Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 4


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18


Modlitwa, post i kuszenie na pustyni

Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu [Świętym] na pustyni1 czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie odczuł głód.2 (Łk 4,1-2)

1. Modlitewne "przebywanie w Duchu Świętym" i post najlepszym przygotowaniem do działalności. Przed rozpoczęciem działalności publicznej Jezus udał się na pustynię. Tam przez czterdzieści dni modlił się, „przebywając w Duchu Świętym”, i pościł. Mówiąc naszym językiem, Jezus odprawił czterdziestodniowe rekolekcje. Pokazał nam przez to, jak wielką wartość ma przygotowanie się do publicznej aktywności apostolskiej przez modlitwę, post i odsunięcie się na miejsce odosobnione, ułatwiające skupienie i kontakt z Bogiem. Swoim przykładem pouczył nas, że aktywizm – bez modlitwy i wyrzeczenia się – nie jest czymś właściwym. Modlitwa powinna wszystko wyprzedzać w naszym życiu  i wszystkiemu towarzyszyć. Jeśli tak się stanie, będzie to oznaczać, że i my – tak jak Jezus – „przebywamy w Duchu Świętym”. Obecność tego Ducha ujawnia się bowiem między innymi w modlitwie serca, która – pomimo naszej słabości – rodzi się w nas, dzięki Jego pomocy, jak poucza św. Paweł: „Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą. (Rz 8,26-27)

 

2. Każdy potrzebuje duchowego umocnienia. Prowadzony przez Ducha Świętego Jezus oddala się, by przez czterdzieści dni modlić się i pościć. Czyni coś, co umocniłoby duchowo każdego człowieka. Jezus szukał tego umocnienia, chociaż był wszechmocnym Synem Bożym. Szukał go, gdyż był równocześnie człowiekiem – takim jak my. Duch Święty skłonił Go to uczynienia tego. Przez swoje czterdziestodniowe rekolekcje Jezus poucza nas, że nie powinniśmy odrzucać niczego, co może nas umocnić duchowo, pomóc nam w modlitewnym kontakcie z Bogiem. Nawet ci, którzy są przekonani o działaniu w nich Ducha Świętego, o posiadaniu Jego charyzmatów, powinni o tym pamiętać. Powinni modlić się w samotności i przynajmniej w niektóre dni pościć.

 

3. Zuchwałość kusiciela. Księga Rodzaju mówi, że pierwszy człowiek, Adam, został zwiedziony przez złego ducha za pośrednictwem Ewy. Upadły duch najpierw ją skłonił do zlekceważenia woli Bożej, a potem, przez nią, namówił do tego samego Adama. Do Chrystusa – Nowego Adama, modlącego się i poszczącego na pustyni – także podchodzi kusiciel. Tym razem nie posługuje się żadnym człowiekiem. W swojej zaślepiającej go pysze sam osobiście będzie próbował odwrócić Jezusa od jedynego sposobu, w jaki można ocalić pogrążoną w grzechu ludzkość. Tą drogą zbawienia świata ma być głoszenie słowa Bożego, pokorne, pełne miłości wypełnianie woli Ojca, aż po krzyż, poświęcenie się z miłości dla dobra innych, modlitwa, post. Ufny w swoją moc i inteligencję kusiciel odważył się odwlec od tego dobra Zbawiciela świata.

 

4. Ataki złego ducha, gdy dzieje się coś dobrego. Nieraz zauważamy, że gdy czynimy coś dobrego, nagle pojawiają się różne trudności, przeszkody, myśli zniechęcające itp. To dzieło złego ducha, który usiłuje zniechęcić nas do czynienia dobra. Kusiciel nie musi przychodzić tam, gdzie już panuje zepsucie, zdemoralizowanie, bo upragnione przez niego dzieło zniszczenia obrazu i podobieństwa Bożego w stworzeniach już zostało osiągnięte. Nie musi się więcej trudzić, bo człowiek, który nie chce wyjść z grzechu, już znajduje się na drodze wiodącej do wiecznego cierpienia. Zły duch idzie tam, gdzie dzieje się coś dobrego. Wtedy rozpoczyna kuszenie, czyli zwodzenie przez swoje kłamstwa, przez fałszywe ukazywanie tego, co dobre i co złe. Kusiciel podszedł do Jezusa, gdy czynił On wielkie dobro, bo przez modlitwę i post przygotowywał się do trzyletniej działalności publicznej, która miała się zakończyć śmiercią i zmartwychwstaniem.

Zamień kamień w chleb

Rzekł Mu wtedy diabeł: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem.3 Odpowiedział mu Jezus: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek.4 (Łk 4,3-4)

Nie sobie, lecz innym mamy służyć swoimi uzdolnieniami. Diabeł udaje istotę zatroskaną o Jezusa, pragnącą Mu pomóc swoimi radami. Pierwszą, której udziela, jest ta, by przerwał swój post i zaczął wreszcie jeść. Kusiciel boi się postu i modlitwy, bo wie, że tą bronią można uwalniać ludzi spod władzy najbardziej zaciętych złych duchów (por. Mk 9,29). Dlatego skłania Jezusa do tego, by użył swojej potęgi Syna Bożego do uczynienia cudu przemiany kamienia w chleb. Ma to zrobić wyłącznie dla siebie. Byłby to pierwszy Jego cud: cud przemiany kamienia w chleb. Jezus nie zrobił tego. Jak wiemy, pierwszym Jego cudem był cud przemiany wody w wino w Kanie Galilejskiej. Uczynił go na prośbę swojej Matki, troszczącej się nie o siebie, lecz o innych (por. J 2,1-12). Prośbę Maryi Jezus spełnił, natomiast pozornie dobrą radę kusiciela odrzucił krótkim stwierdzeniem: „Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek.” Matki posłuchał, złego ducha – nie. Maryja bowiem skłaniała Go do użycia swojej cudotwórczej mocy dla dobra innych, z miłości do bliźnich, kusiciel natomiast namawiał Jezusa do skoncentrowania się na sobie, na swoich potrzebach. Usiłował Go pobudzić do tego, by swoją cudotwórczą mocą służył egoistycznie wyłącznie sobie.

I tę pokusę szatan powtarza przez wieki. Brzmi ona: „Zajmuj się tylko sobą, używaj swoich uzdolnień wyłącznie dla swojej korzyści. Jedz i pij, a będzie ci dobrze. Innymi się nie zajmuj”. Nie tego jednak chce od nas Bóg. Dał nam różne uzdolnienia, aby nimi służyć bliźnim, dla Jego chwały. Prawdę tę przypomniał pewien film, którego tytułu nie pamiętam. Jego bohater, utalentowany aktor filmu niemego, zrobił wielką karierę, zdobył bogactwa. Wszystko to doprowadziło go jednak do alkoholizmu. Właściwy sposób używania swoich uzdolnień zrozumiał on dopiero któregoś dnia, gdy swoimi  komicznymi gestami i minami udało mu się rozśmieszyć płaczące dziecko. Zrozumiał, że wszystkie uzdolnienia otrzymaliśmy po to, by przy ich pomocy służyć bliźnim, okazywać im naszą miłość. Diabeł jednak usiłuje nas od tego odciągnąć, tak jak modlącego się i poszczącego Jezusa próbował namówić do myślenia wyłącznie o sobie i o swoich potrzebach ciała.

 

Upadnij i oddaj mi pokłon

Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata5 i rzekł diabeł do Niego: Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę.6 Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje.7 Lecz Jezus mu odrzekł: Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz.8 (Łk 4,5-8)

1. Pokusa władzy i posiadania. Niepowodzeniem zakończyła się próba doprowadzenia Jezusa do tego, by Jego główną troską było zaspokajanie swoich potrzeb przy pomocy nadzwyczajnych sił. Diabeł próbuje więc rozbudzić w Chrystusie pragnienie posiadani i ziemskiej władzy. Swoją mocą upadłego anioła pokazuje Mu więc w jednej chwili wszystkie królestwa świata i ich przepych. Ewangelista mówi, że w tym celu diabeł wyprowadził Jezusa na górę. To postawienie Jezusa na górze mogło dokonać się w Jego wyobraźni. Diabeł swoją mocą wywołał w Nim wizję królestw świata, jakby oglądanych z wysoka. Kusiciel nie tylko pokazuje Jezusowi ziemskie królestwa, lecz zwraca uwagę na ich „potęgę i wspaniałość”, aby rozbudzić w Nim pragnienie jednego i drugiego. Wyjaśnia przy tym chełpliwie, że sam jest większy od tego wszystkiego, bo ta „potęga i wspaniałość” jemu jest poddana i może je odstąpić, komu chce. Nie mówi prawdy, bo zgodnie z nią musiałby dodać: „o ile większy ode mnie Bóg do tego dopuści”. Kłamliwie przedstawia wielkość królestw świata, ich potęg oraz swoją moc, aby doprowadzić Jezusa do oddania mu pokłonu: „Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje”. I te słowa są kłamstwem, bo obiecuje w nich coś, czego wykonać nie może bez zgody prawdziwego Pana świata: Boga. Jezus rozpoznaje te wszystkie kłamstwa. Nie wdaje się jednak w dyskusję ze złym duchem. Udziela mu tylko takiej odpowiedzi, która będzie ważnym pouczeniem dla ludzi wszystkich czasów: „Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”. Tymi słowami i nas Jezus pouczył, że Boga mamy postawić w centrum swojego życia. Tylko ten, który kocha nas, który nas stworzył, zasługuje na oddawanie Mu pokłonu i służenie Mu. Nikim i niczym nie powinniśmy Go przysłaniać: żadnym bożkiem, żadnym Jego konkurentem.

 

2. Najbardziej zuchwała pokusa. Diabeł pragnie zająć miejsce Boga i zamiast Niego odbierać cześć i uwielbienie nawet od Jezusa, Syna Bożego. Pragnienie bycia adorowanym na sposób boski skłoniło go do jednoznacznego zuchwałego domagania się tego od Niego. Zadziwia, jak mógł się odważyć na coś podobnego i liczyć, że Jezus go posłucha. Stało się tak z powodu zaślepienia przez pychę. Grzech ten zaciemnia umysły nawet najbardziej inteligentnych istot. Jest to grzech, który pokazuje w sposób przesadny zdolności, którymi się dysponuje. Z tego powodu pycha skłania do działań nierozumnych, z góry skazanych na niepowodzenie. Grzech ten zaciemnia widzenie możliwej porażki, natomiast upragnione zwycięstwo pokazuje w sposób tak wyolbrzymiony, że można się zdecydować nawet na zupełnie bezsensowne działania, by je osiągnąć. Nawet bardzo inteligentne istoty tracą jasność widzenia, gdy zaślepia je pycha. Warto o tym pamiętać. Powinni o tym pamiętać także ludzie wykształceni i bardzo uzdolnieni. Bez pokory ich talenty zostaną źle wykorzystane i nie ominie ich zaciemnienie umysłu, gdy trzeba będzie podjąć odpowiedzialne działania w życiu.

 

Rzuć się z narożnika świątyni w dół

Zaprowadził Go też do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół!9 Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli,10 i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień.11 Lecz Jezus mu odparł: Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego.12 (Łk 4,9-12)

1. Grzech wystawiania Boga na próbę. Stwarzając świat i człowieka, Bóg wszystko mądrze urządził. Nie można więc wymagać od  Niego, by coś w ustalonym porządku zmieniał dla naszych nierozsądnych zachcianek i działań. A właśnie do tego sprytnie namawiał Chrystusa diabeł. Radził Mu zeskoczyć z narożnika świątyni dla zadziwienia ludzi. Skok z takiej wysokości, według praw ustanowionych przez Stwórcę, prowadzi do śmierci lub do poważnego kalectwa. Diabeł radzi jednak, by Jezus to zrobił i zmusił Boga do posłania mu aniołów, którzy zapobiegną nie tylko śmierci, lecz nawet tak małemu kalectwu jak stłuczenie lub zranienie stopy o kamień. To, do czego namawiał diabeł Jezusa, nazywa się grzechem kuszenia Boga albo wystawiania Go na próbę. Grzech ten polega na zuchwałym łamaniu praw ustanowionych przez Stwórcę przy równoczesnym wymaganiu, by w sposób cudowny zapobiegł On temu, co powinno się stać, zgodnie z ustanowionymi przez Jego mądrość prawami. Swoją odpowiedzią Jezus daje do zrozumienia diabłu, że namawia Go do zakazanego grzechu kuszenia Boga. „Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”.

Tymi słowami Jezus poucza nas, by zuchwale, bez powodu, nie wymagać od Boga działań sprzecznych z ustanowionymi przez Niego prawami, np. ktoś dla swojej przyjemności jedzie samochodem z ogromną szybkością i prosi Boga, by mu się nic nie stało; albo ktoś, dla wzbudzenia podziwu, uprawia ekstremalne rodzaje sportu i wymaga od Boga, by chronił go od śmierci lub kalectwa. Kusi Boga również ten, kto bez żadnego słusznego powodu naraża się na bliską okazję do grzechu, i domaga się od Pana, by uchronił go od popełnienia grzesznego czynu.

 

2. Pokusa próżności. Poczęcie i narodzenie Jezusa owiane było tajemnicą. Zbawiciel przyszedł na świat w odosobnieniu. Przez mniej więcej trzydzieści lat żył skromnie w swoim rodzinnym domu. W czasie chrztu w Jordanie Ojciec niebieski odsłonił przed ludem Jego tajemnicę, nazywając go swoim umiłowanym Synem, nad którym unosił się znak Ducha Świętego, podobny do gołębicy. Sam Jezus jednak nie czynił wokół siebie żadnego rozgłosu. I to nie podobało się diabłu. Dlatego namawia Jezusa, by ujawnił się jako Mesjasz w sposób spektakularny, przez zadziwienie tłumów i zdobycie sławy w jednym momencie. Najprawdopodobniej w wyobraźni podsunął Mu jedną z możliwości zyskania szybkiego rozgłosu. Ma zeskoczyć z narożnika świątyni, a Bóg – którego imienia diabeł nie wymienia – pośle aniołów, którzy ustrzegą Go nie tylko od śmierci, ale nawet od zranienia stopy. Ludzie zobaczą to niezwykłe zjawisko i uznają Go za Mesjasza. Jezus rozpoznaje, że myśl o spektakularnym rozpoczęciu nauczania publicznej działalności nie pochodzi od Bożej Mądrości, lecz od kłamcy, oszusta i zwodziciela. Dlatego nie słucha jego pozornie dobrej rady. Odrzuca pokusę próżności i domagania się od Boga cudów, chroniących przed skutkami nierozważnych działań, takich jak zeskakiwanie na ziemię z wielkiej wysokości.

Odrzucając pokusę próżności, szukania sławy, przyciągania uwagi do swojej osoby, Chrystus poucza nas, że w taki sposób nie dochodzi się do wielkich rzeczy. Ludzka popularność bowiem szybko przemija i sama z siebie nie tworzy żadnego trwałego dobra. Zbawiciel swoim przykładem pokazał nam, że trwałe dobro buduje się nie zdobywaniem popularności, lecz życiem szlachetnym, pełnym troski o wypełnianie woli Bożej i służenie bliźnim. A taki sposób życia na ziemi zawsze łączy się w mniejszym lub większym krzyżem.

 

3. Kłamstwa kuszącego diabła. „Książę tego świata kłamliwie przypisał sobie trzy przymioty: królowanie, moc i chwałę” (Katechizm Kościoła Katolickiego 2855). Pełen pychy zły duch, który kusił Jezusa, takie ma mylne wyobrażenie o sobie i tak próbuje siebie ciągle przedstawiać. Nie tylko przed Jezusem tak się zaprezentował. I dzisiaj usiłuje wszystkim wykazać, że jest potężniejszym od Boga panem tego świata, jego królestw. Przez powtarzane w środkach społecznego przekazu informacje o wojnach, morderstwach, gwałtach, korupcji, usiłuje utrwalić pogląd, że do niego należy panowanie i moc, którą wszyscy powinni ze strachem uznać i adorować. Tymczasem szatan jest mocny, ale nie – wszechmocny. Jedynie Bóg posiada ten przymiot. Ujawni się on w pełni u kresu naszej ziemskiej historii. Wtedy z całą jasnością ukaże się, że to Chrystus jest Królem wszechświata, Panem historii. Nie przed diabłem, lecz przed Nim zegnie się wszelkie kolano. Zegnie się ono przed Jezusem, który z miłości do nas „uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,8). Zegnie się przed tym Jezusem , którego Bóg „nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca”. (Flp 2,9-11; por. Rz 14,11)

Gdy Jezus powróci w chwale, ujawni się w pełni bezmiar i potęga Jego miłości. Wszyscy upokorzeni czciciele szatana będą musieli ze wstydem to uznać. Zobaczą, jak wielką pomyłko było wybranie przez nich służenia upadłemu duchowi przez czynienie zła, którego on zapragnął. Porażka złych duchów i służących im ludziom ujawni się w całej pełni w czasie chwalebnego przyjścia Chrystusa, które św. Paweł przedstawia następująco: „Wreszcie nastąpi koniec, gdy (Chrystus) przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć. Wszystko bowiem rzucił pod stopy Jego. Kiedy się mówi, że wszystko jest poddane, znaczy to, że z wyjątkiem Tego, który mu wszystko poddał. A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich. (1 Kor 15,24-28)

 

Diabeł odstąpił od Jezusa tylko do czasu

Gdy diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu.13 (Łk 4,13)

1. "Gdy diabeł dokończył „całego kuszenia...” Diabeł odszedł od Jezusa dopiero wtedy, gdy – jak mówi św. Łukasz – „dokończył całego kuszenia”. Co oznacza to „całe kuszenie”? Tylko te trzy pokusy, które autorzy Ewangelii przedstawiają w różnej kolejności, czy jeszcze więcej innych? Nie jest wykluczone, że zły duch podsuwał Jezusowi jeszcze inne pokusy, którymi zwykle usiłuje zwodzić ludzi, jednak ewangeliści je pominęli i z natchnienia Ducha Świętego zapisali tylko te trzy: pokusę egoistycznego troszczenia się wyłącznie o swoje ciało i jego potrzeby, pokusę próżności i pokusę posiadania ziemskiej władzy, bogactwa i przepychu. „Całe kuszenie” może oznaczać, że diabeł wykorzystał wszystkie środki, którymi mógł się w danym momencie posłużyć. Nie pominął ani jednego. Nie zaniedbał ani jednej pokusy, którą można człowieka doprowadzić do upadku. Użył do tego całej swojej inteligencji. Gdy wyczerpała się już cała jego pomysłowość, odszedł, gdyż jako stworzenie nie dysponuje on nieskończoną ilością pokus i zwodniczych kłamstw. Zrobił jednak wszystko, co mógł. Dokonał „całego kuszenia”, które jednak nie odniosło spodziewanego rezultatu. Chrystus oparł się działaniu złego ducha. Dlatego w Nim powinniśmy szukać oparcia, gdy i nas diabeł atakuje „całym swoim kuszeniem”, czyli pokusami dostosowanymi do naszych słabości i okoliczności, w których się znajdujemy. Jezus, zwycięzca szatana, umocni każdego, kto w chwilach doświadczeń wezwie Jego imienia, kto u Niego i u Jego Matki będzie szukał ratunku.

 

2. Odszedł tylko na jakiś czas. Zły duch odszedł od Jezusa, bo wyczerpał już wszystkie sposoby kuszenia, które w danych okolicznościach mógł zastosować wobec Niego. Innych form pokus, którymi mógłby zwodzić Jezusa modlącego się i poszczącego na pustyni, już nie znał. Odszedł również z powodu swojej pychy, która nie pozwalała mu dłużej znosić porażki, jakiej doznawał przy wszystkich próbach zwiedzenia Jezusa. Odszedł więc od Niego, jednak tylko na jakiś czas. Nie na stałe, bo na to nie pozwalała mu ta sama pycha i nienawiść, które skłoniły go do rozpoczęcia kuszenia Syna Bożego. Diabeł nie dał za wygraną. Postanowił wrócić i nadal kusić Go, ale w inny sposób. Zaplanował uczynić to przez ludzi wrogo nastawionych do Niego i przez takich, którzy nie rozumieli dróg Bożych i czekali na ziemskie mesjańskie królestwo. Zły duch za wszelką cenę chciał doprowadzić Jezusa do tego, by nie postępował według woli Ojca i mądrości Bożej, ale według rozpowszechnionego w świecie sposobu wartościowania i działania. Miał wrócić również po to, by zemścić się za swoją porażkę, jaką poniósł w duchowej walce z Chrystusem. Zapragnął zemścić się przez doprowadzenie Jego samego do śmierci, a uczniów – do odejścia od Niego tak jak Judasz, w którego – jak mówi św. Jan – wszedł szatan (por. J 13,27).

 

3. Nie tylko źli ludzie są kuszeni. Kuszenie Jezusa przez diabła pokazuje nam, że – wbrew rozpowszechnionej opinii – nawet ludzie święci są kuszeni przez niego. Można zetknąć się z poglądem, że świętość na tym polega, że ktoś nie doznaje pokus ani od złego ducha, ani od ludzi, ani od swoich pożądliwości. Niektórzy ludzie uważają, że święci przechodzą przez życie łatwo, bez zmagania się. Kuszenie Jezusa przez diabła wykazuje, że takie wyobrażanie sobie świętości nie jest prawdziwe. Człowiek święty to taki, który – pomimo różnych pokus –  stara się zawsze żyć zgodnie z przykazaniami i wolą Boga. A jeśli upadnie, to natychmiast żałuje za swój grzech, szuka u Boga przebaczenia i postanawia nie narażać się na niego w przyszłości, głównie przez unikanie bliskiej okazji do grzeszenia. Próbuje także naprawić lub wynagrodzić w jakiś sposób zło, które spowodował.

 

4. Po odejściu diabła aniołowie służyli Jezusowi. Św. Mateusz podaje, że po odejściu diabła do Chrystusa zbliżyli się aniołowie, którzy Mu służyli: „Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu”. (Mt 4,11) O tym anielskim służeniu Jezusowi wspomina także św. Marek (por. Mk 1,13). Ewangeliści nie określają dokładniej, na czym polegało to usługiwanie. Z całą pewnością była to pomoc prawdziwa, w przeciwieństwie do udawanej pomocy diabła, anioła upadłego. Informacja o pomocy udzielonej Jezusowi – kuszonemu przez diabła i osłabionemu fizycznie przez czterdziestodniowy post – ukazuje dobroć Ojca niebieskiego. Nigdy nie zostawia On nikogo bez pomocy, zawsze jej nam udziela. Posłał dobre duchy, by swoją życzliwością sprawiły radość Jezusowi, rozpoczynającemu swoją publiczną działalność. Przed Jego śmiercią także anioła posłał, aby umocnił Go w Ogrójcu, udręczonego różnymi przytłaczającymi myślami (por. Łk 22,43). I nam dobry Ojciec pośle anioła lub aniołów, kiedy będziemy potrzebowali ich pomocy i ich usługiwania. Na Boską pomoc zawsze możemy liczyć.

 

 Podziw wzbudzany przez Jezusa w Galilei

Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy.14 On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich.15 (Łk 4,14-15)

1. Pokusy nie osłabiły, lecz umocniły Jezusa. Po chrzcie w Jordanie, po spędzeniu czterdziestu dni na modlitwie i poście, po zwycięstwie nad kuszącym Go diabłem, „powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei”. Moc Ducha ujawniała się przede wszystkim w Jego niezwykłej miłości do ludzi i w mądrości, którą można było zauważyć, gdy nauczał w synagogach, „wysławiany przez wszystkich”. Tej mocy Ducha nie zmniejszył długi post, który przejściowo osłabił Jego ciało. Nie umniejszyły tej mocy pokusy ze strony diabła. Być kuszonym bowiem nie znaczy być grzesznym. Grzeszy i słabnie tylko ten, kto pokusie ulega. Kto natomiast  opiera się pokusom złego ducha, kuszeniu przez ludzi i tkwiące w nim pożądliwości, ten nie tylko nie słabnie duchowo, lecz przeciwnie – umacnia się. Pokusa odrzucona nie osłabia, lecz umacnia duchowo. Człowiek, który przeciwstawia się pokusom, doznaje umocnienia, bo przez walkę z nimi współdziała z Duchem Świętym i pozwala Mu coraz bardziej działać w sobie. Dzięki opieraniu się różnym atakom diabelskim coraz bardziej ujawnia się w kuszonym człowieku potęga Ducha Świętego, trzeciej osoby Boskiej. Ukazuje się moc tego Ducha, który udziela sił koniecznych do opierania się pokusie i mądrości, by nie ulec sprytnym kłamstwom kuszącego złego ducha, podstępnych ludzi i pożądliwości. W ludzkiej naturze Jezusa, zwycięzcy szatana, ujawniła się wyjątkowa moc Ducha Świętego, moc miłości i mądrości.  To ona bardziej zadziwiała ludzi niż widowiskowe cuda – takie jak zeskoczenie z narożnika świątyni – które doradzał kusiciel Jezusowi.

My w przeciwieństwie do Jezusa wielokrotnie ulegamy pokusom i przez to słabniemy duchowo. Popełnianie kolejnych grzechów przychodzi nam coraz łatwiej. Można się nawet przyzwyczaić do trwania w grzechu. Aby nie dopuścić do tej ostatecznej klęski, powinniśmy prosić Ducha Świętego o ponowne zatriumfowanie w nas Jego mocy w walce z nękającymi nas pokusami i grzechem. Ta moc ujawni się w naszej słabości. Poznamy, że nie pochodzi ona od nas samych, lecz od dobrego i potężnego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, oraz od udzielanego przez Niego Ducha Świętego.

 

2. Dzięki świadectwu wieść o Jezusie rozeszła się po całej okolicy. Jezus – wbrew radom diabła – nie dokonał zadziwiającego skoku z narożnika świątyni ani nie pokłonił mu się, aby otrzymać królestwa świata wraz z ich przepychem. Nie rozpoczął też swojej publicznej działalności od pozyskania wpływowych kobiet i mężczyzn, a mimo to wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. Ludzie zaczynali o Nim mówić. Nie popisami swoją mocą lecz wyjaśnianiem słowa Bożego w synagogach Jezus zadziwiał ludzi. Zaskoczył On ich swoją mądrością, rozumieniem Pisma Świętego, sposobem wyjaśniania go. Nie na spektakularnych widowiskach skupił ludzką uwagę, ale na słowie Bożym, aby lepiej poznano Boga, pokochano Go z całego serca i na Jego przykazaniach oparto swoje życie. Przyciągała uwagę wszystkich także dobroć i miłość Jezusa. Dlatego jedni drugim zaczynali o Nim mówić. I właśnie takiego sposobu przyciągania do Niego chciał Bóg. Chciał On, aby ten, kto zafascynował się Nim, prowadził innych do Niego. Chciał, aby jeden drugiego porywał swoją miłością do Jezusa, swoim zafascynowaniem Nim, podziwem dla Niego, swoją wiarą.

Ojciec niebieski lub sam Jezus mógłby zrobić jakiś wielki, nadzwyczajny i stały cud np. na niebie, aby pomóc ludziom uwierzyć. Jednak nie uczynił tego. Wolał, aby jeden człowiek swoim świadectwem pomagał drugiemu uwierzyć w Niego. Potężny i szokujący cud może wstrząsnąłby ludźmi, ale czy skłoniłby ich do umiłowania potężnego Boga? A ponadto po pewnym czasie ludzie przyzwyczailiby się do tego nadzwyczajnego zjawiska, tak jak się już przyzwyczaili do cudu mówiącego o Bogu i Jego dobroci, którym jest słońce, gwiazdy, piękno nieba, ziemi, człowieka. Do wszystkiego można się przyzwyczaić i zapomnieć o Bogu. Dlatego nie przez zadziwiające znaki, lecz przede wszystkim przez swoich świadków – pełnych wiary, entuzjazmu i miłości – chce On rozpalać wiarę i miłość w ludzkich sercach. Woli świadectwo ludzkie niż zadziwiające działania, władzę, przepych. Rozszerzanie wiary przez świadków szanuje wolność ludzką, nie zmusza bowiem nikogo do uwierzenia w Jezusa. Każdy może dobrowolnie zająć jakąś postawę wobec Niego, Jego osoby, nauczania, działania. Bóg spodziewa się, że i ja zaliczę się do takich szerzycieli wiary w Niego i miłości do Niego.

 

3. Początkowy podziw . Jezus chciał skupić uwagę otoczenia tylko na tym, co mogło rozbudzić w sercach ludzkich wiarę w Niego i miłość do Niego. A tym była Jego mądrość i dobroć. Nie chciał przykuwać uwagi nawet do jakiegoś wyjątkowego sposobu przemawiania do ludzi, dlatego początkowo nauczał w synagogach, tak jak to było w zwyczaju. Nie rozpoczął żadnych starań, by stać się przełożonym jakiejś synagogi. Nauczał tam jako jeden z wielu, którzy w tym miejscu mogli zabrać głos. Jego nauczanie ujawniało jednak wyjątkową znajomość tajemnic Bożych i powodowało, że – jak pisze św. Łukasz – „był wysławiany przez wszystkich”. Tymi „wszystkimi” byli głównie ludzie dobrej woli. Oni „wysławiali” Go za zbliżanie prawd Bożych i pouczanie, jak powinni żyć. Może na początku nauczania Jezusa „wysławiali” Go także różni marzyciele mniej otwarci na prawdę. Do nich zaliczali się ci, których nie interesowała przemiana swojego życia, lecz zdobycie wolności politycznej i zbudowanie potężnego ziemskiego królestwa mesjańskiego. Podziw ludzi przywiązanych do zła nie trwał jednak długo. Malał z czasem i ustępował miejsca krytyce i niechęci do Jezusa.

 

Od podziwu do próby zabicia Jezusa w Nazarecie

Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował.16 (Łk 4,16)

Pośród tych, dla których był tylko "synem Józefa". Jezus nie ominął miejscowości, w której się wychował. Przewidywał opór, z jakim się tam spotka, jednak poszedł tam. Udał się do tych, którzy znali Go od dzieciństwa jako syna Józefa, dobrze znanego im cieśli. Poszedł do nich, bo został posłany do wszystkich, aby wszystkim dać możliwość zbawienia. Nie chodził tylko do tych, którzy przyjmowali Go z miłością. Gdyby Syn Boży tylko miłości i serdeczności szukał, to nie stałby się człowiekiem. On jednak przyszedł zasiać tę miłość wraz z wiarą w oziębłych ludzkich sercach. Przyszedł je rozpalić miłością, dlatego nikogo nie omijał. Zachęcił nas przez to do tego, by przynajmniej w naszych modlitwach nie omijać nikogo, szczególnie ludzi złych, niesympatycznych, nienawidzących nas. Przez modlitwę za nich i cierpliwe znoszenie różnych trudności życiowych pomożemy im zmienić swoje życie i uniknąć wiecznego piekła po śmierci.

W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać.16 Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane:17 (Łk 4,17)

Zgodnie ze zwyczajem ktoś wyznaczony przez przełożonego synagogi czytał w szabat fragment Pisma Świętego. W Nazarecie uczynił to Jezus. Podano Mu tekst Księgi Proroka Izajasza, zapisany w zwoju, i Jezus przeczytał prorocze słowa odnoszące się w szczególny sposób do Niego i do Jego posłannictwa. To On jest tym, na którym spoczywa Duch Pański. To wraz z Nim dokonuje On dzieła wyzwolenia człowieka. Jezus czyta następujący fragment (Iz 61,1-2):

Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi,18 abym obwoływał rok łaski od Pana.19

Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione.20 Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli.21 A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. (Łk 4,19-21)

1. Duch Pański spoczywa na Mnie... Jezus wyjaśnia, że na Nim spełnia się prorocza przepowiednia Izajasza. To na Nim spoczywa Duch Pański, aby wraz z Nim wyzwalać ludzi i zbawiać ich. Jezus był poczęty przez Maryję w dziewiczy sposób, mocą Ducha Świętego. To jednak nie było powszechnie znanym faktem. Dlatego przypomniał On mieszkańcom Nazaretu bardziej znane wydarzenie, związane z Jego chrztem w Jordanie. Mówiąc o spełnieniu się słów proroka Izajasza, Jezus odwołał się między innymi do tego, co dokonało się w czasie udzielanego Mu przez Jana Chrzciciela chrztu, gdy trzecia osoba Boska ukazała się nad Nim w widzialnym znaku, podobnym do gołębicy. To wydarzenie i inne dzieła Jezusa mogły być znane przynajmniej części mieszkańców Nazaretu, dlatego niektórzy– jak mówi św. Łukasz – „przyświadczali Mu”, oczarowani pełnymi wdzięku słowami, które „płynęły z ust Jego”.

 

2. Mesjasz namaszczony przez Ducha Świętego. Jezus odnosi do siebie słowa proroka Izajasza: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił...”  Jest On zatem „Namaszczonym”, czyli Mesjaszem, Chrystusem. A namaszczony został przez Ducha Świętego. Jak oliwa spływająca na ciało namaszcza je i przylega ściśle do niego, tak Duch Święty przenika Jezusa, Jego myślenie, mówienie i działanie. Ze wszystkim, co czyni Jezus, łączy się działanie Ducha Świętego. Te dwie osoby Boskie są jakby „rękami” Ojca niebieskiego (por. KKK 292), który pragnie przyprowadzić na zawsze upadłą ludzkość do swojego domu. My z kolei, jako chrześcijanie, powinniśmy pozwolić Chrystusowi i Duchowi Świętemu przeniknąć nasze myślenie, działanie, mówienie, uczucia, abyśmy się stali Ich pomocnikami, Ich „rękami”, pomnażającymi dobro na świecie i szerzącymi prawdę.

 

3. Jezus posłany, aby głosić Dobrą Nowinę. We fragmencie czytanej i wyjaśnianej przez Jezusa w Nazarecie Księgi Proroka Izajasza jest mowa nie tylko o niesieniu pomocy i wyzwalaniu, nie tylko o roku łaski Pańskiej, ale także o „dniu pomsty naszego Boga” (por. Iz 61,2). Jezus jednak poucza o tym, co dokonuje się w czasie Jego ziemskiej działalności. Nie przyszedł On dokonywać tej pomsty, nie przyszedł wymierzać sprawiedliwości ani karać, lecz – okazać miłosierdzie. Dzień sprawiedliwości i zapłaty także nadejdzie, ale najpierw dokona się dzieło Bożego Miłosierdzia - dzieło Odkupienia. I tę Dobrą Nowinę, czyli Ewangelię, głosi Jezus.

 

4. Jezus ubogim niesie Dobrą Nowinę. Ewangelia, czyli Dobra Nowina, jest skierowana do wszystkich, jednak przyjmują ją tylko „ubodzy”, ubodzy w duchu, czyli tacy, którzy dobrze znają nędzę swoich grzechów, którzy dobrze wiedzą, jak są duchowo mali. Dla tych pokornych i udręczonych własnymi grzechami ludzi naprawdę „dobrą nowiną” staje się nauka o Bożym miłosierdziu, o Odkupieniu dokonanym przez Jezusa, o przebaczeniu grzechów, o możliwości osiągnięcia nieba. Ci ludzie z radością przyjmują Ewangelię o Bożej łasce, przebaczeniu, bo w poczuciu swojej grzeszności i małości są szczerze spragnieni Bożej pomocy. Cieszą się Dobrą Nowiną o Bożym miłosierdziu, bo pokora ukazuje im wielką jego potrzebę.

Jeśli jednak w sercu jakiegoś człowieka zamiast pokory króluje  pycha, to Dobra Nowina dociera jedynie do jego uszu. Nie przenika do jego serca i nie rozbudza radości, jest bowiem dla niego pustym dźwiękiem. Radość Ewangelii nie wnika nigdy do serca obwarowanego murem pychy. Człowiek ogarnięty pychą nie widzi bowiem potrzeby łaski dla siebie. Wydaje mu się, że nie potrzebuje Bożego miłosierdzia. Pyszny w swojej zarozumiałości wyobraża sobie, że jest bardzo „bogaty” w zasługi, zdolności, cnoty, dobre czyny, nie potrzebuje więc żadnej łaski od Boga. Ma już przecież wszystko, jest „bogaty duchowo”. Pysznego człowieka nie cieszy Ewangelia o Bożym miłosierdziu, bo on go przecież nie potrzebuje. Nie raduje go nowina o Odkupieniu, bo ono jemu nie jest potrzebne. Nie cieszy go Dobra Nowina o obfitości Bożych łask, bo on nie widzi, by jemu były one potrzebne. A jak ja widzę siebie? Dostrzegam w sobie wielkie „bogactwo” duchowe, czy nędzę, „ubóstwo” potrzebujące bogactwa Bożego miłosierdzia?

 

5. Jezus uwalnia więźniów ducha zła. Zbawiciel przyniósł nam wolność duchową. Przynosi On uwolnienie więźniom ducha zła. Szatan bowiem i jego pomocnicy są największymi tyranami, zniewalającymi człowieka. Takimi zniewalającymi tyranami są także różne złe przyzwyczajenia, nawyki, nałogi, które przez powtarzanie złych czynów w nas powstały. Ciemiężcami człowieka są także przynoszone na ten świat różne egoistyczne skłonności, pożądliwości. Jezus oddał życie na krzyżu i zmartwychwstał, aby pomagać nam wychodzić z naszego duchowego więzienia, z więzienia egoizmu, zapatrzenia się w siebie. Przyszedł On rozerwać kajdany grzechu i zła, które utrudniają lub uniemożliwiają kroczenie drogą prowadzącą do nieba. Jezus przyszedł otworzyć bramy naszych duchowych więzień, abyśmy wyszli z nich i jako uwolnione istoty podążali do nieba. Ponieważ każdy z nas nosi na sobie jeszcze różne kajdany namiętności, które utrudniają nam czynienie dobra, dlatego powinniśmy je ciągle pokazywać Jezusowi, aby potęgą udzielanego nam Ducha Świętego pomógł nam wyzwolić się z ich krępującej mocy.

 

6. Jezus Światłością, która usuwa duchowe zaślepienie i pokazuje drogę zbawienia. Jak wyjaśnia Jezus mieszkańcom Nazaretu, zgodnie z zapowiedzią proroka Izajasza jest On tym, który przynosi „niewidomym przejrzenie”. Kto więc chce uzyskać dobre widzenie drogi zbawienia, powinien przyjść do Niego – „Światłości prawdziwej, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (J 1,9). Jeśli ktoś dobrowolnie odrzuci tę Światłość, to zagubi się. Będzie podążał innymi drogami, które do domu Ojca nie prowadzą. W swoim zaślepieniu pójdzie za różnymi fałszerzami, przywódcami sekt, filozofami, którzy swoje wymysły podają za jedyną prawdę. A przede wszystkim będzie szedł za swoimi egoistycznymi pragnieniami. Z nich uczyni przewodników swojego życia – „światełka”, za którymi będzie codziennie podążał, zamykając się coraz bardziej na ludzi, Boga, łaskę i zbawienie.

 

7. Jezus uciskanych przez złego ducha czyni wolnymi. Chrystus jest tym, który „uciśnionych odsyła wolnymi”. Do Jezusa przyprowadzano nie tylko chorych, ale także ludzi opętanych, uciskanych przez złego ducha, który dręczył ich i zniewalał swoją mocą. Zbawiciel jednym słowem uwalniał ich z niewoli i udręk opętania. Czynił ich wolnymi osobami, które nie muszą wykonywać upokarzających i zastraszających innych ludzi działań, narzucanych przez złego ducha.

 

8. Jezus „obwołuje rok łaski od Pana”. Pobyt Jezusa na ziemi przez Wcielenie był nie tylko jednym „rokiem łaski Pana”, lecz – latami Jego łaski. Były to lata okazywania ludziom wielkiego miłosierdzia. Jezus oświecał swoim nauczaniem, pokazywał swoim przykładem drogę do domu Ojca, odpuszczał grzechy, leczył ducha i ciało, uwalniał z mocy złego ducha, dokonał dzieła Odkupienia. Wszystko to było tym „obwołanym rokiem łaski od Pana”. Ale „rok łaski” nie zakończył się. Trwa on nadal tam, gdzie znajduje się Jezus, największa Łaska. Rok czy lata łaski Pana trwają nadal dla każdego człowieka, który z wiarą i miłością przyjmuje w swoim życiu Chrystusa i okazywane w Nim Boże miłosierdzie.

I mówili: Czy nie jest to syn Józefa?22 Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum.23 I dodał: Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie.24 (Łk 4,22-24)

Podziw wszystkich, a potem zwątpienie. Św. Łukasz pisze, że wszyscy, którzy znajdowali się w synagodze nazaretańskiej, „przyświadczali” Jezusowi i „dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego”.  Pisze o zdziwieniu i zaskoczeniu, jakie wywołały słowa Jezusa, nie wspomina jednak wiary mieszkańców Nazaretu, bo tej niewiele tam było. Dlatego początkowe zdziwienie, pełne zachwytu, szybko ustąpiło innemu zdziwieniu – zdziwieniu wyrażającemu powątpiewanie. Chociaż słowa Jezusa „były pełne wdzięku”, to jednak mieszkańcy Nazaretu przypomnieli sobie, że jest On synem cieśli Józefa, którego dobrze znają. I to drugie zdziwienie – wyrażające brak wiary w wyjątkowe posłannictwo Jezusa – wyparło pierwsze. Jednak pomimo braku wiary mieszkańcy Nazaretu spodziewali się zobaczyć jakieś wielkie cuda, które – jak słyszeli – Jezus zdziałał już w Kafarnaum. Myśleli, że ziemska znajomość z Nim zastąpi ich brak wiary i dlatego również w Nazarecie dokona On coś zadziwiającego. Jezus odczytał to ich oczekiwanie, które może wyrażali oni między sobą w formie znanego przysłowia: „Lekarzu, ulecz samego siebie”, znaczącego: „Nie bądź jak lekarz, który leczy tylko innych. Jak chory lekarz musi zająć się leczeniem siebie, tak Ty nie rób wielkich rzeczy tyko dla obcych, lecz uczyń coś dla swoich najlepszych znajomych i krewnych z Nazaretu”. Jezus odczytał to ich oczekiwanie. Sam zacytował przysłowie o lekarzu i wytknął im brak wiary, z którym się spotkał, wypowiadając inne przysłowie: „żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie”. I rzeczywiście mieszkańcy Nazaretu nie uznali Jezusa nawet za proroka posłanego im przez Boga. Wytykając brak wiary chciał Nazarejczykom oraz nam powiedzieć: „Inni lepiej mnie przyjęli niż wy. Również w przyszłości wielu przyjmie mnie z większą wiarą niż wasza”

Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju;25 a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej.26 I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman.27 (Łk 4,25-27)

Nie ziemskie relacje, lecz wiara liczy się w oczach Bożych. Mieszkańcy Nazaretu, w którym Jezus się wychował, może oczekiwali wyjątkowo serdecznych słów z Jego strony. Przyszedł przecież do mieszkańców miasteczka, w którym wzrastał. Znalazł się pośród krewnych i ludzi, których dobrze znał. Niektórzy może czekali na jakieś Jego wspomnienia o tym, jak dobrze Mu było pośród nich, jak chętnie by nadal z nimi przebywał. Jednak szybko spostrzegli, że nic podobnego nie usłyszą. Najpierw bowiem do ich uszu dotarły słowa, które mogły się wydać wręcz szokujące w ustach „syna Józefa”, dobrze im znanego cieśli. Jezus poucza, że jest tym, o którym mówi Izajasz w dopiero co usłyszanym czytaniu. Już to musiało ich zaskoczyć, a niektórym wydać się przejawem wyjątkowego zarozumialstwa tego „syna Józefa, cieśli. Następne słowa rozwiały do reszty oczekiwanie jakiejś pochwały i wspominanie miłych chwil z przeszłości. Jezus daje do zrozumienia mieszkańcom Nazaretu, że nie powinni liczyć na żadne przywileje. W oczach Bożych bowiem liczy się wiara w Niego, a nie to, że się pośród nich wychował. Tej wiary jednak u nich nie znalazł. Z tego powodu nie mają co liczyć na oglądanie wielkich dzieł, takich jakich dokonał w Kafarnaum. Potem słyszą coś, co jeszcze bardziej ich rozdrażniło, a mianowicie, że Bóg potrafi zwrócić się nie tylko do ludzi spoza Nazaretu, ale nawet spoza narodu wybranego, jak o tym świadczy uzdrowienie trędowatego Syryjczyka Naamana przez proroka Elizeusza (2 Krl 5,1-19) i cud nakarmienia wdowy z Sarepty Sydońckiej i jej syna, przez proroka Eliasza (1 Krl 17,1-24). U tych „obcych” – w przeciwieństwie do Nazarejczyków – Bóg znalazł wiarę i nagrodził ją wielkimi cudami dokonanymi przez proroków, których spotkali. Ludzie umierający z głodu w Izraelu nie otrzymali chleba, a trędowaci nie zostali oczyszczeni z powodu braku wiary. Przypominając te znane z Pisma Świętego wydarzenia, Jezus daje do zrozumienia Nazarejczykom, że nie mają co liczyć na wyjątkowe łaski, jeśli nie będą Mu wierzyć. Bóg nie ma bowiem względu na osoby. Patrzy na serca i bezbłędnie rozpoznaje, co tam się znajduje.

Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem.28 Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić.29 On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.30 (Łk 4,28-30)

1. Nie ludzie, lecz Jezus jest panem historii. Nazarejczycy obrazili się na Jezusa za wytknięcie im braku wiary, czyli za ukazanie im prawdziwego stanu ich dusz. Rozzłościli się. Od płytkiego podziwu przeszli do złości. Postanowili Go zabić. Jednak nie udało im się Go strącić ze stoku góry. Nie był to jeszcze czas Jego odejścia, dlatego w niezrozumiały dla nikogo sposób Jezus uniknął śmierci. Po prostu przeszedł pośród rozwścieczonego tłumu, tak jakby się stał dla niego niewidoczny. Przez to pokazał, że jest ponad ludzkimi zamiarami, poczynaniami. Jeśli ludzkie działanie w jakiś sposób rzeczywiście Go dotyka, to dlatego że wyraża na to zgodę. Wyraźnie dał to do zrozumienia również przed swoją śmiercią, gdy ludzie wysłani przez arcykapłanów i faryzeuszów wraz z Judaszem przyszli do Ogrójca, aby Go pojmać. Jezus, który wiedział „o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: Kogo szukacie? Odpowiedzieli Mu: Jezusa z Nazaretu. Rzekł do nich Jezus: Ja jestem. (...) Skoro więc rzekł do nich: Ja jestem, cofnęli się i upadli na ziemię.” (J 18,4-6) Słowa Jezusa powaliły ich. Przez to wydarzenie Jezus pokazał, że mógłby i tym razem uniknąć śmierci, tak jak uniknął jej w początkowym okresie swojej działalności w Nazarecie. Jednak nie uczyni tego, bo zakończył już swoją ziemską misję. To, co miał ludzkości przekazać swoim słowem, już przekazał. Teraz ma dopełnić swojego dzieła przez dobrowolne złożenie ofiary ze swojego życia. Może więc być pojmany, wyraża na to dobrowolnie swoją zgodę, rezygnując ze swojej Boskiej mocy i z pomocy „dwunastu zastępów  aniołów”, które Ojciec niebieski wystawiłby Mu, gdyby tylko o to poprosił (por. Mt 26,53) Tak stało się po spełnieni dzieła, które miał wypełnić na ziemi. Natomiast w Nazarecie nie pozwolił na to, by jego mieszkańcy Go zabili. Miał bowiem jeszcze wiele przekazać ludzkości przez swoje nauczanie. Nie dopuścił więc, by Mu w tym przeszkodzono przez zadanie przedwczesnej śmierci, tak jak Ojciec niebieski nie dopuścił, by Herod zabił Go zaraz po narodzeniu.

Tak więc – wbrew pozorom – to nie ludzie, lecz Bóg Jezus jest rzeczywistym panem historii. Jeśli jakieś złe działania ludzkie się ujawniają, to dlatego że je dopuszcza dla jakiegoś większego dobra. Jeśli jednak jakieś ludzkie i szatańskie dzieła przeszkodziłyby w zrealizowaniu tego wielkiego dobra, to nie dopuszcza do ich urzeczywistnienia się. Kiedy więc słyszymy o różnych zatrważających nas wydarzeniach, powinniśmy pamiętać, że nawet one zostały dopuszczone do powstania jakiegoś wielkiego dobra, które na razie jest przed nami zakryte, ale które Bóg dostrzega z całą wyrazistością i kiedyś nam ujawni. Tym wielkim dobrem jest przede wszystkim wieczne zbawienie jakiegoś człowieka lub jakichś ludzi.

 

2. Zamknięcie się na prawdę. Może dziwić, jak mieszkańcy Nazaretu mogli przejść od podziwu do próby zabicia Jezusa. Powodem był ich brak wiary oraz zamknięcie się na głoszoną przez Niego prawdę. To nie ona ich interesowała i wzbudzała podziw, lecz sposób mówienia Jezusa, Jego „słowa pełne wdzięku”. Prawda natomiast ich drażniła. Nie przyjęli upomnienia, że nie wierzą i jak inni odrzucają proroków. Z zachwytem słuchali tylko pouczeń o wzniosłym posłannictwie Jezusa, który pełen Ducha Świętego przyszedł uwalniać i nieść pomoc. Kiedy jednak dowiedzieli się z Jego ust, że są – jak cały ich naród – ludźmi źle traktującymi proroków, unieśli się gniewem. Ich złość ujawniła zamknięcie ich serc na prawdę. Człowiek bowiem otwarty na nią przyjmuje zarówno słowa pociechy jak i twarde upomnienia.

Wielu ludzi podchodzi do Ewangelii tak jak ludzie z Nazaretu. Z zachwytem słuchają jedynie kazań wygłaszanych przez znanych kaznodziejów, posługujących się pięknym językiem. Osoba i forma wypowiedzi wzbudza w nich zachwyt. Treść – nie. Ona ich nie interesuje, zwłaszcza wtedy, gdy prawda stawia wymagania, domaga się przemienienia swojego życia. Jeśli i my, tak jak mieszkańcy Nazaretu, w podobny sposób będziemy podchodzić do Ewangelii, to któregoś dnia ujawni się, że jesteśmy gotowi wyprowadzić Jezusa poza obręb swojego życia i „strącić ze stoku góry”, na której zbudowaliśmy sobie miasto naszych planów, myśli i pragnień, aby więcej do nas nie powrócił i nie kwestionował naszego sposobu postępowania.

Nauczanie i uzdrowienie opętanego w Kafarnaum

Udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat.31 Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy.32 (Łk 4,31-32)

1. Udał się do Kafarnaum... Św. Marek, w przeciwieństwie do św. Łukasza, najpierw wspomina pobyt Jezusa w Kafarnaum, powołanie uczniów, a potem dopiero mówi o Jego przybyciu do Nazaretu (Mk 1,21-28; Mk 6,1-6). Egzegeci podają różne przyczyny tych odmiennych opisów. Można zaznajomić się z nimi czytając komentarze do ewangelii. Jednak nie wszyscy mają dostęp do tych komentarzy. Tak też było przez całe wieki. Widocznie dopuściła to Boża opatrzność. Stało się tak dlatego, by ustalanie kolejności wydarzeń biblijnych nie było dla nas czymś ważniejszy od przesłania zawartego w Ewangelii. Różnice w opisie chronologii wydarzeń zostały dopuszczone przez Ducha Świętego i zawierają ważne dla nas pouczenie. To mianowicie, że przy czytaniu Ewangelii bardziej powinno nas interesować Boże przesłanie skierowane do nas niż to, kiedy coś się wydarzyło. Ustalanie kolejności zdarzeń może służyć wyłącznie zaspokojeniu naszej ciekawości. Nie zmienia naszego życia. Natomiast przesłanie – zawarte w opisie pobytu Jezusa w Nazarecie czy Kafarnaum – zawiera treści pomagające nam żyć po Bożemu i dojść do wiecznego szczęścia po śmierci. I na tym przesłaniu powinna się skupić cała nasza uwaga, np. na pouczeniu, że mogę tak jak mieszkańcy Nazaretu zaliczać się do ludzi, którzy nie słuchają prawdziwych posłańców Bożych i lekceważą ich. To, co Bóg pragnie mi powiedzieć przez opisy różnych wydarzeń biblijnych, powinno najbardziej mnie interesować w czasie czytania tekstów Pisma Świętego.

 

2. Zadziwiająca moc słowa Jezusa. Mieszkańców Nazaretu wprawiały w zdumienie „pełne wdzięku” słowa Jezusa (Łk 4,22), natomiast w Kafarnaum zdumienie budziła moc ujawniająca się w Jego słowie: „słowo Jego było pełne mocy”. Każde słowo pochodzące od Boga zawiera w sobie ogromną moc. Ma ono potęgę przemieniania serc, budzenia wiary i związanej z niej nadziei. To słowo poucza, jak prawdziwie kochać Boga i człowieka, ukazuje drogę zbawienia. Ponadto moc słowa Jezusa uwalnia z innej mocy – mocy złego ducha, jak to wykazał On po zakończeniu swojego nauczania w synagodze w Kafarnaum.

Do dzisiaj słowo Boże nie utraciło swojej mocy. Jednak – chociaż nadal ją posiada –nie wywoła w nas swoich zbawiennych skutków, jeśli mu się będziemy sprzeciwiać. Słowo Boże podobne jest do lekarstwa, które leczy tylko wtedy, gdy się je zażywa, a nie przynosi zdrowia, gdy się je odkłada. Podobnie moc nauki Jezusa ujawnia się w nas, gdy przyjmujemy ją z głęboką wiarą i czcią. Musi ona być nie tylko słuchana z podziwem, lecz przyjęta w taki sposób, by według niej i przykładu Chrystusa uformować swoje myślenie, ocenianie, mówienie, postępowanie. Moc słowa Bożego przemienia całe nasze życie, jeśli pozwalamy mu wnikać głęboko do naszego serca. W słowie Bożym możemy szukać umocnienia w naszej słabości, pociechy w utrapieniach, nadziei w trudnych chwilach zniechęcenia. Kto się nim karmi, ten doznaje skutków mocy wiary, pociechy z nadziei i radości płynącej z miłowania i odkrywania miłości Bożej.  Ze słowa Bożego zawsze będzie spływać na nas moc duchowa, o ile będziemy się w nie wsłuchiwać, uważnie je czytać i z otwartym sercem rozważać i przyjmować.

A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy:33 Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży.34 Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego! Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody.35 Wprawiło to wszystkich w zdumienie i mówili między sobą: Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą.36 I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.37 (Łk 4,33-37)

1. Chorzy i opętani. Natchnione teksty Pisma Świętego wyraźnie odróżniają ludzi chorych od opętanych przez złe duchy. Do tej drugiej grupy zaliczają się osoby, które pod wpływem upadłego ducha lub duchów zachowują się w sposób dręczący ich i otoczenie. W tym zachowaniu ujawnia się jakaś nadludzka siła fizyczna lub wiedza, przekraczająca posiadaną przez opętanego naturalną wiedzę np. o Jezusie, Jego Boskim posłannictwie, świętości itp. Zwłaszcza ta wiedza wskazuje, że człowiekiem nie rządzi „ślepa” choroba, lecz istota mająca większą od niego moc i wiedzę. Opętanych można porównać do ludzi zahipnotyzowanych, którzy poddali się hipnotyzerowi i wykonują narzucane im przez niego czynności. W tym wypadku opętany przez złego ducha krzyczy „wniebogłosy”, a więc bardzo głośno, zadaje Jezusowi pytania, mówi o Nim jako o „Świętym Bożym”, miota się. Opętany swoją wolą nie potrafił się sprzeciwić temu, co duch nieczysty mu narzucił. Jednak nad Jezusem takiej władzy on nie posiada. Zbawiciel nie wdaje się w rozmowę ze złym duchem. Ujawnia moc swojego słowa, któremu nie potrafi on się sprzeciwić. Milknie i wychodzi z opętanego. Jeszcze jakby mści się na swojej ofierze, rzucając ją na ziemię. Jednak moc Jezusa chroni go od poniesienia szkody, którą nienawidzący człowieka duch z pewnością chciałby spowodować. Osłabiony mocą Jezusa wróg Boga i ludzi nie może zrobić wszystkiego, co chciałby uczynić.

Chrystus ukazuje siebie jako wybawiciela człowieka z mocy złego ducha. Tej Jego mocy każdy z nas potrzebuje. Nawet jeśli zły duch nie atakuje nas w sposób nazywany opętaniem, to jednak ciągle podsuwa nam złe myśli, plany. Jego ataki mogą nieraz przyjąć formę pokus obsesyjnych, które trwają bardzo długo. Jeśli zwrócimy się do Jezusa z prośbą o pomoc, to Jego moc sprawi, że żadna forma ataków złego ducha nie wyrządzi nam szkody, tak jak nie wyrządził jej człowiekowi w Kafarnaum.

 

2. „Przyszedłeś nas zgubić”. Duch nieczysty, który dręczył opętanego w Kafarnaum, zmusza go do wypowiadania słów: „Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić?” Wypowiada on w imieniu wszystkich złych duchów ich obawę. To, że dręczą ludzi i doprowadzają do zguby wiecznej, nie niepokoi ich, lecz wywołuje ich radość. Przewidują jednak, że coraz bardziej zbliża się koniec ich działania na świecie. I to je niepokoi, wywołuje ich gniew. O tym ich rozdrażnieniu wspomina Księga Apokalipsy, mówiąca o diable, który pała „wielkim gniewem, świadom, że mało ma czasu” (Ap 12,12). Nam, ludziom, może się wydawać niezwykle długi okres ich szkodzenia na ziemi. Cięgnie się on bowiem przez liczne wieki, nie ustał do dzisiaj. Jednak tak to wygląda tylko z naszej ludzkiej perspektywy. Dla złych duchów nasze wieki to „krótki czas” poprzedzający zwycięstwo Chrystusa nad nimi i klęskę zadaną im przez miażdżącą „piętę” Niewiasty (por. Rdz 3,15). Nastanie taki dzień, kiedy Ojciec niebieski powie: „Dosyć już udręk zadawanych przez złe duchy na ziemi”. I zbawieni znajdą się całkowicie poza zasięgiem ich wpływów. Stanie się tak dzięki dziełu Odkupienia, dokonanemu przez Jezusa. Uwolnienie opętanego w Kafarnaum ukazuje to wielkie Jego końcowe zwycięstwo nad złymi duchami. Jednym krótkim, lecz pełnym mocy: „Milcz i wyjdź z niego!”, Jezus uwalnia go spod panowania ducha nieczystego.

Uzdrowienie teściowej Piotra

Po opuszczeniu synagogi przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosili Go za nią.38 On stanąwszy nad nią rozkazał gorączce i opuściła ją. Zaraz też wstała i usługiwała im.39 (Łk 4,38-39)

1. W domu Szymona Piotra. Po opuszczeniu synagogi w Kafarnaum Jezus przyszedł do domu Szymona, swojego apostoła, którego potem nazwał Piotrem. Piotr był żonaty. Ten fakt nie przeszkadzał Jezusowi wybrać go na swojego apostoła. Pokazał przez to, że służenie Mu, a nawet wypełnianie posługi kapłańskiej nie musi się koniecznie wiązać z celibatem. Tylko jedno uniemożliwia spełnianie skutecznie tej posługi: nie małżeństwo, lecz grzech niewierności Bogu, nienawiści, egoizmu.

 

2. "Prosili Go za nią". To nie teściowa Szymona, dręczona przez silną gorączkę, lecz inni prosili Jezusa za nią. Dzięki ich wstawiennictwu została uzdrowiona. Na jeden pełen mocy rozkaz Jezusa wysoka gorączka ją opuściła, podobnie jak na jedno Jego słowo złe duchy wychodziły z opętanych. W tym wydarzeniu mamy pouczenie o tym, jak bardzo potrzebne jest nasze wstawiennictwo wypływające z wiary. Nie wiadomo, czy Jezus uzdrowiłby teściową Szymona, gdyby ani ona, ani nikt inny Go o to nie poprosił, podobnie jak nie wiadomo, czy bez wstawiennictwa Maryi przemieniłby wodę w wino w Kanie Galilejskiej (por. J 2,1-11). Ewangelia wspomina jedynie to, że Zbawiciel uzdrowił teściową Szymona dzięki wstawiennictwu wierzących w Niego, tak jak cudu przemiany wody w wino w Kanie dokonał dzięki wierze i prośbie Maryi. Aby działanie Boże nie było jakby „narzucające się” nam, potrzebna jest czyjaś wiara. To na nią Bóg odpowiada, bez narzucania nam czegokolwiek. Również dzięki naszej wierze i wstawienniczej modlitwie może uzyskać łaskę uzdrowienia cielesnego lub duchowego ktoś, kto sam z różnych powodów nie potrafi o ten dar poprosić.

 

3. Stanął nad nią. Jezus mógł odpowiedzieć tym, którzy Go prosili o zdrowie dla teściowej Szymona: „Dobrze, już ją uzdrawiam”, i w ten sposób, z daleka, ją uzdrowić. Jednak „On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę” (Mk 1,31). Potem słowem wyraził swoje pragnienie uzdrowienia jej z poważnej choroby, określonej jako „gorączka”. Teściowa wiedziała, że to Jezus ją uzdrowił, chociaż nie ona, lecz inni prosili Go o ten dar dla niej. Wiedziała o tym, bo Jezus całym swoim zachowaniem okazał jej swoje zainteresowanie się nią, swoją miłość do niej.

Jako ludzie potrzebujemy czytelnych znaków szacunku i miłości, tak jak potrzebowała ich teściowa Szymona. Ważne jest, by zatrzymać się przy drugim człowieku, podejść do niego, pozdrowić go, może spojrzeć mu w oczy, uśmiechnąć się do niego, powiedzieć mu coś miłego, wyrazić gotowość udzielenia pomocy, np.: „Może pomóc?” „W czym mogę pomóc?” Co mogę zrobić dla ciebie?” Potrzebne są czytelne znaki tego, że kogoś zauważamy, że się kimś interesujemy nie z próżnej ciekawości, lecz z życzliwości, miłości i chęci udzielenia pomocy.

 

4. Uzdrowiona teściowa usługiwała im. Uzdrowiona teściowa Szymona może wyraziła słowami swoją wdzięczność Jezusowi i tym, którzy wstawiali się za nią. Jednak św. Łukasz tego nie wspomina. Mówi tylko, że po uzdrowieniu usługiwała im. Zapewne w ten aktywny sposób chciała im wyrazić swoją wdzięczność.

 

5. Potrzebujemy uzdrowienia z gorączki aktywizmu. Choroby ciała, które leczył Jezus, można rozważać także jako symbole różnych chorób duchowych, od których On potrafi nas uwolnić. Można więc w gorączce widzieć symbol szkodliwej dla nas i dla otoczenia gorączkowości, nieuporządkowanego aktywizmu, działania dla samej tylko przyjemności działania. Taka gorączkowość jest podobnie szkodliwa jak bierność, bezczynność i lenistwo. Dotknięty jedną lub drugą skrajnością człowiek potrzebuje uleczenia, czyli postawienia siebie jakby w środku, między dwoma przeciwstawnymi wadami. Cnota bowiem zawsze znajduje się między skrajnymi i szkodliwymi przeciwnościami, np. nadzieja to jakby złoty środek między zuchwałą pewnością siebie i rozpaczą. W znalezieniu doskonałości, która leży między szkodliwymi skrajnościami, dopomoże nam Jezus, jeśli się do Niego zwrócimy. On może naszą gorączkowość zamienić w miłość aktywną, która działa, ale zawsze dla dobra innych, tak jak uzdrowiona teściowa Piotra nie odznaczała się żadną formą gorączkowego i chaotycznego działania, lecz aktywnie służyła innym. Nie była też bierna, leniwa. Działała, ale jej aktywność była rozumnym i pełnym miłości służeniem innym. Była też jej sposobem wyrażenia wdzięczności Jezusowi i tym, którzy poprosili Go o uzdrowienie jej.

 

Uzdrawianie z chorób i uwalnianie z mocy złego ducha

O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich.40 (Łk 4,40)

1. Ofiarna miłość i zaufanie Jezusowi. Zachód słońca oznacza, że kończy się dzień. Pora więc zakończyć codzienne prace i udać się na spoczynek. Jednak tego wytchnienia nie było ani dla Jezusa, ani dla ludzi, „którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby”. Miłość do chorych pobudzała ich do tego, by przynieść ich do Jezusa. Ufali, że pomimo późnej pory Jezus ich nie odrzuci. I nie pomylili się. Jego miłość była większa od zmęczenia. Chociaż Zbawiciel – jak każdy człowiek – był zmęczony codziennym trudem, to jednak nie odmawiał pomocy cierpiącym. Jego naśladowcami byli ci, którzy pomimo zmęczenia nie porzucali chorych i przynosili ich do Niego. Dzisiaj naśladują Jezusa i ludzi, którzy przynosili do Niego chorych, wszyscy, którzy czynią coś dobrego dla cierpiących. To lekarze, służba medyczna i wszyscy opiekujący się chorymi, którzy pomimo zmęczenia – zwłaszcza „po zachodzie słońca” – robią coś dla nich, aby przynieść im ulgę w cierpieniu. Naśladują pełnych ufności ludzi, którzy o zachodzie słońca przynosili chorych do Jezusa, ci, którzy rozbudzają w chorych nadzieję, że On potrafi uzdrowić ich duszę i ciało i dlatego modlą się za nich i skłaniają ich do modlitwy.

 

2. Na każdego kładł ręce i uzdrawiał. Jezus nie tylko uzdrawiał chorych, ale każdemu z nich dawał czytelny znak, że się nim interesuje osobiście. Na każdego cierpiącego, którego do Niego przyprowadzano, nakładał ręce i uzdrawiał. A przecież nie musiał dokonywać cudu uzdrowienia w sposób, który wymagał od Niego, od chorych i ich opiekunów dużego wysiłku. Mógł przecież wszystkich razem uzdrowić jednym słowem. Mógł też wybrać jakichś ludzi i przekazać im moc uzdrawiania. Nie zrobił tego. Pomimo zmęczenia pozwolił każdemu indywidualnie zbliżyć się do siebie. Na każdego osobno kładł ręce i uzdrawiał. Wykonywał znaki nad poszczególnymi osobami. Nakładanie rąk – lub inne czynności, które towarzyszyły uzdrawianiu – było znakiem zainteresowania się Jezusa konkretnym człowiekiem. Nie tłum przykuwał Jego uwagę, lecz konkretna osoba w tym tłumie. Te widzialne znaki nie były konieczne do uzdrowienia, były jednak potrzebne, by przekonać każdego człowieka, jak bliski sercu Jezusa jest jako jedyna i niepowtarzalna osoba. Ponadto Chrystus wykonywał znaki nad poszczególnymi ludźmi, aby lepiej zapamiętali, że zostali uzdrowieni w czasie osobistego spotkania z Nim. To nie „przypadek” sprawił, że poczuli się lepiej i uzyskali zdrowie, lecz Jezus – Lekarz ciał i dusz.

Dzisiaj w Kościele sakramenty udziela się pojedynczym ludziom. W czasie ich udzielania wykonywane są różna znaki i wypowiadane są słowa osobno nad każdym człowiekiem przystępującym do danego sakramentu. Te znaki i słowa ukazują niewidzialne spotkanie z Chrystusem i udzielanie przez Niego łask każdemu poszczególnemu człowiekowi. To nie wszystkim „ogólnie”, lecz „jemu”, konkretnej i niepowtarzalnej osobie, Zbawiciel udziela łaski chrztu, bierzmowania, kapłaństwa. Do „niego” przychodzi w Komunii św., „jemu” odpuszcza grzechy w spowiedzi świętej i „jego” leczy duchowo i cieleśnie w sakramencie chorych. To „jego” miłość do współmałżonka umacnia swoją Bosko-ludzką miłością w sakramencie małżeństwa. Można sobie przypomnieć z wdzięcznością, ile razy w taki osobisty sposób spotkaliśmy się już w naszym życiu z żyjącym Jezusem zmartwychwstałym. I nadal mamy okazję Go spotkać.

Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: Ty jesteś Syn Boży! Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem.41 (Łk 4,41)

Jezus nie pozwalał mówić złym duchom. Złe duchy, które dręczyły opętanych, wiedziały to, czego prawie nikt nie wiedział o Jezusie: że jest Synem Bożym i oczekiwanym od wieków Mesjaszem. On jednak nie pozwalał im tego mówić i gromił je, nakazując milczenie. Nie mówiły one bowiem tego z miłości i z szacunku do Niego. Nie ujawniały też przed ludem tajemnicy Jego Boskości i mesjańskiego posłannictwa, aby doprowadzić do wiary w Niego. Przeciwnie. To co mówiły przez opętanych było sprytnym ich zabiegiem, by doprowadzić Jezusa do przedwczesnej śmierci. Naraziłby swoje życie, gdyby nawiązał do ich słów i np. powiedział do ludzi: „Słyszycie, co te duchy mówią o mnie? Mówią zgodnie z prawdą, że jestem Synem Bożym i oczekiwanym od dawna Mesjaszem”. Gdyby to powiedział na początku swojej działalności, to czekających na politycznego mesjasza Żydów doprowadziłby do ożywionej działalności wyzwoleńczej, przez co naraziłby się Rzymianom. Natomiast jednoznaczne nauczanie o swojej Boskiej naturze doprowadziłoby z pewnością do szybkiego skazania Go przez duchowych przywódców na śmierć za bluźnierstwo. Dlatego Jezus nie pozwalał złym duchom mówić przez opętanych. Wiedział dobrze, że to co one czynią i mówią, nigdy nie służy umacnianiu wiary, miłości ani innemu dobru.

 

Jezus nie jest Zbawicielem jakiejś elity, lecz wszystkich

Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich.42 Lecz On rzekł do nich: Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo na to zostałem posłany.43 I głosił słowo w synagogach Judei.44 (Łk 4,42-43)

1. Oddalenie się Jezusa na miejsce pustynne. Po wieczornym trudzie uzdrawiania chorych Jezus udaje się na miejsce odosobnione. Musiał więc spać bardzo krótko. Jednak już nad „ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił.” (Mk 1,35) Poszedł na miejsce bez ludzi, aby się modlić. Rozmowa z Ojcem była dla Niego większym duchowym umocnieniem niż sen. Swoim przykładem Zbawiciel ukazuje nam, że najlepsza nawet działalność dla dobra ludzi nie może stać się naszą jedyną czynnością. Potrzeba nam także modlitwy, która uczy właściwego spojrzenia na wszystko, uspokaja i dodaje sił do dalszego dobrego działania.

 

2. Nie można tego co cenne zachowywać tylko dla siebie. Gdy posiadamy coś, co dla nas jest pożyteczne, przyjemne, przynosi korzyść, to zwykle pragniemy to zachować jak najdłużej dla siebie, dla bliskich i tych, których lubimy i kochamy. Mniej chętnie dzielimy się tym z nieznajomymi, a jeszcze mniej z tymi, którzy nas nie lubią i szkodzą nam. Piotr i ludzie, którzy zgromadzili się w Kafarnaum, zachowali się w taki właśnie sposób: chcieli zachować Jezusa dla siebie. Nawet Szymon Piotr nie był jeszcze na tyle duchowo dojrzały, by pogodzić się z faktem, że Zbawiciel przyszedł do wszystkich. Chciał, aby Jezus nadal mieszkał w jego domu. Tłumy natomiast pragnęły mieć blisko siebie, na zawsze, Tego, który za darmo leczy wszystkie choroby, uwalnia opętanych z mocy złego ducha, a wymaga jedynie wiary w swoją moc. Dlatego pośpieszył za Jezusem „Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: Wszyscy Cię szukają” (Mk 1,36-37.

Największym skarbem, którym jest Jezus, trzeba się dzielić z innymi. Nie można być obojętnym na to, czy inni ludzie wierzą w Niego czy nie. Jeśli Jezus jest dla mnie prawdziwym bogactwem, to miłość nakazuje mi dzielić się Nim z innymi. Egoizm natomiast pobudza do zachowania Go wyłącznie dla siebie, by czerpać osobiste korzyści z Jego bliskości, mocy, działania, miłości – takie jak pociechy i inne przyjemne przeżycia duchowe.

 

3. Także innym trzeba głosić Dobrą Nowinę. Tym, którzy chcieli zatrzymać dla siebie Jezusa, odpowiedział On: „Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo na to zostałem posłany.” W odpowiedzi Jezusa nie ma mowy o uzdrowieniach, lecz o Dobrej Nowinie. Słowo prawdy, które przyniósł, uważał On za cenny skarb, za nadzwyczajną łaskę, dlatego chciał ją zanieść także mieszkańcom innych miejscowości niż Kafarnaum. Tak uważał Jezus. A tłum? Może niektórzy ludzie podobnie jak On uważali Dobrą Nowinę za coś wyjątkowo wartościowego. Słowo Boże bowiem pouczało ich, rozbudzało wiarę, uczyło dobrego postępowania, wskazywało drogę do wiecznego szczęścia, wzbudzało nadzieję, która podnosiła na duchu. Jednak dla wielu zapewne czymś najważniejszym były uzdrowienia z chorób ciała. W przeciwieństwie do lekarzy nie było dla Jezusa choroby, z której nie potrafiłby wyleczyć jednym słowem. Ponadto uwalniał z mocy złego ducha, czego żaden lekarz swoją mocą uczynić nie potrafi. Dlatego ludzie chcieli zatrzymać Chrystusa w Kafarnaum, dla siebie. Jednak Jezus zwraca uwagę na wartość głoszonego przez siebie słowa Bożego. To ono powinno być traktowane przez nas jako wyjątkowo cenny dar, który przyjmujemy z wdzięcznością, w duchu uwielbienia Boga. Dlatego opuścił Kafarnaum i głosił Dobrą Nowinę w synagogach Judei.

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań