Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 20


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24


Atakowanie Jezusa w świątyni

Pewnego dnia, kiedy nauczał lud w świątyni i głosił Dobrą Nowinę, podeszli arcykapłani i uczeni w Piśmie wraz ze starszymi1 i zapytali Go: Powiedz nam, jakim prawem to czynisz albo kto Ci dał tę władzę?2 Odpowiedział im: Ja też zadam wam pytanie. Powiedzcie Mi:3 Czy chrzest Janowy pochodził z nieba, czy też od ludzi?4 Oni zastanawiali się i mówili między sobą: Jeśli powiemy: z nieba, zarzuci nam: Dlaczego nie uwierzyliście mu?5 A jeśli powiemy: Od ludzi, cały lud nas ukamienuje, bo jest przekonany, że Jan był prorokiem.6 Odpowiedzieli więc, że nie wiedzą, skąd pochodził.7 Wtedy Jezus im rzekł: To i Ja wam nie powiem, jakim prawem to czynię.8 (Łk 20,1-8)

1. Niechęć zamiast głodu prawdy. Arcykapłani i uczeni w Piśmie wraz ze starszymi nie podeszli do Jezusa po to, by Go uważnie słuchać lub szczerze prosić o wyjaśnienie jakichś trudnych do zrozumienia prawd. Chcieli Mu wykazać, że nie ma prawa nauczać, dlatego zadali Mu podchwytliwe pytanie: „Powiedz nam, jakim prawem to czynisz albo kto Ci dał tę władzę?” (Łk 20,2) Jednak to nie głód prawdy, lecz maskowana złośliwość i niechęć do Jezusa, pobudziła ich do postawienia tego pytania.

 

2. Roztropność Jezusa w udzielaniu odpowiedzi. Osoby wrogo nastawione wobec Jezusa stanowczo domagały się od Niego wyjaśnienia, dlaczego naucza lud w świątyni i głosi Dobrą Nowinę. Zapytali Go więc: „Powiedz nam, jakim prawem to czynisz albo kto Ci dał tę władzę?” (Łk 20,2) Jezus nie chciał im udzielić odpowiedzi na to pytanie, bo wiedział, że ją znają, lecz z uporem nie chcą jej przyjąć. Dlatego też postawił im pytanie: „Czy chrzest Janowy pochodził z nieba, czy też od ludzi?” (Łk 20,4)

 

3. Niepotrzebne pytanie. Jezus wielokrotnie dał odpowiedź na podstępnie postawione mu pytanie o prawo do nauczania: „Powiedz nam, jakim prawem to czynisz albo kto Ci dał tę władzę?” (Łk 20,2) Przez wszystko, co czynił Zbawiciel w czasie swojego publicznego działania, dawał wyraźnie do zrozumienia, że wszystkie swoje prawa i władzę posiada od samego Boga Ojca. Świadczyła o tym mądrość zawarta w Jego nauczaniu i dokonywane cuda. Kto miał dobrą wolę i nie przeciwstawiał się Duchowi Świętemu, ten dobrze wiedział, że prawo Jezusa do wykonywania swojego posłannictwa nie pochodzi od żadnej władzy ziemskiej, lecz z nieba. Jeśli ktoś tej dobrej woli nie posiadał tak jak złośliwi arcykapłani, faryzeusze i uczeni w Piśmie, to prawdy o pochodzeniu władzy Jezusa od Boga nie przyjmował. Jezus wiedział, że złe było nastawienie tych, którzy zadawali Mu pytania. Wiedział, że nawet jeśli jeszcze raz im wszystko wyjaśni, to i tak nie przyjmą Jego nauczania. Dlatego w inteligentny sposób uniknął udzielenia odpowiedzi.

 

 4. Różne powody odmówienia dania odpowiedzi. Ani Jezus, ani arcykapłani i uczeni w Piśmie wraz ze starszymi nie chcieli udzielać odpowiedzi na zadane im pytania, jednak czynili to z zupełnie różnych powodów (por. Łk 20,1-8). Chrystus nie chciał wyjaśniać wrogo nastawionym do Niego osobom, że Jego prawo do nauczania i władza pochodzi od najwyższego Boskiego Autorytetu, bo wiedział, że swoją prawdziwą odpowiedzią nie tylko nie doprowadzi ich do zmiany na lepsze, lecz przeciwnie – powiększy ich złość i agresję. Oni zaś nie chcieli powiedzieć, co naprawdę myślą o chrzcie Janowym – czy pochodzi z nieba czy też od ludzi – bo chcieli ukryć swoją niechęć do podążania za dobrem. Kierowali się pychą i dlatego chcieli dobrze wypaść przed Jezusem i ludźmi (por. Łk 20,5-8).

 

5. Spryt zamiast prawości. Niewygodne dla przeciwników prawdy i Jezusa było postawione przez Niego pytanie: „Czy chrzest Janowy pochodził z nieba, czy też od ludzi?” Zamiast udzielić odpowiedzi zgodnej ze swoimi przekonaniami, „oni zastanawiali się i mówili między sobą: Jeśli powiemy: z nieba, zarzuci nam: Dlaczego nie uwierzyliście mu? A jeśli powiemy: Od ludzi, cały lud nas ukamienuje, bo jest przekonany, że Jan był prorokiem. Odpowiedzieli więc, że nie wiedzą, skąd pochodził. Wtedy Jezus im rzekł: To i Ja wam nie powiem, jakim prawem to czynię”. (Łk 20,4-8) W przeciwieństwie do słów Jezusa odpowiedź arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszyzny nie była szczera. Jezus bowiem nie udzielił odpowiedzi wykrętnej, niezgodnej z prawdą. Powiedział zgodnie z własnym pragnieniem, zrodzonym przez mądrość: „Nie powiem, jakim prawem to czynię”. Znaczyło to: Wiem, że mam prawo nauczać i wiem od kogo ono pochodzi. Jednak nie chcę wam tego w tej chwili powiedzieć, bo i tak, jak zwykle, słów moich nie przyjmiecie. Słowa Jezusa były szczere, natomiast odpowiedź Jego przeciwników była wykrętna i zakłamana. Każdy z nich miał jakiś pogląd dotyczący pochodzenia chrztu Janowego, jednak żaden z nich nie miał odwagi ani pokory, aby ujawnić swoje przekonanie. Dlatego, po naradzie, powiedzieli wykrętnie i nieszczerze, że nie wiedzą, skąd pochodzi chrzest udzielany przez Jana Chrzciciela (por. Łk 20,7).

 

6. To, co z nieba pochodzi, zawsze powinno być przyjmowane. Osoby wrogo nastawione do Jezusa zastanawiały się i mówiły między sobą: „Jeśli powiemy: z nieba, zarzuci nam: Dlaczego nie uwierzyliście mu?” (Łk 20,5) Nawet dla nich było oczywiste, że za tym, co „z nieba” pochodzi, zawsze trzeba podążać. Dlatego spotkają się z zarzutem Jezusa, że nie uwierzyli Janowi Chrzcicielowi i nie poszli za jego pouczeniami. Dla nas też powinno być oczywiste, że wszelkie pouczenia i rady, które pochodzą „z nieba”, powinny być zawsze przyjmowane – nawet wtedy, gdy pochodzą z tzw. objawień prywatnych takich jak np. Fatima. Nie usprawiedliwi się ten, kto powie, że nie będzie się nawracał, bo o tym jest mowa w objawieniach fatimskich, a w te – jako prywatne – „nie trzeba wierzyć”.

 

Przypowieść o nieuczciwych dzierżawcach

I zaczął mówić do ludu tę przypowieść: Pewien człowiek założył winnicę, oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał na dłuższy czas.9 W odpowiedniej porze wysłał sługę do rolników, aby mu oddali jego część z plonu winnicy. Lecz rolnicy obili go i odesłali z niczym.10 Ponownie posłał drugiego sługę. Lecz i tego obili, znieważyli i odesłali z niczym.11 Posłał jeszcze trzeciego; tego również pobili do krwi i wyrzucili.12 Wówczas rzekł pan winnicy: Co mam począć? Poślę mojego syna ukochanego, chyba go uszanują.13 Lecz rolnicy, zobaczywszy go, naradzali się między sobą mówiąc: To jest dziedzic, zabijmy go, a dziedzictwo stanie się nasze.14 I wyrzuciwszy go z winnicy, zabili. Co więc uczyni z nimi właściciel winnicy?15 Przyjdzie i wytraci tych rolników, a winnicę da innym. Gdy to usłyszeli, zawołali: Nie, nigdy!16 On zaś spojrzał na nich i rzekł: Cóż więc znaczy to słowo Pisma: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła?17 Każdy, kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go.18 W tej samej godzinie uczeni w Piśmie i arcykapłani chcieli koniecznie dostać Go w swoje ręce, lecz bali się ludu. Zrozumieli bowiem, że przeciwko nim skierował tę przypowieść.19 (Łk 20,9-19)

1. Wrogość wobec dzieł Bożych. Przypowieść o nieuczciwych dzierżawcach winnicy Jezus skierował przeciwko tym, którzy odrzucali posłańców Bożych i wszystko, co tak jak chrzest Jana Chrzciciela pochodziło z nieba. Proroków zabijali, chrztu Janowego nie przyjęli i szukali sposobu zabicia Jezusa, prawdziwego Syna Bożego (por. Łk 20,19)

 

2. Prawda ukazana pod osłoną przypowieści. Jezus zaczął opowiadać przypowieść, w której przedstawił swoją śmierć i złe postępowanie wobec  Niego i różnych innych Bożych posłańców. Przedstawił jednak godne potępienia ludzkie czyny nie wprost, lecz pod osłoną przypowieści. Jezus wybrał taką formę przekazu, bo wiedział, że treść przypowieści będzie aktualna w każdym pokoleniu i w każdym okresie ludzkiej historii. W każdej epoce bowiem pojawią się ludzie, którzy będą się przeciwstawiać Bogu i Jego posłańcom broniącym wiary i moralności. I tak jest również w naszych czasach. Ktokolwiek broni wartości chrześcijańskich, moralności zakorzenionej w Ewangelii, ten spotyka się ze sprzeciwem, posądzaniem o zacofanie, a nawet – o używanie „języka nienawiści”.

 

3. Winnica rodząca dobre owoce. „Pewien człowiek założył winnicę, oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał na dłuższy czas.” (Łk 20,9) Tą winnicą są wszystkie dobre dzieła, które Bóg tworzył w ciągu historii ludzkiej, od początku jej istnienia w ogrodzie edeńskim (por Rdz 2-3), zwanym popularnie rajem. Taką winnicą – mającą rodzić dobre i pożyteczne dla innych winne krzewy – był naród wybrany. Tą winnicą, w której ludzie mają się stawać pożyteczni i dobrzy jak zdrowe winne krzewy, jest obecnie Kościół założony przez Jezusa Chrystusa. Opiekunami winnic dobra zawsze są jacyś „dzierżawcy”, czyli ludzie odpowiedzialni za stan winnych ogrodów, które nie są ich własnością. Nie należą one do nich, lecz do Boga Ojca, do Jezusa Chrystusa i do Ducha Świętego, gdyż dobro, które się w nich tworzy, jest przede wszystkim owocem działania w nich Boskich Osób. „Dzierżawcy” mieli w przeszłości i mają obecnie być stróżami tych ogrodów dobra. Mają być pracownikami, którzy pomagają Boskim Osobom działać bez przeszkód w ludzkich sercach, aby każde z nich stało się żyznym ogrodem dla różnych pożytecznych roślin, krzewów i drzew dobra.

 

4. Dzieła Boże oddane w dzierżawę ludziom. Bóg chce podzielić się z człowiekiem radością, która powstaje z czynienia dobra, pomnażania go i strzeżenia. Stwórca wszelkiego dobra nie chce radości tworzenia dobra zachowywać wyłącznie dla siebie. Na to zwraca uwagę przypowieść Jezusa Chrystusa o winnicy wydzierżawionej rolnikom: „Pewien człowiek założył winnicę, oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał na dłuższy czas”. (Łk 20,9) Nad winnicą, którą był naród wybrany, mieli czuwać jego przywódcy duchowi. Kościołem, który jest szczególnie ważną winnicą Pana, mają się opiekować powołani przez Niego pasterze. Ale oprócz Kościoła istnieją jeszcze inne winnice, które wymagają szczególnej opieki. Taką winnicą jest nieśmiertelna dusza każdego człowieka. To nie rodzice lecz Bóg ją stworzył przez bezpośredni akt stwórczy, dlatego w szczególny sposób do Niego należy. (Więcej na ten temat tutaj) Każdy człowiek jest przez Boga powołany do troski o to, by w winnicy jego duszy nie wyrastały krzewy zła, lecz – dobra. Ja też jestem odpowiedzialny przed Stwórcą mojej nieśmiertelnej winnicy za to, co w niej się zasiewa, co w niej wyrasta i dojrzewa: owoce dobra lub zła. Jestem odpowiedzialny za to, kto i co w niej zasiewa.

 

5. Dusze-winnice dzieci i młodzieży. Wymagającymi szczególnej opieki otoczenia są dusze dzieci i młodzieży. W ich duchowych winnicach, którymi są ich nieśmiertelne dusze, wszystko dopiero się zasadza i stopniowo dojrzewa. Wzrastającymi tam roślinami może być dobro lub zło. Powinniśmy zrobić wszystko, co potrafimy, aby w duszach dzieci i młodych ludzi zostały posadzone dobre rośliny; aby nie zostały wyparte przez zło. Z tego powodu ważny jest klimat, w którym dzieci i młodzież wzrastają; ważny jest przykład dorosłych, z którym się stykają.

 

6. Zagarnianie dla siebie tego, co należy do właściciela winnicy. Ten, który założył winnicę, nie zapomniał o niej. „W odpowiedniej porze wysłał sługę do rolników, aby mu oddali jego część z plonu winnicy. Lecz rolnicy obili go i odesłali z niczym”. (Łk 20,10) Właściciel winnicy nie chciał jej odebrać dzierżawcom, lecz upomniał się tylko o swoją część, której został pozbawiony. Nieraz opiekunowie „dusz-winnic” zapominają, do kogo one naprawdę należą. Nie pamiętają o tym, że zostały one stworzone przez Boga; zapominają, że Jezus Chrystus je odkupił przez swoją bolesną mękę i śmierć; nie zwracają uwagi na to, że Duch Święty zasadził w tych winnicach winne krzewy różnych pożytecznych cnót. Opiekunowie „dusz-winnic” często nie troszczą się o to, żeby je przywiązywać nie do siebie, lecz do ich prawdziwego właściciela, którym jest Trójosobowy Bóg. Szukają bardziej własnej chwały, niż chwały Bożej.  Rodzice, którzy są opiekunami winnic-dusz swoich dzieci, nie powinni nigdy zapominać, do kogo one naprawdę należą i do kogo powinny przez całe życie dążyć.  (Więcej o duszy tutaj)

 

7. Złe traktowanie Bożych posłańców. Źle zostali potraktowani słudzy właściciela winnicy, którzy zostali posłani przez niego, żeby przez nich upomnieć się o swoją część plonów. Posłał jednego, drugiego, trzeciego... Rolnicy jednak obili pierwszego „i odesłali z niczym. Ponownie posłał drugiego sługę. Lecz i tego obili, znieważyli i odesłali z niczym. Posłał jeszcze trzeciego; tego również pobili do krwi i wyrzucili.” (Łk 20,10-12) Sposób traktowania sług właściciela winnicy pokazuje symbolicznie odrzucanie Boga i tych, którzy o Nim przypominają. Wielu na świecie nie chce nic słyszeć o Bogu prawdziwym, o pochodzeniu od Niego i o zobowiązaniach, jakie z tego faktu wypływają. Dlatego jeśli ktoś w Bożym imieniu przemawia, to spotyka się z ich strony z mniejszymi lub większymi prześladowaniami. Zwłaszcza osoby mające tzw. objawienia prywatne spotykają się z powszechną kpiną, ośmieszaniem, wyszydzaniem i odrzucaniem, chociaż są przekazicielami woli Bożej w sposób wyjątkowy, wybrany przez Niego. (Więcej o różnych formach objawiania się Boga tutaj)

 

8. Posłanie przez Boga swojego umiłowanego Syna. Zagarnianie cudzej własności jest krzywdą wyrządzaną nie tylko jej właścicielowi, lecz także tym, którzy ją samowolnie biorą dla siebie. To odnosi się także do Bożej własności, którą jest całe stworzenie, a w szczególności dusze ludzkie i Kościół. Jest więc czymś niewłaściwym i złym traktowanie jako swojego tego, co należy do Boga, Stwórcy Wszystkiego, do Syna Bożego, Odkupiciela Świata i do Ducha Świętego, który doskonali, ożywia i uświęca. Prawdziwy Właściciel wszystkiego stale przypominał i nadal przypomina nam fundamentalną prawdę, że nie wolno samowolnie uważać się za właściciela Jego dzieł. Przypomniał to przede wszystkim przez swojego umiłowanego Syna, Jezusa Chrystusa, jak o tym mówi przypowieść o winnicy wydzierżawionej nieuczciwym rolnikom. Jej właściciel postanowił dopomnieć się o swoją część plonów przez swojego syna: „Co mam począć? Poślę mojego syna ukochanego, chyba go uszanują”. (Łk 20,13) Bóg upomniał się o swoją część plonów winnicy nie tylko ze względu na siebie, lecz przede wszystkim dla dobra tych, którzy wszystko zagarnęli dla siebie. Nie chciał bowiem, aby wiecznie ciążyła na nich wina za dokonaną kradzież Jego mienia.

 

9. Posłanie Syna Bożego do tych, którzy Go zabiją. Pan winnicy, gdy rolnicy okrutnie potraktowali jego sługi, zaczął się głośno zastanawiać: „Co mam począć? Poślę mojego syna ukochanego, chyba go uszanują. Lecz rolnicy, zobaczywszy go, naradzali się między sobą mówiąc: To jest dziedzic, zabijmy go, a dziedzictwo stanie się nasze. I wyrzuciwszy go z winnicy, zabili”. (Łk 20,13-15) Nie spełniło się więc przypuszczenie właściciela winnicy dotyczące jego syna, że „chyba go uszanują”, bo nie tylko nie okazali mu szacunku, lecz go zabili. Podobnych wątpliwości nie miał Bóg Ojciec, posyłając swojego umiłowanego Syna na świat – swoją winnicę. Wiedział, że z całą pewnością Go nie uszanują i zabiją. A mimo to posłał Go do nas, do sług, którzy Jego własność nazywają i traktują jako „swoją” i nie chcą Mu oddawać należnej części plonów. Znając przyszłość, posłał swojego Syna na pewną śmierć. Skłoniła Go do tego Jego niepojęta ojcowska miłość do nas.

 

10. Aktualność przypowieści o wydzierżawionej winnicy. Również w naszych czasach nie traci aktualności przypowieść o dzierżawcach, którzy zagarnęli winnicę dla siebie i nie chcieli oddawać jej właścicielowi należnej mu części plonów (por. Łk 20,10-15). Można ją odnieść do państw i kontynentów, między innymi do Europy, która była w przeszłości kwitnącą winnicą Pańską. Wiedziała, że należy do Boga i że powinna stosować się do Jego woli i do Jego przykazań. Owocami dobra i wiary dzieliła się z całym światem, dzięki działalności misyjnej. Dzisiaj wielu neguje chrześcijaństwo, uważając je za zanikającą religię z przeszłości, której nie tylko nie należy wskrzeszać, propagować, lecz przeciwnie – usuwać nawet jej ślady materialne, jakimi są między innymi kościoły. Europa potrzebuje modlitwy, aby przypomniała sobie czyją jest winnicą. Potrzebuje naszej modlitwy, aby powróciła jej pamięć o Bogu Stwórcy, o Chrystusie, Odkupicielu i założycielu Kościoła, o Duchu Świętym, który jako jedyny potrafi jeszcze odnowić jej oblicze i oblicze całego świata. Tylko Jego wszechmoc potrafi odnowić jej oblicze, aby usunąć z niego demoniczną brzydotę i sprawić, że odzwierciedli się na nim piękno i dobroć Trójosobowego Boga.

 

11. Syn wyrzucony z winnicy i zabity. Rolnicy nie uszanowali nawet umiłowanego syna właściciela winnicy. Zobaczywszy go, „naradzali się między sobą mówiąc: To jest dziedzic, zabijmy go, a dziedzictwo stanie się nasze. I wyrzuciwszy go z winnicy, zabili”. (Łk 20,13-14) Podobnie można postąpić, gdy siebie uważa się za jedynego właściciela swojej duszy i swojego życia. Łatwo wtedy odrzucić tych wszystkich, którzy pouczają nas, do kogo naprawdę należy winnica naszego życia – tych, którzy przypominają nam, że nasza dusza, nasze ciało i całe nasze życie należy do Boga, bo to On nas stworzył i ciągle podtrzymuje w istnieniu. Ale nie tylko posłańców Bożych można źle traktować. Można tak jak ogrodnicy z przypowieści wyrzucić samego Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, z winnicy swojego życia i tak postępować, jakby On był dla nas tylko „martwym” wspomnieniem z dalekiej historycznej przeszłości. Takie ciągłe wyrzucanie Jezusa z duszy, z serca, z umysłu i uczuć i zabijanie Go dokonuje się w wielu winnicach, którymi są poszczególni ludzie, rodziny, społeczności, narody. Ma to ciągle miejsce na kontynencie europejskim, który był kiedyś kwitnącą winnicą Pańską, a obecnie wyrzuca swojego Odkupiciela i Zbawiciela i zabija Go.

 

12. Wzbranianie się przed przyjęciem groźnej prawdy. Zakończywszy przypowieść o winnicy, mówiącej o tym, jak okrutnie postąpili jej dzierżawcy z wszystkimi posłańcami jej właściciela  i jego synem, Jezus zadaje pytanie: „Co więc uczyni z nimi właściciel winnicy? Przyjdzie i wytraci tych rolników, a winnicę da innym. Gdy to usłyszeli, zawołali: Nie, nigdy!” (Łk 20,14-16) Nieprzyjaciele Jezusa, słuchający Jego przypowieści o nieuczciwych dzierżawcach winnicy, nie wyrażali swojego oburzenia, gdy słyszeli słowa o ich haniebnym traktowaniu sług i syna właściciela. Nie oburzali się złym postępowaniem rolników względem samego właściciela, któremu nie chcieli oddawać należnej mu części plonów. To ich nie oburzało. Wyrazili jednak swój sprzeciw, gdy usłyszeli zapowiedź surowego rozliczenia się z niegodziwymi dzierżawcami, bo zrozumieli, że ta surowa groźba ich dotyczy: zostaną pozbawieni winnicy i poniosą śmierć. Łatwo się słucha przyjemnych zapowiedzi, trudno natomiast przyjąć słowa groźne, mówiące o karze, nawet jeśli są całkowicie prawdziwe. Prawda jednak pozostaje prawdą, nawet gdy ktoś jej nie słucha. Sprawiedliwość za okrucieństwa zostanie wymierzona – częściowo na tym świecie, a w pełni w wieczności. Odnosi się to także do tych, którzy myślą, że mogą bezkarnie niszczyć chrześcijaństwo, bo posługują się okrucieństwem i zastraszaniem lub różnymi podstępnymi działaniami, ukrytym przed oczami świata. Bóg, właściciel swojej winnicy, zna wszystko i z tymi, którzy się nie nawrócą, będzie musiał postąpić tak, jak to zapowiada przypowieść Jezusa.

 

13. Wznoszenie niebezpiecznych budowli. Ludzie odrzucający Chrystusa są podobni do murarzy, którzy przy wznoszeniu budowli pozbyli się kamienia mającego ogromne znaczenie dla spoistości i trwałości budowli. Dlatego Jezus, po zakończeniu przypowieści o winnicy oddanej w ręce nieuczciwych dzierżawców, wypowiedział słowa ostrzeżenia pod adresem ludzi, którzy byli nastawieni wrogo wobec Niego i odrzucali Go. Spojrzał „na nich i rzekł: Cóż więc znaczy to słowo Pisma: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła?” (Łk 20,17) Każdy, kto walczy z Chrystusem i odrzuca Go, jest podobnych do murarzy, którzy wznoszą budowle bez „głowicy węgielnej”, czyli bez tego elementu, który oprócz fundamentu spełnia podstawową rolę dla stabilności i trwałości budowli. Wbrew temu, co sądzi wielu, nie można zbudować dobrego życia ludzkiego i społecznego bez Jezusa Chrystusa. Różnego rodzaju „murarze”, którzy bez Niego chcą urządzić świat i jego porządek, wznoszą budowlę niebezpieczną, grożącą w każdej chwili zawaleniem się i zranieniem albo nawet zabiciem tych, którzy się w niej znajdują.

 

14. Bezskuteczne próby zagarnięcia Bożej winnicy dla siebie. Dzierżawcy winnicy, widząc syna jej właściciela, mówili między sobą: „To jest dziedzic, zabijmy go, a dziedzictwo stanie się nasze. I wyrzuciwszy go z winnicy, zabili”. (Łk 20,14-15) Podobnie rozumowali wrogowie Jezusa. Chcieli Go zabić, uważali bowiem, że przez to będą jedynymi spadkobiercami tego, co należy do Niego i do Jego Ojca. Jednak przeliczyli się, bo bardzo szybko po wykonaniu swojej zbrodni okazało się, że Syn Właściciela wszystkiego zmartwychwstał. Drugi raz zabić Go już nie mogli. O tym powinni pamiętać dzisiejsi nieprzyjaciele Jezusa, prawdziwego Syna Bożego. Nikomu jeszcze nie udało się zniszczyć winnicy, która do Niego należy – Kościoła. Nawet jeśli ta winnica staje się nieraz zaniedbana i marniejąca, jak Kościół w Europie, to odradza się na nowo w innych częściach świata.

 

15. Kamień zbawienia lub upadku i śmierci. Chrystus – przedstawiony symbolicznie jako „kamień” (Łk 20,17-18) – jest jedynym Zbawicielem świata. Nikt inny oprócz Niego ani nic innego nie może nas zbawić. Kto Go przyjmie, tez osiągnie życie wieczne i szczęście w niebie, w domu Ojca. Jeśli jednak jakiś człowiek tego jedynego Zbawiciela, ten „Kamień” zbawienia odrzuci, to zamiast wiecznego szczęścia znajdzie swoją zgubę. Tę prawdę wyraził Jezus, mówiąc o sobie jako odrzuconym przez murarzy kamieniu: „Cóż więc znaczy to słowo Pisma: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła? Każdy, kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go.” (Łk 20,17-18) Odrzucanie Jezusa Chrystusa Zbawiciela już jest wielkim upadkiem człowieka, społeczeństw, narodów, kontynentów. Z tego upadku można jednak powstać przez pełen skruchy powrót do Niego. Jeśli jednak ktoś tego nie zrobi, to „kamień”  mogący być „głowicą węgła” zmiażdży go i zamiast życia wiecznego człowiek znajdzie wieczną śmierć. (Więcej o Jezusie, jedynym Zbawicielu świata tutaj)

 

16. Upadek zamiast zwycięstwa nad Jezusem Chrystusem. Duchowe elity z czasów Chrystusa nie przyjmowały Jego nauczania. Nie brały też na poważnie Jego ostrzeżeń, zapowiadających ich upadek i zmiażdżenie przez tajemniczy „kamień”, którym On był i nadal jest: „Każdy, kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go”. (Łk 20,18) Zamiast chęci nawrócenia powstało w nich pragnienie zabicia Go. „W tej samej godzinie uczeni w Piśmie i arcykapłani chcieli koniecznie dostać Go w swoje ręce, lecz bali się ludu. Zrozumieli bowiem, że przeciwko nim skierował tę przypowieść”. (Łk 20,19) Ci, którzy byli przyzwyczajeni do pochwał i zaszczytów, nie potrafili przyjąć słów Jezusa, zapowiadających koniec ich ziemskiej świetności: upadną i zostaną zmiażdżeni. Taki koniec, wcześniej czy później, czeka wszystkich „murarzy”, którzy usiłują zbudować swoje życie i życie społeczne z pominięciem Chrystusa, „kamienia węgielnego” (por. Łk 20, 17). Tylko do czasu udaje im się wznosić swoje nietrwałe budowle, tak jak tylko przez jakiś czas stała niedokończona wieża Babel (por. Rdz 11,1-9).). Nigdy natomiast nie przeminie chwała tych, którzy tak jak Maryja zbudowali swoje życie na Bogu i pozwolili Jezusowi Chrystusowi stać się „głowicą węgła” swojej budowli (por. Łk 20, 17).

 

17. Zaślepienie przez pychę i nienawiść. Gdy przeciwnicy Jezusa usłyszeli, co między innymi ich czeka za odrzucenie Go, gwałtownie zaprzeczyli mówiąc, że tak się nie stanie: „Nie, nigdy!” – powiedzieli. Nigdy nie przyjdzie prawdziwy właściciel winnicy i nie wytraci rolników, którzy źle traktowali jego posłańców i nawet jego syna zabili. Zdecydowanie zaprzeczyli również temu, że winnica zostanie oddana innym dzierżawcom (por. Łk 20,16). Wszystkiemu zaprzeczali, chociaż nie mieli podstaw do tego, bo nie znali przyszłości, upadku świątyni jerozolimskiej, rozproszenia ich narodu i rozwoju chrześcijaństwa. Zaprzeczali temu, czego nie znali, bo zaślepiała ich nienawiść do Jezusa i pycha. Nienawiść do Niego i do chrześcijaństwa nie tylko w przeszłości zaciemniała umysły ludzi. Obserwujemy to również dzisiaj u tych, którzy zdecydowanie pragną usunąć chrześcijaństwo, lecz nie chcą się do tego jawnie przyznać, dlatego maskują swoje niszczące zamiary działaniami zupełnie irracjonalnymi. (Więcej o nienawiści do Boga tutaj)

 

18. Kara surowa lecz sprawiedliwa. Kara, która spotkała nieuczciwych i okrutnych dzierżawców winnicy, była wielka, bo jej właściciel wytracił ich, kiedy przyszedł (por. Łk 20,16). Ta surowa kara była jednak sprawiedliwa i proporcjonalna do ich czynów. Nie tylko bowiem nie dzielili się z właścicielem częścią uzyskanych plonów, lecz w brutalny sposób potraktowali jego sługi, a syna – zabili. Ich złe czyny nie były wynikiem słabości, lecz zupełnie świadomej nienawiści i dobrowolnego okrucieństwa. Żadnego sługi właściciela nie oszczędzili. Może jeden z nich był łagodniejszy od innych, a drugi – bardziej surowy, jednak bez względu na to jacy byli, zostali pobici tylko za to, że troszczyli się o sprawy swojego pana. Ponieważ bezwzględni dzierżawcy nie szanowali cudzego życia, dlatego musieli utracić swoje. Tak jak oni zachowują się dzisiaj ludzie wrogo nastawieni do Chrystusa. Atakują tych, którzy występują w Jego imieniu, przypominają o Nim, o okazywaniu Mu szacunku, wdzięczności i miłości. Im gorliwiej to czynią, tym okrutniej są traktowani. Przypowieść Jezusa poucza jednak, że nie powinni się czuć bezpieczni i bezkarni, bo np. potrafią sprytnie ukrywać swoje wrogie nastawienie do Boga i do Jego winnic, którymi są dusze ludzkie i chrześcijaństwo. (Więcej o Bożej sprawiedliwości tutaj)

 

19. Kamień nowej budowli. Chrystus został odrzucony przez duchowych przywódców żydowskich jako niepotrzebny „kamień”. Jednak Bóg to wykorzystał i Jego Syn stał się kamieniem węgielnym nowej budowli, którą jest Kościół. Ta nowa budowla nie ogranicza się do jednego tylko narodu. Kościół powszechny obejmuje cały świat. Pomimo odrzucenia Jezusa przez naród żydowski Winnica Boża znacznie się powiększyła, gdyż Bóg zawsze osiąga swoje cele. Nie osiągają ich tylko ci, którzy z Bogiem walczą. Ci skazują się na klęskę.

Pytanie o płacenie podatku Cezarowi

Śledzili Go więc i nasłali na Niego szpiegów. Ci udawali pobożnych i mieli podchwycić Go w mowie, aby Go wydać zwierzchności i władzy namiestnika.20 Zapytali Go więc: Nauczycielu, wiemy, że słusznie mówisz i uczysz, i nie masz względu na osobę, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz.21 Czy wolno nam płacić podatek Cezarowi, czy nie?22 On przejrzał ich podstęp i rzekł do nich:23 Pokażcie Mi denara. Czyj nosi obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara.24 Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.25 I nie mogli podchwycić Go w żadnym słowie wobec ludu. Zmieszani Jego odpowiedzią, zamilkli.26 (Łk 20,20-26)

1. Inteligencja na usługach zła. Uczeni w Piśmie i arcykapłani chcieli koniecznie dostać Jezusa „w swoje ręce, lecz bali się ludu” (Łk 20,19). Z powodu tych obaw wymyślili inne rozwiązanie. Uknuli plan skompromitowania Jezusa w oczach Rzymian, aby ich rękami się Go pozbyć. „Śledzili Go więc i nasłali na Niego szpiegów. Ci udawali pobożnych i mieli podchwycić Go w mowie, aby Go wydać zwierzchności i władzy namiestnika”. (Łk 20,20) Ci nikczemni ludzie całą swoją inteligencję oddali na usługi zła. Zamiast posługiwać się nią dla dobra, używali jej do obmyślenia zbrodni. Każdym swoim uzdolnieniem można służyć dobru lub złu, Bogu lub szatanowi. Oni – z powodu nienawiści do Jezusa – wybrali ten drugi rodzaj służby.

 

2. Wyjście z sytuacji pozornie bez wyjścia. Wrogowie Jezusa zastosowali wobec Niego jedną z podstępnych metod zaatakowania Go, którą jest udawanie przychylności. Nasłani szpiedzy mieli udawać pobożnych tylko po to, by „podchwycić Go w mowie, aby Go wydać zwierzchności i władzy namiestnika.” (Łk 20,20) Mogliby to uczynić, gdyby usłyszeli od Jezusa stwierdzenie, że nie należy płacić podatków Cezarowi. Zamiast tych słów usłyszeli inną odpowiedź, której się nie spodziewali, a która ich zmieszała i zmusiła do zamilknięcia (por. Łk 20,26). Swoją zaskakującą odpowiedzią Jezus pokazał, jak wielka jest Boska inteligencja: tam, gdzie po ludzku rzecz biorąc są możliwe tylko dwie odpowiedzi, On potrafi dać trzecią, nieoczekiwaną i nieprzewidzianą przez ludzkie umysły. O Bożej mądrości powinniśmy pamiętać zwłaszcza wtedy, gdy według nas znajdujemy się w sytuacji bez wyjścia. Bóg zawsze potrafi znaleźć wyjście – takie, którego się nie spodziewamy.

 

3. Monety z różnymi obrazami. Jezus dał swoim przeciwnikom zaskakującą i równocześnie pouczającą odpowiedź na pytanie: „Czy wolno nam płacić podatek Cezarowi, czy nie?” (Łk 20,22) Kazał sobie pokazać monetę podatkową zawierającą obraz i napis Cezara i powiedział: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. (Łk 20,25) Tak więc denar, który nosi na sobie obraz człowieka, ma wrócić do człowieka. Ale istnieje coś ważniejszego niż pieniądze. To człowiek obdarzony nieśmiertelną duszą. Ma on na sobie wyryty obraz Trójosobowego Boga, został bowiem stworzony na Jego obraz i na Jego podobieństwo (por. Rdz, 1, 26–28). Siebie zatem każdy z nas powinien dobrowolnie oddawać Bogu. To bezgraniczne oddanie siebie Stwórcy polega na stałej gotowości wypełniania Jego woli, tak jak to zawsze czyniła Maryja. Dzięki takiej postawie pozwalamy Bogu dysponować naszym życiem bez żadnych ograniczeń, czyli pozwalamy Mu obsypywać nas ogromnymi darami i łaskami bez żadnych przeszkód z naszej strony. Przez to należymy wyłącznie do niego jako „moneta” nosząca na sobie Jego obraz i Jego podobieństwo. (Więcej o obrazie i podobieństwie Boga w nas tutaj)

 

4. Mądre słowa, a czyny – złe. Nasłani na Jezusa szpiedzy nie przyszli do Niego, żeby się nauczyć świętego życia. Rozmawiali z Nim tylko po to, by Go podchwycić „w mowie, aby Go wydać zwierzchności i władzy namiestnika” (Łk 20,20). Jednak – pomimo swojej obłudy – prawdziwie określili słowa i postępowanie Jezusa, mówiąc: „Nauczycielu, wiemy, że słusznie mówisz i uczysz, i nie masz względu na osobę, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz”. (Łk 20,21) Jezus – w przeciwieństwie do nich – rzeczywiście stosował się do właściwej zasady, że trzeba zawsze mówić to co słuszne i zawsze zgodnie z prawdą przekazywać naukę Bożą, bez oglądania się na to, do kogo kierujemy nasze słowa. Tej zasady zawsze należy się trzymać, jednak nie wolno naśladować obłudy osób, które ją wypowiedziały. (Więcej o obłudzie tutaj)

 

5. Grzeszny człowiek śledzi nieskończoną Dobroć i Mądrość. „Śledzili Go więc i nasłali na Niego szpiegów” (Łk 20,20). Kogo śledzili? Jezusa Chrystusa, Syna Bożego – Tego, w którym „zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze” (Kol 1,16). Śledzili Tego, przez którego i dla którego wszystko „zostało stworzone” (por. Kol 1,16). A kto miał bezczelną odwagę Go śledzić? Ludzie pełni zazdrości, nienawiści, pychy i innych grzechów. Niepojęta jest miłość i cierpliwość wszechmocnego Boga, który potrafił znieść tak nędzne postępowanie swoich stworzeń. Ale taki sposób traktowania swojego Stworzyciela, Zbawiciela i Odkupiciela nie zakończył się. Nieskończona Miłość nadal jest przez wielu ludzi podejrzewana o złośliwość, zazdrość, ograniczanie ludzkiej wolności i o inne grzechy, których sami są pogrążeni.

 

6. Zamilknięcie wobec Bożej Mądrości. „I nie mogli podchwycić Go w żadnym słowie wobec ludu. Zmieszani Jego odpowiedzią, zamilkli”. (Łk 20, 26) Przeciwnicy Jezusa zamilkli, zamiast pochwalić Go za zaskakująco mądrą odpowiedź, zamiast w zachwycie rozważać Jego słowa. Zamilkli z bezsilności i złości, bo nie powiódł się plan skompromitowania Go „wobec ludu” – plan, który ujawniał ich złośliwość. Nie tylko bowiem bez powodu odrzucali Łaskę, którą był Syn Boży, Zbawiciel świata, lecz dodatkowo chcieli jeszcze jak najwięcej ludzi odciągnąć od Niego przez publiczne skompromitowanie Go. I dzisiaj spotykamy ludzi, którzy odrzucają Chrystusa, a ponadto chcą odsunąć od Niego innych ludzi, a nawet całe narody. Tak działali Jego nieprzyjaciele w przeszłości i w taki sam sposób działają dzisiaj, bo są na usługach piekła, które ma swoją niezmienną taktykę, opartą na nienawiści i kłamstwie.

 

7. Mądrość udaremniająca nikczemne ludzkie plany. Jezus całkowicie zaskoczył swoich przeciwników. Nie spodziewali się, że poprosi ich o pokazanie Mu monety podatkowej – denara. Już to było zaskakujące, podobnie jak usłyszane słowa Mądrości. Dlatego zmieszani „Jego odpowiedzią, zamilkli” (Łk 20,26). Mądrość Boga – połączona z Jego wszechmocą – zawsze umiała i również dzisiaj potrafi udaremnić wszelkie ludzkie złośliwe plany, szczególnie te, które zmierzają do usunięcia chrześcijaństwa ze wszystkich kontynentów świata. W obliczu różnych zagrożeń trzeba jedna prosić Boga o pomoc, ponieważ On szanuje wolność i nie chce posługiwać się przemocą. Dzisiaj jednak często obserwuje się takie zjawisko, że zamiast Bożej pomocy bardziej się szuka pomocy ludzkiej, np. rządu i innych władz. Wielu bardziej wierzy w moc ludzi niż w potęgę modlitwy i mądrość Boga.

 

8. Przenikliwe spojrzenie Syna Bożego. Jezus przejrzał podstęp tych, którzy nieszczerze wypowiadali pochwały pod Jego adresem, a w gruncie rzeczy chcieli znaleźć jakiś pretekst, by Go wydać w ręce Rzymian (por. Łk  20,23). Bóg zna wszystko, co kryje się w sercu każdego człowieka. Poznaje jednak nie tylko obłudę usiłującą ukryć zdeprawowanie, lecz również dobro – także to, które może się rozwinąć dopiero w przyszłości. Dobra znajomość serca ludzkiego i jego przyszłości sprawiły, że nie wzgardził On przywódcą celników, Zacheuszem, ani celnikiem Lewim, którego uczynił swoim apostołem i ewangelistą Mateuszem. Spojrzał również na serce Szawła, aby swoim światłem wydobyć z niego ogromne dobro i wielką gorliwość przyszłego Apostoła narodów, św. Pawła (por. Łk 19,1-10Łk 5, 27 32; Dz 9, 1-19). Powinniśmy prosić Jezusa, by spojrzał także na nasze serca – serca często tak zagubione, że nie potrafią odróżniać dobra od zła. Dzięki Jego spojrzeniu mogą się skruszyć i ze złych, okrutnych stać się sercami ludzi świętych. Jakże bardzo tego Boskiego twórczego spojrzenia potrzebuje dzisiaj cały świat! Zmaga się on bowiem z problemami, których nie da się rozwiązać czysto ludzkimi sposobami.

 

9. Maski udawanego dobra. Nieprzyjaciele Jezusa, chcący oskarżyć Go przed Rzymianami, udawali pobożnych i zatroskanych o Niego, jednak ich poprawność była jedynie zewnętrzną maską, która ukrywała ich wrogość. Niestety, każdy z nas potrafi zachowywać się podobnie. Potrafimy zakładać na siebie różne maski, nawet przed Bogiem. Warto pomyśleć, jaką ja zakładam maskę lub nawet całe przebranie, aby mylić ludzi, samego siebie i Boga. Może jest to maska pobożności, gorliwych i licznych lecz bezdusznych praktyk religijnych? Może maska opowiadania ludziom i Bogu o swoich licznych dobrych czynach? Maska przykładnego ojca, matki, człowieka potrafiącego dobrze żyć ze wszystkimi, wyłącznie życzliwego? Albo może maska...

 

10. Obraz Boga wytłoczony na „monecie-ziemi”. Jezus dobrze wiedział, że na denarze, którym miał być płacony podatek Rzymianom, znajdowała się podobizna Cezara. Mimo to zwrócił się do niechętnie nastawionych do Niego osób i powiedział: „Pokażcie Mi denara. Czyj nosi obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara”. (Łk 20,24). To postępowanie Jezusa było podyktowane Jego Boską Mądrością. Sam wprawdzie nie dowiedział się niczego nowego, jednak atakujące Go obłudnie osoby musiały sobie jeszcze raz uświadomić, że mają przed sobą wyryty na denarze obraz i napis człowieka – tylko człowieka, a jednak  uważanego przez wielu Rzymian za „boskiego”. Rzymianie, wbrew prawdzie, niektórych swoich cesarzy zaliczali w poczet „boskich”, natomiast Żydzi nie potrafili Jego, prawdziwego Boga, uznać – zgodnie z prawdą – za Syna Bożego. Nie uświadamiali sobie faktu, że ich ziemia – jak wielka moneta – została naznaczona wyjątkowym Obrazem Boga, którym było On, Jezus Chrystus. Nie tylko ojczyzna Żydów, lecz cały świat przez Wcielenie przyjął w swoje łono Tego, który jest „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1,15). Ten Boski obraz – dzięki Wcieleniu – odcisnął się na całej ziemi, jednak wielu go nie dostrzega, odrzucając Jezusa Chrystusa. Ci ludzie, powinni się na nowo przypatrzeć wszystkiemu, co ich otacza, aby zauważyć Boga Wcielonego. Jak przeciwnicy Jezusa musieli jeszcze raz dobrze się przypatrzeć denarowi, na którym znajdowała się podobizna Cezara, tak każdy z nas powinien jeszcze raz popatrzeć na otaczający świat i przypomnieć sobie, że zstąpił na niego i pozostał na nim „Obraz Boga niewidzialnego” – i więcej nawet niż tylko „Obraz”.

 

11. Bogu oddać to, co do Boga należy. Mówiąc, że denara, na którym znajdował się obraz i napis Cezara, należy oddać Cezarowi, a Bogu – to co do Boga należy (por. Łk 20,25), Jezus poucza o potrzebie dobrowolnego oddania Stwórcy siebie i całego otaczającego nas świata. Wszystko bowiem przez stworzenie – a jeszcze bardziej przez Wcielenie – stało się jakby wielkim „nowym denarem”, na którym znajduje się głęboko wytłoczony obraz Boga. Bóg chce posiadać tego denara, którym jest moje serce, dusza i cała osobowość. Chce go mieć nie tylko w swoich dłoniach, lecz także w swoim Boskim Sercu. Pragnie jednak, by ten „denar” z podobizną Jego Syna trafił do Jego Serca jako nasz dar,  złożony Mu zupełnie dobrowolnie – tak jak to całym swoim życiem uczyniła Maryja.

 

Pozorne problemy dotyczące zmartwychwstania (Łk20,27-40)

Wówczas podeszło do Niego kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go27 w ten sposób: Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu.28 Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie.29 Wziął ją drugi,30 a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci.31 W końcu umarła ta kobieta.32 Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę.33 Jezus im odpowiedział: Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą.34 Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić.35 Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania.36 A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa „O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba.37 Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją.38 Na to rzekli niektórzy z uczonych w Piśmie: Nauczycielu, dobrześ powiedział,39 bo już o nic nie śmieli Go pytać.40 (Łk20,27-40)

1. Potrzeba pokory wobec tajemnic życia wiecznego. Saduceusze nie wierzyli w zmartwychwstanie. Niektórzy z nich podeszli więc do Jezusa, aby wykazać Mu, że nie da się pogodzić nauki o zmartwychwstaniu z wiernością niektórym nakazom Mojżesza. I jako dowód na prawdziwość swojego rozumowania podali przykład kobiety, która – zgodnie z przepisem Mojżesza – była kolejno bezdzietną żoną siedmiu braci. Jezus zaskoczył saduceuszów, bo wykazał im przyziemność ich rozumowania i zamknięcie się na wielkie Boże tajemnice, których na ziemi ludzie nie potrafią do końca pojąć. Do takich tajemnic należy między innymi sposób życia po zmartwychwstaniu ciał. Nieumiejętność pogodzenia się z tajemnicami Boga i przyszłego życia może wynikać z pychy człowieka, który nie potrafi się pogodzić ze swoimi ograniczeniami intelektualnymi i z tym, że nie jest zdolny czegoś zrozumieć.

 

2. Inny niż obecnie sposób istnienia i życia w wieczności. Jezus nie wyśmiał ani nie zlekceważył w inny sposób tych, którzy przedstawili Mu pozorny argument przeciwko zmartwychwstaniu ciał. Ponieważ jest Światłością, dlatego oświeca, wyjaśnia, tłumaczy. Tak też postąpił wobec saduceuszy, którzy nie wierzyli w zmartwychwstanie. Zwrócił uwagę na to, by nie przenosić różnych szczegółów obecnego życia na wieczność. Chociaż bowiem istnieje związek między zmartwychwstaniem i tym życiem – bo do wieczności przechodzą ci sami ludzie, którzy żyją na tym świecie, a nie jakieś ich „sobowtóry” – to jednak nie wszystko potem będzie wyglądało tak jak teraz. Jezus powiedział: „Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania.” (Łk 20,34-36) Tak więc – chociaż życie przyszłe będzie kontynuacją naszego ziemskiego istnienia, bo w wieczności nie zniknie nasze ludzkie „ja”, a więc nie zamienimy się w jakiegoś naszego „sobowtóra”– to jednak sposób istnienia będzie się bardzo mocno różnił od sposobu życia tu na tej ziemi. (Więcej na temat tożsamości po śmierci i po zmartwychwstaniu ciał tutaj)

 

3. Inny sposób życia w wieczności tych samych osób. Chociaż saduceusze błędnie wyobrażali sobie sposób życia po zmartwychwstaniu, to jednak zgodnie z prawdą przedstawili fakt, że po zmartwychwstaniu każdy jest tą samą osobą, którą był na ziemi. Bardzo obrazowo ukazali prawdę, że ani po śmierci, ani po zmartwychwstaniu ciał nikt nie zamienia się w kogoś innego, w jakąś inną osobę, w jakiegoś swojego „sobowtóra”. I tak mówią o siedmiu braciach, którzy umarli jeden po drugim. Każdy z nich po zmartwychwstaniu był tą samą osobą, która żyła na ziemi i miała na ziemi za żonę tę samą kobietę. Również ona po zmartwychwstaniu nie zamieniła się w kogoś innego, lecz była tą samą osobą, która w czasie ziemskiego życia miała za męża każdego z siedmiu braci. Jezus nie mówi, że przedstawianie ciągłości życia osobowego ludzi przez saduceuszy jest fałszywe, bo faktycznie, po wejściu duszy do wieczności i po połączeniu się jej z ciałem w dniu zmartwychwstania, ta osoba, która żyła na ziemi jest nadal tą samą osobą. W wieczności każdy z nas będzie tym samym „ja”, którym był na ziemi. Jezus poucza saduceuszów tylko o tym, że po zmartwychwstaniu ciał nie będzie między zmartwychwstałymi ludźmi takich związków małżeńskich, jakie istnieją na ziemi – dla wspólnego życia i przedłużenia gatunku ludzkiego. (Więcej na temat tożsamości po śmierci i po zmartwychwstaniu ciał tutaj)

 

4. Powszechne lecz zróżnicowane zmartwychwstanie ciał. Posługując się przykładem kobiety, która – zgodnie z nakazem Mojżesza – po kolei była żoną siedmiu braci, saduceusze przedstawili Jezusowi swoje trudności w przyjęciu prawdy o zmartwychwstaniu. Powiedzieli: „W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę”. (Łk 20,32-33) W odpowiedzi Jezus zwrócił uwagę saduceuszom nie tylko na to, że błędnie wyobrażają sobie wieczne istnienie jako dokładną kopię życia ziemskiego, nawet  ze związkami małżeńskimi. W swojej odpowiedzi Jezus podkreślił także fakt, że udział życiu przyszłym i w zmartwychwstaniu, o którym mówi, jest wielkim darem, na który trzeba sobie zasłużyć dobrym życiem. Powiedział: „Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania”. (Łk 20,35-36) Jezus mówi nie o wszystkich, lecz o tych „którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych”. Mówi zatem o tych, którzy z duszą i ze zmartwychwstałym ciałem będą żyli w niebie. Czy z wypowiedzi Jezusa wynika, że tylko zbawieni zmartwychwstaną? Nie. Światło na tajemnicę życia przyszłego rzuca inna Jego wypowiedź, w której mówi o zmartwychwstaniu powszechnym, jednak – zróżnicowanym. Jezus wyraził to następująco: „Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia”. (J 5,28-29) Mówiąc saduceuszom o tych, którzy jako „dzieci Boże” będą godni udziału w „świecie przyszłym” i „w powstaniu z martwych”, Jezus nie mówi o „zmartwychwstaniu potępienia”, lecz o „zmartwychwstaniu życia”. (Więcej o powszechnym zmartwychwstaniu ciał tutaj)

 

5. Po zmartwychwstaniu nasze ciało stanie się nieśmiertelne. Mówiąc o zmartwychwstaniu, Jezus podaje radosną prawdę – tę mianowicie, że po zmartwychwstaniu już umrzeć nie można (por. Łk 20,36). To, że zbawieni „nie mogą umrzeć”, ma podwójne znaczenie. Pierwsze to takie, że dzięki zmartwychwstaniu ich ciała staną się nieśmiertelne, czyli niepodlegające śmierci. Drugie znaczenie stwierdzenia, że „umrzeć nie mogą”, oznacza, że zbawieni nigdy nie pogrążą się w duchowej śmierci, którą wywołuje grzech śmiertelny. Zbawieni, ponieważ kochają Boga i widzą Jego miłość „twarzą w twarz”, nigdy nie zgrzeszą, dlatego nie ogarnie ich ten rodzaj śmierci duchowej, który uśmierca dusze niektórych ludzi na ziemi i wszystkich mieszkańców piekła. Wszyscy potępieni – aniołowie i dusze ludzkie – w piekle stale istnieją w stanie duchowej śmierci. Z tego powodu zmartwychwstanie dla ludzi potępionych będzie tylko uczynieniem nieśmiertelnym ich ciała. Ich dusze nigdy nie ożyją życiem Bożym, bo nie chciały tego za życia na ziemi i w takim stanie zupełnie dobrowolnie i świadomie przeszły na zawsze do tragicznej nieodwracalnej wieczności.

 

6. Uczestniczenie w zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Odpowiadając na trudności saduceuszów związane ze zmartwychwstaniem, Jezus wyjaśnia kilka bardzo ważnych spraw. Mówi, że sposób życia w wieczności jest inny niż ten, który znamy na ziemi. Wyjaśnia również, że szczęście zbawionych w przyszłym świecie i powstanie z martwych jest wielkim darem, wielką łaską, dlatego też trzeba zostać uznanym za godnego tego daru: „uznanym za godnego udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych” (por. Łk 20,35). Poucza też o wielkim wywyższeniu zbawionych, gdyż „są równi aniołom”, są „dziećmi Bożymi” i są „uczestnikami zmartwychwstania” (por. Łk 20,36). Mówiąc o „uczestnictwie” w zmartwychwstaniu, Jezus miał na myśli udział w Jego zmartwychwstaniu, które miało nastąpić już w niedługim czasie, po Jego śmierci krzyżowej. Bez Jego zmartwychwstania nie byłoby też zmartwychwstania naszego. Jednak Jezus nie wyjaśnił swoim rozmówcom związku między powszechnym zmartwychwstaniem ciał a Jego zmartwychwstaniem. Nie uczynił tego, gdyż z pewnością by tego nie zrozumieli i oskarżyliby Go o fantazjowanie, megalomanię i bluźnierstwo.  (Więcej o powszechnym zmartwychwstaniu ciał tutaj)

 

7. Potrzeba światła Bożego dla zrozumienia głębin Pisma Świętego. Chcąc zakwestionować zmartwychwstanie, saduceusze powołali się na Mojżesza i powiedzieli Jezusowi: „Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu.” (Łk 20,28) Potem – dając przykład kobiety, która była kolejno bezdzietną żoną siedmiu braci – usiłowali wykazać Jezusowi, że tego Mojżeszowego przepisu nie da się pogodzić ze zmartwychwstaniem. Ponieważ saduceusze powołali się na niekwestionowany autorytet Mojżesza, dlatego Jezus też się na niego powołał, aby wykazać, że ci, którzy – według naszego sposobu mówieni i spostrzegania – „umarli”, przed Bogiem nadal żyją i dojdą, dzięki Jego mocy, do zmartwychwstania ciał. Powiedział: „A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa „O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją”. (Łk 20,37-38) Jezus z wielkim taktem pouczył saduceuszów, że nie wchodzą w całą głębię Pisma Świętego, bo z pouczeń Mojżesza nie przyjmują wszystkiego, lecz tylko jakąś wybraną część. Zbawiciel nie tylko saduceuszów, ale i nas pouczył, że przy interpretacji Pisma Świętego nie można się opierać wyłącznie na ludzkim rozumowaniu, takim jak to, które odnosiło się do kobiety i jej siedmiu mężów. W głębiny prawd zawartych w Piśmie Świętym można wniknąć jedynie dzięki światłu Ducha Świętego. To światło dzisiaj przybliża nam między innymi Nauczanie Kościoła, gdyż jego oficjalna nauka powstała dzięki pomocy i światłu tego Ducha. (Więcej o Piśmie Świętym tutaj a o nauczaniu Kościoła tutaj)

 

8. Równi aniołom. O tych, którzy zostali uznani „za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych”, Jezus mówi, że „umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania.” (Łk 20,36) Równość aniołom wynika z posiadania rozumnej, świadomej, wolnej i nieśmiertelnej duszy. Ona, wraz z ciałem, tworzy naszą ludzką naturę i to, że jesteśmy żywymi osobami. Dusza jest fundamentem naszego osobowego życia. To ona bowiem powoduje, że różnimy się od zwierząt sposobem rozumowego, dogłębnego poznawania, możliwością dokonywania świadomych i wolnych wyborów, nad którymi czuwa sumienie. Dzięki rozumnej duszy potrafimy pojąć różne symbole i znaki, np. odczytywać słowa, rozumieć znaki oznaczające cyfry, operacje matematyczne itp. Takiej zdolności nie posiada żadne zwierzę, gdyż jego poznanie ogranicza się do doznać zmysłowych, a te z kolei wywołują zachowania zgodne z wszczepionymi im przez Stwórcę instynktami. W sposób przeciwny tym instynktom żadne zwierzę nie potrafi działać. Nie posiada bowiem wolnej woli. Każdy człowiek, dzięki nieśmiertelnej duszy – stworzonej bezpośrednio przez Boga  – jest na zawsze niepowtarzalną osobą. Dzięki duszy nigdy nie umiera jako osoba. Chociaż w chwili śmierci dusza odłącza się od ciała, to jednak świadome życie o charakterze osobowym nie przerywa się. Trwa nadal i tak będzie na zawsze. Z tego powodu dusze po śmierci są podobne do aniołów. Te istoty bowiem są całkowicie duchowe i bezcielesne. Każda z nich jest rozumną, świadomą i wolną osobą. Taką samą rozumną, świadomą i wolną osobą jest dusza ludzka po śmierci. Jest w pełni świadomą osobą bez względu na to, czy jest zbawiona w niebie, czy potępiona w piekle, czy też oczyszcza się w czyśćcu. (Więcej o duszy ludzkiej tutaj)

 

9. Są dziećmi Bożymi. Jezus wyjaśnił saduceuszom, że w przyszłym życiu zbawieni są „równi aniołom” i że są „dziećmi Bożymi” (por. Łk 20,36). Aniołom są równi ze względu na posiadaną rozumną, wolną i nieśmiertelną duszę, natomiast dziećmi Bożymi są przez szczególną łaskę, którą nazywa się narodzeniem z Ducha Świętego. Tę łaskę – zwaną też łaską dziecięctwa Bożego – człowiek otrzymuje wtedy, gdy wierzy i dana mu zostaje łaska uświęcająca. Zwykle następuje to w sakramencie chrztu św. Dusza człowieka umierającego w stanie łaski uświęcającej będzie zbawiona, pozostanie bowiem na zawsze dzieckiem Bożym. Nigdy tego daru nie utraci, tak jak się to nieraz może działo na ziemi, gdy grzeszący ciężko człowiek tracił łaskę uświęcającą. (Więcej o łasce uświęcającej i dziecięctwie Bożym tutaj)

 

10. Udział w zmartwychwstaniu. Rozmawiając z saduceuszami o zmartwychwstaniu, w które oni nie wierzyli, Jezus nie tylko mówi, że ono istnieje, ale zaznacza, że ta forma życia jest „udziałem” w zmartwychwstaniu (por. Łk 20, 35). Tę prawdę możemy zrozumieć nieco głębiej dopiero teraz, gdy nastąpiło już Jego zmartwychwstanie. Otóż „Pierwszym”, który zmartwychwstał, jest Jezus Chrystus. Przez swoje zmartwychwstanie Zbawiciel utworzył w pełni doskonałą formę nowego życia ludzkiego – nie tylko duchowego, ale i cielesnego. W tym Jego doskonałym życiu możemy uczestniczyć, dzięki otrzymanej łasce. Już na ziemi uczestniczymy w Jego Boskim życiu, gdy przez łaskę jesteśmy z Nim zjednoczeni. Jeśli w tej nadprzyrodzonej jedności z Nim umieramy, to po śmierci dusza nie tylko istnieje dzięki swojej nieśmiertelności, lecz nadal jest zjednoczona z Chrystusem i żyje Jego życiem. W Boże życie wszczepia nas Zbawiciel, wskrzeszając duchowo ze śmierci, którą jest trwanie w grzechu śmiertelnym. To nadprzyrodzone ożywienie martwego z powodu grzechów człowieka można nazwać zmartwychwstaniem duchowym lub „pierwszym” zmartwychwstaniem. Ono dokonuje się już tu, na ziemi i trwa dalej po śmierci. W tym stanie duchowego zmartwychwstania trwają zbawieni aż do dnia powszechnego zmartwychwstania ciał w dniu ostatecznym. Od tego momentu życie Chrystusa zmartwychwstałego obejmie nie tylko ich dusze, ale również ciała, które – dzięki Bożej wszechmocy – na zawsze złączą się z duszami. Zmartwychwstali zbawieni będą mieli ciało podobne do chwalebnego ciała Jezusa Chrystusa, który przez swoje zmartwychwstanie stworzył nową formę życia dla duszy i dla ciała ludzkiego. Pełne życie, które Bóg nam ofiarował w Jezusie Chrystusie, osiągnęła już Najświętsza Maryja Panna. Za życia na ziemi była w pełni ożywiona życiem Bożym, opartym na łasce, na wierze, na miłości. Przez łaskę wzięcia Maryi z ciałem i duszą do nieba chwalebne życie – wielki dar Boży – objęło również Jej ciało, odtąd uczynione na zawsze chwalebnym i nieśmiertelnym. To, co stało się z Maryją, zapowiada los wszystkich tych, którzy żyją podobnie jak Ona. (Więcej o powszechnym zmartwychwstaniu ciał tutaj, a o wzięciu do nieba Maryi tutaj)

 

11. Boże i ludzkie widzenie życia i śmierci. Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, czyli jedyny Bóg prawdziwy, nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. Przypomniał to Jezus saduceuszom, w czasie rozmowy o zmartwychwstaniu. Powiedział: „A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa „O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją”. (Łk 20,37-38) Bóg inaczej widzi ludzi, których my określamy jako żyjących i umarłych. My za żyjących uważamy tych, którzy obecnie znajdują się na ziemi lub przebywają jeszcze w łonach swoich matek. Umarłymi, według nas, są ci, których dotknęła śmierć – ci którzy odeszli z tego świata. Wszechwiedzący Bóg inaczej widzi to wszystko. W Jego oczach wielu z tych ludzi, którzy żyją jeszcze na ziemi, jest pogrążonych w duchowej śmierci, bo zamarła w nich miłość, dobroć, serdeczność, umiłowanie prawdy – czyli to wszystko, co mogło ich upodabniać do Boga-Miłości-Prawdy. Jako duchowo martwe Bóg widzi również dusze potępionych, bo nie ma w nich Jego Bożego życia, charakteryzującego się miłością. Jednak tych, którzy według naszego sposobu widzenia i mówienia, już umarli, Bóg wszystkich widzi jako nadal istniejących, świadomych, poznających, odczuwających szczęście zbawienia lub cierpienie czyśćca albo piekła. Dostrzega On, że Jego życiem, czyli życiem łaski, życiem Bożym, są ożywione dusze czyśćcowe i dusze ludzi zbawionych. Te duszy nie tylko istnieją i wszystko odczuwają, ale są ożywione życiem Bożym, które nigdy się nie skończy. Po zmartwychwstaniu szczęście wypływające z posiadania w sobie życia Bożego zacznie dzielić także ich chwalebne, uwolnione do cierpień i śmierci ciało. Ciała potępionych także zmartwychwstaną, ale będą dzieliły tragiczny los swoich potępionych na wieki dusz.

 

12. Wolność wobec nauczania Jezusa. Wypowiedź Jezusa o trwaniu życia poza granicami śmierci i o zmartwychwstaniu spodobała się niektórym uczonym w Piśmie, dlatego powiedzieli: „Nauczycielu, dobrześ powiedział” (Łk 20,39). Jednak to nie oni, lecz saduceusze odrzucali zmartwychwstanie i dlatego swoje zastrzeżenia dotyczące tej prawdy przedstawili Jezusowi. Czy Jego odpowiedź przekonała tych przeciwników zmartwychwstania? Nie wiadomo. Żaden z saduceuszów nic nie powiedział, słysząc wygłoszoną przez Jezusa obronę zmartwychwstania. Za tym milczeniem mogło się kryć dalsze uparte odrzucanie tej prawdy lub milczące przyjęcie nauczania Jezusa, bez ujawniania tego na zewnątrz. Wobec prawd wiary każdy człowiek jest wolny w swoim wnętrzu i dokonuje wolnego wyboru, z którego będzie się kiedyś musiał rozliczyć przed Bogiem.

 

13. Nowe światło rzucone na dawne prawdy. „A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa „O krzaku” (Łk 20,37). Gdyby Jezus Chrystus nie wyjaśnił fragmentu Pisma Świętego, w którym jest mowa o objawieniu się Boga w krzewie ognistym, to chyba żaden człowiek na ziemi nie odkryłby, że Mojżesz mówi tam o tym, „że umarli zmartwychwstają” (Łk 20,37). Jezus jest Bogiem i Jego nauka rzuca nowe światło na objawienie zawarte w Starym Testamencie. Jeśli ktoś odrzuci Jego nauczanie i oprze się tylko na księgach Starego Testamentu, to nie pozna pełnej prawdy, którą Bóg w nich zawarł. Niestety, istnieje wiele sekt i religii, które pomijają Nowy Testament uważając, że wszystko co Bóg chciał nam powiedzieć, zawiera się w Starym Testamencie. Tak jednak nie jest. Bóg nie przestał do nas mówić ani z chwilą zakończenia się Starego Testamentu, ani nawet po napisaniu ostatniej księgi Nowego Testamentu. On mówił i nadal mówi przez swojego Ducha, prowadząc do głębszego poznania tego, co zostało już dawno powiedziane, ale nie zostało w pełni zrozumiane. (Więcej o Objawieniu Bożym tutaj)

 

14. Żyją dla Boga. Jezus powiedział saduceuszom: „A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa „O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”. (Łk 10,37-38) Słowa te oznaczają, że Bóg widzi Abrahama, Izaaka i Jakuba jako osoby nadal istniejące, żyjące – i to „żyjące dla Niego”. Widzi, że nadal istnieją i żyją, chociaż według nas już dawno umarli. Żyją nie tylko w takim sensie, że nadal w jakiejś formie trwają po swojej śmierci. Oni żyją „dla Niego”, bo Go kochają, są całkowicie otwarci na Niego, na Jego wolę. Wszyscy zbawieni „żyją dla Boga”. Podobnie jest na ziemi z ludźmi ożywionymi przez łaskę, czyli tymi, którzy żyją nie tylko na poziomie biologicznym i psychicznym, ale także – duchowym i nadprzyrodzonym. Ludzie tacy – ogarnięci tchnieniem Ducha Świętego, Jego miłością i światłem – kochają Boga i poznają Go. To poznanie i ta miłość jest ich życiem – prawdziwym życiem w Bogu i „życiem dla Boga”. Ludzie martwi duchowo nie żyją dla Boga, lecz wyłącznie dla siebie. Cała ich aktywność życiowa sprowadza się do zaspokajania swoich potrzeb biologicznych i egoistycznych zachcianek, powstających na płaszczyźnie psychicznej. Pomimo tej aktywności życiowej – bardzo prymitywnej – są duchowo martwi. Nie ma bowiem w nich porywu miłości, nie ma Bożej mądrości, nie ma życia w Bogu i dla Boga. (Więcej o życiu Bożym w nas tutaj)

 

15. Uznani za godnych udziału w życiu przyszłym. Można coś posiadać jako swoją własność lub też mieć udział w dobrach, które należą do kogoś innego. Mówiąc o życiu przyszłym świecie i o powstaniu z martwych Jezus nie mówi o posiadaniu tych dóbr, lecz – o „udziale” w nich. Powiedział: „Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić.” (Łk 20,35) Wieczne życie w przyszłym świecie i zmartwychwstanie to wspaniałe dobra należące do Boga. Można jednak mieć w nich udział. Będą w nich uczestniczyć ci, którzy zostaną uznani za godnych. Tymi „uznanymi za godnych” są zbawieni, którzy już za życia ziemskiego nie odrzucili hojności Boga i przyjęli łaskę uczestniczenia w Jego Boskim życiu. Inaczej mówiąc, uznani za godnych udziału w świecie przyszłym i w chwalebnym „zmartwychwstaniu życia” (por. J 5,28-29) będą ci, którzy przyjęli na ziemi udzielaną przez Boga łaskę, która z Nim nas jednoczy, i w tej łasce umarli, czyli odeszli z tego świata jako uczestniczący w życiu Trójcy Przenajświętszej. (Więcej o niebie tutaj)

 

16. Godni, czy tylko uznani za godnych? Rozmawiając z saduceuszami o zmartwychwstaniu, Jezus nie mówił o „godnych”, lecz o „uznanych” za godnych udziału w „świecie przyszłym i w powstaniu z martwych” (por. Łk 20,35). W tych słowach zawiera się głęboka prawda – ta mianowicie, że nikt nie jest godzien wielkich darów Bożych. Są one udzielane z miłości i miłosierdzia Bożego, a nie ze względu na nasze wielkie zasługi. Ludzkość niczym nie zasłużyła sobie na Odkupienie i Zbawienie. Przeciwnie, od początku odznaczała się łatwością znieważania dobrego Boga. Bardziej słuchała szatana niż Tego, który ją stworzył. Od Adama i Ewy pogrążyła się w grzechach. Nigdy nie przestawała obrażać Boga, któremu zawdzięcza swoje istnienie i każde posiadane dobro. Nikt z nas nie jest bezgrzeszny, dlatego Bóg niczego nie musi nam dawać. Na nic nie zasługujemy ze ścisłej i rygorystycznej sprawiedliwości. Możemy jednak, jak mówi Jezus, „zostać” uznanymi za godnych życia w przyszłym świecie i w zmartwychwstaniu. Za godnych mogą być uznani nawet najwięksi grzesznicy, jeśli uwierzą w Jezusa Chrystusa, wyrażą przed Nim swoją skruchę, postanowią zmienić swoje życie i otrzymają od Niego przebaczenie swoich grzechów wraz z łaską usprawiedliwienia. Każdy z nas może się znaleźć w tej grupie zbawionych. Nikt jednak nie powinien się uważać za „godnego” tej łaski, lecz jedynie za „uznanego za godnego” wielkiego daru miłosiernego Boga. (Więcej o łasce usprawiedliwiającej tutaj)

 

17. Nie śmieli więcej pytać Jezusa. Jezus wyjaśnił saduceuszom fragment Pisma Świętego mówiący o Mojżeszu, który zobaczył wyjątkowy krzew – taki, który się palił, ale się nie spalał. Niektórych uczonych w Piśmie zaskoczył wyjątkowy sposób wyjaśnienia tego fragmentu, w którym Jezus doszukał się nauczaniu o zmartwychwstaniu, chociaż ten tekst wprost o nim nie mówi. Widząc niezwykłą inteligencję Jezusa i Jego rozumienie natchnionych tekstów, niektórzy z uczonych w Piśmie powiedzieli: „Nauczycielu, dobrześ powiedział, bo już o nic nie śmieli Go pytać”. (Łk 20,39-40) Może niektórzy z tych „znawców” Pisma Świętego dostrzegli mądrość Jezusa, szczerze i pokornie ją uznali i dlatego powiedzieli Mu, że „dobrze powiedział”. Ale może w tej grupie byli również i tacy, którzy zamilkli nie dlatego, że przyjęli nauczanie Jezusa i Jego autorytet, lecz po prostu nie chcieli się pokazać przed ludźmi jako ciągle „przegrywający” w konfrontacji z Nim. Do milczenia zatem nie pokora ich skłoniła, lecz – pycha. (Więcej o pysze i innych grzechach głównych tutaj)

 

18. Bóg nigdy nie niszczy ani nie unicestwia ludzkiego życia. „Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”. (Łk 20,38) Te słowa – jak i wszystkie inne, które wypowiedział Jezus – zawierają głęboką prawdę. Można te słowa rozumieć w ten sposób, że wszyscy zbawieni „żyją dla Boga”, bo okazują Mu miłość, cześć, szacunek. Podobnie „żyją dla Boga” na ziemi ci, którzy w Niego wierzą i kochają Go. Wszystko w ich życiu jest ukierunkowane na Niego. Słowa Jezusa: „wszyscy bowiem dla Niego żyją”, można też rozumieć w ten sposób, że raz stworzonego przez Boga życia ludzkiego On – w przeciwieństwie do człowieka  – nigdy nie niszczy i nie unicestwia. Bóg jest Bogiem dającym życie. To On je w nas stworzył. On je podtrzymuje. Od Boga pochodzi dusza każdego z nas. To nie rodzice, lecz On ją stwarza w każdym poczętym człowieku. Bóg nigdy nie działa tak, by nasza dusza poniosła szkodę. Dzięki duszy każdy człowiek jest żyjącą, niepowtarzalną, rozumną i wolną osobą i pozostanie nią na zawsze – także poza granicami śmierci. Jeśli – mówiąc naszym językiem – człowiek umiera, to nie unicestwia się jako żywa, świadoma i odczuwająca osoba i tak to widzi Bóg. On nigdy nie zabija życia ludzkiego, nawet wtedy, gdy dopuszcza śmierć. To bowiem, co według nas jest „końcem” i śmiercią, dla Niego stanowi jedynie przejście z ziemskiej formy życia do wiecznej. Jest początkiem życia ostatecznego. I tak to widzi Bóg. (Więcej o nieśmiertelnej duszy ludzkiej tutaj)

Boskie synostwo Mesjasza

Natomiast On rzekł do nich: Jak można twierdzić, że Mesjasz jest synem Dawida?41 Przecież sam Dawid mówi w Księdze Psalmów: Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej,42 aż położę nieprzyjaciół Twoich jako podnóżek pod Twoje stopy.43 Dawid nazywa Go Panem: jak zatem może On być [tylko] jego synem?44 (Łk 20,41-44)

1. Pytania zadawane przez ludzi i przez Jezusa. Z różnych powodów zadawano Jezusowi pytania. Jedni stawiali je z ciekawości, inni po to, by poznać prawdę, a jeszcze inni tylko po to, by Go pochwycić na jakimś błędzie i z tego powodu skompromitować i ukarać – nawet śmiercią. Jezus również zadawał pytania. Kiedy jednak On to czynił, zawsze kierował się prawdziwym dobrem tych, których pytał. Chciał ich doprowadzić do poznania prawdy, a przez to – do zmiany życia i w do zbawienia. Wszystkim więc, co czynił lub mówił Jezus, kierowała miłość – także zadawaniem przez Niego pytań. Nie kierował się swoim dobrem, lecz dobrem innych.

 

2. Oczekiwany Mesjasz będzie Panem. Jezus zadaje swoim rozmówcom pytania dotyczące Mesjasza, czyli Jego samego. Pobudza do refleksji tych, którzy zasklepili się w jednym poglądzie, w tym mianowicie, że Mesjasz będzie „synem Dawida”. Swoimi pytaniami Jezus naprowadza ich na prawdę, że oczekiwany Mesjasz nie będzie tylko potomkiem Dawida, lecz Kimś znacznie większym: samym Panem, czyli Bogiem. Pyta więc: „Dawid nazywa Go Panem: jak zatem może On być [tylko] jego synem?” (Łk,20,44). (O Boskim Synostwie Jezusa Chrystusa tutaj)

 

3. Fundamentalna prawda o Jezusie Chrystusie. Nie tylko swoimi pytaniami, lecz również swoimi cudami Jezus przygotowywał serca ludzkie, aby przyjęły tę prawdę, w którą Maryja uwierzyła od chwili Zwiastowania – w tę mianowicie, że nie jest On tylko człowiekiem, lecz prawdziwym Synem Bożym, Bogiem, Panem i Zbawicielem. Od przyjęcia lub odrzucenia tej prawdy zależy całe nasze nastawienie względem Niego: albo wierzymy, że jest Bogiem, i szukamy u Niego zbawienia, lub też nie wierzymy w Jego Boskość i w konsekwencji szukamy zbawienia poza Nim, jedynym Zbawicielem – czyli tam, gdzie go nie ma. W wielu religiach, które nie negują istnienia Boga, nie wierzy się w Boskość Jezusa. Pomija się więc również te wszystkie środki zbawcze, które nam dał w założonym przez siebie Kościele: Jego słowo, Jego sakramenty i pomoc ustanowionych przez Niego pasterzy. (Więcej o Kościele tutaj)

 

4. Zwycięski Mesjasz, Syn Boży. „Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół Twoich jako podnóżek pod Twoje stopy” (Łk 20,42-43). Jak wiele innych tekstów Starego Testamentu tak i przytoczony przez Jezusa werset z Psalmu 110 można w pełni zrozumieć dopiero w świetle przyniesionego przez Niego objawienia. To objawienie jest nam wyjaśniane przez Nauczanie Kościoła. Psalm ten przedstawia przyszłego Mesjasza, Jezusa Chrystusa. Będzie On Synem Bożym, który po swoim zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu zasiądzie na zawsze po prawicy swojego Ojca. Jako wszechmogący Bóg posiada pełną władzę nad swoimi nieprzyjaciółmi, czyli nad wrogami dobra, prawdy, zbawienia ludzkiego. Ostateczna klęska tych wrogów – kierowanych przez piekło – jest nieuchronna. Kiedy ona nastąpi, zło nigdy już nie zatriumfuje nad dobrem – tak jak to się jeszcze nieraz przejściowo dzieje w naszej historii. (Więcej o wniebowstąpieniu Jezusa Chrystusa tutaj)

 

5. Pan nad wszystkimi panującymi. Dawid, chociaż był królem, uznawał nad sobą władzę wyższą – władzę Boga. Także przyszłego Mesjasza nazywa swoim Panem (por. Łk 20,42-44). Nie tylko królowie, lecz wszyscy inni władcy, przełożeni i rodzice powinni uznawać nad sobą Pana Najwyższego, z którym się liczą i któremu się podporządkowują. Tylko wtedy unikną samowoli, niesprawiedliwości i innego krzywdzenia tych, nad którymi posiadają władzę. Zepsucie, wojny, rozboje i inne dramaty dzisiejszego świata powstają z powodu powszechnego odrzucania Boga przez człowieka i stawianie samego siebie zamiast Jego jako najwyższego Prawodawcy i Pana. Świat zmieni się, gdy Bóg zostanie ponownie uznany za Pana i Ojca wszystkich bez wyjątku ludzi; gdy naprawdę stanie się „Ojcem naszym”. (Więcej o modlitwie "Ojcze nasz" tutaj i tutaj)

 

6. Siedzi po prawicy Ojca. Jezus, chcąc wykazać swoim rozmówcom, że Mesjasz, czyli On, nie jest tylko potomkiem z rodu Dawida, lecz Panem i Bogiem, zacytował Psalm 110: „Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół Twoich jako podnóżek pod Twoje stopy” (Łk 20,42-43). Prawda zawarta w tym zdaniu znalazła się w wyznaniu wiary Kościoła: Jezus Chrystus „wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga, Ojca wszechmogącego”. Ta prawda wiary mówi o wielkim wywyższeniu ludzkiej natury Jezusa po Jego zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu. Przez te dwa połączone ze sobą wydarzenia Jego ludzka natura została wyzwolona nie tylko ze śmierci, ale również ze wszystkich innych ograniczeń, którym Jezus był poddany za życia ziemskiego. Przez zmartwychwstanie Bóg wywyższył Go ponad wszystko – jak mówi św. Paweł w Liście do Filipian: „Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca” (Flp 3,9-11). Określenie: „siedzi po prawicy Ojca” oznacza to właśnie uwolnienie ludzkiej natury Jezusa Chrystusa od ograniczeń i wywyższenie jej. To wszystko dokonało się również ze względu na nas. Dzięki bowiem temu wyzwoleniu i wywyższeniu możemy i my – z duszą i ze zmartwychwstałym ciałem – znaleźć się kiedyś w chwale nieba, w samym Sercu Trójcy Świętej. (Więcej o zmartwychwstaniu Jezusa tutaj, o Jego wniebowstąpieniu tutaj i o naszym zmartwychwstaniu tutaj)

 

7. Jedyny Pan, który zasiada po prawicy Boga Ojca. Słowa Psalmu 110, w którym Psalmista nazywa swoim Panem Mesjasza-Chrystusa, powinny nas pobudzać do ciągłego rachunku sumienia, aby codziennie odpowiadać sobie na pytanie: „Kto jest moim prawdziwym panem?”. Nie powinna nas zadowalać prosta odpowiedź: Oczywiście, Bóg, Jezus Chrystus. To On jest moim Panem. Przecież przyjąłem Go za swojego Pana.  Nie jest to takie pewne, jak nam się często wydaje, gdyż prawie każdy człowiek służy nie jednemu, lecz nawet kilku panom. Służą im nawet ludzie, którzy bardzo kochają Boga. Ci jednak stawiają Go przed innymi panami, którzy chcieliby zawładnąć ich myśleniem, odczuwaniem, pragnieniami, decyzjami, słowami, czynami, czasem. Służba tym panom prowadzi do różnych grzesznych zaniedbań. U wielu wierzących, niestety, to nie Bóg Ojciec, Syn Boży, Jezus Chrystus i Duch Święty, to nie Trójca Święta jest stojącym na pierwszym miejscu Panem. Służą różnym panom, a powstaje ich wielu. Rozwój techniki powoduje, że ciągle „rodzą się” nowi panowie i bogowie – tacy jak gry, telefon komórkowy, karta kredytowa, internet, komputer... Jakiego zatem pana stawiam na pierwszym miejscu: Boga lub jakiegoś innego? Muszę – przez dobry rachunek sumienia – odkryć go lub ich, żeby nie jemu lub nie im służyć, lecz – tak jak Maryja – tylko jedynemu Panu i Bogu naszemu. Żaden bowiem bożek i pan ziemski nie zasiądzie po prawicy Boga Ojca tak jak Jezus Chrystus. Po przejściu przez bramę śmierci do wieczności stracę każdego „pana”, który nie jest Bogiem. I z jakim panem pozostanę przez całą wieczność?

 

8. Pan potępionych. Panem zbawionych jest i będzie na zawsze Trójosobowy Bóg, Trójca Święta. Panem pozostanie na wieki Jezus Chrystus, Syn Boży, wyniesiony do niebieskiej chwały w swojej ludzkiej naturze. Tego Pana nie uznają potępieni. Oni bowiem na zawsze wybrali innego pana, którym jest zło. To jemu się w pełni oddają, nienawidząc wszystkich i wszystko całą mocą swojego bytu. Nienawidzą nie tylko Boga i zbawionych, ale także wszystkich ludzi na ziemi i wszystkich bez wyjątku potępionych. Całe piekło bez przerwy okazuje swoją nienawiść każdemu potępionemu. Ta stała nienawiść, pragnienie szkodzenia i unieszczęśliwiania jest jakby ustawicznym kultem Zła, któremu oddają się potępieni. Piekło to miejsce bez najmniejszego nawet śladu miłości, miłosierdzia, współczucia, sympatii, dobroci, życzliwości, przychylności, zrozumienia wzajemnego. Potępienie to jakby wieczne opętanie żądzą czynienia zła. (Więcej o potępieniu tutaj)

 

9. Panowanie miłości lub nienawiści. Jeśli ktoś poddaje się pod panowanie Jezusa Chrystusa, Pana zasiadającego po prawicy Ojca, to pozwala, by zawładnęła nim w pełni miłość. Zaczyna kochać i stale wzrasta w miłości, aby zapanowała ona nad wolną wolą, nad wszystkimi decyzjami, nad myśleniem, mówieniem, działaniem – nad całym bytem. Pragnie, by ujawniała się w uczuciach, życzliwym myśleniu o innych, w dobrych słowach i czynach. Człowiek, który naprawdę przyjął panowanie Chrystusa siedzącego po prawicy Boga Ojca, pragnie być pochodnią miłości: chce kochać „Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”, „a swojego bliźniego jak siebie samego” (por. Mk 12,31-32) Do tak wielkiej miłości można się stale zbliżać każdego dnia, aby osiągnąć jej pełnię w niebie, w domu Ojca. W ludziach, którzy zamiast Chrystusa wybrali Zło jako swojego pana, zamiast miłości pojawia się coraz to większy egoizm, zamieniający się stopniowo w coraz głębszą nienawiść, zwróconą w stronę Boga i wszystkich Jego stworzeń – zwłaszcza ludzi. Gdy ktoś przyjął dobrowolnie panowanie Zła, stopniowo zbliża się do swojego strasznego szatańskiego ideału, którym jest nienawiść z całego serca, całej duszy; nienawiść, która wciąga na swoje usługi umysł, inteligencję i wszystkie posiadane uzdolnienia. Do takiej „doskonałej” nienawiści dochodzą potępieni, bo odrzucili na zawsze panowanie Boga, który jest Miłością, bo wzgardzili Jego łaską, która mogła ich uczynił żywymi pochodniami miłości. (Więcej o miłości tutaj; o nienawiści do Boga tutaj; o niebie tutaj; o piekle tutaj; o czyśćcu tutaj; w formie drukowanej tutaj)

 

Ostrzeżenie przed obłudą i pychą

Gdy cały lud się przysłuchiwał, rzekł do swoich uczniów:45 Strzeżcie się uczonych w Piśmie, którzy z upodobaniem chodzą w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach.46 Objadają oni domy wdów i dla pozoru długo się modlą. Ci tym surowszy dostaną wyrok.47 (Łk 20,45-47)

1. Potrzeba wyjaśniania Pisma Świętego nie tylko słowem, ale i przykładem. Jezus ostrzega lud przed tymi, którzy powinni mu służyć przez dobre wyjaśnianie Pisma Świętego – przed uczonymi w Piśmie. Wyjaśnia słuchającemu Go ludowi, że w postępowaniu tych znawców Biblii nie ma jej ducha. Żadna bowiem z natchnionych ksiąg Pisma Świętego nie namawia do próżności, żądzy zaszczytów. Jezus chce powiedzieć, że wyjaśniać natchnione teksty trzeba nie tylko słowem, ale również postępowaniem. Tego natomiast nie było widać z zachowaniu uczonych w Piśmie, bo jednym z podstawowych pouczeń Pisma Świętego jest wezwanie do pokory, bez której nie można w pełni kochać Boga ani bliźniego. (Więcej o pysze i pokorze tutaj)

 

2. Inna niż uczeni w Piśmie. Zarozumiałych i spragnionych próżnej chwały uczonych w Piśmie – którzy chodzili z upodobaniem w powłóczystych szatach i lubili pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach, którzy pod pozorami pobożności objadali domy wdów (por. Łk 20,45-47) – można porównać z Maryją, Matką Zbawiciela. Nie była Ona jak oni znawczynią ksiąg natchnionych, jednak poznała ich najgłębszy sens, którym jest Jej Syn, Jezus Chrystus, wcielony „Syn Najwyższego” (Łk 1,32). W przeciwieństwie do rozmiłowanych w „powłóczystych szatach” pozornych znawców Pisma Maryja Swoim skromnym ubiorem nie przykuwała do siebie niczyjej uwagi. Została jednak „przyobleczona w słońce” (por. Ap 12,1), to znaczy w samego Jezusa Chrystusa, „Wschodzące Słońce” (Łk 1,78) i w Jego miłość, dobroć, pokorę i inne najwspanialsze duchowe doskonałości. To one były i pozostaną na zawsze Jej pięknem duchowym, Jej duchową szatą. W przeciwieństwie do Maryi uczeni w Piśmie szukali wszędzie pierwszych i zaszczytnych miejsc. Ona tego nie czyniła. Chciała być jedynie skromną i ostatnią „służebnicą Pańską” (Łk 1,38). Za to Bóg wyznaczył Matce Swego Syna wyjątkowe miejsce w niebie. Życie, czyny, postawy Maryi pozostaną na wieki wielkim i czytelnym „komentarzem” do Pisma Świętego – jego poglądowym wyjaśnieniem, zrozumiałym dla każdego człowieka dobrej woli. Niepokalana Dziewica na zawsze pozostanie najdoskonalszym wzorem świętości i „usprawiedliwienia z wiary” (por. Ga 2,16) – ale z wiary żywej, przejawiającej się w uczynkach miłości (por. Jk 2,17-26). Jezus nikogo nie ostrzegał przed swoją Matką, tak jak ostrzegł przed uczonymi w Piśmie. W przeciwieństwie do niektórych odłamów chrześcijaństwa nigdy też nie umniejszał Jej wielkości.

 

3. Uczeni, znający powierzchownie Pismo Święte. Krytykowani przez Jezusa uczeni w Piśmie uważali siebie za znawców ksiąg natchnionych, jednak nie potrafili w nich odczytać pouczeń odnoszących się do ich życia. Nie zauważyli zawartych w nich pouczeń o potrzebie pokory przed Bogiem, ludźmi i przed sobą samym. Nie potrafili też dobrze odczytać proroctw odnoszących się Mesjasza, którym jest Jezus. Tak się stało, gdyż brakło im pokory wobec wielkich tajemnic zawartych w Piśmie Świętym. Uważali, że wiedzą bardzo dużo, dlatego zamknęli się na nauczanie Jezusa. Nie odczytali więc w pełni zawartego w księgach natchnionych Bożego wezwania, skierowanego do także do nich. I dzisiaj można spotkać osoby bardzo ceniące Pismo Święte, które jednak nie żyją jego duchem, pomimo posiadanej wielkiej wiedzy biblijnej. Pycha, do której doszli ci ludzie, utrudnia im pełne otwarcie się na światło Ducha Świętego. Myślą, że znają dobrze treść Biblii, jednak tak nie jest. Innym powodem braku właściwego rozumienia tekstów natchnionych jest odrzucanie tego światła Ducha Świętego, które przez wieki dociera do nas przez nauczanie Kościoła. Kto świadomie odrzuca to nauczanie, ten zamyka się na Ducha Świętego, gdyż nie przyjmuje jednego z najważniejszych „kanałów”, przez które dociera do nas światło tego Ducha. Łatwo może pobłądzić ten, kto mówi, że wystarcza mu sama Biblia. Dowodem na to są tysiące sekt, które w ciągu wieków wyrosły na bazie bezbłędnego Pisma Świętego. (Więcej o Piśmie Świętym , Tradycji i nauczaniu Kościoła tutaj)

 

4. Nie nam, lecz Bogu należy się chwała. Uczeni w Piśmie lubili „pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach”. (Łk 20,46) Podobała im się chwała pochodząca od ludzi. Za co? Za ich rzekomą wielką znajomość Pisma Świętego. Jednak, jeśli rzeczywiście dobrze rozumieli jakieś prawdy zawarte w natchnionych księgach, to powinni dziękować Bogu za otrzymane światło; powinni pobudzać swoje otoczenie do uwielbiania Go. Gdyby dobrze rozumieli słowa Pisma Świętego, to wzięliby sobie do serca także i to zawarte tam pouczenie: „Nie nam, Panie, nie nam, lecz Twemu imieniu daj chwałę za Twoją łaskawość i wierność!” (Ps 115,1) Jak łatwo pomijają różne prawdy Pisma Świętego nawet ci, którzy uważają, że samo Pismo Święte im wystarcza.

 

5. Pozorna wielkość człowieka. Próżność, której ulegali uczeni w Piśmie, prowadzi do przekonania, że czymś wyjątkowo ważnym jest to, co zewnętrzne, czyli „powłóczyste” lub inne przykuwające wzrok szaty, zajmowane miejsce na różnych ucztach i uroczystościach;  zewnętrzne przejawy ludzkiego szacunku, takie jak pozdrowienia na rynkach – czyli publiczne, przyciągające uwagę wielu. Ponieważ próżność jest bardzo rozpowszechniona, dlatego też powszechne jest przekonanie o tym, że różne zewnętrzne i widzialne elementy tworzą naszą wielkość. To pomyłka. Jesteśmy bowiem tacy, jacy naprawdę jesteśmy, czyli tacy, jakie jest nasze myślenie, pragnienia, zamiary, podejmowane decyzje, formowane w naszym umyśle słowa, wykonywane czyny. Tego, jacy naprawdę jesteśmy, nie zmienia piękny ubiór, wspaniały kapelusz, zaszczytne miejsca ani ludzkie wyrazy szacunku – często nieszczere i służalcze. Bóg wie, jacy naprawdę jesteśmy, bo On dostrzega nasze serca, nasze myśli, naszą wolną wolę, każdy nasz czyn. On słyszy każde nasze słowo, nawet to, którego usta nigdy nie wygłoszą, ale które już wypowiada nasze serce i umysł.  (Więcej o pysze i pokorze tutaj)

 

6. Zamaskowane zło i grzech. Jezus nie tylko uczonym w Piśmie zarzuca  postępowanie, które polega na ukrywaniu zła za pozornym dobrem. Ci zakłamani ludzie objadali domy wdów, co było oczywistym złem, ale ukrywali to pod zasłoną długich pozornych modłów (por. Łk 20,46). Podobna praktyka jest bardzo rozpowszechniona także w naszych czasach. Ileż to różnych wątpliwej wartości protestów dokonuje się pod wzniosłymi hasłami walki o dobro. Nawet ludzi trudno okłamać taką obłudą, a tym bardziej – Boga.

 

7. Surowszy wyrok otrzymają. „Ci tym surowszy dostaną wyrok” – mówi Jezus o próżnych uczonych w Piśmie, a zwłaszcza o tych, którzy pod pozorami długich modlitw objadali domy wdów (por. Łk 20,47). Chrystus grozi większą karą tym, którzy znali Pismo Święte lepiej niż inni ludzie, jednak nie żyli jego duchem. Zamiast Bożej chwały szukali chwały własnej, za którą uważali ludzkie pozdrowienia, pochwały i zaznaczanie swojej obecności tam, gdzie się znajdowali: przez wyszukane szaty i szukanie zaszczytnych miejsc głównie tam, gdzie znajdowało się więcej osób. Ale groźba Jezusa odnosi się w szczególny sposób do tych, którzy udawali pobożność, a krzywdzili wdowy, bo objadali ich domy udając długie modlitwy (por. Łk 20,47). Ten ich grzech zasługiwał na większą karę niż ich samo tylko szukanie ludzkiej chwały przez próżność. Przez nią bowiem głównie siebie krzywdzili, bo ośmieszali samych siebie. Próżnemu człowiekowi wydaje się, że zyskuje wielkie poważanie przez podkreślanie swojej osoby, jednak tak nie jest. Zwykle ludzie śmieją się za plecami próżnych, zarozumiałych i przechwalających się osób. Objadanie wdów i towarzysząca temu obłuda była większym grzechem uczonych w Piśmie niż samo tylko szukanie zaszczytów. Przez ten grzech bowiem krzywdzili już nie tylko siebie, ale inne osoby – wdowy, które nie miały zwykle wystarczających środków na utrzymanie siebie i dzieci. Ten grzech, ze względu na wielkość wywoływanego zła, zalicza się do „grzechów wołających o pomstę do nieba”, czyli grzechów wyjątkowo ciężkich i zasługujących na surowy wyrok na sądzie Bożym. (por. Katechizm Kościoła Katolickiego 1867)

 

8. Pierwsze krzesła w synagogach. Jezus zarzuca uczonym w Piśmie, że lubią pierwsze miejsca nie tylko na ucztach, ale nawet w synagogach, czyli w domach modlitwy (por. Łk 20,46). Szukali tam pierwszych miejsc, chociaż z powodu swojej próżności i innych złych czynów nie byli tak blisko Boga jak niejeden z tych, którzy w synagodze zasiadali pokornie w mało rzucających się w oczy miejscach. Uczeni w Piśmie zajmowali chętnie pierwsze krzesła w synagogach, chociaż ze względu na objadanie wdów zasługiwali na surową karę (por. Łk 20,47). W domu modlitwy wszyscy powinni się koncentrować na Bogu. Nikt więc nie powinien swoim zachowaniem a nawet ubiorem przykuwać uwagi otoczenia do siebie. Tak powinno być także w kościołach. Ich wystrój, zachowanie ludzi i ich ubiór nie powinny nikomu utrudniać skupienia się na samym Bogu i na rozmowie z Nim.

 

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski


 



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań