Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 3


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19


Powołanie Jana Chrzciciela przez Boga

Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i kraju Trachonu, Lizaniasz tetrarchą Abileny;1 za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni.2 (Łk 3,1-2)

1. Jan Chrzciciel, człowiek prawdziwie wielki. Św. Łukasz pragnie nam podać czas wezwania Jana Chrzciciela przez Boga do przygotowywania serc ludzkich na przyjęcie Jezusa Chrystusa. Według biblistów słowo Boże zostało skierowane do Jana, syna Zachariasza i Elżbiety, w 27 lub 28 roku ery zapoczątkowanej przez naszego Zbawiciela. Podając czas powołania Jana, poprzednika Jezusa, św. Łukasz wymienia kilka osób wielkich w oczach tego świata, posiadających władzę świecką i duchowną. Mówi o Tyberiuszu Cezarze i o zarządcach niektórych okupowanych przez jego wojska terenów. Wspomina namiestnika Piłata i trzech zarządców z tytułem tetrarchy: Heroda, Filipa, jego brata, i Lizaniasza. Wymienia także dwóch najwyższych kapłanów: Annasza i Kajfasza. Wszyscy oni byli znani, mieszkali we wspaniałych siedzibach, nosili zaszczytne tytuły i szaty przykuwające spojrzenie. Jednak to nie oni przygotowywali lud na przyjęcie Mesjasza. Niektórzy z tych wymienionych „wielkich” brali czynny  udział w niesprawiedliwym skazaniu na śmierć Jezusa. Przygotowywał natomiast naród na przyjęcie Zbawiciela człowiek, który w oczach tych „wielkich” mógł uchodzić za fanatyka religijnego, niedostosowanego społecznie odludka, biedaka, który nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, i żywił się szarańczą oraz miodem leśnym (por. Mt 3,4). Jednak ten „biedak” stał się kimś prawdziwie wielkim, bo spełnił to, co zlecił mu Pan. Również wymienieni przez św. Łukasza rządzący i duchowni mogliby osiągnąć prawdziwą wielkość, gdyby poszli za głosem Pana, który przemawiał do nich przez sumienie i różne wydarzenia, np. przez głos żony, ostrzegającej swego męża Piłata, by wycofał się z osądzania sprawiedliwego Jezusa (por. Mt 27,19). Tetrarcha Herod nie stałby się zabójcą Jana Chrzciciela, gdyby posłuchał Boga, który przez słowa tego proroka przypominał mu, że nie wolno mu żyć z żoną swego brata Filipa. (por. Mt 14,3-12) To nie bogactwo, władza, piękne szaty z metką jakiejś firmy, zaszczytna pozycja społeczna, lecz wierność sumieniu i słowu Pańskiemu zapewnia nam prawdziwą wielkość, którą widzi Bóg.

 

2. Jan Chrzciciel nie był samozwańcem, lecz posłańcem Bożym. Słowo Boże do Jana, poprzednika Jezusa, zostało skierowane w konkretnym czasie, gdy władzę sprawowali konkretni ludzie i konkretne osoby były najwyższymi kapłanami. Był to czas bardzo bliski rozpoczęcia przez Jezusa swojego publicznego nauczania. Słowo pochodzące od Boga dotarło do Jana Chrzciciela w miejscu, które św. Łukasz określa ogólnie jako „pustynia” czyli miejsce oddalone od ludzi i przez to ułatwiające skupienie się, medytację, modlitewny kontakt z Bogiem. Tam Bóg skierował swoje słowo do Jana. Św. Łukasz nie podaje, w jaki sposób to słowo zostało mu podane: czy przez anioła – jak Zachariaszowi, Maryi, pasterzom i św. Józefowi w czasie snu – czy w formie jakiegoś natchnienia pochodzącego od Ducha Świętego, odbieranego jako wewnętrzne pouczenie, myśl, słyszenie, widzenie. Nic o tym nie mówi. Podkreśla jednak fakt, że w konkretnym czasie i miejscu Bóg pouczył przebywającego na pustkowiu Jana, co ma czynić.

Ten, kto odpowiada na wezwania Boga, nie jest samozwańcem, lecz Jego posłańcem. I tak powinno być i w naszym życiu. Niczego nie powinniśmy czynić jako samozwańcy, działający pod wpływem różnych swoich pomysłów, zachcianek, kaprysów, nastrojów, pychy, zazdrości, chciwości, złości, nieczystości, skłonności do obżarstwa, lenistwa. Mamy postępować jako ludzie pouczeni przez słowo Boże i uformowane przez nie sumienie. To ostatnie stale do nas mówi, a słowo Boże także do nas dotrze i pouczy nas, jeśli zaczniemy je codziennie czytać i medytować. W odpowiednim czasie i miejscu, jak Jan, dowiemy się wyraźnie, czego Bóg od nas oczekuje.

 

Wezwanie do wyrównywania dróg dla Pana

Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów,3 jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina niech będzie wypełniona,4 każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech się staną prostymi, a wyboiste drogami gładkimi!5 (Łk 3,3-5)

1. Miejsce działalności poprzednika Chrystusa. Jan Chrzciciel wypełniał swoją misję nad Jordanem. Posłuszny głosowi Bożemu nie chodził po wszystkich ziemiach zamieszkałych przez Żydów, lecz obchodził tylko całą okolicę nad Jordanem, głosząc chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów. Takie było jego powołanie. Jest ono zawsze konkretne, ma się wypełnić w miejscu wyznaczonym przez Boga i być skierowane do tych ludzi, których Bóg nam powierzył. Nawet Jezus, Syn Boży, za życia ziemskiego nie docierał do wszystkich ludzi na całym świecie. Miał działać tylko tam, gdzie Mu to wyznaczył Ojciec. Podobnie jest z nami. Bóg nam wyznaczył miejsce działania i ludzi, którym mamy pomóc się zbawić. Za tych ludzi – nawet jeśli ich jeszcze nie znamy – powinniśmy się szczególnie modlić i polecać ich opiece Boga, Matki Najświętszej, aniołów stróżów i ich patronów.

 

2. Otworzyć drogę serca Panu. Jan Chrzciciel został powołany przez Boga do tego, by pomagać ludziom naprawiać drogi swojego życia i w ten sposób przygotowywać je dla przychodzącego Pana. Wszystkie drogi naszego życia powinny być tak przygotowane dla Pana, aby mógł On przez nie wejść do naszych serc, a następnie – już wraz z nami – wychodzić do innych ludzi. Pan pragnie wejść na drogę mojego życia i wraz ze mną podchodzić do bliźnich, aby im pomagać w trudnościach życia ziemskiego i w podążaniu wąską drogą, prowadzącą do życia wiecznego (por. Mt 7,13-14). Dlatego powinniśmy ciągle naprawiać drogę, którą jest nasze serce, aby stało się ono drogą otwartą na Pana i na ludzi. Na drogę zamkniętą, zagrodzoną, nie można swobodnie się przedostać. Można wprawdzie forsować ustawione przeszkody, ale Bóg nie chce tego czynić. Nie chce przemocą, wbrew naszej woli, wdzierać się na drogi naszego życia. Nie chce też zmuszać nas, byśmy wraz z Nim wychodzili do innych ludzi. Aby wpuścić Pana muszę usunąć przegrodę niewiary, pychy, samowystarczalności, zarozumialstwa. Jeśli to uczynię, On wejdzie na kręte i wyboiste drogi mojego życia i sam pomoże mi je wyprostować i wyrównać.

 

3. Serce, myśli, słowa, czyny wymagają naprawy jak zniszczona droga. Nasze życie, myślenie, intencje, zamiary, wypowiadane słowa, postępowanie, przyzwyczajenia podobne są do nierównej, zniszczonej drogi, po której trudno chodzić. Nasze słowa i czyny często są nieszczere, obłudne, jak kręta droga. Brak nam prostoty, zbyt wiele jest udawania i zakłamania. Nasza pycha przejawiająca się w myśleniu i słowach przechwalania się przypomina nierówności, pagórki i górki na drodze, które utrudniają poruszanie się. Złe oceny innych ludzi, obmawianie ich i oczernianie to jakby dziury na drodze, z których nie ma żadnego pożytku. Wszystkie dziurawe i wyboiste drogi naszego myślenia, mówienia i postępowania powinny stać się równymi, gładkimi. Potrzebują naprawy jak drogi po ciężkiej zimie. Największej naprawy wymaga nasze serce, bo to w nim rodzą się różne dobre i złe zamiary, które następnie zamieniają się w słowa i czyny. Z „obfitości serca usta mówią” (Mt 12,34)

 

4. Nieraz sumienie wymaga naprawy. Sumienie powinno pokazywać właściwe kierunki poruszania się po drogach naszego życia. Jeśli jednak uległo ono zdeformowaniu przez przyzwyczajenie się do popełnianego przez siebie zła, przez propagandę, manipulację, panujące mody, to wymaga ono naprawy. Naprawia swoje sumienie ten, kto rozważa słowo Boga, Jego przykazania i stara się zawsze odczytywać Jego wolę. Słowo Boże leczy sumienia i pomaga przebudowywać hierarchię wartości, w której nieraz nie wszystko znajduje się na właściwym miejscu, jak nie na swoim miejscu leżą kamienie na zniszczonej drodze. Słowo Boże pokazuje nam, że życie ziemskie jest tylko drogą do celu wiecznego. Dzięki temu uczy nas właściwej oceny swoich zadań małżeńskich, rodzinnych, politycznych, społecznych. Uczy nas właściwego spojrzenia na bogactwo, władzę, sławę, rozrywki, pracę – na wszystko. Wpatrywanie się w Najświętsze Serce Jezusa i dobroć Niepokalanego Serca Jego Matki uczy nas miłości i połączonej z nią dobroci.

 

5. Prawa ludzkie mają stać się dobrymi drogowskazami. Drogowskazami na drogach życia ludzkiego są również prawa i wydawane przepisy. Nieraz wymagają one podobnego naprawienia jak sumienie. Domagają się one radykalnej przebudowy zwłaszcza wtedy, gdy są sprzeczne z prawem Bożym lub gdy je przyćmiewają, podważają jego autorytet lub pobudzają do błędnego rozumienia go. Prawo nie może przedstawiać jako dobre lub nawet tylko jako dopuszczalne czyny, które są grzechami sprzecznymi z naturą stworzoną przez Boga, godzącymi w życie, w prawa osobowe człowieka, w małżeństwo, rodzinę. Nie może ono bronić przywilejów bogatych kosztem biednych. Wydawane prawa i przepisy powinny stać się pożytecznymi drogowskazami na drogach ludzkiego życia. Powinny one pomagać człowiekowi dobrze wszystko oceniać i dobrze postępować. Ludzkie prawa i zwyczaje nigdy nie powinny demoralizować, uczyć lekceważenia Bożych przykazań (por. Mk 7,8-13). Nie mogą one pobudzać do budowania błędnej hierarchii wartości. Prawa i przepisy powinny – jak dobrze ustawione drogowskazy – ukazywać wartość życia, związku małżeńskiego, rodziny. Powinny pomagać dobrze wychowywać dzieci, także w dziedzinie seksualnej. Jeśli jakieś wydane ludzkie prawa nie spełniają dobrze swojego zadania, to trzeba je naprawić.

 

6. O własnych siłach nie naprawimy dróg naszego życia. Jezus powiedział: „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić”. (J 5,15)  Znaczy to, że w pełni wyrównamy i wyprostujemy drogi naszego życia, jeśli pozwolimy kroczyć po nich Chrystusowi. On bowiem jest Drogą, Prawdą i Życiem (por. J 14,6). Nikt nie jest na tyle mocny, by samodzielnie, bez pomocy łaski naprawić wszystkie zawiłe i nierówne drogi swojego życia. Syn Boży po to przyszedł na świat, aby nam w tym pomóc. W tym celu zesłał na nas od Ojca Ducha Świętego. Tak więc stała naprawa dróg naszego życia jest dziełem Jezusa, Ducha Świętego i naszym. Wszystkie zawiłości i nierówności w naszym postępowaniu znikną, jeśli z pomocą łaski Zbawiciela będziemy trudzić się nad stałą przebudową dróg naszego życia, jeśli pozwolimy Duchowi Świętemu nas oświecać, umacniać i prowadzić. Zaczniemy się zmieniać, jeśli często będziemy mówić Jezusowi i Duchowi Świętemu o naszym nieraz bardzo krętym postępowaniu moralnym, jeśli szczerze zaczniemy prosić: „Pomóż mi, Jezu, mówić dobrze o innych. Umocnij, Duchu Święty, moją słabą miłość. Pomóż mi usuwać moje grzechy. Daj mi łaskę dobrej spowiedzi. Oświecaj spowiednika, aby udzielał mi dobrych rad”

 

Ofiarowane wszystkim Boże zbawienie

I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże.6 (Łk 3,6)

1. Wszyscy ujrzą zbawienie.  Syn Boży wcielił się dla zbawienia wszystkich ludzi. Przez swoją śmierć na krzyżu odkupił wszystkich. Przez zmartwychwstanie stał się nadal żyjącym Zbawicielem, który potrafi doprowadzić do nieba każdego człowieka, bez względu na to gdzie żyje na ziemi i kiedy się urodził. Wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże znaczy, że Bóg ofiarowuje je w Chrystusie każdemu. Ale czy wszyscy rzeczywiście się zbawią? Osiągną zbawienie nie ci, którzy dowiedzą się, że Jezus zbawia, lecz ci, którzy to zbawienie przyjmą jako najcenniejszy dar. Dojdą do szczęścia zbawienia ci, którzy przyjmą wysłużoną przez Chrystusa łaskę.

W wieczności wszyscy się dowiedzą, że tylko Jezus jest Zbawicielem. Będą o tym wszystkim przypominać pozostawione na Jego zmartwychwstałym ciele ślady ran. Ujrzą zbawienie ci, którzy Go przyjęli i z Nim współpracowali. Potępieni, którzy odrzucili przyniesioną także im przez Jezusa łaskę, będą zawsze wiedzieli, że mogliby uniknąć swojego tragicznego i wiecznego losu, gdyby Jego dar przyjęli.

Na ziemi ludzie stopniowo dowiadywali się, że jedynym Zbawicielem jest Jezus. Poznawali tę prawdę, bo apostołowie nie ograniczyli się do głoszenia Ewangelii tylko w swojej ojczyźnie. Uczniowie Jezusa poszli ją głosić wszystkim ludziom, aby wszyscy poznali jedyne zbawienie: zbawienie Boże. Również na mnie spoczywa podobny obowiązek. Przez swoje słowo, przykład, modlitwę, cierpliwe znoszenie trudów życia codziennego mogę pomóc bliźnim w tym, by nie tylko dowiedzieli się o Bożym zbawieniu ofiarowanym im przez Jezusa, lecz by to zbawienie rzeczywiście osiągnęli.

 

2. Nie „ludzkie” lecz „Boże” zbawienie. Jezus przyniósł zbawienie Boże. To określenie „Boże” sugeruje, że istnieje jeszcze jakieś inne zbawienie. Faktycznie, istnieje także zbawienie ludzkie. Jest nim wybawienie z trudnej sytuacji ekonomicznej, uwolnienie z nędzy, uratowanie komuś życia, wyzwolenie z rąk porywaczy itp. To ludzkie zbawienie różni się od zbawienia Bożego tym, że przynosi tylko czasowe skutki, nie jest wieczne. Ponadto nie obejmuje ono wszystkich ludzi i nie uwalnia od wszelkiego zła. Inaczej ma się rzecz ze zbawieniem Bożym. Kto je przyjmie, ten osiągnie szczęście bez końca, wieczne. Zostanie wyzwolony na zawsze z każdego cierpienia i zła. Ponadto zbawienie Boże jest powszechne. Znaczy to, że nie ogranicza się to jakiegoś jednego narodu, do jednej grupy społecznej, jednej płci.

 

Ostrzeżenie przed nadchodzącym gniewem

Mówił więc do tłumów, które wychodziły, żeby przyjąć chrzest od niego: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem?7 (Łk 3,7)

1. Plemię żmijowe. Te twarde słowa kieruje Jan Chrzciciel do tłumów, w których znajdowali się także faryzeusze, saduceusze i uczeni w Piśmie (por. Mt 3,1-10). Uważali siebie za potomków Abrahama i z tego powodu nie czuli się zobowiązani do radykalnego nawrócenia. To głównie do nich i do ludzi udających jak oni sprawiedliwych, mądrych, znających dobrze Prawo i Pismo Święte – a nie nawracających się – skierowane są ostre słowa Jana Chrzciciela. Wszyscy potrzebują szczerego nawrócenia: zarówno lud jak i jego duchowi przywódcy. W przeciwnym razie wszystkich dotknie „nadchodzący gniew”. Ci, którzy uparcie czynią zło i nie pragną się nawrócić, są ze względu na swoje postępowanie plemieniem żmijowym, czyli bardziej potomstwem żmij niż Abrahama. Może cieleśnie do jego rodu przynależą, jednak duchowo odłączyli się od niego. Nie naśladują jego wiary i postępują wobec bliźnich jak złośliwe i niebezpieczne żmije. Dlatego muszą się nawrócić.

 

2. Groźba „nadchodzącego gniewu”. Jan Chrzciciel burzy fałszywe poczucie bezpieczeństwa tych, którzy udają tylko nawrócenie i sprawiedliwość, a w rzeczywistości nie chcą przemieniać swojego życia. Grozi im karą, którą nazywa „nadchodzącym gniewem”. „Nadchodzącym gniewem” jest to, co spotka człowieka, który odrzuca aż do śmierci Boże miłosierdzie, nie szuka Jego przebaczenia i nie pragnie zmiany na lepsze swojego życia. Takiego człowieka dosięgnie „nadchodzący gniew”. Będzie nim wieczne piekło. Uciec przed „nadchodzącym gniewem” można jedynie przez szukanie Bożego miłosierdzia, przez szczere pragnienie wyprostowania wszystkich dróg swojego życia i wyrównywanie ich przez współdziałanie z łaską Bożą. Ostatnim momentem ucieczki przed „nadchodzącym gniewem” jest godzina śmierci człowieka. Dla ludzi skruszonych, szczerze żałujących za swoje grzechy, „nadchodzący gniew” zamieni się w ofiarowane im szczęście nieba, poprzedzone jednak często koniecznym oczyszczeniem swojej niedoskonałej miłości w czyśćcu.

 

3. „Kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem?”  Myśl o sądzie Bożym, o możliwości poniesienia kary wiecznej wzbudza lęk, którego nikt nie lubi. Szczególnie silny niepokój rozbudza w człowieku myśl, że może go spotkać kara wieczna. Ten lęk można osłabiać we właściwy sposób przez ciągłe szukanie Bożego przebaczenia, naprawianie swojego życia, spowiadanie się, przystępowanie do Komunii św., czynienie dobra, unikanie grzechu i bliskiej okazji do niego. To jednak wymaga wysiłku. Z tego powodu wielu ludzi próbuje pozbyć się swojego strachu przed karą bez trudu stałego nawracania się i szukania Bożego miłosierdzia. Czynią to na różne sposoby.

Jeden z tych szkodliwych sposobów tłumienia lęku przed karą polega na unikaniu myślenia o śmierci i o następującej po niej zróżnicowanej wieczności. Zaniepokojony człowiek mówi sobie: „Lepiej nie będą myślał o śmierci. Dzięki temu uniknę niepokoju i będą mógł postępować, jak mi się podoba”. Rezultat tej postawy będzie taki, że człowiek kary wiecznej nie uniknie, a lęku w pełni nie usunie. Najwyżej go nieco stłumi.

Inna, bardzo naiwna próba pozbycia się obawy przed karą wieczną, polega na mówieniu sobie: „Jestem kimś ważnym, więc nic mi nie grozi. Jestem znanym politykiem, należę do wpływowej partii, stoją za mną potężne organizacje... Jestem bogatym biznesmenem. Nic mi nie grozi. Poradzę sobie jakoś także na drugim świecie, o ile on w ogóle istnieje”.

Jeszcze inni wypierają nachodzący ich lęk myśleniem i mówieniem: „Nie jestem takim grzesznikiem jak inni, więc żadna kara, żaden „nadchodzący gniew” mi nie grozi. Innym ludziom grozi potępienie, mnie – nie, bo nie jestem jak inni”. Taki sposób pocieszania się w celu uniknięcia lęku przed karą przynosi wiele szkód duchowych. Usprawiedliwianie swoich grzechów przed sobą, ludźmi i Bogiem uniemożliwia uzyskanie ich przebaczenia, a tym samym nie chroni przed karą wieczną. Ponadto porównywanie siebie z innymi ludźmi na swoją korzyść może okazać się błędem. Nie znamy przecież serc innych ludzi. Nawet jeśli moje grzechy faktycznie nie są tak wielkimi zbrodniami jak czyny popełniane przez innych ludzi, to jednak może się okazać na sądzie Bożym, że otrzymali oni mniej łask niż ja, dlatego też ponoszą mniejszą odpowiedzialność za swoje czyny niż ja. W świetle Bożej prawdy może się także okazać, że ci „więksi ode mnie grzesznicy” bardziej niż ja żałowali za swoje grzechy i bardziej pragnęli się poprawić, a przez to bardziej niż ja otwierali się na łaskę Bożą i na Boże przebaczenie.

Tym wszystkim, którzy bez szukania miłosierdzia Bożego i zmiany życia pragną pozbyć się lęku przed karą wieczną, można powtórzyć w nieco zmienionej formie pytanie Jana Chrzciciela, skierowane do tłumów: „Kto wam powiedział, że w tak głupi sposób można uciec przed „nadchodzącym gniewem”? Kto was do tego stopnia otumanił, ogłupił, zwiódł? Kto wam kłamliwie powiedział, że bez szukania miłosierdzia Bożego, bez nawrócenia, bez wysiłku przemiany swojego życia można uciec przed „nadchodzącym gniewem”, czyli przed karą ostateczną? Kto wam przedstawił taki fałszywy pogląd, który przyjęliście za prawdziwy?”

 

Nawrócenie musi przynieść prawdziwe i godne owoce

Wydajcie więc owoce godne nawrócenia; i nie próbujcie sobie mówić: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi.8 (Łk 3,8)

1. Owoce godne nawrócenia. Przed wspomnianym wyżej „nadchodzącym gniewem” może uchronić tylko wydanie „owoców godnych nawrócenia”. Pierwszym „owocem godnym nawrócenia” jest autentyczne uznanie siebie za grzesznika, który potrzebuje Bożego miłosierdzia. Nie innych ludzi, lecz siebie mam nazywać grzesznikiem, którego tylko Bóg może uwolnić od grzechów przez swoje przebaczenie. Temu poczuciu swojej grzeszności – będącemu „godnym owocem nawrócenia” – powinno towarzyszyć mocne postanowienie poprawy swojego życia, czyli pragnienie porzucenia swoich grzechów i chęć czynienia dobra, tęsknota za pełnym miłowaniem Boga i bliźniego. Wydaje owoc godny nawrócenia ten, kto stara się swoje dobre pragnienia zamienić w czyn i nie zapomina o tym, by naprawiać wyrządzone krzywdy, spowodowane szkody, sprawiony komuś ból. Kościół, w tzw. warunkach dobrej spowiedzi, ujmuje zwięźle podstawowe „owoce godne nawrócenia”. Są nimi, oprócz szczerego wyznania grzechów przed Bogiem i spowiednikiem: rachunek sumienia, żal za grzechy, mocne postanowienie poprawy i zadośćuczynienie, czyli naprawianie spowodowanego zła, wynagradzanie za nie Bogu i skrzywdzonym ludziom.

 

2. „Owoce godne nawrócenia” przynoszone w Chrystusie. Tylko w Chrystusie, w jedności z Nim, można wydawać obfite „owoce godny nawrócenia”, o których mówi Jan Chrzciciel. Jak to rozumieć? Otóż nawrócenie ma nas całkowicie zwrócić w stronę Chrystusa. Dostrzeżenie swoich grzechów, uznanie ich zła ma skłonić nas do szukania u Niego przebaczenia. Zrozumienie, że zapłatą za wyzwolenie mnie z moich grzechów było nie złoto ani srebro lecz miłość i krew Jezusa przelana w czasie męki i śmierci krzyżowej (por. 1 P 1,18), ma doprowadzić mnie do duchowego cierpienia, nazywanego żalem za grzechy. Jeśli przyniosę „godny owoc nawrócenia” w formie mocnego postanowienia poprawy, to rozpocznę – wraz z Chrystusem zmartwychwstałym – przemieniać swoje życie. Będę każdego dnia – dzięki Jego pomocy – pomnażać owoce Ducha Świętego, owoce dobra, okazywania miłosierdzia i miłości, umacniania innych, uszczęśliwiania ich, pocieszania, rozbudzania nadziei w trudnych sytuacjach. Jeśli uwierzę w Jezusa, zapragnę Jego przyjaźni, pozwolę się w Niego wszczepić przez łaskę i dobrowolnie nie porzucę Go przez zakłamanie i przylgnięcie sercem do zła, to będą żył w zjednoczeniu z Nim. On będzie szedł ze mną drogami życia, pomoże mi pomnażać dobro i unikać czynienia zła. Stanie się dla mnie towarzyszącym mi bez przerwy winnym krzewem. Ja będą latoroślą wszczepioną w ten nadzwyczajny krzew: latoroślą przynoszącą owoc obfity. (Por. J 15,4-8). Jeśli nie oderwę się od tego krzewu-Jezusa,  to w jedności z Nim będę czynił dobro i wynagradzał Bogu i ludziom za popełnione zło. Tym wynagrodzeniem może być „modlitwa, jakaś ofiara, dzieło miłosierdzia, służba bliźniemu, dobrowolne wyrzeczenie, cierpienie, a zwłaszcza cierpliwa akceptacja krzyża, który musimy dźwigać. Tego rodzaju pokuty pomagają nam upodobnić się do Chrystusa, który raz na zawsze odpokutował za nasze grzechy”. (Por. Rz 3, 25; 1 J 2, 1-2; Katechizm Kościoła Katolickiego 1460)

 

3. Pochodzenie od sprawiedliwych przodków nie czyni nas doskonałymi. Można spotkać się z ludźmi, którzy są dumni z powodu należenia do jakiegoś znanego rodu, noszenia nazwiska swoich sławnych przodków. Tak było również za czasów Jana Chrzciciela. Niektórym z tych, którzy przychodzili do niego, wydawało się, że nie potrzebują nawrócenia, bo są potomkami Abrahama i przez to są mniej grzeszni niż ci, którzy nie należą do jego rodu. Jan Chrzciciel wykazuje bezpodstawność takiej dumy. Sprawiedliwość jakiegoś wielkiego przodka nie przechodzi bowiem genetycznie na pochodzące od niego pokolenia. Każdy więc powinien uznać się za grzesznika, każdy powinien szukać Bożego przebaczenia i stale szczerze się nawracać.

Pouczenie Jana nie traci na wartości także w naszych czasach. To nie pochodzenie, nazwisko, ród, narodowość, czyni nas doskonałymi, lecz czyny, słowa, myśli, pragnienia, zamiary, wysiłki, modlitwy. Wszyscy dumni z powodu swojego rodu, narodowości, stanu powinni pamiętać, że są tacy jak czyny, które popełniają, jak słowa, które wypowiadają, jak myśli, zamiary i uczucia, które świadomie i dobrowolnie podtrzymują w swoim sercu. Są tacy jak ich myśli, które wznoszą do Boga, by dał im siły wyrzec się grzechu całkowicie; są tacy jak ich prośby o przebaczenie, które kierują do Niego; są tacy jak ich próby unikania czynienia zła, nawet jeśli kończą się one niepowodzeniem. Nie pochodzenie, nazwisko, narodowość, lecz to wszystko pokazuje, jaki naprawdę jest człowiek, jacy naprawdę jesteśmy. Bóg widzi to wszystko, ponieważ zna tajniki naszych serc. Nic więc nie daje udawanie sprawiedliwości przed Nim i przed sobą. Bezużyteczną pychą jest szczycenie się swoim szlachetnym pochodzeniem, gdy nie naśladuje się doskonałego życia swoich przodków. Nikt nie staje się bezgrzeszny ani doskonały przez fakt posiadania dobrych rodziców, dziadków, pradziadków, przez noszenie jakiegoś nazwiska, tytułu, ubioru, sygnetu. Zdarza się nieraz, że jedne dzieci tych samych rodziców żyją święcie, a inne stają się zbrodniarzami. Nie uświęca więc samoczynnie spokrewnienie z ludźmi dobrymi, świętymi. Podobnie nie zapewnia doskonałości przynależność do stanu kapłańskiego i wybranie życia zakonnego. Uświęca się w tych formach życia tylko ten, kto żyje w głębokiej jedności z Chrystusem, ciągle się nawraca, porzuca swoje grzechy i przynosi dobre owoce, „godne nawrócenia”.

 

4. Z kamieni Bóg może wzbudzić dzieci Abrahamowi. Tym, którzy uważali, że pochodzenie od Abrahama zwalnia ich od wysiłku stałego nawracania się, czynienia dobra i szukania przebaczenia u miłosiernego Boga, Jan Chrzciciel mówi, że Bóg z kamieni może wzbudzić dzieci Abrahama. W słowach tych znajduje się prorocza zapowiedź przyjęcia wiary w Chrystusa przez pogan. Św. Ambroży mówi, że Jan Chrzciciel nazwał „kamieniami” pogan, bo czcili oni bogów utworzonych z kamienia. Wiara w Chrystusa uczyni ich duchowymi dziećmi Abrahama, a Duch Święty przemieni ich serca kamienne w serca z ciała (por. Ez 11,19)

 

Pełne troski i wymagające słowa Jana Chrzciciela

Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone.9 (Łk 3,9)

1. Troska o to, by nikogo nie dosięgła kara. Groźba jest poważna, bo Jan Chrzciciel nie mówi o odcinaniu przez siekierę kilku gałęzi, lecz o wycięciu całego drzewa, które nie wydaje dobrego owocu, i o wrzuceniu go w ogień, bo do niczego więcej już się ono nie nadaje. Jan ostrzega przed lekceważeniem nawracania się i przed świadomym odrzucaniem Jezusa Chrystusa, jedynego naszego Zbawiciela. Poprzednik Chrystusa używa tych surowych słów nie po to, by zapowiedzieć coś nieuchronnego, co musi się na pewno stać, lecz by uchronić przed karą, która na pewno spotka tego, kto nie będzie uparcie przynosił dobrego owocu. W słowach o wycięciu przez siekierę drzewa i o spaleniu go zawiera się również ukryte ostrzeżenie przed odrzuceniem przychodzącego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Kto bowiem odrzuci Go, ten nie wyda obfitego owocu dobra i zasłuży na karę zapowiedzianą przez Jana. Bez łaski Chrystusa bowiem, bez życia w zjednoczeniu z Nim nikt nie potrafi przynieść obfitego owocu świętości, tak jak nie potrafi zaowocować latorośl, która nie tkwi w winnym krzewie (por. J 15,5). Jeśli ktoś odrzuci dobrowolnie i świadomie jedynego Zbawiciela i nie będzie chciał współdziałać z ofiarowaną mu przez Niego łaską, to musi się liczyć z tymi konsekwencjami, o których mówi Jan Chrzciciel. Po sprawiedliwym sądzie czeka go ogień nieugaszony, czyli wieczne potępienie. Ponieważ dobrowolnie odrzucił Boga, który przyszedł go uratować, dlatego pozostanie na zawsze w oddaleniu od Niego (por. 2 Tes 1,9). To wieczne odłączenie od Stwórcy, które sam spowodował przez dobrowolne trwanie w złu, będzie dla niego karą odcięcia od korzenia wszelkiego dobra – Boga. Każdy może uniknąć tego tragicznego losu, jeśli zaprzestanie czynienia zła, zacznie czynić dobro i uwierzy w Jezusa. Jeśli będzie w Nim trwał jak latorośl w winnym krzewie, to przyniesie obfity owoce doskonałej miłości i na pewno uniknie kary wycięcia i spalenia, przed którą ostrzegł Jan Chrzciciel.

 

2. Zaskakujące nauczanie wielkiego proroka. Zapewne z wielkim zainteresowaniem Żydzi szli do Jana Chrzciciela – do kogoś, kto przyciągał uwagę od samych swoich narodzin z matki w podeszłym wieku i ojca, który nagle stał się niemy. Może spodziewali się pocieszających słów, na które wielu czekałom np. takich: Bliskie jest już wasze wyzwolenie z niewoli Rzymian. Wkrótce powstanie potężne królestwo mesjańskie. Będziecie panować nad wszystkimi narodami. Czeka was wielki dobrobyt materialny. Nadchodzi już mesjasz! Przyjmijcie go godnie! Tymczasem zamiast tych spodziewanych słów słyszą inne, surowe, grożące. Słyszą ostre słowa o karze wycięcia każdego nieurodzajnego drzewa i spalenia go.  Jan wie bowiem, że nie tylko jego naród, ale i cała ludzkość znajduje się w innej niewoli niż polityczna: w niewoli szatana, grzechu, zła, egoizmu. Wiedział, że jego naród i cała ludzkość potrzebuje mesjasza-wybawiciela, ale nie politycznego ani ekonomicznego, lecz takiego, który uwolni każdego człowieka ze szponów złego ducha i rozbudzanego przez niego grzesznego egoizmu. Aby więc zaczęto odczuwać prawdziwą niewolę – niewolę zła, grzechu – i potrzebę prawdziwego wybawienia – wybawienia duchowego – Jan wzywa do spojrzenia na siebie w sposób prawdziwy. Jeśli ktoś to uczyni, zobaczy, jakiego mesjasza naprawdę potrzebuje i nie będzie więcej marzył o kimś, kto wszystkim narodom zapewni niezależność polityczną i dobrobyt materialny. Ani wolność bowiem ani obfitość dóbr materialnych nie przyniesie szczęścia, jeśli człowiek nadal będzie egoistą.

Jako chrześcijanie czekamy na drugie przyjście Chrystusa w chwale. Czy jednak nie czekamy na Jego przyjście z takim nastawieniem, jakie miało wielu słuchaczy Jana Chrzciciela? Czy nie czekamy na przyjście Pana, aby zapewnił nam dobrobyt materialny i życie bez trosk? Chrystus powróci w chwale, a właściwie to stale powraca, albo inaczej jeszcze – ciągle jest z nami. Przebywa z nami i towarzyszy nam, aby wyzwalać z niewoli grzesznego egoizmu i odnawiać wszystko swoją Boską mocą. Chce nam pomóc odrodzić dobroć i miłość w naszych sercach. Wyzwolony z grzechu i odnowiony przez dobroć i miłość człowiek ma zatroszczyć się o innych, aby nie cierpieli wskutek rozpowszechnionego egoizmu i obojętności na los bliźnich.

 

Rady dawane przez Chrzciciela tym, którzy chcieli się szczerze nawrócić

Pytały go tłumy: Cóż więc mamy czynić?10 On im odpowiadał: Kto ma dwie suknie, niech [jedną] da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni.11 (Łk 3,10-11)

1. Dziel się tym, co posiadasz. Przestraszone zapowiedzią groźnej kary wycięcia i wrzucenia w ogień tłumy pytają Jana, jakie konkretnie mają być te „owoce godne nawrócenia”, dzięki którym można uniknąć zapowiedzianego przez niego nieszczęścia. I co słyszą? Jan nie nakazuje im: zachowujcie skrupulatnie szabat, uczęszczajcie regularnie do synagogi... To bowiem może już czynili. Mówi im, żeby się dzielili z biedniejszymi od siebie, żeby zauważali ich cierpienie i dawali im coś, co jest tak potrzebne jak ubranie i żywność.

Po wiekach ewangelizacji narodów nieraz trzeba przypomnieć chrześcijanom to, o czym natchniony przez Ducha Świętego Jan mówił do tłumów. Może jego słowa dzisiaj brzmiałyby: „Podziel się z biedniejszymi od siebie tym co masz dla życia w luksusie, tym co wydajesz na drogie podróże, luksusowe restauracje, ubrania z etykietkami drogich firm... Podziel się swoimi pieniędzmi, które trzymasz przez lata na koncie... Jeśli jest ci obojętny los biedniejszego od ciebie bliźniego i nie pomagasz mu, nie przynosisz owocu godnego nawrócenia.

Jan Chrzciciel nie powiedział: „Jeśli masz dwie suknie, oddaj dwie bliźnim". Nie powiedział też: „Oddaj całą swoją żywność biednym". Mówił o dzieleniu się tym, co posiadamy, o oddaniu jednej sukni z dwóch posiadanych, a więc – połowy. Jednak oddanie biednym połowy swojej własności może wydawać się jakiemuś chrześcijaninowi czymś bardzo ciężkim, chociaż po uczynieniu tego, nie zauważyłby wcale, że zbiedniał, że zmniejszył się komfort jego życia.

 

2. Trudno się dzielić bez ufania w Bożą opatrzność. Wezwania do dzielenia się z biedniejszymi od siebie swoimi użytecznymi jak szata i żywność dobrami Jan Chrzciciel nie skierował do jednostek ani do jakiejś konkretnej grupy społecznej, lecz do „tłumów”. Znaczy to, że obowiązek wspierania uboższych od siebie dotyczy wszystkich. Z pewnością pośród ludzi, których św. Łukasz nazwał „tłumami”, byli ludzie bogaci, średnio zamożni i bardzo biedni. Do nich wszystkich bez wyjątku odnosiły się słowa wezwania do zauważania biedniejszych od siebie i obdarowywania ich użyteczną częścią swoich posiadłości. Nawet ci, którzy bardzo mało posiadają, znajdą jeszcze biedniejszych od siebie, którym mogą pomóc. Przykładem może być osławiona przez Pismo Święte wdowa z Sarepty Sydońskiej (por. Łk 4,25-26). Groził jej i jej synowi głód, jednak zauważyła spragnionego i głodnego proroka Eliasza i podzieliła się posiadaną garścią mąki i odrobiną oliwy, którą miała jeszcze w dzbanie (por. 1 Krl 17,8-16). Chociaż spodziewała się śmierci głodowej dla siebie i syna, to tak się nie stało. Bóg nie pozwolił, by umarł z głodu ktoś dzielący się z bliźnim w tak bohaterski sposób.

Warto przypomnieć sobie to wydarzenie zwłaszcza wtedy, kiedy nachodzą nas myśli, by zabezpieczać się przez przechowywanie swoich pieniędzy na dobrze oprocentowanych kontach i w najpewniejszych bankach. Warto pamiętać o Bożej opatrzności szczególnie wtedy, gdy z obawy przed zubożeniem boimy się dzielić swoimi dobrami z biednymi. Opowiadanie o hojnej wdowie z Sarepty Sydońskiej poucza, że najpewniejszym zabezpieczeniem dla naszych posiadłości jest dzielenie się nimi, a najlepszym ulokowaniem naszych pieniędzy – wspieranie nimi tych, którym brakuje środków na zakup żywności, lekarstw, wykształcenie swoich dzieci. A przecież wszyscy oni mają do tego takie samo prawo, jak ludzie bogatsi od nich. Kiedy trudno nam przychodzi podzielić się czymś użytecznym, popatrzmy na hojność Boga i na Jego opatrzność. On o nas nie zapomni. Dzielenie się z biednymi jest sprawdzianem naszej miłości i równocześnie wiary w Bożą opatrzność. A kiedy nie wiemy, komu powinniśmy pomóc, bo w swoim otoczeniu nie znajdujemy ubogich, to poprośmy Boga o pouczenie nas, kogo i w jaki sposób powinniśmy wesprzeć.

Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali go: Nauczycielu, co mamy czynić?12 On im odpowiadał: Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono.13 Pytali go też i żołnierze: A my, co mamy czynić? On im odpowiadał: Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie.14 (Łk 3,12-14)

1. Różne przejawy chciwości. Po wezwaniu do dzielenia się „tłumów”, czyli wszystkich, Jan Chrzciciel poucza „niektórych”, co powinni czynić, aby uniknąć kary podobnej do wycięcia przez siekierę i spalenia nieurodzajnego drzewa. Udziela rad celnikom i żołnierzom. Celnicy mają zwalczać w sobie to, co przeszkadza im dzielić się z innymi, a więc chciwość szukającą zysku w nieuczciwy sposób, przez pobieranie więcej niż wyznaczono. Żołnierzom nakazuje unikanie okrucieństwa, znęcania się i podobnie jak celnikom poleca przeciwstawianie się swojej chciwości i szukaniu większych zysków, niż im to zapewnia otrzymywany żołd.

Można powiedzieć, że Jan Chrzciciel wszystkich ostrzega przed różnymi przejawami rozpowszechnionej chciwości. Jej najpowszechniejszą formą jest znieczulenie na cierpienie ludzi biednych, pozbawionych podstawowych środków do życia, brak dzielenia się z innymi tym, co posiadamy. Przed tą formą braku miłości wynikającej z chciwości Poprzednik Chrystusa ostrzega tłumy. Inny sposób objawiania się tej wady polega na nieuczciwym zdobywaniu pieniędzy i innych dóbr materialnych: przez oszustwa, kradzież, rabunek. O tej formie chciwości mówi Jan celnikom i żołnierzom.

 

2. Nie zawód, lecz siebie trzeba zmienić. Na pytanie celników i żołnierzy: „Co mamy czynić”, Jan nie dał odpowiedzi: „Porzućcie swoje zajęcia i zajmijcie się czymś innym”. Pouczył pytających tylko o tym, że „owocem godnym nawrócenia” w ich wypadku będzie już samo porzucenie nieuczciwego uciskania innych dla własnej korzyści i powstrzymywanie się przed okrucieństwem. To, co przedstawił celnikom i żołnierzom, z pewnością nie było wyżynami doskonałości życia, lecz stawiało ich na drodze do pełniejszej świętości, której nie osiąga się w jednej chwili ani w nawet w ciągu kilku tygodni.

Pouczenie Jana Chrzciciela daje nam okazję do przemyślenia swojego życia, do zastanowienia się nad sposobem wykonywania naszego zawodu i zadań związanych ze swoim stanem. Najczęściej nie musimy porzucać tego, co robimy, zawsze jednak powinniśmy się starać spełniać swoje zadania z coraz to większą miłością, która ma na uwadze dobro innych. I uczciwie, bez egoistycznego wykorzystywania swojej pracy lub stanowiska wyłącznie dla siebie. Każdą pracę można wykonywać jako służbę dla innych, ale też każde nasze działanie może być naznaczone naszym egoizmem, np. urzędnik może uprzejmie obsługiwać ludzi, ale może też ich odsyłać od okienka do okienka, aby uniknąć wysiłku dobrego obsłużenia ich. Szef w pracy może dbać o bezpieczeństwo swoich podwładnych, o potrzebne im narzędzia, itp., ale może też ulegać pokusie wykorzystania swojego stanowiska do tego, by innych poniżać, wykorzystywać. A jaka forma egoizmu grozi mnie na moim stanowisku? Jak mogę moje podejście do pracy udoskonalić, aby bardziej jeszcze pomagać ludziom?

 

3. Wymagania na miarę sił. Na pytania: „Co mamy czynić?” „Jakie owoce godne nawrócenia mamy przynosić, aby uniknąć kary?”, Jan nikomu nie powiedział: „Zamieszkaj na pustyni tak jak ja. Porzuć swoje szaty i przyodziej się w skóry, tak jak ja to uczyniłem. Pozostaw swoje pożywienie i odżywiaj się szarańczą i miodem tak jak ja”. Nie wzywa on też do tak wzniosłej moralności, jaką przedstawi Jezus w błogosławieństwach. Jan wie bowiem, że nikt bez łaski Bożej nie osiągnie szczytów świętości. Bez pomocy Jezusa, który nadchodzi, nie osiągnie pełnej doskonałości. Wie on jednak, że każdy człowiek potrafi realizować fundamentalne dobro, i to powinien czynić. I to o tym podstawowym dobru przypomina nam i tym, którzy do niego przyszli: dostrzegaj cierpiącego i potrzebującego. Podziel się z nim ubraniami i żywnością. Nie krzywdź nikogo. Nie bądź okrutny. Nie utrudniaj, lecz ułatwiaj innym życie. Nie bogać się nieuczciwie, kosztem innych. Te rady ciągle są aktualne. Każdy może i powinien się do nich stosować każdego dnia. Musi tylko chcieć.

 

Jan zgodnie z prawdą przedstawia siebie i nadchodzącego Mesjasza

Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem,15 on tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów.16 On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem.16 Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym.17 (Łk 3,15-17)

1. Bóg pomaga poznać prawdę. Ludzie snują domysły co do Jana, czy nie jest Mesjaszem. Pobudza ich do tego jego ascetyczny sposób życia, wypowiadane słowa. Sam Jan natomiast wie z całą pewnością, że prawdziwy Mesjasz dopiero po nim idzie. Wie również, że jest On potężniejszy od niego i że Jego chrzest „Duchem Świętym i ogniem” także będzie większy od chrztu wodą, którego on udziela. W przeciwieństwie do ludu Jan nie „snuł domysłów”, lecz znał prawdę. Znał ją, bo miał kontakt z prawdziwym Bogiem, bo nie tłumił Jego światła swoimi domysłami, pychą i zasłyszanymi opiniami ludzkimi. Od dłuższego czasu Jan żył na miejscach pustynnych. Tam spędzał czas na modlitwie, na rozmowie z Bogiem. Oddalenie od ludzi sprawiało, że nie ulegał ich opiniom, przypuszczeniom i domysłom. Przebywał z samą Prawdą, z Bogiem, i od Niego prawdę otrzymał.

Swoim przykładem Jan nas poucza, że pełną prawdę można otrzymać nie od ludzi, lecz od samego Boga. Mądrzy ludzie w pewnym stopniu pomagają do niej dojść. Natomiast ludzie pozbawieni Bożej wiedzy od prawdy odciągają, bo opierają się na swoich domysłach i na domysłach innych osób. A domysły są tylko hipotezą, która może się okazać prawdą lub fantazjowaniem. Jeśli więc chcemy trwać w prawdzie, musimy mieć stały modlitewny kontakt z Bogiem. Trzeba go szukać na pustyni wewnętrznej, duchowej. Trzeba zaprzestać czytania książek i czasopism zawierających błędne ludzkie opinie. To natomiast, co słyszymy od wypowiadających swoje poglądy religijne ludzi, trzeba zawsze porównywać ze słowem Bożym. Tego stałego porównywania z objawioną prawdą Bożą domaga się zwłaszcza rozpowszechnione obecnie wypowiadanie się ludzi na forach internetowych. Wcześniej czy później pobłądzi ten, kto nie będzie stale czytał i rozważał Pisma Świętego, a za swój codzienny pokarm przyjmie tylko to, „co ludzie mówią” i piszą. Trzeba też ciągle prosić Boga o wytrwanie w prawdzie, o odróżnianie jej od opinii fałszywych.

 

2. Chrzest Duchem Świętym i ogniem. Jan Chrzciciel mówi o kilku działaniach nadchodzącego Mesjasza: o chrzczeniu Duchem Świętym i ogniem, o oczyszczeniu omłotu oraz o zebraniu pszenicy i spaleniu plew.

I tak nie samą wodą, lecz Duchem Świętym i ogniem będzie chrzcił nadchodzący Zbawiciel. Zwykle słowo chrzcić kojarzy nam się z sakramentem chrztu, w czasie którego chrzczonego polewa się wodą lub nią kropi albo też się w niej go zanurza. Jezus nie będzie się posługiwał wodą. To Duchem Świętym i ogniem ją zastąpi. To Nim i ogniem będzie jakby kropił, polewał i w Nim i w ogniu będzie jakby zanurzał. Chrzest Chrystusa będzie przede wszystkim zanurzeniem w Ducha Świętego i w ogień Jego oczyszczającej i uświęcającej prawdy i miłości. Człowieka, który pozwoli się ochrzcić w taki sposób, ogarnie Duch Święty, Duch prawdy i miłości. Prawda oczyści myślenie, wartościowanie, sumienie, poglądy, a ogień spali grzech, egoizm i spowoduje, że serce ogarną płomienie miłości.

 

3. Chrzest Duchem Świętym zanurzający nas w Chrystusa. Wszyscy zanurzeni w Ducha Świętego zostaną Jego mocą zanurzeni także w Chrystusa. Upodobnią się do Niego w Jego umieraniu z miłości do Boga i bliźnich. Pojawi się też w nich coś z Jego zmartwychwstania, gdyż ogarnie ich nowe życie, rozbudzone przez łaskę, a w przyszłości także ich martwe ciało zostanie ożywione przez Chrystusa mocą Ducha Świętego. Powstanie z martwych i będzie żyło wiecznie. Św. Paweł ujmie to następująco: „Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. Jeżeli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie.” (Rz 6,3-5)

Ten zapowiedziany przez Jana Chrzciciela chrzest otrzymaliśmy dzięki dobroci Boga. Miłosierny Ojciec sprawił, że jako Jego dzieci – uświęcone łaską tego sakramentu –  zostaliśmy napełnieni Duchem Świętym, który zamieszkał w nas jak w swojej żywej świątyni (por. 1 Kor 3,16). Łaska chrztu spowodowała, że zostaliśmy zanurzeni w Chrystusa, aby w Nim umierać dla grzechu i codziennie zmartwychwstawać do życia, w którym miłość ma kierować nie tylko uczuciami, ale także myśleniem, planowaniem, mówieniem, działaniem a także hamowaniem słów i działań niepotrzebnych, złych, krzywdzących, zadających niepotrzebny ból. Za niepojętą łaskę sakramentu chrztu nasze serce powinno ciągle wyrażać Przenajświętszej Trójcy swoje dziękczynienie i uwielbienie.

 

4. Oddzielenie ziaren dobra od plew zła. Jezus będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem. Ale nie tylko tego chrztu udzieli. Jan Chrzciciel mówi jeszcze o innym działaniu Mesjasza, które porównuje do oddzielenia plew od ziarna po wymłóceniu pszenicy. Dokonywano tego oczyszczenia przy pomocy wiejadła. Narzędziem tym, podobnym do wideł lub szufli, podrzucano wymłócone zboże. Ciężkie ziarno opadało na ziemię, natomiast lekkie plewy unosił wiatr. Do ziaren są podobni ludzi zakorzenieni w Bogu, myślący jak On, oceniający tak jak On, kochający i okazujący miłosierdzie tak jak On. Tych nie unosi wiatr egoizmu i modnych błędnych nauk. Natomiast do porywanych przez wiatr plew podobni są ci ludzie, którzy poddają się swoim zachciankom, kaprysom, pożądliwościom i podążają za poglądami pochwalającymi życie egoistyczne, skoncentrowane na sobie.

Chrystus oddzieli bezużyteczne plewy od pożytecznej pszenicy. Znaczy to, że ludzie –– przez swoją przyjętą dobrowolnie postawę – podzielą się na dwa obozy. Jeden zgrupuje ludzi poddanych oczyszczającemu i uświęcającemu działaniu Ducha Świętego, który jak ogień oczyszcza nasze serca z egoizmu i ogania je płomieniami miłości. Tych oznacza pożyteczna pszenica, zebrana do spichlerza. W drugiej grupie znajdą się ci, którzy dobrowolnie odrzucą nauczanie Chrystusa i nie poddadzą się działaniu zesłanego przez Niego Ducha Świętego. Przez to odrzucenie ofiarowanej im łaski staną się podobni do bezużytecznych plew – zamknięci w sobie, źli, egoistyczni, wrogo nastawieni do Boga i bliźnich. O tych plewach Jan Chrzciciel mówi, że zostaną spalone w ogniu wyjątkowym, nieugaszonym, czyli płonącym bez końca.

 

5. Dwa rodzaje ognia. Jan Chrzciciel przypomina nam o czymś bardzo ważnym. O tym mianowicie, że Mesjasz, Jezus Chrystus przynosi każdemu z nas dary, których ogromu nie potrafimy sobie wyobrazić. Dobrowolne przyjęcie ich przemieni nas i doprowadzi do wiecznego szczęścia. Natomiast również dobrowolne ich odrzucenie przez brak owoców godnych nawrócenia doprowadzi nas do tragicznego losu, porównanego do palenia się w ogniu nieugaszonym. Mesjasz chce nas ochrzcić ogniem oczyszczającym i uświęcającym. Jeśli ktoś nie podda się działaniu tego ognia albo zniszczy dobro, które ten ogień już wywołał, to skazuje się na ogień inny, nieugaszony. Ten nie będzie już uświęcał, lecz jedynie palił bez końca. Ogień ten jest symbolem wiecznego potępienia.

 

Podnoszenie na duchu i surowe upominanie  – nawet władców

Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę.18 Lecz tetrarcha Herod, karcony przez niego z powodu Herodiady, żony swego brata, i z powodu innych zbrodni, które popełnił,19 dodał do wszystkiego i to, że zamknął Jana w więzieniu.20 (Łk 3,18-20)

1, Uświadamianie grzechu i budzenie nadziei. Swoimi licznymi upomnieniami Jan Chrzciciel budził sumienia, otwierał ludziom oczy na ich grzechy, obojętność na los bliźnich, egoizm, nieuczciwe bogacenie się i inne rodzaje popełnianego zła, które zasługuje na karę. Tymi napomnieniami chciał uświadomić wielką słabość każdego człowieka w dziedzinie moralnej i potrzebę Mesjasza, który pomoże pokonać tę rozpowszechnioną słabość. Jan nie chciał jednak nikogo doprowadzić do rozpaczy. Przeciwnie, głosił dobrą nowinę o bliskim już przyjściu Tego, który wybawi nas ze złego sposobu życia i ustrzeże przed karą, bo ochrzci nas Duchem Świętym i ogniem miłości. Dobra nowina głoszona przez Chrzciciela zrealizowała się. Żyjący zmartwychwstały Zbawiciel znajduje się blisko każdego z nas, aby umocnić, podnieść na duchu, a lęk przed karą zastąpić nadzieją na wieczne szczęście.

 

2. Albo się zmieniam, albo się mszczę i pomnażam swoje grzechy. Różnie można zareagować na słyszane słowa krytyki i upomnienia: można je przyjąć i zacząć zmieniać swoje życie albo je odrzucić i ze złością zwrócić się przeciwko temu, który je wygłasza. Lud, celnicy i żołnierze, słysząc upomnienia Jana, prosili go o dokładniejsze pouczenie, w jaki sposób mają zmieniać swoje postępowanie, natomiast tetrarcha Herod – karcony przez Jana za to, że żył z żoną swojego brata i z powodu innych zbrodni, które popełnił – zamknął go w więzieniu. Uwięzienie niewinnego proroka było kolejnym przestępstwem tetrarchy. Potem doszło jeszcze następne: pozbawienie Jana życia. I tak się dzieje zawsze, że jeśli ktoś nie stosuje się do dobrych rad, to nie tylko trwa w swoich dawnych grzechach, ale dodaje do nich nowe. Pierwszym jest złość na tego, który upomina. Potem pojawiają się różne formy zemsty i wyrażania swojej niechęci do człowieka upominającego np. obmawianie, oczernianie, kompromitowanie i prześladowanie go, dokuczanie mu, mszczenie się na nim. Najostrzejszym wyrazem swojej nienawiści do człowieka mówiącego niewygodną dla kogoś prawdę jest zabicie go. Taki los spotkał później uwięzionego Jana Chrzciciela.

A jak ja reaguję na różne pouczenia, które słyszę lub czytam? Próbuję się do nich dostosować lub zwracam się przeciwko temu, który mówi słowa kwestionujące mój sposób postępowania? W zależności od tego, jak reaguję, poprawiam się lub moje życie staje się coraz to gorsze. Nigdy nie stoję w miejscu. Ciągle nadaję coraz bardziej zdecydowany kierunek mojemu życiu – w stronę dobra lub zła.

 

Chrzest Jezusa

Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo21 i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.22 (Łk 3,21-22)

1. Zapowiedź chrztu doskonalszego. Pierwszym wydarzeniem z życia dorosłego Jezusa – opisanym przez św. Łukasza – był chrzest. Chrystus uczynił to, co zrobili inni ludzie, nie dlatego by się oczyścić z grzechów, których nie miał. Zbawiciel przyjął chrzest z wody, aby objawić nowy chrzest, który będzie Jego dziełem: chrzest „Duchem i ogniem”. U ojców Kościoła powtarza się myśl, że Syn Boży wywyższył i uświęcił wszystko, co sam przyjął. A więc udoskonalił i wywyższył ludzką naturę, złożoną z ciała i duszy, ludzkie codzienne życie. To, o czym mówią ci święci teologowie pierwszych wieków chrześcijaństwa, można odnieść także do przyjętego przez Jezusa chrztu. Zbawiciel przyjął chrzest z wody, aby zamienić go na inny obrzęd: na sakrament, w którym Duch Święty, Boski Ogień, uwolni od grzechu pierworodnego, a oczyszczonych i odrodzonych słabych ludzi zamieni w dzieci Boże, zjednoczone z Jezusem Chrystusem, żyjące nie tylko ludzkim naturalnym życiem, ale także bożym życiem, dzięki łasce uświęcającej.

 

2. Chrzest otwierający niebo. W czasie przyjmowania chrztu w Jordanie Jezus modlił się. Do tego zatem, co czynił Jan Chrzciciel, dołączyła się Jego potężna modlitwa, w czasie której otworzyło się niebo. Wydarzenie to objawia tajemnicę sakramentu chrztu, ustanowionego przez Zbawiciela. Polewaniu wodą lub zanurzaniu w niej i słowom szafarza tego sakramentu towarzyszy działanie i modlitwa Chrystusa. Dzięki Jego mocy nad chrzczonymi – tak jak nad Nim w Jordanie – otwiera się niebo zamknięte przez grzech pierwszych rodziców i grzechy osobiste ludzi. Sakrament chrztu otwiera przed ochrzczonymi bramy niebios. Tą otwartą bramą niebios jest Chrystus, nasz jedyny Zbawiciel. To przez Niego możemy wejść do wiecznego szczęścia. Dzięki zanurzeniu w Nim możliwe staje się dla nas wieczne zbawienie (por. Rz 6,3-8)

 

3. Zstępujący Duch Święty. Nad Jezusem modlącym się i przyjmującym chrzest ukazał się znak przypominający gołębicę. Znak ten był widzialnym objawieniem czegoś niewidzialnego, tego mianowicie, że Jezus Chrystus jako człowiek był napełniony Duchem Świętym, trzecią osobą Boską, z którą – jako Syn Boży – żył zawsze w jedności zespalającej osoby Trójcy Świętej. To widzialne objawienie zstępowania Ducha Świętego było zapowiedzią wielkiej łaski, której dostąpiliśmy w sakramencie chrztu. Łaską tą było zanurzenie nas w Chrystusa, zjednoczenie z Nim i zstąpienie na nas Ducha Świętego, który nad Nim ukazał się „w postaci cielesnej niby gołębica”. Odtąd ten Duch – jeśli tylko Mu nie przeszkadzamy – rozpala w nas ogień swojej miłości, uświęca nas, umacnia, oświeca, prowadzi ziemskimi drogami do ojczyzny wiecznej, do domu czekającego na nas Ojca. Od chwili chrztu staliśmy się świątynią Ducha Świętego (por. 1 Kor 3,16), w której – dzięki Jego pomocy i natchnieniom – wznosi się modlitwa i składane są Ojcu duchowe ofiary. Tymi ofiarami jest codzienna miłość, przejawiająca się w cierpliwym podchodzeniu do różnych obowiązków i w pełnym poddania się znoszeniu – z myślą o Bogu – różnych  kłopotów, utrapień, przeciwności i trudów życia codziennego. Te duchowe ofiary zanosimy Bogu z Chrystusem, którego największa Ofiara uobecnia się w czasie każdej Mszy św.

 

4. Umiłowany Syn, w którym Bóg ma upodobanie. Głos Boga Ojca ujawnia wszystkim słyszącym, kim jest Jezus. Jest Synem Bożym, drugą osobą Boską, kochaną przez Ojca. Jest Synem Bożym, w którym wszystko podoba się Ojcu, we wszystkim znajduje On swoje upodobanie. W chwili naszego chrztu wydarzyło się coś podobnego. Przez ten sakrament zostaliśmy zjednoczeni z Jezusem, umiłowanym Synem Bożym, i przez to staliśmy się – podobnie jak On – dziećmi Bożymi. Nad nami – uświęconymi przez łaskę synami i córkami Ojca Niebieskiego – wypowiedział On swoją miłość, jak nad Jezusem przyjmującym chrzest w Jordanie: „Oto moje dziecko umiłowane, w którym mam upodobanie”. Ochrzczony człowiek tak jest uświęcony przez łaskę i tak upodobniony do Chrystusa, że w jego pięknie duchowym Ojciec znajduje upodobanie. Kocha go i znajduje w nim upodobanie. Miłość Boga do nas nigdy nie zanika, bo jesteśmy na zawsze Jego dziećmi. Z upodobaniem natomiast bywa różnie. Nie wszystko, co ochrzczony uczyni, powie, pomyśli wzbudzi potem Boże upodobanie. Nie wszystko w życiu ochrzczonego człowieka będzie się podobać Ojcu. Popełniane świadomie i dobrowolnie grzechy będą zacierać piękno duchowe, utworzone przez łaskę sakramentu chrztu. Wiele razy Bóg będzie musiał to piękno w nas, swoich dzieciach, odnawiać. Nie uczyni jednak tego bez naszej zgody. A zgodą tą jest nasza skrucha. Zgadzamy się na odnowienie piękna duchowego, które wzbudza upodobanie Ojca, gdy prosimy Go o przebaczenie nam tego, co w naszym postępowaniu, myśleniu i mówieniu nie może Mu się w nas podobać, i gdy staramy się to zmienić.

 

5. Objawienie tajemnicy Trójcy Świętej. Jezus modlący się i przyjmujący chrzest w Jordanie, głos z nieba i gołębica to trzy znaki osób Trójcy Przenajświętszej. Tej tajemnicy jedynego Boga nie znano w okresie Starego Testamentu. Trójca Święta działała, okazywała swoją miłość nam, ludziom, jednak nie była znana. Rozróżnianie osób Boskich nie było konieczne przed Wcieleniem. Potrzeba ujawnienia przed nami tajemnicy Trójcy Przenajświętszej pojawiła się z chwilą Wcielenia. Bez wiedzy o tym, że jeden Bóg jest Bogiem Trójosobowym, nie można by wyjaśnić prawdziwej Boskiej natury tego, który jako człowiek przyszedł na świat: Jezusa Chrystusa. Ten Jezus, napełniony Duchem Świętym jako człowiek, będzie Go ciągle zsyłał od Ojca na nas, jak to zapowiedział: „Gdy jednak przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie”. (J 15,26)

 

6. Gołębica symbolem Ducha Świętego. Ukazanie się nad Jezusem widzialnego znaku, podobnego do gołębicy, oznaczało, że był On napełniony Duchem Świętym. Znaczy to, że ludzka natura Chrystusa była poddana potężnemu działaniu trzeciej osoby Boskiej. Chrystus, jako odwieczny Syn Boży, istniał zawsze w swojej boskiej naturze i zawsze trwał w jedności z Ojcem i Duchem Świętym. W chwili przyjęcia natury ludzkiej, a więc od poczęcia Go przez Dziewicę Maryję z Ducha Świętego, ta Boska osoba zamieszkiwała w Nim jako w człowieku. Duch ten jednak nie ujawniał się w żadnej widzialnej postaci. Dopiero w chwili chrztu Jezusa w Jordanie ukazał się On w widzialnym znaku, podobnym do gołębicy. Ten wybrany przez Boga znak symbolizuje nieskazitelność, łagodność, cichość, pokój, a więc działanie charakteryzujące Ducha Świętego. Jak każda Boska osoba jest On tym samym wszechmogącym Bogiem, który wszystko potrafi uczynić. Działa jednak przeważnie w pełnym ukryciu, wnosząc przy tym Boży pokój.

Działanie Ducha Świętego – nieskazitelne, skuteczne choć najczęściej ukryte – mamy naśladować. Zalecił nam to Chrystus mówiąc: „Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie!” (Mt 10,16). Jezus uczy nas, że mamy łączyć w sobie roztropność, ostrożność z łagodnością, pokorą, spokojem. Mamy postępować jak Duch Święty, który jest tam, gdzie Go potrzeba. Mamy działać nie na pokaz – bo tak nigdy nie działa trzecia osoba Boska – lecz z miłością, dyskretnie, dla dobra innych.

 

Jezus potomkiem Adama

Sam zaś Jezus rozpoczynając swoją działalność miał lat około trzydziestu. Był, jak mniemano, synem Józefa, syna Helego,23 syna Mattata, syna Lewiego, syna Melchiego, syna Jannaja, syna Józefa,24 syna Matatiasza, syna Amosa, syna Nahuma, syna Chesliego, syna Naggaja,25 syna Maata, syna Matatiasza, syna Semei, syna Josecha, syna Jody,26 syna Jana, syna Resy, syna Zorobabela, syna Salatiela, syna Neriego,27 syna Melchiego, syna Addiego, syna Kosama, syna Elmadana, syna Hera,28 syna Jezusa, syna Eliezera, syna Jorima, syna Mattata, syna Lewiego,29 syna Symeona, syna Judy, syna Józefa, syna Jony, syna Eliakima,30 syna Meleasza, syna Menny, syna Mattata, syna Natana, syna Dawida,31 syna Jessego, syna Jobeda, syna Booza, syna Sali, syna Naassona,32 syna Aminadaba, syna Admina, syna Arniego, syna Esroma, syna Faresa, syna Judy,33 syna Jakuba, syna Izaaka, syna Abrahama, syna Tarego, syna Nachora,34 syna Serucha, syna Ragaua, syna Faleka, syna Ebera, syna Sali,35 syna Kainama, syna Arfaksada, syna Sema, syna Noego, syna Lamecha,36 syna Matusali, syna Enocha, syna Jareta, syna Maleleela, syna Kainama,37 syna Enosa, syna Seta, syna Adama, syna Bożego.38 (Łk 3,23-38)

Adam „synem Bożym” i Jezus Synem Bożym. Św. Łukasz jakby przedstawia Jezusa Chrystusa, który w wieku mniej więcej trzydziestu lat, rozpoczyna swoje publiczne nauczanie i działalność. Jest to ktoś, kto pochodzi od „Adama, syna Bożego”. Adam tak został nazwany, ponieważ stworzył go Bóg. Nie miał swoich ludzkich przodków. Jezus też jest Synem Bożym, ale w innym znaczeniu niż Adam. Jest bowiem Synem-Bogiem, Synem współistotnym Ojcu, mającym tę samą co On boską naturę. Ten Syn Boży, prawdziwy Bóg, przyjął ludzką naturę. Wszedł w grzeszny ludzki ród, pochodzący od grzesznego Adama. Rozpoczynający działalność publiczną Jezus jest Nowym Adamem, prawdziwym Synem Bożym, który wszedł w upadłą ludzkość, aby ją uleczyć. Rozpoczęcie publicznej działalności jest jednym z etapów tego leczenia.

Syn Boży, istota najświętsza, wszedł w grzeszną ludzkość, aby naprawić istniejące w niej zło. Pokazuje nam przez to kierunek naszej działalności. Mamy tak jak On usuwać zło, naprawiać to, co przez nie zostało zniszczone. Jednak w przeciwieństwie do Niego to zło musimy niszczyć nie tylko wokół siebie, ale także w sobie – przede wszystkim w sobie.

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski


 



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań