Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań


ROZWAŻANIE EWANGELII WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA

ROZDZIAŁ 15


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24


Zaginiona i odnaleziona owca

Zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać.1 Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi.2 Opowiedział mi wtedy następującą przypowieść:3

Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zagubioną, aż ją znajdzie?4 A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona5 i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła.6 Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.7 (Łk 15,1-7)

 1. Nazywanie dobra złem przez zdeprawowanych ludzi. Faryzeusze i uczeni w Piśmie oceniali postępowanie Jezusa przez pryzmat swojego zepsucia. Byli zarozumiali i pogardzali innymi ludźmi. Uważali, że tak być powinno. Dlatego wymagali, by i Jezus postępował tak jak oni. Według nich nie powinien dopuszczać do siebie ludzi grzesznych, a ponieważ tego nie czynił, krytykowali Go. Z oburzeniem mówili: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi” (Łk 15,2). Zaślepieni przez pychę i nienawiść niczego nie chcieli się nauczyć od Jezusa. Przeciwnie, próbowali wpłynąć na Niego, aby stał się podobny do nich. Dzisiaj również można spotkać takich jak oni ludzi, którzy nie chcą się nauczyć dobrego postępowania od osób szlachetniejszych od siebie. Zamiast je naśladować, kierują pod ich adresem słowa surowej krytyki i potępienia. Przez potępianie i krytykowanie dobra ujawniają swoją nikczemność.

2. Bóg inny niż faryzeusze i uczeni w Piśmie. Jezus opowiada trzy przypowieści – o zgubionej owcy i drachmie oraz o skruszonym przez miłosiernego ojca synu marnotrawnym (Łk 15,4-32). Przedstawia te przypowieści, aby pouczyć, że miłosierny Bóg bardzo różni się od niemiłosiernych ludzi, a zwłaszcza od bezlitosnych faryzeuszów i uczonych w Piśmie. Różni się od nich nie tylko wszechmocą i innymi swoimi Boskimi przymiotami, ale przede wszystkim sposobem traktowania ludzi słabych, upadających, grzesznych. Nie gardzi nimi jak pełni lekceważenia faryzeusze, uczeni w Piśmie oraz ich współcześni nam naśladowcy, lecz – w przeciwieństwie do nich – kocha ich, nie opuszcza, pomaga zmienić grzeszne życie i zbawia. Różne też są owoce dzieł Bożych i faryzejskich. Miłosierny i kochający Bóg doprowadza wielu grzeszników do zbawienia, natomiast bezlitośni faryzeusze i uczeni w Piśmie nikogo nie ocalają swoją pogardą, lekceważeniem, odrzucaniem i wywyższaniem się.

3. Godność każdego człowieka. „Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zagubioną, aż ją znajdzie?” (Łk 15,4) Nikt – powinna brzmieć odpowiedź na postawione przez Jezusa pytanie. Nikt przecież nie chce marnować pożytecznych dla siebie zwierząt. Słowami przypowieści o zgubionej owcy Jezus usiłuje przemówić do zawziętych serc faryzeuszów i uczonych w Piśmie. Pragnie im wyjaśnić, dlaczego nie unika ludzi grzesznych. Postępuje tak, bo chce ocalić każdego człowieka, który dla Jego kochającego Serca ma ogromną wartość. Zarozumiali faryzeusze potrafili zrozumieć, że nie należy bezmyślnie tracić owiec. Każda przecież jest cenną częścią posiadanego majątku. To rozumieli, nie mogli jednak pojąć pouczenia Jezusa, że każdy bez wyjątku człowiek ma ogromną wartość. Tego nie rozumieli, bo każdy z nich uważał, że to tylko on jest kimś wielkim, godnym Bożej troski i zasługującym na zbawienie. Pycha czyni człowieka ślepym, bo zakrywa przed nim godność innych ludzi. Jest jakby murem, przez który pyszny człowiek nie potrafi dostrzec dobra, chociaż uważa, że wszystko najlepiej widzi i ocenia.

4. Radość w niebie i na ziemi. Z odnalezienia zagubionej owcy cieszy się przede wszystkim pasterz. Napełnia go radość, że udało mu się przynieść ją na swoich ramionach do owczarni. Chce ponadto, aby cieszyli się wraz z nim jego przyjaciele i sąsiedzi. Dlatego zaprasza ich do swojego domu i mówi im: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła”. (Łk 15,6) Jeśli są jego prawdziwymi przyjaciółmi i życzliwymi sąsiadami, to dzielą jego radość. Jeśli jednak udają tylko przyjaźń lub nie są dobrymi sąsiadami, to nie potrafią się z nim cieszyć z odnalezienia zgubionej ukochanej owieczki, która jest obrazem nawracającego się grzesznika. Jezus wyjaśnia: „Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15,7). W niebie raduje się Bóg, Matka Najświętsza, zbawieni, aniołowie. Z powodu nawracania się jakiegoś grzesznika cieszą się także dobrzy mieszkańcy ziemi. Źli się nie radują. Nie cieszą się ci źli, którzy zapełniają piekło, i ci źli, którzy żyją jeszcze na ziemi, ale stanęli mocną stopą na drodze prowadzącej do potępienia i nie chcą z niej zejść. Dobrzy na ziemi i w niebie cieszą się z nawróceń grzeszników, bo rozumieją, że przed nimi otwiera się wieczne niebo. Natomiast to samo nawrócenie doprowadza do złości mieszkańców piekła i ludzi złych na ziemi, bo wiedzą, że nawrócenia osiągną na wieczność to, czego oni nie mają i do czego nigdy nie dojdą: szczęście, radość, pokój. (Więcej o niebie tutaj, a o piekle, tu – także tu)

5. Boże zaproszenie do radowania się z powodu nawróceń. Pasterz, który odnalazł zagubioną owcę, to Bóg Ojciec, Syn Boży, Jezus Chrystus, i Duch Święty. Ten uradowany z odnalezienia zagubionej duszy Bóg zaprasza do dzielenia z Nim Jego ogromnej radości. Zwraca się przede wszystkim do tych, których uważa za swoich „przyjaciół” lub przynajmniej tak bliskich Mu jak zaproszeni przez pasterza z przypowieści Jezusa „sąsiedzi” (Łk 15,6). Tymi „przyjaciółmi” i „sąsiadami”, którzy są zaproszeni do włączenia się w radość Boga, powinni być przede wszystkim chrześcijanie. Niestety, można spotkać pośród nich takich, którzy są oburzeni faktem, że ktoś się nawraca po bardzo złym życiu. Albo nie wierzą w autentyczność jego nawrócenia, albo są rozdrażnieni tym, że pomimo złego życia może osiągnąć zbawienie. Ludzie, którzy nie cieszą się z nawróceń grzeszników, sami potrzebują głębokiego nawrócenia, bo nie są podobni do Chrystusa Zbawiciela i nie pozwalają działać w sobie Duchowi Świętemu. Sami są zagubionymi jak owca grzesznikami, chociaż nieraz wykazują się wielką aktywnością religijną. Ich grzeszność ujawnia się między innymi w niezadowoleniu lub nawet oburzeniu tym, że ktoś po bardzo złym, nawet zbrodniczym życiu, pozwala się dosięgnąć łasce miłosiernego Boga i nawraca się. Ci, których oburzają nawrócenia wielkich grzeszników, powinni odpowiedzieć na skierowane do nich przez Boga zaproszenie do radości: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła” (Łk 15,6). A przede wszystkim powinni samych siebie uznać za zagubione owce.

6. Cierpliwość wobec wszystkich zagubionych owiec. Przypowieść Jezusa o zgubionej owcy ukazuje miłość Boga i Jego cierpliwość względem nas, ludzi grzesznych. Jednak tę miłość i cierpliwość Jezus ukazał nie tylko słowami swojej przypowieści, ale także swoim zachowaniem. Ukazał ją między innymi w sposobie, w jaki potraktował faryzeuszów i uczonych w Piśmie, którzy oburzali się faktem, że zbliżali się do „Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać”, a On na to zezwalał (Łk 15,1). Jezus nie odrzucał celników, grzesznic i grzeszników, którzy Go słuchali, bo wiedział, że wśród nich znajdowali się przyszli święci, Jego wielcy wyznawcy. Jezus nie krzyczał na nieżyczliwych i grzesznych faryzeuszów i uczonych Piśmie, lecz cierpliwie pouczał ich i zapraszał do radowania się z Nim z powodu nawracających się dusz. Swoimi przypowieściami chciał im pomóc się zmienić, bo wiedział, że są bardziej zagubionymi owcami niż celnicy i grzesznicy, którzy przychodzili Go słuchać. Dzięki Bożej opatrzności piękne pouczenia Jezusa dotarły również do nas. Stale przypominają nam, że wraz z Nim, Dobrym Pasterzem, powinniśmy szukać zagubionych dusz, aby je sprowadzić do domu Ojca, w którym również one mają swoje mieszkania (por. J 14,2-3). Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby żadne z tych mieszkań nie pozostało na wieczność puste.

7. Ludzkość zaginioną owcą. Nie tylko pojedynczy ludzie, lecz cała ludzkość stała się zagubioną owcą, bo na samym początku swojego istnienia odeszła od Boga i poszła za zwodzicielem. Aby ją uratować, Syn Boży opuścił niebo i przyszedł na ziemię. Stał się człowiekiem, aby nas odnaleźć i uratować. Gdyby Syn Boży nie wcielił się i nie przyszedł nas odszukać, to wszyscy bez wyjątku ludzie zostaliby potępieni, czyli pozostaliby na zawsze w swoim zagubieniu, którym jest odejście od Boga, od Jego prawdy, prawa i miłości. Nigdy nie wyrazimy w odpowiedni sposób Bogu wdzięczności za to, co w swoim miłosierdziu uczynił, aby nas ocalić od wiecznego potępienia. Dzisiaj również świat błąka się jak uparta owca z dala od Boga, dlatego potrzebuje Dobrego Pasterza, aby przyszedł z mocą Ducha Świętego i pomógł mu się odnaleźć. Aby jednak Chrystus mógł go zanieść na swoich ramionach do Ojca, nie powinien z nich „zeskakiwać”. Gdy będzie to czynił, stale będzie zabłąkaną owcą, przed którą stoi widmo śmierci.

8. Niesienie w objęciach Jezusa i Ducha Świętego. Poszukiwanie zagubionych owiec ciągle trwa, chociaż Jezus odnalazł całą zabłąkaną ludzkość, umierając na krzyżu. Musi ciągle szukać poszczególnych zagubionych ludzi, bo w różnym stopniu opierają się oni łasce i nie chcą przyjąć darów, wysłużonych im przez Jego śmierć krzyżową. Zbawiciel i Duch Święty nadal szukają jednego człowieka po drugim, nie ustają w swoim wielkim poszukiwaniu serc ludzkich. Są one zagubione jak owce, dopóki trwają w zakłamaniu, egoizmie, niewierze i innych grzechach. Pozwalają się Jezusowi i Duchowi Świętemu odnaleźć, gdy przyjmują ofiarowane im łaski i zamieniają się z serc kamiennych w serca wrażliwe, współczujące, kochające Boga i ludzi. Wtedy są niesione na ramionach Jezusa i poruszane przez potężne tchnienie Ducha Świętego, Ducha Miłości. To indywidualne poszukiwanie serc przez Boga będzie trwało aż do końca świata, bo nawet ludzie gorliwi, starający się żyć według Jego woli, zgodnie z sumieniem, mają swoje upadki, przechodzą przez różne kryzysy wiary, w różnym stopniu gubią się w pogoni za bogactwami i przemijającymi przyjemnościami. Zbawiciel i Duch Święty będą dokonywali swoich poszukiwań aż do końca świata, kiedy znajdą się w domu Ojca wszystkie owce, które pozwoliły się ogarnąć ich czułym Boskim ramionom i nie wymykały się z nich.

9. Boskie ramiona. Gdy szukający zagubionej owcy „ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu” (Łk 15,5-6). Tymi ramionami, które Ojciec niebieski wyciąga w stronę zagubionych i grzesznych dusz, jest Jego Syn, który stał się człowiekiem, i Duch Święty. W te dwa swoje „Boskie Ramiona” bierze On błąkających się z dala od Niego, aby ich przyciągnąć i na zawsze przytulić do swojego ojcowskiego Boskiego Serca w niebie. Istnieje wiele religii, w których wierzy się w Boga, jednak odrzuca się te Jego „Boskie Ramiona”, którym są Jezus Chrystus i Duch Święty. Ci, którzy wierzą w Trójcę Świętą, powinni się modlić za tych, którzy w Nią nie wierzą, aby i oni pozwolili się porwać w „Boskie Ramiona”, w nich bowiem jest nasze ocalenie i wieczne zbawienie.

 

Przypowieść o drachmie

Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie?8 A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem drachmę, którą zgubiłam.9 Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca.10 (Łk 15,8-10)

1. Zaskakująco wielka radość. Po odnalezieniu drachmy kobieta zachowuje się podobnie jak pasterz, który odnalazł jedną ze swoich stu owiec: „sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem drachmę, którą zgubiłam” (Łk 15,9). Jednak wielkość jej radości jest trudna do pojęcia. Można sobie wyobrazić, że ktoś się przywiązał do owcy i dlatego martwi się o nią, cierpi, gdy się zgubiła, wytrwale jej szuka, a po odnalezieniu dzieli się swoją radością z przyjaciółmi i sąsiadami (por. Łk 15,6). Trudno jednak sobie wyobrazić, by ktoś do tego stopnia się cieszył z odnalezionej jednej monety, że sprasza do siebie przyjaciół i sąsiadów, aby razem z nim się radowali. Chrystus celowo w przesadny sposób przedstawił w swojej przypowieści radość kobiety, która znalazła zgubioną drachmę. Pragnie nas pouczyć, że Bóg i wszyscy mieszkańcy nieba kochają nas w sposób tak doskonały, że trudno nam sobie to wyobrazić. Nie umiemy tego uczynić, bo nasza miłość nie jest tak wielka jak ich doskonała miłość. (Więcej na temat doskonałości zbawionych w niebie tutaj)

 

2. Drachma ze szczególną podobizną. W przypowieści o zgubionej drachmie ludzie zostali porównani do cennych monet. Jezus posłużył się tym porównaniem, aby podkreślić wartość każdego człowieka, nawet grzesznego. Innym powodem użycia tego porównania mógł być fakt, że na monetach zawszy znajdują się różne wytłoczone znaki, napisy, wizerunki. Również w duszy ludzkiej, w chwili jej stworzenia, został umieszczony szczególny znak: obraz Boga. Jak na drogocennej monecie Stwórca wytłoczył w niej swój obraz i powołał ją do coraz większego upodabniania się do Niego. Chciał, abyśmy na zawsze do Niego należeli i do Niego byli podobni. I tak jest, dopóki człowiek kieruje się dobrocią, miłością, troską o innych, czyli  postępuje na podobieństwo dobrego Ojca, który go stworzył. Jednak na Bożym stworzeniu od początku jego istnienia inna istota pozostawiła swój ślad. Uczynił to szatan, który chciał całkowicie zetrzeć piękno i dobroć Bożych stworzeń. „Małpując” w żałosny sposób Stwórcę, chciał zamienić stworzenia noszące Boży obraz w karykatury Boga. Dlatego upadły duch zwiódł pierwszych rodziców, nakłaniając ich do takiego postępowania, jakim on się kieruje: do pychy, nieposłuszeństwa, kłamstwa, buntu, pogardy, zniesławiania, oczerniania, zwodzenia. Chciał, aby wszyscy ludzie nosili jego obraz i jego podobieństwo, czyli robili to samo, co on czyni. I udało mu się zwieść wielu ludzi. Wielu mu się poddało i nadal poddaje. Idąc za jego radami, stają się jakby zgubionymi monetami, na których zatarły się pierwotnie wytłoczone symbole, cyfry i podobizny. W duszach tych, którzy idą za wskazówkami nieprzyjaciela Stwórcy, zaciera się Jego obraz i podobieństwo do Niego. Ojciec niebieski nie chce jednak stracić drogocennych dusz, cenniejszych niż najbardziej wartościowe monety. Szuka ich tak jak kobieta z przypowieści Jezusa. W tym celu posłał swojego Syna i stale zsyła Ducha Świętego, aby te Boskie Osoby odnalazły zagubione dusze, przylgnęły do nich i ponownie wyryły w nich swój Boski obraz i swoje Boskie podobieństwo: aby je przebóstwiły.

 

3. Szukanie jednej drachmy pomimo posiadania ich wielu. Kobieta z przypowieści Jezusa zaczęła starannie szukać zgubionej drachmy, chociaż miała ich jeszcze dziewięć. Bóg, którego oznacza ta niewiasta, stworzył ogromną ilość dobrych istot. Ich miłość i dobroć cieszy Go. Jednak miłość do stworzeń wywołuje w Nim niepokój, gdy zauważa choćby jedno z nich, które traci swoje duchowe piękno, bo – zamiast kochać tak jak On – staje się demonicznie złe jak zbuntowany Lucyfer. Dobrego Ojca martwi, gdy któreś z Jego dzieci-ludzi zaczyna myśleć, mówić, działać i odczuwać nie na Jego obraz i podobieństwo, lecz na wzór szatana. Stara się więc pomóc duszy, która z własnej winy zatarła w sobie podobieństwo do Niego. Szuka jej przez swojego Syna i przez Ducha Świętego. Gdy Boskim Osobom udaje się skłonić grzesznika do zmiany życia, całe niebo się raduje. Bóg cieszy się, że udało mu się na nowo wytłoczyć w duszy, jak na duchowej drachmie, swój obraz, swoje podobieństwo, swoje piękno. Wszystkie dobre istoty cieszą się, ponieważ dzięki swojemu nawróceniu zły człowiek staje się jakby duchowym lustrem, które w niebie, w niepowtarzalny sposób, będzie przez całą wieczność odzwierciedlać w sobie Boskie piękno i Boską miłość. Powstaje radość „u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca” (Łk 15,10). Cieszy ich to, że przestał być zgubioną drachmą, skazaną na wieczne zatracenie „z daleka od oblicza Pańskiego i od potężnego majestatu Jego” (2 Tes 1,9)

 

4. Staranne przeszukiwanie domu. Wiemy z własnego doświadczenia, że rzeczy, które upadają na ziemię, są łatwiejsze lub trudniejsze do odnalezienia. Niektóre można łatwo znaleźć, bo upadają bardzo blisko, inne natomiast wpadają w różne ciemne i niedostępne zakamarki i dlatego trudno je odszukać. Tak było z drachmą z przypowieści Jezusa, bo kobieta musiała się natrudzić, aby ją odnaleźć. Nie wystarczyło schylić się i podnieść ją. Niewiasta musiała zapalić światło, wymieść dom i szukać starannie, z wielką cierpliwością (por. Łk 15,8). Każdy człowiek jest jak moneta, która upada na ziemię, bo każdy grzeszy. Jednak grzechy są różnej wielkości, dlatego zagubienie duszy bywa większe lub mniejsze. Nad każdym człowiekiem, jak nad upadłą na ziemię drachmą, musi się pochylić Bóg ze swoją łaską, pobudzając do skruchy. Jeśli ktoś przyjmuje Bożą pomoc, czyli rzeczywiście szczerze żałuje z swoje grzechy i pragnie się poprawić, to „odnajduje się”, gdyż sam Bóg trzyma go w swoich rękach. Niektórzy jednak tak daleko odeszli od Niego, że nie chcą porzucić czynionego zła, w którym – jak w kurzu i brudzie podłogi – gdzieś się zagubili i ukryli. Potrzebują bardzo starannego Bożego szukania, bo tak przylgnęli do zła, że już nie potrafią żałować za swoje grzechy. Uważają, że nie czynią żadnego wielkiego zła, a swoje grzechy nazywają czymś słusznym. Z powodu swojej niezdolności do skruchy potrzebują bardzo silnej pomocy Bożej, aby przez dostrzeżenie swoich grzechów, żal za nie i szczere pragnienie poprawy powrócić do swego Stwórcy i Zbawiciela.

 

5. Szukanie przy zapalonym świetle. Kobieta z przypowieści Jezusa wiedziała, że będzie mogła znaleźć zgubioną monetę, gdy zapali światło, czyli sprawi, że jego blask dotrze do drachmy, odbije się od niej i przez to uczyni ją widoczną. Jeśli my z Chrystusem chcemy odnaleźć jakiegoś zagubionego w grzechach człowieka, to powinniśmy się modlić o to, by dotarło do niego światło Ducha Świętego. Jeśli on je dopuści do siebie, to „odnajdzie się”, bo zobaczy siebie w całej prawdzie i rzuci się w ramiona Bożego miłosierdzia, aby tam znaleźć oczyszczenie z grzechów, pokój ducha i zbawienie.

 

6. Dom wymieciony i pełen światła. Kobieta, która zgubiła drachmę, nie tylko zapaliła światło, ale jeszcze wymiotła dom (por. Łk 15,8). Można się w tym doszukać ważnego dla każdego z nas pouczenia. Otóż jeśli chcemy pomóc jakiemuś grzesznikowi w nawróceniu się, to powinniśmy stale robić porządek we własnym życiu moralnym. Trzeba w sakramencie pojednania często „wymiatać dom” swojej duszy, aby Bóg usunął z niej bród i śmieci grzechów. Kiedy zostaniemy oczyszczeni z nich, to będziemy mogli oddziaływać na zagubionego w swoich grzechach człowieka nie tylko naszymi pouczeniami, radami, upomnieniami, ale także przykładem życia świętego, wolnego od egoizmu, pokornie poddanego Bożemu prawu. Nasze życie, oparte na Ewangelii, stanie się dla błądzącego bliźniego światłem, które będzie mu pokazywać drogę powrotu do Boga, drogę zbawienia. (Więcej o sakramencie pojednania i o dobrym korzystaniu z niego tutaj)

 

7. Radość wśród aniołów Bożych. Jezus mówi, że wielka radość panuje wśród aniołów Bożych, gdy jakiś grzesznik się nawraca (por. Łk 15,10). Określenie anioł oznacza albo istoty duchowe, bezcielesne, które mieszkają w niebie, albo Bożych posłańców. W tym drugim znaczeniu „aniołami” są także ludzie, gdy spełniają jakąś zleconą przez Boga misję, np. ewangelizują, apostołują, ukazują Boże miłosierdzie. Do „aniołów” w jednym i drugim znaczeniu odnosi się stwierdzenie Jezusa: „Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca” (Łk 15,10). Wszyscy, którzy kochają tak jak Bóg, cieszą się z nawróceń. Radość panuje wśród istot duchowych w niebie oraz pośród ziemskich „aniołów”, Bożych posłańców, którymi są między innymi gorliwi głosiciele Dobrej Nowiny. Z nawróceń radują się wszyscy, którzy mają ducha Bożego. Ogarnia ich radość z tego powodu, że w nowych duszach rozkwitła łaska, wysłużona przez bolesne wywyższenie Jezusa na krzyżu. Cieszą się zwłaszcza wtedy, gdy zmieniły się serca, które wcześniej nie tylko bez miłości u ufności, lecz wręcz z nienawiścią patrzyły na drzewo krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata – ich Zbawienie. Nie cieszą się natomiast z przemiany życia grzeszników duchy upadłe, mieszkańcy piekła, demony i ludzie do nich podobni, tacy jak faryzeusze z czasów Chrystusa i ci dzisiejsi, do których Jezus kieruje pouczenie o potrzebie radowania się z nawróceń, zawarte w przypowieści o zgubionej owcy, drachmie i o synu marnotrawnym (por. Łk 15).

 

8. Zagrożenie możliwością „zgubienia się”. Przypowieści Jezusa o owcy i o drachmie pokazują pewne poważne zagrożenie, któremu my, ludzie, podlegamy, chociaż posiadamy rozum. Jest nim możliwość „gubienia się”, oddalania się od Boga. To zagrożenie, któremu podlegają istoty rozumne, Chrystus ukazuje mówiąc o stworzeniach, które rozumu nie posiadają. Ani owca, ani moneta nie ma zdolności myślenia, gubić się jednak potrafi. Owca, jako zwierzę, umie się poruszać o własnych siłach, potrafi przemieszczać się w różnych kierunkach. Dopóki podąża za stadem idącym za pasterzem, nie gubi się. Jeśli jednak zatrzyma się albo zmieni kierunek, oddali się od stada i od jego przewodnika. Moneta nie potrafi się poruszać, jednak ma swoją masę, dlatego w każdej chwili może upaść na ziemię. Ponadto jest okrągła, może więc się potoczyć gdzieś daleko i przez to „zgubić się”. Powrócić do miejsca, w którym była przed swoim upadkiem, nie potrafi. Jeszcze bardziej niż owca musi być „odszukana”, „odnaleziona”. Można sobie wyobrazić, że zgubiona owca bezmyślnie krąży, chodzi w różnych kierunkach i w końcu szczęśliwym trafem dociera do owczarni. Moneta jednak, która gdzie się potoczyła, nie potrafi wrócić tam, gdzie była przed swoim upadkiem. Jezus poucza nas, że zgubimy się, jeśli jak owca przestaniemy podążać za Nim, naszym Przewodnikiem. Stanie się tak, jeśli pójdziemy za swoimi zachciankami i pożądliwościami. Zgubimy się, jeśli – jak spadająca na ziemię moneta – bez oporu poddamy się egoizmowi. Jeśli Bóg nam nie udzieli odpowiedniej pomocy, to o własnych naturalnych siłach nie „odnajdziemy się”, czyli nie wrócimy do Niego. Bez Jego łaski grozi nam wieczne trwanie „w zagubieniu”, czyli piekło. (Więcej o piekle TUTAJ,  i tu)

 

Przypowieść o marnotrawnym synu

Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów.11 Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich.12 Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie.13 A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek.14 Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie.15 Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.16 Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę.17 Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie;18 już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników.19 Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go.20 A syn rzekł do niego: Ojcze zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem.21 Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi!22 Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się,23 ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić.24 Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce.25 Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć.26 Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone ciele, ponieważ odzyskał go zdrowego.27 Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu.28 Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi.29 Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę.30 Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy.31 A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się.32 (Łk 15,11-32)

1. Przypowieści o słabości człowieka i o Bożej ratującej miłości. O tym, że można się oddalić od Boga i do Niego wrócić, Jezus mówi posługując się przykładem owcy, drachmy oraz młodego, lekkomyślnego człowieka. We wszystkich tych trzech przypowieściach znajdujemy zachętę do radości z powodu nawrócenia się grzesznika. Jednak każda z nich mówi przede wszystkim o miłości i pomocy Boga, bez której żaden grzesznik by do Niego nie powrócił. W przypowieści o owcy miłość Boża ukazana jest jako troskliwość pasterza; w przypowieści o drachmie – jako gorliwość szukającej starannie kobiety; w przypowieści o synu marnotrawnym – jako niezmienna miłość ojca, która skłania lekkomyślnego syna do powrotu do niego. Te trzy przypowieści przedstawiają to, co jest główną treścią objawionej nam Dobrej Nowiny: grzeszność człowieka i Boże miłosierdzie.

 

2. Rozdzielenie cennego majątku. Jeden z dwóch synów, młodszy, poprosił ojca o część majątku. Powiedział: „Ojcze daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich” (Łk 15,12). Syn otrzymał od ojca to, o co prosił, bo nie domagał się czegoś złego. Każdy z nas – tak jak ten młody człowiek – otrzymał od Boga jakąś „część majątku”, którą jest nasza dusza, ciało, osobowość, uzdolnienia psychiczne i fizyczne. Wielkim majątkiem jest otrzymany od Boga czas ziemskiego życia i wolna wola. Stwarzając ludzi, Bóg porozdzielał pochodzący od Niego „majątek” różnych darów. I ja otrzymałem jakąś jego część, którą mogę się w różny sposób posługiwać, tworząc w sobie i wokół siebie dobro lub zło. Mogę uszczęśliwiać lub unieszczęśliwiać tym, co posiadam, czyli samym sobą.

 

3. Ewa, Adam i syn marnotrawny. Pod pewnym względem sytuacja dwóch braci z przypowieści Jezusa o synu marnotrawnym przypominała sytuację określoną w Piśmie Świętym jako raj. Bracia ci byli pod opieką ojca, tak jak Adam i Ewa przez łaskę znajdowali się w ramionach kochającego Boga. On troszczył się o stworzonych przez siebie ludzi, aby niczego im nie brakowało, tak jak to czynił dobry ojciec syna marnotrawnego i jego brata. Jednak to, co zapewnił im ojciec, nie wystarczało jego młodszemu synowi. Gdy tylko otrzymał należną mu część majątku, zabrał wszystko „odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił” otrzymane dobra „żyjąc rozrzutnie” (Łk 15,13). Porzucił dom ojca, porządek i ład, który tam panował. Zrezygnował z dostatku rodzinnego domu, aby ułożyć sobie życie po swojemu, według swojego planu i kaprysów. To samo uczynili pierwsi rodzice. Oni także postanowili żyć inaczej, niż tego oczekiwał od nich Stwórca, czyli – bez przestrzegania Jego prawa, bez liczenia się z Jego wolą. I młodszy syn, i Adam i Ewa szybko przekonali się jak bolesne jest życie, które dobrowolnie wybrali: życie budowane wyłącznie na swojej woli, bez liczenia się z autorytetem i prawem Istoty Najwyższej i Najmądrzejszej. Brat syna marnotrawnego także opuścił dom, ojca i domowników. Uczynił to po powrocie swojego lekkomyślnego brata – w sposób gorszy niż on to zrobił, bo ze złością na niego i z niesłusznymi pretensjami do ojca. Tych dwóch braci ukazuje ciągłe odchodzenie ludzkości od Boga, które zapoczątkowali Adam i Ewa. Do tych „odchodzących” zalicza się również każdy z nas.

 

4. Oddalenie się od ojca. Młodszy syn, po otrzymaniu części ojcowskiego majątku „odjechał w dalekie strony” (Łk 15, 13). Nie musiał odjeżdżać daleko, jednak zrobił to, bo chciał się całkowicie odizolować od swojego ojca. Nie chciał się z nim spotykać nawet sporadycznie, aby nie ulegać jego wpływom. Chciał żyć całkowicie „po swojemu”, bo w tym dopatrywał się wolności, wolał więc nie widzieć ojca, a nawet o nim zapomnieć. Przewidywał, że jeśli to zrobi, to sumienie będzie go mniej dręczyło z powodu marnowania otrzymanego od ojca majątku. Postępowanie syna marnotrawnego ukazuje ważny aspekt grzesznego życia, który nazywa się trwaniem w stanie grzechu ciężkiego, czyli śmiertelnego. Trwanie to jest jakby udaniem się „w dalekie strony”, czyli oddaleniem się od Boga-Miłości, zerwaniem więzi z Nim, pogrążeniem się świadomie i dobrowolnie w tym, co jest dalekie od Niego: w grzesznym egoizmie, obojętności na innych i nienawiści.

 

5. Nie pracował, lecz trwonił. Lekkomyślny młody człowiek wiedział, że w domu ojca musiałby pracować tak jak jego starszy brat i słudzy, aby rodzinny majątek nie został zmarnowany i mógł służyć wszystkim, zapewniając życie zasobne, spokojne i bezpieczne. Nie chciał trudzić się dla dobra swojego i wspólnego. Wolał egoistycznie wykorzystać to, co zdobył bez wysiłku. Szybko więc roztrwonił otrzymane dobra. Każdemu z nas grozi coś podobnego, gdyż popełniany grzech jest marnowaniem wielkich darów, które zdobył dla nas Jezus przez wielki trud swojej męki i śmierci na krzyżu. W bólu, opuszczeniu, męczarniach fizycznych i psychicznych wysłużył dla nas wielki „majątek” łask, które hojnie rozdaje. Kiedy grzeszymy, trwonimy dary, które noszą na sobie ślady krwi Jezusa, przelanej na krzyżu. Stajemy się podobni do marnotrawnego syna, który nic nie robił dla dobra innych i w dodatku przepuścił to, co inni w codziennym trudzie także dla niego wypracowali.

 

6. Cierpienie pomocą w opamiętaniu się. Gdy lekkomyślny młodzieniec „wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek” (Łk 15,14). Główną przyczyną odczuwania tego niedostatku przez marnotrawnego młodzieńca było to, że roztrwonił otrzymaną od ojca część majątku. Gdyby bowiem tego nie uczynił, to w czasie klęski głodu, która dotknęła krainę, mógłby szukać pożywienia gdzie indziej. Miałby środki na przemieszczenie się w inne strony, które klęska głodu nie dotknęła. Ponieważ jednak roztrwonił wszystko, nie miał już pieniędzy na nic: ani na drogą żywność, ani na podróż w inne rejony. Lekkomyślnego młodzieńca dotknęło wielkie cierpienie, które jednak okazało się dla niego błogosławieństwem. Zaczął bowiem myśleć o swojej przeszłości, o swoim egoistycznym sposobie życia, który nikomu, nawet jemu samemu nic dobrego nie przyniósł. W odczuwanych cierpieniach musiał się zastanawiać nad tym, co byłoby, gdyby żył inaczej, mniej egoistycznie. To zastanawianie się nad swoim postępowaniem było wejściem na drogę radykalnego przekształcenia swojego życia. Krytyczna refleksja nie nad innymi, lecz nad sobą, jest zawsze dla każdego pożyteczna. I mnie przyniesie pożytek częste odpowiadanie sobie na pytania: „Jak żyję? Kto ma pożytek z tego, co czynię? Czy mój styl życia naprawdę przynosi korzyść mnie i bliźnim?”. Bardzo często ludzie zadają sobie te pytania dopiero wtedy, gdy zaczynają tak jak syn marnotrawny odczuwać bolesne skutki swojego złego postępowania, bo – podobnie jak on – popadają w ruinę duchową lub materialną. Gdy cierpienie doprowadza do podobnej refleksji, staje się błogosławieństwem. Ogromna ilość ludzi nigdy by się nie nawróciła, gdyby nie dotknęło ich cierpienie. Wielu przeżyłoby całe życie w sposób egoistyczny i weszłoby do wieczności jako egoiści – czyli jako istoty, które nie mogą przebywać w niebie, krainie istot kochających w sposób doskonały. (Więcej o niebie tutaj i tu)

 

7. Przypomnienie sobie dobrego ojca. Kłopoty lekkomyślnego młodzieńca powiększały się. Szukał pracy i znalazł ją. Jednak zatrudnił się u człowieka równie egoistycznego jak on sam, dbającego wyłącznie o dobry stan swojej trzody. Aby jego świnie miały opiekę, zatrudnił marnotrawnego młodzieńca. Miał je paść, jednak za swoją pracę nie dostawał nawet takiego jedzenia, jakie jadły te zwierzęta. Patrzył więc na nie z zazdrością. Pragnął „napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał” (Łk 15,16). I wtedy, gdy cierpienia spowodowane przez jego lekkomyślność, klęskę głodu i nieuczciwość pracodawcy nawarstwiały się, przypomniał sobie rodzinny dom, panującą tam atmosferę i przede wszystkim swojego dobrego ojca. Wszystko, co mu się przypomniało, kontrastowało z tym, co musiał przeżywać z powodu swojego egoistycznego i lekkomyślnego życia. Uświadomił sobie wyraźnie dobroć i sprawiedliwość swojego ojca. Różnił się on zdecydowanie od człowieka, który kazał mu paść świnie, nie dając za to nawet przyzwoitego jedzenia. „Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników” (Łk 15,17-19). Młodego człowieka ocaliło nie tylko krytyczne spojrzenie na swoje przeszłe życie, ale przede wszystkim myśl o ojcu, głębokie przekonanie o jego dobroci. Zrodziło ono ufność, większą niż lęk przed nim i przed koniecznością upokorzenia się. Wiara w dobroć ojca ułatwiła mu podjęcie mądrej decyzji o powrocie do niego. Ludzkość, podobną do marnotrawnego syna, może uratować wiara w miłość i miłosierdzie Boga, naszego Ojca niebieskiego. Wiara ta uratuje pogrążony w różnych kłopotach świat, jeśli podobnie jak ten młody człowiek, podejmie on mądrą decyzję o powrocie do Boga, swojego Ojca, Stworzyciela i Zbawiciela. Nie ma innego sposobu pokonania nękających ludzkość problemów.

 

8. Przełamana pycha. Cierpienia, które spadły na rozrzutnego młodzieńca, pobudziły go do myślenia. Skłoniły go do przypominania sobie ojcowskiego domu, w którym niczego mu nie brakowało, bo nad wszystkim czuwał dobry ojciec. Jednak przykre przeżycia nie doprowadziłyby go do podjęcia decyzji o powrocie, gdyby w swoim sercu nie pokonał pychy, lękającej się uznania swoich porażek, błędów, grzechów i przyznania się do nich. Na szczęście młodemu człowiekowi udało się odblokować w sobie ten wielki hamulec powstrzymujący go przed powrotem do ojca, którym była pycha. Przełamał ją i zdecydował się wrócić do rodzinnego domu i przyznać się przed ojcem do swoich grzechów. Aby jak marnotrawny syn wrócić do Boga po swoim upadku, trzeba wiary w Jego miłosierdzi. Potrzeba także pokory, gotowości przyznania się do swoich grzechów. Są jednak ludzie, którzy nie wracają do Boga, bo albo nie wierzą w możliwość uzyskania Jego przebaczenia, albo powstrzymuje ich przed tym ich pycha. Nawet przed samym Bogiem, wszechwiedzącym i miłosiernym, nie chcą się przyznać do swoich grzechów i błędów. Wolą w nich trwać niż się upokorzyć, prosząc o przebaczenie. Pycha jest tajemnicą życia daleko od Boga niektórych ludzi, którzy nie powracają do Niego, chociaż wierzą w Jego istnienie.

 

9. Niespodziewanie szybkie spotkanie z ojcem. Spotkanie z ojcem nastąpiło szybciej, niż się tego spodziewał powracający do niego syn, bo „gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go" (Łk 15,20). Podobnie jest z nami, gdy ze skruchą zwracamy się do naszego Ojca niebieskiego. Gdy przez szczery, płynący z serca akt żalu kierujemy nasze spojrzenie ku Niemu, On sam wychodzi nam na spotkanie. Wraz ze swoim Synem, Jezusem Chrystusem, i z Duchem Świętym podchodzi bardzo blisko, bo aż do samej naszej duszy i wnika w nią, i bierze w swoje Boskie ramiona. Jak ojciec syna marnotrawnego tylu nas do swojego Boskiego Serca – do tego nieustannie kochającego Serca, któremu każde nasze odejście przez grzechy sprawia ból. Takim wielkim przytuleniem nas przez miłosiernego Boga jest sakrament spowiedzi.

 

10. Grzech przeciw Bogu i człowiekowi. Życie młodzieńca nie było przykładne, dlatego nie zasługuje na naśladowanie. Jednak ten sam młody człowiek dał przykład pełnego pokory nawrócenia się. Powiedział bowiem do ojca: „Ojcze zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem” (Łk 15,21). Uznał się winnym przed Bogiem i przed drugim człowiekiem i to wyraźnie wypowiedział: najpierw w swoim sercu, kiedy się zastanawiał nad tym, co ma powiedzieć ojcu (Łk 15,17-19), a potem głośno – przed nim. W sakramencie pokuty podobnie jak on przyznajemy się przed spowiednikiem do tego, co powinniśmy najpierw wyznać w swoim umyśle i sercu – to, że wielokrotnie grzeszyliśmy przeciw Bogu i człowiekowi w myślach, słowach, uczynkach i różnych zaniedbaniach dobra, które mogliśmy wykonać i rozszerzać w swoim najbliższym otoczeniu i w całym świecie. Przez swoje grzechy burzyliśmy królestwo dobrego Boga i budowali królestwo zła, które przez swoje egoistyczne życie dorzucaliśmy do zła już istniejącego i wywołującego ludzkie cierpienia.

 

11. Koniec cierpień syna i udręk ojca. Przyznanie się do swoich grzechów w ojcowskich ramionach zakończyło dla syna i ojca czas udręk. Dla syna zakończył się okres głodu i pustki, jaką wytwarza egoistyczne życie, dla ojca natomiast czas niepokoju o niego: niepokoju uzasadnionego, bo wiedział on, do czego było zdolne jego dziecko. Mądry ojciec mógł sobie dobrze wyobrazić rujnujący styl życia, wybrany przez syna. Przewidywał jego szaleństwa, gdy będzie daleko od niego, od jego życzliwych rad i pouczeń. Każdy człowiek, który przez nawrócenie wraca do Boga, uwalnia się od wielu cierpień i przynosi ulgę Nieskończonej Miłości, pełnej troski i niepokoju o jego los.

 

12. Koniec okresu złudzeń i zwodniczych marzeń. Powrót młodszego syna do ojca zakończył okres złudzeń, którym uległ, opuszczając rodzinny dom: okres marzeń o nieograniczonej wolności bez odpowiedzialności. Myślał, że daleko od ojca znajdzie samą radość, że bez przerwy będzie żył w szczęściu. Tak się jednak nie stało. Z pewnością nie był w pełni szczęśliwy nawet wtedy, gdy trwonił zdobyty łatwo majątek. Musiał bowiem bez przerwy zagłuszać swoje sumienie, które mówiło mu, że nie żyje tak mądrze i dobrze jak jego ojciec i ci wszyscy, którzy przebywają w jego domu. Wyrzutów sumienia z pewnością nie mógł w pełni uciszyć, chociaż odjechał daleko od ojca i oddawał się wyłącznie rozrywkom. Z niepokojem sumienia – nawet mocno zagłuszanym przez różne przyjemności – nie można żyć w pełnym pokoju i radości. Ponadto nadmiar rozrywek rodzi zmęczenie, niedosyt i głód kolejnych przyjemnych doznań, których nie da się zgromadzić i przechowywać. Dlatego powstają nowe pragnienia czegoś przyjemnego. Lekkomyślny młodzieniec musiał przynajmniej w pewnym stopniu odczuwać, że egoistyczne i konsumpcyjne życie nie przynosi pełnej radości. Potem, gdy już nie miał za co się bawić, do głodu rozrywek dołączył się jeszcze głód fizyczny.

Podobnie jak z lekkomyślnym synem dzieje się z wielu ludźmi na świecie, którym wydaje się, że gdy odrzucą Boga, Jego naukę, Jego prawo, to będą żyli w szczęściu i pokoju. Wielu np. walczy o prawo do zabijania dzieci w każdym momencie przed narodzeniem, bo wydaje im się, że takie wyzwolenie się z Bożego przykazania: „Nie zabijaj”, uszczęśliwi ich i dzieci, które są nieszczęśliwe, bo ich nikt nie zabił. Jednak niezgodne z Bożymi przykazaniami postępowanie nie przynosi pokoju nawet wtedy, gdy ktoś próbuje uspokoić swoje wyrzuty sumienia i dodatkowo jeszcze chce prawa, które mówiłoby, że „w pewnych wypadkach” zamordowanie niewinnego i bezbronnego dziecka jest dobrem. Przypowieść Jezusa o synu marnotrawnym poucza, że wprowadzanie zasad i praw „dalekich od prawa Bożego” nikomu nie przynosi szczęścia, tak jak oddalenie się lekkomyślnego młodzieńca od ojca nie przyniosło mu upragnionej radości. Spokój i radość odnalazł dopiero wtedy, gdy znalazł się w ramionach kochającego ojca, przy jego sercu, a potem w jego domu, w którym panował ustanowiony przez niego mądry i dobry dla wszystkich porządek. Podobnie stanie się ze społeczeństwami: gdy wrócą do porządku ustalonego przez Boga, Ojca i Stwórcę, skończy się dla świata czas udręk i niepokoju. Jeśli jednak ludzkość zamiast u Boga będzie szukać ratunku u różnych „właścicieli świń”, tak jak to zrobił przed swoim powrotem do domu syn marnotrawny, to będzie dotkliwie cierpieć, tak jak on cierpiał głód u człowieka, u którego się zatrudnił.

 

13. Przyjęty jak prawdziwy syn. Powracający młodzieniec wyznał z pokorą przed wzruszonym ojcem: „już nie jestem godzien nazywać się twoim synem” (Łk 15,21). Ojciec odpowiedział mu na to nie słowami lecz czynami. Zwrócił się do swoich sług z poleceniem: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić” (Łk 15,22-24). To wszystko lepiej niż słowne zapewnienia pozwoliło zrozumieć powracającemu synowi, że ojciec nie traktuje go jak żebraka, któremu udziela skromnego wsparcia, lecz jak syna. Podobnie zachowuje się wobec nas Bóg, nasz Ojciec niebieski. Gdy przez grzechy oddalamy się od Niego, niepokoi się o nasz wieczny los, bo nas kocha jako swoje dzieci. Kiedy wracamy, przez wszystkie łaski, których nam udziela, daje nam do zrozumienia, że nie przestał nas uznawać za swoje dzieci i że nadal nas kocha swoją nieskończoną miłością.

 

14. Radość i gniew. Ojciec bardzo się cieszył z powrotu syna. Swoją radością chciał się podzielić ze wszystkimi domownikami. Zorganizował więc wielką ucztę z muzyką i tańcami. Powiedział do sług: „Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić” (Łk 15,23-24). We wspólne radowanie nie chciał się włączyć tylko starszy brat, który akurat powracał z pola. Gdy był „blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone ciele, ponieważ odzyskał go zdrowego” (Łk 15,25-27). Ta wiadomość rozgniewała go. Nie cieszył się z powrotu brata, dlatego nawet nie chciał wejść do domu. Zachował się jak faryzeusze, których drażniło to, że do Jezusa zbliżali się celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać, a On nie tylko ich przyjmował, ale nawet jadał z nimi (por. Łk 15,1-2)

 

15. Różne ocenianie siebie i innych. Przypowieść Jezusa o synu marnotrawnym pokazuje, jak mogą się różnić między sobą oceny ludzi odnoszące się do własnej osoby i do innych osób. I tak lekkomyślny syn, który zmarnował otrzymaną od ojca część majątku, widział siebie jako grzesznika, który zgrzeszył przeciw Bogu i przeciw ojcu, przez co stracił prawo do nazywania się jego synem. Uważał, że odtąd może być najwyżej jednym z jego najemników (por. Łk 15,18-19). Ojca natomiast uważał za dobrego i sprawiedliwego, za kogoś, komu można zawsze zaufać. Ojcowska dobroć ukazywała się mu jeszcze wyraźniej w zestawieniu z jego grzesznością. Inne natomiast były oceny wydane przez starszego brata. Siebie widział jako dobrego syna, który od wielu lat służył ojcu i nigdy nie przekroczył jego rozkazu. Ojca natomiast uważał za stronniczego i postępującego niesprawiedliwie, bo nie dał mu nigdy koźlęcia, żeby się zabawił z przyjaciółmi, a gdy wrócił jego syn, który roztrwonił jego majątek z nierządnicami, kazał zabić dla niego utuczone cielę (por. Łk 15,29-30). Starszy syn siebie oceniał zbyt dobrze, a ojca – zbyt źle, bo ogarnął go niesłuszny gniew z powodu sposobu traktowania jego marnotrawnego brata. Ponadto jeszcze uległ pysze, a ta wada zawsze ukazuje nam samych siebie w sposób przesadnie dobry, a innych – jako gorszych, niż są w rzeczywistości. Pokora, poczucie winy pomagają nam widzieć siebie i innych w sposób prawdziwy, natomiast pycha i gniew – zaślepiają i skłaniają do przesadnego i niesłusznego krytykowania bliźnich. Gdy ogarnia nas gniew, lepiej milczeć niż mówić, bo można wypowiedzieć rzeczy nieprawdziwe i krzywdzące.

 

16. Wielki „majątek” świata. Ojciec zapewnił starszego syna, że wszystko co jego należy także do niego, jego dziecka (por. Łk 15,31). Swoją chęcią dzielenia się i obdarowywania ukazuje nam Ojca niebieskiego, Boga, który przewyższa każdego ziemskiego ojca nie tylko miłością i pragnieniem dawania, ale także swoją potęgą. Przejawem Bożej miłości obdarowującej jest świat oddany w ręce człowieka. To hojne obdarowanie przez Boga człowieka ukazane zostało w pełnym zdumienia, wdzięczności i uwielbienia Psalmie 8: „O Panie, nasz Panie, jak przedziwne jest Twoje imię na całej ziemi! Tyś swój majestat wyniósł nad niebiosa. Sprawiłeś, że na przekór Twoim przeciwnikom usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę, aby poskromić nieprzyjaciela i wroga. Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło palców Twoich, na księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, czym syn człowieczy, że troszczysz się o niego? Uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów, uwieńczyłeś go czcią i chwałą. Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich, wszystko złożyłeś pod jego stopy: Owce i bydło wszelakie, i dzikie zwierzęta, Ptaki niebieskie i ryby morskie, wszystko, co szlaki mórz przemierza. O Panie, nasz Panie, jak przedziwne jest Twoje imię na całej ziemi!” Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu. Jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen. Wspaniały świat jest darem Stwórcy. Jest jakby częścią Jego majątku, którą nam, ludziom, dał jako wspólne dobro. Mamy się nim posługiwać lepiej, niż uczynił to marnotrawny syn, który roztrwonił wszystko, co otrzymał.

 

17. Wszystko moje do ciebie należy. Starszy brat – rozgniewany z powodu serdecznego przyjęcia, jakie zgotował ojciec lekkomyślnemu swojemu młodszemu synowi – usłyszał pełne serdeczności i miłości słowa: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy” (Łk 15,31). W tych słowach ukazuje się dobroć Boga w stosunku do nas, Jego dzieci. Nasz Stwórca nie zadowala się tym, że wraz z istnieniem dał nam różne uzdolnienia, a także wspaniały stworzony świat. Tak jak ojciec z przypowieści Jezusa powtarza tym, którzy trwają przy Nim: „wszystko moje do ciebie należy”. To Boże dzielenie się z nami swoim „Wszystkim” widzimy w szczególny sposób w Komunii św., kiedy przychodzi nas sam Bóg i Człowiek, Jezus Chrystus, włączając nas w życie całej Trójcy Przenajświętszej. Gdybyśmy wniknęli głębiej w tę tajemnicę, nie przestawalibyśmy Bogu dziękować.

 

18. Był umarły, a znów ożył. Zagniewanemu starszemu bratu, który nie chciał wejść do domu, ojciec życzliwie i cierpliwie tłumaczył: „A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” (Łk 15,32). Był martwy duchowo, to znaczy jakby nie istniał dla innych jako ktoś pożyteczny, pomagający, sprawiający prawdziwą radość. Jego egoistyczny styl życia przynosił ojcu i innym tylko smutek, tak jak zasmuca śmierć bliskiej osoby. Każdy człowiek żyjący w stanie grzechu śmiertelnego jest duchowo umarły. Istnieje w stanie śmierci, bo zabił w sobie miłość do Boga i do ludzi, uśmiercił w sobie dobroć i wrażliwość na los innych. Jego serce jest zimne jak zwłoki umarłego.

 

19. Znów ożył. Syn marnotrawny – jak to wyjaśnił jego starszemu bratu ojciec – „był umarły, a znów ożył” (Łk 15,32). Ożył, gdy powrócił do ojca, czyli do tego, który dał mu życie i podtrzymywał je, zapewniając wszystko, co do jego utrzymania było konieczne: dach nad głową, pożywienie, ubiór, wychowywanie przez dobre rady, przykład i tworzenie atmosfery zaufania i miłości. My, istoty stworzone przez Boga, żyjemy Jego życiem prawdy i miłości, gdy trwamy przy Nim, gdy karmimy się Jego słowem i innymi Jego darami. On bez przerwy podtrzymuje nie tylko nasze życie naturalne, ale także – nadprzyrodzone. Gdy odchodzimy od Niego, popełniamy „duchowe samobójstwo”, chociaż nieraz zdaje się nam, że wkraczamy w „pełnię życia”, tak jak się to wydawało marnotrawnemu synowi, który opuścił ojca i oddał się wyłącznie rozrywkom. Wszechmogący Bóg potrafi nas ożywić. Dzieje się tak wtedy, gdy powracamy do Niego, tak jak syn marnotrawny powrócił do swojego ojca.

 

20. Powaga grzechu. Ojciec zachęcał swojego starszego syna do radości z powodu powrotu jego brata. Powiedział: „A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” (Łk 15,32). To, co zrobił młodszy syn, ojciec nazwał „śmiercią” i „zgubieniem się”, a więc czymś bardzo groźnym dla niego. Nie nazwał jego postępku łagodnymi słowami w rodzaju, „młodzieńczy wybryk”, „lekkomyślne zachowanie”. Nie. Powiedział: „był umarły”, „zaginął”. Użyte przez ojca słowa opisują tajemnicę i niezwykłą powagę tego, co nazywa się grzechem śmiertelnym, czyli ciężkim. Taki grzech nie jest tylko jakimś „uchybieniem”, „pomyłką” lecz prawdziwą nadprzyrodzoną śmiercią łaski, miłości, dobra, prawdy. Nie jest – jak się nieraz sądzi – wolnością, wyzwoleniem się, czy nawet „pełnią życia”, lecz zagubieniem się. Grzech śmiertelny jest zaginięciem, spowodowanym zejściem z drogi dobra, Bożych przykazań, czyli z drogi prowadzącej do wiecznego szczęścia w domu Ojca.

 

21. Dobrowolne „zgubienie się”. Młodszy syn „zaginął, a odnalazł się” (Łk 15,32). O grzechu, który jest zaginięciem człowieka, mówią także przypowieści o zabłąkanej owcy i o zgubionej drachmie (Łk 15,1-10). W tamtych przypowieściach „zaginięcie” ukazuje się trochę jako rezultat przypadku, nieuwagi, a odnalezienie – wyłącznie dziełem szukającego pasterza lub kobiety, która zgubiła monetę. Inaczej przedstawia grzech jako „zaginięcie” przypowieść o synu marnotrawnym. Podkreśla ona, że nie było ono wynikiem żadnej nieuwagi, lecz przemyślanej decyzji. Syn postanowił odejść od ojca i zrobił to. Decyzja była lekkomyślna, lecz świadoma, dobrowolna. Odejście było przemyślane, zaplanowane i wykonane. Zostało poprzedzone proszeniem o należną mu część majątku. Nie było wynikiem chwilowego kaprysu, o czym świadczy także fakt, że syn nie myślał o powrocie do ojca, dopóki nie zaczął boleśnie odczuwać skutków swojego złego postępowania. Syn „zaginął” zupełnie dobrowolnie, z pełną świadomością tego, że porzuca mądrego i dobrego ojca, że rezygnuje z takiej formy życia, jaka obowiązywała w jego domu rodzinnym. Podobnie jest z grzechem ciężkim. Grzeszący nie podlega jakiemuś „samoczynnemu” procesowi zagubienia się, lecz je wybiera świadomie i dobrowolnie. Sam decyduje się na porzucenie wyznaczonej przez Boże przykazania drogi dobra i wchodzi na ścieżki samowoli, egoizmu, zła. I błąka się po nich, oddalając się coraz bardziej od Boga, którego dobrowolnie porzucił, świadomie lekceważąc Jego świętą wolę wyrażoną w przykazaniach, w Jego prawie miłości.

 

22. Dobrowolne „odnalezienie się”. Przedstawione w przypowieściach Jezusa odnalezienie zgubionej owcy i drachmy dokonało się nieco inaczej, niż „odnalezienie się” syna, który „zaginął, a odnalazł się” (Łk 15,32). Jako człowiek –  w przeciwieństwie do owcy i monety – mógł on podjąć świadomą i dobrowolną decyzję i rzeczywiście ją podjął. Postanowił wrócić do ojca i postanowienie wykonał. Dzięki temu „odnalazł się”. Ojciec jednak przez swoją dobroć i sprawiedliwość odegrał wielką rolę w podjęciu zbawiennej decyzji syna. Nie wróciłby on do domu, gdyby zachował w pamięci ojca okrutnego, surowego, mściwego, który nigdy nikomu niczego nie przebaczał. Wspomnienie dobrych cech ojca było dla syna „łaską”, która pomogła mu się nawrócić, czyli powrócić do tego, od którego świadomie odszedł. Możemy pomóc jakiemuś człowiekowi wrócić do Boga, jeśli uświadomimy mu, jak dobrą Istotę lekceważy i znieważa: nie tyrana lecz Ojca.

 

23. Aktywność ojcowskiej miłości. Ojciec syna marnotrawnego wydaje się bierny, zwłaszcza gdy go zestawimy z pasterzem, bardzo aktywnie szukającym zgubionej jednej ze swoich stu owiec lub z kobietą, która wymiata całe mieszkanie, aby znaleźć zgubioną drachmę (por. Łk 15,1-10). Ojciec cierpi, tęskni, kocha syna, ale wydaje się nie robić nic, aby sprowadzić go z powrotem do domu. Mógł przecież posłać za nim sługi, aby go namawiali do powrotu. Mógł się dowiedzieć, w jakiej jest sytuacji materialnej, i posłać mu pieniądze. O niczym takim przypowieść nie mówi. Ojciec powstrzymywał się od podobnych działań, ponieważ był mądry i wiedział, że takie postępowanie jeszcze bardziej zepsułoby syna, bo miałby środki na swoje hulaszcze życie. Nigdy nie powróciłby do domu. Trwałby w swoim zepsuciu do końca życia, trwoniąc otrzymywaną regularnie pomoc. Wbrew pozorom ojciec nie był bierny. Jego największą aktywnością była miłość do syna. To ona ostatecznie sprowadziła go do domu. Dzięki niej zdecydował się wrócić. Nie bał się pozostać u ojca, gdy zobaczył serdeczne przyjęcie, jakie mu zgotował. Ociec „szukał” swojego syna miłością, a potem, po powrocie, tą miłością chronił go od ponownego opuszczenia rodzinnego domu. Nie narzucał się synowi inną, bardziej zewnętrzną formą „szukania” go, bo wiedział, że nie będzie skuteczna.

 

24. Szanowanie wolności. Ojciec nie stosował wobec swojego lekkomyślnego syna przemocy. Nie chciał go sprowadzać do domu siłą, posyłając po niego sługi. Nie zrobił tego, bo wiedział, że przez to by go nie uszczęśliwił. Przeciwnie, doprowadziłby do niepotrzebnych kłótni, awantur, zepsucia rodzinnej atmosfery. Sprowadzony przemocą syn czułby się w ojcowskim domu jak w więzieniu, nie mógłby bowiem żyć tak, jak mu się podobało: bez żadnych obowiązków wobec innych, wyłącznie na zabawach. Ojciec czekał więc z utęsknieniem na dzień, kiedy syn przypomni sobie o nim i wróci do niego dobrowolnie – nawet tylko po to, by sobie poprawić los. Bóg, nasz Ojciec, także czeka z tęsknotą na dzień, w którym świat pogrążony w różnych nieszczęściach przypomni sobie o Nim i wróci do Niego jak marnotrawny syn. Tego, kto to zrobi, nie odrzuci, bo jest Ojcem pełnym czułości i kochającym każdego człowieka.

 

25. Los starszego brata. Przypowieść o dobrym i miłosiernym ojcu mówi, że został on opuszczony nie przez jednego, lecz przez dwóch synów. Młodszy opuścił go z powodu marzeń o nieograniczonej swobodzie, z tęsknoty za rozrywkami i życiem bez żadnych zasad moralnych i kontroli. Starszy natomiast nie chciał wejść do domu po powrocie młodszego marnotrawnego brata i – tak jak on wcześniej – przebywał w oddaleniu od ojca. Nie chciał wejść do domu z powodu złości na brata i ojca (por. Łk 15,25-27). Obraził się na wszystkich. Czy po słowach ojca, który wyszedł, aby mu wszystko wyjaśnić, powrócił do niego, brata i domowników? Na to pytanie św. Łukasz, który przedstawia nam przypowieść Jezusa, nie daje odpowiedzi. Starszy syn mógł wrócić, gdy usłyszał spokojne i pełne miłości ojcowskie wyjaśnienia. Ale – w złości i pod wpływem pychy, oceniającej własne postępowanie jako nienaganne, a ojca i brata jako złe – mógł opuścić dom na dłużej lub na stałe, zależnie od tego, w jakim stopniu zapanowały nad nim te dwa grzechy.

 

26. Obraz nieba, piekła i czyśćca. Przypowieść Jezusa nie mówi, czy starszy syn posłuchał ojca i wrócił do domu. Gdyby tak się stało, byłby podobny do swojego młodszego brata, który – po okresie błędów – opamiętał się i wrócił do ojca. Byłby przykładem wszystkich ludzi, którzy nawracają się, wchodzą na drogę zbawienia i osiągają je. Mogło być też inaczej. Mógł on jeszcze przez jakiś czas z powodu złości przebywać poza domem lub nawet w jego wnętrzu, ale bez pełnego włączania się w panującą tam radość, bo nie pozwalało mu na to jego wewnętrzne rozdrażnienie. Mógł tak długo nie uczestniczyć we wspólnej radości, aż się całkowicie „oczyści” ze swojego gniewu, złości i pychy. Gdyby tak postąpił, to byłby przykładem ludzi, których dusze idą po śmierci do czyśćca, aby tam pozbyć się wszystkich śladów grzechów, które – jak gniew starszego syna – uniemożliwiają przeżywanie szczęścia nieba. I wreszcie syn mógł się do tego stopnia unieść gniewem i pychą, tak się obrazić na wszystkich, że odszedł z domu na zawsze. W tym wypadku jego los byłby obrazem wiecznego potępienia, które jest nieprzemijające z powodu nieustającej nienawiści do Boga i do zbawionych. Piekło jest wieczne z powodu trwających wiecznie nieuzasadnionych pretensji – jak pretensje starszego syna do ojca – iż rzekomo z powodu Boga potępieni muszą być na zawsze w piekle. A przecież to nie Ojciec niebieski lecz zawziętość potępionych istot powoduje, że trwają one w bolesnych i wiecznych płomieniach. (Więcej o niebie, czyśćcu i piekle tutaj, tutaj, tutaj  i tu)

 

27. Pomoc sług, okazana powracającemu synowi. Kiedy ojciec usłyszał słowa skruchy, wypowiedziane przez powracającego marnotrawnego syna: „Ojcze zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem” (Łk 15,21), zwrócił się do sług z poleceniem jak najszybszego zajęcia się nim. Był to nakaz przynaglający do szybkiego działania. Ojciec „rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” (Łk 15,21-24). Można w tych słowach przypowieści doszukać się zapowiedzi Kościoła, który Jezus formował przez swoją działalność. Jego słudzy będą mieli obowiązek szczególnego troszczenia się zwłaszcza o wielkich grzeszników, bo ich zbawienie najbardziej jest zagrożone. Skierowane do nich polecenie: „szybko” – to nakaz gorliwego wypełniania powierzonego im zadania zajmowania się grzesznymi ludźmi. Tak jak słudzy z przypowieści Jezusa mają przywrócić nawracającym się grzesznikom utraconą godność i nakarmić ich duchowym pokarmem, aby nabrali sił do nowego życia w Chrystusie. (Więcej o Kościele Chrystusa i jego zadaniach tutaj)

 

28. Szata, pierścień, sandały, uczta. Słudzy z polecania ojca mieli przyoblec syna, który powrócił, w najlepszą szatę, na ręce dać mu pierścień i sandały na nogi. Ponadto mieli go nakarmić na wspólnej i radosnej uczcie (por. Łk 15,21-24). To, co mieli dać synowi, nie było ich własnością lecz jego ojca. Podobnie jest w Kościele Chrystusowym. Szafarze sakramentów i głosiciele słowa Bożego rozdają drogocenne łaski, które nie od nich, lecz od Boga pochodzą. Sprawują także Eucharystię, wielką ucztę dziękczynną, na której pokarmem jest sam Chrystus. Bóg jest głównym Zarządcą Kościoła i kieruje nim, tak jak ojciec z przypowieści Jezusa kierował swoim domem.

 

29. „Bóg większy od naszego serca”. Kiedy nieczułe serce syna marnotrawnego – jakby martwe z powodu egoizmu – ożyło, zaczęło odczuwać troski innych. Pojawiły się więc wyrzuty sumienia, bo syn zrozumiał, że swoim sposobem życia zgrzeszył przeciw Bogu, Ojcu niebieskiemu, i przeciw ojcu ziemskiemu, czyli przeciwko drugiemu człowiekowi, któremu zadał wielkie cierpienie. Zgrzeszył przeciw Bogu, bo zlekceważył Jego przykazanie nakazujące miłować bliźnich i szczególnie czcić swojego ojca i swoją matkę. Uznał swój grzech, który wyrzucało mu jego sumienie. A do oskarżenia serca dołączyła się jeszcze jedna niepokojąca myśl – ta mianowicie, że nie jest już godzien nazywać się synem swojego ojca, nie zasługuje na to zaszczytne imię (por. Łk 15,17-21). I tak jest z każdym człowiekiem pokornym, który uznaje swoje grzechy. Jak syn marnotrawny czuje się niegodny przed Bogiem. Ale wtedy ukazuje się radosna prawda, ujawniona nam przez św. Jana, który powiedział: „A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko” (1 J 3,20). Kiedy więc serce oskarża nas, że z powodu naszej grzeszności nie zasługujemy na nazwę dzieci Bożych, i wyznajemy to jak syn marnotrawny, to Ojciec niebieski bierze nas w swoje ramiona i tym gestem pokazuje, że dzięki swojej miłości jest większy od naszego oskarżającego serca. Nie tylko słowami lecz przede wszystkim  czynami uspokaja nas i pokazuje nam, że dla Niego nadal jesteśmy dziećmi, które kocha i chce przez wieczność obsypywać swoimi łaskami.

 

30. Pełne miłości współczucie i surowy osąd. Starszy syn był bardzo surowy wobec swojego młodszego brata. Po jego powrocie ze złością oskarżył go przed swoim ojcem: „...wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami” (Łk 15,30). Nawet nie nazwał go swoim bratem. Widział w nim tylko grzeszne czyny i surowo go za nie osądził. Ojciec również znał grzeszne życie swojego syna, jednak nie na złych czynach się skoncentrował, lecz na nieszczęściu, jakie one sprowadziły na jego kochane dziecko: śmierć i zagubienie się (por. Łk 15,22-32). W podobny sposób patrzy na nasze grzechy Bóg Ojciec. Przerażają Go one, bo wie, jakie cierpienia ściągają na nas na ziemi i jakie sprowadzą na nas w wieczności, jeśli ich nie porzucimy. Dlatego robi wszystko, abyśmy ich nie popełniali, podobnie jak rodzice narkomana z powodu miłości do swojego dziecka usiłują je wyzwolić z tego nieszczęścia. Ważne jest, by w każdym grzeszniku widzieć nie tylko jego grzechy, ale człowieka nieszczęśliwego, który jeszcze dodatkowo przygotowuje sobie tragedię wieczną.

 

31. „Był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. Ojciec zachęca wszystkich obecnych w domu, a potem starszego rozgniewanego syna, do radości, bo – jak mówi – „ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić” (Łk 15,24). I istotnie był powód do radości, bo lekkomyślny syn mógł trwać w swojej duchowej „śmierci” i w swoim „zaginięciu” nie tylko do końca ziemskiego życia, ale również przez całą wieczność. Końcem bowiem trwania bez nawrócenia w stanie grzechu ciężkiego jest wieczne potępienie w piekle, nazywane inaczej „śmiercią” wieczną lub wieczną „zgubą”, wiecznym „zatraceniem”. Od tego wiecznego nieszczęścia ratuje człowieka tylko powrót do Boga, naszego Ojca. On nikogo, kto do niego przychodzi, nie odepchnie. Przeciwnie, uratuje od wiecznej śmierci, od wiecznej zguby – od wiecznego piekła.

 

32. Obdarowywanie dobrymi darami. Kiedy grzeszny syn powrócił do ojca, ten nakazał mu dać najlepszą szatę i sandały, a na ręce włożyć pierścień ze złota. Polecił też go nakarmić i dlatego kazał zabić utuczone cielę (por. Łk 15,22-23). Okazał się bardzo dobrym, kochającym i hojnym ojcem, który daje tylko to co wartościowe. Z jeszcze większą miłością i hojnością działa Bóg, który ciągle obsypuje nas swoimi darami. Udziela tylko darów dobrych, złych nie daje, bo jest dobry. Przez swoje hojne i życzliwe obdarowywanie zachęca nas do dzielenia się z naszymi bliźnimi tym, co posiada prawdziwą wartość: poczynając od dobrych  słów, natchnionych przez Bożą mądrość, aż po inne pożyteczne dary – duchowe i materialne.

 

33. Stojący blisko domu. Gdy wracający z pola starszy syn był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Wtedy przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Dowiedział się, że w domu ojca panuje radość z powodu powrotu jego młodszego brata (por. Łk 15,25-28). Gdy to usłyszał, nie chciał wejść, chociaż znajdował się bardzo blisko drzwi wejściowych. Nie wszedł, bo nie chciał dzielić tego, czym żyli w jego domu. On miał swój odmienny pogląd na sprawę powrotu grzesznego brata. Jego nie cieszył jego powrót, lecz drażnił. To, co inni przyjmowali z radością, on przyjmował ze złością. Każdego dnia ujawnia się wielu ludzi podobnych do starszego brata, którzy są blisko domu Bożego, czyli Kościoła, bo zostali ochrzczeni. Nie wchodzą jednak do niego w pełni, bo nie chcą dzielić panujących tam poglądów, wiary, przekonań, moralności. Na wiele spraw patrzą inaczej, nie zgadzając się z poglądami wierzących w Chrystusa i przyjmujących w pełni Jego nauczanie, np. inaczej niż Kościół traktują zabijanie dzieci w łonie matek. Ochrona poczętego życia nie cieszy ich, lecz złości. Dziecko, które już w łonie swojej matki posiada stworzoną przez Boga nieśmiertelną duszę, uważają za zlepek tkanek, za bezosobową jak ręka lub noga część organizmu kobiety. Nie uważają za konieczne urodzić je i ochrzcić, aby zostało obmyte z grzechu pierworodnego i uświęcone przez łaskę. Przez takie poglądy stoją tylko „ciałem” blisko Kościoła, jednak „sercem” do niego nie wchodzą, bo nie przyjmują jego nauczania.

 

34. „Syn twój”... „brat twój”... Starszy brat gardził swoim młodszym bratem i krytykował go z powodu jego złego życia, tak jak wielu z nas nie potrafi nic więcej zrobić dla grzesznych bliźnich, jak tylko oskarżać ich i okazywać im pogardę. Wielu nie uważa ich za swoich biednych i potrzebujących  pomocy braci i siostry. Są podobni do starszego syna, który swojego brata nie nazywa „bratem” i ojcu mówi o nim jako „o jego dziecku”, aby dać mu do zrozumienia, jak bardzo nieudanego ma swojego jednego syna. Zwraca się z wyrzutem do ojca: „Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę” (Łk 15,30). Ojciec natomiast nadal traktuje z miłością jak swoje dziecko grzesznego syna i przypomina rozgniewanemu starszemu synowi, że nadal ma brata. Mówi: „A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” (Łk 15,32). Tymi słowami przypomina również nam, że grzesznych ludzi, którzy budzą w nas odrazę z powodu swoich wielkich występków, trzeba nadal traktować jak braci i siostry i modlić się za nich, bo są umarli i zagubieni. Trzeba się modlić za nich i pościć, aby przyjęli łaskę nawrócenia i znów „ożyli”, i „odnaleźli się”.

 

35. Nowe sandały. Po powrocie młodszego syna ojciec polecił sługom, by mu dali sandały. Powiedział: „dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi!” (Łk 15,22) Młodzieniec otrzymał nowe sandały, bo stare zapewne zupełnie zniszczył. A pełnią one bardzo pożyteczną funkcję: ułatwiają chodzenie po nierównej drodze, chronią nogi przed zranieniem i zabrudzeniem. W sandałach można widzieć symbol różnych łask Bożych, nazywanych przez teologię łaskami uczynkowymi, bo dary te spełniają dla duszy podobne zadanie jak sandały dla nóg. Łaski uczynkowe chronią nas przed zranieniem duszy grzechami i przed ich brudem. Pomagają nam poruszać się po trudnych drogach dobra; ułatwiają wytrwałe podążanie drogą wiodącą do nieba. Bóg dostosowuje łaski uczynkowe do naszej osobowości, aby działały w nas bardzo skutecznie. Dary te można wypraszać u Boga dla siebie i dla innych. Warto prosić o nie dla swoich dzieci, aby dobrze przeszły przez drogę swojego życia i dotarły do nieba.

 

36. Najlepsza szata. Grzeszny syn, gdy powrócił, nie miał na sobie wspaniałej szaty, lecz podarte łachmany. Dlatego ojciec, gdy to zobaczył, rzekł do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi!” (Łk 15,22). Podobnie jak syn marnotrawny ma na sobie duchowe łachmany człowiek stale żyjący w grzechach. Nie ma na sobie szaty miłości i podobieństwa do Chrystusa, którą otrzymał w sakramencie chrztu. Zużył i podarł tę szatę przez egoistyczny sposób życia, przez pychę, zazdrość, nieczystość, chciwość, złość, rozleniwienie i zajmowanie się swoim ciałem, z pominięciem rozwijania swojego ducha ─ przez rozważanie słowa Bożego, modlitwę, sakramenty i dobre czyny. Kiedy jednak grzeszny człowiek przez skruchę i postanowienie poprawy wraca do Boga, tak jak syn marnotrawny powrócił do swojego ojca, to otrzymuje szatę łaski uświęcającej. Bóg daje ją nam w sakramencie pojednania. Przez ten wspaniały dar Boży – jak mówi św. Paweł – „przyoblekamy się w Chrystusa” (por. Rz 13,14) (Więcej o łasce uświęcającej tutaj)

 

37. Dwa różne sposoby przedstawiania Bogu siebie i innych ludzi. Zapewne zdarza nam się mówić o sobie Bogu. Przedstawiamy mu siebie, opisujemy przed Nim swoje postępowanie, a także mówimy Mu o innych ludziach. Nasze mówienie Bogu o sobie i o innych albo jest podobne do słów wypowiedzianych przez syna marnotrawnego przed swoim ojcem, albo do wypowiedzi jego starszego brata. Pierwszy mówi: „Ojcze zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. (Łk 15,21) Słowa drugiego brzmią odmiennie: „Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. (Łk 15,29-30) Młodszy syn ze skruchą wyznaje swoją grzeszność, starszy natomiast mówi tylko o swoich dobrych czynach i o złym postępowaniu ojca i brata. Odmienny sposób przedstawiania siebie i innych przed Bogiem ukazuje również przypowieść Jezusa o celniku i faryzeuszu, którzy przyszli modlić się do świątyni. „Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co posiadam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” (Łk 18,11-13) Mówienie tych dwóch ludzi przypomina sposób przedstawiania siebie i innych Bogu przez starszego i młodszego syna. A co ja mówię przed Bogiem o sobie i o bliźnich? Co przeważa w moich wypowiedziach – pycha lub płynąca z pokory skrucha? (Więcej o pysze i pokorze tutaj, a o żalu za grzechy – tutaj)

 

38. Trzymanie się na boku od tego, czym żyje Kościół. Gdy starszy syn wracał z pola i „był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce” (Łk 15,25). Od sług dowiedział się, jaki jest powód panującej tam wielkiej radości, nie chciał się jednak do niej przyłączyć. Zachował się jak dzieci, o których Jezus powiedział: „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili” (Mt 11,17). Stojący blisko domu, a nie wchodzący do niego starszy syn podobny jest to chrześcijan, którzy nie chcą się włączyć w życie liturgiczne Kościoła. Nie interesują ich ani radosne święta, ani nawoływanie do pokuty, nawrócenia i postów. Żyją swoim życiem, odizolowani wenętrznym murem od tego, czym żyje Kościół. Nie włączają się w jego liturgię, nie uczestniczą w Mszy św., nie przystępują do sakramentów. Gorszą przez to dzieci, bo swoim złym przykładem uczą je podobnej obojętności.

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski


 



Powrót do strony głównej

Tytuły rozważań