Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 14


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24


Uzdrowienie chorego człowieka w szabat

Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili.1 A oto zjawił się przed Nim pewien człowiek chory na wodną puchlinę.2 Wtedy Jezus zapytał uczonych w Prawie i faryzeuszów: Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie?3 Lecz oni milczeli. On zaś dotknął go, uzdrowił i odprawił.4 A do nich rzekł: Któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni, nie wyciągnie go zaraz, nawet w dzień szabatu?5 I nie mogli mu na to odpowiedzieć.6 (Łk 14,1-6)

1. Miłość dostosowana do potrzeb konkretnej osoby. To już kolejny raz Jezus pomaga w szabat chorym i opętanym, chociaż tym gorszył uczonych w Prawie i faryzeuszów, uważających się za sprawiedliwych. I tym razem przewidywał ich złośliwe ataki, dlatego zadał pytanie, który zmuszało ich do myślenia. Zapytał: „Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie? Lecz oni milczeli” (Łk 14,3-4). Pytanie to było podyktowane troską o faryzeuszów. Jezus kochał ich tak jak wszystkich pozostałych ludzi, dlatego próbował im pomóc. Nie wzgardził więc zaproszeniem pewnego przywódcy faryzeuszów i przyszedł do jego domu spożyć posiłek w szabat. Postawił też pytanie obecnym tam  faryzeuszom i uczonym w Prawie, aby pobudzić ich do refleksji, do wyjścia ze swojej duchowej ciasnoty i do wydania właściwego osądu. W taki sposób okazał im swoją pomoc płynącą z miłości, pomoc dostosowaną do konkretnej osoby, do jej sytuacji, w tym wypadku – duchowej.

 

2. Pomoc Jezusa i faryzejskie milczenie.  Milczenie faryzeuszów i uczonych w Prawie nie było szczerym przyzwoleniem na to, by Jezus uzdrowił chorego. Na pytanie Jezusa, czy wolno uzdrawiać w szabat, nie odpowiedzieli ani tak, ani nie. Zamilkli. Dlatego usłyszeli drugie pytanie: „Któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni, nie wyciągnie go zaraz, nawet w dzień szabatu?” (Łk 14,5). Nawet na to pytanie nie odpowiedzieli Jezusowi, choć wiedzieli, co by zrobili. Nieraz musimy jakiemuś dziecku lub dorosłemu uświadomić zło jego działania, bo go nie dostrzega w całej wyrazistości. Wtedy można  postąpić tak, jak to uczynił Jezus wobec faryzeuszów i uczonych w Piśmie. Kazał im się zastanowić nad tym, czy dobrze albo źle byłoby, gdyby w dniu szabatu pomogli swemu dziecku lub zwierzęciu, które wpadło do studni. Łatwiej bowiem widać dobro lub zło czynów, jeśli sobie wyobrazimy, że dotykają one nas, naszych najbliższych, a więc ojca, matkę, braci, sióstr, męża, żonę itp. Miłość do tych bliskich osób ukazuje wyraźnie, które czyny są dla nich dobrym wsparciem i pomocą, a które szkodzeniem i zadawaniem niepotrzebnego bólu.

 

3. Czyny miłosierdzia są zawsze dobre. Trzecie przykazanie Boże mówi: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. Częścią tego świętowania jest także odpoczynek przed Panem. Wypoczynek jest tak ważny jak praca, dlatego został nakazany człowiekowi przez Jego Stwórcę. Szabat był dla wyznawców judaizmu nakazanym dniem odpoczywania. Dla chrześcijan takim dniem jest niedziela, dzień Pański. Uzdrawiając chorych w szabat i uwalniając opętanych z mocy złego ducha Jezus poucza, że takie działania nie naruszają spoczynku szabatowego, bo są okazywaniem miłosierdzia człowiekowi. Przykład Jezusa jest pouczeniem także dla chrześcijan, którzy mają obowiązek świętowania dni świętych przez wypoczynek przed Panem. Uzdrawiając w szabat Jezus poucza wszystkich, że czyny miłosierdzia nie naruszają ani wypoczynku szabatowego, ani też obowiązku wypoczywania w niedzielę.

 

4. Podwójna lekcja miłosierdzia. Uzdrawiając chorego na puchlinę wodną człowieka, Jezus okazał mu swoje miłosierdzie. Okazał je także faryzeuszowi, który Go zaprosił na spożycie posiłku, oraz jego gościom. To miłosierdziem wobec nich się kierował, przyjmując zaproszenie, gdyż nie były Mu potrzebne wystawne uczty. Przychodził na nie jedynie po to, by obecnym na nich osobom  przekazać coś ważnego dla ich zbawienie. I tym razem to uczynił, pouczając obecnych na posiłku faryzeuszów o potrzebnie czynów miłosierdzia wobec ciała i duszy. Ono jest bardzo ważne, dlatego powinno być praktykowane codziennie, także w dni świąteczne. Uzdrawiając chorego na puchlinę wodną, Jezus okazał mu miłosierdzie wobec ciała. Faryzeuszom natomiast ujawnił swoje miłosierdzie względem ich dusz, przekazał im bowiem nauczanie bardzo ważne dla ich zbawienia:  powinni być miłosierni wobec ludzi, aby dostąpić miłosierdzia Bożego i wejść do królestwa niebieskiego. Trzymanie się zasad, będących jedynie ludzką i niedoskonałą interpretacją prawa, nie jest tak ważne jak czyny miłosierdzia względem ciała i duszy.

 

5. Spotkanie z miłosiernym Jezusem. Chociaż faryzeusze nie byli przychylni Jezusowi, to jednak przyszedł do nich, spożywał z nimi posiłek przy jednym stole. Uczynił to, kierując się miłosierdziem. Miał bowiem nadzieję, że może do niektórych z nich trafi Jego zbawcze słowo, tak jak pewnego dnia dotarło ono do serca bardzo wrogo nastawionego do chrześcijan faryzeusza, Szawła. Bardzo podobnie dzieje się dzisiaj w czasie każdej Mszy św. Jezus spożywa wspólny posiłek z obecnymi na niej ludźmi. Jedni z nich są blisko Jego Boskiego Serca, inni dalej, a jeszcze inni bardzo daleko. On jednak nikim nie gardzi. Pobudzany miłością i miłosierdziem kieruje do wszystkich swoje zbawcze słowo i ma nadzieję, że jak ziarno zapuści ono korzenie i wyda w przyszłości owoc wiecznego zbawienia.

 

Nie szukać próżnej chwały

Potem opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich:7 Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego.8 Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca!, i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce.9 Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej!, i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników.10 Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.11 (Łk 14,7-11)

1. Potrzeba prawdziwej pokory. Jezus wzywa do pokory tych, którzy na różne sposoby szukają zaszczytów, np. przez zajmowanie wszędzie miejsc uznawanych za honorowe. Nie chodzi jednak tylko o zmianę zewnętrznych zachowań, lecz o przemianę mentalności i ducha, który towarzyszy działaniu, mówieniu, kontaktom z innymi. Jezus poucza o potrzebie wewnętrznej pokory, która powinna wpływać na nasz sposób zachowania. Bez niej wykonywanie czynów uchodzących w otoczeniu za „pokorne”, będzie jedynie obłudnym udawaniem. Jezus jednak nie wzywa do obłudy, lecz do prawdziwej pokory, która jest właściwym widzeniem siebie, ludzi i Boga. (Więcej o pysze i pokorze tutaj)

 

2. Przykrości zamiast radości. Pycha jest grzechem, który naraża nas na wiele cierpień. Zwrócił na to uwagę Jezus tym, którzy wybierali sobie pierwsze miejsca. W swoim wypływającym z zarozumiałości przekonaniu uważali, że zasługują na szczególne wyróżnienie, jednak innego zdania był zapraszający, który próżnego gościa posadził nie na wybranym przez niego miejscu. Pyszny człowiek wywołuje swoim wywyższającym się zachowaniem wiele sprzeciwów, rozbudza niechęć do siebie. Zarozumiałe osoby nie są lubiane. Przez to – zamiast oczekiwanej przyjemnej satysfakcji – zwykle przeżywają przykre zawstydzenie, mają niemiłe poczucie odrzucenia, lekceważenia itp. Zamiast radości ogarnia je smutek, wypływający z ciągłego rozdrażnienia.

 

3. Pokora przed Bogiem. Prawdziwej pokory uczy nas kontakt z Bogiem, rozważanie Jego potęgi, miłości, miłosierdzia, dobroci, cierpliwości wobec nas. W porównaniu z nieskończoną doskonałością Stworzyciela nieba i ziemi, rzeczy widzialnych i niewidzialnych, niczym jest wszystko, co my robimy. Jeśli ktoś się przechwala przed Bogiem jak faryzeusz, który poszedł do świątyni niby po to, by się modlić, ten ogarnięty jest ciemnościami pychy (por. Łk 18,10-14). Nie widzi siebie w sposób prawdziwy i nie rozumie nawet w najmniejszym stopniu, kim jest wszechwiedzący i miłosierny Bóg. Człowieka takiego zaślepia pycha, od której mogłoby go stopniowo uwalniać spowiadanie się przed wszechwiedzącym Bogiem ze swoich grzechów i powtarzanie tej spowiedzi przed kapłanem w sakramencie pokuty.

 

4. Pokora wobec swojego zbawienia. To, co Jezus powiedział o wybieraniu sobie zaszczytnych miejsc na ziemskich ucztach, można odnieść także do naszego zbawienia, które nieraz jest w przedstawiane w Piśmie Świętym także jako uczta (np. Łk 12,35-38). Niejeden z nas nie tylko chce osiągnąć zbawienie, ale być kimś ważnym na drugim świecie, czyli jakby zajmować wyjątkowo „zaszczytne” miejsce na uczcie niebieskiej. Niektórzy myślą, że zasługują nie tylko na zbawienie, ale też na jakieś wyjątkowe wyróżnienia w królestwie Bożym. Dla wielu „dobrych” we własnej ocenie katolików nieznośna jest myśl, że jakiś pijak, złodziej, prostytutka i przestępca mogą się nawrócić i uprzedzić ich w królestwie niebieskim. Pycha buntuje się przeciwko takiej prawdzie. Maryja z pewnością nigdy nie myślała o tym, by w niebie być kimś wyjątkowym. Zawsze natomiast pragnęła i nadal pragnie, aby wszedł do nieba każdy, nawet największy nawrócony grzesznik.

 

5. Jak odwodzić ludzi od czynienia zła? Może dziwić, że Jezus nie powiedział szukającym zaszczytnych miejsc faryzeuszom, że pycha jest obrzydliwa w oczach Boga, ani nie podał im żadnego innego motywu religijnego, skłaniającego do porzucenia tego grzechu. Użył tylko jednego argumentu – tego mianowicie, że przez pyszne wybieranie pierwszych miejsc można się ośmieszyć i doznać upokorzenia ze strony zapraszającego na ucztę. On bowiem może powiedzieć: „Ustąp temu miejsca!, i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce” (Łk 14,9). Niski to powód unikania zachowań ujawniających pychę. Jednak w swojej mądrości Jezus uznał, że głębszej i religijnej motywacji faryzeusze nie są w stanie przyjąć, bo są za mało dojrzali duchowo. Dostosowuje się więc do ich niskiego poziomu religijnego i mówi im, by nie wybierali najlepszych miejsc, gdyż mogą być zawstydzeni przez ludzi, mogą się ośmieszyć. Podał argument zrozumiały dla wszystkich: dla dzieci, dorosłych, wierzących i ateistów, dla ludzi duchowo dojrzałych i niedojrzałych. Przez to Chrystus poucza nas, że i my powinniśmy dostosowywać argumentację do poziomu duchowego drugiego człowieka, aby skutecznie odwieść go od czynienia zła i skłonić do dobrego postępowania.

 

6. Każdy będzie wywyższony lub poniżony. Jezus zapowiedział to wielkie wydarzenie słowami: „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony” (Łk 14,11). Tak się stanie dopiero w po śmierci, bo za życia ziemskiego nie zawsze ludzie próżni, ambitni i zarozumiali są poniżani a pokorni – wywyższani. Pycha jest jakby zakładaniem maski na twarz lub stałym odgrywaniem jakiejś wybranej przez siebie roli kogoś wielkiego. Maska ukrywa autentyczne oblicze, a odgrywana rola – prawdziwe życie.  Jednak dla każdego człowieka nadejdzie dzień sądu Bożego i wtedy zostanie ujawnione jego prawdziwe oblicze i jego prawdziwe życie. Sąd szczegółowy po śmierci i Sąd Ostateczny – który na końcu dziejów ujawni historyczne skutki ludzkich działań – będzie wywyższeniem lub poniżeniem. Okaże się bowiem, że życie wielu "wielkich" było jednym długim pasmem egoistycznych działań, które czynią człowieka małym. Ale ujawni się także i to, że pośród „małych” tego świata – którzy nie przechwalali się swoimi czynami i przez to się poniżali – byli prawdziwi giganci miłości, która czyni człowieka wielkim. Sąd Boży ujawni kochających wielką miłością, kochających miłością małą oraz takich, w których egoizm unicestwił miłość zupełnie. (Więcej o sądzie szczegółowym i ostatecznym tutaj)

 

7. „Szczera” pycha i „nieszczera” pokora. Pycha ujawnia się przede wszystkim w nieprawdziwym myśleniu i ocenianiu siebie, innych ludzi,  a nawet – Boga. Próżny człowiek często też mówi o sobie, o swoich „wielkich” dziełach, pomysłach, chętnie wyraża swoje „najlepsze” rozwiązania wszystkich, najbardziej skomplikowanych spraw. To wywyższające siebie i pomniejszające innych mówienie jest spontaniczne, wypływające z potrzeby ogarniętego pychą serca. Przeciwna pysze pokora polega na prawdziwym myśleniu i ocenianiu siebie, swoich możliwości, uzdolnień i braków. Pokorny człowiek w sposób zgodny z prawdą myśli o innych ludziach i o Bogu. Podobnie jak pycha pokora ujawnia się w całym sposobie bycia, w traktowaniu innych. Nieraz jednak słowne przedstawianie siebie przez ludzi jako „nędznych i do niczego” nie jest szczere i dlatego pokory nie wyraża. Opowiadający o swojej „małości” człowiek nieraz oczekuje tego, by rozmówca mu zaprzeczył. Zachowuje się jak człowiek z humorystycznego skeczu kabaretowego, którego przeprowadzająca wywiad dziennikarka nazwała „bohaterem”. Słyszący takie określenie człowiek zaprzecza i mówi: „Co ze mnie za bohater!”. W podobny sposób reaguje na każdą próbę wykazania mu, że jednak „jest bohaterem”. W końcu, aby móc kontynuować wywiad, dziennikarka mówi: „No dobrze, więc nie jest pan bohaterem”. W odpowiedzi słyszy: „To już pani przesadziła”. Często tak wygląda pokora osób, które niby nie chcą usłyszeć o sobie nic pozytywnego i chętnie mówią o swojej „nędzy”.

 

Wezwanie do bezinteresowności

Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę.12 Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych.13 A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.14 (Łk 14,12-14)

1. Nie zamykać się w kręgu bliskich i znajomych. Jezus poucza tego, który Go zaprosił na posiłek, że ma się zainteresować ludźmi biednymi. Nie powinien urządzać przyjęć jedynie dla swoich przyjaciół, braci, krewnych, zamożnych sąsiadów i znajomych z nadzieją, że mu się odwdzięczą w podobny sposób i też go kiedyś zaproszą do siebie. Powinien pomyśleć o ludziach nieszczęśliwych – a więc o ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych – i też coś dla nich zrobić. W słowach Jezusa znajduje się pouczenie dla każdego z nas – takie, że w czynieniu dobra nie powinniśmy się ograniczać tylko do osób najbliższych. Powinniśmy naśladować Trójcę Świętą, która istniała od zawsze w pełni szczęścia. Jednak ta Boska Rodzina nie zadowoliła się tym, że sama przeżywa szczęście. Dlatego powołała do istnienia niezliczoną ilość bytów, aby podzielić się z nimi radością swojego istnienia. Takim istotom rozumnym jak człowiek, chce dać jeszcze coś więcej. Zaprasza każdego z nas do wiecznego udziału w swoim szczęściu. Można obrazowo powiedzieć, że zaprasza nas na wieczną „ucztę”, którą jest Jej pełnia radości. Będą w niej mieli udział ci, którzy na ziemi włączają nieszczęśliwych w swoją radość, którzy się nią dzielą z innymi.

 

2. Mała ziemska zapłata lub wielka przy zmartwychwstaniu. Jeśli ktoś czyni dobro jedynie tym, którzy mogą się odwdzięczyć w podobny sposób, to otrzyma tylko małą zapłatę za wyświadczone im dobro, np. zostanie zaproszony na obiad lub wieczerzę do tych, których sam zaprosił na posiłek (por. Łk 14,11). Jeśli  jednak wyświadczamy dobro tym, którzy nie mają się czym nam odwdzięczyć, to od nich odpłaty wprawdzie nie otrzymamy, lecz udzieli nam jej sam Bóg według swojej nieskończonej hojności. Będzie nią po śmierci niepojęte szczęście nieba dla sprawiedliwej duszy, a w dniu zmartwychwstania – dołączenie się do niej ciała, aby wraz z nim – jak zmartwychwstały Jezus i wniebowzięta Maryja – przebywać z duszą i ciałem w wiecznej radości i chwale wspólnoty zbawionych. (Więcej o zmartwychwstaniu tutaj)

 

3. Nie tylko jedzeniem można się dzielić. To, co Jezus mówi o zapraszaniu na urządzane uczty, można odnieść do różnych innych naszych działań: wszystkie powinny być jak najbardziej bezinteresowne, pozbawione pragnienia otrzymania ludzkiej zapłaty. Takie bowiem czyny najbardziej wynagrodzi nam Bóg w wieczności, bo one najbardziej umacniają naszą miłość i najbardziej upodabniają nas do bezinteresownego Boga. Każdy z nas posiada coś, czym może się podzielić z innymi. Warto pomyśleć, co to jest. Z pewnością w każdej chwili możemy wspierać innych swoimi modlitwami, a często także – naszym poszczeniem.

 

Przypowieść o uczcie

Słysząc to, jeden ze współbiesiadników rzekł do Niego: Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym.15 Jezus ma odpowiedział: Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu.16 Kiedy nadszedł czas uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe.17 Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. Pierwszy kazał mu powiedzieć: Kupiłem pole, muszę wyjść, aby je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego!18 Drugi rzekł: Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego!19 Jeszcze inny rzekł: Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść.20 Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał słudze: Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych!21 Sługa oznajmił: Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce.22 Na to pan rzekł do sługi: Wyjdź na drogi i między opłotki i zmuszaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony.23 Albowiem powiadam wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty.24 (Łk 14,15-23)

1. Nie pozostał bez odpowiedzi. Św. Łukasz najpierw przekazuje nam pouczenie Jezusa o pokorze, którą powinniśmy zawsze ujawniać – także wtedy, gdy uczestniczymy w ziemskich ucztach (Łk 14,7-11). Potem mówi o Jezusowej radzie, by urządzać posiłki nie tylko dla bliskich i znajomych, lecz także dla biednych, którzy nie potrafią się nam odwdzięczyć (Łk 14,12-14). Wreszcie słyszymy trzecie pouczenie Jezusa, w którym także jest mowa o uczcie. Tym razem nie chodzi o ucztę przygotowaną przez ludzi, lecz przez samego Boga: o ucztę królestwa Bożego. Przypowieść tę Jezus opowiedział w odpowiedzi na słowa któregoś z zaproszonych, który powiedział: „Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym” (Łk 14,15). Jezus nie zbył milczeniem słów człowieka, który zainteresował się królestwem Bożym. Jemu i wszystkim innym zebranym osobom opowiedział przypowieść o zaproszeniu przez Boga na swoją ucztę i o tym, jak to zaproszenie zostało potraktowane. Zbawiciel wykorzystał fakt, że ktoś z zebranych na posiłku ludzi zainteresował się poważnym tematem: królestwem Bożym. Nie zmarnował okazji, by pouczyć wszystkich obecnych o potrzebie przyjmowania Bożego zaproszenia. Swoim przykładem Chrystus poucza nas, że i my powinniśmy wykorzystać każdą okazję, by ewangelizować. Nie wolno zbywać różnymi płytkim rozmowami tych, którzy przynajmniej trochę są otwarci na sprawy dotyczące Boga, zbawienia, dobrego życia. Byłoby to marnowaniem przez nas okazji do głoszenia Dobrej Nowiny. Gdy mamy się spotkać z ludźmi, dobrze jest pomodlić się do Ducha Świętego, aby pokierował wszystkimi rozmowami i aby ustrzegł nas od marnowania okazji do ewangelizowania.

 

2. Można wejść lub nie wejść na Bożą ucztę. Opowiadając przypowieść o zaproszonych na ucztę królestwa Bożego, Jezus poucza, że można się sprzeciwić Bożemu  zaproszeniu i nie przyjąć go. Może więc się zdarzyć taka sytuacja, że ktoś marzy o wspaniałości królestwa Bożego, ale do niego nie wchodzi. Mogą być ludzie, którzy niby tęsknią za tym królestwem i mówią:„Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym.” (Łk 14,15), jednak sami do niego nie wchodzą, bo odrzucają Tego, który je buduje: Jezusa. Odpowiadają na Boże zaproszenie i wchodzą na ucztę ci, którzy „karmią” się słowem Ewangelii Chrystusowej, którzy codziennie się nią odżywiają, czyli według niej żyją.

 

3. Przyjmujący i odrzucający zaproszenie na ucztę w królestwie Bożym. Zaproszeniem na ucztę królestwa Bożego jest Ewangelia Jezusa Chrystusa i wszystkie łaski, które wysłużył przez swoją śmierć na krzyżu. Pozytywnie odpowiadają na Boże zaproszenie ci, którzy te łaski przyjmują i układają swoje życie według Bożych przykazań i wszystkich innych wskazań zawartych w nauczaniu Chrystusa. Odrzucają natomiast zaproszenie na ucztę Bożą ludzie gardzący krzyżem Jezusa, czyli zbawczymi łaskami, które przez swoją śmierć na nim dla nas wysłużył. Wzgardzenie tymi łaskami ujawnia się w świadomym i dobrowolnym odrzuceniu Bożych przykazań, Ewangelii Jezusa, Jego samego i środków, przez które zbawcze łaski są nam udzielane – takich jak sakramenty i inna pomoc Kościoła.

 

4. Prawdziwe powody odrzucania Boga i Jego zaproszenia. Zaproszeni lekceważąco odnieśli się do zapraszającego na ucztę, jednak swoje lekceważenie próbowali zatuszować i przed nim, i przed sługą, który to zaproszenie im przekazywał, i przed sobą. Kiedy usłyszeli słowa: „Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe” (Łk 14,17),  żaden z nich nie miał odwagi powiedzieć zgodnie z prawdą: „Nie mam ochoty przyjść”, „Nie chce mi się”, „Nie interesuje mnie twoje przyjęcie”, „Mam coś bardziej interesującego od przychodzenia do ciebie”. Nikt nie powiedział czegoś takiego. Swój brak zainteresowania przychylnością zapraszającego i jego darem ukryli pod pozorami bardzo ważnych spraw i zajęć takich jak zakupy i wesele. I tak: „Pierwszy kazał mu powiedzieć: Kupiłem pole, muszę wyjść, aby je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego! Drugi rzekł: Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego! Jeszcze inny rzekł: Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść” (Łk 14,18-20). Ludzie ci mają w każdych czasach wielu naśladowców, którzy niechęć do modlitwy, do czytania Pisma Świętego i rozważania go, do uczestniczenia w Mszy świętej, do przyjmowania sakramentów i do innych spotkań z Bogiem ukrywają pod pozornym „brakiem czasu”. Nie mówią, że Bóg i Jego sprawy ich nie interesują. Nie mówią Bogu wprost, że jest im obojętny, bo ich miłość do Niego jest mała lub jej nie ma wcale. Nie mówią prawdy o swojej obojętności lub letniości nawet przed sobą i ukrywają ją pod pozornie usprawiedliwiającym wszystko: „Nie mam czasu”.

 

5. „Brak czasu” na to, co jest naprawdę dobre. Odrzucają Boga i zaproszenie na ucztę w królestwie Bożym ludzie, których całe życie jest wypełnione wyłącznie „kupowaniem pól, wołów i poślubianiem żon”. Nic innego ich nie interesuje, na nic innego, jak mówią, „nie mają czasu”, zwłaszcza na kontakt z Bogiem i na to wszystko, co by ich rozwinęło duchowo. „Nie mają też czasu” na okazywanie ofiarnej miłości i miłosierdzia, przez co odrzucają zaproszenie na ucztę Bożą. Warto pomyśleć, co lub kto jest dla mnie tym „kupowanym polem i wołami” lub „poślubianą żoną” – tym, co szczelnie wypełnia całe moje życie.

 

6. Lekceważenie zapraszającego Boga. Zaproszeni nie przyszli na ucztę, bo nic ich nie łączyło z zapraszającym: ani przyjaźń, ani zainteresowania, ani wspólne interesy. Nic. Nawet zwykłego szacunku do niego nie mieli, dlatego nie przyszli. Tej prawdziwej przyczyny odmowy jednak nie ujawnili. Zakryli ją różnymi bezsensownymi usprawiedliwieniami. Lekceważyć Boga i łaski, które On nam pragnie dać, oznacza brak jakichkolwiek więzów z Nim. Odrzucają Boga i nie chcą się z Nim w żaden sposób spotykać Ci, którzy Go nie kochają, nie przyjaźnią się z Nim, a nawet nie mają podstawowego szacunku do Niego. Nie spotykają się z Nim, bo nie mają wspólnych zainteresowań. Jego bowiem interesuje szczęście wszystkich ludzi, natomiast ich, egoistów – wyłącznie uszczęśliwianie siebie. Nie idą do Boga, bo wiedzą, że z Nim i przy Nim nie będą mogli realizować swoich interesownych i nieuczciwych ziemskich planów. Tak więc to nie „brak czasu” powoduje wykluczenie Boga ze swojego życia. Przyczyna odrzucenia Go i Jego zaprosin jest zawsze o wiele głębsza.

 

7. Życie, do którego Bóg nie pasuje. Są ludzie, którzy tak urządzają swoje życie, że Bóg im do niego nie pasuje. Wszystko, co im daje, traktują jako wrogą ingerencję, jako przeszkadzanie w swobodnym układaniu sobie swoich spraw. Tak się zachowywali zaproszeni na ucztę z przypowieści Jezusa, którzy zlekceważyli otrzymane zaproszenie, i tak się zachowuje wielu z nas. Dary Boże są traktowane wyłącznie jako ciężar i niewygoda. Ci natomiast, którzy Go prawdziwie kochają, nie wyobrażają sobie, jak można bez Niego żyć.

 

8. Zapraszanie za pośrednictwem sługi. „Kiedy nadszedł czas uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe” (Łk 14,17). Zapraszającym jest Ojciec niebieski, sługa natomiast oznacza wszystkich ludzi, przez których przez wieki zapraszał On do Siebie. Tych ludzi przekazujących zaproszenie Boga na Jego wielką ucztę nazywa się prorokami. Do tych wielkich głosicieli Boskiego zaproszenia zaliczali się między innymi prorocy Starego Testamentu. Jednak głównym Zapraszającym na ucztę królestwa Bożego i równocześnie jej Twórcą był i nadal jest Jezus Chrystus, zapowiedziany w Starym Testamencie, szczególnie przez proroka Izajasza,  jako cierpiący Sługa Jahwe (Iz 42, 1-7; 49, 1-6; 50, 4-9; 52,13 - 53,12).  Również w dzisiejszych czasach istnieje wielu przekazicieli woli Boga i Jego zaproszenia. Są nimi między innymi biskupi, kapłani i ci wszyscy wierzący w Niego, którzy nie wstydzą się powtarzać światu Jego zaproszenie na ucztę w Jego królestwie. Do sług i służebnic przekazujących zaproszenie Ojca do Siebie zaliczają się także te osoby, które otrzymały szczególny dar, nazywany niezbyt słusznie „objawieniami prywatnymi”. Ja również mam być nie tylko tym, który odpowiada pozytywnie na Boże zaproszenie, ale także sługą Boga, który wraz z Jezusem ujawnia innym ludziom wspaniałe zaproszenie do nieba.

 

9. Sługa, który nie pomija nikogo. Oprócz wierzących w Boga i pełniących Jego wolę ludzi istnieje jeszcze jeden szczególny „sługa”, który powtarza całej ludzkości Boskie zaproszenie na wieczną ucztę. Jest nim mądrość i piękno ukazujące się nam w stworzonym świecie. Każdy człowiek podziwiający przepiękne krajobrazy, mądrość instynktów zwierzęcych i inne zachwycające cuda przyrody powinien usłyszeć przemawiające do niego zaproszenie do wiecznego rozkoszowania się w niebie Trójosobowym Bogiem – Pięknem nieskończonym, Mądrością nieskończoną i  Miłością bez granic. To wezwanie może usłyszeć każdy człowiek, nawet jeśli nie spotkał się z innymi sługami Boga, który posłał ich w celu zapraszania na Jego wieczną wielką ucztę. (Więcej o wiecznym szczęściu nieba tutaj)

 

10. Wolność w przyjmowaniu lub odrzucaniu Bożego zaproszenia. Każde zaproszenie na ucztę w królestwie Bożym może być dobrowolnie przyjęte lub odrzucone: i to, które jest kierowane do nas za pośrednictwem ludzi, jak i to, które Bóg kieruje do nas  za pośrednictwem piękna i mądrości stworzonego przez Niego świata. Kiedy Jezus, za swojego życia na ziemi, usiłował dotrzeć do ludzi ze swoim zaproszeniem, był przyjmowany przez jednych, a przez innych – odrzucany. Coś podobnego działo się przez wieki, kiedy zapraszał za pośrednictwem swoich uczniów, czyli Kościoła. Także patrząc na świat, jedni podziwiają jego wspaniałość, uwielbiają Boga i chcą się z Nim spotkać w niebie. Inni – nie. Zachwyca ich świat, ale Boga mówiącego przez swoje stworzenie nie słyszą lub raczej słyszeć nie chcą. Są nawet tacy, którzy wmawiają sobie, że to nie dzięki Bogu lecz dzięki samej naturze wszystko się mądrze i pięknie uformowało. Znając swoją słabość w dawaniu Bogu właściwej odpowiedzi na Jego zaproszenie na ucztę niebieską, powinniśmy Go prosić o umocnienie naszej słabej woli przez Jego łaskę. Jeśli ktoś Stwórcę o to usilnie prosi, to wie On, że taki człowiek, pomimo swojej słabości i chwiejności, chce Mu dobrze odpowiedzieć na zaproszenie na ucztę wieczną. I pomoże mu tak żyć, aby – pomimo swojej słabości – wejść po śmierci do domu swojego Ojca niebieskiego, w którym odbywa się wieczna radosna uczta.

 

11. Ubodzy, ułomni, niewidomi i chromi. Za czasów Jezusa ludźmi najbardziej uparcie i złośliwie odrzucającymi Boże zaproszenie na ucztę w królestwie Bożym byli zarozumiali faryzeusze, uczeni w Piśmie, znawcy Prawa i kapłani. Odrzucali Bożą łaskę, chociaż posiadali dobre wykształcenie. W zestawieniu z nimi – ludźmi bogatymi i wykształconymi –  ci, którzy przyjęli Jezusa i Jego zaproszenie na ucztę, byli jak ubodzy, ułomni, niewidomi i chromi (por. Łk 14,22-23). Dla nich czymś cennym było nauczanie Jezusa i On sam, dlatego przyjęli Jego zaproszenie do nawrócenia, które jest konieczne, aby uczestniczyć w wiecznej Bożej uczcie.

 

12. Poganie zaproszeni na ucztę Bożą. Na ucztę w królestwie Bożym, o której mówi Jezus w swojej przypowieści, zostali zaproszeni nie tylko Żydzi, lecz również poganie. Ich mogą oznaczać owi ubodzy, ułomni, niewidomi i chromi (por. Łk 14,22-23). Poganie w porównaniu z narodem wybranym byli ubodzy i niewidzący, bo nie mieli tego objawienia, które otrzymali Żydzi. Byli jak ułomni i chromi, bo nie znali objawionych przez Boga Żydom Jego przykazań. Jednak nie zostali przez Boga zapomniani. Dlatego także do nich zostało skierowane powszechne zaproszenie na ucztę w królestwie Bożym. Ponieważ wielu z nich, w ciągu wieków, odpowiedziało na nie pozytywnie, dlatego chrześcijaństwo rozszerzyło się na cały świat.

 

13. Gniew zapraszającego pana. Sługa z przypowieści Jezusa oznajmił swemu panu, że wszyscy zaproszeni na ucztę omówili przyjścia na nią. To rozgniewało pana, który jednak nie odwołał swojej uczty z powodu lekceważącego potraktowania go przez zaproszonych. Rozgniewała go głupota tych, którzy sami siebie skrzywdzili, odrzucając jego zaproszenie. Był jednak dobry i miłosierny i dlatego pomimo swojego rozgniewania nadal chciał uszczęśliwiać innych. Nakazał więc swemu słudze zapraszać na ucztę ludzi błąkających się po ulicach i zaułkach miasta. „Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych!” (Łk 14,21). Pan z przypowieści Jezusa oznacza dobrego i miłosiernego Boga, którego pomimo ciągłego lekceważenia, znieważania i obrażania Go, nadal cierpliwie zaprasza na ucztę w swoim królestwie.

 

14. Bóg chce zbawić wszystkich ludzi. Ponieważ ci, do których najpierw zaproszenie na ucztę było skierowane, odmówili przyjścia na nią, dlatego pan posyła swoje sługi do ludzi, uchodzących często za margines społeczny. Wysyła ich do tułających się po ulicach miast, przebywających w różnych jego zaułkach. Potem nakazuje sługom udać się także poza miasto, na drogi, między opłotki, aby również do tych, którzy tam się znajdują, dotarło jego życzliwe zaproszenie (por. Łk 14,21-23). Organizujący wielką ucztę pan, który wszystkich potraktował równo, przedstawia Boga. Ojciec niebieski, który kocha wszystkich ludzi jak swoje dzieci, chciałby ich wszystkich mieć na zawsze w swoim domu w niebie, na wielkiej wiecznej uczcie.

 

15. Duchowe wejście na wielką Bożą ucztę. Bóg, przedstawiony w przypowieści Jezusa jako pan przygotowujący wielką ucztę, chce zbawić wszystkich ludzi. Pragnie tego, bo jest samą Miłością. Niestrudzenie zaprasza i wzywa do swojego królestwa. Przypowieść Jezusa mówi o zapraszaniu ludzi, którzy przebywali w różnych miejscach: w swoich domach, w domach tych, u których coś kupowali, na ulicach i w zaułkach miejskich albo poza miastem, na wiejskich drogach i przejściach między płotami. Wszyscy ci zaproszeni – bez względu na to, gdzie przebywali – musieli zrobić jedno, aby wejść na wielką ucztę: wyjść ze swojego mieszkania, z różnych zaułków, ulic, dróg, opłotków. To wyjście oznacza dla nas –  również zaproszonych do udziału w niebieskiej uczcie – coś duchowego: porzucenie swojego egoizmu, wyjście z niego. Aby to uczynić, nie jest konieczne opuszczenie swojego miejsca przebywania, lecz głębokie przemienienie swojego patrzenia na Boga i na ludzi. Konieczne jest wyjście z postawy zapatrzenia w siebie i kręcenia się wyłącznie wokół swojego „ja” i swoich spraw. Bez tego „wyjścia” nie można wejść na ucztę Bożą, która  oznacza w miłowanie w taki sposób, jak kocha Bóg. Ci, którzy opuszczają domy i zaułki swojego egoizmu, którzy schodzą z różnych  nieraz bardzo krętych ulic i dróg swojego grzesznego życia znajdują szczęście ucztowania w Bożym królestwie. Jest nim nie tylko radość z tego, że Bóg i wszystkie dobre jak On istoty nas kochają, ale i z tego, że my sami szczerze innych kochamy.

 

16. Zaproszenie skierowane do grzeszników. Najlepszym wyjaśnieniem tego, co oznacza zaproszenie na ucztę w królestwie Bożym ludzi z zaułków, chodzących po ulicach, drogach i dróżkach między opłotkami (por. Łk 14,21-23), są słowa samego Jezusa Chrystusa, który powiedział, że przyszedł powoływać grzeszników. Któregoś dnia, gdy „siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? On, usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9,10-13). Jezus powołuje na ucztę w królestwie Bożym grzeszników, do których i my się zaliczamy. Aby sobie i innym pomóc w daniu dobrej odpowiedzi na wspaniałomyślne zaproszenie Boże, powinniśmy tak jak Maryja – wzięta do nieba z ciałem i duszą – wszystkich wspierać swoją modlitwą i podtrzymywaniem na duchu.

 

17. Jeszcze jest miejsce. Posłuszni swojemu panu słudzy, zgodnie z jego wolą, poszli na ulice i zaułki miasta, aby przebywających tam ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych wprowadzić na wielką ucztę. Okazało się, że ciągle są wolne miejsca. Dlatego powiedzieli panu, który ich posłał: „Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce” (Łk 14, 22). Przygotowana przez wszechmogącego i miłosiernego Boga uczta w Jego królestwie jest tak wielka, że mogą w niej wziąć udział wszyscy bez wyjątku ludzie. Muszą jednak – przez swoje nawrócenie – wyrazić chęć uczestniczenia w niej. Innej formy przyjęcia Bożego zaproszenia nie ma. Boże wezwanie do zbawienia jest skierowane nawet do najgorszych ludzi. Wejście na ucztę w królestwie Bożym nie jest jeszcze dla nich zamknięte. Jezus je otwarł przez swoją śmierć na krzyżu przed każdym człowiekiem. Dlatego każdy, kto odpowie na Boże zaproszenie przez swoje nawrócenie, osiągnie zbawienie. Początkiem tego nawrócenia zawsze jest szczery żal za swoje grzechy i głębokie pragnienie poprawy. Jeśli ktoś nie chce się nawrócić, to znaczy, że nie chce uczestniczyć w przygotowanej również dla niego wielkiej uczcie niebieskiej.

 

18. Różne sposoby działania posłanego sługi. Przypowieść Jezusa mówi o potrójnym wysyłaniu sługi. Najpierw poszedł on do tych, którzy już wcześniej wiedzieli, że są zaproszeni na ucztę. Poszedł do nich, gdy wszystko już było gotowe, aby ich poinformować, że mają przyjść. Im tylko przypomniał wcześniejsze zaproszenie i powiedział, że nadszedł już czas uczestniczenia w uczcie. Ci jednak odmówili przyjścia (por. Łk 14,16-17). Drugi raz sługa został posłany do biedaków, nędzarzy, ułomnych, niewidomych, chromych, którzy przebywali na ulicach w różnych zaułkach miasta. Tych słabych i okaleczonych ludzi sługa miał nie tylko zaprosić, lecz wprowadzić na ucztę w domu pana (por. Łk 14,21). Musiał ich wprowadzać z powodu ich chorób i osłabienia spowodowanego ubóstwem. Po raz trzeci został posłany już poza miasto, na drogi i między opłotki. Tych, których tam spotkał miał „zmuszać do wejścia”, aby dom pana był zapełniony (Łk 14,23). To zmuszanie nie miało polegać na stosowaniu przemocy fizycznej, lecz na mocnym argumentowaniu, przekonywaniu, bo ludzie ci byli kompletnie zaskoczeni zaproszeniem. Mogli nawet nie dowierzać posłanemu słudze, gdyż byli ludźmi, którzy nie tylko nie należeli do elit społecznych, lecz nawet znajdowali się jakby na marginesie społeczeństwa, na różnych dróżkach, między opłotkami. Ta ostatnia grupa przypomina zagubioną i poranioną owcę z przypowieści Jezusa, którą pasterz musiał wnieść na swoich ramionach do domu (por. Łk 15,4-7). Różne sposoby działania sługi, który przedstawia Jezusa, pokazują, jak potrafi się On dostosować do indywidualnej sytuacji każdego człowieka i jak mu towarzyszy, aby mu pomóc osiągnąć zbawienie.

 

19. Jedni będą ucztować w królestwie Bożym, a inni – nie. Wiadomo z Pisma Świętego, że przed przyjściem Chrystusa Bóg posyłał proroków do narodu wybranego. Wszystko to skończyło się po śmierci obiecanego Mesjasza i Zbawiciela każdego bez wyjątku człowieka – Jezusa z Nazaretu. Nie pojawił się w tym narodzie już żaden inny prorok. Gdyby Bóg jeszcze jakiegoś posłał, to musiałby on przypomnieć o Jezusowym zaproszeniu na ucztę w królestwie Bożym. To wezwanie – skierowane do każdego narodu na ziemi i do każdego z osobna jej mieszkańca – powtarza przez wieki Kościół. I tak jak przeszłości to Boże zaproszenie jest dzisiaj przyjmowane lub odrzucane. Każdy, kto je przyjmie – przez wiarę i nawrócenie – osiągnie wieczne szczęście, gdyż „będzie ucztował w królestwie Bożym” (Łk 14,15). Jeśli jednak ktoś uprze się i zaproszenia Bożego nie przyjmie, to spełnią się na nim słowa, będące surowym ostrzeżeniem danym przez Jezusa: „Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty” (Łk 14,24).

 

20. „Zmuszanie” do wejścia. Kiedy się okazało, że pomimo przybycia na ucztę wielu ciągle były jeszcze wolne miejsca, pan nakazał przez pewną formę „przymusu” sprowadzić do swojego domu tych, którzy przebywali na różnych drogach i między opłotkami. Dał polecenie słudze: „Wyjdź na drogi i między opłotki i zmuszaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony” (Łk 14,23). W odniesieniu do zapraszania na ucztę w królestwie Bożym to „zmuszanie” może oznaczać nie tylko jakąś wyjątkową zachętę i silną argumentację, ale także stosowanie pewnego środka, którego Bóg nie lubi, lecz stosuje, gdy słowne pouczenia i zachęty do nawrócenia są zupełnie lekceważone. Kiedy z winy człowieka wszystkie łagodne sposoby działania zawodzą, wtedy Bóg często dla zbawienia go posługuje się innymi środkami – takimi, które wywołują cierpienie. Dopuszcza różne plagi, choroby, klęski, nieszczęścia, wojny, kataklizmy, epidemie, jakieś bolesne rodzaje śmierci itp. Chociaż kochający Bóg nie lubi tych środków, to jednak je stosuje. Czyni to, ponieważ wie, że gdyby tego nie zrobił, skazałby bardzo wielu na cierpienia piekielne, o wiele okrutniejsze i w dodatku – wieczne. Postępuje jak dobry ojciec lub matka, którzy – dla ocalenia życia swojego dziecka – godzą się na poddanie go bolesnej operacji.

 

21. Pilność zaproszenia. Kiedy wszyscy zaproszeni na ucztę odmówili uczestniczenia w niej, gospodarz wysłał sługę, przynaglając go, by jak najszybciej spełnił jego polecenie. Nakazał mu: „Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych!” (Łk 14,21) W przynagleniu pana uczty zawiera się ważne pouczenie dla każdego wierzącego człowieka, takie, że sam powinien nie tylko jak najszybciej odpowiedzieć na zaproszenie go na ucztę w królestwie Bożym, lecz także bez żadnego ociągania się przekazywać je innym, czyli wzywać do wiary w Jezusa Chrystusa, Króla i Zbawiciela, i do takiego przemieniania swojego życia, aby egoizm został z niego usunięty i zastąpiony miłością. Sprawa zbawienia jest pilna. Dlatego nie należy zwlekać w docieraniu do ludzi chodzącym po różnych drogach i dróżkach, między opłotkami grzechu i błędu, aby ich zaprosić na jedyną „wąską drogę”, która prowadzi do domu Ojca. Tą drogą zaczną podążać ci, którzy pozwolą się prowadzić Jezusowi i zaczną Go naśladować. Z Nim na pewno dojdą tam, gdzie trwa wieczna uczta Boża. Zaproszenie na ucztę jest pilne, dlatego nie należy odkładać wejścia na „wąską” drogę miłości na potem. Można bowiem nie zdążyć i skazać siebie albo na wieczne potępienie, albo na bardzo bolesne oczyszczanie się w czyśćcu. (Więcej o piekle tutaj, a o czyśćcu tutaj)

 

22. Wielkie pragnienie uszczęśliwiania. Przypowieść Jezusa o zaproszeniu na ucztę pokazuje ogromne pragnienie uszczęśliwiania ludzi przez Boga. On bardziej pragnie naszego prawdziwego szczęścia niż my sami. Gdyby nie życzliwość i cierpliwość gospodarza z przypowieści Jezusa oraz jego gorliwego sługi, nikt by na jego ucztę nie przyszedł. Oznacza to, że nikt nie byłby zbawiony. Każdy człowiek może osiągnąć zbawienie tylko dzięki Jezusowi, który – jak mówi św. Paweł – przez wcielenie uniżył samego siebie, przyjąwszy postać sługi i umarł za nas na krzyżu. „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca.” (Flp 2,6-11)

 

Wymagania stawiane uczniom Chrystusa

A szły z Nim wielkie tłumy. On odwrócił się i rzekł do nich:25 Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.26 Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.27 Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie?28 Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego:29 Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć.30 Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu?31 Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.32 Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.33 Dobra jest sól; lecz jeśli nawet sól smak swój utraci, to czymże ją zaprawić?34 Nie nadaje się ani do ziemi, ani do nawozu; precz się ją wyrzuca. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!35 (Łk 14,25-35)

1. Tłumy idące za Jezusem. „A szły z Nim wielkie tłumy. On odwrócił się i rzekł do nich...” (Łk 14,25). Te tłumy, podążające z Jezusem i za Nim, przedstawiają ogromne rzesze tych, którzy przez wielki istnienia chrześcijaństwa stali się Jego uczniami. W tych tłumach kroczących przez historię znalazły się osoby, które wybrały Chrystusa przez świadome nawrócenie, bo zetknęły się z Jego nauką. Potem coraz więcej było w tym gronie takich, którzy stali się chrześcijanami we wczesnym dzieciństwie, przez chrzest, krótko po swoim urodzeniu. W rzeszy idącej za Jezusem przez wieki znaleźli się ludzie różnych stanów i zawodów, biedni i bogaci, wykształceni lub tacy, którzy nie skończyli nawet jednej klasy. W wielkim tłumie podążającym za Jezusem byli małżonkowie, rodzice, osoby samotne, pustelnicy, zakonnicy, zakonnice, diakoni, kapłani, biskupi, papieże. To do tych wszystkich ludzi – a więc i do nas – Jezus ciągle się odwraca, aby powiedzieć coś najważniejszego. Wszystkim bez wyjątku przypomina to samo – to mianowicie, że Jego uczeń powinien Go kochać prawdziwie, z całego serca, bez udawania. Ma Go kochać bardziej niż najbliższe sobie osoby, a nawet bardziej niż siebie samego.

 

2. Jeśli ktoś nie ma w nienawiści... „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”. (Łk 14,26) Jezus powiedział te słowa, bo dobrze znał przyszłość tworzonego przez siebie Kościoła. Wiedział, że w wielu wypadkach nawet osoby najbliższe nie będą pomagały Jego uczniom kochać Go tak, jak tego zasługuje jako Syn Boży, a więc ze wszystkich sił, z całego serca, całkowicie, w pełni. Wielokrotnie będzie tak, że nawet matka, ojciec lub inne bliskie osoby będą – świadomie lub nieświadomie – utrudniały całkowite oddanie się Mu i pójście tymi dobrymi drogami, które On każdemu w życiu wyznacza. Pojawią się takie sytuacje, że najbliższa osoba nie będzie w pełni rozumieć spraw Bożych i dlatego będzie mówić jakiemuś Jego uczniowi: „To już mnie nie kochasz?” I wtedy trzeba będzie się przeciwstawić i przyjąć postawę, która będzie uchodzić za brak miłości do kogoś lub nawet znienawidzenie. Na takie „znienawidzenie” lub „niekochanie” kogoś trzeba będzie się jednak zgodzić, gdyż nie ma ono nic wspólnego z brakiem miłości. Sprzeciwianie się komuś w imię  Chrystusa, postępowanie wbrew czyjeś woli dlatego, że nie jest ona zgodna z Jego wolą, jest prawdziwą miłością, chociaż może komuś sprawia to ból. Jest miłością podobną do miłości matki lub ojca, który nieraz nie spełni kaprysów, żądań i zachcianek dziecka, bo są dla niego i dla innych bardzo szkodliwe. Sam Jezus, chociaż kochał swoją Matkę, Maryję, to jednak opuścił dom, rozstał się z Nią, aby oddać się przez ostatnie lata swojego życia wyłącznie pracy apostolskiej. Uczynił to, chociaż sprawił ból Matce, która z pewnością chciałaby Go mieć blisko siebie.

 

3. Mieć w nienawiści siebie samego. Jezus nakazuje swoim uczniom kochać Go nie tylko bardziej niż najbliższe osoby, ale także ponad samego siebie. Ten nakaz zawiera się w Jego słowach: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem” (Łk 14,26). Słowa Jezusa trzeba dobrze rozumieć. Otóż nienawiść jest przeciwieństwem miłości. Takiej nienawiści Chrystus nie tylko nie nakazuje, lecz wręcz zakazuje. Nie może tak być, że przykazanie miłości Boga, bliźniego i siebie samego obowiązuje na równi z nakazem żywienia nienawiści do wszystkich, których mamy kochać. Byłoby to absurdem, a Bóg, który jest prawdą i światłością, nigdy nie wydaje nakazów, zaprzeczających jedne drugim. Jeśli więc w przykazaniu miłowania bliźniego jak siebie samego nakazał miłować siebie prawdziwą miłością, to w takim samym stopniu zakazuje nam nienawidzić siebie prawdziwą nienawiścią. „Nienawiść” do samego siebie – o której Jezus mówi, że jest konieczna, aby być Jego uczniem – nie jest przeciwieństwem dobrej miłości do siebie, lecz egoizmu, który jest tylko pozornym miłowaniem siebie. Jezus mówi o „nienawiści”, którą tylko egoizm uważa za swojego śmiertelnego wroga, pragnącego go niszczyć i przez to wywoływać ból. Jezus nie mówi o takiej nienawiści, która niszczyłaby miłość do siebie samego i swoje prawdziwe dobro, lecz o czymś takim, co jest znienawidzeniem w sobie zła. Mamy stać się pełnymi nienawiści wrogami jedynie dla pielęgnowanego w sobie grzechu, bo taka „nienawiść” jest w rzeczywistości prawdziwym miłowaniem siebie.

 

4. Podążanie za Jezusem bez niesienia Jego krzyża. „Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk 15,27). Jezus powiedział te słowa po to, by ostrzec wszystkich, którzy niby należą do grona Jego wyznawców, jednak nie chcą się w pełni zaangażować w ofiarną służbę Bogu i ludziom. Takim uczniem, który szedł za Jezusem, lecz nie chciał nieść krzyża związanego z bezinteresownym i ofiarnym apostolstwem, był Judasz. W pewnym momencie nie wytrzymał swojego czysto zewnętrznego podążania za Nim i zdradził Go za trzydzieści srebrników. Ułatwił przez to Jego przeciwnikom pojmanie Go w nocy, daleko od tłumu, tak jak tego chcieli. Przyczynił się więc do śmierci Jezusa, a sam popełnił samobójstwo. Tak zakończyło się Jego pozorne, czysto zewnętrzne podążanie za Jezusem. Zostało ono przedstawione na kartach Pisma Świętego, aby było przestrogą dla tych wszystkich, którzy nie chcą nieść krzyża związanego z miłością do Boga i do bliźnich, a są w gronie Jego uczniów jedynie po to, by czerpać doczesne korzyści i służyć sobie.

 

5. Poważne życiowe decyzje. Wszystkim swoim uczniom – a zwłaszcza tym, którzy podejmują bardzo ważne decyzje dotyczące sposobu życia – Jezus daje za przykład człowieka, który chce zbudować wieżę, i króla, który pragnie stoczyć zwycięską bitwę. Jeden i drugi zastanawia się, czy posiada wystarczające środki, by doprowadzić do pomyślnego końca zamierzone dzieło (por. Łk 14,26-32). Coś podobnego powinni zrobić zwłaszcza ci chrześcijanie, którzy postanawiają przez sakrament małżeństwa założyć rodzinę lub przez sakrament święceń rozpocząć posługę kapłańską albo też przez śluby zakonne żyć jako zakonnicy lub zakonnice. Chociaż te drogi wydają się być różne, to jednak przed ich rozpoczęciem wymagają tego samego: poważnego zastanowienia się nad tym, czy na obranej drodze życia chcemy kochać Chrystusa ponad wszystko i czy chcemy z Nim przejść przez całe swoje życie. Tylko wspólna wędrówka z Nim i miłość do Niego zapewnia dobre zrealizowanie zamierzonego zadania.

 

6. Przeszkoda egoizmu i egoistycznych planów. Jezus poucza nie tylko współczesnych sobie ludzi, ale wszystkich, którzy do końca świata będą się określać jako Jego uczniowie, że ten zaszczytny tytuł musi pobudzać do zdecydowanego i pełnego miłowania Go. Ta miłość na ziemi często łączy się z różnymi ofiarami i wyrzeczeniami, które  trzeba przyjąć dobrowolnie. Często trzeba z czegoś rezygnować, jak to Zbawiciel przypomniał słowami: „Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem” (Łk 14,33). Tym „wszystkim”, którego trzeba się wyrzec, jest przede wszystkim egoizm. On bowiem tłumi lub usuwa miłość i hamuje dobre działania. Bardzo przeszkadza w pełnym podążaniu za Chrystusem przywiązanie do swoich różnych zamiarów i planów życiowych. Z powodu tych przywiązań wielu chrześcijan nie ewangelizuje, nie okazuje miłości ubogim i nie wykonuje dzieł upragnionych przez Boga. Aby być uczniem Jezusa, nie trzeba wyrzekać się swojej narodowości i kultury. W podążaniu za Chrystusem nie przeszkadza kolor skóry, język, miejsce zamieszkania. Tym jedynym, co naprawdę przeszkadza, jest egoizm, zło, grzech, uwielbianie pieniądza, pragnienie sławy i władzy, egoistyczna wolność. Z tego zła trzeba zrezygnować. Gdy to zrobimy – lub raczej będziemy stale czynić – to zaczniemy coraz lepiej spełniać nie własne lecz Boże plany i pomożemy się zbawić wielu ludziom żyjącym na ziemi.

 

7. Sól bez smaku. „Dobra jest sól; lecz jeśli nawet sól smak swój utraci, to czymże ją zaprawić?” (Łk 14,34). Sól nie traci łatwo swojego słonego smaku. Jednak gdyby się tak stało, to nie dałoby się go już jej przywrócić. Bo i jak? Czym? Z podobną trudnością zetknąłby się ten, kto po bardzo gorliwym życiu chrześcijańskim, straciłby z własnej winy nie tylko swoją gorliwość, ale także i wiarę. Ktoś, kto nigdy nie wierzył, może się nawrócić, bo w pewnym momencie może zrozumieć swój błąd i przyjąć łaskę wiary. Jednak trudno doprowadzić do ponownej wiary kogoś, kto jako dorosły człowiek świadomie doszedł do niej, potem jednak – również świadomie – porzucił ją. Wprawdzie Bóg posiada moc nawrócenia każdego, jednak problem jest w tym, czy człowiek, który zupełnie świadomie porzucił wiarę, przyjmie kiedykolwiek ponownie łaskę, by stać się znowu solą świata, którą był w przeszłości. Jeden z dwunastu apostołów, Judasz, stał się jak sól bez smaku. Po swoim grzechu zdrady nie powrócił już do grona uczniów Jezusa, lecz się powiesił.

 

8. Słuchać głosu Dobrego Pasterza. Prawdziwy uczeń Jezusa powinien się odznaczać słuchaniem Go. „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!” (Łk 14,35). Niech słucha przede wszystkim Bożej mądrości. Tę prawdziwą mądrość powinien wyławiać z lawiny różnych słów, które do niego codziennie docierają. Dzięki Duchowi Świętemu powinien rozróżniać słowa zwodnicze od słów, które zostały wypowiedziane z Bożego natchnienia. Kiedy coś słyszę, muszę się zastanowić, czy słyszę pouczenie niosące prawdę lub puste słowa, za którymi kryje się sprytne kłamstwo lub pustka. Uczeń Jezusa musi rozpoznawać głos swojego Dobrego Pasterza i nie mylić go z głosami oszustów, najemników i fałszerzy prawdy. Tej umiejętności można się nauczyć od Maryi, która chciała wypełniać wolę Boga, dlatego – aby ją dobrze poznać – wsłuchiwała się w Jego pouczenia. (Więcej o Maryi tutaj)

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski


 



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań