Rozważanie Ewangelii według św. Marka


Tytuły rozważań


ROZDZIAŁ 3


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16


UZDROWIENIE W SZABAT

Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę.1 A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć.2 On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: «Stań tu na środku!».3 A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?» Lecz oni milczeli.4 Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!». Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa.5 A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.6 (Mk 3,1-6)

Nie wszyscy chcieli widzieć w Jezusie Mesjasza i Zbawiciela

„A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć.” (Mk 3,2) Różne było nastawienie tych, którzy przychodzili do Jezusa. Jedni byli spragnieni Jego nauczania, bo pociągała ich prawda i dobro. Inni szukali Jego pomocy w chorobach lub opętaniach. Była jeszcze jedna grupa nieodstępujących od Niego. Tworzyli ją ludzie uważający się za duchowe elity. Ci szli tam, gdzie się znajdował, jednak duchowo się do Niego nie zbliżali. Śledzili Go, żeby móc Go oskarżyć, podważyć przed ludźmi Jego autorytet, a nawet Go zabić. Oni nie szli do Niego jak do Zbawiciela. Jezus przed nimi uzdrowił człowieka z uschłą ręką. Pokazał im przez to, że potrafi i chce uzdrowić każdego. Śledzącym Go dał do zrozumienia, że też mogliby doznać uzdrowienia, którego bardzo potrzebowali. Oni jednak woleli Go śledzić, aby siebie i innych przekonać, że nie jest Mesjaszem, lecz grzesznikiem naruszającym szabat. Nie chcieli w Nim widzieć Kogoś, kto nauczy ich dobrego postępowania, lecz – zwodziciela i oszusta. Ci ludzie, chociaż podchodzili do Jezusa i nawet z Nim rozmawiali, duchowo nie zbliżali się do Niego, lecz coraz bardziej się oddalali, otaczając się skorupą pogardy, zazdrości i pychy.

Zamknięcie się na prawdę głoszoną przez Jezusa

„On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: «Stań tu na środku!». A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?» Lecz oni milczeli.” (Mk 3,3-4) Jezus polecił choremu człowiekowi stanąć na środku, aby go wszyscy zobaczyli i okazali mu swoje współczucie. Nie zamierzał ulegać zastraszeniu ze strony faryzeuszów i ukrywać swojego dobrego czynu przed nikim, uzdrawiając chorego potajemnie. Chciał też wszystkich pouczyć, że dobry Bóg chce dobrych czynów zawsze, także w szabat. Ten, który jest Dobry, nie chce też nigdy żadnego zła, również tego, które polega na zaniechaniu możliwego do wykonania dobra. Jezus wiedział, że posiada moc uzdrawiania, która była czymś dobrym. Nie przyszedł nikogo zabijać, lecz ocalać życie.
Tego, co było oczywiste dla Jezusa i wszystkich szlachetnych ludzi, nie umieli poprzeć faryzeusze. Nie potrafili się jednoznacznie opowiedzieć po stronie dobra. Milczeli, kiedy usłyszeli pytanie, na które odpowiedź była oczywista: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?» (Mk 3,4) Jezus zadał im to pytanie, aby pobudzić ich do czynienia dobra przynajmniej w szabat. Chociaż faryzeusze nie posiadali mocy uzdrawiania chorych, to jednak mogli się zdobyć na odruch współczucia wobec człowieka z uschłą ręką. Aby ich do tego pobudzić, Jezus polecił mu stanąć pośrodku. Chciał wszystkim pokazać cierpiącego człowieka, który zasługuje na współczucie. Nie wzbudził jednak litości w sercach faryzeuszów. Poczuli się upokorzeni, bo zrozumieli, że postępowanie Jezusa – w przeciwieństwie do ich zachowania – było słuszne i dobre. Zamiast uznać swój błąd i z wdzięcznością przyjąć Jezusowe pouczenie, „wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.” (Mk 3,6)

Czynić to, co czyni Trójosobowy Bóg: nie zło, lecz dobro

„A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?» Lecz oni milczeli.” (Mk 3,4) Trzy Boskie Osoby są Jedynym Bogiem dobrym, dlatego zawsze czynią dobro. Zła nie czynią. Stwarzają życie i podtrzymują je. Człowieka pragną napełnić Bożym życiem – takim, które uzdolni go na zawsze żyć podobnie jak Bóg, czyli służąc dobru i czyniąc nie zło, lecz dobro.
Dzień święty – a takim był dla Żydów szabat – ma kierować myśli do Boga, aby od Niego uczyć się działania. Ono zaś zawsze jest dobre, służące dobru, tworzące je, rozwijające i podtrzymujące. Dla chrześcijan dniem Pańskim jest niedziela. Ten dzień święty powinien skłaniać wierzących do myślenia o Bogu i pobudzać do spotkania się z Nim, zwłaszcza w Eucharystii. Ten dzień przypomina wierzącym o Trójcy Przenajświętszej, jedynym Bogu, który czyni dobro i do podobnego działania powołuje wszystkie swoje rozumne stworzenia. Wierzący, rozważając wielkie dzieła Pańskie, powinni zrozumieć dobre Boże działanie i rozumnie je naśladować. Ono bowiem wypływa z miłości, ponieważ Trójosobowy Bóg jest wieczną Miłością.

Dobroć Jezusa i skamieniałe serca faryzeuszów

„A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?» Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!». Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa.” (Mk 3,4-5) Jezus dokonał cudu w szabat. Uzdrowił człowieka z uschłą ręką. Faryzeusze czegoś podobnego nie potrafili uczynić, dlatego Jezus od nich tego nie wymagał. Domagał się jednak od nich współczucia wobec chorego i uczciwości w myśleniu i działaniu. Mieli się zastanowić nad Jego pytaniem i dać przynajmniej sobie odpowiedź: „Oczywiście, w szabat należy czynić dobrze a zła unikać, a życia nie niszczyć, lecz je ocalić”. Nie dali jednak takiej odpowiedzi. Pytanie Jezusa pominęli milczeniem. Zatwardziałość ich serc wywołała smutek i gniew Jezusa, który ujawnił się w Jego spojrzeniu. „Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!». Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa.” (Mk 3,5) Jezus oczekiwał od nastawionych wrogo do Niego ludzi, że nie będą mu przeszkadzać czynić dobrze. Nie doczekał się jednak tego. Faryzeusze bowiem nie przyznali Mu racji, lecz „ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić” (Mk 3,6) Ich serca były zatwardziałe, jakby z kamienia, na którym nie potrafi wzrosnąć żadna roślina dobra i prawdy. Słowa Jezusa zostały pominięte złowrogim milczeniem, a dobry czyn nie skłonił ich do dobra, lecz do nienawiści. Szukali sposobu, w jaki można Go zgładzić.

NAPŁYW LUDU

Jezus zaś oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei,7 z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach.8 Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli.9 Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć.10 Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: «Ty jesteś Syn Boży».11 Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.12 (Mk 3,7-12)

Jezus, Uzdrowiciel ciał, dający życie wieczne

„Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć.” (Mk 3,10) Wielu szukało uzdrowienia ze swoich chorób. Dlatego wszyscy cisnęli się do Jezusa, aby się Go dotknąć. „Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli.” (Mk 3,9) Łódź była przygotowana nie tylko dla bezpieczeństwa Jezusa i Jego uczniów, ale również po to, by umożliwić Mu nauczanie. Syn Boży bowiem przyszedł na świat, aby swoim słowem i miłością dotknąć ludzkich serc i przynieść im duchowe uzdrowienie. Tłumy cisnęły się do Jezusa, aby dzięki dotknięciu się Go uzyskać zdrowie ciała. On jednak chciał im dać życie i zdrowie duchowe przez nadprzyrodzone dotknięcie ich dusz i serc Swoim słowem. Dlatego miał przygotowaną łódź, aby w każdej chwili móc przekazywać tłumom życiodajne słowo Boże. Każdy, kto to słowo przyjął przez wiarę, pozwalał Jezusowi uzdrowić swoją duszę i napełnić ją życiem wiecznym. To samo wywołuje również dzisiaj przyjęte słowo Boże – daje duchowe zdrowie i życie wieczne.

Dotknięcie się Jezusa i Komunia z Nim

„Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć.” (Mk 3,10) Wielkim wysiłkiem dla ludzi w tłumie było osobiste zbliżenie się do Jezusa, aby Go dotknąć i otrzymać łaskę uzdrowienia. Gdyby Jezus pozostał na ziemi w takiej postaci, jak żył pośród narodu żydowskiego, niewielu na świecie by Go spotkało osobiście, aby z Nim porozmawiać i otrzymać potrzebne łaski. Bóg o tym dobrze wiedział, dlatego w swojej mądrości przewidział inny bieg wydarzeń niż ci, którzy marzyli o zbudowaniu przez Jezusa potężnego politycznie i gospodarczo mesjańskiego królestwa. Ojciec chciał, aby każdy człowiek mógł osobiście spotkać Jego Syna realnie tam, gdzie żyje na ziemi. Dlatego przewidział zbawczą śmierć swojego Syna na krzyżu i następujące po niej Jego zmartwychwstanie. To ostatnie wydarzenie zmieniło radykalnie naszą sytuację. Już nikt nie musi „się cisnąć do Jezusa, aby się Go dotknąć”. Zmartwychwstały Zbawiciel jest bowiem blisko każdego człowieka. Jest równocześnie w niebie i na ziemi i z każdym człowiekiem może się spotkać w taki sposób, jakby oprócz niego nie było żadnej innej istoty. Ani czas ani przestrzeń nikogo nie oddziela od Chrystusa zmartwychwstałego. Dodatkowo jeszcze Jezus ustanowił Eucharystię, sakrament Swojej realnej obecności. Pozwala on na prawdziwe spotkanie się z żywym Zbawicielem, na dotknięcie się Go, aby doznać zbawienia. Możemy żyć z radosnym przekonaniem, które św. Paweł wyraził słowami: „I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.” (Rz 8,38-39) Do kochającego Jezusa zmartwychwstałego możemy podejść bez ścisku, aby przedstawić Mu swoje choroby cielesne i duchowe. On rozwiąże i jedne i drugie problemy.
Szczególnym sposobem zbliżenia się do Jezusa jest każda Msza św. W czasie jej sprawowania zbliżamy się duchowo do Jego śmierci i zmartwychwstania, bo te wydarzenia uobecniają się podczas jej odprawiania. W wyjątkowy sposób spotykamy się z Jezusem i dotykamy Go w czasie tajemniczych nadprzyrodzonych wydarzeń, które dokonują się w czasie przystępowania do Komunii św. Kiedy przyjmujemy Komunię św., to – jak zgodnie z prawdą mówimy – przyjmujemy Jezusa do swojego serca. I jest to absolutnie prawdziwe. Warto jednak zastanowić się głębiej nad powszechnie używanym określeniem: „przyjęcie Komunii św.” lub „przystąpienie do Komunii św.” Słowo „komunia” oznacza jedność, zjednoczenie, łączność, wspólnotę. Określenie: „przyjąć Komunię św.”, oznacza zatem „przyjęcie” daru niezwykłej „Komunii-Wspólnoty”, „przystąpienie” do „Boskiej Wspólnoty”, nasze zezwolenie, aby Bóg nas włączył do „Świętej-Wspólnoty-Komunii” z Nim.
Kiedy więc przystępujemy do Komunii św. to spożywamy Ciało i Krew Jezusa Chrystusa, obecnego realnie pod postaciami chleba i wina. Kiedy to czynimy, wtedy rzeczywiście przystępujemy do niezwykłej „KOMUNII”, czyli do wspólnoty z Bogiem, do przebywania w Nim, zjednoczenia się z Nim. Ta niewyobrażalna „KOMUNIA” z Bogiem to coś więcej, niż dotknięcie się Jezusa przez chorych, którym się to udało za Jego ziemskiego życia pośród narodu żydowskiego.

Duchy nieczyste padały przed Jezusem i mówiły o Nim, lecz nie czciły Go

„Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: «Ty jesteś Syn Boży». Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.” (Mk 3,11-12)
Na widok Jezusa duchy nieczyste, przebywające w opętanych, upadały przed Nim i wołały: „Ty jesteś Syn Boży”. To ich „padanie” przed Chrystusem nie było jednak aktem czci lub uwielbienia. One po prostu swoją mocą powalały opętane osoby na ziemię i zmuszały je do wydawania różnych okrzyków, między innymi do mówienia, że Jezus jest Synem Bożym. Choć było to prawdą, to jednak Jezus nie zezwalał, żeby ujawniały Jego Boże Synostwo. Ludzie bowiem nie byli jeszcze przez Niego dostatecznie przygotowani, aby przyjąć tę prawdę o Nim. Głoszenie prawdy wymaga roztropności, bo gdy jej zabraknie, może ona być odrzucona.
Wszystko, co czyniły złe duchy z opętanymi, było tylko pozornym oddawaniem czci Jezusowi i jakby złośliwą ewangelizacją. Duchy nieczyste jakby w karykaturalny sposób realizowały Boską zapowiedź, przekazaną przez proroka Jeremiasza i św. Pawła: „przede Mną klęknie wszelkie kolano, a każdy język wielbić będzie Boga”. (Rz 14,11; por, Iz 45,23)
Oddawanie czci Bogu jest prawdziwe tylko wtedy, gdy Duch Święty napełnia serce człowieka i pobudza Go do wołania z radością i wdzięcznością: „Panem jest Jezus, Chrystus, nasz Zbawiciel!” (por. 1 Kor 12,3). Czci prawdziwie Boga i oddaje Mu chwałę człowiek, który – oświecony przez Ducha Świętego – woła z głębokim przekonaniem do Boga: „Abba, Ojcze!” (Ga 4,6). To Duch Święty a nie złe i nieczyste duchy czyni człowieka zdolnym do oddawania czci Bogu. Duch Święty nie same usta, lecz przede wszystkim serce człowieka uzdalnia do wołania do Boga w taki sposób, który Mu się podoba. „Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.” (Rz 8,26)
Duch Święty udziela nam prawdziwego daru pobożności, który chroni nas przed jej pozorami, czyli przed zewnętrznymi gestami i wypowiadanymi słowami, za którymi nie ma serca wielbiącego Boga. Duch Święty chroni człowieka przed kultem czysto zewnętrznym, który jest karykaturą prawdziwego, płynącego z głębi serca oddawania Bogu czci. Fałszywa pobożność, ograniczona do samych gestów, przypomina zachowanie się opętanych, którzy na rozkaz złego ducha tarzali się po ziemi i nieraz wypowiadali słowa prawdy, bez wewnętrznego uwielbiania Boga.
Pozorna pobożność – jak pisze św. Paweł – wraz z innymi formami zła rozprzestrzeni się w wyjątkowy sposób w czasach ostatecznych, poprzedzających odnawiające przyjście Chrystusa. Przed tym zepsuciem ostrzega on Tymoteusza i nas słowami: „A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga. Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń.” (2 Tm 3,1-5)

Jezus nie oddalił się od nas

„Jezus zaś oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora”. (Mk 3,7) W czasie swojej publicznej działalności za życia ziemskiego Jezus nie pozostawał bez przerwy ani z atakującymi Go faryzeuszami, ani z innymi ludźmi w jakiejś jednej miejscowości. Stale byli z Nim tylko wybrani uczniowie. Przemieszczał się i oddalał od skupisk ludzkich, szedł do innych, aby jak najwięcej osób mogło Go słuchać i otrzymać zbawienną Ewangelię. Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa zmieniły tę sytuację. Chrystus powrócił do życia w taki sposób, że może Go spotkać na ziemi każdy człowiek. Chociaż wstąpił do Nieba i siedzi po prawicy Ojca, to od nikogo na ziemi nie oddala się. Człowiek jednak potrafi Go porzucić. Więcej jeszcze, potrafi uznać Go nie za Zbawiciela, lecz za swojego wroga. Chociaż każdy może Go spotkać, to nie każdy chce to uczynić.
Każde tabernakulum i każdy kościół, w którym jest przechowywana Eucharystia, przypomina nam, że Jezus Chrystus nas nie porzucił. W ostatnich dziesięcioleciach pojawiło się jeszcze jedno cenne przypomnienie o Jego obecności. Są nim całodobowe transmisje internetowe z kaplic i kościołów, w których trwa stała adoracja. Umożliwia to modlitewne włączenie się do światowej wspólnoty tych, którzy uwielbiają Jezus obecnego pośród nas. (Perpetual Adoration live from St Benedict's, Melbourne)

Nawet proste czynności przy Jezusie stają się ważne

„Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć.” (Mk 3,7-10) Polecenie Jezusa, żeby Mu przygotować łódź, nie było jakimś Jego kaprysem lub chęcią obdzieleniem swoich uczniów bezsensownymi zadaniami, aby ujawnić swoją władzę nad nimi. Jezus prosił ich o coś ważnego, czego wymagało nie tylko bezpieczeństwo, ale możliwość głoszenia Ewangelii. W takich bowiem warunkach, kiedy ludzie przybyli z różnych regionów i tłoczyli się na Niego, nauczanie nie było możliwe. Zwykłe przygotowanie łódki, do której Jezus w każdej chwili mógłby wsiąść, było w tych wyjątkowych warunkach bardzo ważne dla wypełnienia przez Niego zbawczej misji nauczania. To wydarzenie pokazuje, że każda, nawet najprostsza czynność, jeśli jest wykonana dla Chrystusa i w łączności z Nim, ma wielką wartość.

WYBÓR DWUNASTU

Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego.13 I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki,14 i by mieli władzę wypędzać złe duchy.15 Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr;16 dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy synowie gromu;17 dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego18 i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.19 (Mk 3,13-19)

Ustanowił ich, aby Mu towarzyszyli

„I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy.” (Mk 3,14-15) Ci wybrani uczniowie mieli przede wszystkim przebywać z Jezusem, towarzyszyć Mu. Aby to zadanie mogli spełnić nie tylko oni, lecz również wszyscy inni przyszli Jego uczniowie Jezus ustanowił Eucharystię, sakrament Jego stałej i realnej obecności pośród Swojego ludu. Stało się to w czasie Ostatniej Wieczerzy przed Jego męką. Jezus ustanowił wtedy sakrament kapłaństwa i Eucharystię. Swoim wybranym uczniom dał moc uobecniania Jego samego pod postaciami chleba i wina. Przemienił w wieczerniku chleb i wino w swoje Ciało i w swoją Krew i polecił to samo czynić na Jego pamiątkę (por. Łk 22,19). „A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów.” (Mt 26,26-28) Dzięki Eucharystii Jezus stale nam towarzyszy w sposób realny i również My możemy Mu towarzyszyć. I tak będzie aż do skończenia świata. Każdy może podążać do domu Ojca wraz z Jezusem, który oddał swoje życie za nas na krzyżu i zmartwychwstał, aby nadal być z nami.

Maryja, Królowa Apostołów

„Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki, i by mieli władzę wypędzać złe duchy.” (Mk 3,13-15)
W Litanii Loretańskiej Maryja jest nazywana „Królową Apostołów”, chociaż nie została przez Jezusa włączona do grona dwunastu apostołów. Jezus nie powierzył Jej posługi biskupiej ani nie ustanowił Jej kapłanką. Chociaż nie należała Ona do ścisłego grona „Dwunastu”, to jednak zostały Jej wyznaczone przez Boga zadania podobne do tych, które Jezus zlecił wybranym, nazywanym „Dwunastoma”. Jezus ustanowił ich swoimi Apostołami, „aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki, i by mieli władzę wypędzać złe duchy.” (Mk 3,14-15)
Maryja, chociaż do tego grona uczniów nie została włączona, spełniła i nadal wypełnia zadnienia podobne do tych, które powierzył im Jezus. Oni bowiem towarzyszyli Mu jako apostołowie przez trzy lata, Maryja natomiast trwała wiernie przy Nim od Jego zaistnienia w Jej nieskalanym łonie. Była z Nim do chwili śmierci jako kochająca Matka – nawet pod krzyżem, pod którym Apostołów (oprócz Jana) nie było.
Maryi Jezus nie wysyłał jak Apostołów na głoszenie Jego nauki, a jednak Ona sama – przez przykład życia opartego na wypełnianiu woli Bożej – stale ją głosiła w swoim otoczeniu. Swoją postawą głosiła ją nawet Apostołom, którzy po śmierci Jezusa byli wystraszeni i duchowo załamani. Ona ich umacniała swoją wiarą i zaufaniem Bogu. W ciągu wieków Bóg posługiwał się Maryją w różnych miejscach jej objawień na ziemi, aby przypominała światu konieczność życia Ewangelią.
Dwunastu Jezus dał władzę wypędzania złych duchów, Maryja natomiast od wieków została przewidziana w Bożym planie zbawienia jako Niewiasta, która – wraz ze swoim Potomkiem Jezusem i potomstwem, czyli z wszystkimi ludźmi stojącymi po stronie Boga – zmiażdży głowę węża, czyli całą potęgę piekielną i szatańską. Nie Swoją lecz Bożą mocą ją zmiażdży (por. Rdz 3,15 oraz Apokalipsa, rozdziały 12-14) A ten, który został wywyższony na drzewie Krzyża, Jej Syn, wyleczy wszystkich, którzy Mu się powierzą, ze wszystkich śmiertelnych duchowych chorób i szatańskich ukąszeń (por. Lb 21,6-9). Maryja spowoduje, że drzewo krzyża będzie się wznosiło ciągle nad ziemią. Nie pozwoli, żeby zostało usunięte, bo na tym drzewie zawisło „Zbawienie świata” (por. Liturgia Wielkiego Piątku), Jej Syn, Pan nad panami, Alfa i Omega.
Krzyż będzie się wznosił nad ludzkością, poranioną przez piekielne żmije, aż nastąpi to, co zostało zapowiedziane przez nieomylnego Boga o Chrystusie: „Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili. I będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi. Tak: Amen. Jam jest Alfa i Omega, mówi Pan Bóg, Który jest, Który był i Który przychodzi, Wszechmogący.” (Ap 1,7-8) Ewangelista wspomina, że Jezus dokonał wyboru Dwunastu „na górze”. Tam się bowiem modlił i naradzał ze swoim Ojcem. Maryja też została wybrana „na górze”, ale nie na tej, na której Jezus się przez całą noc modlił przed wybraniem dwunastu uczniów na apostołów (por. Łk 6,12-13). Znacznie wcześniej stała się Matką Jezusa, która tak wiernie Mu towarzyszyła na drodze Jego Odkupienia po krzyż, że zasługuje na tytuł „Współodkupicielki”. Zadanie wiernego towarzyszenia Jezusowi-Odkupicielowi – jako kochająca Go Matka – zostało Jej powierzone przez samego Boga, na wyjątkowej „górze”, którą są „niebiosa” i kochające Serce Trójosobowego Boga.

Jezus przywołujący do siebie

„Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki, i by mieli władzę wypędzać złe duchy.” (Mk 3,13-15)
Jezus przywołał do siebie tych uczniów, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. Dwunastu ustanowił wspólnotą, która miała Mu towarzyszyć, głosić naukę Bożą i wypędzać złe duchy. Do tych zadań powołał tych uczniów, których sam chciał. Nie byli to zatem ludzie polecani Mu przez innych ani tacy, którzy z własnej inicjatywy wyprosili swoje miejsce pośród Dwunastu, nazwanych Apostołami. Zanim w tym gronie się znaleźli i zanim zaczęli wykonywać jakieś konkretne zadania, stanęli przed Jezusem, który ich powołał. On ich przywołał do siebie, a oni przyszli do Niego.
Ustanowienie Dwunastu ukazuje nam tajemnicę ludzkich powołań. Bóg wie, jakie zadania konkretny człowiek potrafi spełnić z Jego pomocą i te mu wyznacza. Dobre wypełnianie tych zadań staje się powołaniem danej osoby. Każdy człowiek ma swoje zadanie do wypełnienia na tej ziemi. Powinien je odkryć i wykonać. Nieraz potrzeba dłuższego czasu, aby poznać swoje życiowe powołanie. Jeśli człowiek pyta Boga o nie, to je odkryje. Jeśli jednak nie widzi jakichś specjalnych zadań do wykonania, to powinien starać się przeżywać każdy dzień w obecności Boga i spełniać wszystkie swoje obowiązki tak, jak Jezus na jego miejscu by je wykonał. Postępując w ten sposób, człowiek będzie wypełniał swoje codzienne powołanie. Powinien każdego dnia przyjść do Jezusa, tak jak to uczynili wezwani przez Niego uczniowie. On zareaguje na to nasze przyjście i pokieruje całym naszym dniem, stale nam towarzysząc. Podsunie nam odpowiednie słowa, jeśli w jakichś okolicznościach będzie chciał przez nas przekazać komuś swoją naukę. Ostrzeże nas i umocni, gdy będziemy zagrożeni przez atak złych duchów. Ważne jest, aby przynajmniej na początku dnia stanąć przed Jezusem, który nas przywołuje do siebie, i w ten sposób okazać Mu naszą gotowość wypełnienia w danym dniu zadań, powierzonych nam przez Opatrzność.

Jezus przywołał do siebie tych, których sam chciał, i ustanowił ich swoimi Apostołami

„Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki, i by mieli władzę wypędzać złe duchy. Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.” (Mk 3,13-19)
Jezus wezwał po imieniu tych, których chciał, i utworzył z nich wspólnotę Dwunastu. W gronie tych osób znalazł się także Judasz Iskariota. Ci wybrani do grona Dwunastu apostołowie już wcześniej byli zainteresowani działalnością Jezusa, słyszeli o Nim i przez jakiś czas spotykali się z Nim. Dopiero po pewnym czasie z grona swoich uczniów Jezus wybrał po imieniu Dwunastu, nazywanych Apostołami. Najbardziej zaskakujące jest to, że w ich gronie znalazł się także Judasz Iskariota, zdrajca.
Żadna Ewangelia nie wspomina, kiedy i w jakich okolicznościach przyłączył się on do tych uczniów, spośród których Jezus wybrał swoich Apostołów. Nie znamy też powodów, dla których się interesował Jezusem. Widział w Nim kogoś wyjątkowego? Zafascynował się Nim? Nabrał przekonania, że jest oczekiwanym Mesjaszem, przy którym można zrobić błyskotliwą karierę i zapewnić sobie dobrą przyszłość? Nic na ten temat nie wiemy. W każdym razie Jezus włączył go do grona Dwunastu, znając jego najgłębsze motywy postępowania i przyszłą zdradę. Zastanawia, dlaczego to zrobił. Jezus nie uczynił go jednym ze swoich Apostołów nieświadomie i nie wybrał swojego przyszłego zdrajcy przez pomyłkę. Znał dobrze przeszłość Judasza i jego przyszłość. Wiedział także to, że przy Nim, Zbawicielu, i dzięki Jego łasce Judasz mógłby się stać Jego gorliwym i świętym współpracownikiem. Mógłby przez wieki być wspominany jako jeden z dwunastu świętych apostołów.
Jezus nie powołał go do zdrady, lecz do świętości i do tego, żeby wraz z innymi uczniami stał się fundamentem tworzącego się Kościoła. Judasz mógł przejść do historii jako jeden z inteligentniejszych uczniów Jezusa, który porywał swoim nauczaniem tłumy i prowadził do Niego. Był do tego zdolny i mógł to uczynić. Jezus dał mu realną szansę wykonania tego wszystkiego.
Jak pozostali apostołowie Judasz nie był ideałem. Mógł się jednak udoskonalić przy Jezusie, mógł się przy Nim oczyścić ze swoich ziemskich ambicji i żądzy bogactwa. Dlatego Jezus włączył go do grona Dwunastu. Dał mu realną szansę udoskonalenia się i dokonania czegoś dobrego. On jednak jej nie wykorzystał. Zamiast stać się wielkim i świętym apostołem, zamienił się w zdrajcę. Miał bowiem wolną wolę i w taki a nie inny sposób się nią posłużył.
W podobnej sytuacji jak Judasz i inni Apostołowie znajduje się każdy człowiek. Każdy może wykorzystać dane mu łaski i stać się świętym współpracownikiem Zbawiciela świata. Może też zmarnować otrzymaną pomoc i zamienić się w zdrajcę, dla którego pieniądze mają większą wartość niż Bóg.

Być skałą dla innych

„Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr” (Mk 3,16) Jezus wezwał tych uczniów, których chciał, i ustanowił ich swoimi Dwunastoma Apostołami. W tej wspólnocie znalazł się Szymon, któremu Jezus zmienił imię na: Piotr – czyli Skała, Opoka. Miał on spełnić podobną rolę, jaką spełnia fundament dla budowanego domu: umacniać i chronić od zawalenia się. Piotr miał stać się podporą dla pozostałych uczniów, umacniać ich i strzec przed różnymi zagrożeniami. Jego rolę można porównać do rodziców, którzy dbają o bezpieczeństwo i rozwój swoich dzieci. Takie zadanie wyznaczył Jezus Szymonowi, nazywając go Piotrem-Opoką.
Jego zadanie – według wiary kościoła katolickiego – kontynuuje każdy biskup Rzymu. W szerszym znaczeniu każdy uczeń Jezusa ma być dla innych „opoką”, skałą i umocnieniem. Taką rolę powinni bardzo świadomie spełniać rodzice w rodzinie, bo ona jest „kościołem domowym”. Najświętsze Serce Jezusa, Jego wierna i niewzruszona miłość jest wzorem dla wszystkich, którzy są powołani do umacniania innych w wierze i dobrym życiu, opartym o Boże przykazanie.

Niepokalane Serce Maryi stałym przypominaniem światu Ewangelii

„Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki, i by mieli władzę wypędzać złe duchy.” (Mk 3,13-15) Do grona Dwunastu Jezus nie powołał Maryi, swojej Matki. Ona miała inne powołanie. Miała Mu towarzyszyć od zaistnienia na tym świecie w ludzkiej naturze jako Matka wierna, kochająca. Jej Jezus nie posyłał jak Apostołów na głoszenie Jego nauki, bo każdy, kto popatrzył na Jej życie, mógł zrozumieć najgłębsze treści Ewangelii, Dobrej Nowiny. Jej święte życie pokazywało wielkość łaski, którą Bóg jest gotów dać każdemu człowiekowi. Matka Najświętsza była znakiem bliskości Boga, który przyszedł nas odkupić. Niepokalane Serce Maryi jest jakby kopią Najświętszego Serca Jej Syna, pałającego miłością, Ikoną kochającego Boga. Maryja to jakby piękna i żywa „Okładka” Ewangelii, jej ożywione „Streszczenie”. Ona Bowiem pokazuje wszystkim pokoleniom, że zbawienie się dokonuje. Ona, wzięta do nieba z ciałem i duszą, ukazuje to, co osiągną wszyscy zbawieni. Jej pełnia łask, Jej życie, Jej postępowanie, Jej chwała niebieska pokazuje wszystkim pokoleniom, czym jest Ewangelia, czyli budząca nadzieję Dobra Nowina. Maryja – nawet bez słów – głosi przez wieki Ewangelię. Czasem jednak Bóg Ją posyła, aby – przez swoje objawienia – przypomniała ją także swoimi słowami Dobrej Matki, troszczącej się o nasze zbawienie. Jej Serce Matki ciągle ukazuje Serce Boga, kochającego nieskończenie wielką miłością.

Określenia charakteryzujące niektórych Apostołów i chrześcijan

„Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał. (Mk 3,16-19)
Jezus wezwał po imieniu dwunastu uczniów. Przy imionach niektórych z nich Ewangelista podał krótką uwagę, która przekazuje nam coś charakterystycznego dla danej osoby. O Szymonie powiedział, że Jezus nadał mu nowe imię Piotr, czyli Skała, ponieważ miał być fundamentem utworzonego Kościoła. O braciach Jakubie i Janie napisał, że Jezus nadał im „przydomek Boanerges, to znaczy synowie gromu, bo w swojej gorliwości chcieli przy pomocy ognia z nieba wypalić zło z oblicza ziemi. Drugi Szymon określony został jako „Gorliwy”, bo widocznie odznaczał się gorliwością. Przy Judaszu św. Marek Ewangelista też podał krótką charakterystykę, która jednak nie pochodziła z usta Jezusa: zdrajca, który „właśnie Go wydał”. I tylko z tym haniebnym czynem kojarzy się najczęściej jego imię.
A jakie określenie pasowałoby do mojego imienia? Może jakieś inne niż te, które zostały wymienione przy imionach niektórych Apostołów. Może: „Troszczący się o zbawienie bliźnich?” „Stale nawracający się grzesznik?” Pragnący naśladować Jezusa?” „Pozorny wyznawca Chrystusa” „Niewierzący wierzący?” „Katolik, ale inaczej?” „Bardziej uczony niż wszyscy inni w Kościele?” „Sprawiedliwy, ale tylko we własnych oczach?”... A może pasowałoby do mnie określenie, które pewnego dnia chyba każdy z apostołów nadał sam sobie w czasie kłótni o to, który z nich jest największy (Mk 9,33-37): „Ja największy pośród uczniów”?

WZMOŻONY RUCH

Potem przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak, że nawet posilić się nie mogli.20 Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».21 (Mk 3,20-21)

Niektórzy krewni Jezusa nie rozumieli Jego posłannictwa

„Potem przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak, że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».” (Mk 3,20-21) Marek Ewangelista pisze, że nawet u niektórych swoich bliskich Jezus nie znalazł zrozumienia i Jego sposób postępowania tłumaczyli „odejściem od zmysłów”. Nie było to jednak zgodne z prawdą. Nie szaleństwo bowiem lecz miłość i pragnienie wypełnienia zadania zleconego przez Boga kierowało postępowaniem Jezusa. Przyciągał ludzi, głosił im Ewangelię i uzdrawiał chorych. Nieraz tłumy przeszkadzały Mu się posilić. „Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać.” (Mk 3,21) Nie po słowo Boże przyszli do Niego, lecz aby przerwać Jego działalność, uznaną za szaloną. Powstrzymywali Go jednak tylko ci bliscy, którzy – przynajmniej w tym czasie – nie rozumieli jeszcze Jego zbawczego posłannictwa. Może później je pojęli i cieszyli się, że Jezus ich nie posłuchał i wbrew ich zaleceniom doprowadził swoje zbawcze dzieło do końca.

Poświęcenie Jezusa i Jego uczniów dla dobra ludzi

„Potem przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak, że nawet posilić się nie mogli.” (Mk 3,20-21) Nie mogli spożyć posiłku, bo przyszły tłumy, które były spragnione tego, czego mógł im udzielić tylko Jezus. Przyciągała ludzi Jego moc, zdolna przywracać zdrowie i uwalniać z mocy złego ducha. Ludzie byli przyciągani także przez Jego naukę, pełną mądrości i mocy. Jezus widział to pragnienie i ten głód ludzi, dlatego karmił ich duchowym pokarmem. To powodowało, że On i uczniowie „nawet posilić się nie mogli”. Dawanie pokarmu ludowi spragnionemu prawdy i pomocy było tak ważne dla Jezusa, że często On sam i Jego uczniowie nie mieli czasu na spożywanie posiłku w spokoju. Kosztem zmęczenia i niedojadania Jezus troszczył się o zbawienie ludzi.

OSZCZERSTWA UCZONYCH W PIŚMIE

Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy».22 Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może szatan wyrzucać szatana?23 Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać.24 I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać.25 Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim.26 Nie nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi.27 Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone.28 Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego».29 Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego».30 (Mk 3,22-30)

Jasne lub zaciemnione poznawanie przez człowieka

„Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów». Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy». (Mk 3,20-22)
Maryja od Anioła zwiastującego Jej cudowne Boskie macierzyństwo dowiedziała się, że Jej Syn, poczęty z Ducha Świętego, będzie Synem Najwyższego – Synem Bożym. I wierzyła w to. (por. Łk 1,26-38) Poznała łaskę, jaką otrzymała Ona i ludzkość. Uczniowie Jezusa stopniowo odkrywali niezwykłą tajemnicę tego człowieka, który był podobny do wszystkich innych ludzi, pośród których żyli. Maryja otwarła się na łaskę Ducha Świętego, dlatego dobrze zrozumiała słowa anioła, który jej zwiastował radosną nowinę, i uwierzyła w nią. Również uczniowie Jezusa stopniowo otwierali się na światło Boskiego Ducha i odkrywali prawdę o Bożym Synostwie Jezusa. I tę prawdę głosili innym.
Ale byli także tacy, którzy Światło Boże stłumili w sobie swoją złośliwością i lekceważeniem innych. Ci nie dostrzegali w Jezusie pełnego mocy Syna Bożego ani nawet posłanego przez Boga Mesjasza. Doszukiwali się w nim człowieka, który „odszedł od zmysłów”, lub kogoś opętanego przez złego ducha. Nie wierzyli w Jego Boskość i powtarzali: „Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy”. (Mk 3,20-22) Ci zamknięci na prawdę ludzie „przyszli z Jerozolimy” – jak pisze św. Marek. Przybyli z miasta, w którym znajdowała się świątynia Boża, jednak prawdy Bożej nie przynieśli
I tak się dzieje zawsze: ten, kto nie podda się Duchowi Prawdy, zaczyna błądzić i wprowadza w błąd innych. Gdy człowiek ulegnie pysze, niechęci, zazdrości i innym wadom, to zaciemni swój umysł. Nie dojdzie do prawdy nie tylko nadprzyrodzonej – o Boskim Synostwie Jezusa i Jego królestwie – ale nawet zdeformuje swoje poznanie tego, co go otacza. Nie dojdzie do prawdy, chociaż ludzka natura posiada taką zdolność. Nieraz także innych wprowadza w błąd, bo z powodu chciwości rozgłasza kłamstwa, za które otrzymuje pieniądze.

Słabość ludzkiej złośliwości wobec Boskiej potęgi i mądrości Jezusa

„Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy». Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może szatan wyrzucać szatana? Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nie nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi. (Mk 3,22-27)
Jezus wykazał uczonym w Piśmie, że ich rozumowanie jest nie tylko złośliwe, ale również bezsensowne. Jak mógłby Belzebub, uchodzący za władcę złych duchów, udzielić Jezusowi mocy wyrzucania ich z opętanych ludzi? Przecież niszczyłby swoje królestwo zła i tych, którzy go bronią! Pomagałby Jezusowi unieszkodliwić szatana, „mocarza”, aby jego dom został ograbiony i pozbawiony tego, co w nim zgromadził. Gdyby to rzeczywiście Belzebub wspierał Jezusa, to pomagałby Mu zbudować królestwo dobra, czyli królestwo Boże!
Pozbawiony logiki „bełkot” uczonych w Piśmie pokazał ich głupotę oraz to, jak bardzo ich serca i umysły były zaćmione przez nienawiść do Jezusa. Wprowadzali ludzi w błąd, bo przecież uchodzili za „uczonych w Piśmie”. Wypowiadali rzeczy pozbawione sensu, byle tylko zaatakować Jezusa i pozbawić Go autorytetu w oczach ludzi. Nie potrafili jednak Go pokonać, bo ich „złośliwa mądrość” była niczym wobec Jego Boskiej mądrości. Jezus wykazał im, że nie pomaga Mu żaden Belzebub ani inny zły duch. Działa w Nim Boska moc, która wiąże złego „mocarza”, wyrzuca go i ograbia jego dom ze zgromadzonego przez niego „sprzętu”, traktowanego jak rzeczy, z którymi może robić co mu się podoba. Tym „sprzętem” w jego rękach są ludzie zwiedzeni przez niego i zagrożeni potępieniem. Jezus mu ich odbiera, uwalnia z jego niewoli, doprowadza do skruchy i zbawia. A wszystkiego tego dokonuje wyłącznie swoją Boską mocą. I to wszystko właśnie się dokonuje wobec ludu, który Mu sprzyja, i wobec wrogów, którzy usiłują Go uciszyć, skompromitować i usunąć przez zabicie Go.
Odpowiadając na zarzuty uczonych w Piśmie Jezus pokazał, że kończy się panowanie szatana. Jego królestwo zła jest zagrożone, bo pojawił się na ziemi Zbawiciel, potężniejszy niż wszystkie złe duchy razem wzięte. Tego jedynego Pana trzeba się trzymać i dzisiaj, bo szatan-wąż za wszelką cenę chce pokazać, że nigdy nikt nie zmiażdży mu głowy. Usiłuje zgromadzić wokół siebie całą armię swoich współpracowników, aby zaatakować unoszącą się nad jego głową „piętę” Niewiasty (por. Rdz 3,15).
Wszystko to dokonuje się na naszych oczach. Szatan pokazuje, że nie zamierza zaniechać powiększania swojego królestwa zła i nikomu nie udziela władzy, aby je niszczyć. Wie, że królestwo wewnętrznie skłócone nie może się ostać, dlatego próbuje zmobilizować i zjednoczyć wszystkie istniejące złe siły. Omamia narody i gromadzi wszelkie posiłki służące szerzeniu zła. I gromadzi je na bój, a liczba ich jest „jak piasek morski.” (por. Ap 20,8) Otaczają oni na całym świecie tych, którzy opowiadają się za Bogiem prawdziwym. I tak będzie, aż zstąpi „ogień od Boga z nieba” i pochłonie ich (por. Ap 20,9). Wszystkie ziemskie złe moce wraz z diabłem – jak mówi Księga Apokalipsy – zostaną wrzucone „do jeziora ognia i siarki”. „I będą cierpieć katusze we dnie i w nocy na wieki wieków.” (Ap 20,10).
Zwycięstwo nad złem dokona się mocą Boga, którego ono nie potrafi pokonać. Żadne złe moce ziemskie ani piekielne nie oprą się Jego potędze. Żadne zakłamane języki nie zniszczą prawdy Bożej. Dom szatana będzie ograbiony i zostanie z niego usunięte zgromadzone tam przez niego zło i kłamstwo. Stanie się tak, ponieważ zmartwychwstały i wszechmogący Jezus, Pan, będzie z nami aż do skończenia świata. On doprowadzi do rozkwitu królestwo niebieskie, które nigdy nie będzie domem szatana.
Szatan wie, że ostatecznie poniesie klęskę, bo zna potęgę Boga. Wie też, że mało ma czasu na szerzenie zła. Dlatego próbuje jeszcze swoimi kłamstwami oszukać jak najwięcej osób. Szuka na ziemi wpływowych pomocników, aby mu pomogli deprawować i omamiać świat złudnymi nadziejami kłamstwami.
Nikt „nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi. (Mk 3,22-27) Jezus to zrobił i wciąż togo dokonuje. Przebywa w domu złego „mocarza”, którym z własnej woli stała się ziemia; stale go wiąże swoją mocą i grabi jego dom, wyprowadzając z niego na wolność tych wszystkich, którzy zostali przez niego uczynieni jego niewolnikami. Czyni ich wolnymi, wyzwolonymi z mocy węża-szatana i jego pomocników. Ci wyzwoleni przez Boga stają po Jego stronie, tocząc duchową walkę ze złem i zakłamaniem. Stają się „piętą” Niewiasty, która zmiażdży głowę smoka-szatana – piętą nieraz bardzo zranioną przez niego. Nie tracą jednak swojej mocy, ponieważ stale towarzyszy im Jezus, wszechmocny zmartwychwstały i żyjący na wieki Pan.

Związany mocarz i ograbiony ze sprzętu jego dom

„Nie nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi.” (Mk 3,27)
Od upadku pierwszych rodziców szatan zaczął się panoszyć na ziemi, uważając ją za swój dom, siebie za „mocarza”, a ludzi – za swój „sprzęt”, z którym może robić, co chce. Syn Boży przyszedł na ziemię, aby zmienić tę sytuację. Przyszedł związać szatana i odebrać mu posiadany „sprzęt”, czyli ludzi.
Przez wieki – dzięki potędze łaski Chrystusowej, gorliwości Kościoła i wstawiennictwu Matki Najświętszej – „szatan, diabeł, Smok, Wąż starodawny”, był jakby powiązany łańcuchami, jakby zamknięty w Czeluści (por. Ap 20,1-3) Jednak grzech nie znikł. Zło – chociaż ograniczone przez potęgę łaski – nadal było i jest dobrowolnie popełniane. Nie znikły zbrodnie – takie jak zabijanie nienarodzonych dzieci. Zło zaś przyciąga zło i jakby rozwiązuje zakutego łańcuchami szatana i jakby wydobywa go z „Czeluści”. I tak było przez wieki: szatan został związany, a nawet wtrącony do „Czeluści”, jednak uwalniało go od jego więzów zło, grzechy, bluźnierstwa i morderstwa. Uwalniały go na jakiś czas, aż znowu ludzkość wracała do Boga i na Nim się opierała. W różnej formie to „wiązanie i rozwiązywanie” szatana będzie się powtarzać aż do końca świata. Nie będzie jednak trwało w nieskończoność. W końcu królestwo dobra zostanie całkowicie i na zawsze oddzielone od królestwa zła. Zło nie będzie się wiecznie mieszać z dobrem tak, jak to ma miejsce na naszej ziemi. W wiecznym niebie nie ma zła i nigdy go nie będzie, podobnie jak w wiecznym piekle nie ma dobra i nigdy go nie będzie.

Pomimo stronniczości uczonych w Piśmie Jezus przekazał im prawdę

„Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy». Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może szatan wyrzucać szatana?” (Mk 3,22-23) Jezus wiedział, jak bardzo są zaślepieni przez niechęć do Niego ci, którzy posądzają Go o posługiwanie się mocą Belzebuba w wyrzucaniu złych duchów, a mimo to cierpliwie tłumaczył im, na czym polega błąd ich rozumowania. Może któryś z uczonych w Piśmie przyznał w sercu Jezusowi rację, ale Ewangelia nic o tym nie wspomina. Może wyjaśniające słowa Jezusa w przyszłości doprowadziły do nawrócenia któregoś z nich. Też o tym nic nie wiemy. Jezus jednak dał wszystkim szansę. Wyjaśnił brak logiki w ich rozumowaniu dotyczącym złego ducha, który wyrzuca złego ducha, i z tym ich zostawił. Dał im czas na przemyślenie usłyszanej prawdy i na podjęcie odpowiedniej decyzji, a właściwą byłoby tylko uznanie Jego Boskości i pokorne pójście za Nim.

Skłócenie wewnętrzne zawsze osłabia

„Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać.” (Mk 3,24-25) Jezus przypomina łatwą do sprawdzenia prawdę: skłócenie, antagonizmy, zwalczanie się doprowadza do osłabienia. Widać to w rodzinach, państwach i, niestety, także w Kościele. Skłóceni rodzice tracą autorytet w oczach dzieci i narażają się na egoistyczne wykorzystywanie przez nie. Jeśli skłócenie wewnętrzne narasta, doprowadza do rozpadu małżeństw. Państwa skłócone wewnętrznie też są słabe i – jak to pokazała historia – są rozgrabiane, tacą swoją suwerenność, a nawet przestają istnieć. Również Kościół istniejący w naszych czasach jest podzielony. Nie ma w nim jedności, bo rozpadł się na trzy główne odłamy, które nieraz atakują się wzajemnie i oskarżają. To osłabia Kościół i podważa jego autorytet, tak jak tracą autorytet w oczach dzieci skłóceni ze sobą rodzice. Szatan wie, że brak jedności rodzi słabość, dlatego podsyca wszelkie spory i konflikty. Wtedy bowiem łatwiej mu panować nad ludźmi i zwodzić ich. On lepiej od ludzi wie, że jeśli „jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać”. (Mk 3,24)

Bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu jest grzechem wiecznym

„Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego». Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego».” (Mk 3,28-30)
Jezus uznał za bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu uważanie Go za kogoś opętanego przez nieczystego ducha, a nawet przez ich księcia, Belzebuba. Człowiek, który wydawał takie sądy o Jezusie, stłumił w sobie światło Ducha Świętego, Ducha Prawdy. Przez to odciął się od jedynego Zbawiciela świata, którym jest Jezus. Pogrążył się bowiem zupełnie świadomie w grzechu niewiary w Jego Boskość i Synostwo Boże. Odrzucił to, co Duch Święty mówił mu wewnętrznie o Jezusie, i zlekceważył wszystkie Jego wielkie dzieła, które ukazywały Jego Boskość. Nie tylko je odrzucił, ale – wbrew faktom, logice i światłu Ducha Świętego – nazwał Syna Bożego narzędziem Belzebuba, czyli nie Zbawicielem, lecz zwodzicielem narodów.
Taki człowiek odrzucił największą formę pomocy w dojściu do Jezusa i otrzymania zbawienia dzięki Jego łasce, jaka istnieje. A odrzucił ją nie przez przypadek, nieświadomie, niechcący, lecz zupełnie świadomie i z premedytacją. Doprowadził zatem siebie do takiego grzesznego stanu, z którego wyjść się już nie da. Przede wszystkim nie da się z niego wyjść, bo człowiek już tego nie chce. Z własnej bowiem woli wytworzył sobie taki fałszywy obraz Jezusa Chrystusa, który nie tylko do Niego nie przyciąga, lecz wręcz odrzuca. Człowiek doprowadził siebie do tego wiecznego grzesznego stanu, z którego nie wyjdzie nigdy, także dlatego, że odrzucił każdą możliwą formę skutecznej pomocy. Każdą! Nie ma już innej, skuteczniejszej! Z powodu swojego uporu i złośliwego nastawienia nigdy nie będzie szukał przebaczenia u Jezusa, a to spowoduje, że „nigdy nie otrzyma odpuszczenia, i będzie winien „grzechu wiecznego”.
Do niewybaczalnego bluźnierstwa przeciw Duchowi Świętemu stopniowo dochodzi ten, kto świadomie i dobrowolnie odrzuca wszystkie wewnętrzne i zewnętrzne formy pomocy, jakie codziennie otrzymuje od Boga bezpośrednio lub pośrednio – przez ludzi i okoliczności życia. Przez to odrzucanie i stały brak nawrócenia doprowadza siebie do stanu, w którym traci zdolność do skruchy, a przez to – do przyjęcia łaski Bożego przebaczenia.

PRAWDZIWI KREWNI JEZUSA

Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać.31 Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie».32 Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi?»33 I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia.34 Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką».35 (Mk 3,31-35)

Maryja Matką Jezusa, która wiernie wypełniała wolę Bożą

„Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”. (Mk 3,35) Maryja była Matką Jezusa nie tylko przez więzy biologiczne, ale przede wszystkim przez jedność duchową, wytworzoną przez wypełnianie woli Bożej. „Bo – jak powiedział Jezus – kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”. (Mk 3,35) Jezus nauczał ludzi, aby uwierzyli w Niego i tak jak On i Jego Matka wypełniali w każdej chwili życia wolę Bożą. Kiedy krewni pytali o Niego, On dał im do zrozumienia, że jest już ze swoimi duchowymi braćmi, siostrami i matkami. Byli nimi ci, którzy właśnie Go słuchali. O nich to Jezus powiedział krewnym, którzy pytali o Niego: „«Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi?» I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką».” (Mk 3,33-35)



CZWARTY ROZDZIAŁ EWANGELII WEDŁUG ŚW. MARKA

(Omówienie prawd wiary dla małych dzieci można znaleźć tutaj)

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski



Tytuły rozważań