Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 1


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24


Napisał również dla mnie, chociaż mnie nie znał

 

Pisząc w drugiej połowie I wieku tę księgę, którą zwykliśmy nazywać „Ewangelią według św. Łukasza”,  jej autor nie wiedział, że trafi ona w również w twoje i moje ręce. Wiedział jednak o tym Bóg. Duch Święty, trzecia osoba Boska, tak oświecił św. Łukasza i tak czuwał nad tym, co pisze, aby znalazły się w tych zapiskach słowa Boga skierowane do ciebie, do mnie i do każdego konkretnego człowieka. Bóg już w czasie pisania tej księgi myślał o tobie, by ci pomóc osiągnąć pełne i wieczne szczęście.

Św. Łukasz tworzył swoje zapiski z myślą o konkretnym człowieku, którego nazwał z szacunkiem „dostojnym Teofilem”. Chciał umocnić jego wiarę i wiarę jego najbliższego otoczenia. Ciebie nie znał. Bóg jednak już wtedy cię znał i wiedział, czego będziesz potrzebował do zbawienia. Już wtedy kochał cię i również z myślą o tobie czuwał nas piszącym św. Łukaszem, aby zapisał Jego słowa skierowane do ciebie. Bóg nie myśli ogólnie o „ludziach” ani nie kocha ogólnie „ludzi”. Myśli o każdej osobie i kocha ją tak, jakby oprócz niej nie istniał nikt inny. Tak również Bóg traktuje ciebie: jako jedyną i niepowtarzalną osobę, którą zna, kocha, o którą się troszczy. Myślał już wtedy –  a nawet od całej wieczności  –  konkretnie o tobie i Jego miłość obejmowała już i ciebie. Warto więc czytać tę księga Biblii, podobnie jak i wszystkie pozostałe, jako „list” naszego Ojca i Stwórcy, skierowany do mnie. Na listy się odpowiada. Na ten również wypada odpowiedzieć. Może nie tyle w formie pisemnej, ile przez życie, przez odpowiednie myślenie, mówienie, postępowanie. Odpowiedzieć wiarą, ufnością, miłością.

 

Nie tylko św. Łukasz przedstawił nauczanie Chrystusa i fakty z Jego życia

Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas,1 tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa.2 (Łk 1,1-2)

Św. Łukasz wspomina, że wielu już przed nim próbowało zrobić to, co on, czyli przedstawić wydarzenia związane z Jezusem Chrystusem i Jego nauczanie. Nie wszystkim jednak się to udało zrobić bez sfałszowania faktów lub nauczania Jezusa. Wiemy, że w przeszłości również powstały tzw. apokryfy. W nich – oprócz prawdziwych faktów – umieszczone są wydarzenia, które  nigdy nie miały miejsca, a oprócz prawdziwej nauki Zbawiciela występują także błędy.

Niektórzy teolodzy podobni są do twórców apokryfów, bo nie przedstawiają, lecz „tworzą” naukę Chrystusa i fakty z Jego życia, np. negują Jego zmartwychwstanie. Dlaczego tak się dzieje? Czy Duch Święty nie chciał nimi pokierować tak jak autorami ksiąg Pisma Świętego? Chciał. Jednak nie każdy poddaje się Duchowi Świętemu. Niektórzy piszący są łatwowierni i za prawdę przyjmują wszystko, co inni mówią i piszą. Przez tę łatwowierność nie pozwalają Duchowi Świętemu w sobie działać. Inni natomiast tak są zafascynowani swoim myślami,  że biorą za prawdę wszystko, co powstaje w ich umyśle. Jeszcze inni pragną być oryginalni, odchodzą więc od prawdy, by zaskoczyć ludzi tym, co napisali.  W ten sposób także sprzeciwiają się Duchowi Prawdy.

 

Z miłości do prawdy św. Łukasz zredagował swoją księgę ewangelii

Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu,3 abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono.4 (Łk 1,3-4)

Godna podziwu jest troska św. Łukasza o bliżej nieznanego nam Teofila. Chociaż Apostoł wiedział, że zna on już w jakimś stopniu nauczanie Jezusa, a jednak podjął się wielkiego trudu napisania z myślą o nim swojej ewangelii. Również o nim myślał, pisząc Dzieje Apostolskie. Św. Łukasz nie nastawiał się na skierowanie swojego dzieła do milionów, tysięcy odbiorców. Trudził się skromnie z myślą o jednym konkretnym człowieku i jego otoczeniu. Pisał, nie myśląc, że nie opłaca się tego robić tylko dla jednej osoby. Bóg jednak wykorzystał ten jego pokorny wysiłek dla umocnienia wiary miliardów. Pan, który pomnaża każde dobro, zamienił dzieło napisane dla pożytku jednego człowieka w coś, co do końca świata będzie budziło i umacniało wiarę niezliczonych pokoleń.

Św. Łukasz wyjaśnia Teofilowi, że przebadał wszystkie wydarzenia i nauki związane z Jezusem z miłości do prawdy. Tą Prawdą jest sam Jezus oraz to, co powiedział i uczynił. Aby nikt tego nie sfałszował, św. Łukasz postanowił jeszcze raz sprawdzić wiarygodność wszystkiego tego, co się o Jezusie lub pisze. Teofil znał już Jego naukę, ale św. Łukasz pragnie mu przekazać więcej pewnych informacji na temat tego, co Zbawiciel uczynił i powiedział.

Zapewne św. Łukasz nie wiedział, że to Duch Święty rozpalił w nim tę miłość do prawdy. Nie wiedział, że to On uczynił go swoim wyjątkowym narzędziem dla przekazania prawdy o Jezusie wszystkim pokoleniom, aż do skończenia świata. Duch Prawdy natchnął św. Łukasza, aby napisał to, co On chce przekazać światu, aby się w niczym nie pomylił, aby nie odszedł od prawdy.

Swoim zamiłowaniem do prawdy św. Łukasz daje przykład wszystkim ludziom, a zwłaszcza historykom, dziennikarzom, nauczycielom, naukowcom. Przypomina im, by nie kłamali, nie „tworzyli” faktów, lecz je odkrywali i uczciwie przedstawiali innym. A mają to czynić – tak jak św. Łukasz – nie dla sensacji, nie dla swojej sławy,  lecz wyłącznie dla pożytku bliźnich.

Św. Łukasz z szacunkiem zwraca się do Teofila, nazywając go „dostojnym”. Godny naśladowania jest ten szacunek szczególnie dzisiaj, kiedy przez internet można bez konsekwencji i anonimowo obrażać bliźnich, traktować ich i ich wypowiedzi z lekceważeniem.

 

Wszystko wydarzyło się naprawdę

Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Elżbieta.5 (Łk 1,5)

Wydarzenia, które przedstawia św. Łukasz nie są legendą, jakimś ludzkim wymysłem, lecz faktami historycznymi, które miały miejsce w konkretnym czasie i konkretnym miejscu, czyli: za panowania króla Heroda i w Judei. To ważne, by Ewangelii nie traktować jako pobożne opowiadania, lecz jako przedstawienie czegoś, co naprawdę się wydarzyło i naprawdę ma wpływ na nasze zbawienie.

Zachariasz należał do oddziału Abiasza. Każdy z dwudziestu czterech oddziałów – grupujący kapłanów i lewitów – spełniał służbę liturgiczną w świątyni w określonym czasie. Żoną Zachariasza kapłana była Elżbieta z rodu Aarona, brata Mojżesza, który z ustanowienia Bożego został arcykapłanem. I tak Jan Chrzciciel – syn kapłana Zachariasza i Elżbiety, należącej do kapłańskiego rodu Aarona – miał być poprzednikiem jedynego Arcykapłana, Jezusa Chrystusa.

 

Sprawiedliwość Zachariasza i Elżbiety

Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich.6 (Łk 1,6)

Kapłan Zachariasz i jego żona Elżbieta byli sprawiedliwi wobec Boga i przepisów Pańskich. Znaczy to, że w swoim życiu nie postępowali samowolnie, lecz żyli tak, jak tego wymaga Bóg przez swoje przykazania i inne słuszne przepisy. Ich sprawiedliwość „przed Bogiem” oznacza, że ich dobre życie nie było udawane, nie było czymś na pokaz. Nie byli podobni do faryzeuszów i innych obłudnych ludzi, którzy przed ludźmi udawali sprawiedliwych, bez troski o autentyczną świętość życia. Tylko ten, kto chce być dobry, święty, sprawiedliwy przed Bogiem, osiągnie z pomocą łaski autentyczną świętość. Natomiast człowiek, który  nie troszczy się o to, jak go widzi Bóg, łatwo popada w pychę, która doszukuje się sprawiedliwości i świętości tam, gdzie istnieje tylko udawanie lub zwodnicze wyobrażenie o swojej szlachetności.

 

Czasowa niepłodność Elżbiety nie była karą ani hańbą, lecz łaską

Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś byli już posunięci w latach.7 (Łk 1,7)

Zachariasz i Elżbieta nie mieli dzieci, chociaż ich pragnęli. Bóg postanowił, że urodzi im się syn, ale nie stanie się to w czasie ich młodości. Ojciec niebieski chciał bowiem, aby ich syn Jan Chrzciciel poprzedził przyjście Jego Syna tylko o kilka miesięcy. Bóg Ojciec chciał, aby zapowiedział on pojawienie się Mesjasza bez wielkiego wyprzedzenia w czasie, a więc inaczej niż to już wcześniej uczynili inni prorocy.

Bóg nie wywołał niepłodności Elżbiety po to, by jej i Zachariaszowi dokuczyć, by ich umniejszyć w oczach otoczenia lub dla jakiegoś innego swojego kaprysu. Uczynił to z miłości do ludzi, aby ich w najlepszym dla nich czasie przygotować na przyjęcie oczekiwanego Zbawiciela. Równocześnie, dając syna Zachariaszowi i Elżbiecie w ich podeszłym wieku, oszczędził im cierpienia patrzenia na jego śmierć z rozkazu Heroda. Kiedy bowiem  Jan Chrzciciel poniósł śmierć męczeńską, miał już  ponad trzydzieści lat i jego rodzice najprawdopodobniej  już nie żyli.

Wydarzenia związane z przyjściem na świat Jana Chrzciciela zachęcają do pełnego zaufania Bogu, Jego miłości, mądrości, opatrzności. On niczego nie zarządza przypadkowo, jakby „w roztargnieniu”. Nie ma przypadkowości w Jego kierowaniu naszym życiem i dziejami świata. Za wszystkim kryje się mądra Miłość, która chce nam dać jak najwięcej, chociaż często tego nie rozumiemy.

 

Archanioł Gabriel ukazuje się Zachariaszowi

Kiedy w wyznaczonej dla swego oddziału kolei pełnił służbę kapłańską przed Bogiem,8 jemu zgodnie ze zwyczajem kapłańskim przypadł los, żeby wejść do przybytku Pańskiego i złożyć ofiarę kadzenia.9 A cały lud modlił się na zewnątrz w czasie kadzenia.10 Naraz ukazał mu się anioł Pański, stojący po prawej stronie ołtarza kadzenia.11 Przeraził się na ten widok Zachariasz i strach padł na niego.12 (Łk 1,8-12)

Bóg sam wyznacza czas, miejsce i okoliczności swojego działania w ramach naszej ziemskiej historii. Dla kapłana Zachariasza wybrał miejsce ukazania się anioła w przybytku Pańskim, w czasie składania przez niego ofiary kadzenia. Dla Maryi wybrał inne miejsce poinformowania jej o Boskim macierzyństwie, bardziej odosobnione. Bogu trzeba dać pełną swobodę działania, gdyż On najlepiej wie, kiedy i w jaki sposób ma postępować, aby było dla nas najlepiej.

 

Prośby Zachariasza zostały wysłuchane

Lecz anioł rzekł do niego: Nie bój się Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan.13 Będzie to dla ciebie radość i wesele; i wielu z jego narodzenia cieszyć się będzie.14 (Łk 1,13-14)

Trudno przypuszczać, że Zachariasz i jego żona Elżbieta, podeszli w latach, jeszcze modlili się o dziecko. Zapewne taką modlitwę zanosili do Boga wcześniej, gdy byli młodsi.. Bóg wysłuchał ich w czasie, który uznał za najwłaściwszy. Nie był głuchy na ich wołania. I nas zawsze Bóg wysłuchuje, udziela jednak swoich darów wtedy, gdy Jego mądrość i miłość uzna, że będzie to dla nas najlepsze.

 

Anioł Pański wyjaśnia, kim będzie Jan Chrzciciel

Będzie bowiem wielki w oczach Pana;15 (Łk 1,15a)

Anioł nie tylko zapowiada narodziny Jana Chrzciciela, lecz podaje kilka szczegółów dotyczących jego osoby i działania. Mówi między innymi o jego wielkości. Wielu uchodzi za wielkich w oczach świata ze względu na swoje bogactwo, zdobytą sławę, piękno, wiedzę, jednak w oczach Boga wielkości nie posiadają. Nic ze światowej „wielkości” nie będzie miał Jan Chrzciciel. Będzie jednak wielki duchowo. Będzie wielki w oczach Pana, czyli – naprawdę wielki, gdyż Pan widzi wszystko absolutnie prawdziwie. Bóg nie ulega żadnym złudzeniom, żadnym pozorom. Dlatego tylko On wie, kto naprawdę jest duchowo wielki lub mały. Kto zatem chce być wielki, powinien szukać tego, czego chce Bóg, a nie tego, czego chcą ludzie. Oni często błędnie oceniają duchową wielkość człowieka, bo mają swoje kryteria, według których oceniają ludzi.

wina i sycery pić nie będzie15 (Łk 1,15b)

Wino i sycera to dwa napoje zawierające alkohol. Wina i sycery pić nie będzie oznacza, że będzie prowadził surowe życie, bez dogadzania sobie dobrym jedzeniem i piciem. Ten brak przywiązania do smacznych pokarmów i napojów umożliwi mu życie w surowych warunkach pustynnych. Tam będzie mógł się w spokoju modlić i spełniać wyznaczone mu przez Boga zadanie poprzednika Zbawiciela.

 i już w łonie matki napełniony będzie Duchem Świętym.15 (Łk 1,15c)

Aby je dobrze wypełnić, otrzyma odpowiedni dar-charyzmat od Ducha Świętego, którym zostanie napełniony już w łonie matki. Jeśli Bóg wymaga od kogoś spełnienia jakiegoś zadania, to go do tego uzdalnia albo przy pomocy talentów naturalnych, np. naukowych, artystycznych, albo – nadprzyrodzonych darów Ducha Świętego, które nazywa się charyzmatami. Jan Chrzciciel otrzymał jeden z tych darów: charyzmat prorocki. Jeżeli od nas Bóg czegoś wymaga, to również nas uzdalnia do tego przez odpowiednie talenty, dary i tzw. łaskę stanu, np. udzielaną przez sakrament małżeństwa lub święcenia kapłańskie. Kiedy my jakiemuś człowiekowi coś zlecamy lub radzimy, to powinniśmy dobrze rozważyć, czy posiada on do tego odpowiednie uzdolnienia. Powinniśmy się zastanowić, do czego Bóg przez swoje dary uzdolnił tego człowieka.

Dziecko nie staje się nowym człowiekiem dopiero po urodzeniu, jak niektórym się wydaje. Zanim się urodzi, już jest człowiekiem, któremu Bóg zlecił jakieś zadanie do spełnienia. Jeśli zostanie zabite w łonie matki, to tego zadania nie spełni. Przez to ludzkość pozbawi się wielkiego dobra, które według planu Bożego miał spełnić mający się urodzić nowy człowiek, np. odkryć jakieś lekarstwo przeciw groźnym chorobom.

Wielu spośród synów Izraela nawróci do Pana, Boga ich;16 (Łk 1,16)

Jan Chrzciciel będzie nawracał do Boga, który w drugiej swojej Osobie ma stać się człowiekiem i jako człowiek chce zamieszkać pośród nas. Syn Zachariasza i Elżbiety nie będzie miał innego celu swojego działania, jak nawracać do Niego ludzi. Nie wszyscy jednak się nawrócą, słysząc jego pouczenia. Ale wielu powróci do Pana.

Bólem głosicieli słowa Bożego jest to, że głoszone przez nich słowo nie jest przyjmowane przez wszystkich. Nieraz nawet nie ma tych „wielu”, którzy się nawracają, lecz garstka albo nikt. I to może zniechęcać. A jednak nie wolno ustawać w przekazywaniu słowa prawdy Bożej, gdyż może ona być przyjęta przez kogoś później i doprowadzić w przyszłości do nawrócenia. 

on sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych – do usposobienia sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały.17 (Łk 1,17)

Jan Chrzciciel będzie napełniony tym samym Duchem, który działał w proroku Eliaszu i napełniał go mocą, odwagą. W okresie Starego Testamentu nie znano Ducha Świętego jako osoby Boskiej. Pomimo tej nieznajomości Duch ten już działał tak jak obecnie działa w nas i w innych, chociaż Go najczęściej nie rozpoznajemy. 

Jan będzie nakłaniał serca ojców ku dzieciom, aby w rodzinach była jedność. To określenie może mieć również znaczenie symboliczne: Jan będzie skłaniał serca ojców należących do Starego Przymierza, ku dzieciom Nowego Przymierza, które na zawsze ustanowi Jezus Chrystus. Do Niego więc będzie przyciągał serca ojców.

Będzie skłaniał wszystkich nieposłusznych Bogu ludzi do wiernego podążania za Jego przykazaniami, aby dzięki temu posłuszeństwu stali się sprawiedliwi przed swoim Panem. Jan Chrzciciel zrobi wszystko, co w jego mocy, aby przychodzącemu Panu, Jezusowi Chrystusowi, przedstawić lud doskonały a przynajmniej – jakąś jego cząstkę, która szczerze się nawróci.

Zapowiedziane przez anioła posłannictwo Jana Chrzciciela pokazuje to, co powinien czynić obecnie każdy wierny uczeń Chrystusa: iść przed Nim, przygotowywać dla Niego swoje serce i serca innych ludzi. Mocą Ducha Świętego każdy powinien skłaniać do nawrócenia tych, którzy wciąż jeszcze nie znają swojego jedynego Zbawiciela lub pomimo znajomości świadomie Go odrzucają.

 

Wątpliwości starego Zachariasza

Na to rzekł Zachariasz do anioła: Po czym to poznam? Bo ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku.18 (Łk 1,18)

Zachariasz wiedział to, o czym wiedzą wszyscy dorośli ludzie, że w podeszłym wieku nie można już mieć dzieci. Dlatego słowa anioła wydają mu się zaskakujące. Boży posłaniec daje mu przecież obietnicę niezgodną z powszechnym porządkiem, ustalonym przez samego Stwórcę. Zachariasz nie potrafi uwierzyć w to, że dla Boga, stwórcy wszystkiego, nie ma rzeczy niemożliwych. Nie umie uwierzyć do końca w to, że Stwórca potrafi odstąpić od ustalonego przez siebie porządku i że chce to uczynić dla niego i dla zrealizowania swojego planu miłości i mądrości. Stary kapłan podobny jest do nas, ludzi, którym trudno przyjąć, że wszechmogący Bóg panuje naprawdę nad wszystkim, także nad ustalonymi przez siebie prawami przyrody.

Odpowiedział mu anioł: Ja jestem Gabriel, który stoję przed Bogiem.19 (Łk 1,19a)

Anioł przedstawia siebie dokładniej. Podaje swoje imię, które znaczy: „Mąż Boży”, „Bóg jest mocny”. Już samo jego imię powinno rozwiać wątpliwości Zachariasza. Następnie wyjaśnia, że jest kimś, kto stoi przed Bogiem. Nie jest więc aniołem upadłym, zwodzącym swoimi kłamstwami. Stoi przed Panem, czyli trwa w gotowości uczynienia wszystkiego, co mu On zleci. A Bóg nikogo nie zwodzi i nie oszukuje. Stanie przed Panem w postawie miłości i gotowości wypełnienia Jego woli powinno być postawą każdego prawdziwie wierzącego człowieka.

A zostałem posłany, aby mówić z tobą i oznajmić ci tę wieść radosną.19 (Łk 1,19b)

Anioł nie tylko mówi, ale i słucha uważnie, udziela odpowiedzi. Nie po to bowiem został posłany, aby tylko coś powiedzieć, aby tylko oznajmić radosną nowinę, ale – by porozmawiać. Pozwala więc Zachariaszowi wypowiedzieć swoje wątpliwości. Zachowanie anioła pokazuje wierzącym właściwy sposób postępowania. Powinni – tak jak on – czynić i mówić tylko to, co zgodne jest z wolą Boga, z pragnieniami Jego serca. Nic nie powinni czynić samowolnie, bez uzgodnienia najpierw z Bogiem. Można powiedzieć, powinni wszystko czynić i mówić razem z Bogiem, stojąc przed Nim, wsłuchując się w Niego. Swoje mówienie i działanie powinni traktować jako spełnianie powierzonego im przez Boga posłannictwa.

A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie, bo nie uwierzyłeś moim słowom, które się spełnią w swoim czasie.20 (Łk 1,20)

 Odebranie Zachariaszowi zdolności mówienia nie było zemstą Boga za jego brak wiary. Był to najodpowiedniejszy dla niego znak. Dzięki zmuszeniu go do milczenia Bóg dał mu okazję do poświęcenia więcej czasu na modlitewne przebywanie z Nim, na refleksję. Uchronił go ponadto od bezużytecznego mówienia, które – według przewidywań Boga – przyniosłoby mniej pożytku niż jego milczenie. Takie są drogi Boże. Inne niż ludzkie. Nie zawsze rozgłos, hałas, opowiadanie jest najlepsze. Często pozornie bezużyteczne milczenie przynosi więcej pożytku. Jest jednak pożyteczne, gdy nie jest milczeniem „pustym”, lecz napełnionym modlitwą, dziękczynieniem, uwielbieniem, skruchą, rozważaniem wielkich dzieł Bożych.

 

Niemy Zachariasz przed ludem

Lud tymczasem czekał na Zachariasza i dziwił się, że tak długo zatrzymuje się w przybytku.21 Kiedy wyszedł, nie mógł do nich mówić, i zrozumieli, że miał widzenie w przybytku. On zaś dawał im znaki i pozostał niemy.22 A gdy upłynęły dni jego posługi kapłańskiej, powrócił do swego domu.23 (Łk 1,21-23)

Wybierając miejsce pojawienia się anioła w przybytku świątyni, Bóg nie tylko  poinformował Zachariasza o tym, co się stanie. Dodatkowo jeszcze wzbudził zainteresowanie ludzi postacią kapłana. Bóg chciał tego zainteresowania, bo syn Zachariasza miał według Jego planu przygotowywać serca na przyjęcie Jego Syna, Jezusa Chrystusa. Bóg nie chciał jednak, by sam Zachariasz opowiadał coś ludziom, dlatego odebrał mu zdolność mówienia. Bóg uznał, że milczenie Zachariasza będzie bardziej pożyteczne niż jego mówienie, które mogłoby się przemienić w próżność i w bezużyteczne przechwalanie się.

 

Ukrywana radość macierzyństwa i ojcostwa

Potem żona jego, Elżbieta, poczęła i pozostawała w ukryciu przez pięć miesięcy.24 Tak uczynił mi Pan – mówiła – wówczas, kiedy wejrzał łaskawie i zdjął ze mnie hańbę w oczach ludzi.25 (Łk 1,24-25)

Elżbieta zrezygnowała z dzielenia się radością swojego macierzyństwa z innymi. Nie chciała opowiadać znajomym, o tym, że Bóg zdjął z niej to, co uchodziło w oczach otoczenia za hańbę. Uczyniła dobrowolnie to, do czego jej mąż Zachariasz został zmuszony utratą zdolności mówienia. Zachariasz i Elżbieta – zamiast chodzić od domu do domu i opowiadać, jak wielkiej łaski udzielił im Bóg – mieli najpierw trwać przed Bogiem ze swoją radością, w dziękczynieniu. Na rozmowie z Bogiem, w milczeniu, mieli się skoncentrować, a nie na rozmowach z ludźmi, które łatwo mogłyby się przekształcić w przechwalanie się. Elżbieta dobrowolnie zrezygnowała z tych rozmów i pozwoliła Bogu przemawiać do ludzi przez bieg wydarzeń. Zachariasz natomiast został do tego zmuszony. Zachowanie Elżbiety uczy nas mądrego, wypływającego z pokory milczenia.

 

Zwiastowanie Maryi

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret,26 (Łk 1,26a)

Zwiastowanie nastąpiło w sześć miesięcy po bardzo ważnym wydarzeniu, jakim było poczęcie przez Elżbietę Jana Chrzciciela. Św. Łukasz określa czas zwiastowania w podobny sposób, w jaki w wierzącym w Jezusa świecie podaje się daty: w jakimś roku lub wieku przed lub po Jego przyjściu na ten świat.

Podobnie jak do Zachariasza Gabriel nie przychodzi z własnej inicjatywy. Posłał go Bóg. Tym razem jednak nie udaje się do świątyni jerozolimskiej, lecz zjawia się w skromnym domu małej miejscowości nazywanej Nazaret. Nazaret był niewielką, ubogą miejscowością w Galilei, którą określano nieraz pogardliwie jako Galilea pogan (Mt 4,5). W tym otoczeniu niewiele znaczącym dla ludzi ma się dokonać tajemnica przyjęcia natury ludzkiej przez Syna Bożego.

Anioł wiedział, że w tym skromnym otoczeniu mieszka Arcydzieło Boże, Cud Bożego stworzenia: dziewczyna o imieniu Maryja. Posłaniec Boży wiedział, że przychodzi do Świątyni innej, wspanialszej niż ta, w której ukazał się kapłanowi Zachariaszowi. Wiedział, że nie przychodzi do świątyni zbudowanej z twardych i zimnych kamieni, lecz do Świątyni żywej, w której wszystko jest żarem wiary i miłości: do Maryi.

Świątynią dla Trójcy Świętej Maryja była od początku swojego zaistnienia, jeszcze w łonie swojej matki Anny. Była świątynią Bożą dzięki łasce niepokalanego poczęcia. Ta wyjątkowa łaska sprawiła, że Maryja zawsze była wolna od grzechu, także od grzechu pierworodnego –  zawsze święta, zawsze napełniona Bogiem.

Stwórca zechciał tę Świątynię jeszcze bardziej wyróżnić. Postanowił, że poczęty z Ducha Świętego Jego Syn przez pierwsze swoje dziewięć miesięcy na naszym świecie będzie mieszkał pod Jej bijącym miłością sercem. Ojciec chciał dla swojego Syna tego, by wsłuchał się w te uderzenia miłości, zanim spotka Go obojętność, wrogość, nienawiść, odrzucenie, prześladowanie i ukrzyżowanie. Można sobie życzyć, by i nasze serca były przynajmniej odrobinę podobne do Jej kochającego serca, by Syn Boży znajdował w nich pociechę w świecie, który bez przerwy Go lekceważy, nie zauważa, neguje, świadomie odrzuca.

Sam Bóg swoim przykładem uczy nas doceniania rzeczy małych. Może się bowiem okazać, że to, co za małe uchodzi w oczach naszych, wielkie jest przed Bogiem. Tak było z małą miejscowością, Nazaretem, i tak było z ubogą, skromną, pobożną młodą dziewczyną, która dzięki Bożemu działaniu stała się Matką Boga. 

do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; (Łk 1,26b)

Kościół wierzy, że Maryja była i pozostała na zawsze dziewicą w całym tego słowa znaczeniu. Należała duszą i ciałem wyłącznie do Boga. Była jednak zaślubiona z Józefem, który z miłości do Niej przyjął Jej sposób wyłącznego przynależenia do Boga. Rodzina Święta ukazuje, że głęboka, pochodząca od Boga miłość może istnieć w dziewiczym sposobie życia, przy pełnej czystości.

a Dziewicy było na imię Maryja.27 (Łk 1,27)

Bibliści, którzy podają znaczenie imion wielu postaci biblijnych, mają trudność w określeniu znaczenia imienia Maryja. Podają tylko różne przypuszczenia: piękna, umiłowana przez Boga, kochająca Boga, pani, napawająca radością, jutrzenka zaranna, gwiazda morza. Chyba nie ma w tym przypadku, że imię to może mieć tak wiele znaczeń, z których każde w odniesieniu do Matki Najświętszej jest prawdziwe. Rzeczywiście jest Ona wyjątkowo piękna, zwłaszcza swoim pięknem duchowym; jest naszą Panią i Przyczyną naszej radości, jest Umiłowaną przez Boga i Miłującą Boga. Jej obecność ogłasza bliskość Chrystusa, jak ukazanie się jutrzenki przed świtem zapowiada pojawienie się słońca. 

Anioł wszedł do Niej28 (Łk 1,28a)

Do pierwszej niewiasty, Ewy, przyszedł upadły anioł, aby doprowadzić ją i całą ludzkość do zguby. Do Maryi, Nowej Ewy, podchodzi anioł wierny Bogu, stojący przed Nim, włączony w dzieło naprawy tego, co zniszczyła istota posiadająca naturę podobną do jego anielskiej natury.

i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami.28 (Łk 1,28b)

1. Anielskie i Boże pozdrowienie Maryi. Anioł pozdrawia Maryję. Za jego pośrednictwem sam Bóg Ją pozdrawia. To anielskie i Boże pozdrowienie powtarzamy w modlitwie „Zdrowaś Maryjo” (Bądź pozdrowiona, raduj się, Maryjo). „W naszej modlitwie ośmielamy się podjąć na nowo pozdrowienie Maryi wraz ze spojrzeniem, jakie Bóg skierował na swą pokorną Służebnicę, i cieszymy się z radości, jaką On w Niej znajduje (por. Katechizm Kościoła Katolickiego 2676).

 

2. Pełna łaski, bo Pan jest z Nią.  Anioł pozdrawia Maryję i od razu mówi o czymś, co Ją zaskoczyło i zmieszało: że jest pełna łaski, że Pan jest z Nią, przez co jest błogosławiona między wszystkimi innymi niewiastami. I te słowa powtarzamy w modlitwie „Zdrowaś Maryjo”. Słowa anioła: „łaski pełna” i „Pan z Tobą", wyjaśniają się wzajemnie. „Maryja jest pełna łaski, ponieważ Pan jest z Nią. Łaska, jaką jest napełniona, oznacza obecność Tego, który jest źródłem wszelkiej łaski.” (Katechizm Kościoła Katolickiego 2676)

 

3. „Przybytek Boga z ludźmi" (Ap 21, 3). Pomimo braku takiej świątyni jak jerozolimska – w której znajdowało się miejsce szczególne, nazywane Świętym Świętych – Nazaret posiadał swoje wyjątkowe „miejsce święte”: Maryję. Nikt jednak na ziemi o tym nie wiedział. Anioł znał tę tajemnicę. Wiedział, że „Maryja, w której sam Pan przychodzi zamieszkać, jest uosobieniem córy Syjonu, Arką Przymierza, miejscem, gdzie przebywa chwała Pana: jest Ona "przybytkiem Boga z ludźmi" (Ap 21, 3) (Katechizm Kościoła Katolickiego 2676).  Przynoszący dobrą nowinę anioł stoi przed młodą dziewczyną, żywą świątynią Pańską, i wyjawia Jej część tajemnicy Jej duszy: jest pełna łaski i Pan jest z Nią. W Niej Bóg, Mocarz jest pośród nas, ten który zbawi, który odnowi swą miłość (por. So 3, 17) Z tego powodu będzie błogosławiona między wszystkimi niewiastami. Pośród nich będzie Nową Ewą, ale Ewą posłuszną, pokorną, z miłości poddaną we wszystkim Panu.

Bóg chce, aby każdy z nas, jak Maryja, był dzięki łasce Jego świątynią, świętą, nieskalaną, w której ciągle wznosi się modlitwa do Niego, Boga żywego. Pragnie być z nami, jak był z Maryją. Oczekuje też od nas takiej wiary i takiej posłusznej miłości, jaką odznaczała się Matka Najświętsza.

 

4. Nie zmarnowała żadnej łaski. Maryja była pełna łaski nie tylko dlatego, że Bóg Jej wielu łask udzielił, ale także dlatego, że żadnej z tych łask – w przeciwieństwie do nas – nie zmarnowała. My zachowujemy się inaczej niż Ona. Przez niedbałość powodujemy, że liczne dane nam łaski nie owocują w nas – jak ziarno na złej glebie. Podobni jesteśmy do dziurawego garnka, którego nie da się napełnić po brzegi wodą. Gorzej jeszcze, bo żaden garnek nie umie uciekać, gdy ktoś chce zakleić jego podziurawienia i napełnić go. My natomiast potrafimy i często to czynimy. Uciekamy przed słowem Bożym, przed łaskami sakramentalnymi, przed natchnieniami Ducha Świętego, przed Jego leczącym działaniem i innymi darami Bożymi. Maryja nie zmarnowała żadnego skierowanego do Niej słowa Bożego ani żadnej innej łaski. Dlatego zawsze pozostała pełna łaski.

 

5. Wielkość w małości. Anioł, dostrzegający w Maryi pełnię łaski i obecność Pana, widzi w niej wielkie dary Boże, których inni nie zauważali. Niektórzy ludzie może nawet pogardzali tą młodą dziewczyną z powodu Jej ubóstwa. Anioł daje nam przykład koncentrowania się nie na czymś zewnętrznym, lecz na wielkich dziełach Bożych. Chce nas powstrzymać od rozpowszechnionego dostrzegania wszędzie tylko małości, niedoskonałości i zła, które nie jest dziełem Boga, lecz rezultatem nieposłuszeństwa Jego woli. Anioł uczy nas zauważania wokół nas nie małości ludzkiej i krzykliwych szatańskich dzieł, lecz ukrytych potężnych działań Boga.

Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.29 (Łk 1,29)

Maryję zaskoczyło i zmieszało nie tylko nagłe pojawienie się anioła, lecz również jego słowa, które mogły brzmieć jak pochlebstwa. Żadna prawdziwie pokorna osoba nie znosi ich. Nie lubiła ich prawdziwie pokorna Maryja. Ale zastanawiała się nad znaczeniem usłyszanych, zaskakujących ją  słów. Pobudzał Ją do tego Duch Święty, który znał całą prawdę o działaniu w Niej łaski i o Jej gorliwej współpracy z nią.

Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga.30 (Łk 1,30)

Każdy, kto działa w imieniu Boga, pragnie wnosić pokój. Dlatego, widząc zmieszanie Maryi, anioł uspokaja Ją. Jednak nie odwołuje tego, co o Niej powiedział. Do swoich pochlebnych słów o Niej, dodaje jeszcze następne, że znalazła łaskę u Boga i będzie matką Kogoś wyjątkowego.

Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus.31 (Łk 1,31)

Imię Jezus oznacza: Bóg zbawia. Nadane na polecenie anioła imię Jezus przypomina nam, że poza Nim nie ma zbawienia. To On jest Bogiem, który nas zbawia, który mnie zbawia. Każdy, kto będzie wzywać tego imienia, będzie zbawiony (por. Dz 2,21). To piękne imię zawsze powinno być wymawiane świadomie, z miłością, z szacunkiem, z wdzięcznością. Nie wolno go nadużywać, wypowiadać w złości. To straszne, gdy ktoś rozwścieczony wykrzykuje: „Jezus, Maryja!” Mówi wtedy w złości: „Bóg zbawia!” I dorzuca do tego stwierdzenia jeszcze imię Matki Najświętszej.

Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego,32 (Łk 1,32)

Zapowiedziany Syn Maryi będzie nazwany Synem Najwyższego, czyli Synem Bożym. Będzie można Go tak nazywać, gdyż naprawdę Nim będzie. Nie będzie adoptowanym synem Boga, jak my, przez łaskę. Jezus będzie drugą osobą Boską, która w niepokalanym łonie dziewicy Maryi stała się człowiekiem dla naszego zbawienia. Ze względu na swoją Boską naturę będzie naprawdę wielki, współistotny Ojcu i równy Duchowi Świętemu.

Pokorny Jezus nie obnosił się jednak ze swoją Boską wielkością. Ukrywała się ona za Jego ludzką naturą, za ubogim i prostym stylem życia, za przyjętym dobrowolnie cierpieniem i pozorną słabością w godzinie śmierci krzyżowej. Jego wielkość ujawniła się jednak w Jego mądrości, w dokonywanych cudach, w Jego zmartwychwstaniu. Ujawni się jeszcze w pełni w Jego chwalebnym powrocie u kresu czasu i w zwycięstwie nad złem.

a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida.32 Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca.33 (Łk 1,33)

Anioł zapowiada królewską godność Jezusa, który otrzyma od Boga tron swojego przodka, króla Dawida. Przez Maryję należącą do jego rodu również Jej syn  należał do tego rodu.

Objęcie tronu Dawida, z którego rodu wywodziła się Maryja i Józef, nie oznaczało, że Jezus będzie ziemskim władcą. Obejmie On tron w duchowym królestwie. Stanie się Królem panującym w sercach tych, którzy Go przyjmą.

Nowym domem Jakuba staną się ci wszyscy, którzy z wiarą i miłością przyjmą Jezusa i podporządkują Mu swoje myślenie, mówienie, działanie. W nich będzie panował na zawsze. Ich serca staną się Jego wiecznym królestwem, królestwem Bożym.

Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?34 (Łk 1,34)

Maryja wierzy w prawdziwość zapowiedzi danych przez anioła. Jej pytanie dotyczy tylko tego, co ma zrobić, jak ma się zachować. Nie zna przecież współżycia z mężem. Co ma zatem zrobić, zrezygnować z dziewictwa? Tę swoją niepewność wyraża przed aniołem.

Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym.35 (Łk 1,35)

Obserwujący Maryję i słuchający Jej uważnie anioł podaje wyjaśnienia, aby nie trwała w swojej niepewności i zakłopotaniu dotyczącym tego, co powinna teraz zrobić, aby zostać matką. Anioł wyjaśnia, że nie pocznie swojego dziecka tak jak inne kobiety. Cud życia pojawi się w Niej nie za sprawą męża Józefa, lecz dzięki Duchowi Świętemu, trzeciej osobie Boskiej. Poczęcie Jej Syna będzie inne niż poczęcie każdego dziecka, gdyż nie będzie ono tylko człowiekiem, lecz Bogiem-Synem. Pośród nas pojawi się Święty, czyli sam Bóg, druga osoba Boska, Syn Boży.

A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną.36 (Łk 1,36)

Chociaż Maryja nie prosiła o żaden znak, który by potwierdzał prawdomówność anioła, to jednak taki znak otrzymała. Była nim informacja o macierzyństwie Elżbiety, jej krewnej. Tę wiadomość mogła Maryja sprawdzić.

Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego.37 (Łk 1,37)

Bóg jest wszechmogący. Dzięki swojej wszechmocy potrafił nas stworzyć. Ta sama wszechmoc pozwala Mu wszystko uczynić nieco inaczej, niż ustalił przez swoje prawa natury. Dlatego Elżbieta mogła począć syna w wieku, w którym kobiety dzieci już mieć nie mogą. A Maryja może począć Syna w sposób dziewiczy, mocą Ducha Świętego, jej Oblubieńca. Ci, którzy wierzą w Boga, ale nie wierzą w dziewicze poczęcie Jezusa przez Maryję, powinni zastanowić się nad tym, co znaczy, że Bóg jest wszechmocny.

Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.38 (Łk 1,38)

1. Po otrzymaniu wyjaśnień anioła Maryja godzi się na wszystko, co zaplanował Bóg. Chociaż została wybrana na matkę Syna Bożego, czuje się jedynie służebnicą. W swej pokornej miłości chce być tylko służebnicą Pana, Stwórcy i Zbawiciela. Jak bardzo różni  się od pierwszej kobiety, która uległa złudnej obietnicy upadłego ducha i chciała być równą Bogu, taką jak On. Ewa łudziła się, że osiągnie boską wielkość i boską wiedzę przez nieposłuszeństwo, samowolę, pójście za kłamstwami szatana. Stało się jednak inaczej. Po jej upadku nastąpił upadek Adama. Oboje poczuli się upokorzeni, umniejszeni. Zamiast boskiej wielkości, wiedzy i szczęścia rozpoczęło się pasmo cierpień i trudów, których kresem miała być śmierć. To samo – zamiast boskiej wielkości, mądrości i szczęścia  – sprowadzili na swoje potomstwo: na całą ludzkość.

Druga Ewa, Maryja, którą posłuszeństwo zaprowadziło nie tylko pod krzyż Syna, ale  z ciałem i duszą do nieba, pokazuje nam inny sposób życia niż ten, który zafascynował pierwszą kobietę. Dziewica z Nazaretu chce czynić tylko to, czego pragnie Bóg. W przeciwieństwie do nieposłuszeństwa Ewy posłuszeństwo Maryi sprowadziło na całą ludzkość ogromne dobro: możliwość osiągnięcia wiecznego zbawienia. Jej posłuszeństwo Panu umożliwiło zaplanowane przez Trójcę Przenajświętszą wcielenie Syna Bożego. Dzięki Jej posłuszeństwu przyszedł do nas Drugi Adam, pokorny Król serc ludzkich, Mesjasz, nasz Odkupiciel i Zbawca. Przyszedł Syn Boży, który będzie z nami aż do skończenia świata. Przyszedł Jezus, który stał się wiernym towarzyszem życia  każdego z nas.

Każdy tak jak Ewa i Maryja stoi codziennie przed najważniejszym dla siebie i dla innych wyborem. Każdego dnia podejmuję decyzję: być z miłości do Boga pokornym i posłusznym Jego sługą lub buntownikiem, który wszystko będzie czynił inaczej, niż tego chce Miłość i Mądrość nieskończona. Wybierać mogę różnie, bo posiadam wolną wolę, jednak skutki mojej decyzji zawsze sprowadzą jakieś zło lub dobro, tak jak zło i dobro pojawiło się na świecie z powodu odmiennych decyzji Pierwszej i Drugiej Ewy.

 

2. Anioł nie narzucił Maryi woli Bożej, lecz ją tylko Jej  przedstawił. Nie nakazał Jej surowo, że musi postąpić tak, jak Bóg tego chce. Spokojnie z Nią porozmawiał. Maryja mogła odrzucić Boży plan, nie zrobiła jednak tego, tak jak już wcześniej nigdy nie sprzeciwiała się Bogu. Kochała Go, więc pragnęła spełniać wszystkie Jego życzenia.

W swoim życiu powinniśmy naśladować zarówno Maryję jak i archanioła Gabriela. Tak jak on powinniśmy pouczać swoją rodzinę, dzieci, otoczenie, jakie swoje pragnienia wyraził Bóg przez przykazania: nie będziesz miał cudzych bogów i używał imienia Boga prawdziwego nadaremno; będziesz czcił każdy dzień święty, będziesz otaczał czcią swoich rodziców, wychowawców; nie będziesz zabijał bronią ani słowem; nie będziesz niszczył siebie i rodzin przez cudzołóstwo; nie będziesz kradł, kłamał, fałszywie oskarżał, posądzał; nie będziesz zły w swoim sercu przez zazdrość i pragnienia nieczyste. Taka jest wola Boża. Mamy się do niej dostosować, naśladując Maryję, wierną służebnicę Pańską. Tę wolę Bożą mamy też przedstawiać spokojnie lecz zdecydowanie innym, tak jak anioł Gabriel pouczył Maryję, czego od Niej Bóg oczekuje. Czy inni nas posłuchają czy nie, tego nie wiemy. Każdy jednak odpowie przed Bogiem za swoją decyzję. Naszym zadaniem jest tylko jedno: pomóc innym poznać jednoznacznie wolę Bożą. Możemy się też modlić i ponosić różne ofiary w tej intencji, by nikt się Bogu świadomie i dobrowolnie  nie sprzeciwiał.

Na to rzekła Maryja:38 (Łk 1,38a)

Spotkanie anioła z Maryją może służyć dla nas za przykład dialogu, w czasie którego mówi się o rzeczach nadzwyczaj ważnych. Anioł nie zachowuje się tak jak wielu ludzi, którzy cały czas coś mówią o rzeczach banalnych, opowiadają, pouczają, moralizują, krytykują, nie słuchając i nie dopuszczając innych do głosu. Kiedy Maryja chce, może coś powiedzieć. Anioł pozwala Jej to uczynić. Nie onieśmiela Jej, nie krępuje swoim sposobem mówienia. Maryja też mówi tylko to, co konieczne. Nie wykazuje się gadulstwem. Słucha uważnie. Spokój, wyczuwana życzliwość, uważne słuchanie, reagowanie na każdą wypowiedź pokazuje nam bardzo ważne elementy, których nie powinno zabraknąć w czasie  naszych rozmów z bliźnimi

Również w czasie modlitwy, nie powinniśmy być jedynymi mówiącymi. Nie powinna ona być monologiem, lecz dialogiem. Nie może być samym tylko pouczaniem Boga, co powinien zrobić, jakie nasze życzenia powinien spełnić. Modlitwa ma być dialogiem, rozmową, w czasie której wykazujemy się szczerą chęcią słuchania Boga, zrozumienia Jego pouczeń, życzeń. Rozmowie z Bogiem powinno stale towarzyszyć pragnienie spełnienia tego, czego On od nas oczekuje. Tak się zachowywała Maryja w czasie całej rozmowy z aniołem posłanym do Niej przez Boga. Z takim nastawieniem cały czas żyła – przed zwiastowaniem anielskim i po nim.

Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!38 (Łk 1,38b)

1. Po otrzymaniu wyjaśnień anioła Maryja godzi się na wszystko, co zaplanował Bóg. Chociaż została wybrana na matkę Syna Bożego, czuje się jedynie służebnicą. W swej pokornej miłości pragnie tylko służyć Panu, Stwórcy i Zbawicielowi.

Jak bardzo różni się od pierwszej kobiety, która uległa złudnej obietnicy upadłego ducha i chciała być równą Bogu, taką jak On! Ewa łudziła się, że osiągnie boską wielkość i boską wiedzę przez nieposłuszeństwo, samowolę, pójście za kłamstwami szatana. Stało się jednak inaczej. Po jej upadku nastąpił upadek Adama. Oboje poczuli się upokorzeni, umniejszeni, zawstydzeni. Zamiast boskiej wielkości, wiedzy i szczęścia rozpoczęło się dla nich pasmo cierpień i trudów, których kresem miała być śmierć. To samo nieszczęście  sprowadzili na swoje potomstwo, na całą ludzkość.

Druga Ewa, Maryja, którą posłuszeństwo zaprowadziło nie tylko pod krzyż Syna, ale  z ciałem i duszą do nieba, pokazuje nam inny sposób życia niż ten, który zafascynował pierwszą kobietę. Dziewica z Nazaretu chce czynić tylko to, czego pragnie Bóg.

W przeciwieństwie do nieposłuszeństwa Ewy posłuszeństwo Maryi sprowadziło na całą ludzkość ogromne dobro: możliwość osiągnięcia wiecznego zbawienia. Jej posłuszeństwo Panu umożliwiło zaplanowane przez Trójcę Przenajświętszą wcielenie Syna Bożego. Dzięki Jej posłuszeństwu przyszedł do nas Drugi Adam, pokorny Król serc ludzkich, Mesjasz, nasz Odkupiciel i Zbawca. Przyszedł Syn Boży, który – ożywiony przez zmartwychwstanie -  będzie z nami aż do skończenia świata jako najbliższy nasz Przyjaciel. Dzięki pełnemu miłości posłuszeństwu Maryi przyszedł Jezus, który stał się wiernym Towarzyszem życia  każdego z nas.

 

2. Każdy tak jak Ewa i Maryja stoi codziennie przed najważniejszym dla siebie i dla innych wyborem. I rzeczywiście każdego dnia wybieramy albo pokorne i pełne miłości posłuszeństwo Bogu, albo zarozumiały bunt, samowolne postępowanie, niezgodne z tym, czego – dla dobra naszego i innych ludzi – oczekuje nieskończona Miłość i Mądrość. Wybierać mogę różnie, bo posiadam wolną wolę, jednak skutki mojej decyzji zawsze sprowadzą jakieś zło lub dobro, tak jak zło i dobro pojawiło się na świecie z powodu odmiennych decyzji Pierwszej i Drugiej Ewy.

 

3. Warto zwrócić uwagę na pewien szczegół rozmowy Maryi z aniołem. Chociaż od niego Maryja dowiedziała się o macierzyństwie Elżbiety, to jednak nie podjęła tego „sensacyjnego” tematu, który z pewnością rozwiązałby język nie jednej ciekawskiej kobiecie. Maryja może już w tym momencie postanowiła pójść do swojej starszej krewnej, aby jej pomóc, jednak nie próbuje wydobywać od anioła więcej „ciekawych” wiadomości o wydarzeniach z życia Elżbiety i jej męża Zachariasza. Nie wdaje się w bezużyteczną rozmowę, dyktowaną przez ciekawość, lecz myśli tylko o sprawach Bożych i o tym, jak z Bogiem współpracować. Nie zaczyna omawiać z aniołem wydarzeń związanych z Elżbietą, lecz mówi o tym, że chce wypełnić we wszystkim Bożą wolę, że chce pozostać nadal tylko  służebnicą Pańską.

 

4. Maryja mogła odrzucić Boży plan, nie zrobiła jednak tego, tak jak już wcześniej nigdy nie sprzeciwiała się Bogu. Kochała Go, więc pragnęła spełniać wszystkie Jego życzenia. Anioł rozmawiał z Maryją w taki sposób, by nie ograniczać Jej wolności np. przez zastraszanie, groźby, surowy ton mówienia itp. Po prostu powiedział Jej spokojnie, co się stanie, jeśli nie przeciwstawi się Bożym zamiarom: Duch Święty zstąpi na Nią i zostanie matką Zbawiciela, który będzie Synem Najwyższego. Przedstawił Maryi wielkie dobro, jakie wyniknie z Jej zgody na działanie Boga w Niej.

W swoim życiu powinniśmy naśladować zarówno Maryję jak i archanioła Gabriela. Tak jak on powinniśmy pouczać swoją rodzinę, dzieci, otoczenie, jakie swoje pragnienia wyraża Bóg przez przykazania:

nie będziesz miał cudzych bogów i nie będziesz używał imienia Boga prawdziwego nadaremno;

będziesz czcił każdy dzień święty, będziesz otaczał czcią swoich rodziców, wychowawców;

nie będziesz zabijał bronią ani słowem;

nie będziesz niszczył siebie i rodzin przez nieczystość i cudzołóstwo;

nie będziesz kradł, kłamał, fałszywie oskarżał, posądzał;

nie będziesz zły w swoim sercu przez zazdrość i pragnienia nieczyste.

Taka jest wola Boża. Mamy się do niej dostosować, naśladując Maryję, wierną służebnicę Pańską. Tę wolę Bożą mamy też przedstawiać innym ludziom  spokojnie, lecz jednoznacznie i zdecydowanie, tak jak anioł Gabriel pouczył Maryję, czego od Niej Bóg oczekuje. Czy ludzie nas posłuchają czy nie, tego nie wiemy. Każdy jednak odpowie przed Bogiem za swoją decyzję. Naszym zadaniem jest tylko jedno: pomóc innym poznać jednoznacznie wolę Bożą. Nie fałszować jej.  Możemy się też modlić i ponosić różne ofiary w tej intencji, by nikt się Bogu świadomie i dobrowolnie  nie sprzeciwiał.

 

5. Maryja wyraziła pełną chęć współdziałania z Bogiem. Dzięki temu przyzwoleniu Duch Święty mógł zstąpić na Nią i utworzyć pod Jej kochającym sercem ludzką naturę dla Syna Bożego – naturę złożoną z ciała i duszy ludzkiej.

Wtedy odszedł od Niej anioł.38 (Łk 1,38c)

Anioł odszedł, gdy spełnił swoje posłannictwo przekazania Maryi Bożych zamiarów wobec Niej i ludzkości. Odchodzi po otrzymaniu zgody Maryi na współdziałanie z Bogiem we wszystkim. Gdyby się wahała, może jeszcze by przedłużał rozmowę. Ponieważ jednak Maryja wyraziła swoje „tak” bez żadnych zastrzeżeń, odchodzi. Odchodzi z wielką radością, bo zacznie się naprawa tego, co zniszczyła Ewa i zły duch, należący wcześniej do zastępów anielskich.

I tak archanioł Gabriel przyniósł Maryi radosną nowinę, ale i Ona napełniła go radością. I my ją będziemy szerzyć wokół siebie, gdy postaramy się gorliwie spełniać wolę Bożą, współpracować z Panem. Nie pojawi się natomiast ani radość ani pokój w nas, gdy motywem naszego działania będzie egoizm, brak troski o uszczęśliwianie innych, pogoń za rozrywką. Nie osiągnie głębokiej radości człowiek, który spełnia w życiu tylko swoje zachcianki. Nie dochodzi do niej nawet wtedy, gdy na otoczeniu sprawia wrażenie kogoś zawsze wesołego, nastawionego optymistycznie do życia. Egoista upodobni się do klowna, który pod maską wesołości nosi smutek, zgorzknienie, rozgoryczenie, znudzenie wszystkim i wszystkimi. Natomiast człowiek spełniający wolę Bożą jak Maryja i posłany do Niej anioł, będzie miał pokój Boży w sercu i napełni radością bliźnich.

 

U Elżbiety

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy.39 (Łk 1,39)

Św. Łukasz starał się podać w zredagowanej przez siebie ewangelii jak najwięcej szczegółów geograficznych i chronologicznych. Starał się powiedzieć, kiedy i gdzie coś się działo. Jeśli chodzi o okoliczności związane z pójściem Maryi do Elżbiety, to podaje je bardzo ogólnie. Stwierdza tylko, że Maryja poszła „w tym czasie”, „w góry”, „do pewnego miasta”. Podaje jednak szczegół ważniejszy od dokładnej chronologii i geografii. Zwraca uwagę na to, że Maryja wybrała się i poszła „z pośpiechem”. Akcentuje to, co najważniejsze: żarliwą miłość Maryi, chęć szybkiego udzielenia pomocy swojej starszej krewnej Elżbiecie, którą Bóg w podeszłym wieku obdarował łaską macierzyństwa.

Poszła „z pośpiechem” oznacza, że Maryja działała szybko, nie odkładając swojej pomocy. Kiedy tylko to stało się możliwe, udała się w podróż. Właśnie tę Jej „pośpieszną” dobroć zaakcentował św. Łukasz. Matka Najświętsza jest szybka w udzielaniu swojej pomocy również teraz, gdy przebywa z ciałem i duszą w niebie. Gdy tylko widzi nas, swoje dzieci, w różnych trudnych sytuacjach, „pośpiesznie” przychodzi nam z pomocą. Jej modlitwa „pośpiesznie” podąża do wszechmogącego Boga, tak jak zwróciła się do Syna „pośpiesznie”, gdy tylko zobaczyła, że w Kanie Galilejskiej zabrakło na weselu wina. Pośpiech Maryi w czynieniu dobrze jest dla nas wzorem do naśladowania. Matka Najświętsza swoim przykładem poucza nas, że nie należy ociągać się z udzielaniem pomocy bliźnim, bo może być za późno.

Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę.40 (Łk 1,40)

Maryja po wejściu do domu Elżbiety pozdrowiła ją. A mogła wejść z okrzykiem: „Wiesz, jestem matką Syna Najwyższego!” Żadnych słów przechwalania się. Nie przyszła tu bowiem, aby się chwalić otrzymanymi łaskami. Miłość ją tu przyprowadziła, a miłość pychą się nie unosi, nie szuka poklasku i korzyści wyłącznie dla siebie (por. 1 Kor 13,4-8).  Matka Syna Bożego pokornie pozdrowiła matkę Jana Chrzciciela, poprzednika Jezusa, dając nam przez to lekcję pokory i uprzejmości.

Nawet w takim zwyczajnym sposobie zachowania się, jakim było życzliwe pozdrowienie Elżbiety, Maryja była poddana Duchowi Świętemu. Do owoców Jego działania w nas zalicza się bowiem  - oprócz miłości, radości, pokoju, cierpliwości, dobroci, wierności – także uprzejmość (por. Ga 5,22-23). I warto o tym pamiętać, że ulega się Duchowi Świętemu nie tylko w wielkich sprawach, takich jak cierpliwe znoszenie prześladowań, kpin, znieważania, prorokowanie, mówienie językami itp., ale równie w takich jak zwykłe uprzejme i życzliwe powiedzenie komuś: „dzień dobry”, „proszę”, „przepraszam”, „czy mogę?”. Mądrzy rodzice uczą swoje dzieci uprzejmości, aby i w takich codziennych drobnych sprawach były uległe Duchowi Świętemu.

Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę.41 (Łk 1,41)

1. Może się wydawać dziwne, że św. Łukasz mówi o poruszeniu się dziecka w łonie matki. Czyni to jednak świadomie. Chce podkreślić fakt, że spotkaniu Maryi z Elżbietą towarzyszyło wyjątkowe działanie Ducha Świętego. Kiedy te dwie niewiasty się spotkały, nastąpiło również spotkanie ich synów: Jezusa i Jana Chrzciciela. Według niektórych teologów Jezus, przyniesiony pod sercem Maryi, uświęcił swoją łaską Jana Chrzciciela, obmywając go z grzechu pierworodnego. Znakiem tego nadprzyrodzonego działania było jego poruszenie się w łonie matki. Na Janie zatem – zanim się narodził – dokonało się to, o czym będzie pouczał w przyszłości, to mianowicie, że Jezus „chrzcić będzie Duchem Świętym” (por. Mt 3,11). Poprzednik Zbawiciela, Jan, został przez Niego ochrzczony jako pierwszy Duchem Świętym.

 

2. Maryja była widzialnym znakiem niewidzialnego jeszcze dla świata Jezusa, Syna Bożego. Obecność Maryi była dostrzegalnym znakiem Jego bliskości i uświęcającego działania, tak jak obecnie, w czasie udzielania sakramentów przez szafarza, jego  słowa i działania są znakiem, że łaska niewidzialnie spływa na tego, kto sakrament przyjmuje, np. na tego, kto jest chrzczony, bierzmowany; kto przystępuje do sakramentu spowiedzi, kto otrzymuje namaszczenie chorych lub inny sakrament. Kiedy Maryja podeszła do Elżbiety i pozdrowiła ją, Duch Święty zstąpił na Jana Chrzciciela i na jego matkę. Elżbietę napełnił ten sam Duch Święty, który sprawił, że pod sercem Maryi, w ukryciu, dokonał się cud Wcielenia Syna Bożego.

Wydała ona okrzyk i powiedziała: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona.42 (Łk 1,42)

1. Błogosławiona między niewiastami. Po uprzejmym i pokornym pozdrowieniu Maryja mogła oczekiwać podobnego zwyczajnego pozdrowienia ze strony swojej starszej krewnej Elżbiety. Mogła spodziewać się słów zaskoczenia i radości: „O, co za niespodzianka! Cieszę się, żeś przyszła. Muszę Ci powiedzieć o czymś wyjątkowym...” Zamiast słów, które zwykle wymawia się przy powitaniu, do Maryi dochodzi zaskakujący ją okrzyk. Słyszy słowa tak zdumiewające jak słowa anioła, który po pozdrowieniu powiedział Jej, że jest pełna łaski i Pan jest z Nią. Do Jej uszu dochodzą słowa: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona”.

„Napełniona Duchem Świętym Elżbieta jest pierwsza w długim szeregu pokoleń, które błogosławią Maryję” (Katechizm Kościoła Katolickiego 2676). Wszyscy, których jak Elżbietę napełnia Duch Święty, czczą Maryję, błogosławią Ją za Jej wiarę, miłość, ufność, dobroć, pokorę, świętość. Kiedy odmawiamy modlitwę „Zdrowaś Maryjo”, po słowach anioła Gabriela: „łaski pełna, Pan z Tobą”, „czynimy naszym pozdrowienie Elżbiety”: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona”. (por. Katechizm 2676).

 

2. „Błogosławiony Owoc żywota Twojego, Jezus”. Te słowa wymawiamy w modlitwie „Zdrowaś Maryjo”. Wyrażają one naszą wiarę w to, że Matka Najświętsza nosiła w swoim niepokalanym łonie i wydała na świat Stwórcę, Pana wszechświata i naszego Zbawiciela. Tę prawdę odkryła bez jakiegokolwiek ludzkiego pouczenia Elżbieta. Duch Święty napełnił ją darem wiedzy. Dzięki niemu zobaczyła ona Maryję nie tak, jak Ją spostrzegali inni ludzie, ale tak jak Ją widział sam Bóg, który wie wszystko. Napełniona światłem Ducha Świętego rozpoznała w skromnej swojej krewnej Tę, która będzie błogosławioną między wszystkimi niewiastami. Dzięki wiedzy wlanej przez Ducha Świętego poznała ona nie tylko to, że Maryja nosi w swoim łonie dziecko. Poznała coś więcej – to, że owoc Jej łona także jest błogosławiony, bo jest jej Panem. Elżbieta nie zawahała się wypowiedzieć tego, co poznała dzięki światłu Ducha Świętego, tak była pewna prawdziwości swojego rozpoznania. Nie bała się pomyłki, ośmieszenia się przed Maryją. I nie pomyliła się. Dzięki wierze i zgodzie Maryi wszystkie narody ziemi otrzymają Jezusa, błogosławiony owoc Jej żywota – „Tego, który jest samym błogosławieństwem Boga” (por. Katechizm Kościoła Katolickiego 2676)

A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?43 (Łk 1,43)

1. Matka Boga u Elżbiety. Pod wpływem światła Ducha Świętego Elżbieta nazywa Maryję Matką Pana, czyli Matką Bożą. Po raz pierwszy użyła w odniesieniu do Maryi tytułu, który stał się powszechny w Kościele: Matka Boska, Matka Boża, Boża Rodzicielka. Dzięki Duchowi Świętemu Elżbieta nie widzi w Maryi  tylko swojej o wiele młodszej krewnej, lecz Matkę samego Pana, Boga.

 

2. Maryja - nowy krzew gorejący. Bóg, który postanowił uwolnić swój naród z niewoli egipskiej, objawił się Mojżeszowi w zadziwiającym krzewie. Krzak ten płonął, lecz nie spalał się od żaru ognia (Wj 3,1-9). Również Maryja – napełniona Duchem Świętym i nosząca w swoim niepokalanym łonie Syna Bożego – jest krzewem gorejącym, w którym przyszedł do nas Bóg. (por. Katechizm Kościoła Katolickiego 724). Ten niezwykły Krzew płonął miłością do Boga i do ludzi, lecz od tego ognia się nie spalał.

 

3. Ukryta tajemnica nawiedzenia swojego ludu przez Pana. Nie wszyscy wiedzieli o tajemnicy Boga, który stał się człowiekiem i którego Maryja nosiła pod swoim płonącym od miłości sercem. Tajemnicę przyjścia Boga do swojego ludu poznała Elżbieta. Dzięki Duchowi Świętemu rozpoznała ona w Maryi Matkę swojego Pana, który w Niej nawiedził swój lud (por. Katechizm Kościoła Katolickiego 717). Bliskość "Pełnej łaski" i Jej Syna spowodowała, że Elżbieta została ogarnięta Duchem Świętym i poznała znaną tylko Maryi tajemnicę Jej Boskiego Macierzyństwa. Poznała tajemnicę niepojętej miłości Boga, który zechciał przez Maryję przyjść do grzesznej ludzkości, aby ją uratować.

Czy tajemnicę Boskiego macierzyństwa Maryi poznał również niemy Zachariasz? Chyba nie, chociaż był kapłanem. Św. Łukasz zapewne by o tym wspomniał. Bóg wie, co, komu i kiedy ma ujawnić. Jest nieskończoną Mądrością. Uznał, że dobrze będzie, żeby Elżbieta poznała, kim naprawdę jest Maryja i Jej Syn. Inni mieli poznać tę wielką tajemnicę dopiero w swoim czasie, w czasie najwłaściwszym dla nich. Prawdę bowiem trzeba przekazywać innym wtedy, kiedy jej poznanie przyniesie najwięcej korzyści. Wiedzą o tym roztropni rodzice, którzy nie mówią dzieciom w pierwszych latach ich życia wszystkiego, co wiedzą o życiu, o małżeństwie, o rodzinie. Powiedzą im dopiero wtedy, gdy to będzie właściwe, aby prawda zamiast korzyści nie przyniosła dziecku szkody.

 

4. Duch budzący zdziwienie płynące z pokory i szacunek. Duch Święty dał Elżbiecie nie tylko wyjątkowe poznanie, ale ponadto rozbudził w niej wielki szacunek wobec bardzo młodej Maryi. Czuje się niegodna łaski, której dostąpiła. Nie mówi więc do Maryi: „Dobrze, że przybyłaś, jestem taka słaba. Pomożesz mi”. Nie. Wyraża swoje pełne czci, szacunku i pokory zdziwienie: "A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?" Każdego, kto podda się Duchowi Świętemu, nauczy On podobnej pokornej miłości i szacunku wobec Matki Najświętszej. A jeśli ktoś traktuje Ją z lekceważeniem, to znaczy, że nie pozwala Duchowi Prawdy działać w sobie.

Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie.44 (Łk 1,44)

Pierwsze radosne spotkanie Jana z Jezusem. Pojawienie się Maryi i niewidzialnego jeszcze Jej Syna napełniło radością nie tylko Elżbietę, ale również Jej dziecko, które z radości podskoczyło w Jej łonie. Bliskość Jezusa i Maryi rozbudza radość. Trzydzieści lat później Jan Chrzciciel powie wyraźnie o swojej radości wywołanej w nim przez Jezusa. Powie o niej w momencie, kiedy wielu innych ludzi przeżywałoby smutek. Jan powie bowiem o swojej radości, która dojdzie do szczytu, gdy wielu go opuści i pójdzie za wskazanym przez niego Jezusem (J 3,26-30). Wielu nauczycieli smuciłoby się widząc, że są opuszczani przez swoich zwolenników, którzy znaleźli kogoś o większym autorytecie. Jan natomiast cieszył się, gdy ludzie opuszczali go i szli za Jezusem. Doznawał radości, bo dzięki swojej pokorze mógł w nim bez przeszkód działać Duch Święty, Duch radości. Radość zalicza się do jednego z Jego owoców (por. Ga 5,22-23) Jest to radość głęboka, prawdziwa. Wypływa ona z poznania wielkich dzieł miłosiernego Boga, który dla nas czyni rzeczy zdumiewające, napełnia nas swoimi łaskami, interesuje się z miłością naszym losem nie tylko ziemskim, ale przede wszystkim – wiecznym.

Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.45 (Łk 1,45)

1. Duch Święty źródłem pełnego poznania. Dzięki światłu Ducha Świętego Elżbieta poznaje jeszcze jedną ukrytą przed innymi tajemnicę: tajemnicę bezgranicznej wiary Maryi. Wie, że uwierzyła Ona w dane Jej obietnice, chociaż z Nią na ten temat nigdy nie rozmawiała. I wyraża tę swoją pewność. Nazywa Maryję błogosławioną, bo uwierzyła w potęgę Boga zdolnego uczynić to, czego człowiek nawet pojąć nie potrafi. Opisana scena spotkania się Maryi z Elżbietą pomaga nam zrozumieć coś dla nas bardzo ważnego, to mianowicie, że pełną wiedzę nawet o ludziach, o wydarzeniach, o świecie ma tylko ten, kogo oświeca Duch Święty. Bez Jego światła widzimy wszystko bardzo powierzchownie, tak jak bez Jego oświecenia Elżbieta wiedziałaby tylko tyle, że przyszła do niej młoda krewna, która spodziewa się dziecka. Byłaby to w tym wypadku wiedza naprawdę niewielka. A ponadto  Duch Święty udziela jeszcze innych swoich darów, takich jak połączona z szacunkiem uprzejmość i radość.

 

2. Matka wierzących. "Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła..."; Maryja jest "błogosławiona między niewiastami", ponieważ uwierzyła w wypełnienie się słowa Pana. Abraham przez swoją wiarę stał się błogosławieństwem dla "ludów całej ziemi" (Rdz 12, 3). Maryja przez swoją wiarę stała się Matką wierzących, dzięki której wszystkie narody ziemi otrzymują Tego, który jest samym błogosławieństwem Boga: "Błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus". (Katechizm Kościoła Katolickiego 2676)

 

Wielbi dusza moja Pana

Wtedy Maryja rzekła: Wielbi dusza moja Pana,46 (Łk 1,46)

Na zaskakujące, bo natchnione przez Ducha Świętego słowa Elżbiety skierowane do Maryi, Matka Najświętsza odpowiada w sposób również zaskakujący. Nie zadaje pytań typu: „Skąd wiesz to wszystko o mnie i o moim dziecku? Kto ci to powiedział”. Nie. Z ust Maryi nie płyną słowa zwrócone do Elżbiety, lecz do Boga. Napełniona Duchem Świętym Najświętsza Dziewica modli się, uwielbia Boga.

Jednym z działań Ducha Świętego w nas jest modlitwa serca. On – jak mówi św. Paweł – „przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.” (Rz 8,26) Maryi pomógł On uwielbiać Boga i wyrazić trudną do wyrażenia w słowach modlitwę uwielbienia.

Matka Zbawiciela powiedziała, że Jej dusza wielbi Boga. Zwróciła zatem uwagę na to, że Jej serce ogarnia uwielbienie Boga. To nie na wargach, lecz w Jej duszy Duch Święty rozbudził modlitwę uwielbienia. W Jej sercu pojawiło się trudne do wyrażenia słowami zachwycenie się Bogiem. Zachwyt ten trudno wyrazić, bo nie znajdujemy wielu słów, by to uczynić. Możemy powiedzieć: „Wielbimy Cię, wysławiamy Cię, chwalimy Cię..”. i braknie nam słów. Bóg jednak dostrzega prawdziwe uwielbienie rozbudzone przez Ducha Świętego – uwielbienie, które ogarnia serce, duszę, nasze wnętrze.

Jeśli ktoś zauważa, że nie potrafi uwielbiać Boga, że w kontakcie z Panem brakuje mu uwielbiania, to powinien zwrócić się do Ducha Świętego, aby przyszedł z pomocą jego słabości. A wtedy – wraz z Maryją – zawoła szczerze: „Dusza moja wielbi Pana”.

i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.47 (Łk 1,47a)

1. Do uwielbienia, które pojawiło się w duszy Maryi, dołączyła się głęboka, duchowa radość. Podobnie jak uwielbienie ogarnęła ona Jej wnętrze.. Tę Bożą radość rozbudził w Niej Duch Święty. Chociaż Maryja z pewnością ucieszyła się ze spotkania z Elżbietą, to jednak nic nie mówi o tej radości. Wspomina natomiast radość, której przyczyną był zawsze dla Niej Bóg, Jej i nasz Zbawca.

 

2. Zbawca, zbawiciel to ktoś, kto wybawia, ratuje, ocala, chroni. Takim wybawicielem może być człowiek, który przychodzi nam z pomocą w trudnej sytuacji i ratuje nas. Jednak Zbawcą, Zbawicielem w pełnym tego słowa znaczeniu jest tylko Bóg. Dzięki swojej wszechmocy połączonej z miłosierdziem i miłością potrafi On nas wybawić od każdego zagrożenia nie tylko doczesnego, ale przede wszystkim wiecznego, czyli potępienia się w piekle na zawsze. Nikt oprócz Niego nie umie tego dla nas uczynić.  Bóg potrafi nas wybawić od różnych fałszywych zbawicieli – politycznych i ekonomicznych – od różnego rodzaju szarlatanów, zawodnych sojuszników, sekciarzy, pseudonaukowców, którzy oszukują nas swoimi obietnicami i fałszywymi naukami. Zbawca-Bóg potrafi nas skutecznie chronić także przed atakami złych duchów. On „zbawia nas ode złego”, jak o to prosimy w modlitwie „Ojcze nasz”.

 

3. Za Maryją i z Nią każdy z nas powinien sobie powtarzać: to nie człowiek, nie bogactwo, nie pieniądze złożone w bankach, nie sława, nie popularność, nie pozycja społeczna, lecz Bóg i przyniesione przez Niego zbawienie jest moją radością. Nie w dobrach tego świata, lecz w Nim, Zbawicielu wszystkich ludzi, mam niezawodne oparcie. To jedynie On potrafi mi dać radość bez końca w niebie, bo tak nas stworzy, że poza Nim nic nas nie zadowoli w pełni i trwale. Kto w Bogu Zbawicielu, w Jego darach i obietnicach będzie szukał radości, ten ją znajdzie. Ogarnie ona jego ducha. Nie będzie więc radością udawana przed innymi.

Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. 47 (Łk 1,47b)

1. Duch Święty pobudził Maryję do modlitwy uwielbienia i nie napotkał w niej przeszkody w postaci pychy. Człowiek zarozumiały, pyszny nie potrafi uwielbiać Boga. Nawet jeśli wypowiada słowa uwielbienia, to nie płyną one z głębi jego serca. Pyszny człowiek ma bowiem silne przekonanie, że jest kimś wielkim i dlatego dary udzielane mu przez Boga otrzymuje zasłużenie. Takie myślenie uniemożliwia modlitwę uwielbienia. Rodzi się ona bowiem z zachwytu nad Bogiem, Jego wielkością, miłosierdziem, bezinteresownością działania. Pyszny człowiek w taki zachwyt wpaść nie potrafi, zachwyca się bowiem wyłącznie sobą. Maryja była głęboko przekonana o tym, że jest tylko uniżoną służebnicą Pana. Nikim więcej. Mając w sercu takie przekonanie, doszła do zachwytu i uwielbienia. Uznała, że Bóg wejrzał na Jej małość. Uczynił to z miłości, bezinteresownie, z własnej inicjatywy.

 

2. Maryja – jak zauważył papież Franciszek – nie powiedziała: raduje się mój duch, bo spojrzał Bóg na moje dziewictwo, na moją dobroć, łagodność i inne liczne cnoty, które posiadam. (Hom. 24.03.2014) Maryja nie powiedziała tak, bo odczuwała swoją małość i wielkość Bożej miłości.

Może dziwić, jak Maryja, pełna łaski, bezgrzeszna mogła uważać się za istotę małą. Czy szczerze o swojej małości mówiła? Czy nie była podobna do ludzi, którzy dla ukrycia swojej pychy mówią: „Jestem do niczego”? Z pewnością nie. Maryja mówiła o tym, o czym była głęboko przekonana, bo osoby szczerze kochające Boga naprawdę uważają się za małe. Znają bowiem nieskończoną miłość, jaką Bóg je darzy, i wiedzą, że ich miłość jest niczym w zestawieniu z Jego bezgraniczną miłością. Uważają też, że ich miłość jest mała w porównaniu z miłością, jaką chciałyby mieć. Żadna prawdziwie kochająca osoba nie powie: „Kocham już Boga i ludzi tak mocno, że bardziej kochać nie można”. Przeciwnie, powie: „Mógłbym, mogłabym kochać jeszcze bardziej”.

Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia,48  gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. 49 (Łk 1,48-49)

1. Będą Maryję błogosławić wszystkie pokolenia, chociaż w swojej pokorze nigdy o tym nie myślała i nigdy tego nie pragnęła. Ale stanie się tak, gdyż Bóg tego zapragnął dla Niej i dla tych, którzy się uświęcą dzięki miłości do Boga i do Maryi. Na Matce Najświętszej spełniły się słowa Jezusa: „Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi.” (Mt 19,30)

Te słowa spełniają się przede wszystkim na pysznych jak faryzeusze i na pokornych jak Maryja. Pyszni uważają się za „pierwszych” i wszędzie zachowują się tak, jakby byli najważniejsi. Pokorni natomiast uważają się za „ostatnich”,  jednak Bóg widzi, że tak nie jest. Maryja zachowywała się jak pokorna służebnica Pańska, inaczej niż pierwsza kobieta, Ewa. Maryję więc z wdzięcznością wspominają wszystkie pokolenia, pysznej Ewie natomiast nie ma za co okazywać wdzięczności.

 

2. To, że będzie błogosławiona przez wszystkie pokolenia, Maryja przypisuje wyłącznie „wielkim rzeczom”, które dla Niej uczynił Wszechmocny. Żadnych „wielkich rzeczy” dokonanych przez siebie nie wspomina, bo ich nie dostrzega. Wszystko, co my w Niej widzimy wielkiego, Ona sama w swojej pokorze uważała za zwyczajne, normalne, oczywiste. Gdyby Maryję zapytać: „A Twoja wiara, miłość – to nic wielkiego?”, z pewnością odpowiedziałaby: „Cóż wielkiego w tym, że bezgranicznie wierzę Temu, który nigdy nie kłamie, nie zwodzi i zawsze dotrzymuje słowa? Przecież to normalne, że Mu wierzę. A w mojej miłości do Niego cóż jest wielkiego? Przecież On kocha mnie bardziej niż Ja Jego. On jest samą nieskończoną Miłością.  Jak więc mogłabym na taką miłość nie odpowiadać miłością, posłuszeństwem?” Pokora ukazywała Maryi tylko „wielkie rzeczy Pana” i zakrywała przez Nią to, co my słusznie uważamy w Niej za wielkie: Jej współdziałanie z łaską Bożą, które łączyło się z przeszyciem Jej serca przez miecz boleści.

 

3. Maryja nazywa Boga „Wszechmocnym”. Ta bowiem Jego wszechmoc ujawniła się Jej szczególnie. Dzięki niej poczęła syna z Ducha Świętego. Również dzięki Bożej wszechmocy Elżbieta stała się matką w podeszłym wieku. Wszechmocny miał być także Jej syn, Jezus. Jednak Jego Boska wszechmoc miała się ukrywać za Jego ludzką słabością i ukazywać się w zadziwiających cudach tylko wtedy, kiedy będzie to konieczne. Maryja wie, że dla Boga wszystko jest możliwe i uczyni wszystko, na co Mu pozwala Jego mądrość, miłość, miłosierdzie. Dla Maryi wszechmoc kochającego Boga była wsparciem. I dla nas, ludzi słabych, powinna być oparciem i pociechą. Ponieważ Bóg jest wszechmogący i kocha nas, dlatego za św. Pawłem możemy powtarzać z radością: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. (Flp 4,13).

Święte jest Jego imię49 (Łk 1,49b)

Bój jest święty, Jego imię jest święte. Również Jego dzieci powinny być święte, jak Maryja. Ludzie, stworzenia Boże, powinni pamiętać o świętości Boga i Jego imienia. Nieraz słyszymy ludzi wyrażających się wulgarnie i drażni nas to. Ale zdarza się, że sami – w niecierpliwości, złości – wypowiadamy święte imię Boga, Syna Bożego, Jezusa Chrystusa i Jego świętej Matki. Kto kocha Boga i otacza Go szacunkiem, ten z miłością, wdzięcznością i uwielbieniem wymawia imiona święte. Dla człowieka kochającego Boga przykre jest słuchanie nie tylko słów wulgarnych, ale także – imion świętych, wypowiadanych jakże często także przez aktorów grających w filmach. Człowiek kochający Boga nigdy nie bluźni Mu, nie nadużywa Jego świętego imienia, lecz wypowiada je z uwielbieniem, dziękczynieniem i skruchą na modlitwie. Wymawia święte imię Boga z miłością, gdy ewangelizuje lub znajduje się w potrzebie i prosi Świętego i Wszechmogącego o pomoc. Kochający Boga człowiek nie tylko nie nadużywa Jego świętego imienia, ale również nie żartuje ani nie wyśmiewa się z Jego słów i pouczeń, zawartych w Piśmie Świętym i nauczaniu Kościoła. Każde Jego pouczenie – bez względu na to, kto i jak je przekazuje – przyjmuje z pokorą, szacunkiem, na kolanach. Pochodzi bowiem od Tego, którego nawet imię jest święte. Prosi też świadomie: „święć się imię Twoje”, aby było ono wszędzie znane i szanowane, jako imię naszego dobrego Ojca, Stwórcy i Zbawiciela.

a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją.50 (Łk 1,50)

1. Maryja uwielbia Boga za miłosierdzie okazane całej ludzkości. Największym przejawem Bożego miłosierdzia było przyjście na świat Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Jego nauczanie, śmierć krzyżowa, zmartwychwstanie – wszystko to było miłosierdziem względem upadłej i grzesznej ludzkości. Gdyby Bóg nie okazał nam swojego miłosierdzia, to każdy bez wyjątku człowiek znalazłby się po śmierci w piekle na zawsze.

 

2. Bojaźń Boża jest wielkim szacunkiem towarzyszącym miłości do Pana. Ten szacunek jest przeciwieństwem zuchwalstwa, pretensjonalności, buty, bezczelności wobec Boga, lekceważenia Go. Bojący się Boga to ludzie, którzy Go kochają i dlatego nie chcą Go znieważać przez lekceważenie Go, zapominanie o Nim, brak wdzięczności, odrzucanie Jego przykazań. Znając swoją słabość, obawiają się, że mogliby to uczynić, odpłacając się w tak podły sposób na miłość i miłosierdzie dobrego Boga, który nawet swojego Syna nie oszczędził, zezwalając na Jego śmierć krzyżową dla naszego zbawienia.

 

3. Miłosierny Bóg chce zbawić wszystkich ludzi z wszystkich pokoleń, ale tylko bogobojni przyjmują łaski konieczne do zbawienia,  dawane im z Bożego miłosierdzia. Bojący się Boga to ci, którzy bardzo cenią sobie udzielone im przez Pana dary i obawiają się je stracić, zniszczyć, zmarnować. Bojaźń Pańska – mówi psalmista - jest początkiem mądrości; a wspaniałą zapłatę otrzymają ci, którzy według niej postępują” (por. Ps 111,10). Nie osiągnie mądrości ten, kto lekceważąco, bez szacunku i bojaźni traktuje Boga oraz to, co dla nas czyni, i co nam daje.

Nie ma bojaźni Pana w tych, którzy Go nie kochają i dlatego nie obawiają się Go znieważać swoim sposobem traktowania Go. Kary wiecznej też się nie boją, bo – aby nie żyć w ciągłym strachu – wypierają myśl o niej ze swojej świadomości.

On przejawia moc ramienia swego, rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich.51 (Łk 1,51)

1. Bóg okazuje moc swojego ramienia. Ta moc i potęga ujawniła się we Wcieleniu, dzięki któremu druga osoba Boska przyjęła naturę ludzką. Moc ramienia Bożego ukazywała się w Jezusie Chrystusie, gdy czynił cuda, uzdrawiał chorych, wskrzeszał umarłych. Ta moc ramienia Bożego ujawniała się, gdy Jezus jednym słowem uwalniał opętanych z mocy złego ducha. Moc Boża w całej pełni ukaże się u kresu ludzkiej historii. Wtedy Bóg ujawni całą swoją moc na złem, nad ludźmi mającymi złe zamiary w swoich sercach i nad złymi duchami. Rozproszy ich na zawsze, czyli sprawi, że nie będą już mogli szkodzić ludziom sprawiedliwym.

 

2. Historia ludzkości pokazuje, że po jakimś czasie upadły wszystkie pełne pychy królestwa, cesarstwa, państwa, które uważały się za niezwyciężone, które podbijały i ciemiężyły liczne narody. Po okresie swojej ludzkiej świetności traciły moc, upadały. Przez wieki natomiast trwa Kościół Chrystusa, pomimo prób zniszczenia go siłą lub przebiegłością. W jego istnieniu także przejawia się moc ramienia Bożego.

Bóg rozprasza pysznych, którym wydaje się, że są potężni i zamykają swoje serca na Niego, odrzucają Jego Syna, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia, gardzą krzyżem Chrystusowym. Słowa o rozpraszaniu przez Boga ludzi pyszniących się zamysłami swoich serc powinny stać się ostrzeżeniem dla wszystkich państw i ludzi, którzy nie widzą potrzeby oparcia się na potędze Boga i wierzą wyłącznie we własne siły; dla ludzi, którym wydaje się, że „móc to chcieć”, że wszystko osiągnie się, jeśli tylko się tego mocno pragnie i myśli się o czymś „pozytywnie”, że nic się im nie stanie, jeśli przyciągną do siebie różne pozytywne energie kosmiczne i moce, jeśli się wzbogacą i znajdą oparcie w podobnych do nich potężnych tego świata  itp.

Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych.52 (Łk 1,52)

1. Życiorysy wielkich tego świata i pokornych świętych ukazują prawdziwość tych słów. Sława pysznych polityków i różnych gwiazd nie trwa długo, przemija. Pokorni święci natomiast, często lekceważeni i pogardzani za życia, doznają wiecznego wywyższenia przy Bogu, we wspólnocie zbawionych.

 

2. Szatan należy do tych władców, których Bóg strącił ze swojego tronu. Chrystus ograniczył jego władzę na ziemi. W przyszłości, gdy dobiegnie końca historia zbawienia, stracą swą władzę złe duchy i stojący po ich stronie ludzie. Zatryumfuje na zawsze Bóg, dobro i ci, którzy pokornie i bez rozgłosu dobro czynili.

 

3. Pokorni, których miłosierdzie Boże wywyższy, to również wszyscy żałujący za swoje grzechy ludzie. Miłosierdzie Boże pragnie ich – upokorzonych przez swoje grzechy i pokornych dzięki skrusze – wywyższyć do godności świętych. Nie dostępują natomiast przebaczenia i wywyższenia przez łaskę pyszni, którzy uważają się za bezgrzesznych i lepszych od innych, bo mających tylko "małe" grzechy.

Głodnych nasyca dobrami,53 (Łk 1,53a)

Hymn Maryi wysławia Boga za to, że nasyca dobrami głodnych. Dobry i mądry Bóg tak stworzył świat, że każda żyjąca istota znajduje w nim odpowiedni dla siebie  pokarm. Opatrzność Boża czuwa szczególnie nad człowiekiem, chociaż bardzo często sami ludzie przeszkadzają Bogu nasycać dobrami wszystkie swoje dzieci. Przeszkadzają dobremu Ojcu swoją chciwością, zagarnianiem wszystkiego dla siebie, niesprawiedliwością, wykorzystywaniem innych. Z tego powodu wielu na świecie głoduje.

W człowieku istnieje nie tylko głód pokarmów, bo nie jest on istotą złożoną jedynie z materialnego ciała, które potrzebuje jedzenia i picia. Bóg wczepił w ducha ludzkiego jeszcze inny głód: głód miłości, dobra, prawdy, piękna. Tych głodnych, spragnionych prawdy, dobra i piękna Bóg nasyca, napełnia duchowymi dobrami, bo jest Prawdą, Miłością, czyli Dobrem najpełniejszym i Pięknem. Chce ich nasycać w niebie przez całą wieczność, doprowadzając ich przez to do pełni szczęścia.

Niestety, ten duchowy głód można w sobie stłumić swoim przywiązaniem do bogactwa, zaszczytów, sławy. Może się stać jeszcze coś gorszego, a mianowicie głód dobra zamieni się w pragnienie zła, zemsty; w miejsce głodu prawdy pojawi się pragnienie kłamania, wprowadzania w błąd, oszukiwania; głód piękna może zostać zastąpiony upodobaniem w brzydocie, ekstrawagancji. Jeśli ktoś w sobie takie formy głodu wytworzył i nie chce ich porzucić, to po śmierci pozostanie na zawsze z tymi pragnieniami, których Bóg nasycić nie może. Ze swymi zwyrodniałymi pragnieniami pozostanie „z dala od Niego” na zawsze (por. 2 Tes 1,9) 

a bogatych z niczym odprawia.53 (Łk 1,53b)

Bogatych z niczym odprawia, czyli pozostawia ich z tymi ziemskimi bogactwami, które z punktu widzenia wieczności są "niczym". Niczym dla wieczności jest pieniądz, wysoka pozycja społeczna, sława, piękno ciała, rozgłos, życie w luksusach, powiązanie z wpływowymi osobami. Kto tylko tego pragnie, ten tylko z tym, czyli z "niczym" może pozostać po śmierci. Zostanie odprawiony w wieczność - w wybraną przez siebie wieczność bez Boga.

Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje54 – jak przyobiecał naszym ojcom – na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki.55 (Łk 1,54-55)

Posyłając swojego Syna, Bóg ujął się za Izraelem. Uczynił to jednak nie ze względu na jakieś jego wyjątkowe zasługi, lecz dzięki swojemu miłosierdziu i wierności. Liczne teksty Starego Testamentu pokazują niewierność ludu Bożego, jednak Bóg pozostaje wierny w swojej miłości i udziela pomocy nawet temu, kto nie jest Mu wierny. Miłosierdzie skłania Boga do udzielenia pomocy temu, kto przez niewierność sam sobie szkodzi.

Bóg zawsze spełnia swoje obietnice, bo jest niezmienny w swojej miłości. Wierność Boga przypomina nam, że tak jak On powinniśmy dochowywać wierności dawanym słowom. Mamy zatem spełniać swoje przyrzeczenia, obietnice, śluby. Dotyczy to również przysięgi małżeńskiej, składanej drugiej osobie przed Bogiem – świadkiem tej obietnicy. Przyrzeka się w niej dozgonną miłość i wierność współmałżonkowi. Wierność powinny okazywać swoim przyrzeczeniom i ślubom także kapłani i osoby zakonne.

Bóg nie odstąpi przez całą wieczność od spełniania tego, co przyrzekł. My zaś powinniśmy do końca życia spełniać to dobro, które przyrzekliśmy wykonywać, np. okazywać miłość i wierność współmałżonkowi, żyć złożonymi ślubami ubóstwa, posłuszeństwa i bezżenności.

Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.56 (Łk 1,56)

Około trzech miesięcy przebywała Maryja w domu Elżbiety. Św. Łukasz nie wyjaśnia, czy powróciła do swojego domu przed czy po urodzeniu się Jana. Bibliści wyrażają różne opinie na ten temat. Trudno jednak przypuszczać, że Maryja, która przybyła do Elżbiety po to, aby ją wesprzeć, opuściła ją w chwili mogącej rodzić w starszej osobie wiele obaw o swoje życie. Elżbieta mogła przecież obawiać się, czy nie umrze w czasie porodu. Mogły ją w związku z tym nękać niepokoje o dziecko, które pozostałoby bez matki, i o starego już Zachariasza, bez oparcia w swojej małżonce. Trudno przypuszczać, że wrażliwa i współczująca Maryja opuściła swoją starszą krewną w tak wielkim psychicznym cierpieniu. Zapewne pozostała przy niej do narodzin Jana, aby ją wspierać swoją obecnością, pracą, słowem i modlitwą. Chciała być także oparciem dla Zachariasza, który także musiał przeżywać wiele obaw związanych z porodem.

 

Narodziny Jana Chrzciciela

Dla Elżbiety zaś nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna.57 (Łk 1,57)

1. Uciążliwości związane z noszeniem dziecka i jego narodzinami skończyły się dla Elżbiety. Bóle rodzenia zamieniły się w radość. Pojawił się nowy żyjący człowiek: Jan Chrzciciel. Był on dla Elżbiety i Zachariasza wielkim darem Bożym. Jako poprzednik Chrystusa był także darem dla narodu żydowskiego i całej ludzkości. I tak jest z każdym dzieckiem. Jest ono darem dla rodziców, rodzeństwa, a jeśli spełni dobrze powierzoną mu przez Boga misję, będzie darem dla ludzkości. Przez dobre wychowanie rodzice powinni pomóc dziecku stać się darem dla innych. Z tego względu mają je uczyć pomagania bliźnimi i  zwalczania swojego egoizmu. Nie wiemy, co się działo w domu Elżbiety i Zachariasza po narodzinach Jana, jak długo żyli jego rodzice. Jednak został on wychowany w taki sposób, że spełnił swoje powołanie poprzednika Zbawiciela.

 

2. Dla św. Pawła każda kobieta cierpiąca bóle rodzenia jest symbolem świata, ludzkości, znajdującej się – podobnie jak ona – w sytuacji cierpienia, niemocy, słabości. Jednak  ta ciężka sytuacja – podobnie jak bóle rodzenia – skończy się i zamieni się w odnowę stworzenia, w życie uformowane przez Ducha Świętego. Św. Paweł opisuje sytuację świata poddanego marności i jego radosną przyszłą przemianę, czyli pełne odrodzenie się w Duchu Świętym, który już teraz nad tą przemianą pracuje. Pisze on: „Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności – nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał – w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując <przybrania za synów> – odkupienia naszego ciała.” (Rz 8,18-23) Tak więc, podobnie jak dla Elżbiety, obecne cierpienie zamieni się w przyszłą radość.

Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem.58 (Łk 1,58)

Radość Elżbiety, która została matką, dzielili również sąsiedzi i krewni. Nie komentowali narodzin dziecka w sposób złośliwy, Nie mówili: „Jak sobie ci starcy poradzą? Po co im w tym wieku dziecko?” W tych narodzinach dostrzegali – tak jak Zachariasz i Elżbieta – rękę Bożą, wielkie miłosierdzie Boże i cieszyli się wraz z nimi. Zachowywali się tak, jak św. Paweł radzi nam postępować: „Weselcie się z tymi, którzy się weselą. Płaczcie z tymi, którzy płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach.” (Rz 12,15-15) Ta cenna rada św. Pawła uczy dobrego postępowania nie tylko sąsiadów, ale i współmałżonków – wszystkich ludzi. Uczy rozumienia bliźnich, włączania się w ich radości i smutki. Takie współodczuwanie z bliźnimi powiększa ich radość i niesie ulgę w cierpieniach. Jest więc jedną z codziennych form okazywania im miłości.

 

Obrzezanie i nadanie imienia Janowi

Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, 59 (Łk 1,59)

W Kościele imię nadaje się przy chrzcie, natomiast w czasach opisanych przez Ewangelistę, dokonywano tego w związku z obrzezaniem, czyli ósmego dnia po narodzinach. Rytu obrzezania dokonywano w domu lub w synagodze. Był on znakiem włączenia w lud Boży, który trwał w przymierzu z Bogiem. Dziecko było włączane w ten lud jako osoba mająca już konkretne imię.

Ryt obrzezania nie przeszedł do chrześcijaństwa. W jego miejsce z pojawił się sakrament chrztu. Nie jest on jednak tylko jakimś znakiem dokonanym na ciele, jak obrzezanie, lecz wielkim darem łaski. W tym sakramencie Trójca Święta dotyka nie ciała, lecz duszy człowieka. Odradza ją, oczyszcza z grzechu pierworodnego i innych grzechów, nazywanych osobistymi, czyli takich, które popełniła osoba dorosła przyjmująca chrzest. Przez łaskę chrzczony zostaje włączony w życie Trójcy Świętej i w lud należący do Boga.

Warto sobie przypominać dzień swojego chrztu, zwłaszcza w jego rocznicę, i dziękować Bogu za ten niezwykły dar. Bo zawdzięczamy mu znacznie więcej niż tylko noszone przez nas imię.

i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza.59 Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan.60 (Łk 1,60)

Sąsiedzi, znajomi chcieli narodzonemu chłopcu nadać imię: Zachariasz. Chcieli, aby zgodnie z tradycją imię jego przypominało, kto jest jego ojcem. Jednak Elżbieta sprzeciwiła się temu. Zamiast nosić imię ojca, Zachariasz – znaczące „Jahwe pamięta” – ma nazywać się Jan, to znaczy "Bóg jest łaskawy". Imię to miało Elżbiecie, Zachariaszowi i innym przypominać, jak dobry i potężny w swojej łaskawości jest Bóg.

Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię.61 (Łk 1,61)

Otoczenie uzasadnia po swojemu, dlaczego syn Elżbiety nie powinien się nazywać Jan, lecz Zachariasz. Mówią więc, że nikt się dotąd tak nie nazywał w jej rodzie. Dla Elżbiety jednak taki ludzki argument nic nie znaczy. Chce, aby imię Jan było dla wszystkich przypomnieniem o hojności Boga, o Jego łaskawości, o tym że jej syn jest wielką łaską daną nie tylko Izraelowi, lecz całemu światu. Elżbieta chce, by nawet imię jej syna było głoszeniem łaskawości Bożej, stałym przypominaniem Jego dobroci.

Swoim imieniem Jan miał głosić, że „Bóg jest łaskawy” nie tylko wobec Elżbiety i Zachariasza. Jest łaskawy przede wszystkim przez to, że dał nam swojego Syna, którego Jan Chrzciciel stał się poprzednikiem i głosicielem. Nawet swoim imieniem głosił, jaką łaskawość okazał nam Bóg w Jezusie.

Ważniejsze dla Elżbiety jest to, co poznała w jakiś sposób od Boga, niż ludzkie zwyczaje. Nawet w takiej sprawie jak nadanie imienia nie ulega ludziom, lecz spełnia to, co było życzeniem Boga. Przez anioła bowiem pouczył on Zachariasza, że jego syn ma nosić imię Jan.

Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać.62 On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili.63 (Łk 1,63)

Pytali znakami, bo Zachariasz albo nie tylko nie mówił, ale i nie słyszał lub słyszał, lecz przybyłe osoby nie były tego pewne i na wszelki wypadek nie wypowiadały słów, lecz zadawały pytania przy pomocy znaków. Zachariasz zaskoczył wszystkich, bo podał takie samo imię, jakiego domagała się Elżbieta: Jan, czyli "Jahwe jest łaskawy", "Łaskawość Jahwe". Zachariaszowi nie zależało, aby jego syn nosił jego imię. Nie było w nim próżności, lecz posłuszeństwo aniołowi, który polecił mu takie imię nadać zapowiedzianemu dziecku.

Chyba niewielu jest takich rodziców, którzy przy wymyślaniu  imienia dla swojego dziecka proszą Boga o natchnienie, jak je nazwać. Pobożniejsi myślą o jakimś świętym lub świętej, która miała podobne imię. Ale nieraz nadają swojemu dziecku imię dziwaczne, które będzie dla niego w przyszłości przykre do noszenia, pobudzające do drwin i uśmiechów. Elżbieta i Zachariasz dają nam przykład, że nawet w takiej pozornie drobnej sprawie jak nadanie imienia, trzeba na pierwszym miejscu mieć Boga i dobro dziecka.

 

Zachariasz odzyskuje mowę

A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga.64 (Łk 1,64)

Po napisaniu imienia Jan na tabliczce Zachariasz odzyskuje mowę. Spełniło się na nim to, co imię to oznacza: "Bóg jest łaskawy". Właśnie dlatego że jest łaskawy, przywrócił Zachariaszowi mowę. Stary Kapłan odpowiada na dobroć i łaskawość Bożą uwielbieniem.

Swoim przykładem poucza nas, co należy mówić, aby dobrze wykorzystać cenny dar mowy – przede wszystkim wielbić Boga. Ta modlitwa stałaby się naszą podstawową modlitwą serca i warg, gdyby nie tłumiły jej ciągłe narzekania na wszystkich i wszystko. Uwielbienie nie opuszczałoby mojego serca, gdyby modlitwa ta nie ginęła w moim  zgorzknieniu i rozżaleniu płynącym z pragnienia, by Bóg robił jeszcze o wiele więcej dla mnie, by dawał mi więcej, bardziej się mną interesował i opiekował... Więcej byłoby we mnie uwielbiania Boga i wdzięczności, gdyby mniej było we mnie pychy.

Dobrze wykorzystuje dar mowy nie tylko ten, kto uwielbia Boga.  Oprócz modlitw usta powinny wypowiadać także inne słowa, które ubogacają otoczenie, uczą mądrości, dobrego życia, umacniają wiarę, nadzieję, miłość, wyrażają nasze dobre rozumienie i uważne słuchanie innych.

Właściwie wykorzystany dar mowy ujawnia się nie tylko w dobrym  mówieniu, ale i w unikaniu wypowiadania słów bezużytecznych. Z każdego bowiem „bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie – mówi Jezus – zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony. (Mt 12,36-37) Takimi częstymi bezużytecznymi słowami są przede wszystkim obmowy, oszczerstwa, powtarzanie niepewnych widomości, narzekanie, bezowocna krytyka.

I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło.65 (Łk 1,65)

Bóg chciał, aby narodziny Jana Chrzciciela, przyciągały ludzką uwagę. I tak było od chwili zapowiedzi jego narodzin. Różne niezwykłe wydarzenia związana z przyjściem na świat Jana – takie jak utrata i odzyskanie mowy przez Zachariasza –  zmuszały do komentowania ich, do interesowania się losem chłopca. Było to potrzebne, aby mógł on dobrze spełnić wyznaczone mu zadanie przygotowywania serc ludzkich na przyjęcie Zbawiciela. Natomiast o przyjściu samego Zbawiciela, Syna Bożego, prawie nikt nie miał wiedzieć. Zapewne dlatego, by Go nie zabito, zanim jeszcze przekaże nam swoją cenną naukę. Ojciec niebieski wiedział bowiem dobrze, że posyła swojego Syna jak owcę między okrutne wilki. Wiedział, że posyła Światłość prawdziwą na świat będący Jego własnością, w którym jednak „swoi” Go nie przyjmą (por. J 1,9-11). Ostatnie dni Wielkiego Tygodnia przypominają nam, jak został przez „swoich” potraktowany ich Stwórca, Pan i Zbawiciel. Gdyby Jego przyjściu na świat towarzyszyło takie zainteresowanie, jakie Bóg wzbudził osobą Jana Chrzciciela, to ci „swoi” – wsparci przez szatana - z pewnością postaraliby się o to, by Go ze świata jak najszybciej usunąć. Chociaż wszystko to Bóg znał, jednak z miłości do nas, dla uratowania nas od zła i wiecznej zguby, posłał na świat swojego Syna. Nienawiść świata do Boga, do Jego Syna wyjaśnia, dlaczego – także dzisiaj – im bardziej ktoś w swoim postępowaniu jest do Niego podobny, tym bardziej jest odrzucana i prześladowany.

A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim.66 (Łk 1,66)

Ewangelista zauważa, że ludzie, którzy słyszeli o tym, co działo się w rodzinie Zachariasza, podchodzili bardzo poważnie do usłyszanych wiadomości. Brali sobie wszystko do serca, zastanawiali się, zadawali sobie pytania dotyczące małego Jana: Kim on będzie? Nie było w nich podejścia powierzchownego plotkarskiego, w rodzaju: „Słyszeliście ostatnią wiadomość? Elżbiecie urodził się syn! Zachariasz najpierw stracił mowę, a teraz już umie mówić...”. Nie podchodzili też do zdarzeń na sposób dziennikarski, polegający na interesowaniu się coraz to nowszymi wydarzeniami, bez dłuższego zatrzymywania się na żadnym z nich. Jedna wiadomość, druga, następna, kolejna... Nowe... nowsze.. najnowsze...

Sąsiedzi, których wspomina św. Łukasz, mieli – można powiedzieć – „Maryjne” podejście do wydarzeń, to znaczy wszystko odnosili do Boga. Dostrzegali nie tylko same fakty, ale także Boga, który się za nimi ukrywał. Św. Łukasz pochwala ich sposób podchodzenia do wydarzeń – czyli szukania we wszystkim znaków Bożych, „ręki Pańskiej”– i potwierdza, że ręka Pańska naprawdę była nad Janem.

W tym fragmencie Ewangelii znajdujemy pouczenie, by nie przechodzić powierzchownie – plotkarsko lub po dziennikarsku – do tego, co się wokół nas dzieje. Przez wydarzenia bowiem Bóg chce nam coś powiedzieć, na coś nas uwrażliwić, przed czymś ostrzec. Pragnie nas pobudzić do modlitwy, udzielania pomocy materialnej i duchowej.

Pewna osoba mówiła, że lubi oglądać wiadomości telewizyjne, bo dzięki nim wie, za kogo ma  się modlić. Warto naśladować jej sposób podchodzenia do tego, co słyszymy, co widzimy wokół siebie, z czym się stykamy. Mamy się interesować ludźmi i wydarzeniami nie dla zaspokojenia swojej ciekawości, lecz po to, by udzielać pomocy swoją modlitwą lub innymi możliwymi do wykonania czynami. Zetknięcie się z jakąkolwiek wiadomością powinno mnie też pobudzić do postawienia sobie pytania: „Co Bóg chce mi powiedzieć przez to, co słyszę? Do czego mnie wzywa? Przed czym ostrzega?”

 

Modlitwa uwielbienia i proroctwo Zachariasza

Wtedy ojciec jego, Zachariasz, został napełniony Duchem Świętym i prorokował, mówiąc:67 (Łk 1,67)

Po narodzeniu się syna i odzyskaniu daru mowy Zachariasz otrzymuje od Ducha Świętego charyzmat prorocki. Uwielbia Boga i prorokuje, czyli ujawnia plany Boga, Jego zbawczą wolę, działania z przeszłości i przyszłe. Chociaż Zachariasz był kapłanem, to jednak otrzymał dar prorocki później niż jego żona Elżbieta i Maryja. Te dwie niewiasty zostały napełnione Duchem Świętym wcześniej niż on. Tak chciał Bóg, który udziela łask i darów według swojej mądrości. Jego szczególnych łask, takich jak dar proroctwa, nie można się domagać. Źle byłoby też zazdrościć, że inni otrzymują od Boga coś, czego ja nie posiadam. Każdy człowiek otrzymuje te łaski, których naprawdę potrzebuje on sam albo ludzie, którzy mają być przez niego ubogaceni, np. przez łaskę kapłaństwa, przez dar wiedzy, proroctwa, rady i inne.

Niech będzie uwielbiony Pan, Bóg Izraela, że nawiedził lud swój i wyzwolił go,68 (Łk 1,68)

Znowu pojawia się modlitwa uwielbienia – modlitwa, którą wielokrotnie wspomina św. Łukasz w napisanej Ewangelii. Mówi o niej wyjątkowo często, abyśmy ten rodzaj modlitwy wprowadzili na stałe w nasze odniesienie do Boga. Modlitwa prośby, najczęstsza, jest potrzebna i dobra, jednak oprócz niej z naszego serca powinno wypływać ciągłe uwielbianie Tego, od którego mamy istnienie, zbawienie i wszystko; Tego, który przez wieczność chce obdarowywać nas niepojętym szczęściem.

Do uwielbienia Zachariasza pobudza zachwyt nad Bogiem-Wybawcielem. Istotnie, Bóg zbawia, wybawia, ratuje. Bóg nigdy nie przychodzi, by kogoś zniewolić. Przeciwnie, pragnie On wyzwolenia każdego człowieka. Po to do nas przychodzi. Chce go uwolnić od panowania złego ducha i jego sprzymierzeńców, z których pierwszym jest nasz egoizm. Pragnie uwolnić nas z grzechów, nałogów, będących duchowymi formami zniewolenia. 

i moc zbawczą nam wzbudził w domu sługi swego, Dawida:69 (Łk 1,69)

Aby nasze wyzwolenie z mocy złego ducha, egoizmu i grzechu stało się dla nas możliwe, Ojciec posłał nam swojego Syna, Jezusa Chrystusa, który jako człowiek należał do pokolenia Dawida. Ten Jezus jest naszym Zbawicielem, potężną „mocą zbawczą”, wzbudzoną w pogrążonym w grzechach świecie. Jeśli przyjmiemy Jego pomoc, łaski i będziemy z nimi współdziałać, wyzwolimy się z zaślepienia, z tyranii zła, grzechu, egoizmu.

jak zapowiedział to z dawien dawna przez usta swych świętych proroków,70 że nas wybawi od nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą;71 (Łk 1,70-71)

Przyjście na świat Jana Chrzciciela było znakiem, że Bóg spełnia swoje zapowiedzi i przyrzeczenia dane przodkom. Te różne zapowiedzi Boże zostały w kantyku Zachariasza streszczone i przedstawione jako obietnica wybawienia nas od nieprzyjaciół, jako przyrzeczenie uwolnienia nas z ręki tych, którzy nas nienawidzą, i wyrwania nas z mocy nieprzyjaciół (w.75). A więc działanie Boże ukazane jest nam jako wyzwalające, przynoszące wolność.

To uwolnienie od nienawidzących nas mocy i potęg było zapowiedziane przez Boga już dawno za pośrednictwem ludzi, nazywanych prorokami. W dawaniu obietnic ujawniało się wielkie Boże miłosierdzie. Dzięki bowiem tym obietnicom w sercach ludzkich mogła pojawiać się nadzieja i związana z nią radość.

Swoją wyzwalającą pomoc Bóg zapowiadał „z dawien dawna”. Jedną z tych z najdawniejszych obietnic była zapowiedź zmiażdżenia głowy węża-szatana. O tej podnoszącej na duchu obietnicy dobrego Boga czytamy w Księdze Rodzaju zaraz po upadku pierwszych rodziców. Do węża-szatana, który namówił Ewę do grzesznego nieposłuszeństwa, Stwórca powiedział: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.” (Rdz 3,15) Po grzechu pierwsi rodzice musieli opuścić ziemski raj, jednak – jak zauważa papież Franciszek – wyszli z niego nie tylko obarczeni winą, ale również – z obietnicą. Wyszli z Boską pociechą, że nastąpi wyzwolenie z tej tragicznej sytuacji, w jakiej znaleźli się oni i cała ludzkość (por. Hom. 28.03.2014).

Bóg pozostał wierny wszystkim swoim przyrzeczeniom, bo jest niezmienną Miłością. Pragnie nas wyzwolić, wzbudził więc „moc zbawczą”, tę „piętę”, która zmiażdży głowę węża, upadłego ducha. Posłał nam potężnego Zbawiciela, swojego Syna. On umożliwi nam to, czego nie osiągnęlibyśmy nigdy o własnych siłach: wyzwolenia spod panowania szatana, grzechu, egoizmu i śmierci. Dzięki Chrystusowi niemożliwe staje się dla nas możliwe.

Uwolnienie od nienawidzących nas nieprzyjaciół staje się możliwe nie ze względu na nasze zasługi, lecz dzięki Bożemu miłosierdziu i dzięki temu, że On nigdy nie odwołuje swoich obietnic. W przeciwieństwie do ludzi zawsze jest wierny przyrzeczeniom, umowom, związkom, przymierzom. Ciągle pragnie nas wyzwalać z mocy szatana, grzechu, z tyranii egoizmu, ale tego wyzwolenie nie chce nam narzucać swoją wszechmocą. Narzucone bowiem wbrew naszej woli wyzwolenie stałoby się dla nas nowym ciężarem. Działając wbrew naszej woli Bóg stałby się jak tyrani, którzy swoją wolę narzucają innym i przez to ich zniewalają. Pan potrzebuje naszej dobrowolnej zgody, byśmy mogli się stać naprawdę wolni.

że miłosierdzie okaże ojcom naszym i wspomni na swoje święte Przymierze –72 na przysięgę, którą złożył ojcu naszemu, Abrahamowi,73 (Łk 1,72-73a)

Ten fragment Ewangelii jeszcze raz – ale innymi słowami – opisuje  dobroć Boga, Jego życzliwość, miłość, miłosierdzie i wierność. Kochający i wierny Bóg okazał miłosierdzie nie tylko tym ludziom, którzy żyli w czasie przyjścia Syna Bożego na ten świat, ale także wszystkim przyszłym pokoleniom. Również „nasi ojcowie”, czyli ludzie żyjący na długo przed przyjściem Jezusa, doznali Bożego miłosierdzia. Przewidując bowiem przyszłe wyzwolenie nas z mocy zła i nienawiści, Bóg mógł to zapowiedzieć naszym przodkom. Gdyby tego wyzwolenia nie miał dokonać, nie mógłby go też przepowiedzieć i w ten sposób ich pocieszyć. Chociaż nasi przodkowie nie dożyli wyzwolenia z mocy zła, szatana i śmierci ‑ które miało się dokonać przez Chrystusa ‑ to jednak doznali miłosiernej pociechy. Otrzymali bowiem obietnicę uwolnienia od dręczącego ich zła. Mogli więc odchodzić z tego świata w pokoju, z nadzieją, że z całą pewnością ich potomstwo dozna wyzwolenia, które Bóg zapowiedział. Mogli umierać z głęboką nadzieją, bo wiedzieli, że Bóg słowa dotrzymuje, przymierzy nie zrywa, wypełni więc na pewno przysięgę, którą złożył Abrahamowi.

że nam użyczy tego,73 iż z mocy nieprzyjaciół wyrwani bez lęku służyć Mu będziemy74 w pobożności i sprawiedliwości przed Nim po wszystkie dni nasze.75 (Łk 1,73b-75)

1. Napełniony przez Ducha Świętego Zachariasz prorokuje i przepowiada wspaniałe dzieła Boże. Otóż – zgodnie z przysięgą złożoną Abrahamowi (w.73) – Bóg użyczy nam nie tylko tego, że zostaniemy wyrwani z mocy nieprzyjaciół, lecz sprawi jeszcze coś więcej. Spowoduje, że będziemy mogli Mu służyć bez lęku – w pobożności i sprawiedliwości przed Nim – po wszystkie nasze dni, czyli zawsze.

 

2. W swoim prorockim kantyku Zachariasz zapowiada, że zostaniemy wyrwani z mocy nieprzyjaciół. Ci nieprzyjaciele to przede wszystkim szatan,  śmierć i nasz egoizm. Zwłaszcza egoizm. Człowiek, który znajduje się w mocy tego nieprzyjaciela, nie potrafi służyć Bogu bez zastrzeżeń, gdyż jest podzielony. Ma rywali Boga – bożki. Jeśli w ogóle jeszcze służy Bogu prawdziwemu, to służy Mu połowicznie, bo oddał się już na służbę takim bożkom jak własne ja, własna wola, bogactwo, przyjemności, rozrywki, gry, kariera, zdobywanie sławy itp. Służy tym bożkom, choć są one jego nieprzyjaciółmi. Kto im służy, nie miłuje w pełni ludzi ani Boga, który nas kocha prawdziwie i chce nas uszczęśliwić na zawsze.

Najważniejsze bożki –  którym chętnie się kłaniamy i którym służymy – tradycja kościelna nazwała grzechami głównymi. Są nimi: pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, gniew, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, rozleniwienie i zniechęcenie duchowe, połączone zwykle z pogonią za rozrywkami.  Te grzechy główne tyranizują nas, pobudzają do różnych innych grzechów, zaniedbań, wad, nałogów, dlatego nazywają się „grzechami głównymi”. To przede wszystkim z mocy tego nieprzyjaciela, z jego szponów Bóg chce nas wyzwolić. Syn Boży przyszedł na świat, by nas wyrwać z jego mocy i poddać nas w słodką niewolę miłości, która szuka dobra i szczęścia innych.

 

3. Zachariasz zapowiada proroczo, że będziemy umieli służyć Bogu bez lęku. Nasi nieprzyjaciele – szatan, śmierć, wady, nałogi, grzechy – rozbudzają w nas różne lęki, obawy, strach. Zachariasz przepowiada uwolnienie nas od strachu przed szatanem, śmiercią, złem, abyśmy mogli służyć Bogu bez lęku. Egoista nie umie bez lęku służyć Bogu w pełni, bo nie ma w nim miłości albo jest ona bardzo niedoskonała. Jeśli służy Bogu, to nie czyni tego spontanicznie, chętnie, z miłości, lecz ze strachu przed karą. Bóg chce nas uwolnić od tego strachu, dlatego pomaga nam wyzwolić się z mocy naszego groźnego nieprzyjaciela: egoizmu.

 

4. Według prorockiej zapowiedzi Zachariasza pomoc Boga umożliwi nam życie pobożne i sprawiedliwe „przed Nim”. Dzięki łasce Chrystusa, Zbawiciela wszystkich ludzi, możliwa stanie się dla nas służba Bogu autentyczna, bez udawania, połączona z głęboką pobożnością i sprawiedliwością. Jeśli ktoś będzie współdziałał z łaską, to stanie się pobożny i sprawiedliwy „przed Bogiem”, to znaczy sprawiedliwy naprawdę, bez udawania, bez obłudy. Łaska Chrystusa umożliwia nam przyobleczenie się w Jego świętość i w Jego sprawiedliwość.

 

5. Pod natchnieniem prorockim Zachariasz zapowiada możliwość osiągnięcia świętości trwałej. Łaska Boża uzdalnia nas do czegoś więcej niż do chwilowych i przemijających zrywów pobożności i dobroci, jednorazowych dobroczynnych akcji. Przyjęcie łaski Chrystusa, zaprzyjaźnienie się z Nim umożliwia nam prowadzenie życia pobożnego, sprawiedliwego i świętego stale, a więc po wszystkie dni naszego ziemskiego życia i przez całą wieczność po śmierci.

A i ty, dziecię, prorokiem Najwyższego zwać się będziesz, bo pójdziesz przed Panem torując Mu drogi;76 (Łk 1,76)

W narodzinach Jana i bliskim już przyjściu Pana spełni się przyrzeczone przez miłosiernego Boga wyzwolenie nas z niewoli grzechu, śmierci i szatana, w której znalazła się ludzkość po grzechu Adama. W to dzieło Bożego wyzwalania będzie na swój sposób włączony także Jan Chrzciciel. Będzie on czynił to, co każdy z nas powinien czynić: torować drogi Jezusowi, który chce dotrzeć do każdego ludzkiego serca; torować Panu drogi do serc dzieci, młodzieży, ludzi małej wiary lub niewierzących. Jak Jan Chrzciciel mamy się stać dla nich prorokami Najwyższego, czyli głosem Pana, który ich wzywa,  przywołuje, wychowuje, zachęca do udoskonalenia swojego życia.

Jego ludowi dasz poznać zbawienie [co się dokona] przez odpuszczenie mu grzechów,77 dzięki litości serdecznej Boga naszego. (Łk 1,77-78a)

Dzięki litości, miłosierdziu, dobroci i czułości Boga naród wybrany i ludzkość otrzyma więcej niż się spodziewa. Zamiast wyzwolenia z mocy rzymskiego okupanta lub jakiejś innej ziemskiej potęgi przed każdym człowiekiem otworzy się perspektywa uwolnienia z mocy grzechu, egoizmu i śmierci. Chociaż takie uwolnienie nie zawsze łączy się z ziemskim dobrobytem, przyniesie jednak szczęście wieczne, które nigdy nie przeminie w domu Ojca.

Prorocka zapowiedź Zachariasza mogła rozczarować wielu jego rodaków, którzy czekali na wybawiciela, jednak spodziewali się zbawiciela politycznego. Marzyli o mesjaszu, który wybawi ich z mocy rzymskiego okupanta i zbuduje im potężne ziemskie królestwo. Tymczasem w swojej prorockiej wypowiedzi Zachariasz mówi o wyzwoleniu, ale – duchowym. Mówi, że jego syn Jan da poznać ludowi zbawienie, które dokona się przez uwolnienie nas od grzechu. Litościwy, życzliwy i miłosierny Bóg odpuści nam grzechy. Ta zapowiedź, może ucieszyć tylko tych, którzy naprawdę uważają się za grzeszników. Nic nie znaczy natomiast dla ludzi, którym wydaje się, że nie popełniają wielkich grzechów, dla których grzesznikami są zawsze „inni”. Jedni z tych uważających się za sprawiedliwych powiedzą: „Dobrze, że „im” Bóg przebaczy, bo naprawdę nagrzeszyli”. Bardziej złośliwi natomiast stwierdzą: „Bóg nie powinien „im” przebaczać, bo na to nie zasługują”.

Przez nią z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi,78 by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki zwrócić na drogę pokoju.79 (Łk 1,78b-79)

Sytuacja ludzkości po grzechu pierwszych rodziców stała się czymś podobnym do przebywania w mrokach, do mieszkania „w cieniu śmierci”, do chodzenia drogami, które nie przynoszą pokoju, lecz przeciwnie: niepokój, wojny, rozłamy. Jednak blisko jest już Ten, który nas wyzwoli z tej tragedii. Dzięki miłości i miłosierdziu Bożemu przyjdzie do nas Wschodzące Słońce, Syn Boży, który stanie się człowiekiem. Kiedy słońce wschodzi, znikają mroki nocy. Podobnie stanie się, gdy na świecie pojawi się Jezus, Wschodzące Słońce, Światłość, Prawda, Droga i Życie (por. J 1,9; J 14,6).

 On, Światłość i Prawda, swoim nauczaniem i przykładem usunie mroki błędów i  niewiedzy religijnej. On, Droga, zwróci nasze kroki na drogę pokoju, aby usunąć niepokój z naszych serc i aby w świecie ustały podziały i wojny. On, Życie, pomoże nam wydobyć się z „cienia śmierci”, abyśmy w nim już nie przebywali. Zbawiciel pomoże nam budować cywilizację życia, zamiast cywilizacji śmierci, cywilizację, w której cenić się będzie życie każdego poczętego dziecka, każdego chorego, biednego, słabego i starego człowieka. Dzięki Jego pomocy zniknie „cień śmierci” stale unoszący się nad upadłą  ludzkością i nad naszymi sercami. Bo są one martwe cale, albo – jak powiedział papież Franciszek – jakaś ich część jest martwa i potrzebuje ożywienia przez Chrystusa. (Hom. 6.04.2014). On, Wszechmocny, potrafi i chce wskrzesić serca, w których umarła miłość, dobroć, litość, miłosierdzie, przebaczenie. On chce i potrafi przywrócić życie wszystkim martwym częściom naszych serc, aby całe zapłonęły miłością pełną i doskonałą. To potrafi uczynić żyjący, zmartwychwstały Chrystus.

 

Przygotowywanie się Jana Chrzciciela do spełnienia zleconej mu misji

Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.80 (Łk 1,80)

1. Bardzo treściwy jest św. Łukasz w przedstawianiu  wydarzeń związanych z życiem Jana Chrzciciela. Nie podaje nam żadnych szczegółów, które – jak seriale – mogłyby zaspokoić naszą ciekawość: Jak długo przebywał w rodzinnym domu? Jak długo żyli jeszcze jego rodzice? Jak? Kiedy? Gdzie? Bóg nie dał nam ksiąg Pisma Świętego po to, by zaspokajać naszą ludzką ciekawość. Przekazuje nam w nich tylko wskazówki dotyczące tego, jak powinniśmy żyć, aby osiągnąć zbawienie. Takie wskazania znajdujemy również w niezwykle skróconym opisie lat, poprzedzających publiczne wystąpienie Jana Chrzciciela „przed Izraelem”. Mamy tak jak on stale wzrastać duchowo i w ten sposób przygotowywać się do spełnienia powierzonych nam przez Boga zadań. Zadania te – podobnie jak Jan – powinniśmy wypełnić w czasie wyznaczonym nam przez Pana, nie wcześniej ani nie później.

 

2. Jedną bardzo ważną dla nas informację podaje św. Łukasz o Janie, to mianowicie, że najpierw  przebywał on na pustkowiu, a potem dopiero zaczął nauczać ludzi i przygotowywać ich na przyjęcie Zbawiciela. Odludne miejsce Bóg wyznaczył Janowi dla jego duchowego wzrostu. Ten wzrost mógł się tam dokonywać, bo te odludne miejsca nie były całkowicie puste. Nie były pełnym pustkowiem ze względu na obecnego tam Boga. Tam, daleko od różnych rozproszeń, Jan mógł przebywać wyłącznie ze swoim Panem, napełniać się Jego mądrością i mocą.

I my, podobnie jak Jan, potrzebujemy takiej pustyni napełnionej tylko Bogiem. Każdego dnia dobrze by było ją znaleźć – przynajmniej duchowo – gdzieś daleko od zgiełku świata, aby przebywać wyłącznie z Bogiem, z Nim rozmawiać, od Niego się uczyć. Aby taką pożyteczną pustynię wytworzyć, nieraz wystarczy tylko nacisnąć na przycisk wyłączający telewizor, komputer, internet albo udać się do drugiego pokoju. Po takim duchowym pobycie na pustyni zapełnionej Bogiem będziemy umieli, jak Jan, powrócić do ludzi i przekazać im coś cennego, coś co Bóg nam podaruje, abyśmy się tym podzielili z innymi. Zapewne wiele pożytku przyniosłoby też nam i naszemu otoczeniu udanie się na rekolekcje zamknięte. One bowiem są takim pustkowiem, w którym można odnaleźć Boga.

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski


 



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań