Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 2


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24


Podróż Maryi i Józefa do Betlejem

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie.1 (Łk 2,1)

Jedną z wielu trosk rządzących było i nadal jest skuteczne ściąganie podatków. Temu celowi służył także spis ludności, zarządzony przez Cezara Augusta w okupowanej przez Rzym Palestynie. Każdy więc musiał się zgłosić do spisu w swoim rodzinnym mieście. Z tego powodu Józef i Maryj opuścili Nazaret i udali się do oddalonego od niego o około 150 km. miasteczka Betlejem. W czasie tej podróży narodził się Zbawiciel świata. Nie urodził się w Nazarecie, pośród ludzi znających dobrze Maryję i Józefa. Tak chciał Bóg, który wiedział że Jego Syn na świecie spotka się szybko z wrogością podobną do nienawiści Heroda, z zazdrością i pychą elit duchowych, która doprowadziła do ukrzyżowania Pana. Dla ocalenia swojego syna przed zbyt wczesną śmiercią Bóg wybrał dla Niego, Maryi i Józefa inną drogę, pełną trudów, jednak bezpieczniejszą niż wzrastanie Jezusa pośród znajomych.

Wydarzenie to pokazuje, jak płynące z miłości działanie Boga wplata się w ludzką historię, w której troska o zdobywanie pieniędzy zajmuje bardzo wysokie miejsce, w której często bardzo niskie pobudki stają się motywem zachowań politycznych, ekonomicznych, społecznych. I właśnie w takiej historii Bóg realizuje swoje wzniosłe plany miłości – pośród działań wypływających z bardzo przyziemnych i egoistycznych pragnień. Małość i grzeszność ludzka nie powstrzymuje Go. Bóg wszystko potrafi wykorzystać dla spełnienia swojego planu i dla naszego dobra.

Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz.2 (Łk 2,2)

Św. Łukasz troszczy się o podanie szczegółów historycznych nawet wtedy, kiedy nie wydaje się to mieć żadnego znaczenia dla zbawienia człowieka. Nikt przecież – aby dostać się do nieba – nie musi wiedzieć, kto był urzędnikiem cesarskim w Syrii, w czasach bliskich przyjścia na świat Syna Bożego. Św. Łukasz podaje jednak różne szczegóły historyczne z powodu godnego pochwały zamiłowania do prawdy. W czasach późniejszych te nieistotne dla zbawienia szczegóły okazywały się bardzo przydatne, by odpowiadać na różne ataki ze strony przeciwników chrześcijaństwa, np. dla wykazania historyczności postaci przedstawionych w Piśmie Świętym. I tak wielokrotnie okazywało się, że prawda, troska o nią jest zawsze użyteczna, w przeciwieństwie do kłamstwa i braku troski o prawdę, które zawsze przynoszą jakąś szkodę.

Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta.3 Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida,4 żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna.5 (Łk 2,3-5)

1. Mieszkańcy zgłaszali się do spisu w swoich miejscowościach rodzinnych. Można sobie wyobrazić, ile niepokojów mogło się wzbudzić we wszystkich małżonkach, którzy spodziewali się przyjścia na świat dziecka akurat w czasie podróży nakazanej przez dekret Cezara. A w takiej sytuacji znalazła się Maryja. Była bowiem brzemienna.

Konieczność przemierzenia około 150 kilometrów w czasach, kiedy nie było wygodnych samochodów ani autobusów, była dla Maryi i Józefa wielką próba ufania Bogu, próbą wiary w Jego opatrzność. Wiara, że Bóg nas kocha, że nigdy nie chce nam dokuczyć, że zawsze działa w sposób najmądrzejszy, ułatwia przetrwanie trudnych sytuacji życiowych. I takie umocnienie znalazła Maryja i Józef w okolicznościach trudnych, kiedy mogli się obawiać o znalezienie mieszkania, o  zapewnienie minimalnej wygody dla mającego się urodzić dziecka. Była to dla nich próba ufności.

 

2. Ogłoszonemu nakazowi Cezara poddaje się posłusznie Józef i Maryja. Również Ona, chociaż Bóg wybrał Ją na matkę swojego Syna. Znajdujemy tu pouczenie, że Boże posłannictwo nie zwalnia od obowiązków narzuconych przez władze ziemskie. Wyjątkiem są jedynie rozporządzenia władz, nakazujące czyny niemoralne. Religia chrześcijańska nie zwalnia jednak z obowiązków trudnych, niewygodnych, takich np. jak płacenie podatków, służba wojskowa itp. Obowiązki te bowiem – chociaż uciążliwe – nie są niemoralne.

 

3. Józef i Maryja pochodzili z królewskiego rodu Dawida, dlatego Jezus – uchodzący w oczach ludzi za syna Józefa – mógł być uważany za potomka królewskiego. I królem faktycznie miał być, ale w królestwie, które – jak powiedział Piłatowi – nie jest z tego świata. (J 18,36) Nie miał panować nad byłym królestwem Dawida. Przyszedł założyć na ziemi królestwo inne, Boże, w którym królowanie nie polega na życiu w przepychu i luksusie pośród dworzan, sług i służących, lecz na wzajemnym miłowaniu się i trosce od drugiego. I my możemy do tego królestwa należeć, jeśli zaakceptujemy jego prawo nie teoretycznie, lecz praktycznie, przez realizowanie przykazania miłowania Boga ponad wszystko, a bliźniego tak, jak Chrystus nas miłuje.

 

4. Również Maryja należała do królewskiego rodu Dawida, jednak ziemską królową ani księżniczką nigdy nie została. Bóg powierzył Jej inne królowanie, różniące się od sprawowania władzy przez ziemskich władców. Jako matka Króla najwyższego, Jezusa, miała stać się i naszą królową, ale taką, która zatroszczy się o nas nie tak jak ziemskie księżniczki, królewny i królowe, lecz jak nasza najlepsza mama. Umierający na krzyżu Jezus uczynił Ją naszą Matką, Matką wszystkich ludzi. Nie powiedział Janowi: oto twoja królowa, lecz – „oto Matka twoja” (J 19,26-27)

 

5. "Dom chleba". Nakazany spis ludności spowodował, że Syn Boży narodził się w Betlejem. Nazwa ta oznacza „Dom chleba”. I chyba nie przypadkowo Jezus narodził się w miejscowości o takiej nazwie. „Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu.” (J 6,33). O sobie Jezus powiedział: „To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”. (J 6,50-51) „Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy”. (J 6,27) Udzielenie tego niezwykłego Chleba Jezus zapowiedział przez karmienie tłumów cudownie rozmnożonym chlebem. Aby na całym świecie nie brakło tego Chleba Życia, przed śmiercią nakarmił w Wieczerniku nim apostołów i nakazał im powtarzać to, co sam ustanowił. „Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę!” (Łk 22,19)

Bóg się rodzi...

Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania.6 (Łk 2,6)

1. Czas rozwiązania dla Maryi nadszedł, kiedy - jak pisze św. Łukasz - "tam" przebywali. "Tam" – znaczy poza rodzinnym domem, w którym wszystko było przygotowane na przyjęcie z miłością dziecka. „Tam” – czyli daleko od krewnych, którzy czekaliby na poród z chęcią udzielenia pomocy. Bóg jednak wybrał inne okoliczności, w jakich miał przyjść na świat Jego Syn. Bez rozgłosu, daleko od ludzi, aby nie byo zbędnych komentarzy. Miało się stać zupełnie inaczej, niż było z narodzinami Jana Chrzciciela. Bóg chciał, aby przyjście na świat poprzednika Jezusa przykuwało ludzką uwagę, budziło zdziwienie, było komentowane, natomiast pojawienie się Jego Syna pośród nas miało być ukryte.

Może się nieraz wydawać, że Bóg komplikuje sprawy, udziwnia to, co – naszym zdaniem – mogłoby być bardzo proste: narodziny Zbawiciela w minimum luksusu, pośród życzliwych i pomagających krewnych... Jednak Bóg nie chciał tego dla swojego Syna nie po to, by wszystko skomplikować, lecz po to, by ocalić Go przed przedwczesną śmiercią, zanim jeszcze spełni swoją misję na ziemi. Szatan bowiem i świat nienawidzi Boga i wszystkiego, co od Niego pochodzi. Dlatego od samego początku istnienia ludzkości rozpoczął działania zmierzające do usunięcia Boga i tego co Boże – czyli zasad moralnych –  z umysłów i serc ludzkich. Ojciec niebieski znał te wrogie pragnienia i działania, dlatego chronił swojego Syna od zbyt wczesnego rozgłosu wokół Jego osoby. Chciał, by zainteresowali się Nim tylko ci, którzy wierzyli w Niego i kochali Go: a więc Maryja, św. Józef, potem pasterze i mędrcy. Bóg nie chciał czysto ludzkiego zainteresowania swoim Synem, gdyż nie był On tylko człowiekiem. Tego oczekuje także od nas: byśmy i my spoglądali na Niego z miłością i wiarą, która ukazuje nam w Nim Boga, Zbawiciela, największego i najwierniejszego naszego Przyjaciela, który przyszedł do nas i nadal z nami przebywa. Jest z nami i stale nam pomaga.

 

2. Narodziny Jezusa, prawdziwego Boga, są dla dzieci trudnym do zrozumienia zagadnieniem. Mówią one: Jak to jest, że Bóg jest wieczny, a jednak urodził się i umarł. Dopiero później zrozumieją to, co im się tłumaczy, że jest wieczny w swojej Boskiej naturze. Jednak jako człowiek miał swój początek. Zaczął istnieć w łonie Maryi z ciałem i ludzką duszą jako Jezus, prawdziwy człowiek. Odtąd na zawsze będzie nie tylko Bogiem, ale i człowiekiem. A wiąc jako człowiek nie istniał zawsze. Zaczął istnieć w czasie, poczęty z Ducha Świętego i zrodzony z Maryi Dziewicy.

Ale również w Trójcy Świętej, w wieczności, dokonuje się odwieczne rodzenie Jego Boskiej osoby. Tę niepojętą tajemnicę Syna Bożego wyrażamy w Credo, mówiąc o Nim, drugiej osobie Boskiej, że jest to: Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu. Przez Niego wszystko się stało. Ten odwiecznie rodzony przez Ojca Syn – w pewnym momencie naszego ziemskiego czasu, czyli ponad dwa tysiące lat temu  – dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. Za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem.

Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.7 (Łk 2,7)

1. Te bardzo skromne ze względu na okoliczności narodziny stały się tak przełomowym wydarzeniem dla ludzkości, że schrystianizowany świat zaczął określać czas od tego wydarzenia. I tak do roku lub wieku zaczęto dodawać: "przed narodzeniem Chrystusa" lub "po narodzeniu Chrystusa". Te określenia przypominały i nadal powinny przypominać, że Jezus jest centrum historii i jej Panem.

Uważa się, że w ustalaniu daty narodzin Jezusa pomylono się,  że narodził się o kilka lat wcześniej niż wyliczono. To możliwe, bo za Jego czasów nie prowadzono żadnych ksiąg, w których by ktoś zapisywał dokładne daty rodzących się dzieci. A sami pierwsi chrześcijanie najpierw wspominali zbawczą śmierć i zmartwychwstanie Zbawiciela, potem dopiero zaczęli świętować Jego narodziny. W ustalaniu daty narodzin Jezusa pomylono się, jednak nie popełniono błędu w ocenie wartości tego wydarzenia i w uznaniu Chrystusa  za centrum naszej historii, za jej Pana.

On, Odkupiciel wszystkich ludzi, powinien się stać także kimś najważniejszym w naszym życiu. Powinien znaleźć się w jego centrum. Takie wydarzenia związane z Jego wejściem w nasze życie jak chrzest i każda Komunia św. powinny być czymś, o czym sobie często z wdzięcznością i miłością przypominamy. Również o Jego łaskach otrzymanych w sakramencie pojednania, małżeństwa, kapłaństwa, namaszczenia chorych nie powinniśmy zapominać. W skromnej bowiem oprawie tych sakramentów przyszedł do nas i ubogacił nas swoimi łaskami Pan stworzenia, podobnie jak w ubogiej grocie przyszedł na świat, aby przynieść mu zbawienie.

 

2. Maryja, matka Jezusa, w Godzinkach, została nazwana „Różdżką Aarona, śliczny Kwiat rodzącą”. To określenie nawiązuje do Księgi Liczb. Otóż, aby Bóg zadecydował, z którego pokolenia ktoś miał spełniać  urząd arcykapłana, Mojżesz położył przed Arką Przymierza dwanaście lasek, należących do przedstawicieli dwunastu pokoleń izraelskich. Następnego poranka okazało się, że „zakwitła laska Aarona z pokolenia Lewiego: wypuściła pączki, zakwitła i wydała dojrzałe migdały.” (Lb 17,23) To Jezus złożony w żłobie jest tym „Ślicznym Kwiatem”, zrodzonym z nowej „Różdżki Aarona”.

 

3. Ojciec Niebieski – za sprawą Ducha Świętego – złożył swojego umiłowanego Syna w niepokalanym łonie Maryi, pod Jej kochającym sercem. Ona natomiast Jezusa położyła w żłobie, ponieważ nie było dla Niego bardziej wygodnego łóżeczka. W tym wydarzeniu można dostrzec bardzo pocieszający każdego z nas fakt, ten mianowicie, że Syn Boży, nie pogardzi niczyim sercem, nawet jeśli podobne jest do żłobu zawierającego tylko pokarm dla zwierząt. A takie właśnie są nieraz nasze serca. Często zbliżają się do nich – jak zwierzęta do żłobu – różne wady, złe myśli, grzeszne pragnienia i karmią się, i wzrastają, jak rosną karmione w żłobie zwierzęta. Ale i w takim żłobie może być „położony” Jezus. Maryja pozwoli na to, jeśli ją o to poprosimy, ale najpierw otoczy Go swoją miłością, tak jak owinęła Go w pieluszki przed położeniem Go w żłobie. Dobrze by było, abyśmy i my uczynili dla Jezusa coś podobnego. Dobrze by było, aby w naszym sercu pełnym siana wad i grzechów, znalazły się choćby bardzo skromne "pieluszki" wiary i miłości do Niego. One sprawią, że nasze serce nie będzie dla Niego tylko zimnym żłobem i kłującym sianem.

 

4. W żłobie dla zwierząt znalazło się miejsce dla Syna Bożego. Nie było go natomiast – jak mówi Ewangelista – w gospodzie. Wygodniejsza nieco gospoda nie była w stanie Go przyjąć z powodu całkowitego zapełnienia. Ta pełna gości gospoda to smutny symbol świata i ludzkich serc, zapełnionych wszystkim, co Bogiem nie jest. Dlatego nie przyjmują one już Jezusa, Jego Ewangelii. Ale są też tacy – nawet wykształceni teolodzy – którzy mówią: Chrystusa przyjmujemy, ale dla Jego matki nie ma miejsca w gospodzie naszego serca, tak jak nie było go dla Niej ani dla Józefa w betlejemskiej gospodzie. Św. Józefa też nie czczą, bo mówią, że święci niczym nie zasłużyli sobie na oddawanie im czci.

 

5. Porodziła swojego pierworodnego Syna. W Trójcy Świętej Ojciec od zawsze rodzi tylko jedynego Syna, drugą Osobę Boską. Na ziemi Jego Matką stała się Maryja, od której przyjął On ludzkie ciało. Jesus był jedynym Jej Synem. Oprócz Niego nie miała innych dzieci. Mimo to został On nazwany Jej Synem „pierworodnym”. Tak nazwał Go św. Łukasz, bo Żydzi pierworodnym nazywali pierwszego syna, po którym przyszły na świat jeszcze inne dzieci, albo pierwszego i jedynego syna, po którym już nie urodziło się żadne dziecko. Pierworodny, którego urodziła Maryja, był Jej Synem jedynym. Oprócz Niego nie miała innego dziecka. Ci, którzy w Piśmie Świętym są nazwani braćmi i siostrami Jezusa, byli Jego bliskimi krewnymi, kuzynami (np. Mt 12,47-50).

W określeniu „pierworodny” kryje się wielka tajemnica dotycząca każdego z nas. Otóż nie taki miał plan Ojciec niebieski, by Jego Syn jako człowiek pochodził z wielodzietnej rodziny. Przewidział jednak dla Niego licznych braci i wiele sióstr (por. Mt 12,47-50). Jednak mieli oni być z Nim spokrewnieni nie przez krew tej samej matki i ojca, lecz duchowo, przez łaskę dziecięctwa Bożego i przez postępowanie podobne do Jego sposobu życia. Według pragnienia Boga Jego Syn miał stać się pierworodnym pośród tego nadprzyrodzonego rodzeństwa, tych braci, których – jak pisze św. Paweł – od wieków poznał i „przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi.” (Rz 8,29) To o nas mówi św. Paweł.  To nas Bóg przeznaczył na to, byśmy stali się braćmi i siostrami Jezusa i byli do Niego podobni, przez naśladowanie Jego sposobu życia.

Gdy Jezus umierał na krzyżu, w osobie ucznia Jana  dał nam –swojemu nowemu rodzeństwu – Maryję za Matkę (por. J 19,25-27). I tak Chrystus dla Niej pozostał jedynym naturalnym dzieckiem, Synem pierworodnym, a następnymi Jej dziećmi stali się wszyscy ludzie. Stała się Ona duchową Matką dla nas wszystkich w taki sam sposób. Jezus jest Jej pierwszym Synem, poczętym z Ducha Świętego, a my Jej „następnymi" dziećmi, narodzonymi w Ducha Świętego (por. J 3,3-8), którymi Ona opiekuje się z taką samą gorliwą miłością, z jaką troszczyła się o swojego Syna „pierworodnego”.

 

Pasterze – pierwsi, którzy przyszli do Jezusa

W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą.8 (Łk 2,8)

Musieli być uczciwymi i dobrymi pasterzami ci, którzy także w nocy czuwali nad swoją trzodą. To oni jako pierwsi dowiedzieli się o przyjściu na świat oczekiwanego Mesjasza, który był Dobrym Pasterzem. Ci trzymający straż w nocy nad trzodą pasterze, podobni do nowo narodzonego Dobrego Pasterza, uczą nas wszystkich uczciwego spełniania powierzonych nam zadań. „Wierność w małym” miła jest w oczach Bożych i zasługuje na powierzenie rzeczy większych. (por Łk 16,10)

Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli.9 (Łk 2,9)

Ewangelista zaznacza wyjątkową aktywność aniołów, związaną z przyjściem na świat Zbawiciela. Anioł Pański zapowiedział kapłanowi Zachariaszowi narodzenie się Jana Chrzciciela, a Maryi - Jezusa, Syna Najwyższego. Z podobnie radosną wieścią anioł Pański zwraca się do pasterzy. Dobrzy aniołowie są aktywni, bo na początku ludzkiej historii wielką złośliwą działalnością odznaczył się ktoś, kto do nich się zaliczał: upadły zły duch. Aniołowie współdziałają z Bogiem, który przychodzi na świat dla naszego zbawienia. Chcą wraz z Nim naprawić zło, które jeden z nich, po swoim upadku, wyrządził ludzkości. Pragną współdziałać w zmienianiu sytuacji upadłego świata. W tym fakcie można znaleźć ważne pouczenie dla siebie. Zauważamy wiele zła na świecie i zwykle tylko narzekamy na nie. Jednak więcej pożytku byłoby, gdybyśmy swoją gorliwą współpracą z Bogiem – taką jaką wykazali się posłuszni Mu aniołowie – usuwali zło, które pojawiło się i ciągle pojawia się w świecie z powodu naszego nieposłuszeństwa Bogu i Jego przykazaniom.

Lecz anioł rzekł do nich: Nie bójcie się!10 (Łk 2,10)

Anioł mówi do pasterzy: „Nie bójcie się!”. Ponieważ jest wysłannikiem Bożym, usuwa lęk tam, gdzie on się pojawia. Darem pochodzącym z nieba jest pokój, który usuwa niepokój. Jeśli my będziemy w świecie spełniać tylko jakieś Boże posłannictwo, usuniemy strach z serc ludzkich i rozbudzimy w nich pokój. Jeśli natomiast w mówieniu, działaniu, myśleniu, planowaniu poddamy się złemu duchowi, to nas i otoczenie ogarnie niepokój i  rozdrażnienie. Tak się stanie, gdy nie będziemy „aniołami” Bożymi,  czyli „posłańcami” Bożymi, lecz współpracownikami aniołów upadłych. „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój – mówi Jezus - albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5,9). Aby usuwać różne ludzkie lęki i w ich miejsce wlewać radość i pokój, trzeba się często modlić, np. tak:

O Panie, uczyń z nas narzędzia Twego pokoju,

abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść;

wybaczenie, tam gdzie panuje krzywda;

jedność, tam gdzie panuje zwątpienie;

nadzieję, tam gdzie panuje rozpacz;

światło, tam gdzie panuje mrok;

radość, tam gdzie panuje smutek.

Spraw, abyśmy mogli

nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;

nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;

nie tyle szukać miłości, co kochać;

albowiem dając – otrzymujemy;

wybaczając – zyskujemy przebaczenie;

a umierając, rodzimy się do wiecznego życia. Amen.

 

Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu:10 dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan.11 (Łk 2,11)

Radosną nowiną przekazaną przez anioła pasterzom – a potem przez nich innym – jest to, że w mieście króla Dawida, czyli w Betlejem, narodził się Ktoś wyjątkowy, opisany trzema określeniami: Zbawiciel, Mesjasz (inaczej Namaszczony, Pomazaniec, Chrystus) i Pan, czyli Bóg. Pasterze uwierzyli w prawdziwość usłyszanych słów. Swoją wiarą zachęcają nas i wszystkich innych ludzi, aby uwierzyli, że Jezus jest jedynym prawdziwym Zbawicielem wszystkich, że jest On oczekiwanym Mesjaszem. Więcej jeszcze: jest Bogiem prawdziwym, Panem, który zbliżył się do nas.

A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie.12 (Łk 2,12)

Znakiem przyjścia na świat kogoś niezwykłego: Zbawiciela, Mesjasza i Pana, będzie coś szokującego, niecodziennego: będzie On leżał w zwierzęcym żłobie, owinięty w pieluszki jak najzwyklejsze  niemowlę. Był to rzeczywiście niezwykły znak. To rzadkość, by nowo narodzone dziecko ktoś kładł do żłobu. A tak się stało ze Zbawicielem, prawdziwym Synem Bożym, który dla naszego zbawienia przyjął ludzką naturę. Kiedy tylko pojawił się na naszym świecie, zetknął się z chłodem, twardym żłobem, kłującym sianem. Jedynie pieluszki, w które Go zawinęła dobra Matka, łagodziły brutalność zetknięcia się z rzeczywistością tego świata. Matczyna miłość pobudziła Maryję do tego. Pomogła jej znaleźć jakieś dostępne środki, dzięki którym potrafiła złagodzić to, co dla Jej Syna było  bolesne. Chociaż Maryja prawie nic nie mogła wziąć ze sobą w podróż, to jednak znalazła coś, co zapewniło Dziecku ciepło i ochroniło Je przed kłującym sianem. Miłość nawet w największym ubóstwie znajduje sposoby, by komuś pomóc – może drobiazgiem, ale danym z serca.

I dzisiaj przychodzący do nas Bóg spotyka się z chłodem, z obojętnością, z twardymi jak kamień sercami, z nienawiścią i bluźnierstwami, kłującymi bardziej niż siano. Kto ma serce kochające przynajmniej trochę tak, jak kocha Maryja, będzie robił wszystko, aby swoją miłością, współdziałaniem z Chrystusem, rozmawianiem z Nim wynagradzać Mu za lekceważenie, z którym powszechnie spotyka się na świecie. A przecież ciągle On na nim przebywa tylko po to, aby nas zbawić.

I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami:13 Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania.14 (Łk 2,13-14)

1. Dlaczego nie wszystkim ludziom pokój, lecz tylko ludziom „Bożego upodobania?” Przecież Bóg kocha wszystkich ludzi. To prawda, kocha wszystkich i dla wszystkich pragnie pokoju. Dlatego posłał swojego Syna, aby w Nim ludzie znaleźli pokój, którego świat nie może nam dać (por. J 14,27). Jednak tylko ludzie określeni jako tacy, w których Bóg ma upodobanie, ten pokój znajdują. Co to dokładniej znaczy?

Otóż kochać drugiego człowieka i mieć upodobanie w jego postępowaniu to dwie różne sprawy. I tak np. rodzice, którzy bardzo kochają swojego syna lub córkę, nie mają upodobania w tym, że ich dziecko zażywa narkotyki, upija się, prowadzi rozwiązły tryb życia, nie uczy się, kradnie, kłamie itd. Im większa będzie ich miłość, tym większą odrazę będzie w nich budziło złe postępowanie, którym ich dzieci same siebie krzywdzą, sprowadzają na siebie nieszczęścia i mogą się potępić na wieki po śmierci.

Bóg kocha wszystkich, jednak nie wszyscy żyją w taki sposób, w którym On ma upodobanie. Postępowanie jednych podoba Mu się, innych – nie. Budzą upodobanie w Bogu ludzie, którzy z wiarą, miłością przyjmują Chrystusa, starają się żyć według Jego nauk i naśladować Go, kochają swoich bliźnich; stale proszą Boga o przebaczenie za to, że nie udaje im się w pełni żyć zgodnie z Jego przykazaniami, tak jak On chce. Ci ludzie Bożego upodobania znajdują pokój w Chrystusie, w Jego przebaczeniu.

Druga grupa ludzi to ci, którzy nie chcą żyć według Bożego upodobania. Gardzą świadomie Chrystusem, lekceważąco traktują Jego Krzyż, krzywdzą bliźnich, nienawidzą ich, mszczą się. Mają w pogardzie Boże przykazania. Czynią wiele zła, ale za swoje grzechy nigdy Boga nie przepraszają. Ci ludzie, w których Bóg  nie ma upodobania, nie żyją w „pokoju z Nim przez Chrystusa”, o co powinni się starać (por. Rz 5,1) Zwalczają Boga, usuwając Go ze swojego życia, umysłu, serca. Trudzą się, by inni także przestali kochać swojego Stórcę i Zbawiciela, by Go odrzucili, zanegowali Jego istnienie. Robią wszystko, by zastąpić Jego przykazania niemoralnymi zasadami postępowania. Ci ludzie, których sposób życia nie budzi upodobania w Bogu, nigdy nie żyją w pokoju. Zamiast niego znajdują udręczenie, niepokój, który usiłują usunąć przez rozrywki, życie w luksusie, dogadzanie sobie. Nie znajdują jednak prawdziwego pokoju, bo odrzucili jego Dawcę.

 

2. Ewangelista mówi o mnóstwie zastępów niebieskich, które wychwalają Boga za to, co czyni On dla ludzi. Te zastępy to liczne stworzone przez Boga istoty wolne i rozumne, które mają inną naturę niż nasza, złożona z elementu duchowego i materialnego. Istoty te radośnie uwielbiają Boga.  Znajdujemy tu piękną myśl o solidaryzowaniu się z nami, ludźmi, istot duchowych stojących przed Bogiem, czyli dobrych. Nasz los nie jest im obojętny. Nie zamykają się one na nas w przeżywaniu swojego szczęścia, nie są egoistycznie zadowolone z tego, że zło dotyka nie ich, lecz nas. To solidaryzowanie się i wzajemne wspomaganie się dobrych istot nazywa się świętych obcowaniem.

 

3. Szczerego uwielbienia i radości nikomu nie można narzucić, na nikim wymusić. Uwielbienie i radość pojawiają się spontanicznie, gdy tylko znajdzie się autentyczny powód do jednego i drugiego. Również zastępy niebieskie nie uwielbiały Boga i nie radowały się dlatego, że zostały do tego zmuszone. Ich uwielbienie i  radość wypływały z oglądania dobroci Boga, Jego niepojętej miłości do nas. Ogarnęła ich radość z tego powodu, że Bóg nas nie opuścił, nie zostawił na pastwę szatana i innych upadłych duchów. Zastępy niebieskie wychwalają więc Boga, głoszą Jego chwałę i cieszą się z pokoju, który znajdą ludzie starający się żyć dobrowolnie w sposób podobający się Bogu.

 

4. Uwielbiające i radujące się zastępy niebieskie uczą nas solidaryzowania się z tymi, którzy cierpią. Te szczęśliwe istoty duchowe swoim przykładem pouczają nas, że nie wolno nam zamykać się w swoim szczęściu i dobrobycie w taki sposób, by los innych ludzi i dusz cierpiących w czyśćcu stał się nam obojętny. Nawet wtedy, gdy nam jest dobrze, powinniśmy zauważać cierpiących i pomagać im w niedoli.

Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił.15 (Łk 2,15)

To, co pasterze słyszeli i widzieli, traktowali jako pouczenie pochodzące od samego Pana Boga. Kiedy więc wszystko jeszcze trwało, kontemplowali, rozważali, przeżywali. Dopiero gdy aniołowie odeszli do nieba, zastanawiają się, co mają teraz zrobić. Ponieważ wierzą w prawdziwość otrzymanych pouczeń, postanawiają iść do Betlejem i zobaczyć, co tam się zdarzyło. Nie mówią: „Wszystko musimy sami sprawdzić”. Idą zobaczyć to, w co wierzą, że naprawdę się zdarzyło. Mają pewność, że usłyszane wiadomości pochodzą od prawdomównego Boga, który nigdy nie wprowadza w błąd.

Człowiek o własnych naturalnych siłach nie potrafi bezbłędnie rozpoznać, że coś takiego, z czym zetknęli się pasterze widzący i słyszący aniołów, z całą pewnością pochodzi od Boga. Jeśli ktoś bezbłędnie i w sposób pewny rozpoznaje tak jak pasterze w czymś działanie Boga, to dzieje się tak dzięki pomocy Ducha Świętego, który udziela daru rozeznania. Pasterze otrzymali ten dar, bo nie stawiali Duchowi Świętemu przeszkód w udzieleniu go. Taką przeszkodą zwykle bywa zarozumiałość, przesadne zaufanie swojemu rozumowi, ocenom, przekonaniom, doświadczeniu, zdobytej wiedzy itp. Przykładem ludzi wykształconych, ale zamkniętych na Ducha Świętego i na Jego dary, byli faryzeusze i uczeni w Piśmie. Przez swoje uparte sprzeciwianie się Duchowi Świętemu i tłumienie w sobie Jego darów nie potrafili dostrzec ręki Bożej w tak oczywistych dla ludzi znakach Jezusa, jak wypędzanie złych duchów (Mt 12,22-37), uzdrowienie niewidomego od urodzenia (9,1-39), wskrzeszenie Łazarza (J 12,10-11). Nawet samo zmartwychwstanie Jezusa nie skłoniło ich do przyjęcia Go z wiarą i miłością  (por. Mt 28,11-15).

Bóg nie przestał działać i dzisiaj. Jednak Jego znaki potrafią nieomylnie i z pewnością rozpoznać tylko ci, którzy swoim zarozumialstwem nie tłumią w sobie daru rozeznania, udzielanego przez Ducha Świętego. Kto ten dar odrzuci, to stanie się jak ci, o których Jezus powiedział, że „otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją:” (Mt 13,13)

Kiedy mamy pewność, że ktoś nam przekazuje prawdę Bożą, nie powinniśmy wątpić, lecz wierzyć. Sprawdzać jednak trzeba, czy przekazujący rzeczywiście jest Bożym posłańcem, autentycznym przekazicielem Bożych pouczeń. W tym sprawdzaniu pomaga nam dar rozeznania, rozpoznawania duchów. O ten dar trzeba bardzo prosić, bo nie wszyscy ludzie z którym się stykamy,  przekazują nam Boże prawdy, ani nie wszystkie myśli i zamiary, które pojawiają się w naszym umyśle, pochodzą od Boga. Dlatego św. Jan troskliwie nam doradza: „Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie.” (1 J 4,1)

Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie.16 (Łk 2,16)

1. Pasterze byli pierwszymi po Maryi i Józefie ludźmi, którzy z wiarą i miłością patrzyli na nowo narodzonego Jezusa. W leżącym w żłobie Niemowlęciu – dzięki wierze – dostrzegali Zbawiciela, Mesjasza i Pana. Przez to, co uczynili, stali się dla nas wzorem oddawania czci Jezusowi w Najświętszym Sakramencie. W nim bowiem, pod postaciami chleba i wina, obecny jest prawdziwie – z ciałem i krwią, duszą i Bóstwem – ten sam Jezus, którego życzliwi pasterze uczcili leżącego w skromnym żłobie. Tylko ten, kto ma prostotę, wiarę i miłość taką jak pasterze wstępuje do otwartego kościoła, aby uczcić jedynego Zbawiciela, Mesjasza i Pana w tabernakulum. Jeśli kościół jest zamknięty, to w jakiś inny dowolny sposób wyrazi Jezusowi swoją wiarę, miłość i wdzięczność za to, że nas Odkupił. Kto nie ma wiary ani miłości, nie czyni tego, bo nie zauważa, że pośród nas stale żyje Pan Jezus. Nie wejdzie do kościoła, tak jak nikt oprócz wierzących pasterzy nie przyszedł do Niemowlęcia leżącego w ubogim żłobie. Nie pomyśli z miłością i wdzięcznością o Zbawicielu, bo nie zauważa znaków Jego obecności pośród nas.

 

2. Pasterze z pośpiechem poszli do Betlejem, tak jak Maryja z pośpiechem poszła do Elżbiety. Ich pośpiech to przeciwieństwo ociągania się, tak częstego u tych, których wiara i miłość jest niewielka. Wiara i miłość pobudza do pośpiechu, by pójść do Jezusa, aby Go uczcić, porozmawiać z Nim, wyrazić Mu swoją wdzięczność i wynagrodzić Mu za to, że tak często jest zapominany, o czym świadczą kościoły puste, zamknięte a nawet – sprzedawane.

 

3. Znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę. Nie  tylko samego Jezusa. To przypomnienie, aby nie koncentrować się na Jezusie w taki sposób, by zapominać o tych, którzy za sprawą Opatrzności i współpracy z łaską byli na ziemi blisko Niego. Do takich osób zalicza się przede wszystkim Maryja, św. Józef i inni święci. Przede wszystkim nie powinniśmy odrzucać Maryi, którą przez Boskie macierzyństwo Bóg wybrał, aby stała się na ziemi dla Jego Syna jakby żywym tabernakulum, monstrancją, cyborium, kielichem – „Domem złotym”, jak ją nazywamy w Litanii Loretańskiej.

Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu.17 (Łk 2,17)

1. Pasterze znajdują Niemowlę leżące w żłobie i opowiadają, co o Nim usłyszeli. Te dwa określenia: Niemowlę i Dziecię, odnoszą się do Syna Bożego, do Słowa Bożego, które zawsze istniało w Bogu. Św. Jan powie o Nim: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga”. (J 1,-2) Pasterze widzę małe Dziecko, w którym ukrywa się wszechmogący Stwórca wszystkiego. To potrzebujące jedzenia, dachu nad głową, ciepła, snu Dziecię jest wszechmogącym Stwórcą, Słowem Bożym, przez które „wszystko się stało, co się stało” (por. J 1,3). Niemowlę, które pasterze przyszli zobaczyć i uczcić, jest Słowem Bożym, „które stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,14). Widzą Syna Maryi, małe Dziecko, przez które my staliśmy się dziećmi Boga. (J 1,12)  Widzą nie potrafiące jeszcze mówić Niemowlę, które przyniosło nam pełnię Bożego objawienia. Ale na razie nie potrafi ono jeszcze mówić, bo pokornie poddało się ustalonym przez Boga prawom rozwoju każdego człowieka. Mówią jednak pasterze. Tych prostych lecz otwartych na Ducha Świętego ludzi wybrał Bóg, aby przekazywali wiernie wszystko to, co zostało im objawione nowo narodzonym Dziecku.

 

2. Pasterze nie zachowali tylko dla siebie tego, co zostało im objawione. Opowiadają innym o Zbawicielu, Mesjaszu i Panu. To nie elity duchowe, lecz oni – ludzie prości, lecz otwarci na prawdę – stali się pierwszymi głosicielami Jezusa, naszego Zbawiciela. Opowiadają to, co słyszeli od aniołów. Nie wstydzą się, nie obawiają się, że zostaną wyśmiani i posądzeni o uleganie złudzeniom. Może też pomogli znaleźć dla Świętej Rodziny lepsze mieszkanie, niż nędzna grota.

Ludzie zaliczający się do elit duchowych nie tylko nie głosili dobrej nowiny, lecz  – jak się później okazało – stali się narzędziami, którymi posłużył się szatan, aby doprowadzić Jezusa do śmierci. Nie umieli przyjąć Jezusa, bo nie było w nich prawdziwego umiłowania prawdy, które jednak ukrywało się za pozornie wielkim zainteresowaniem nią, księgami Pisma Świętego, Prawem i liturgią. Przyjęli natomiast Jezusa i głosili Go ludzie, którzy nie mieli takiej wiedzy, jak uczeni w Piśmie, doktorzy Prawa i kapłani. Bóg widzi, kto miłuje prawdę, a kto tylko udaje, że ją ceni, dlatego wybrał pasterzy. Wiedział bowiem, że w przeciwieństwie do tamtych wielkich uczonych ich serca są otwarte na prawdę.

A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali.18 Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu.19 (Łk 2,18-19)

Opowiadania pasterzy budziły zdziwienie. O Maryi św. Łukasz mówi, że wszystkie sprawy zachowywała w sercu i rozważała je. Nie dziwiła się, bo już wcześniej poznała tajemnicę przychodzącego do nas Boga i uwierzyła w nią. Maryja zachowywała wszystkie wspomnienia związane z narodzeniem Jezusa. Zapewne Mu potem często opowiadała o tych biednych lecz dobrych pasterzach, którzy jako pierwsi przyszli Go uczcić. Zachowywała w sercu nie tylko same wydarzenia, ale pamiętała o miłości Boga, która za wszystkim się kryła. I tym może różniły się wspomnienia Maryi od tego, co my pamiętamy. Czy tego chcemy czy nie, to w naszej pamięci zachowują się różne zdarzenia – radosne i smutne. Nie zawsze jednak tak jak Maryja próbujemy odczytać, co Bóg chciał nam powiedzieć przez wszystko, co nas spotkało w przeszłości i z czym się stykamy obecnie. A przecież niezliczoną ilość razy ujawniał On nam swoją miłość, upominał, korygował, pomagał wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów. Od Maryi możemy nauczyć się nie tylko pamiętania o tym, co się wydarzyło w naszym życiu, ale przede wszystkim zauważania Boga, który stale otaczał nas swoją opieką i mówił do nas.

A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.20 (Łk 2,20)

 Po raz kolejny św. Łukasz stawia nam przed oczami osoby uwielbiające Boga. Po raz kolejny przypomina nam o potrzebie tej modlitwy w naszym kontakcie z Bogiem. Warto zadać sobie pytanie: Jak często Boga uwielbiam, a jak często Go proszę? Jak często Mu dziękuję, a jak często przedstawiam Mu listy swoich próśb? Dziwny byłby kontakt z drugim człowiekiem, gdybyśmy przy każdej okazji, gdy go spotykamy, mówili mu: „Dobrze że cię widzę! Czy mógłbyś zrobić coś dla mnie? Czy mógłbyś mi załatwić tę sprawę...? Czy mógłbyś...? Zrób to dla mnie...! Nie mam już nic więcej do powiedzenia ci. Następne prośby przedstawię ci następnym razem.” A tak, niestety, wygląda kontakt z Bogiem wielu osób, jeśli w ogóle jeszcze się z Nim spotykają. Pasterze przypominają nam, że Boga trzeba przede wszystkim uwielbiać z całego serca. Jeśli nie potrafimy tego uczynić, to powinniśmy prosić Ducha Świętego o rozbudzenie w nas modlitwy uwielbienia i wdzięczności.

 

Nadanie imienia i obrzezanie Jezusa

Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie [Matki].21 (Łk 2,21)

1. Nadano Dziecku imię Jezus – imię, które przedstawia całe Jego posłannictwo: Bóg zbawia. Takie imię polecił Mu nadać Anioł Gabriel, zanim się jeszcze poczęło w najczystszym łonie Maryi. To imię miało się stać imieniem, przed którym zegnie się „każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. (Flp 2,10). Jednak to imię będzie również znieważane, ośmieszane, wypowiadane często w złości, zdenerwowaniu, bez szacunku.

 

2. Po nadaniu Dziecku imienia Jezus każdy, kto to imię wypowiadał, mógł sobie przypomnieć, że „Jahwe jest ratunkiem”, że „Bóg jest zbawieniem”, że to „Bóg zbawia”, bo takie jest znaczenie tego imienia. Jednak to Dziecko nie tylko miało swoim imieniem przypominać o zbawiającym Bogu. Ono było tym Bogiem, który zbawia, potężnym Bogiem-Zbawicielem. Jednak w chwili nadawania imienia Jego wszechmoc i wielkość ukrywała się jeszcze pod naturą dziecka, podobnego do innych dzieci. Dopiero w czasie wyznaczonym przez Bożą mądrość miała się stopniowo odsłaniać wielka tajemnica miłości Boga, który zbawia. Dopiero po latach miała się odsłonić Boska potęga, wyrażona imieniem „Jezus”. Wierzący w imię Jezusa „złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie.” (Mk 16,17-18) W „imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy.” (Łk 24,47) Nie będzie nic niemożliwego dla tych, którzy będą prosić w imię Jezusa. On to spełni, „aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu”. (J 14,13-14) Sam Ojciec da wszystko tym, którzy Go poproszą w to imię (J 15,16; J 16,23). Jezus będzie obecny tam, gdzie dwaj albo trzej będą zebrani w Jego imię (Mt 18,20). Dzięki światłu Ducha Świętego ludzie stopniowo będą dochodzić do zrozumienia, że „nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni.” (Dz 4,12). Te wielkie tajemnice były jeszcze zakryte, kiedy ósmego dnia po narodzeniu nadano Dziecku imię Jezus. Zakryte było również i to, że ciągle będą ludzie nienawidzący to imię, zakazujący nauczać w to imię (por. Dz 4,17-18; 5,28), czyli w imię: „Bóg zbawia”.

 

3. Obrzezanie było rytem, w którym chłopiec tracił nieco krwi wraz z odrobiną ciała. To była jakby zapłata za włączenie go do ludu należącego do Boga. Na krzyżu za swoją wierność Bogu Jezus tej krwi wylał znacznie więcej niż ósmego dnia po narodzeniu. Ta niewielka ilość krwi dla Maryi była zapowiedzią ogromnego cierpienia, które przeżyje pod krzyżem swojego umierającego Syna, wiernego do końca swojemu Ojcu. Znała Ona straszne proroctwa Starego Testamentu o cierpiącym Słudze Jahwe. Z tego powodu po radości narodzenia musiało nad Nią stale ciążyć widmo  zapowiedzianego w Starym Testamencie ogromnego cierpienia, które dotknie wiernego Sługę Jahwe – Jej Syna.

 

Ofiarowanie Jezusa w świątyni

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu.22 (Łk 2,22)

Według Prawa Mojżeszowego kobieta po urodzeniu dziecka miała się oczyścić (por. Kpł 12,2-8). Maryja dostosowuje się do tego przepisu. Nie zadają pytań: „Dlaczego tyle dni? Dlaczego ja też mam się oczyszczać, skoro poczęłam z Ducha Świętego? Po prostu spełnia to, co ma jakiś związek z Bogiem i ze świątynią.

Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu.23 (Łk 2,23)

Dziecko, zgodnie z Prawem Pańskim, miało być poświęcone Bogu. Maryja z radością to uczyniła. Chętnie chciała poświęcić prawdziwemu Ojcu Jezusa Jego Syna, aby Mu służył jako człowiek na ziemi, aby spełnił dobrze zlecone Mu do wypełnienia zadanie zbawienia świata. Wszyscy kochający Boga rodzice powinni coś podobnego uczynić ze swoimi dziećmi. Nie powinni ich traktować jako swoją własność, lecz jako dar Boga. Powinni Mu ofiarować swoje dzieci, aby spełniały w życiu Jego wolę. To On bowiem stworzył ich dusze, czyli osobowe, rozumne, wolne i „ja”, które zawsze będzie istnieć, bo jest nieśmiertelne.

Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.24 (Łk 2,24)

Maryja i Józef nie uchylali się od żadnych przepisów – także i od tego, by złożyć w ofierze parę synogarlic lub dwa młode gołębie. A to wiązało się z wydatkami materialnymi. Trzeba było kupić te ptaki. Maryja nigdy nie mówiła: „Mnie coś nie obowiązuje, bo jestem matką Pana”. Dała nam przez to przykład, by w życiu nie szukać przywilejów i nie omijać obowiązujących praw, by jak Ona kochać i służyć innym.

 

Poddany Duchowi Świętemu starzec Symeon

A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim.25 (Łk 2,25)

Spoczywający na Symeonie Duch Święty pomagał mu żyć sprawiedliwie i pobożnie, czyli „po Bożemu”. Duch bowiem jest źródłem pobożności prawdziwej, szczerej. Bez Niego pobożność nie jest autentyczna, bo ogranicza się do zewnętrznych czynności, rytów, recytowania formułek modlitewnych. Gdy ktoś nie poddaje się Duchowi Świętemu, to zachowuje jedynie pozory pobożności – rytualizm, ceremonie, zewnętrzny splendor. Wszystko jednak staje się puste, nie przynoszące Bogu chwały. Tylko Duch Święty zamienia nasze dusze w świątynie, w których Bóg jest czczony z należytą pobożnością, przez autentyczną miłość, płynącą z serca modlitwę, pokorne poddanie się Bogu, życie według Jego upodobania i przyjmowanie sakramentów..

Św. Paweł pisze, że w czasach ostatecznych pojawi się wielu ludzi, którzy będą okazywać jedynie pozory pobożności, bo ich życie nie będzie się opierać na mocy Ducha Świętego. Dla tych ludzi udawana pobożność stanie się jakby płaszczem ukrywającym ich zepsucie przed oczyma ludzi. I tak w „Drugim Liście do Tymoteusza” czytamy: „A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga. Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. (2 Tm 3,1-5) Jeśli w sobie lub w innych zauważamy coś z tego, o czym pisze św. Paweł, to powinniśmy się modlić o pełne poddanie się Duchowi Świętemu. Powinniśmy prosić Ducha, aby spoczął na nas jak na starcu Symeonie i aby pomógł nam i innym ludziom dojść do prawdziwej pobożności, która nie będzie „obrzydliwością w oczach Bożych”. (por. Łk 16,15)

Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego.26 (Łk 2,26)

Duch Święty rozbudza nadzieję. Umocnił On ją w starcu Symeonie. Jak inni Izraelici oczekiwał on wielkiej pociechy dla swojego narodu, ale otrzymał obietnicę, że nastąpi ona jeszcze za jego życia. Objawienie przyszłości to wyjątkowy dar Ducha Świętego. Udziela On go tylko wtedy, gdy uzna to za pożyteczne dla człowieka. Nie zawsze bowiem znajomość przyszłości pomagałaby nam żyć. Obietnica, którą dał Duch Święty Symeonowi, napełniła go radością. Rozbudzała w nim nadzieję, że Mesjasz Pański przyjdzie niebawem, jeszcze za dni jego życia.

Pewność, że stanie się coś dobrego, pomaga przetrwać trudne dni, napełnia pokojem nawet w najcięższych chwilach. Kiedy przychodzą na nas trudne momenty, warto prosić Ducha Świętego o umocnienie naszej nadziei i o pogłębienie jej w bliźnich. Modlitwa o nią potrzebna jest zwłaszcza wtedy, gdy ogarnia nas pesymizm, bo niesprawiedliwość wydaje się rozpowszechniać bez żadnych przeszkód i odczuwamy swoją bezradność wobec nasilania się zła, kryzysów i innych nieszczęść. Duch Święty, potężny Bóg, odpowie na nasze prośby i udzieli nam tego ważnego daru, któremu towarzyszy zawsze pokój i radość. Fundamentem tej radości stanie się  pewność, że nad wszystkim jest Bóg, który zbawia i wszystko potrafi rozwiązać.

Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa,27 on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:28 (Łk 2,27-28)

1. Duch Święty, który spoczywał na starcu Symeonie i dał mu obietnicę ujrzenia obiecanego Mesjasza Pańskiego, ujawnił swoje działanie jeszcze w ten sposób, że podsunął mu myśl, kiedy ma udać się do świątyni. Symeon poddał się temu dobremu natchnieniu i dzięki temu spotkał Mesjasza – Jezusa, syna Maryi. Duch Święty nie zmusił starca do pójścia do świątyni, nie odebrał mu wolnej woli. Mógł więc tam nie iść. Gdyby jednak w tym momencie nie posłuchał Ducha Świętego, nie zobaczyłby Jezusa. Nie spotkałby Mesjasza również wtedy, gdyby przyszedł później. Nie miał iść do świątyni ani wcześniej, ani później, lecz wtedy, gdy mu to Duch podsunął swoim natchnieniem. I my powinniśmy czynić podobnie, czyli wykonywać dobro zgodne z sumieniem zwłaszcza wtedy, gdy Duch Święty nam je przypomni, np. odwiedzić jakąś chorą lub starszą samotną osobę, o której sobie przypomnieliśmy, udzielić jej pomocy, wesprzeć finansowo jakieś dobre dzieło itp. – tak, jak to uczyniła pewna kobieta, której Duch Święty przypomniał, że powinna odwdzięczyć się osobie, która wyświadczyła jej wielkie dobro. Odnalazła ją dopiero po jakimś czasie, kiedy rzeczywiście była jej bardzo potrzebna.

 

2. Nie wszystkie nasze plany i myśli pochodzą od Ducha Świętego, nawet jeśli wydają się nam dobre. Pouczają nas o tym Dzieje Apostolskie, opisujące kierowanie przez Ducha Świętego uczniami Jezusa. Duch ten pouczał ich, co mają czynić (por. Dz 8,29; Dz 11,12, Dz 13,2). Nieraz jednak zabraniał im czegoś, co chcieli zrobić. I tak, gdy w swojej gorliwości mieli oni zamiar głosić Ewangelię w różnych miejscowościach, Duch Święty nieraz im tego zabraniał. W „Dziejach Apostolskich” czytamy: „Przeszli Frygię i krainę galacką, ponieważ Duch Święty zabronił im głosić słowo w Azji. Przybywszy do Myzji, próbowali przejść do Bitynii, ale Duch Jezusa nie pozwolił im, przeszli więc Myzję i zeszli do Troady”. (Dz 16,6-8) Aby się więc nie pomylić w odczytywaniu natchnień Ducha Świętego, trzeba nam nieraz szukać potwierdzenia u roztropnych ludzi, czy różne nasze myśli i plany są zgodne z Bożymi pragnieniami. Takiego potwierdzenia można szukać u spowiednika. Posłuszeństwo Kościołowi, jego nauczaniu, może nas uchronić od wielu pomyłek. Również celem posłuszeństwa zakonnego jest między innymi to, by nie brać za natchnienia Ducha Świętego to, co od Niego nie pochodzi.

 

3. Trzymając w objęciach Jezusa, Symeon błogosławi Boga. Bliskość Syna Bożego, „trzymanie Go w ramionach” i działanie Ducha Świętego pobudza starca do modlitwy uwielbienia. I w nas rozwinie się ta modlitwa, jeśli nie będziemy się oddalali od Chrystusa i jeśli nie będziemy tłumili w sobie światła Ducha Świętego. To światło pokazuje nam bowiem wspaniałość Boga, Jego miłosierdzie, dobroć, potęgę i w ten sposób pobudza nas do płynącego z serca uwielbienia.

 

4. Może kogoś drażnić i nudzić to, że w Piśmie Świętym powtarzają się różne treści, np. pobudzanie nas przez św. Łukasza do modlitwy uwielbienia, przez ukazywanie różnych osób, które wielbią Boga. Denerwowanie się z tego powodu byłoby uzasadnione, gdybyśmy byli doskonali i stosowali się do zawartych w Piśmie Świętym powtarzających się rad. Kto jednak może powiedzieć, że już wystarczająco dużo uwielbia Boga i nie potrzebuje już przypominania o konieczności tej modlitwy?

Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa.29 (Łk 2,29)

Prośba o śmierć w pokoju. Symeon nie prosi o przedłużanie życia ani też nie domaga się stanowczo śmierci. Do Boga, Władcy, Pana życia i śmierci, zwraca się z pełnym poddaniem się Jego woli. Niech się wszystko dokona tak, jak On chce i jak to powiedział. Pokornie prosi jedynie o odejście „w pokoju”. Ten święty starzec uczy nas pełnego zdania się na Boga w tym, co dotyczy naszej śmierci. Uczy nas, by pozwolić Bogu zadecydować, kiedy ma ona  nastąpić i jaką ma przyjąć formę. Ufając w dobroć i mądrość naszego Ojca niebieskiego, niczego nie powinniśmy Mu nakazywać. Nasze bezgraniczne zaufanie Mu powinno się wyrazić w całkowitym zdaniu się na Niego w tym, co dotyczy czasu i rodzaju naszej śmierci. O jedno jednak możemy Go prosić tak jak Symeon: o to, by nasze odejście z tego świata i wejście do wieczności – przez ten rodzaj śmierci, który On dopuścił na nas – dokonało się w pokoju. Jeśli ktoś nie umie Bogu zaufać i „marzy” o jakimś wymyślonym przez siebie „najlepszym” sposobie umierania, to powinien prosić o dar zrozumienia, że Ojciec niebieski, nasz Stwórca, wie, kiedy najlepiej będzie dla nas odejść z tego świata i jaka forma śmierci będzie najlepsza dla naszej wieczności.

Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,30 któreś przygotował wobec wszystkich narodów:31 światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela.32 (Łk 2,30-32)

Duch Święty pomaga rozpoznać Jezusa. Bez oświecenia przez Ducha Świętego Symeon nie mógłby rozpoznać w przyniesionym do świątyni małym dziecku Zbawiciela nie tylko ludu Izraela, ale i pogan: Zbawiciela wszystkich narodów. Potężne jest światło Ducha Świętego. Ono pozwala nam widzieć wszystko, co nas otacza, w taki sposób, w jaki Bóg to widzi. O takie spojrzenie powinniśmy prosić Boskiego Ducha, który chętnie udzieli daru mądrości, rozumu, wiedzy, rozeznania i innych darów  tym, którzy ich pragną.

A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono.33 (Łk 2,33)

1. Jego ojciec. Józef został tu nazwany „ojcem Jego”, czyli ojcem Jezusa. Św. Łukasz używa określenia, które odnosili do Józefa ludzie nie znający tajemnicy dziewiczego poczęcia Jezusa przez Maryję. Bóg dopuścił do tego, by Józefa powszechnie uważano za ojca Jezusa. Dzięki temu dobre imię Maryi było chronione. Gdyby wiedziano, że Józef nie jest ojcem poczętego przez Nią Syna, posądzano by Ją niesłusznie o złe życie. Tylko niewielu uwierzyłoby w Jej dziewicze macierzyństwo. Dobry Bóg nie chciał, by źle myślano i mówiono o Maryi. Dopuścił więc do tego i zezwolił, by Józefa uważano za ojca Jezusa i nazywano go Jego ojcem. Wszystko, co czyni Bóg, ma na celu nasze dobro. Również mówienie prawdy. Odwieczna Mądrość zakryła więc tajemnicę poczęcia Jezusa z Ducha Świętego przed wieloma, bo przewidziała, że jej niezrozumienie skrzywdziłoby bardzo Maryję. Zanim wyjawiamy jakąś prawdę o bliźnich, dobrze byłoby zastanowić się nad tym, czy przez jej ujawnienie nie skrzywdzimy kogoś. Powinni o tym pamiętać także dziennikarze, których słowa docierają do wielu.

 

2. Zadziwiające słowa o posłannictwie Jezusa. Św. Łukasz zaznacza, że nie tylko Józefa, ale nawet Maryję dziwiło to, co słyszała o swoim Synu. Znali Oni tajemnicę Jego pochodzenia, ale nie wiedzieli wszystkiego o Jego przyszłej ziemskiej działalności. Zdziwienie mogły budzić słowa mówiące o tym, że Jesus-Mesjasz będzie nie tylko „chwałą Izraela”, ale także „światłem dla pogan”, zbawieniem „wszystkich narodów”. Byli zaskoczeni i zdziwieni, bo nie wiedzieli jeszcze, że to Dziecko spowoduje zstąpienie na ziemię wszechmogącego Ducha Świętego, który odnowi jej oblicze. Ten potężny Duch zstąpi na ziemię, którą są ludzkie serca, i spowoduje, że przestaną być pustynią bez życia. Ten Duch zamieni je w żyzne ogrody, w których rozkwitną kwiaty prawdy, dobroci, pokory, szczerej miłości, sprawiedliwości i innych cnót.

I nas powinno ogarnąć radosne zdziwienie płynące ze zrozumienia potęgi Boga, który przyszedł do nas w Jezusie. Zamiast narzekać na ludzi uznanych przez nas za bardzo złych, powinniśmy ich polecać w modlitwach Temu, który przyniósł zbawienie wszystkim narodom. Jego wszechmocy powinniśmy oddawać wszystkich rządzących państwami, polityków – zwłaszcza tych, którzy najbardziej nas denerwują –, aby On przemienił ich w obrońców dobra, prawdy, sprawiedliwości. I tak się stanie, jeśli z wiarą będziemy o to prosić, jeśli porzucimy przekonanie, że tylko ludzi z ulubionej przez nas partii politycznej może dotknąć i przemienić Duch Święty. Musimy uwierzyć, że Ten, który jest „światłem na oświecenie pogan”, może każdego człowieka uczynić jakby lusterkiem odbijającym Jego  światło i Jego miłość.

Symeon zaś błogosławił Ich34 (Łk 2,34a)

Błogosławieństwo Symeona. Zwracając się do Józefa i Maryi, Symeon błogosławił Ich, chociaż nie był kapłanem. Błogosławić oznacza wzywać dla kogoś Bożej pomocy, opieki, łaski. Symeon życzy Maryi, Józefowi i Jezusowi Boskiej pomocy. Jako wierzący możemy naśladować błogosławiącego starca Symeona. Możemy tak jak on życzyć światu, napotykanym ludziom tego, czego sami dać im nie potrafimy, a czego potrafi im udzielić Bóg: pokoju, umocnienia, uświęcenia i wielu innych cennych łask. Przez błogosławienie kogoś wyrażamy swoją życzliwość wobec drugiego człowieka. Okazujemy ją  nawet wtedy, gdy tylko w sercu wypowiadamy swoje życzenie komuś Bożej łaski i pomocy. Można błogosławieństwo wyrazić także słowami, np. dzieciom idącym do szkoły, mężowi udającemu się do pracy lub żonie pozostającej w domu można powiedzieć: „Niech Ci Jezus pomaga! Niech Duch Święty cię oświeca! Niech Matka Najświętsza opiekuje się tobą! Niech aniołowie mają cię w swojej opiece!” Można też na czole lub nad głową uczynić znak krzyża, który przypomina, że w śmierci krzyżowej Jezusa znajduje się źródło wszystkich łask, także tych, których komuś życzymy przez błogosławieństwo. Jednak uczynienie tego znaku nie jest konieczne, aby kogoś pobłogosławić.

i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą.34 (Łk 2,34b)

1. Zdziwienie Józefa i Maryi. Zdumienie, o którym wspomina św. Łukasz w poprzednim wierszu, mogły budzić także słowa mówiące o odrzuceniu oczekiwanego od wieków przez naród żydowski Mesjasza. Symeon bowiem nie mówi tylko o powszechnym entuzjastycznym przyjęciu Go, lecz także o odrzuceniu Go, o sprzeciwianiu się Mu, o upadku wielu z powodu odepchnięcia Go. Starzec zapowiada, że nie wszyscy przyjmą Jezusa, Mesjasza Pańskiego. Jedni z Jego powodu powstaną a inni upadną. Co to dokładniej znaczy? Otóż nie zawsze dobro jest popierane i pochwalane, bo serca ludzkie są bardzo zróżnicowane ze względu ma dokonywane świadomie i dobrowolnie wybory. Różne formy dobrego działania ludzi dobrych wywołują odmienne zachowania tych, którzy się z nimi stykają. Te dobre zachowania albo są popierane i pochwalane, albo krytykowane i odrzucane. To popieranie lub odrzucanie dostrzeganego dobra coraz bardziej zmienia ludzkie serca. Ludzie pochwalający dostrzegane dobro umacniają się w czynieniu dobra, a słabi i grzeszni „powstają duchowo”, zmieniają się na lepsze. Ci natomiast, którzy krytykują i odrzucają czyjeś dobre postępowaniem, coraz bardziej pogrążają się w złu, do którego przylgnęło ich serce. Pod wpływem Ducha Świętego starzec Symeon zapowiada, że to, co będzie czynił obecny pośród nas Mesjasz Pański, nie wszystkich doprowadzi do odnowy duchowej. Znajdą się bowiem tacy, których drażnić będzie czynione przez Niego dobro i głoszona przez Niego prawda. Z tego powodu będą się Mu sprzeciwiać. Ten sprzeciw stanie się ich upadkiem. Na szczęście nie wszyscy tak się zachowają wobec Niego, nawet jeśli będą grzesznikami. Takich będzie wielu w Izraelu i oni duchowo ożyją, powstaną, odnowią się.

 

2. Jako Światłość świata Jezus stanie się znakiem sprzeciwu. On sam, za mniej więcej trzydzieści lat, wyjaśni Nikodemowi mechanizm tego zaskakującego sprzeciwu (por. J 3,19-21). Powie mu, że niektórzy żywią nienawiść do światła, bo ich uczynki są złe, a światło je demaskuje. Dlatego nie zbliżają się do światła dobra i prawdy. Mają w nienawiści to światło, w jakiejkolwiek formie się z nim stykają: w formie Ewangelii, religii chrześcijańskiej, przykładu dobrych ludzi, ich pouczeń  i rad, a nawet swojego prawego sumienia.. Zwalczają to światło, próbują je zgasić. Wolą ciemności, kochają je, bo one zakrywają ich zepsucie. Lgną do ciemności zła, kłamstwa, fałszu, oszczerstw, błędnych nauk, bo one ich osłaniają. Kochają tę ciemność, czują się w nich swobodnie. Natomiast czyniący dobro kochają światło dobra i prawdy, zbliżają się do niego. Nie widzą w nim dla siebie żadnego zagrożenia. Przeciwnie, w jego blasku można dostrzec ich dobre czyny. Każdy z nas przyjmuje jakąś postawę wobec Jezusa - Światłości i znaku sprzeciwu. Warto sobie zadać pytanie: ile razy w ciągu dnia uznaję Chrystusa za swoją Światłość, a ile razy sprzeciwiam się Mu i chodzę własnymi drogami?

 

3. Na upadek i powstanie wielu. Przyniesione do świątyni Dziecko przeznaczone było „na upadek i powstanie wielu w Izraelu”. Do tych „wielu” powstających duchowo można zaliczyć między innymi celnika Lewiego, który został apostołem (Mk 2,13-16); nawróconego bogatego zwierzchnika celników Zacheusza (19,2-8); Nikodema i Józefa z Arymatei (J 19,38-40);  Marię Magdalenę, z której Jezus wyrzucił siedem złych duchów (Mk 16,9); odważne niewiasty, które w przeciwieństwie do apostołów nie obawiały się stać pod krzyżem Jezusa (J 19,25); jednego z ukrzyżowanych łotrów, który się nawrócił przed swoją śmiercią (Łk 23,39-43); przywódcę oddziału rzymskich żołnierzy, który patrząc, jak Jezus umiera, powiedział: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15,39), faryzeusza Szawła i wielu innych.

Przyjście Jezusa na świat ujawniło również tak silny upadek moralny „wielu”, że nie chcieli oni z niego powstać. Do takich trwających uparcie w swoim upadku zaliczali się liczni faryzeusze, uczeni w Piśmie, kapłani. Upadli i trwali w swoim upadku z powodu swojego zarozumialstwa, które nie pozwalało im przyjąć mądrości, miłości i łaski Chrystusa. Do tych, których upadli, należał także Judasz. Do swojej zdrady dołączył jeszcze grzech samobójstwa (Mt 27,5). Dokonana przez niego zdrada ujawniła „zamysł jego serca”, o którym wspomniał Symeon Maryi (Łk 2,35). Tym „zamysłem” było przywiązanie do bogactw i pieniędzy. Ta żądza kryła się już wcześniej w jego sercu i popychała go do kradzieży, jak o tym napisał św. Jan (J 12,6). Judasz upadł przez dokładnie obmyślaną i przygotowaną zdradę, a potem przez samobójstwo, bo szatanowi zamiast Chrystusowi pozwolił wejść do swego serca (Łk 22,3). Przy Jezusie trwał on tylko zewnętrznie. Sercem był daleko od Niego, nie przylgnął do Niego. Do grupy upadłych dołączył także apostoł Piotr przez swoje zaparcie się Jezusa. Jednak powrócił do Niego przez szczery żal i uzyskał Jego przebaczenie (J 18,25-27).

 

4. Stały znak sprzeciwu. Znakiem sprzeciwu stała się nie tylko osoba Jezusa, lecz również Jego sposób przyjścia na ten świat przez dziewicze poczęcie z Ducha Świętego, a także Jego nauczanie, śmierć krzyżowa, zmartwychwstanie, ustanowiony przez Niego Kościół, sakramenty i w ogóle wszystko, co ma z Nim jakikolwiek związek. Do dzisiaj wielu neguje całkowite i stałe dziewictwo Maryi, wielu wyśmiewa i znieważa Krzyż Chrystusa, wielu nie wierzy w Jego zmartwychwstanie i w to, że jest On jedynym Zbawicielem wszystkich ludzi. Do dzisiaj nawet całe odłamy chrześcijaństwa odrzucają Kościół w takiej formie, w jakiej ustanowił go Jezus, a więc z siedmioma sakramentami, z następcą św. Piotra na czele. Dla wielu znakiem sprzeciwu staje się sakrament spowiedzi, Eucharystia, Msza św. W takiej sytuacji trzeba czuwać nad sobą, by Chrystus i to, co dla naszego zbawienia nam zostawił, nie było przez nas odrzucane, lekceważone, by nie stało się znakiem, któremu się stale sprzeciwiamy. Jezusa mamy przyjąć jako swojego Zbawiciela, Pana, Przyjaciela, Obrońcę. Traktowanie Go jako znak sprzeciwu zagraża naszemu zbawieniu. Tych ludzi, którzy ciągle sprzeciwiają się Jezusowi i temu, co ustanowił również dla ich zbawienia, powinniśmy otoczyć modlitwą. Ona pomoże im zmienić swoje pogardliwe traktowanie Jezusa, Kościoła, sakramentów, nauczania i innych Jego zbawczych dzieł, w przyjęcie Go z pokorną wiarą i miłością. Dzięki naszym modlitwom wszystko to przestanie być dla nich znakiem sprzeciwu i będzie traktowane jako znaki zbawienia.

A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu.35 (Łk 2,35)

1. Dusze Maryi przeszyje miecz boleści. Cierpienie Maryi, podobnie jak udręki zniesione przez Jej Syna, pobudziły wielu wierzących ich rozważania. W ciągu wieków powstały też różne modlitwy oparte na rozważaniu cierpień Matki Najświętszej i Jej Syna. Przykładem może być bolesna część różańca, w której w czasie dziesięciokrotnego odmawiania modlitwy „Zdrowaś Maryjo”, rozważamy Jej boleści, wywołane przez cierpienie Jezusa. Inną podobną modlitwą jest „Litania do Matki Bożej Bolesnej” i „Koronka do siedmiu boleści Matki Bożej”. W koronce tej rozważa się siedem boleści, które jak siedem mieczy zadały ból matczynemu sercu Matki Bożej. Tych siedem rozważanych bolesnych przeżyć Maryi to;

Po zapowiedzi każdej z tych bolesnych tajemnic odmawia się „Ojcze nasz”, siedem razy „Zdrowaś Maryjo” i „Chwała Ojcu”. (Pełny tekst tej koronki można znaleźć w różnych modlitewnikach  i  w internecie.)

 

2. Wyjdą na jaw zamysły serc ludzkich. Po swoim błogosławieństwie starzec Symeon do Maryi kieruje słowa o Jezusie, „znaku sprzeciwu”, o odrzuceniu, z jakim Mesjasz Pański spotka się w swoim narodzie, oraz o upadku wielu w Izraelu. Do tych smutnych słów dorzuca jeszcze inne: o mieczu boleści, który przeniknie Jej matczyne serce. Miecz przeniknie duszę Maryi, aby wyszły na jaw zamysły serc wielu ludzi. Te zamysły ujawnią się przez to, jaka będzie reakcja serc ludzkich na ból Matki Mesjasza, na boleść Jej Niepokalanego Serca, zadaną przez zapowiedziany miecz boleści. Niewrażliwość na ból Matki Zbawiciela będzie w pewnym sensie czymś jeszcze gorszym niż brak wrażliwości na Jego cierpienia, bo odsłoni całkowite zamarcie dobrych uczuć ludzkich. Będzie znakiem najwyższego okrucieństwa, którego nie będzie można usprawiedliwić żadnymi racjami religijnymi, obroną wiary ojców, tradycji itp. Niczym nie można usprawiedliwić obojętności na cierpienie matek patrzących na udręki swoich dzieci. Okrutni byli ci, którzy doprowadzili do śmierci krzyżowej niewinnego Jezusa. Ale ich nieludzkie okrucieństwo ujawniło się może jeszcze bardzie w tym, że byli obojętni na ból, jaki zadali sercu Jego Matki. W tej obojętności ujawniło się ich kamienne serce. Również zamysły naszych serc ukazują się, gdy patrzymy dzisiaj na cierpienie matek, które w wielu częściach świata muszą patrzeć, jak wcieleni do armii i obleczeni w mundury giną ich synowie na wojnach, jak cierpią ich dzieci z powodu głodu i chorób, wywołanych przez chciwość bogatych ludzi. Wielkie jest cierpienie matek, bez względu na ich narodowość czy religię. Słusznie ktoś powiedział, że łzy matek zawsze są tak samo słone. Jeśli zatem ktoś na ich cierpienie staje się niewrażliwy, to ujawnia swoje kamienne serce, jego najokrutniejsze  zamysły, utratę ludzkich uczuć. Aby i z nami nie stało się podobnie, to przynajmniej modlitwą za cierpiące matki pokażmy, jakie są zamysły naszych serc, że nie zostały one pozbawione ludzkich uczuć.

 

3. Miecz boleści przeszył serce Królowej męczenników. W „Litanii Loretańskiej” zwracamy się do Maryi między innymi jako do „Królowej męczenników”. Tak Ją nazywamy, bo sama była męczennicą i opiekuje się tymi, którzy są prześladowani za wiarę w Jej Syna. Matka Najświętsza jest męczennicą, chociaż nikt nie zadał udręk Jej ciału i nie odebrał Jej życia. Stała się męczennicą, bo zapowiedziany przez Symeona miecz przeniknął Jej duszę. Męczennicy za wiarę przelali krew, bo ich ciała zranił miecz lub inne śmiercionośne narzędzie. Maryi nikt nie zabił. Była jednak męczennicą, ale – męczennicą duchową, która wylewała łzy. Sposób, w jaki był traktowany Jej Syn, wywoływał w Niej ciągłe cierpienie. Cyfrę „siedmiu mieczy”, która pojawiła się z czasem w modlitewnej tradycji, można traktować symbolicznie jako „wiele”, „dużo” (por. Mt 18,21). Czyli wiele mieczy boleści przeszyło duszę Maryi. Bardzo i często cierpiała z powodu odrzucania Jej Syna. A nawet obecnie, gdy jest z ciałem i duszą w niebie, z pewnością radości nie wywołuje w Niej lekceważenie Go, odsuwanie Go przez wielu na margines życia osobistego i społecznego, a nawet jawne pogardzanie Nim i Jego zbawczym Krzyżem. I dla nas taki sposób traktowania Tego, który za nas oddał życie na krzyżu, nie powinien być obojętny. Obojętność i lekceważenie Jezusa powinny jak miecz przeszywać nasze serce i sprawiać nam ból. I tak się dzieje, gdy ktoś naprawdę kocha Zbawiciela tak jak Maryja. Natomiast człowiekowi, któremu nasz Pan, Stwórca i Zbawiciel jest obojętny, nie sprawia bólu pogardliwe traktowanie Go. Ludzi prawdziwie kochających Chrystusa zły sposób traktowania Go pobudza do „pocieszania” Go, czyli do szczerego wynagradzania Mu za różne doznawane formy pogardy naszą miłością, naszym pozyskiwaniem dla Niego nowych gorliwych wyznawców i prawdziwych przyjaciół.

 

Prorokini Anna

Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem36 i pozostawała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą.37 Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy.38 (Łk 2,36-38)

Wdowa opowiadająca o Bogu. O Annie św. Łukasz mówi, że była podeszłą w latach wdową, że stale służyła Bogu postami i modlitwami, że nie rozstawała się ze świątynią, że była prorokinią, czyli osobą, którą Duch Święty uzdolnił do ukazywania woli Boga, Jego dzieł i wymagań. Udała się w to miejsce świątyni, do którego przyniesiono Jezusa. Mówiła o Nim to, co Duch Święty jej ujawnił i polecił przekazać tym ludziom, którzy „oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy”, czyli tym, którzy pragnęli Mesjasza, tęsknili za Nim. Nie wiemy dokładnie, co konkretnie o Nim mówiła. Może już w jakiś sposób oczyszczała umysły ludzi z mylnych wyobrażeń o Mesjaszu politycznym. Może powiedziała też coś Maryi, przerażonej słowami Symeona o przyszłym odrzuceniu Jej Syna i o mieczu boleści. Może ta podeszła w latach kobieta pocieszała młodą Maryję i umacniała Ją, podobnie  jak kilka miesięcy wcześniej Maryja dodawała otuchy swojej starszej krewnej Elżbiecie. Może Duch Święty po to skłonił ją do przyjścia do świątyni, aby pocieszyć Matkę Jezusa jakimiś słowami o tym, że Bóg nikogo nie opuszcza w trudnych sytuacjach.

 

Powrót Świętej Rodziny do Nazaretu

A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret.39 (Łk 2,39)

1. Wrócili do Nazaretu. Po wypełnieniu Prawa Pańskiego, którym było obrzezanie i ofiarowanie Jezusa w świątyni, Józef i Maryja powrócili z Nim do Galilei do miasteczka Nazaret. Jednak ten powrót nie nastąpił zaraz, za kilka dni. Zanim powrócili do Nazaretu – który Józef i Maryja opuścili z powodu spisu ludności – czekała ich jeszcze ucieczka do Egiptu z powodu prześladowań wywołanych przez Heroda. Przybyli bowiem ze Wschodu do Jerozolimy Mędrcy zwrócili uwagę tego zazdrosnego władcy na fakt narodzenia się „nowego króla” (Mt 2,1-12). Aby ocalić Jezusa od śmierci z powodu rzezi dzieci, jaką zarządził Herod, Święta Rodzina musiała uciekać do Egiptu. I to z tego kraju, po śmierci zbrodniczego króla, powrócili oni – nie zaraz po „wypełnieniu Prawa Pańskiego”, lecz  po dłuższym czasie – do swego miasta, czyli do Nazaretu. (por Mt 2,19-23)

 

2. Nikt nie jest powołany do zrobienia wszystkiego. Św. Łukasz nie napisał tego, o czym wiemy dzięki Ewangelii zredagowanej przez św. Mateusza, a mianowicie nie wspomniał nic o pokłonie Mędrców, którzy oddali cześć Jezusowi, o rzezi dzieci urządzonej przez króla Heroda, o ucieczce Rodziny Świętej do Egiptu. Duch Święty tak pokierował autorami natchnionymi, że w zapisanej przez nich Ewangelii niektóre wydarzenia powtarzają wszyscy, a o pewnych mówią tylko niektórzy. W tym fakcie znajduje się bardzo pożyteczne dla nas pouczenie Boże, to mianowicie, że nikt nie jest powołany do tego, by samemu zrobić wszystko. Każdy spełnia jakąś konkretną posługę. Jedni ewangeliści mieli nam przekazać takie, a  inni inne wiadomości o Zbawicielu, Jego Matce, uczniach. Dzięki temu uzupełniają się w przekazywaniu nam Bożej prawdy. Ten przekaz stał się dziełem wspólnym. I nas Bóg nie powołuje do zrobienia wszystkiego, lecz tylko czegoś konkretnego. Mamy spełnić swoje życiowe powołanie i włączyć w nie głoszeniem Ewangelii tym ludziom, których Bóg nam powierzy. Najczęściej będzie to własna rodzina, znajomi, spotkani ludzie. Mamy im przekazać to, czego potrzebują do zbawienia. Musimy się jednak pogodzić z faktem, że obok nas są inni głosiciele Jezusa, którzy z prawdą o Nim dotrą do innych ludzi niż my. Musimy z pokorą przyjąć to, że inni może lepiej niż my rozumieją jakąś prawdę o Bogu i przez to uzupełnią  nasze nauczanie o Nim.

Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.40 (Łk 2,40)

1. Tylko Maryja i Józef znali dobrze dziecięce życie Jezusa. Ewangeliści nie znali dokładnie szczegółów z tego okresu Jego życia. Opisali jedynie to, o czym się dowiedzieli od innych. Duch Święty, który czuwał nad redagującym księgę Ewangelii Łukaszem, uznał, że nie musimy znać dokładnie dzieciństwa Jezusa, aby się zbawić. Skłonił go więc do streszczenia tylko jednym zdanie tego, co było najważniejsze we wczesnym okresie życia Jezusa: że wzrastał, nabierał mocy, napełniał się mądrością i łaska Boża spoczywała na nim. Tym stwierdzeniem przypomina wszystkim rodzicom i wychowawcom, w czym powinni pomagać dzieciom. Mają im pomóc w pełnym wzroście nie tylko fizycznym, ale intelektualnym, moralnym, religijnym. Powinni im pomagać nie tylko w rozwoju sprawności ciała, ale także w dochodzeniu do mocy duchowej, w pogłębianiu się w nich Bożej mądrości, czyli Bożego patrzenia na wszystko. Dzieci będą wzrastać duchowo, jeśli spocznie na nich łaska Boża. Dlatego rodzice i wychowawcy powinni otoczyć dzieci swoją modlitwą, nauczyć je szczerej rozmowy z Bogiem i zadbać o to, by spotykały się z Nim na Mszy św., w słowie Bożym, a także w sakramencie spowiedzi i Komunii św. Wielką pomocą w zdobywaniu Bożego widzenia wszystkiego mogą być różne dobre książki, filmy, ilustracje. Aby jednak spełniły one swoje zadanie pomagania w zdobywaniu Bożej mądrości, muszą być wyjaśniane i omawiane przez dorosłych. Trzeba więc znaleźć dla dzieci czas na rozmowę duchową, która stopniowo będzie je uczyć widzenia i oceniania wszystkiego tak, jak Bóg wszystko widzi i ocenia. Można dzieciom opowiadać różne wydarzenia z życia Jezusa i zdobyć dla nich odpowiednie nagrania dźwiękowe lub filmy (np. uwielbiany przez dzieci film „Spotkania z Jezusem” „Latający dom” i inne). Po każdym oglądnięciu przez dzieci bajek lub jakiegoś filmu nie omawiającego wprost spraw religijnych, dorośli powinni porozmawiać z nimi i pomóc w ocenieniu dobrego lub złego postępowania różnych występujących w nim postaci. Przez to pomogą dzieciom dobrze odróżniać zło od dobra i uformują prawidłowo ich sumienia.

 

2. Pokora Boga. Zadziwiająca jest pokora Boga, który stał się prawdziwym człowiekiem. Wcielając się, Słowo Boże – przez które wszystko się stało (J 1,3.10) – poddało się pokornie prawom rządzącym ludzką naturą. Istota nieskończenie doskonała rozwijała się w przyjętej ludzkiej naturze. Najpierw była płodem ludzkim, potem dzieckiem, młodzieńcem i wreszcie dorosłym człowiekiem. Istota wszechmocna i nieskończenie mądra stała się dzieckiem, które musiało nauczyć się chodzić, mówić. Jezus, Syn Boży, w ludzkiej naturze rozwijał się jak inne dzieci: rósł, nabierał mocy, napełniał się mądrością. Wszechmocny stał się dzieckiem potrzebującym opieki dorosłych. Przez poddanie się prawom wzrostu i rozwoju człowieka wcielony Syn Boży potwierdził, że ustalony przez Stwórcę porządek i sposób formowania się każdego człowieka – od zaistnienia w łonie matki aż po wiek dojrzały -  jest dobry. Dobre jest stopniowe rozwijanie się dzieci dzięki pomocy dorosłych, bo również im pomaga wzrastać przez wysiłek wychowawczy, dawany przykład dobrego postępowania, udzielane pouczenia, kontrolowanie – ze względu na nie – swoich zachowań itp.

 

Dwunastoletni Jezus w świątyni

Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy.41 Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym.42 (Łk 2,42)

Jako człowiek, wcielony Syn Boży podporządkował się nie tylko nadanym przez Stwórcę prawom natury, ale także dobrym zwyczajom. Jednym z nich było praktykowane przez Maryją i Józefa pielgrzymowanie co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Był to dobry zwyczaj świąteczny, czyli taki, który przypomina i utrwala w pamięci coś ważnego, zbliża do Boga i do ludzi, nie przynosi szkody. Dobrze byłoby zrobić sobie rachunek sumienia z tego, jakim zwyczajom poddajemy się z okazji różnych świąt. W jaki sposób spędzamy niedzielę, która jest dniem świątecznym? Czy rzeczywiście są to zwyczaje świąteczne dobre, ubogacające duchowo, zbliżające do Boga przez sakramenty, zaznajamiające nas ze słowem Bożym, pogłębiające miłość do ludzi? Albo może rujnują naszego ducha i ciało, odciągają od Boga i uczą egoistycznego zamykania się na bliźnich np. przez gorączkowe zakupy, sprzątanie, objadaniu się, wyczerpywanie się różnymi rozrywkami, brakiem snu i wypoczynku...

Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice.43 Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych.44 Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go.45 Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania.46 Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami.47 (Łk 2,43-47)

Z całą pewnością Jezus nie został w świątyni jerozolimskiej z powodu jakiegoś swojego dziecięcego kaprysu. Nie oddalił się od Józefa i Maryi po to, by zademonstrować swoją wolność. Nie został w Jerozolimie również w tym celu, by zabłysnąć przed duchowymi autorytetami swoją mądrością. Naraził na wielkie cierpienie Maryję i Józefa i pozostał w świątyni, by spełnić jakieś ważne zadanie, powierzone Mu przez Ojca, od którego przyszedł na nasz świat. Tym ważnym zadaniem była rozmowa ze wspomnianymi przez św. Łukasza „nauczycielami”. Jezus nie wygłaszał do nich przemówień, lecz przysłuchiwał się im, zadawał pytania i udzielał odpowiedzi, gdy był pytany. W taki dyskretny sposób pouczał ich, pobudzał do zastanawiania się. Można się domyślać, że przez zadawanie pytań i udzielanie odpowiedzi kierował ich myślenie na oczekiwanego Mesjasza, na Jego duchowe posłannictwo. Rozmawiający z Jezusem nauczyciele nie byli jeszcze źle nastawieni wobec Niego, dlatego bez uprzedzeń i złośliwości pytali Go i słuchali Jego zadziwiająco mądrych odpowiedzi. Przez to uczyli się od Jezusa. Kiedy po kilkunastu latach słyszeli Go ponownie, to wielu z nich – z powodu zazdrości i pychy – nie umiało już przyjmować z otwartym sercem Jego pouczeń. Może dlatego Jezus przyszedł do nich jako młodzieniec, którego jeszcze nie odrzucali, aby otworzyć ich serca na to, czego w niedalekiej przyszłości miał dokonać  jako Mesjasz nie polityczny, lecz duchowy. Chociaż Jezus nie szukał poklasku, to jednak zadziwił ich bystrością umysłu, inteligencją, odpowiedziami, które ujawniały Jego wielką mądrość i znajomość Pisma Świętego.

Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie.48 Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?49 Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.50 (Łk 2,48-50)

1. Dopiero po trzech dniach poszukiwań Józef i Maryja odnaleźli Jezusa rozmawiającego z nauczycielami w świątyni jerozolimskiej. Wiele matek w podobnej sytuacji krzykiem ujawniłoby swój ból i równocześnie złość z powodu samowoli dziecka. Maryja wyraziła jedynie swoje cierpienie i niepokój Józefa, którego nazwała Jego ojcem. Swojego bólu nie ujawniła w formie oskarżeń o nieposłuszeństwo, nakazów, „by szybko wracał do domu” i pouczeniami, „by się to więcej nie powtórzyło”. Swoje cierpienie i zaskoczenie Maryja wyraża pytaniem: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie.” Przez zadanie pytania – zamiast wypowiadania oskarżeń o nieposłuszeństwo – Maryja pozwala Jezusowi się wytłumaczyć. I rzeczywiście to czyni. Wyjaśnia, że posłuszeństwo Bogu nieraz domaga się postępowania, które łączy się z cierpieniem takim, jakie przez trzy dni przeżywała Ona i Józef. Bez zbędnego usprawiedliwiania się Jezus wyjaśnił, że przez to, co zrobił, realizował wolę swojego Ojca, był w tym, co należało do Niego.

 

2. Jezus wiedział, kto naprawdę jest Jego Ojcem. Wiedział też, że jako Syn Boga Ojca powinien Jego sprawy stawiać na pierwszym miejscu i zajmować się tym, co Mu zlecił. W tym wypadku było to porozmawianie z nauczycielami świątynnymi, aby zainteresować ich ważnymi treściami religijnymi. Maryja nazwała Józefa ojcem nie po to, by Jezusa wprowadzać w błąd. Uczyniła to ze względu na otoczenie, aby ludzie nie zastanawiali się nad tym, kto naprawdę jest ojcem Jezusa. Ponadto Józef zasługiwał na miano ojca ze względu na swoją troskliwość i prawdziwie ojcowską opiekę i nad Jezusem.

 

3. Maryja i Józef nie zrozumieli odpowiedzi Jezusa. Nie rozumieli jeszcze w pełni tego, że zajęcie się sprawami Ojca wymagać będzie od Niego zachowań bolesnych dla najbliższych, takich jak opuszczenie ich na jakiś czas, aby zrealizować powierzone Mu przez Boga zadanie. Tak się miało stać za kilkanaście lat, gdy Jezus rozpoczął publiczne nauczanie. Nieraz z wielkim cierpieniem rodziców łączy się fakt, że córka lub syn wybierają życie zakonne albo wyjeżdżają na misje i opuszczają ich na całe życie. A nawet zawarcie małżeństwa przez dzieci może być dla rodziców bolesne, gdy np. osiedlają się ze swoim współmałżonkiem gdzieś daleko. Pociechą powinno być dla nich to, że będą przez całą wieczność ze swoimi dziećmi, jeśli oni i one Boga  postawiły na pierwszym miejscu.

 

Życie po powrocie do Nazaretu

Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany.51 (Łk 2,51a)

Jezus wrócił do Nazaretu, tak jak tego pragnęła Maryja i Józef, i był im poddany. Był poddany także Józefowi, chociaż nie był on Jego naturalnym ojcem. Okazując im posłuszeństwo, Jezus uznał wartość ich wysiłków wychowawczych, ich doświadczenie ludzi dorosłych i dobrą wolę. Mając przy sobie Maryję i Józefa Jezus był w wyjątkowo dobrej sytuacji. Oni bowiem nigdy nie wymagali od Niego czegoś, co byłoby sprzeczne z wolą Bożą. Nigdy nie wywoływali w Nim konfliktu sumienia. Sami okazywali posłuszeństwo Bogu i tego uczyli Jezusa nie tylko słowem, ale i przykładem. Patrząc na nich Jezus poznawał, że czymś najważniejszym w życiu człowieka jest pełnienie woli Ojca niebieskiego. Niestety, nie wszystkie dzieci mają rodziców podobnych pod tym względem do Maryi i św. Józefa. Wiele matek i wielu ojców domaga się od dzieci posłuszeństwa, chociaż sami nie są posłuszni swojemu Ojcu, Bogu. Zwłaszcza swoim przykładem, kłótniami, złym wzajemnym traktowaniem się, obmowami, krytykowaniem, rozwodzeniem się pokazują dzieciom styl życia niezgodny z wolą Bożą. Wszyscy rodzice i wychowawcy w różnym stopniu to czynią. Dlatego powinni oni ciągle pracować nad swoim sposobem postępowania, aby coraz pełniej wypełniać wolę Bożą i uczyć tego wychowywane przez siebie dzieci. Ponieważ jednak jako słabi ludzie zawsze będą pod tym względem upadać, dlatego powinni modlić się za dzieci, aby dawane im mniejsze lub większe zgorszenie jak najmniej psuło te młode istoty, które Bóg powierzył ich wychowywaniu. Czymś bardzo pożytecznym byłoby też powierzenie Matce Najświętszej i św. Józefowi swoich wychowanków. Te święte osoby przyjmą chętnie rolę współwychowawców, uczących życia opartego na posłuszeństwie Bogu.

A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu.51 (Łk 2,51b)

Wierne zachowywanie wspomnień przez Matkę Najświętszą. Maryja zachowywała wspomnienia związane z Jezusem. Zachowywała je „wiernie”, to znaczy dokładnie, tak jak było, bez zniekształceń. A więc wspominała „wiernie” Boga, który nie opuszczał Jezusa, Jej i Józefa w różnych sytuacjach, ujawniał swoją miłość, opiekował się, udzielał pomocy. A tych trudnych sytuacji było wiele, np. brak miejsca w gospodzie, gdy nadeszła dla Maryi chwila wydania na świat Dziecka; niespodziewane słowa Symeona o mieczu boleści, o tym, że Jej Syn będzie odrzucany przez wielu; krwawe prześladowanie wywołane przez króla Heroda i konieczność uciekania do Egiptu; pełne niepokoju szukanie przez trzy dni Jezusa w czasie pielgrzymki do świątyni jerozolimskiej. Wszystkie te wspomnienia, ponieważ były „wierne”, umacniały wiarę Maryi w miłość Boga, w Jego opiekę i pomoc. „Wierne” niezniekształcone wspomnienia pomagały Jej bezgranicznie ufać Bogu, zwłaszcza w sytuacjach trudnych, bolesnych dla Jej matczynego serca. Te „wierne” wspomnienia formowały Ją i przygotowywały na najbardziej bolesne wydarzenie, jakim miało dla Niej być ukrzyżowanie Jej Syna. Przez śmierć miała Go utracić na trzy dni, podobnie jak na trzy dni rozstała się z Nim w czasie pielgrzymki do świątyni jerozolimskiej. Wspomnienia o doznanej miłości i opiece Bożej miały się stać dla Niej obroną przed utratą wiary w dobroć Boga i zaufania Mu w mających nadejść najtrudniejszych dla Niej chwilach. Maryja uczy nas „wiernego” wspominania różnych wydarzeń z naszego życia, czyli pamiętania o tym, że Bóg nas nie opuścił w najtrudniejszych chwilach, na różne sposoby pomagał nas i umacniał. Takie „wierne” wspomnienia nie zatruwają naszego serca. Są potrzebne, bo umacniają naszą wiarę.

Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.52 (Łk 2,52)

1. Mądrość Jezusa. Jezus czynił postępy w mądrości i w latach znaczy, że Jego Boska mądrość, ukryta za ludzką naturą dziecka coraz bardziej się ujawniała w miarę upływu lat. Mądrość, która jest darem Ducha Świętego, powinna się coraz bardziej ukazywać w każdym rozwijającym się dziecku, wraz z jego wzrostem. I tak się stanie, jeśli rodzice mu w tym pomogą, jeśli będą dziecko stale uczyć Bożego patrzenia na wszystko. Rodzice, którzy nie wierzą, tłumią w dzieciach Bożą mądrość, udzielaną przez Ducha Świętego. W jej miejsce rozwijają w nich mądrość ludzką. Jest ona ważna, jednak nie zastąpi Bożej mądrości i nie nauczy jej.

 

2. „W łasce u Boga i u ludzi”. Stwierdzenie to oznacza, że wzrastający Jezus był otoczony przychylnością i życzliwością Boga oraz ludzi. Łaską jest każdy dar Boży. A takim podstawowym darem jest Jego miłość do nas, Jego przychylność, życzliwość. Jezus wzrastał otoczony miłością i życzliwością swojego Ojca niebieskiego. Otaczała Go także życzliwość ludzka: przede wszystkim miłość i życzliwość Maryi i Józefa. Również inni ludzie przychylnie odnosili się do Jezusa. Życzliwość Ojca niebieskiego powinna się stać wzorem dla wszystkich rodziców. Zarówno matka jak i ojciec dziecka powinni tę życzliwość, troskliwość i miłość Boga naśladować. Przez to będą dziecku ukazywać prawdziwe oblicze Ojca niebieskiego. Ułatwią mu zrozumienie, jak dobry jest Pan.

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski

 


 



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań