nich ciernie i chwasty grzesznego zapatrzenia się w siebie i zatrzymywania wszystkiego tylko dla siebie.

 

11. Ukryta w przypowieści tajemnica o królestwie Bożym. Kiedy dzisiaj słyszymy przypowieść o siewcy, rozumiemy jej istotny sens, gdyż w ewangeliach znajduje się wyjaśnienie jej symboliki, dane przez Jezusa swoim uczniom. Gdyby jednak tego wyjaśnienia nie było, mielibyśmy trudność z jej zrozumieniem. Niewiele byśmy pojęli, tak jak niewiele zrozumieli słuchający Jezusa ludzie, o których powiedziano: „patrząc nie widzieli i słuchając nie rozumieli” (Łk 8,11). Na czym mogła polegać trudność zrozumienia tej przypowieści? Otóż jest to jedna z przypowieści o królestwie Bożym, budowanym w sercach ludzkich. Słuchacze Jezusa nie byli jeszcze przygotowani do zrozumienia takiego królestwa Bożego. Przeszkadzały im w tym posiadane ludzkie wyobrażenia. Spodziewali się wyzwolenia spod rzymskiej okupacji i zbudowania potężnego królestwa, które pozwoliłoby im zapanować nad resztą świata. Zamiast spotkać się z nawoływaniem Jezusa do uzbrojenia się, utworzenia silnej władzy, odpowiednich struktur, wojska itp. co słyszą? Opowiadanie o siewcy, któremu część ziaren się zmarnowała z powodu złej gleby. Co więc to może oznaczać? Jak się to opowiadanie ma do królestwa mesjańskiego, które – według wyobrażeń – miało rozwiązać wszystkie kłopoty polityczne i gospodarcze. Ponieważ tłumy słuchające Jezusa posiadały w swoich umysłach zbyt wiele błędnych mesjańskich poglądów, dlatego nie usłyszały wyjaśnienia wygłoszonej przypowieści. Jezus uznał, że słuchacze nie dojrzeli jeszcze do zrozumienia tego, że królestwo Boże powstanie w kochających sercach, które wyzbędą się pragnienia ziemskiej potęgi i chęci ujarzmiania bliźnich. Dlatego, aby zbytnio nie szokować, nie wzbudzać niepotrzebnych dyskusji, nie podał tłumom wyjaśnienia przypowieści. Na razie nowe królestwo zostało im ukazane w formie tajemniczego opowiadania o siewcy. Na razie musieli tylko wysłuchać przypowieści bez głębszego jej zrozumienia. Jednak ziarno prawdy o bliskim królestwie Bożym Jezus zasiał w sercach tłumów. Jako roztropny siewca Chrystus dał czas swoim słuchaczom, aby stopniowo dojrzewał zasiew Jego nauki o królestwie budowanym we wnętrzu człowieka. Tego jednak na razie ludzie „patrząc nie widzieli i słuchając nie rozumieli” (Łk 8,11). Przed nami też wiele treści przypowieści jeszcze się ukrywa. Możemy nie rozumieć do końca, co właściwie ma w nas wzrastać. Możemy jeszcze nie pojmować tego, że wzrastać jak ziarno ma w nas nie jakaś teologia, lecz te pragnienia, które Bóg posiada w swoim nieskończenie kochającym Sercu. To one mają się stać naszymi pragnieniami; to one mają stale w nas wzrastać i umacniać się.

 

12. Więcej zrozumieli ci, którzy zapytali Zbawiciela. Tajemnicza przypowieść Jezusa o siewcy, któremu tylko jedno z wielu zasianych ziaren przyniosło plon, musiała z pewnością wzbudzić zaciekawienie i różne dyskusje. Ponieważ zrozumienie przypowieści okazało się bardzo trudne, dlatego uczniowie Jezusa poszli do Niego, aby im wyjaśnił swoje nauczanie. I nie zawiedli się. Zrozumieli o wiele więcej niż ci, którzy do Niego nie przyszli i pozostali sami ze swoimi domysłami,  interpretacjami, przypuszczeniami. Prawdziwej teologii można się nauczyć tylko od Tego, który ją najlepiej zna, czyli od samego Boga. Dlatego święci i mądrzy wykładowcy teologii od wieków przypominali tę prawdę studentom i klerykom. Mówili, że prawdziwej teologii można się nauczyć „na kolanach”, czyli klęcząc przed Bogiem, trwając przed Nim na modlitwie, Jego słuchając, Jemu zadając pytania.

 

13. „Kto  ma uszy do słuchania, niechaj słucha!” (Łk 8,8). Wypowiadając te słowa Jezus przypomina nam coś oczywistego, to mianowicie, że oprócz języka „do mówienia” mamy także uszy „do słuchania”. To przypomnienie ciągle jest ważne, bo wielu jakby zapomniało o posiadaniu uszu, które służą „do słuchania”. Niektórzy ludzie zachowują się tak, jakby mieli tylko język „do mówienia”, a uszu „do słuchania” – nie posiadali. Posługują się bowiem wyłącznie językiem. Mówią nie słuchając, nie wykazując żadnego zainteresowania tym, co inni im przekazują swoimi słowami. Podobnie zachowują się na modlitwie: mówią do Boga, ale Jego słów, rad, przypomnień nie słuchają, nie rozważają w swoich sercach. Także w swoim codziennym życiu jakby „ogłuchli” na Boga, na Jego wolę, przykazania, pouczenia. Wielu postępuje tak, jakby Bóg nie istniał albo jakby nie miał nam nic do powiedzenia.

Głuchymi częściowo lub całkowicie na słowo Boże i na Jego wolę są ci, którzy posiadają glebę serca obsianą licznymi chwastami i cierniami lub podobną do drogi albo skały. Nie wyrasta w tych ludziach wiara, dobre myśli, szlachetne słowa i czyny, bo nie ma w nich autentycznego słuchania słowa Bożego. Nie wsłuchują się w słowa Stwórcy z wiarą, zaufaniem, miłością, szacunkiem, pokorą, wdzięcznością. Ponieważ nie słuchają Tego, który jest Miłością, Dobrocią i Prawdą, dlatego nie wyrasta w nich miłość, miłosierdzie, dobroć ani prawdziwe poznanie. Matkę Najświętszą, Maryję, można dać jako przykład Tej, która miała uszy „do słuchania”. Całe Jej życie było wsłuchiwaniem się w głos umiłowanego ponad wszystko Boga, w Jego Serce, w Jego pragnienia. Swoim językiem potrafiła powtarzać i wyrażać tylko to, czym było wypełnione jej serce: „Niech mi się stanie według słowa Twego” (Łk 1,38)

 

14. Najlepsza gleba i najwspanialszy plon. Jeśli ktoś chce znaleźć przykład najlepszej gleby, na której wyrósł wyjątkowy plon, niech popatrzy na Matkę Najświętszą. Glebę Jej serca przygotowała jej szczera i oddana Bogu wola. Nie pozwalała ona na to, by w Jej duszy wzrastały chwasty egoizmu i zajmowania się samą sobą. Na tej nieskalanej Glebie nie wyrósł nawet najmniejszy grzech. Maryja nie grzeszyła, bo nie chciała grzeszyć. Nie pozwalała, by diabeł usuwał z Jej Serca przyjęte słowo Boże. Gleba Jej serca nie była płytką warstewką ziemi na skalistym podłożu, dlatego Boży zasiew zapuścił w Niej głębokie korzenie – na całe życie, na całą wieczność. Wszystkie Boże pouczenia „zachowywała i rozważała w swoim sercu (por. Łk 1,2; 2,19; 2,51).

Pełnia łaski (por. Łk 1,28) nie odebrała Maryi wolnej woli, nie uczyniła Jej jakimś „robotem” czy „automatem” współdziałającym z Bogiem. Niepokalana Dziewica pozostała w pełni wolna, lecz ukierunkowała swoją wolę wyłącznie na dobro. Jej życie wydało owoc świętości przez wytrwałą dobrowolną współpracę z ofiarowaną Jej łaską. A łaska ta była wyjątkowo wielka. Glebę duszy Maryi od samego jej zaistnienia w łonie matki Anny użyźniał Duch Święty przez dar niepokalanego poczęcia. Od dzieciństwa karmiła się tym słowem Bożym, które było dostępne w okresie Starego Testamentu. Ono pomagało Jej żyć sprawiedliwie. Dzięki wytrwałości, stałej współpracy z łaską, Jej serce było piękne, szlachetne i dobre. Wszystko to przygotowywało Ją na wyrażenie zgody na Boskie Macierzyństwo. Kiedy w obecności Archanioła Gabriela wypowiedziała Bogu swoje: „Niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38), w Jej łono za sprawą Ducha Świętego zstąpiło od Ojca niezwykłe Boskie Ziarno: Syn Boga Ojca. To Ziarno zaczęło wzrastać pod Jej kochającym sercem Matki. W Niepokalanej Dziewicy odwieczne Słowo Boże stało się ciałem i zamieszkało pośród nas (por. J 1,14). Najpierw ukrywało się pod zasłoną  ciała Matki, a potem, po narodzeniu, stało się widoczne w swojej nowej ludzkiej naturze. Dzięki wierze Maryi przyszedł do nas Boski Siewca niebiańskiej Dobrej Nowiny i nasz Odkupiciel.

 

15. Zabiera słowo, aby nie byli zbawieni. Ziarno słowa Bożego jest wielką łaską dla człowieka. Ma ono jednak swoich wrogów. Diabeł jest jednym z nich. Pragnie on pozbawić człowieka tego wielkiego daru Bożego, który przynosi mu zbawienie. Ułatwiają kusicielowi złe działanie ci, którzy dobrowolnie otwierają na niego swoje serca jak drogę publiczną, po której wszyscy mogą chodzić. O takich ludziach przypowieść Jezusa mówi: „Tymi na drodze są ci, którzy słuchają słowa; potem przychodzi diabeł i zabiera słowo z ich serca, żeby nie uwierzyli i nie byli zbawieni (Łk 8,12). Zły duch ma swoich pomocników, ludzi, którzy współdziałają z nim w odbieraniu człowiekowi łaski słowa Bożego, żeby nie uwierzyli w nie i nie zostali zbawieni. Wrogowie Boga różnymi sposobami próbują przeszkodzić w przyjęciu Jego słowa i uwierzeniu w nie. Często ośmieszają Ewangelię, a wierzących poniżają różnymi określeniami takimi jak, tradycjonaliści, zacofani, ze średniowiecza, niepostępowi, zamknięci itp. Próbują też zniszczyć wiarę przez podważanie autorytetu tych, którzy głoszą słowo Boże, a więc Kościoła, księży, wierzących ludzi, prawdziwych objawień itp. Diabeł i jego współpracownicy trudzą się, aby człowiek nie był zbawiony. Niszczą wiarę w słowo Boże, bo wiedzą, że to od niej rozpoczyna się proces zbawienia.

Zbawienie można porównać do wzrostu ziarna, o którym mówi przypowieść Jezusa. Kto z wiarą przyjmuje słowo Boże, przyjmuje Jezusa Zbawiciela. Do wiary ma się dołączyć miłość do Niego i do ludzi. Ta miłość ma się umacniać nadzieją na wieczne szczęście i wzrastać przez całe życie. Zasiew wiary i miłości po śmierci przekształci się w wieczne uszczęśliwiające widzenie Boga i życie we wspólnocie istot dobrych, zawsze kochających. Kusiciel robi wszystko, aby człowiek nie osiągnął tego szczęścia, które on dobrowolnie stracił przez swój grzech buntu, pychy, zazdrości, nienawiści. Rozpoczyna zawsze od próby zabrania słowa Bożego z ludzkiej duszy, żeby człowiek nie był zbawiony. Chce, aby słowo Boże – zamiast być pomocą w zbawieniu – stało się sędzią dla ludzi. I rzeczywiście zbawcze słowo będzie sądzić tych, którzy je dobrowolnie zniszczyli, bo stali się dla niego skalistą glebą, drogą po której wszyscy chodzą, bo obsiali je cierniami i chwastami, które je zagłuszyły. To odrzucone przez niewiarę słowo stanie się dla człowieka sędzią. Ostrzegł nas przed tym sam Jezus, który powiedział: „A jeżeli ktoś posłyszy słowa moje, ale ich nie zachowa, to Ja go nie sądzę. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale aby świat zbawić. Kto gardzi Mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym” (J 12,47-48). A więc słowo Boże przynosi zbawienie, gdy jest przyjęte z wiarą, natomiast odrzucone – zamieni się w nieubłaganego sędziego i oskarżyciela. Ten sędzia przez całą wieczność będzie wytykał potępionemu jego uparty brak wiary lub życie, które nie miało nic wspólnego z pouczeniami usłyszanej Ewangelii.

 

16. Na czterech tylko jeden nie zniszczył ziarna słowa Bożego. Jezus w swojej przypowieści o siewcy mówi o czterech rodzajach gleby, które przedstawiają cztery różne formy przyjmowania słowa Bożego. Zastanawiające jest to, że tylko co czwarta gleba serca była taka, że dar Boży się na niej nie zmarnował. Powstaje więc pytanie: Czy tylko co czwarty człowiek odpowiada właściwie Bogu na Jego zaproszenie do przyjaźni? Odpowiedź na to pytanie zna tylko Bóg. Faktem jest jednak, że ogromna ilość Bożych łask marnuje się z winy człowieka. Bardzo często słyszane słowo Boże nie zmienia go, bo się mu dobrowolnie przeciwstawia. Dlatego ci – którzy wysłuchawszy słowa Bożego sercem szlachetnym i dobrym zachowali je i wydali owoc przez swą wytrwałość (por. Łk 8,15) – powinni wynagradzać Boskiemu Siewcy za lekceważenie, jakiego doznawał w przeszłości i ciągle doznaje dzisiaj. Ci, którzy pozwolili, by zasiane w nich ziarno przyniosło "plon stokrotny", powinni dołączyć się do Zbawiciela i wraz z Nim rozsiewać Jego ziarno w sercach tych, którzy albo jeszcze nie słyszeli słowa Bożego, albo zniszczyli je na złej glebie swojego serca. Powinni rozsiewać zbawcze słowo Boże, bo wielu jest takich, którzy zasiewają w duszach ludzkich chwasty i ciernie zła, któremu najpierw pozwolili wzrosnąć w sobie. Trzeba więc pomyśleć, jak i komu mogę dzisiaj przekazać słowo Boże. Może dam dzisiaj komuś jakąś książkę zbliżającą do Boga lub podam adres jakiejś strony internetowej, która ewangelizuje. Otrzymanego cennego ziarna nie mogę zatrzymać wyłącznie dla siebie.

 

17. Ziarno potrzebuje wilgoci. Ziarno wysuszone, bez wilgoci, nie wzrośnie nawet na najlepszej glebie. Podobnie jest z ziarnem słowa Bożego. I ono potrzebuje nawilżenia. Czyni to Duch Święty. Jednym z Jego symboli jest woda, gdyż ona umożliwia życie na ziemi. Często jednak zasiane w sercach ludzkich ziarno słowa Bożego potrzebuje jeszcze innego nawilżenia –przez łzy. Nieraz słyszane może we wczesnej młodości słowo Boże pozostało przez długie lata jakby uśpione lub martwe. Nawet nie wykiełkowało. Jednak na szczęście nie zostało usunięte przez grzech niewiary. Któregoś dnia może ono jeszcze wykiełkować. Stanie się tak, gdy spadną na nie łzy skruchy, łzy żalu za popełnione grzechy, za zlekceważenie Boskiego Siewcy. Zroszone przez te łzy zacznie wzrastać i przyniesie oczekiwany przez Dawcę wspaniały plon. Sprawi on Mu ogromną radość nawet wtedy, gdy pojawi się w późnej starości, a nawet w chwili śmierci. Bo nawet wtedy łzy skruchy potrafią ożywić pozornie martwe ziarna słowa Bożego, zasiane w dzieciństwie. Jeszcze nie będzie za późno na wspaniały „stokrotny plon” wiecznego zbawienia po śmierci.

 

18. Pomoc w ulepszaniu gleby serc. Nie tylko glebę swojego serca mamy uprawiać i doskonalić i nie tylko mamy rozsiewać ziarno słowa Bożego w sercach innych ludzi, zwłaszcza w swoich dzieciach. Spoczywa na nas jeszcze jeden ważny obowiązek: pomaganie naszym braciom i siostrom w doskonaleniu siebie, aby i ich serca stały się dobrą glebą dla Bożego zasiewu. Nasza pomoc musi być mądra, roztropna, dostosowana do każdego konkretnego człowieka. Zadanie to można wypełniać przez modlitwę, ofiarę, przykład, słowo zachęty, podniesienia na duchu w trudach i niepowodzeniach pracy nad sobą. Duch Święty najlepiej wie, jak użyźnić każde serce, dlatego Jego powinniśmy prosić o światło.

 

19. Nie być przeszkodą, lecz pomocą. Istnieje niebezpieczeństwo zaniedbywania głoszenie słowa Bożego i pielęgnowania gleby serca swojego i bliźniego. Ale oprócz tych zaniedbań można dopuścić się jeszcze ciężkiego grzechu zabierania bliźnim zasianego w ich duszach ziarna Ewangelii. Istnieje niebezpieczeństwo niszczenia w swoich braciach i siostrach wiary w Boga i w Jego objawienie. Można stać się podobnym do ptaków z przypowieści Jezusa, które wydziobują ziarno zasiane przy drodze, lub chwastem i cierniem, który je tłumi. Takimi ptakami i cierniami stają się ci, którzy niszczą wiarę, bo ateizują, rozsiewają wokół siebie wątpliwości, ośmieszają Kościół, głosicieli Dobrej Nowiny, prawdziwe objawienia. Niszczą zasiew słowa Bożego, bo szerzą zarozumiały racjonalizm, promują laickość. Tymi działaniami przeszkadzają wzrastać słowu Bożemu, a nawet mogą doprowadzić swoich bliźnich do odrzucenia go przez niewiarę. Nigdy nie powinniśmy czynić czegoś podobnego. A jeśli spotykamy się z ludźmi, którzy upodobnili się do ptaków i cierni z przypowieści Jezusa, to powinniśmy się za nich modlić. Oni bowiem kroczą drogą prowadzącą do wiecznego potępienia, a ponadto usiłują na nią sprowadzić wierzących. Można tych ludzi polecić Matce Najświętszej i św. Józefowi, którzy byli na ziemi opiekunami Jezusa, wcielonego Słowa Bożego.

 

20. Potrzeba czujności. Gleba serca z najgorszej może stać się dobrą, gdy zostanie oczyszczona z cierni i kamieni egoizmu. Może jednak dokonać się coś odwrotnego: gleba najlepsza z czasem może się zamienić w glebę złą, bo pojawi się na niej to, co uniemożliwia wzrost ziarna słowa Bożego. Często to ziarno, zasiane w sercach dzieci, w późniejszych latach  ginie, chociaż wydawało się, że one nigdy nie utracą swojej głębokiej i szczerej wiary. Wielu młodych uczestniczy w grupach modlitewnych, kręgach biblijnych i wydaje się, że ich wierze już nic nie grozi, że są zabezpieczeni na całe życie. A tymczasem przychodzą różne zagrożenia. Bardzo łatwo wyrastają ciernie materializmu, pogoni za dobrobytem. Z czasem może pojawić się twardy jak skała kamień zarozumiałego racjonalizmu, który doprowadzi do niewiary. Wiara nieraz słabnie lub ginie w pogoni za zrobieniem kariery. Nikt nie może być pewny za siebie. Nikt nie może sobie mówić, że jego wierze nic nie grozi. Ostrzeżeniem może być bardzo mądry król Salomon. To on zbudował świątynię dla Pana, aby Go tam czczono. Pomimo wielkiej mądrości w starości zwrócił swoje serce ku bogom fałszywym. Uległ swoim licznym pogańskim żonom. „Kiedy Salomon zestarzał się, żony zwróciły jego serce ku bogom obcym i wskutek tego serce jego nie pozostało tak szczere wobec Pana, Boga jego, jak serce jego ojca, Dawida. Zaczął bowiem czcić Asztartę, boginię Sydończyków, oraz Milkoma, ohydę Ammonitów. Salomon dopuścił się więc tego, co jest złe w oczach Pana, i nie okazał pełnego posłuszeństwa Panu, jak Dawid, jego ojciec. Salomon zbudował również posąg Kemoszowi, bożkowi moabskiemu, na górze na wschód od Jerozolimy, oraz Milkomowi, ohydzie Ammonitów. Tak samo uczynił wszystkim swoim żonom obcej narodowości, palącym kadzidła i składającym ofiary swoim bogom”. (1 Krl 11,4-8) Przykład Salomona pozostaje ostrzeżeniem dla wszystkich ludzi: dla młodych i starych.

 

21. Twarda skała wymagań miłości. Niektórzy ludzie przyjmują z radością Ewangelię. Są nią oczarowani – zwłaszcza wtedy, gdy jej głosiciele przekazywali ją w atmosferze euforii, śpiewów, przy akompaniamencie gitary i innych instrumentów. Czasami słuchacze są olśnieni kaznodzieją, jego sposobem mówienia. Nierzadko bywa i tak, że głosiciele Ewangelii dorzucają do niej, jakby dla reklamy, różne „chwytliwe” nauki, obietnice, których nie ma w nauczaniu Chrystusa. Dzięki temu zdobywają słuchaczy, którzy z entuzjazmem przyjmują głoszone im słowo – trochę Boże, a trochę ludzkie. Ludziom, którzy zetknęli się z takim „radosnym” głoszeniem nauki Chrystusa, wydaje się nieraz, że zapewni im ona nieustanną radość na ziemi. Nieraz, pełni entuzjazmu, opowiadają wszystkim o swoim nawróceniu. Jednak po jakimś czasie odkrywają, że słowo Boże domaga się stałego przemieniania swojego życia, autentycznej miłości. Rozumieją coraz lepiej, że wymaga ono prawdziwego umiłowania Boga ponad wszystko, że domaga się aktywnego i pełnego miłości pomagania naszym cierpiącym braciom i siostrom. Zaczynają coraz wyraźniej odkrywać, że prawdziwa miłość wymaga od nich rezygnacji z tego, co egoistycznie chcieliby zachować tylko dla siebie, bo nie da się miłości pogodzić z egoizmem i konsumpcyjnym stylem życia. Te stopniowo coraz lepiej rozumiane wymagania miłości stają się jakby twardą skałą, w którą już nie chce zapuścić korzenia przyjęte z radością ziarno słowa Bożego. I zaczyna stopniowo usychać. Staje się teoretyczną martwą teologią – nieraz bardzo rozwiniętą – która nie ma wpływu na życie.

 

22. Ptaki wydziobujące dobre zasady moralne. Jedno ziarno „padło na drogę i zostało podeptane, a ptaki powietrzne wydziobały je” – poucza Jezus w swojej przypowieści (Łk 8,5). Ptakami wydziobującymi z ludzkich serc ziarno słowa Bożego często są środki społecznego przekazu. Nie muszą nimi być, bo mogą stać się siewcą tego słowa. Jednak, niestety, nieraz niszczą zasiew Boży, gdy propagują nauki sprzeczne z Ewangelią i wzorce zachowań, które nie są zgodne z nauczaniem Chrystusa. Nieraz w serialach złożonych z setek a nawet tysięcy odcinków pokazuje się życie ludzkie, w którym nie ma nawet śladu Boga. Nieraz, przez całe lata, pokazuje się w nich wzorce postępowania sprzeczne z nauką Chrystusa. Całe pokolenia są wychowywane na przykładach, w których normalnym codziennym życiem jest życie bez Boga. Widzowie przyzwyczajają się do takiego sposobu postępowania, a w wielu wypadkach czynią to samo, mówiąc: „takie jest życie”. Niektóre programy i spektakle telewizyjne stają się nie pojedynczymi ptakami z przypowieści Jezusa, ale jakby całymi ich stadami. Jeśli ktoś się bezkrytycznie otworzy na nie, to pozwoli, by wydziobały z jego serca wiarę, miłość do Boga, zasady moralne głoszone przez Ewangelię. Trzeba więc uważać na to, co dopuszczamy do siebie włączając telewizor, odwiedzając strony internetowe, oglądając filmy i seriale, czytając czasopisma, gazety, książki. Nie powinniśmy – przez bezmyślne i bezkrytyczne przyjmowanie wszystkiego – stawać się podobni do drogi, po której wszyscy chodzą. Cokolwiek widzimy i słyszymy, powinniśmy ocenić w świetle zasad głoszonych przez Jezusa. To, co do nas dociera, mamy określić, czy jest lub nie jest zgodne z Jego nauczaniem. Nie wolno nam poddawać się różnym modom na sposób życia, bo one mogą jak ptaki pozbawić nas tego co najcenniejsze. Ważne jest, by dzieci i młodzież nauczyć oceniania wszystkiego w świetle Ewangelii. Można to robić przez swój przykład i omawianie z dziećmi tego, co oglądnęły lub usłyszały. Przez to omawianie możemy uczyć je nie ludzkiego tylko, lecz „Bożego” widzenia i oceniania wszystkiego, z czym się stykają i będą w życiu stykać.

 

Gorliwość uczniów Chrystusa

Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą.16 Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło.17 Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma.18 (Łk 8,16-17)

1. "Kto ma, temu będzie dane". Słowa Jezusa, nieskończonej Mądrości, zawsze zawierają w sobie głęboką treść, której nie potrafimy do końca zgłębić naszym ludzkim poznaniem. Do takich słów zalicza się także Jego stwierdzenie: „Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma” (Łk 8,18). Zapewne zdanie to ma wiele znaczeń. Jednym z nich może być następujące: ten, kto ma w sobie światło Chrystusa, bo je przyjął i oświetla nim innych ludzi, nie tylko nie straci tego światła przez dzielenie się nim z bliźnimi, lecz je w sobie umacnia. Nie straci go też w chwili śmierci. Ma tego światła w sobie coraz więcej, bo Duch Święty oświeca go swoją nieskończoną mądrością. Ten natomiast, kto światło Boże i mądrość „zstępującą z góry” zastąpił jakąś „mądrością ziemską, zmysłową i szatańską” (por. Jk 3,15-18) zobaczy, że nie ma ona żadnej wartości na drugim świecie, w który wchodzi się przez śmierć. Jeśli ktoś światło słowa Bożego zastąpił jakąś religią, filozofią, nauką ludzką, któregoś dnia odkryje, że ta wiedza, która mu się wydawała czymś cenniejszym niż światło nauki Chrystusa, jest niczym, zwłaszcza w obliczu śmierci. Niewiele pożytku będzie miał po śmierci człowiek-erudyta z tych wiadomości, które zapewniały mu zrobienie kariery, zdobycie wielkiego majątku lub światowej sławy. Niczym okaże się piękno ciała.  Niczym będzie to, czym się wielu dzisiaj szczyci – swoją posiadaną „receptą na sukces”. Stojąc na progu śmierci człowiek sam zobaczy, że to, co mu się wydawało, że ma, jest niczym. Natomiast ten, kto przyjął z wiarą słowo Boże, w godzinie przejścia do wieczności zobaczy, jak cenny dar zachował. Nie tylko nie zostanie on mu zabrany, lecz zamieni się w wieczne i uszczęśliwiające widzenie Tego, który jest nieskończoną Miłością, Prawdą i Pięknem. Niepojęte szczęście zostanie mu dodane do daru wiary, który przyjął już za życia ziemskiego.

 

2. Lampa jest po to, by coś oświetlać. Jezus zwraca uwagę na rzecz oczywistą. Na to mianowicie, że żaden rodzaj lampy nie świeci dla samego tylko świecenia. A tak byłoby, gdyby ktoś lampę zakrył jakimś naczyniem lub gdyby ją włożył pod łóżko (por. Łk 8,16). Światło ma być widoczne, bo wtedy tylko umożliwia łatwe poruszanie się po domu, po drodze. Chodzenie w ciemnościach naraża na liczne niebezpieczeństwa. Każdy, kto przyjął Jezusa, Światłość prawdziwą, sam powinien stać się Jego odzwierciedleniem, czyli małym światełkiem dla innych. Ma o Nim innym przypominać, ma ułatwiać pewne poruszanie się po drodze zbawienia. Szczególnym światłem dla dzieci powinni być rodzice. Wyjątkowo wartościowym światłem jest ten ojciec lub matka, którzy dali swoim dzieciom przykład trwałości rodziny, którzy nie rozeszli się pomimo różnych kryzysów i trudności małżeńskich, którzy umieli przebaczać sobie wzajemnie. Pokazali swoim dzieciom, że można przeżyć życie wspólnie nawet wtedy, gdy nie jest to łatwe, że można się uświęcać nawet w trudnościach. Stali się światłem, które pokazało im drogę podążania do zbawienia w małżeństwie.

 

3. Światło ukazujące drogę zbawienia. Wiara, nauka Chrystusa nie może być światłem ukrytym w głębinach duszy jak lampa przykryte ciężkim i nieprzezroczystym  garnkiem. Ze światła ukrywanego nie ma pożytku. Podobnie jest z wiarą ukrywaną w głębinach swojej duszy: nie oświetla ona innym drogi wiodącej do zbawienia. A powinna to czynić. Światło naszego przykładu i słów ma wskazywać bliźnim, jak żyć, aby dojść do domu Ojca, w którym mieszkań jest wiele (por. J 14,2). Drogą wiodącą do Ojca jest Chrystus. To Jego mamy ukazywać. Ewangelizacja nie może być „wymądrzaniem się”, propagowaniem jakiejś ideologii, filozofii. Ma ona być ukazywaniem żywej Osoby, z którą każdy może się zaprzyjaźnić na zawsze, jeśli tylko będzie tego chciał tak, jak Jezus pragnie przyjaźni z nami. Propagowanie świeckości życia to skłanianie do tego, by każdy ukrył swoją wiarę w Jezusa i nie dzielił się nią z innymi. Czy jednak można nie chcieć dawać innym tego, co uważamy za cenne, dobre, pomagające żyć nie tylko „po ludzku”, lecz nawet „po bożemu”? Czy można ukrywać Tego, który pragnie wprowadzić na świecie upragniony przez wielu pokój?

 

4. Uważajcie, jak słuchacie. Zwykle, przed wysłuchaniem jakiegoś kazania, nauk rekolekcyjnych, wystąpień papieża, proboszcza i innych głosicieli słowa Bożego mamy w sobie jakieś życzenia. Jakie? Różne. Żeby tylko nie głosił kazania ten lub inny ksiądz, żeby nie mówił zbyt długo, żeby nie nudził, żeby się nie powtarzał, żeby mówił ciekawie, żeby używał przykładów. Duża część tych życzeń to pragnienie własnej przyjemności, usłyszenia czegoś atrakcyjnego. Tymczasem pragnienie powinno być jedno: chcę usłyszeć słowo Boga, chcę, by ktoś mi je jeszcze raz przypomniał. Potrzebuję tego przypomnienia, bo ciągle jeszcze nie odpowiadam w pełni na Boże wezwanie. Jezus przypomina nam ciągle: „Uważajcie więc, jak słuchacie” (Łk 8,18). Dobrze byłoby po każdym kazaniu zrobić sobie rachunek sumienia z tego, jak słucham słowa Bożego. Czy je odnoszę do siebie, czy też do innych ludzi? Czy przyjmuję je z wiarą i wdzięcznością, której domaga się wielki dar słowa Bożego? Czy nie unikam słuchania go lub poddaję się biernie roztargnieniom, aby nic nie usłyszeć? Czy Maryja tak by słuchała, jak ja słucham?

 

5. Prawda Boża nie może być ukrywana. Do słów Jezusa: „Uważajcie więc, jak słuchacie” (Łk 8,18), można by dodać podobne, skierowane do głosicieli Jego nauki: uważajcie, jak i co głosicie. Boża nauka powinna być przekazywana w całości, bez usuwania z niej czegokolwiek. W Ewangelii Jezusa nie „ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło” (Łk 8,17). Nikt nie ma prawa zmieniać nauczania Chrystusa ani usuwać z niego żadnych treści np. o nierozerwalności małżeństwa, o Eucharystii, o roli Piotra. Nic nie może być ukrywane. Wszystko powinno być przekazywane innym, wszystko powinno wyjść na jaw. Każdy głosiciel słowa Bożego powinien sobie zdawać sprawę z tego, że to, co głosi, nie jest jego nauką, lecz prawdą pochodzącą od Tego, który go powołał do jej głoszenia (por. J 7,16). W Ewangelii nie ma fragmentów, które odnosiłyby się tylko do jakiejś elity. Dlatego wszystko, co w niej się zawiera, ma być przekazywane, ujawniane innym bez żadnego „retuszowania”, wycinania, ograniczania. Nie ma w niej treści wstydliwych ani niczego, „co by nie miało być ujawnione”.

 

6. Uważajcie, gdyż Bóg mówi do was. Do wszystkich swoich uczniów, a więc i do nas, Jezus kieruje słowa: „Uważajcie więc, jak słuchacie” (Łk 8,18). Jednym z rozpowszechnionych niewłaściwych sposobów podchodzenia do słyszanego słowa Bożego jest traktowanie go jako przydatnego „dla innych”. Są chrześcijanie, którzy nie czytają Ewangelii, bo uważają je za „zbyt proste”, nie dla nich, ludzi „wykształconych i inteligentnych”. Niektórzy, słuchając homilii i kazań, myślą sobie: tego powinien wysłuchać mój mąż, moja sąsiadka. Szkoda, że nie słyszą tego politycy... Tymczasem każde słowo Boga, które słyszę, jest skierowane w danym momencie przede wszystkim do mnie. To mnie Bóg, który mnie kocha, coś przez nie przekazuje, o czymś przypomina, do czegoś wzywa. Nie mąż, nie żona, nie sąsiadka, lecz ja mam na nie odpowiedzieć. Do tych „innych”, o których myślę, Bóg też kieruje swoje słowo w takiej formie, w jakiej jest im najbardziej potrzebne. Teraz jednak mówi do mnie i ode mnie oczekuje odpowiedzi pełnej zaufania, zawierzenia Mu i miłości.

 

Prawdziwa rodzina Jezusa

Wtedy przyszli do Niego Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu.19 Oznajmiono Mu: Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą.20 Lecz On im odpowiedział: Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je.21 (Łk 8,19-21)

1. Nadprzyrodzone spokrewnienie z Jezusem. Każdy z nas może stać się kimś tak bliskim dla Jezusa, jak brat, siostra, a nawet – matka. Ta bliskość powstaje wtedy, gdy słuchamy Go i budujemy dom naszego życia na skale Jego nauki (por. Mt 7,24-27; Łk 6,47-49). Zaskakujące jest to, że każdy z nas może – według słów Jezusa – stać się nawet jego „matką”. Zbawiciel miał na myśli duchowe macierzyństwo, które polega na rodzeniu Go w sercach ludzkich. Jeśli wiernie wypełniamy Jego nauczanie i przekazujemy je innym, to On wzrasta nie tylko w naszych duszach, ale również rodzi się i wzrasta w sercach ludzi, którzy byli daleko od Niego. Przekazywanym słowem Bożym i swoim przykładem „rodzimy” duchowo Jezusa w naszych bliźnich, dlatego stajemy się – jak to On sam powiedział – jego „matkami”.

 

2. Więź przyjaźni ze Zbawicielem. Jezus mówi, że zjednoczenie z Nim tych, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je, jest tak wielkie, że stają się dla Niego tak bliscy jak matka lub bracia. Są również Jego przyjaciółmi. „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15,14-15). Wielka to rzecz przyjaźnić się z Tym, który z miłości do nas oddał życie na krzyżu, dla naszego wiecznego szczęścia. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Nikt nie kocha nas tak bardzo, jak Jezus, prawdziwy i szczery Przyjaciel.

 

3. Owocna więź z Jezusem. Ci, którzy jak Maryja słuchają słowa Bożego i wypełniają je, stają się podobni do Chrystusa, bo myślą jak On, kierują się miłością jak On, mówią jak On, działają jak On. Wierność słowu Bożemu i Bożym przykazaniom powoduje, że podobnie jak Matka Najświętsza „trwamy w miłości” Chrystusa (J 15,9-10) i jesteśmy z Nim tak ściśle zjednoczeni jak latorośle z winnym krzewem. Jezus tak to wyraził: „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić”. (J 15,5) Przez słuchanie słowa Bożego i gorące pragnienie wypełniania Go trwamy w Chrystusie, a Duch Święty ożywia nas i uświęca. Jedność z Jezusem, „Winnym Krzewem”, jeszcze bardziej pogłębia się przez przystępowanie z pokorną miłością do Komunii św.

Stałe „trwanie” w Jezusie przez wiarę w Jego słowo, przez miłość do Niego, przez przystępowanie do sakramentów, przez modlitwę sprawia, że w naszym życiu pojawiają się w obfitości różne owoce dobra. Zalicza się do nich przede wszystkim miłość i związane z nią takie dary jak: „radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5,22-23). Takie owoce przynosiła Maryja, ściśle zjednoczona ze swoim Synem. Takie owoce pojawiają się także w tych wszystkich, którzy przez słuchanie słowa Bożego i wypełnianie go stali się „matkami i braćmi” Jezusa (Łk 8,20).

 

4. „Małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel” (Iz 54,5). Jezus – mówiąc o bliskości, jaka może zaistnieć między Nim i nami – użył określenia „matka” i „bracia”. Powiedział: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je. (Łk 8,21). Nie są to jednak jedyne określenia, jakie znajdujemy w Piśmie Świętym, które przedstawiają bliskość i miłość Boga. Pan, przez proroka Izajasza, przestawił nam siebie, Stworzyciela i Odkupiciela, jako naszego „małżonka”. „Bo małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel, któremu na imię – Pan Zastępów; Odkupicielem twoim – Święty Izraela, nazywają Go Bogiem całej ziemi” (Iz 54,5). Ten Stworzyciel, Pan Zastępów, Święty Izraela, Bóg całej ziemi, przyszedł do nas w osobie Syna Bożego, odwiecznego Słowa. Ten, przez którego „wszystko się stało” (J 1,3), przyoblekł się w ludzką naturę i stał się naszym Odkupicielem. On, Stworzyciel, jest małżonkiem każdej duszy, która Go nie odrzuca. A nawet gdyby Go porzuciła, to Jego miłość do niej nie wygaśnie, jak o tym zapewnia przez proroka Izajasza: „Zaiste, jak niewiastę porzuconą i zgnębioną na duchu, wezwał cię Pan. I jakby do porzuconej żony młodości mówi twój Bóg: Na krótką chwilę porzuciłem ciebie, ale z ogromną miłością cię przygarnę. W przystępie gniewu ukryłem przed tobą na krótko swe oblicze, ale w miłości wieczystej nad tobą się ulitowałem, mówi Pan, twój Odkupiciel. Dzieje się ze Mną tak, jak za dni Noego, kiedy przysiągłem, że wody Noego nie spadną już nigdy na ziemię; tak teraz przysięgam, że się nie rozjątrzę na ciebie ani cię gromić nie będę. Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju, mówi Pan, który ma litość nad tobą” (Iz 54,6-10). W Jezusie Chrystusie Stwórca-Małżonek przyszedł do grzesznej ludzkości, która Go porzuciła. Oddał za nią życie na krzyżu, aby pozostała z Nim na zawsze. Taka jest miłość Boga do nas, ludzi, którym brakuje miłości do Niego, którzy Miłości nie kochają, których ta nieskończona Miłość nie wzrusza.

 

5. Nie tylko braćmi Jezusa jesteśmy, lecz także Jego Ciałem. Wyjątkową jedność – istniejącą między Jezusem i wszczepionymi w Niego przez wiarę i chrzest uczniami – przedstawia określenie „Mistyczne Ciało Chrystusa”. Jesteśmy nie tylko braćmi i siostrami naszego Pana, nie tylko Jego przyjaciółmi, ale – Jego „Ciałem”, Kościołem. Ciało to posiada swoją duszę. Jest nią Duch Święty, którym zostaliśmy „napojeni” (por. 1 Kor 12,13). Dzięki Niemu żyje każda komórka tego wspaniałego organizmu, którego Głową jest Chrystus. Jako członki Ciała Chrystusa mamy jedno ważne zadanie: poddać się kierownictwu Jezusa-Głowy i pozwolić się bez przerwy ożywiać Duchowi Świętemu. Bez jednego i drugiego bowiem staniemy się chorymi członkami Mistycznego Ciała. A taki członek sprawia ból, tak jak z powodu cierpienia jednego narządu cierpi cały człowiek. Św. Paweł poucza nas o tym, że mamy być nie chorymi członkami w Ciele Jezusa Chrystusa – czyli takimi, które gardzą jedne drugimi – lecz zdrowymi, czyli takimi, które – poddane Jezusowi i ożywione przez Ducha Świętego – wzajemnie sobie pomagają, służą i okazują szacunek (por. 1 Kor 12,13-31).

Chorymi członkami Mistycznego Ciała Chrystusa są ci, którzy nie posługują się otrzymanymi od Ducha Świętego charyzmatami, lecz zakopują je tak jak człowiek z przypowieści Jezusa, który otrzymał jeden talent i ukrył go w ziemi (por. Mt 25,14-30). Podobnie chorym jest także ten, kto charyzmatami posługuje się, ale wyłącznie dla własnej korzyści, dla zdobycia rozgłosu i sławy.

Uciszenie burzy

Pewnego dnia wsiadł ze swymi uczniami do łodzi i rzekł do nich: Przeprawmy się na drugą stronę jeziora! I odbili od brzegu.22 A gdy płynęli, zasnął. Wtedy spadł gwałtowny wicher na jezioro, tak że fale ich zalewały i byli w niebezpieczeństwie.23 Przystąpili więc do Niego i obudzili Go, wołając: Mistrzu, Mistrzu, giniemy! Lecz On wstał, rozkazał wichrowi i wzburzonej fali: uspokoiły się i nastał cisza.24 A do nich rzekł: Gdzie jest wasza wiara? Oni zaś przestraszeni i pełni podziwu mówili nawzajem do siebie: Kim właściwie On jest, że nawet wichrom i wodzie rozkazuje, a są Mu posłuszne.25 (Łk 8,22-25)

1. Bezpieczeństwo przy Jezusie na jeziorze życia. Życie ziemskie to jakby przeprawianie się na drugą stronę wielkiego jeziora. Tam, po jego drugiej stronie, zbawionych czeka wieczny pokój, bez gwałtownych wichur i zalewających fal. Tu natomiast, na jeziorze życia, dzieje się inaczej. Istnieją liczne niebezpieczeństwa podobne do burz.  Jednak te różne zagrożenia przestaną być dla nas groźne, jeśli w naszej duszy, jak w łodzi, popłynie z nami Jezus Chrystus. Z Nim przetrwamy nawet tę ostatnią ziemską nawałnicę, którą jest śmierć. W ostatnim momencie życia to nie Jezus, lecz my „zaśniemy”, aby się obudzić z Nim po drugiej stronie. Ten, kto z Nim „płynął” przez życie, z Nim i w Nim umarł, z Nim także pozostanie na zawsze (por. Flp 1,23). Ten natomiast, kto to „wyrzucił” za burtę swego życia, ryzykuje, że przez całą wieczność będzie istniał bez Niego. A taka wieczność, „z dala od oblicza Pańskiego”, nie jest pokojem ani radością (por. 2 Tes 1,5-9).

 

2. Śpiący Jezus. Apostołom wydawało się, że są w śmiertelnym niebezpieczeństwie dlatego, że Jezus zasnął. Był on faktycznie zmęczony i musiał spać, jak każdy człowiek. Nam się nieraz wydaje, że Bóg jakby „zasnął” i przestał się nami interesować. Na szczęście to tylko złudzenie. Bóg nigdy nie „zasypia”. Nie zasypia Jezus zmartwychwstały. Duch Święty także nigdy nie śpi. To raczej my „śpimy” i zapominamy o czuwającym nad nami Bogu. Nikt nie opiekuje się nami tak jak On, i nikt nie czuwa nad nami z taką miłością, jak On to czyni. Pogrążony w śnie niewiary i ateizmu świat coraz rzadziej woła do Boga lub wcale nie woła do Niego: „Panie, ratuj nas, bo giniemy!” „Ratuj nas, bo sami siebie doprowadzamy do ruiny!” Ludzie częściej wolą wychodzić na ulice, by wyrażać swoje niezadowolenie i obawy, niż zgiąć przed Bogiem kolana, niż pójść przed Najświętszy Sakrament, aby tam wołać do Boga w swoich lękach, obawach i troskach: „Panie, ratuj!” Tylko garstka to czyni, mała „reszta”. Wielu woli wołać do różnych organizacji ubezpieczeniowych, banków, władz. Wielu woli krzyczeć w czasie ulicznych manifestacji. Ten krzyk wydaje im się bardziej skuteczny niż pokorna modlitwa, zanoszona do Boga. Czas już, byśmy się obudzili z naszego letargu i przypomnieli sobie o wszechmogącym Ojcu, który wszytko stworzył i wszystkim kieruje. Czas już, byśmy do Ojca, do Jezusa, do Ducha Świętego zaczęli z wiarą wołać: „Panie, ratuj nas, bo giniemy!”. On z pewnością usłyszy ten głos i odpowie swoją wszechmocą.

 

3. Bóg nigdy nie zasypia. Kiedy patrzy się na panoszące się na świecie zło, może się pojawić mylne przekonanie, że Bóg go nie dostrzega, tak jak śpiący człowiek nie rozpoznaje dobrze rzeczywistego świata, albo też – że nie potrafi nad nim zapanować. Wszędzie przemoc, niesprawiedliwość, wojny, gwałty, zdeprawowanie... Jednak Bóg naprawdę to wszystko widzi. Dostrzega to w całej prawdzie, dlatego wie najlepiej, że zło szerzy się dlatego, że ludzkość z uporem odrzuca Jego – Miłość, która pragnie miłości; Miłosierdzie, które domaga się miłosierdzia, Dobroć, która wymaga dobroci. Jako dobry pedagog Bóg musi dopuścić do tego, by ludzkość w bolesny sposób poznała, co się dzieje wtedy, gdy Jego podstawowe przykazania są deptane i zastępowane niesprawiedliwością. Ponadto Bóg w bardzo poważny sposób pozwala każdemu człowiekowi dokonać swojego życiowego wyboru. Dał wolność, więc jej nie odbiera. I każdego dnia dokonuje się w miliardach serc ludzi zamieszkujących ziemię to, o czym pisze Apokalipsa św. Jana: „Kto krzywdzi, niech jeszcze krzywdę wyrządzi, i plugawy niech się jeszcze splugawi, a sprawiedliwy niech jeszcze wypełni sprawiedliwość, a święty niechaj się jeszcze uświęci. Oto przyjdę niebawem, a moja zapłata jest ze Mną, by tak każdemu odpłacić, jaka jest jego praca” (Ap 22,11-12). Chrystus naprawdę przyjdzie – i to „niebawem” – a z Nim – Jego „odpłata”. To „niebawem” nie oznacza nieskończenie długiego czasu. Oznacza okres, który z każdym dniem się zmniejsza, aż stanie się chwilą obecną, aż zamieni się w „teraz”.

 

4. „Fale ich zalewały i byli w niebezpieczeństwie”.

Jezus z pewnością wiedział, że będzie burza, a mimo to „wsiadł ze swymi uczniami do łodzi i rzekł do nich: Przeprawmy się na drugą stronę jeziora!” (Łk 8,22) To z Jego polecenia odbili od brzegu. Ten, który jest Stwórcą wszystkiego, mógł spowodować, że ominęłaby ich burza. Swoją wszechmocą mógł sprawić, by ani ona ani uczniowie nie przeszkodzili mu się trochę wyspać po wielkich trudach dnia. Mógł też im oszczędzić strachu i nie dopuścić do tego, by „fale ich zalewały” i by naprawdę znaleźli się „w niebezpieczeństwie” (Łk 8,23). Jednak Pan stworzenia dopuścił do tego wszystkiego. Jego uczniowie najpierw przeżyli strach, potem zdziwienie, że śpi w tak groźnych dla Niego i dla nich okolicznościach, a następnie radość z ocalenia. Jezus dopuścił do przeżycia strachu i przerażenia, aby uczniowie dobrze zapamiętali, kto ich ocalił i w kim mają w przyszłości szukać ratunku. Podobnie dzieje się z nami. Kiedy przypominamy sobie różne wydarzenia z naszego życia, możemy tak jak apostołowie Jezusa pomyśleć sobie: „Nie kto inny, lecz Pan mnie ocalił”.  I jeśli jesteśmy konsekwentni, to ze wszystkiego, co przeżyliśmy, wyciągniemy jeden właściwy wniosek na przyszłość: „Tylko w Panu będę szukać ratunku. Jemu zaufam, bo On jest dobry i wszechmocny.” Jeśli z wiarą popatrzymy na wszystko, co nas spotkało w życiu, to z naszych serc spontanicznie wzniesie się do Boga modlitwa Anny, żony Elkany:

„Raduje się me serce w Panu,

moc moja wzrasta dzięki Panu,

rozwarły się me usta na wrogów moich,

gdyż cieszyć się mogę Twoją pomocą.

Nikt tak święty jak Pan,

prócz Ciebie nie ma nikogo,

nikt taką Skałą jak Bóg nasz.

Nie mówcie więcej słów pełnych pychy,

z ust waszych niech nie wychodzą słowa wyniosłe,

bo Pan jest Bogiem wszechwiedzącym:

On waży uczynki.

Łuk mocarzy się łamie,

a słabi przepasują się mocą,

za chleb najmują się syci,

a głodni [już] odpoczywają,

niepłodna rodzi siedmioro,

a wielodzietna więdnie.

To Pan daje śmierć i życie,

wtrąca do Szeolu i zeń wyprowadza.

Pan uboży i wzbogaca,

poniża i wywyższa.

Z pyłu podnosi biedaka,

z barłogu dźwiga nędzarza,

by go wśród możnych posadzić,

by dać mu tron zaszczytny.

Do Pana należą filary ziemi:

na nich świat położył.

On ochrania stopy pobożnych.

Występni zginą w ciemnościach,

bo nie [swoją] siłą człowiek zwycięża.

Pan wniwecz obraca opornych:

przeciw nim grzmi na niebiosach.

Pan osądza krańce ziemi,

On daje potęgę królowi,

wywyższa moc swego pomazańca.” (1 Sm 2,1-10)

Jezus potężnym Zbawicielem, broniącym przed złymi mocami

I przypłynęli do kraju Gergezeńczyków, który leży naprzeciw Galilei.26 Gdy wyszedł na ląd, wybiegł Mu naprzeciw pewien człowiek, który był opętany przez złe duchy. Już od dłuższego czasu nie nosił ubrania i nie mieszkał w domu, lecz w grobach.27 Gdy ujrzał Jezusa, z krzykiem upadł przed Nim i zawołał: Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Błagam Cię, nie dręcz mnie!28 Rozkazywał bowiem duchowi nieczystemu, by wyszedł z tego człowieka. Bo już wiele razy porywał go, a choć wiązano go łańcuchami i trzymano w pętach, on rwał więzy, a zły duch pędził go na miejsca pustynne.29 A Jezus zapytał go: Jak ci na imię? On odpowiedział: Legion, bo wiele złych duchów weszło w niego.30 Te prosiły Jezusa, żeby im nie kazał odejść do Czeluści.31 A była tam duża trzoda świń, pasących się na górze. Prosiły Go więc [złe duchy], żeby im pozwolił wejść w nie. I pozwolił im.32 Wtedy złe duchy wyszły z człowieka i weszły w świnie, a trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i utonęła.33 Na widok tego, co zaszło, pasterze uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach.34 Ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Przyszli do Jezusa i zastali człowieka, z którego wyszły złe duchy, ubranego i przy zdrowych zmysłach, siedzącego u nóg Jezusa. Strach ich ogarnął.35 A ci, którzy wiedzieli, opowiedzieli im, w jaki sposób opętany został uzdrowiony.36 Wtedy cała ludność okoliczna Gergezeńczyków prosiła Go, żeby odszedł od nich, ponieważ wielkim strachem byli przejęci. On więc wsiadł do łodzi i odpłynął z powrotem.37 Człowiek zaś, z którego wyszły złe duchy, prosił Go, żeby mógł zostać przy Nim. Lecz [Jezus] odprawił go słowami:38 Wracaj do domu i opowiadaj wszystko, co Bóg uczynił z tobą. Poszedł więc i głosił po całym mieście wszystko, co Jezus mu uczynił.39 (Łk 8,26-39)

1. Nie ma takiej potęgi, przed którą Zbawiciel, Jezus, nie mógłby obronić człowieka. Nie istnieje żadna niszcząca człowieka moc, przed którą Jezus nie potrafiłby go obronić. Dlatego tylko On jest prawdziwym Zbawicielem. Tę swoją wyzwalającą i ocalającą potęgę Jezus ukazał swoim apostołom, broniąc ich przed śmiercią w czasie nawałnicy, która rozpętała się, gdy przepływali łodzią przez jezioro. Po dopłynięciu do kraju Gergezeńczyków Chrystus ukazał swoją moc nad jeszcze groźniejszymi siłami niż żywioły przyrody: nad złymi duchami. Pokazał swoim apostołom i mieszkańcom tamtej krainy, jak wielkim wrogiem są złe duchy. Potrafią one dręczyć ludzi i doprowadzić do śmierci także tysiące zwierząt. Tę ich niszczycielską siłę zobaczyli apostołowie, pasterze świń, a potem właściciele tych zwierząt. Przez to, co Jezus zrobił, pozostawił mieszkańcom krainy Gergezeńczyków pouczenie, że jest prawdziwym Obrońcą człowieka, prawdziwym Wybawicielem. Pozostawił im to pouczenie, chociaż nie chcieli Go słuchać i prosili Go, by od nich odszedł (Łk 8,36).

 

2. Odrzucenie Tego, który przyszedł ocalić. Cała ludność okoliczna Gergezeńczyków prosiła Jezusa, „żeby odszedł od nich” (Łk 8,37) Przerażenie, jakie ogarnęło mieszkańców tej krainy, pobudziło ich do bezsensownego działania. Bać się mieli złych duchów, które dręczyły opętanych i zniszczyły ogromne stado świń. Tymczasem oni wystraszyli się Jezusa, który przyszedł do nich po to, by ich obronić przed piekielnymi mocami. Myśleli, że bez Niego – zdani tylko na siebie i hodowane świnie – będą bezpieczniejsi. Sposób rozumowania tych ludzi jest bardzo rozpowszechniony. Dzisiaj nie tylko jednostki ale nawet całe państwa – tak jak kraj Gergezeńczyków – ulegają  złudzeniu, że bez Boga są bezpieczniejsze niż z Nim. Dlatego usuwają Go ze swojego życia. Tak jak tamci są przekonani, że „hodowla świń” zapewni im dobrobyt i bezpieczeństwo. Usuwają więc Jezusa z życia publicznego, politycznego, ekonomicznego. Czynią to, bo wcześniej już usunęli go z życia osobistego, bo Mu powiedzieli: „Odejdź ode mnie, nie wtrącaj się w moje życie. Nie potrzebuję Ciebie. Zostaw mnie w spokoju. Nie dręcz mnie”.

 

3. Jezus nie pozostawił bez pomocy tych, którzy go odrzucili. Cała ludność okoliczna Gergezeńczyków prosiła Jezusa, żeby odszedł od nich, „ponieważ wielkim strachem byli przejęci” (Łk 8,36). Strach, który ich ogarnął, był złym doradcą. To on kierował ich zachowaniem, nie Duch Święty. Tylko człowiek, którego Jezus uwolnił z mocy złych duchów, nie chciał się z Nim rozstać. Prosił Go, żeby mógł zostać przy Nim. Jezus jednak nie zgodził się na to. Odprawił go słowami: „Wracaj do domu i opowiadaj wszystko, co Bóg uczynił z tobą” (Łk 8,39). Odesłał go więc do tych, dla których uzdrowiony opętany był kimś bliskim, do tych, którzy go kochali i którzy mogli docenić to, co Jezus dla niego zrobił. Jezus nie pozwolił  odchodzić uzdrowionemu opętanemu z kraju Gergezeńczyków ze względu na dobro jego mieszkańców. Zbawiciel chciał, aby pośród tych, którzy Go odrzucili, pozostał przynajmniej jeden świadek Jego dobroci, potęgi, życzliwości. Chciał, aby jego świadectwo zamieniało ludzkie przerażenie i strach w wiarę w Niego, prawdziwego Zbawiciela. Taki jest Bóg. Szanuje wolność człowieka, nie narzuca się, jednak nie zapomina o nim i nie pozbawia go swojej pomocy, bo wie, że bez Niego ludzkość stanie się zabawką dla złośliwych demonów, tak jak się to stało z opętanym mieszkańcem krainy Gergezeńczyków i wielkim stadem świń.

 

4. Mogli stać się braćmi i siostrami Jezusa. O tych, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają wolę Bożą, Zbawiciel powiedział, że są Jego „matkami i braćmi” (Łk 8,19-21). Również mieszkańców kraju Gergezeńczyków chciał On uczynić swoimi bliskimi, dlatego przyszedł do Nich. Wyciągnął do nich swoją potężną rękę Ten, który potrafi wyzwalać nie tylko z mocy złych duchów, ale także uciszać wszelkie burze (Łk 8,22-25), leczyć chorych i wskrzeszać umarłych, o czym wspomina św. Łukasz po opisaniu uzdrowienia opętanego (Łk 8,40-56). Ta ręka została jednak odepchnięta. Gergezeńczycy prosili Jezusa, prawdziwego Pana kierującego wszystkim, aby od nich odszedł. Chcieli żyć bez Tego, który przyszedł do nich, aby ich uczynić swoimi braćmi i siostrami i bronić przed wszystkim, co mogłoby im zagrażać.

 

5. Zbawiciel przywraca człowiekowi utraconą godność i bezpieczeństwo. Pod wpływem złych duchów opętany człowiek zachowywał się w sposób poniżający jego ludzką godność i zagrażający otoczeniu. „Już od dłuższego czasu nie nosił ubrania i nie mieszkał w domu, lecz w grobach” (Łk 8,27). Zły duch dręczył go i  porywał. Ludzie nie potrafili mu pomóc ani nawet go obezwładnić. Chociaż „wiązano go łańcuchami i trzymano w pętach, on rwał więzy, a zły duch pędził go na miejsca pustynne (Łk 8,29). Również świnie, w które wszedł cały legion złych duchów, zaczęły się zachowywać w sposób niezgodny ze swoimi instynktami. Zamiast się paść, jak to było wcześniej, rzuciły się pędem po urwistym zboczu do jeziora, w którym utonęły. Chociaż złe duchy nie miały zamiaru porzucać opętanego człowieka, chociaż nadal pragnęły go dręczyć, to jednak Jezus na to nie pozwolił. Na Jego rozkaz musiały go opuścić. Dzięki Jezusowi opętany zaczął się zachowywać w sposób godny człowieka. Kiedy ludzie przyszli zobaczyć, co się stało, „zastali człowieka, z którego wyszły złe duchy, ubranego i przy zdrowych zmysłach, siedzącego u nóg Jezusa” (Łk 8,35). Jego zachowanie było odtąd normalne, bezpieczne, godne człowieka. Nie zagrażał już, jak wcześniej, zdrowiu i życiu ludzi. Do jego właściwych zachowań należało również to, że „siedział u nóg Jezusa”, a nawet chciał na stałe z Nim zostać (Łk 8,38). Wydarzenie z opętanym pokazuje ludziom wszystkich czasów prawdę o tym, że tylko dzięki Jezusowi, dzięki stałemu przebywaniu z Nim, „u Jego stóp”, człowiek zachowuje się jak człowiek. Bez Jego pomocy, słuchając złych duchów, traci swoją ludzką godność i zaczyna zagrażać innym ludziom. Różne dzisiejsze wydarzenia pokazują, jak człowiek odrzucający Jezusa „dziczeje” i zachowuje się w sposób, którego nie można nazwać nawet „zwierzęcym”. Odrzucenie Zbawiciela doprowadza bowiem do zachowań „demonicznych”, do „demonicznego” dręczenia bliźnich. Pokazują to wszystkie wojny i szerzące się okrucieństwo. Ze wszystkiego potrafi wyzwolić tylko Jezus. Wielu jednak w to nie wierzy i nie widzi potrzeby szukania u Niego pomocy. Z tego powodu ciągle jest tak, jak jest: człowiek odznacza się okrucieństwem, a przyroda i świat się degraduje, jest – jak mówi św. Paweł – „poddany marności” (Rz 8,20). Nawet przyroda – jak świnie poddane niszczycielskiej mocy złych duchów – stacza się po urwistym zboczu ku jezioru swojego zniszczenia (por. Łk 8,33). Bóg jednak potrafi i nas, i świat wyzwolić z „niewoli zepsucia” (Rz 8,21). Możemy przyśpieszyć to wyzwolenie, jeśli będziemy wiernie trwali przy Jezusie, przy Jego Ewangelii – „u Jego stóp”.

 

6. Czego chcesz ode mnie? Gdy opętany „ujrzał Jezusa, z krzykiem upadł przed Nim i zawołał: Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego?” (Łk 8,28) Złe duchy zmusiły tego człowieka do zachowań, które tylko pozornie przypominały adorowanie Syna Bożego. Maryja i inni święci pochylali się z wiarą i miłością przed Bogiem, szukali Jego woli i chcieli ją wypełnić. Pytali więc Go w szacunkiem: „Czego oczekujesz ode mnie, jak mogę wypełnić Twoją wolę?” Złe duchy natomiast nakazują opętanemu upaść przed Jezusem, by z arogancją powiedzieć Mu: Czego chcesz, po co tu przeszedłeś. Chociaż boją się Chrystusa, bo wiedzą Kim jest i jak wielka jest Jego potęga, to odnoszą się do Niego z zuchwałością, jakby chciały Mu powiedzieć: Czego chcesz, wynoś się stąd, to jest nasz teren i nasze królestwo. Potem to samo, ale łagodniej powiedzieli Jezusowi mieszkańcy kraju Gergezeńczyków, którzy prosili Go, by odszedł od nich. Słowa złych duchów i Gergezeńczyków powtarzało i powtarza wielu na świecie. Istniały i istnieją kraje, które przez swoich przywódców mówiły i mówią Chrystusowi: tu nie masz wstępu. Jesteśmy krajem ateistycznym, jesteśmy krajem laickim, nie ma tu dla Ciebie miejsca. Możesz być przyjmowany najwyżej w ukryciu, prywatnie, w ścianach domów lub kościołów. Nawet w wielu religiach światowych mówi się do jedynego Zbawiciela: tu dla Ciebie nie ma miejsca. Temu rozpowszechnionemu krzykowi trzeba się przeciwstawić, wołając do Jezusa: Zostań ze mną. Nie odchodź ode mnie. Jezu, wierzę w Ciebie; Jezu, ufam Tobie; Jezu, kocham Cię.

Jezus uzdrawia kobietę cierpiącą na krwotok

Gdy Jezus powrócił, tłum przyjął Go z radością, bo wszyscy Go wyczekiwali.40 A oto przyszedł człowiek, imieniem Jair, który był przełożonym synagogi. Upadł Jezusowi do nóg i prosił Go, żeby zaszedł do jego domu.41 Miał bowiem córkę jedynaczkę, liczącą około dwunastu lat, która była bliska śmierci. Gdy Jezus tam szedł, tłumy napierały na Niego.42 A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi; całe swe mienie wydała na lekarzy, a żaden nie mógł jej uleczyć.43 Podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza, a natychmiast ustał jej upływ krwi.44 Lecz Jezus zapytał: Kto się Mnie dotknął? Gdy wszyscy się wypierali, Piotr powiedział: Mistrzu, to tłumy zewsząd Cię otaczają i ściskają.45 Lecz Jezus rzekł: Ktoś się Mnie dotknął, bo poznałem, że moc wyszła ode Mnie.46 Wtedy kobieta, widząc, że się nie ukryje, zbliżyła się drżąca i upadłszy przed Nim opowiedziała wobec całego ludu, dlaczego się Go dotknęła i jak natychmiast została uleczona.47 Jezus rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!48 (Łk 8,40-48)

1. Przyjęcie Jezusa z radością. Św. Łukasz opisuje powrót Jezusa z kraju Gergezeńczyków i przyjęcie Go inne niż to, którego tam doznał. Tam bowiem poproszono Go o odejście w obawie o to, że Jego obecność spowoduje jeszcze większe szkody niże utrata dużej ilości świń, które złe duchy wtrąciły do jeziora. (Łk 8,26-39). Tu natomiast „tłum przyjął Go z radością, bo wszyscy Go wyczekiwali”. (Łk 8,40). Tam uznano Jezusa za kogoś niepotrzebnego, tu zaś czekano na Jego pomoc. Oczekiwał jej szczególnie Jair, którego dwunastoletnia córka poważnie zachorowała, i kobieta, która od dwunastu lat cierpiała z powodu krwotoków. W kraju Gergezeńczyków złe duchy, które nigdy nie skłaniają się z szacunkiem przed Bogiem, rzuciły na ziemię przed Jezusem opętanego, aby przez jego usta wykrzyczeć swój strach i złość z powodu przewidywanego bliskiego wyrzucenia ich z tego człowieka. Tu natomiast pada do stóp Jezusa Jair, a potem – uzdrowiona kobieta. Oddają tym gestem pokłon Jezusowi, wyrażają swój szacunek, wiarę i miłość. Opisane kontrastujące ze sobą wydarzenia pokazują, jak różnie ludzie traktują Zbawiciela. Gdybyśmy mieli wgląd w ludzkie serca – taki, jaki posiada Bóg – to zobaczylibyśmy, jak poszczególne osoby różnią się swoim podejściem do Boga, do Jezusa. Jedni Go czczą, przyjaźnią się z Nim, kochają Go. Inni ludzie natomiast wyrzucili go ze swego serca, a jeśli coś do Niego mówią, to wypowiadają jedynie słowa pretensji, niezadowolenia lub bluźnią mu. Tak się dzieje, bo każdy człowiek ma wolną wolę i każdy przyjmuje jakąś postawę wobec Boga i ludzi.

 

2. Ujawnione wielkie ukryte dobro. Jezus powiedział swoim uczniom: „nie ma nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw” (Mk 4,22), i postąpił według tej zasady w odniesieniu do kobiety chorej na krwotok. Chciał, by wielkie ukryte dobro stało się jawne. Chciał, by to, co uczyniła, stało się światłem postawionym na świeczniku i widocznym przez wszystkich. Postawił na świeczniku wiarę i ufność tej kobiety. Chciał, aby stała się ona przykładem dla wszystkich pokoleń aż do skończenia świata, podobnie jak: „niech mi się stanie według słowa Twego”, wypowiedziane w ukryciu przez Maryję. Istotnie, wielka była wiara chorej niewiasty. Wierzyła ona, że nie musi nic mówić Jezusowi, nie musi padać Mu do stóp i wołać głośno, jak to zwykle czyniono. Była przekonana, że wystarczy tylko dotknięcie się Jego szaty, a zostanie uzdrowiona. Zanim to rzeczywiście uczyniła, przemówiła do serca Jezusa swoją głęboką wiarą. Było to duchowe dotknięcie, które Zbawiciel zauważył natychmiast i odpowiedział na nie uzdrowieniem. Jezus odróżnił dotknięcie Go przez chorą kobietę od innych przypadkowych i mocniejszych szturchnięć przez napierający ze wszystkich stron tłum. Samego dotknięcia Jezus nie mógł odczuć, bo kobieta podeszła „z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza” (Łk 8.44). Odczuł jednak wielką wiarę tej kobiety i wywołane przez nią Jego cudotwórcze działanie. Jezus ujawnił tę heroiczną wiarę przed tłumem i przed światem. Nieznana kobieta stała się znana światu przez swoje zaufanie, podobnie jak Maryja, Jego i nasza Matka. Jezus wzywa ludzi różnych pokoleń do naśladowania tych wyjątkowych niewiast, podobnie jak zachęcił nas do naśladowania ubogiej wdowy, która bez rozgłosu, w ukryciu, wrzuciła do skarbony świątynnej dwa małe pieniążki (por. Mk 12,41-44).

 

3. Umocnienie wiary Jaira. Można przypuszczać, że Jezus ujawnił wielką wiarę chorej na krwotok kobiety i uzdrowienie jej także ze względu na Jaira. Ten zmartwiony grożącą jego dwunastoletniej córce śmiercią miał bowiem wkrótce usłyszeć straszną nowinę z ust kogoś ze swojego domu: „Twoja córka umarła, nie trudź już Nauczyciela!” (Łk 8,49). Jezus nie chciał, aby jego wiara w tym momencie się załamała, dlatego jeszcze raz ujawnił swoją moc. Uczynił to, zanim nieszczęśliwy ojciec usłyszał tę przygnębiającą wiadomość. Pokazuje to, że Bóg nigdy nie wymaga rzeczy niemożliwych. Zawsze umacnia, uprzedza swoją łaską. Tak postąpił wobec Jaira, umocnił Jego wiarę zanim jeszcze miał wymagać od niego uwierzenia, że nie jest bezsilny nawet w obliczu śmierci. Tak postępuje także wobec męczenników, od których wymaga dania świadectwa przez oddanie życia. I nas umacnia, gdy nakłada na nas jakieś obowiązki. Takim Jego umocnieniem jest między innymi sakrament małżeństwa. Dawane w nim łaski mają dodać małżonkom sił do wypełnienia wszystkich późniejszych – nieraz bardzo trudnych – obowiązków małżeńskich i rodzicielskich.

Jezus wskrzesza zmarłą córka Jaira

Gdy On jeszcze mówił, przyszedł ktoś z domu przełożonego synagogi i oznajmił: Twoja córka umarła, nie trudź już Nauczyciela!49 Lecz Jezus, słysząc to, rzekł: Nie bój się; wierz tylko, a będzie ocalona.50 Gdy przyszedł do domu, nie pozwolił nikomu wejść z sobą, oprócz Piotra, Jakuba i Jana oraz ojca i matki dziecka.51 A wszyscy płakali i żałowali jej. Lecz On rzekł: Nie płaczcie, bo nie umarła, tylko śpi.52 I wyśmiewali Go, wiedząc, że umarła.53 On zaś ująwszy ją za rękę rzekł głośno: Dziewczynko, wstań!54 Duch jej powrócił, i zaraz wstała. Polecił też, aby jej dano jeść.55 Rodzice jej osłupieli ze zdumienia, lecz On przykazał im, żeby nikomu nie mówili o tym, co się stało.56 (Łk 8,49-56)

1. Wyśmiewanie się z Jezusa. Gdy Jezus dotarł do domu Jaira, zastał wszystkich płaczących nad zmarłą w młodym wieku dziewczyną. Próbuje pocieszyć lamentujących mówiąc: „Nie płaczcie, bo nie umarła, tylko śpi”. (Łk 8,52) To jednak wywołuje szyderstwa. Obecni przy leżącej bez ruchu córce Jaira wyśmiewają Jezusa, bo są pewni „że umarła” (Łk 8,52-53). Wyśmiewają Go, bo nie ma w nich wiary. Mają tylko ludzkie poznanie, które w tym wypadku wydaje się nie mylić. A ludzka wiedza oparta na doświadczeniu mówi, że umarli nie powracają do życia. Obecni w domu Jaira ludzie tak są pewni siebie, że z politowaniem wyśmiewają Tego, który ma boską wiedzę i boską moc. Śmiech tych niewierzących ludzi powtarza się wielokrotnie w ludzkich dziejach. Racjonaliści, którym się wydaje, że posiadają pewną, bo opartą na rozumie wiarę, wyśmiewają się z wierzących, kpią sobie z chrześcijaństwa, z Krzyża Jezusa. Niczego w swojej pewności siebie nie rozumieją, nie dorastają do poznania boskich tajemnic, a wydaje się im, że mają niezawodną wiedzę, że z całą pewnością się nie mylą. Dlatego wyśmiewają nauczanie Chrystusa i ludzi wierzących w Niego, ufających Mu.

 

2. Wybór wiary. Ci, którzy byli przy córce przełożonego synagogi, Jaira, nie mieli wątpliwości, że dziewczynka umarła. Dlatego zanim jeszcze Jezus dotarł do niej, ktoś przyszedł i powiedział do nieszczęśliwego ojca: „Twoja córka umarła, nie trudź już Nauczyciela! Lecz Jezus, słysząc to, rzekł: Nie bój się; wierz tylko, a będzie ocalona”. (Łk 8,49-50) W tym momencie Jair stanął przed wyborem: posłuchać Jezusa lub człowieka, który oznajmił mu śmierć córki. Na szczęście zdał się całkowicie na Jezusa. Pozwolił Mu czynić, co zechce. Dzięki temu jego córka powróciła ze śmierci do życia, tak jak śpiący budzi się z głębokiego snu. My często, tak jak Jair, musimy wybrać, za czyim głosem pójść. Codziennie bowiem docierają do nas różne poglądy, opinie. Jedne wypowiadają ludzie wierzące, inne natomiast – niewierzący. W jednych brzmi głos Bożej prawdy, w innych natomiast zawiera się tylko mądrość tego świata. Potrzeba nam światła Ducha Świętego, aby się nie zagubić w labiryncie różnych opinii i nauk. Duch Prawdy pomaga nam rozpoznać to, co pochodzi od Jezusa. Dzięki temu Duchowi potrafimy, tak jak owce, rozpoznać głos Pasterza, odróżnić go od innych głosów, które do nas docierają (por. J 10,1-5). Po tym rozpoznaniu musimy zadecydować, za czyim głosem chcemy pójść.

 

3. Pozornie dobra rada. Warto zwrócić uwagę na fakt, że słowa człowieka namawiającego Jaira do tego, by „nie trudził Nauczyciela” (Łk 8, 48) miały pozory dobrej rady, jednak nie pochodziły od Ducha Świętego. Nie pochodziły od Ducha Prawdy, chociaż nie były jawną zachętą do jakiegoś złego czynu. Nie były przecież namawianiem do jakiejś zbrodni, kradzieży, nieuczciwości... Przeciwnie, wydawały się wypływać z troski o Jezusa – o to, by Go nie przemęczać. A jednak nie podsunął ich Duch Święty. Człowiek z domu Jaira przyszedł, by poinformować go o śmierci córki. Nie poprzestał jednak na samym tylko przekazaniu informacji. Dodał do niej jeszcze radę, który nie płynęła z poddania się światłu Ducha Świętego. Jezus zauważył to i natychmiast zareagował. Słysząc radę człowieka z domu Jaira, powiedział do ojca zmarłej córki: „Nie bój się; wierz tylko, a będzie ocalona. (Łk 8,50).

Wydarzenie to pokazuje, że człowiek, który opiera się tylko na wiedzy ludzkiej, a nie poddał się całkowicie Duchowi Świętemu, może udzielać złych rad, a przez to szkodzić innym. Rady te są niebezpieczne, bo mają pozory dobra, tak jak w tym wypadku osłabianie wiary w Jezusa przyjęło pozory troski o Niego. Jezus uczy Jaira nadziei – można by powiedzieć – „wbrew nadziei”. Nie uczy jednak nadziei nieuzasadnionej, bezpodstawnej. Uczy nadziei płynącej z prawdziwego poznania przez wiarę Jego mocy. Dzięki niej wiemy, że dla Boga nie ma nic niemożliwego (por. Mt 19,26; 17,20), że Jezus jest Panem życia i śmierci, mającym „klucze śmierci i Otchłani” (Ap 1,18). Dzięki wierze wiemy, że swoimi prośbami i modlitwami nigdy „nie trudzimy niepotrzebnie” Jezusa. Niewierzący lub niedowierzający nie wiedzą o tym wszystkim, dlatego swoimi radami mogą nas mylić.

 

4. Nie umarła, lecz śpi. Jezus nazwał snem śmierć dwunastoletniej dziewczyny. (por. Łk 8,52). Wiedział bowiem, że jedno Jego słowo wystarczy, aby z tego „snu” się obudziła. Bez Niego byłaby to śmierć. Ponieważ jednak On stał przy jej ciele, to stan określony przez otoczenie jako „śmierć”, zasługiwał na inną nazwę: „sen”. Ten sam Jezus, który śmierć córki Jaira nazwał snem, o obłudnych faryzeuszach i uczonych w Piśmie powiedział, że są grobami pobielanymi. „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości.” (Mt 23,27-28). Ci zakłamani i zamknięci na nauczanie Jezusa ludzie – chociaż w przeciwieństwie do zmarłej córki Jaira oddychali, poruszali się, wykonywali różne czynności – byli martwi duchowo. Podobni byli do „chodzących” grobów, w których nie ma życia. Byli martwi duchowo, bo zamarło w nich dobro. Z tej duchowej śmierci Jezus nie potrafił ich wydobyć, bo jakby ogłuchli na Jego życiodajne słowo. Przez swoje nauczanie mówił do nich podobnie jak do martwej córki Jaira: „Powstańcie”, oni jednak dobrowolnie i świadomie przeciwstawiali się temu wezwaniu i nadal trwali w stanie duchowej śmierci. Jeśli ktoś dobrowolnie staje się głuchy na głos Chrystusa, na głos Ducha Świętego, na wołanie sumienia, na wezwania do dobra, to trwa w śmierci. Ta śmierć, po zakończeniu ziemskiego życia, przemienia się w śmierć wieczną, czyli w potępienie. Nie pogrąży się w tej wiecznej śmierci tylko ten martwy duchowo człowiek, który jeszcze przed odłączeniem się duszy od ciała posłucha wołania Jezusa: „Wstań! Powstań!” – ten, który przez skruchę odpowie na Jego głos.

 

5. Dobro ze zła. Jezus dopuścił do tego, by osoby płaczące i lamentujące w domu Jaira po śmierci jego córki wyśmiały Go, gdy powiedział, że nie umarła, lecz śpi. Jednak to wyśmianie Jezusa mogło zamienić się potem w dobro. Śmiech tych ludzi wskazywał bowiem na pewność co do jej śmierci. Otoczenie nie miało wątpliwości, że dziewczyna nie żyje. Dzięki tej pewności, która doprowadziła do wyśmiania Jezusa mówiącego o śnie córki Jaira, nikt uczciwy nie mógł potem myśleć lub opowiadać kłamliwie, że Chrystus jej nie wskrzesił. Tylko Piotr, Jakub i Jan  oraz ojciec i matka dziewczynki byli obecni przy jej wskrzeszeniu przez Jezusa. Pozostałe osoby tego nie widziały. Nie mogły jednak potem zaprzeczyć, że ta, która na pewno umarła, żyje.

 

6. Wszechstronna troska o życie. Jezus spowodował, że córka Jaira powróciła do życia. Wystarczyło do tego ujęcie jej za rękę i słowo, które zabrzmiało jak rozkaz: „Dziewczynko, wstań!”. Wtedy duch jej powrócił i zaraz wstała. Po słowach wywołujących wskrzeszenie córki Jaira Jezus polecił, aby dano jej jeść. (Łk 8,54-55) Tak więc Zbawiciel przywrócił życie i przypomniał o tym, co to życie na ziemi podtrzymuje: o pokarmie. W ten sposób swoim przykładem pouczył nas, że prawdziwa miłość polega na wszechstronnej trosce o drugiego człowieka, o jego życie, o rozwój duchowy i fizyczna. Autentyczna miłość pomaga drugiemu człowiekowi dobrze przeżyć ziemskie życie i dojść do wiecznego zbawienia.

 

7. Zakaz mówienia o wskrzeszeniu. Ewangelista św. Łukasz pisze, że na widok powrotu do życia dziewczynki jej rodzice „osłupieli ze zdumienia”. Trudno się temu dziwić. Dziwić może jednak zakaz, dotyczący mówienia o tym wydarzeniu. Jezus bowiem „przykazał im, żeby nikomu nie mówili o tym, co się stało” (Łk 8, 56). Dzisiaj, w dobie zakładania różnych firm,  organizowania kampanii wyborczych, pragnie się „osiągnąć sukces” przez przechwalanie się, reklamę, robienie rozgłosu wokół siebie, swojej partii itp. I faktycznie „jakiś” sukces się osiąga, zwykle jednak krótkotrwały. Działanie Jezusa kontrastuje z tym, co dzisiaj nas otacza. Nie chce On zbędnego mówienia, zwłaszcza takiego, które nie przynosi trwałych owocu. Widocznie Jezus, Mądrość nieskończona, przewidywał, że mówienie o cudzie wskrzeszenia córki Jaira nie doprowadzi nikogo do wiary. Zakazał więc „rzucania pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się”, „nie poszarpały” tych, którzy rozgłaszają wieść o przywróceniu życia umarłej dziewczynce. (por. Mt 7,6). W swojej nieskończonej mądrości Jezus przewidział coś bardziej skutecznego. Chciał, by nie same słowa, lecz zobaczenie żywej córki Jaira stało się świadectwem o Nim, o Jego dobroci i potędze. To ona swoim życiem miała przypominać ludziom, jak wielki jest Pan.

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań