Powrót do strony głównej


Kilka wyjaśnień dotyczących "Apokalipsy św. Jana"



Księga omijana

Apokalipsa św. Jana to jedna z tych ksiąg Pisma Świętego, która budzi wielkie zaciekawienie, ale równocześnie jest często omijana z różnych powodów: bo jest niezrozumiała, u innych rodzi strach, jeszcze u innych – obawę przed błędnym jej rozumieniem. Jednak Bóg dał nam tę księgę dla naszego dobra. Tak jak inne księgi Starego i Nowego Testamentu została napisana pod natchnieniem Ducha Świętego. Nie została ona nam dana po to, by budzić strach i przerażenie, lecz w tym celu, by pocieszyć i rozbudzić wiarę w potęgę Boga, w Jego opatrzność. Księga ta ukazuje bowiem niezniszczalność Kościoła, wyjątkowego dzieła Bożego. Chociaż ten Kościół jest ciągle na różne sposoby atakowany, to jednak nie ulegnie zniszczeniu. Wszechmogący Bóg doprowadzi go do swojego wiecznego triumfu. Prześladowani, a nawet zabijani wyznawcy Boga prawdziwego nie są wielkimi przegranymi, lecz – zwycięzcami, którzy osiągają niezamącone niczym szczęście bez końca.

Księga mówiąca o Kościele, którego piekło nigdy nie zniszczy

Jezus zapewnił, że piekło nie pokona zbudowanego przez Niego na Piotrze Kościoła. Temu rybakowi, który poszedł posłusznie za Nim, dał obietnicę: „Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”. (Mt 16,18) I właśnie o tej niezniszczalności Kościoła Chrystusowego mówi Księga Apokalipsy św. Jana, nazywana też Objawieniem św. Jana. Piekło próbowało i będzie nadal próbować zniszczyć to wyjątkowe dzieło Chrystusa i Ducha Świętego, którym jest Kościół zbudowany na fundamencie Piotra, jednak nie uda mu się to, tak jak cień ziemi rzucany na księżyc nigdy nie pozbawia go całkowicie jego jasności. Kto obserwował księżyc, ten zauważył, że każdego dnia wygląda on inaczej. Raz jest rożkiem malejącym, kiedy indziej znów powiększającym się. W swoim cyklu nieraz już prawie znika, jednak zaraz zaczyna wzrastać, aby stać się księżycem w pełni. Coś podobnego dzieje się z Kościołem założonym przez Jezusa na fundamencie Piotra. Jak księżyc świeci dzięki światłu słońca, tak Kościół ma odzwierciedlać piękno, świętość, doskonałość Trójcy Świętej. Jednak z tym odzwierciedlaniem różnie bywało w historii. Bramy piekielne usiłowały i nadal próbują ten blask unicestwić albo przynajmniej przyćmić. Częściowo się to im udało.

Bramy piekielne to między innymi ludzie, którzy poddali się szatańskim wpływom piekła. Żyją na ziemi, jednak w swoich duszach już noszą piekło nienawiści do Chrystusa i Jego Oblubienicy, Kościoła. Dlatego są jakby bramami piekła. Chcą, aby przez te bramy nawet Kościół przeszedł i zamienił się w piekło nienawiści. Pragną tego, dlatego usiłują pozbawić Kościół światła wiary, miłości, nadziei, świętości, gorliwości apostolskiej. Działanie tych bram piekielnych przyćmiewa mniej lub bardziej Kościół, lecz nie pozbawia go istnienia, tak jak cień ziemski osłabia w pewnym stopniu blask księżyca, chociaż nigdy nie unicestwia tego satelity Ziemi.

Apokalipsa św. Jana mówi o różnych nieudanych próbach zniszczenia Kościoła przez bramy piekielne. Nie osiągną one jednak swojego celu. Kościół ciągle istnieje i będzie istniał, chociaż jak księżyc nie zawsze lśni swoim pełnym blaskiem. Nastanie jednak dzień, w którym ten blask zajaśnieje w pełni i na zawsze na Kościele, Oblubienicy Chrystusa. Stanie się on tak wspaniały, jak go przedstawiają dwa ostatnie rozdziały Apokalipsy św. Jana. „I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża” (Ap 21,1-2). Taki będzie kiedyś Kościół. Zajaśnieje na nim w pełni blask Słońca, którym jest Trójca Święta. Ani ziemia, ani bramy piekielne nie będą na niego już więcej rzucać swojego cienia.

 

Niedoskonały Kościół osiągnie swoją pełną doskonałość

 

Dwa ostatnie rozdziały Apokalipsy św. Jana przedstawiają odnowiony Kościół ziemski i wiecznie doskonały Kościół niebieski, natomiast trzy pierwsze rozdziały ukazują Kościół obecny, trochę doskonały, a trochę niedoskonały. Jest on ukazany symbolicznie jako, „siedem świeczników” (Ap 1,20), czyli „siedem kościołów”, do których mówi Duch. Te kościoły oznaczają obecny Kościół, złożony z kościołów lokalnych, rozrzuconych po całym świecie. Jest w nich dużo dobra, ale nie są jeszcze w pełni doskonałe. Wiele gorliwości i wiary widać w przełożonych tych kościołów, nazwanych „gwiazdami” (Ap 1,20), jednak i oni nie są całkowicie doskonali.

Te kościoły mają się dopiero stać tym wspaniałym i doskonałym Kościołem, o którym mówią końcowe rozdziały Księgi Apokalipsy. Częściowo stanie się to na ziemi, a w pełni i na zawsze – w wieczności. Tak jednak będzie na pewno, dzięki mocy Chrystusa zmartwychwstałego, „Pierwszego i Ostatniego”, który był umarły, a teraz żyje na wieki wieków (por. Ap 1, 17-18). Ten żyjący Chrystus doprowadzi niedoskonałe kościoły do rozkwitu i wspaniałości, bo jest w nich obecny, jest pośród tych „świeczników” (Ap 1,13). On też trzyma w swojej prawicy ich niedoskonałych przełożonych, nazwanych „gwiazdami” (Ap 1,16). Obecność Chrystusa i potęga Ducha Świętego sprawi, że niedoskonały obecny Kościół dozna potężnej odnowy, o której mówią końcowe rozdziały Księgi Apokalipsy.

Między początkowymi rozdziałami – przedstawiającymi niedoskonały Kościół ziemski – i końcowymi rozdziałami, zapowiadającymi Kościół wspaniały i udoskonalony, znajdują się rozdziały opisujące pod osłoną symboli różne wydarzenia. Dokonują się one i będą jeszcze następować, zanim niedoskonałe kościoły ziemskie zamienią się ostatecznie w doskonały Kościół niebiański. Trzy początkowe rozdziały i dwa końcowe są jakby klamrą spinającą rozdziały środkowe.

 

Księga o potędze Bożej opatrzności

 

Apokalipsa św. Jana przedstawia potęgę Boga i Jego opatrzność. O tej opatrzności mamy nieraz mylne wyobrażenia. Wydaje się nam, że jej zadaniem jest wyłącznie chronienie nas od cierpień i różnych wydarzeń, które je wywołują. W bardzo wielu wypadkach tak rzeczywiście jest. Więcej cierpienia spadłoby na nas, gdyby temu nie przeszkodził dobry Bóg. Jednak Boża opatrzność polega przede wszystkim na prowadzeniu stworzeń do ich celu. Dla człowieka tym celem jest osiągnięcie doskonałości i związanego z nią wiecznego szczęścia w Bogu i we wspólnocie zbawionych. Dla Kościoła celem jest przekształcenie się w doskonałą wspólnotę niebiańską – taką, jaką opisuje Apokalipsa św. Jana w ostatnich rozdziałach. „I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża. I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni jego ludem, a On będzie Bogiem z nimi. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już (odtąd) nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły. I rzekł Zasiadający na tronie: Oto czynię wszystko nowe. I mówi: Napisz: Słowa te wiarygodne są i prawdziwe”. (Ap 21,2-5) Opatrzność Boża doprowadzi Kościół do tego wspaniałego celu. Aby nikt w to nie wątpił, sam Bóg Zasiadający na tronie zapewnia: „Słowa te wiarygodne są i prawdziwe”. Tak więc Kościół dobry ale niedoskonały – przedstawiony symbolicznie na początku Księgi Apokalipsy jako siedem kościołów-świeczników (Ap 1,13) – Boża opatrzność zamieni w Nowe Jeruzalem niebiańskie (Ap 21,2). Nic i nikt Bogu w tym nie przeszkodzi.

 

Księga pełna symboli

 

Najbardziej utrudniają zrozumienie Apokalipsy św. Jana jej symbole. Potrzeba szczególnego światła Ducha Świętego, aby dobrze je zrozumieć. Bardzo często bowiem pod symbolicznym opisaniem jakiegoś wydarzenia kryje się ciąg wydarzeń, które stale powtarzały się w przeszłości i nastąpią jeszcze w przyszłości. Jako przykład można dać opisane w dwudziestym rozdziale związanie szatana na tysiąc lat i jego uwolnienie. „Potem ujrzałem anioła, zstępującego z nieba, który miał klucz od Czeluści i wielki łańcuch w ręce. Pochwycił Smoka, Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat. I wtrącił go do Czeluści, i zamknął, i pieczęć nad nim położył, by już nie zwodził narodów, aż tysiąc lat się dopełni. A potem ma być na krótki czas uwolniony.” (Ap 20,1-3)

Od przyjścia Chrystusa na ziemię działanie szatana było ograniczane. Był on zatem ciągle „wiązany”, jakby „wtrącany do Czeluści”. Ograniczał jego moc Zbawiciel i ci wszyscy, którzy szczerze za Nim szli. Pomniejszali oni wpływy diabła swoim pełnym oddaniem się Chrystusowi, modlitwami, gorliwym szerzeniem słowa Bożego, sakramentami i każdą formą współdziałania z łaską Bożą. Wiązał złego ducha swoją mocą Duch Święty i wszyscy ci, którzy szli za Jego radami i posługiwali się Jego mocą. Szczególnym łańcuchem wiążącym diabła był i jest gorliwie odmawiany różaniec. Każdy może się nim posługiwać i ograniczać diabelskie działanie, które ujawnia się w szerzących się wojnach, zabijaniu nienarodzonych dzieci, terroryzmie, handlu bronią, ludźmi, aktywnością fanatycznych organizacji i sekt – takich jak Boko Haram. Każde złe szatańskie działanie, o którym codziennie dowiadujemy się z napływających do nas wiadomości,  może być ograniczone – czyli „związane” – przy pomocy „wielkiego łańcucha”, którym jest modlitwa różańcowa.

Tak więc to „wtrącanie szatana do Czeluści” i „wiązanie go” wielkim łańcuchem stale się dokonywało i dokonuje. Jednak jego „uwalnianie z Czeluści” i „rozwiązywanie go” także ciągle się powtarza. Daje moc złemu duchowi nad sobą każdy, kto słucha go i grzeszy. Czyniąc świadomie i dobrowolnie zło, człowiek współdziała z upadłym duchem i powiększa jego moc na tym świecie, czyli „uwalnia go” z symbolicznej Czeluści i „rozwiązuje go”. Jednak opisane wtrącenie szatana do Czeluści na tysiąc lat może oznaczać również jakieś szczególne wydarzenie w przyszłości, którego jeszcze nie znamy, a które kiedyś nastąpi.

 

Siedem złotych świeczników

 

Przedstawione w trzech pierwszych rozdziałach Apokalipsy św. Jana Kościoły zostały nazwane symbolicznie „siedmioma złotymi świecznikami” (por. Ap 1,20). Kościoły te z kolei symbolizują wszystkie rozsiane po całym świecie i istniejące w ciągu wieków wspólnoty kościołów lokalnych. Wszystkie one są „złotymi świecznikami”. Na świecznikach stawia się źródło światła, aby dobrze oświetlało otoczenie. Taka jest też rola kościołów w świecie. Niewierzący mają zauważać to światło i zbliżać się do niego. Tym światłem ustawionym na „złotych świecznikach-kościołach” ma być Chrystus i Jego Ewangelia. To Zbawiciel ma jaśnieć na tych cennych, bo „złotych” świecznikach. Każdy z nas, ochrzczonych, należy do Kościoła, tworzy go. Każdy z nas jest zatem „złotym świecznikiem”, na którym ma jaśnieć światłość Chrystusa. Patrzący na nas ma Go zauważać, o Nim myśleć, do Niego się zbliżać, w Jego świetle się poruszać.

Złote świeczniki-kościoły mają wzór najdoskonalszego, naprawdę „złotego” świecznika. Jest nim Maryja. Gdy ktoś zapyta, kim Ona jest, usłyszy odpowiedź: – Jest matką. – Czyją? – Matką Jezusa, naszego Pana, Boga, Zbawiciela, Odkupiciela, Miłosierdzia. Jest Matką Założyciela Kościoła, który jest Jego Mistycznym Ciałem. Jest też naszą Matką, bo umierający na krzyżu Jezus oddał nas pod Jej opiekę w osobie ucznia Jana (por. J 19,26-27). Patrząc na Maryję, musimy pomyśleć o Jezusie. Ona Go ukazuje. Często na obrazach i ikonach przedstawia się Ją z Jezusem w ramionach. Obejmuje Światłość prawdziwą, jest „złotym świecznikiem”, wzorem dla każdego kościoła lokalnego i dla każdego z nas. Ten „złoty świecznik” jest teraz w chwale nieba. Każdy, kto będzie tak jak Ona trzymał w swoich ramionach Jezusa, żył w jedności z Nim i naśladował Go, osiągnie chwałę. Będzie tworzył chwalebne nowe Jeruzalem niebieskie, o którym mówi Objawienie św. Jana w dwóch końcowych rozdziałach.

 

Siedem pieczęci, otwieranych przez Baranka

 

Słuchając wiadomości nadchodzących ze świata, można mieć wrażenie, że to zło rządzi ludzkością. Mówi się bowiem o wojnach, przemocy, korupcji, zepsuciu, zabijaniu chrześcijan, gwałtach, upodleniu człowieka. Do tego dochodzą jeszcze klęski żywiołowe, trzęsienia ziemi, powodzie... Szatan – który od początku ludzkiej historii pobudzał obdarzonych wolnością ludzi do porzucania Bożego przykazania miłości – pragnie pokazać, że to on rządzi światem, że to on jest władcą tego świata. Księga Apokalipsy powtarza jednak coś innego. To nie zbuntowane duchy i ludzie wrogo ustosunkowani do Boga i bliźnich są panami historii. Chociaż ich działalność zaznaczała się i nadal ujawnia się w historii, to jednak nie oni są panami świata. Absolutnym jego Panem jest Bóg. Ta prawda została symbolicznie ukazana w otwieraniu siedmiu pieczęci przez Baranka (Ap 5-6, 8). Tylko On mógł otworzyć pieczęcie księgi, która symbolicznie przedstawia dzieje ludzkości odkupionej przez Niego, ale wciąż jeszcze ulegającej złym wpływom upadłych duchów. Według Księgi Apokalipsy na ziemi dzieje się coś tylko wtedy, gdy Baranek – czyli Jezus Chrystus, nasz Odkupiciel, Zbawiciel, Mesjasz i Pan – otwiera jedną z siedmiu pieczęci. Ani wcześniej, ani później. Wszystkim zatem rządzi Baranek-Odkupiciel, który chce naszego wiecznego zbawienia. Gdyby świat przyjął przyniesioną przez Niego Ewangelię i łaski wysłużone przez dzieło Jego Odkupienia, to zostałaby otwarta tylko pierwsza pieczęć księgi. Otwarcie tej pieczęci – według interpretacji wielu katolickich egzegetów – oznacza triumf Ewangelii. Kiedy Baranek, nasz Zbawiciel, otworzył pierwszą z siedmiu pieczęci pojawił się jeździec na białym koniu, który „wyruszył jako zwycięzca, by [jeszcze] zwyciężać” (Ap 6,2). To zwycięstwo jest jedynym, które nie przynosi cierpienia. Przeciwnie, zwycięska Ewangelia uwalnia świat od niego. Gdyby świat w całości przyjął ofiarowaną mu Ewangelię i nią żył, w całości osiągnąłby zbawienie i żadna z pozostałych siedmiu pieczęci nie musiałaby być otwierana. Znaczy to, że nie spadłyby na ludzkość bolesne wydarzenia, które powiązane są z otwieraniem tych pozostałych sześciu pieczęci. Baranek, Jezus, nasz Odkupiciel, musi jednak je otworzyć, aby przez bolesne wydarzenia pobudzić zbuntowaną ludzkość do opamiętania się. W cierpieniach ludzkość ma sobie przypomnieć, kto jest źródłem jej szczęścia i dobra, w kim ma ocalenie. A nie przypomniałaby sobie tego, gdyby nie spadały na nią bolesne wydarzenia, związane z otwieraniem pieczęci, które oznaczają wojny, głód, śmierć, kataklizmy (Ap 6, 3-11) i tajemniczy „Wielki Dzień Gniewu”, związany z otwarciem szóstej pieczęci (por. Ap 6,12-17). Jezus, Baranek, jest naszym Zbawicielem i nie ma upodobania w zadawaniu nam cierpień. To On sam się nim poddał dla naszego ocalenia. Jednak tego ocalenia świat przyjąć nie chce, dlatego – dla jego dobra wiecznego – muszą dotykać go dotkliwe cierpienia.

Świat przypomina marnotrawnego syna z przypowieści Jezusa (Łk 15,11-32), który porzucił swojego ojca, aby oddać się rozrywkom. Zapomniał o swoim dobrym ojcu. Zmarnował też tę część majątku, którą od niego otrzymał. Z powodu swojej rozrzutności i klęski głodu zaczął cierpieć (Łk 15,14-17). Dopiero w tym cierpieniu zaczął myśleć o swoim dobrym ojcu. Gdyby nie było tego cierpienia, nie wróciłby do niego. Podobnie dzieje się z dużą częścią ludzkości. Wraca do swojego Ojca niebieskiego, gdy dotyka ją jakieś cierpienie. Odkupiciel-Baranek musi więc otwierać kolejne pieczęcie z księgi wydarzeń. Cierpienia związane z ich otwieraniem są z bólem dopuszczone przez Zbawiciela. Dopuszcza je jednak, aby ludzkość uniknęła najtragiczniejszego losu, którym byłoby wieczne potępienie, przedstawione w Księdze Apokalipsy jako wrzucenie żywcem do „ognistego jeziora, gorejącego siarką” (Ap 19,20; 20,10.14-15; 21,8). Zbawiciel nie chce tego tragicznego i wiecznego losu dla buntujących się odkupionych przez Niego ludzi, dlatego pozwala, by dotknęły ich wydarzenia bolesne, ale przemijające. Otworzył więc i otwiera nie tylko pierwszą pieczęć.

 

Kolejność wydarzeń apokaliptycznych

 

Niektórzy czytają Księgę Apokalipsy po to, by wytworzyć sobie dokładny scenariusz przyszłych wydarzeń. Chcieliby poznać przyszłość, kiedy co nastąpi lub się zakończy: w którym roku, miesiącu, w jaki dzień tygodnia. Chociaż Księga ta mówi o wydarzeniach przyszłych, to jednak nie podaje ich dokładnych dat. Nie znajdziemy w niej wyjaśnień typu: „W roku takim a takim wieku takiego a takiego zostanie otwarta przez Baranka pieczęć druga. Potem, za ileś lat lub wieków – trzecia. Następnie, po upływie określonej ilości stuleci – czwarta, piąta, szósta i siódma. Chronologia wydarzeń przyszłych istnieje, jednak Bóg nie chciał jej nam dokładnie przedstawić. Wolał przez św. Jana umocnić w nas wiarę w to, że nic się nie dzieje bez dopuszczenia tego przez Jego opatrzność. Ta prawda została wyrażona między innymi przez symboliczne otwieranie siedmiu pieczęci przez Baranka i trąbienie przez siedmiu aniołów (por. Ap rozdziały 8-9 i 11). Bóg nie jest sprawcą zła i nieszczęść, które na nas spadają, jednak dopuszcza je, gdy przewiduje, że pomogą nam się zbawić i uniknąć wiecznego piekła. Wolałby doprowadzić nas do zbawienia bez cierpienia, jednak na to Mu nie pozwalamy naszą samowolą, oporem wobec Ewangelii Chrystusowej. Otwieranie przez Baranka, naszego Odkupiciela, siedmiu pieczęci oznacza, że absolutnie nic się nie wymyka Jego kontroli, nawet bolesne dla nas wydarzenia, których On nie wywołuje, np. wojny.

Jeśli chodzi o chronologię wydarzeń, to nie jest tak, że wydarzenia przypisane do jednej z siedmiu pieczęci kończą się całkowicie, gdy otwierana jest pieczęć następna. Można powiedzieć, że w ciągu naszej ziemskiej historii ciągle otwierana jest – i to wielokrotnie - któraś z siedmiu pieczęci. Dlatego niektóre wydarzenia pojawiają się, zanikają i mogą się znów powtórzyć. Często są jakby lustrzanym odbiciem podobnego wydarzenia z przeszłości i zapowiedzią nowego – w przyszłości. Ponieważ Bóg jest prawdziwym Panem historii, dlatego może każdemu wydarzeniu zapobiec i nie dopuścić do jego pojawienia się. Z tego powodu możemy zawsze z ufnością prosić Go o to, by powiedział swoje „dość” każdej formie przemocy i szerzącego się w świecie zła.

 

Siedem trąb

 

Ósmy, dziewiąty i jedenasty rozdział Apokalipsy św. Jana mówi o siedmiu trąbiących aniołach. Mogą oni trąbić, bo pozwolił im to czynić Baranek, Jezus Chrystus, który oddał za nas swoje życie na krzyżu. Zezwolił przez otwarcie siódmej pieczęci (Ap 8). Nie była to pieczęć pierwsza, lecz ostatnia. Do jej otwarcia jakby został zmuszony. To ludzkość zmusiła Go do otwarcia tej pieczęci. Wymusiła otwarcie jej swoim złym postępowaniem, duchowym snem, letargiem. Trąby różnych dotkliwych wydarzeń mają ją obudzić z tego niebezpiecznego snu. Wydarzenia zapowiedziane przez siedmiu trębaczy mają potrząsnąć ludzkością, śpiącą w duchowym zobojętnieniu. Im głębszy jest ten sen, tym silniejszy musi być głos trąby.

Ważny jest fakt, że aniołowie zaczęli trąbić po otwarciu ostatniej pieczęci przez Baranka (Ap 8). Nie otwarł jej wróg ludzkości, lecz jej największy Przyjaciel. Musiał to uczynić, bo został do tego zmuszony przez opór wobec ofiarowanej jej Ewangelii. Musiał zezwolić na potrząsające ludzkością bolesne wydarzenia, aby w swoim duchowym uśpieniu nie zapomniała o rękach Stwórcy, które ją uformowały, i o Ofierze Baranka-Jezusa, która otwarła jej niebo. Przez otwarcie ostatniej pieczęci Baranek okazał ludzkości swoją surową dobroć, aby powstrzymać ją od podążania w stronę „jeziora ognia i siarki”. Przez wydarzenia podobne do głośnego trąbienia pragnie powstrzymać ją od tragicznego losu Bestii, Fałszywego Proroka i diabła, których wrzucono do tego jeziora z powodu ich upartego trwania w złu i zwodzenia ludzkości. „I pochwycono Bestię, a z nią Fałszywego Proroka, co czynił wobec niej znaki, którymi zwiódł tych, co wzięli znamię Bestii i oddawali pokłon jej obrazowi. Oboje żywcem wrzuceni zostali do ognistego jeziora, gorejącego siarką” (Ap 19,20). „A diabła, który ich zwodzi, wrzucono do jeziora ognia i siarki, tam gdzie są Bestia i Fałszywy Prorok. I będą cierpieć katusze we dnie i w nocy na wieki wieków” (Ap 20,10).. Zbawiciel,  Baranek oddał za nas życie, abyśmy uniknęli tego tragicznego losu. Jednak krzyż Jezusa do wielu nie przemawia. Dlatego nasz Pan zezwala na wydarzenia, które jak głośne trąby mają przypomnieć, kto jest naszym Odkupicielem, w kim możemy w każdej chwili znaleźć zbawienie.

Zbawiciel pozwala na to głośne trąbienie, abyśmy nie znaleźli się poza Jego Odnowionym świętym miastem, poza Jeruzalem niebieskim jak „psy, guślarze, rozpustnicy, zabójcy, bałwochwalcy i każdy, kto kłamstwo kocha i nim żyje” (Ap 22,15). Dla naszego opamiętania się pozwala swoim aniołom trąbić, potrząsać nami, abyśmy nie podzielili losu wszystkich „wielbicieli Bestii”, którzy przyjęli jej znamię na czole i ręce, to znaczy zaczęli myśleć, planować i działać tak jak ona. O nich to anioł powiedział głosem donośnym, potężnym jak głos trąby: „Jeśli kto wielbi Bestię, i obraz jej, i bierze sobie jej znamię na czoło lub rękę, ten również będzie pić wino zapalczywości Boga przygotowane, nie rozcieńczone, w kielichu Jego gniewu; i będzie katowany ogniem i siarką wobec świętych aniołów i wobec Baranka. A dym ich katuszy na wieki wieków się wznosi i nie mają spoczynku we dnie i w nocy czciciele Bestii i jej obrazu, i ten, kto bierze znamię jej imienia. Tu się okazuje wytrwałość świętych, tych, którzy strzegą przykazań Boga i wiary Jezusa (Ap 14,9-12).

Otwarcie siódmej pieczęci przez Baranka – zezwalające na trąbienie głośne, wzywające do opamiętania się, do porzucenia zła – wyraża Jego troskę o nas. Nie chce On, abyśmy podzielili los zepsutego „Wielkiego Babilonu”, zdeprawowanej „Nierządnicy”, niewiasty pijanej „krwią świętych i krwią świadków Jezusa” (Ap 17,6), która deprawowała „wszystkie narody” (Ap 14,8; Ap 18,3). Upomnienia głośne jak trąby mają nas pobudzić do zmiany życia. Dzięki temu unikniemy losu podobnego do losu tej zepsutej niewiasty – losu tragicznego i niespodziewanego: „dlatego w jednym dniu nadejdą jej plagi: śmierć i smutek, i głód; i będzie ogniem spalona, bo mocny jest Pan, Bóg, który ją osądził” (Ap 18,8).

Ostrzeżenia Księgi Apokalipsy są surowe. Nie muszą jednak spaść na nas zapowiedziane nieszczęścia. Baranek, który trzyma swoje ręce na pieczęciach, może wszystko powstrzymać lub skrócić. Jest Panem wszystkiego. Aby nie dotknęło nas prawdziwe, bo wieczne nieszczęście, pozwala trąbić swoim posłańcom. Chce tego, by przenikliwy głos trąb – różnych wydarzeń – wyrwał nas z duchowej obojętności i pobudził do życia pełnego miłości.

 

Kto odrzuca lekarstwo, ten skazuje się na bolesną chorobę

 

Opis trąbiących kolejno sześciu aniołów (rozdziały 8 i 9) przerywają inne wizje. Jedna przedstawia potężnego anioła i siedem grzmotów. To, co one powiedziały, miało pozostać tajemnicą, dlatego św. Jan ich nie zapisał (Ap 10,4). Drugą wizją było symboliczne spożywanie przez niego księgi, która w jego ustach była słodka, jednak wnętrzności napełniała goryczą. Tak św. Jan to opisuje: „A głos, który słyszałem z nieba, znów usłyszałem, jak zwracał się do mnie w słowach: Idź, weź księgę otwartą w ręce anioła stojącego na morzu i na ziemi! Poszedłem więc do anioła, mówiąc mu, by dał mi książeczkę. I rzecze mi: Weź i połknij ją, a napełni wnętrzności twe goryczą, lecz w ustach twych będzie słodka jak miód. I wziąłem książeczkę z ręki anioła i połknąłem ją, a w ustach moich stała się słodka jak miód, a gdy ją spożyłem, goryczą napełniły się moje wnętrzności. I mówił mi: Trzeba ci znów prorokować o ludach, narodach, językach i o wielu królach” (Ap 10,8-11).

Św. Jan otrzymał ponowienie nakazu wypełnienia trudnej misji głoszenia Bożego orędzia, które dla głosiciela jest słodkie i gorzkie zarazem. Słodkie – bo przynosi radość pomagania w zbawieniu, gorzkie – bo często jest wyśmiewane i odrzucane z pogardą. Głoszenie Ewangelii łączy się z goryczą patrzenia, jak jest ona lekceważona i zwalczana. Lekceważenie słowa Bożego wywołuje konieczność bolesnych wydarzeń, zapowiedzianych przez trąbiących aniołów. Bóg dał nam swoje słowo, abyśmy uwierzyli i osiągnęli zbawienie. „Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących” – stwierdza św. Paweł (1 Kor 1,21). Zbawcze słowo Boże zostało jednak odrzucone przez wielu. Tak było i tak nadal się dzieje z powodu podszeptu szatana i ludzkiej niewiedzy. Wobec przekazywanej Ewangelii ludzie często zachowują się jak niemądre dzieci, które wypluwają lekarstwo podawane im przez matkę lub ojca. Przez to skazują się na długie cierpienie choroby, na bardziej dotkliwe sposoby leczenia, takie jak zastrzyki, pobyt w szpitalu, operacje. Ale bywa jeszcze gorzej. Niektórzy ludzie bowiem sami słowa Bożego nie przyjmują, a dodatkowo jeszcze utrudniają przekazywanie go innym. Usiłują jakby wytrącić z ręki lekarza lekarstwo podawane tym, którzy chcą je przyjąć. Zachowują się jak szatan, który zwalcza słowo Boże, ponieważ wie, że ono rozbudza wiarę i przynosi zbawienie. Tego w swojej złośliwości nie potrafi znieść, dla tego wypowiada wojnę wszystkim głosicielom słowa Bożego, pobudza do prześladowania ich.

Ponieważ zbawcze słowo Boże jest odrzucane, a jego głosiciele – prześladowani, dlatego świat ściąga na siebie bolesne wydarzenia, zapowiadane przez otwierane pieczęcie i apokaliptyczne trąby. Muszą one dotknąć świat, aby dzięki nim jakaś część ludzkości nawróciła się i uniknęła wiecznego potępienia. Muszą dotknąć ludzi jak dręcząca choroba, wywoływana przez świadome odrzucenie leczenia. Muszą dotknąć świat bolesne wydarzenia, zwiastowane przez apokaliptycznych trębaczy, bo ludzkość ciągle odrzuca Lekarza i podawane jej lekarstwo słowa Bożego i sakramentów. Odrzucając leczące słowo Boże, ludzkość poddaje się wpływom szatana. Ten zaś ma upodobanie w dręczeniu jej. Wiedzą o tym głosiciele słowa Bożego, dlatego ich wnętrze napełnia się bólem i goryczą, gdy spostrzegają lekceważące podchodzenie do Ewangelii i innych środków, które dał nam Bóg dla naszego zbawienia.

 

Opieczętowani słudzy Pańscy i wielbiciele Bestii

 

Księga Apokalipsy mówi o dwóch grupach ludzi, którzy pozwolili się opieczętować. Jedna to słudzy Pańscy (Ap 7,1-8), druga – wielbiciele Bestii (Ap 13,16). Rozsiani po całej ziemi ludzie – należący do różnych plemion i pokoleń, ludzie dobrej woli – pozwolili się opieczętować pieczęcią Pańską. Tę pieczęć przyniósł anioł, czyli posłaniec Boży. Symbolizuje on wszystkich współdziałających z Chrystusem i Duchem Świętym ludzi, którzy w ciągu wieków trudzili się, by pomóc światu się zbawić. Głównym „Pieczętującym” jest jednak Jezus i Duch Święty. Łaska, którą wlewają w umysły i serca ludzkie, pozostawia w nich znak Boga żywego. Tym znakiem jest wiara. Dotyka ona najpierw czoła, czyli umysłu, a potem – gdy połączy się z Bożą miłością – przemienia całego człowieka: jego myślenie, mówienie, postępowanie. Cały człowiek – zjednoczony z Chrystusem i przeniknięty Duchem Świętym – nosi znamię Boga żywego na całej swojej osobowości, upodabnia się do Niego. Tylko Trójca Święta posiada moc takiego „pieczętowania” człowieka. Jednak w to swoje wielkie dzieło zbawiania włączyła swoich „aniołów”. Są nimi nie tylko duchy niebieskie, ale także ludzie, którzy głoszą słowo Boże i udzielają sakramentów. Przekazując Ewangelię i udzielając chrztu oraz innych sakramentów, współdziałają z Bogiem zbawiającym. Wraz z Nim „pieczętują” sługi Boże.

Ci, którzy nie chcą służyć Bogu żywemu, odrzucają Jego pieczęć. Gardzą nią, bo nie chcą być podobni do Boga w myśleniu, mówieniu, pragnieniach, czynach. Wolą więc przyjąć inną pieczęć, o której także mówi Apokalipsa św. Jana: znak Bestii (Ap 13,16). Wolą nosić na czole i ręce znamię przeciwnika Boga żywego, czyli myśleć i działać jak nieprzyjaciel Chrystusa, jak „Anty-Chryst”. To piekielne znamię zostało udzielone ludziom dzięki aktywności i władzy ścisłego współpracownika Bestii. Jest nim oszust udający Baranka, czyli Jezusa Zbawiciela, a mówiący jak Smok, który nienawidzi Boga i sprytnie niszczy Jego dzieła (por. Ap 13,11). Ten oszust, nazywany „Drugą Bestią”, „Fałszywym Prorokiem”, jest „wilkiem w owczej skórze”, przed którym ostrzegł nas Chrystus (Mt 7,15). Symbolizuje on wszystkich ludzi – duchownych i świeckich różnych religii – którzy inteligentnie i podstępnie zwodzą ludzi i odciągają ich od Boga. Przez pieczęć na czole i ręce czynią ich podobnymi do demonów, bo myślą, planują i działają jak one. Ci przebrani za Baranka współpracownicy Bestii pieczętowali w przeszłości i obecnie pieczętują umysły swoimi zwodniczymi naukami, które nieraz mają pozory wielkiej teologii, a nawet Ewangelii. W rzeczywistości jednak są trucizną, która wsącza się w umysły i serca ludzkie i stopniowo zaciera w nich „obraz i podobieństwo Boże”.

Tak więc w ciągu dziejów ludzkich trwają dwa rodzaje pieczętowania. Każdy człowiek poddaje się jednemu z nich. Jeśli przyjmuje pieczęć Boga żywego, staje się do Niego podobny: myśli jak On i kocha jak On. Jeśli natomiast woli znamię Bestii, przeciwnika Boga, to sam się staje bestią, okrutną, nieczułą, złośliwą, podstępną. Myśli jak ona, planuje jak ona, działa jak ona, niszczy w świecie i sercach ludzkich dzieła Boże. Nie wielbi już Boga, swojego Pana, Stwórcę i Zbawiciela, lecz Jego przeciwnika.

Antychryst

A). Św. Jan, w swoim Pierwszym Liście, w kilku słowach przedstawił to, co pod osłoną znaków i wizji opisał w Księdze Apokalipsy, której jest autorem. „Dzieci, jest już ostatnia godzina, i tak, jak słyszeliście, Antychryst nadchodzi, bo oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów; stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina. Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas; bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby z nami; a to stało się po to, aby wyszło na jaw, że nie wszyscy są naszego ducha. Wy natomiast macie namaszczenie od Świętego i wszyscy jesteście napełnieni wiedzą. Ja wam nie pisałem, jakbyście nie znali prawdy, lecz że ją znacie i że żadna fałszywa nauka z prawdy nie pochodzi. Któż zaś jest kłamcą, jeśli nie ten, kto zaprzecza, że Jezus jest Mesjaszem? Ten właśnie jest Antychrystem, który nie uznaje Ojca i Syna. Każdy, kto nie uznaje Syna, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca. Wy zaś zachowujecie w sobie to, co słyszeliście od początku. Jeżeli będzie trwało w was to, co słyszeliście od początku, to i wy będziecie trwać w Synu i w Ojcu. A obietnicą tą, daną przez Niego samego, jest życie wieczne. To wszystko napisałem wam o tych, którzy wprowadzają was w błąd” (1 J 2,18-26).

B) Ducha Antychrysta ma w sobie każdy, kto odrzuca Jezusa, nie przyjmuje Go, zwalcza Jego dzieła i tych, którzy w Niego wierzą. Takich Antychrystów, jak mówi św. Jan, było wielu. Wszyscy oni zapowiadają przyjście jeszcze jakiegoś innego Antychrysta, wyjątkowo wrogo nastawionego do Chrystusa. W Księdze Apokalipsy św.

Jan nie używa słowa „Antychryst”. Przeciwników Jezusa Chrystusa ukazuje pod różnymi symbolicznymi określeniami. Głównym przeciwnikiem naszego Pana i Zbawiciela jest „Smok barwy ognia”. Walczy On z Niewiastą obleczoną w słońce i Jej Synem (Ap 12,1-6), z archaniołem Michałem i jego aniołami (Ap 12,7-9), zwodzi „całą zamieszkałą ziemię” (Ap 12,9), atakuje tych, „co strzegą przykazań Boga i mają świadectwo Jezusa” (Ap 12,17). Do pomocy ten główny przeciwnik Chrystusa, „Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan” (Ap 12,9),  ma dwie Bestie. Pierwsza z nich, okrutna, bluźni Bogu i walczy ze „świętymi i zwycięża ich” (Ap 13,5-7). Drugim pomocnikiem Smoka jest Bestia udająca Baranka, czyli Zbawiciela Jezusa Chrystusa. (Ap 13,11). Ci trzej przeciwnicy Boga tworzą jakby „Anty-Trójcę”, która walczy w Trójcą Świętą i Jej wyznawcami.

Wrogowie Boga, którzy na różne sposoby ukazywali się w historii, nie odniosą zwycięstwa nad Nim ani nad wierzącymi w Niego. Jest to zaznaczone na różne sposoby. I tak Smok i jego aniołowie przegrali walkę ze św. Michałem (Ap 12,7-9). Władza diabła na ziemi nie będzie trwała wiecznie. Wie on o tym. Pała „wielkim gniewem, świadom, że mało ma czasu” (Ap 12,12). Pomagająca Smokowi Bestia też ma ograniczony czas działania, określony symbolicznie jako „czterdzieści dwa miesiące” (Ap 13,5). Któregoś dnia skończy się władza jej i władza Drugiej Besti, czyli „Fałszywego Proroka”. Ich klęskę św. Jan przedstawił następująco: „I pochwycono Bestię, a z nią Fałszywego Proroka, co czynił wobec niej znaki, którymi zwiódł tych, co wzięli znamię Bestii i oddawali pokłon jej obrazowi. Oboje żywcem wrzuceni zostali do ognistego jeziora, gorejącego siarką” (Ap 19,20). Po nich, w tym strasznym jeziorze, znajdzie się także diabeł: „A diabła, który ich zwodzi, wrzucono do jeziora ognia i siarki, tam gdzie są Bestia i Fałszywy Prorok. I będą cierpieć katusze we dnie i w nocy na wieki wieków” (Ap 20,10). Wszystkie te obrazy klęski pouczają o jednym: ci, którzy mają ducha Antychrysta i walczą z Chrystusem, skazują się na wieczną porażkę. Ci natomiast, którzy trwają wiernie przy Nim, osiągną wieczne szczęście.

„Anty-Trójca”

Szatan nie naśladuje Trójosobowego Boga, czyniącego dobro, jednak Go „małpuje”. To karykaturalne naśladowanie Go ujawnia się między innymi w działaniu „trójcy”, o której mówi Księga Apokalipsy – „trójcy” walczącej z Trójcą Przenajświętszą i prześladującej wszystkich prawdziwych Jej czcicieli. Tą „trójcą” jest Smok, Bestia i Fałszywy Prorok (Ap 12-13). Bóg prawdziwy, Bóg trójosobowy, przynosi nam zbawienie, natomiast opisana w Apokalipsie św. Jana karykaturalna „trójca” robi wszystko, by doprowadzić ludzi do niewiary, zdeprawowania, którego symbolem jest Babilon, i do potępienia. Ojciec posłał Syna, aby nas odkupił. Gdy Jezus powrócił do Ojca, posłał nam od Niego Ducha Świętego. Szatan małpuje sposób działania Boga i do swojego dzieła niszczenia dobiera sobie dwóch współpracowników: Bestię i Fałszywego Proroka (Ap rozdz. 12; 20,10) Ta swoista „trójca” prowadzi wojnę ze wszystkimi, którzy stoją po stronie prawdziwej Trójcy Świętej, zbawiającej człowieka. „Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce” (J 3,35), Smok natomiast Bestii dał „swą moc, swój tron i wielką władzę” (Ap 13,2). Chrystus został zabity, jednak zmartwychwstał. Bestia karykaturalnie ukazuje to wielkie wydarzenie przez zagojenie się jej śmiertelnej rany. „I ujrzałem – pisze św. Jan – jedną z jej głów jakby śmiertelnie zranioną, a rana jej śmiertelna została uleczona. A cała ziemia w podziwie powiodła wzrokiem za Bestią; i pokłon oddali Smokowi, bo władzę dał Bestii. I Bestii pokłon oddali, mówiąc: Któż jest podobny do Bestii i któż potrafi rozpocząć z nią walkę?” (Ap 13,3-4). Bestia jakby „zmartwychwstaje”, bo ciągle na różne sposoby odradza się w historii. Jezus uwielbiał Ojca, Bestia natomiast Mu bluźni: „A dano jej usta mówiące wielkie rzeczy i bluźnierstwa, i dano jej możność przetrwania czterdziestu dwu miesięcy. Zatem otworzyła swe usta dla bluźnierstw przeciwko Bogu, by bluźnić Jego imieniu i Jego przybytkowi, i mieszkańcom nieba. (Ap 13,5-6). Jezus leczył chorych, podnosił na duchu, zbawiał, Bestia natomiast walczy ze świętymi (Ap 13,7).

Druga Bestia, która pomaga Smokowi i Bestii pierwszej, jest jakby karykaturą Jesusa-Baranka i proroków, przez których mówił Duch Święty. Jest karykaturalnym przedstawieniem Chrystusa, „bo miała dwa rogi podobne do rogów Baranka” (Ap 13,11). Mówienie i działanie tej Bestii, zwanej też „Fałszywym Prorokiem” (Ap 20,10), kontrastuje z mówieniem i działaniem prawdziwych proroków, którymi kierował Duch Święty, Duch Prawdy. Druga Bestia, czyli Fałszywy Prorok, wypowiada się jak Smok (Ap 13,11), a więc nie mówi z natchnienia Ducha Świętego. Nie prowadzi nikogo do prawdy, jak prawdziwi prorocy, lecz „zwodzi mieszkańców ziemi” (Ap 13,14).

Walcząca z Bogiem „trójca” – Smok barwy ognia, Bestia i Fałszywy Prorok – wielokrotnie w historii stawała się wzorcem dla różnych ateistycznych i niszczących wiarę potęg, państw, organizacji, sekt. Pojawiały się różne „czerwone smoki”, które miały do pomocy okrutne bestie-katów, torturujących i zabijających wierzących, oraz pozornie przychylnych ludziom fałszywych proroków – „ideologów”, niszczących wiarę swoimi naukami i propagandą. Wszystkie te wrogie Bogu i Kościołowi „trójce” trwały tylko jakiś czas, przez symboliczne „czterdzieści dwa miesiące” (Ap 13,5). Potem upadały. Kościół Chrystusa natomiast trwał, trwa nadal i przemieni się w odnowione Jeruzalem (Ap 21-22). Ci, którzy zostali zabici za wiarę, żyją w niezmiernym i nieprzemijającym szczęściu, a pamięć o nich w Kościele nie przemija. Jest im oddawana cześć za wierność Chrystusowi aż do śmierci.

 

Atakowani sprawiedliwi i świadkowie Boga żywego

 

Szatan chciałby zająć miejsce Boga. Chciałby na ziemi zbudować swoje królestwo zła, kłamstwa i zepsucia, symbolizowane w Księdze Apokalipsy między innymi przez Babilon (Ap 17 i 18). Pragnie tego, by cały świat stał się takim zdeprawowanym Babilonem. Diabeł i ci, którzy przez swoje zepsucie stali się „bramami piekielnymi”, nie chce dopuścić do tego, by pełen niedoskonałości ziemski Kościół przemienił się w Kościół doskonały, święty, zjednoczony, w Jeruzalem niebieskie, przedstawione w końcowych rozdziałach Apokalipsy. Piekielny Smok walczy więc z ludźmi, którzy „strzegą przykazań Boga i mają świadectwo Jezusa” (Ap 12,17). Oni bowiem najbardziej mu przeszkadzają. Ludzie szlachetni i świadkowie Boga żywego najbardziej utrudniają mu budowanie królestwa zła na świecie, dlatego najbardziej ich atakuje. Z powodu tego ataku, w okresie Starego Testamentu, umierali śmiercią męczeńską prorocy; Jezus Chrystus, największy Świadek Boga żywego, został ukrzyżowany; prześladowani byli Jego Apostołowie. Kościół przez wieki dzielił ten sam los. Wielu, nawet teologów, atakuje Maryję, bo Jej świętość przypomina świętość Boga i skłania do przemiany życia. Ciągle są niszczone dzieła Ducha Świętego. Szatan-Smok chciałby usunąć ze świata nie tylko ludzi głoszących zbawczą Bożą prawdę, ale także wszystkie znaki, które skłaniają do myślenia z wdzięcznością o Bogu, np. krzyż i stajenkę – dwa wielkie symbole Bożej miłości, znaki Wcielenia i Odkupienia. Nawet piękno świata stworzonego przez Boga mu przeszkadza, bo i ono pobudza do myślenia z wdzięcznością i podziwem o Stwórcy wszystkiego. Dlatego, na ile może, pobudza ludzi do dewastowania ziemi i do zacierania jej piękna. Im bardziej ludzie odrzucają Boga, który jest Miłością i Prawdą, tym bardziej – bezwiednie – poddają się tyranii  „Smoka barwy ognia” i zamieniają świat w pola walki, na których toczą się bratobójcze wojny i przelewana jest krew, bo bracia i siostry, dzieci jednego Ojca, zamienili się w śmiertelnych wrogów.

 

Pozorne zwycięstwo nad świadkami Boga

 

Przeciwnicy Boga miłości chcieliby zamienić świat w królestwo zła, zakłamania, egoizmu, przestępstw i wojen. W Księdze Apokalipsy symbolami tego zdeprawowania jest między innymi Babilon (Ap 17 i 18) oraz  Sodoma i Egipt (Ap 11,8). Twórcom królestwa zepsucia i zła najbardziej przeszkadzają świadkowie Boga żywego, głosiciele zbawczej Ewangelii. To z nimi walczy diabeł i ci wszyscy, których Księga Apokalipsy określa mianem „Bestii”. Tę trwającą przez wieki walkę przedstawia między innymi wizja „Dwóch Świadków”, opisana w jedenastym rozdziale Apokalipsy (11,3-13). Symbolizują oni wszystkich głosicieli prawdy Bożej, którzy przez wieki swoim słowem i życiem ukazywali światu Boga żywego. „Oni są dwoma drzewami oliwnymi i dwoma świecznikami, co stoją przed Panem ziemi”. (Ap 11,4) Są jak pożyteczne drzewa oliwne, bo tak jak one dostarczają lekarstw na rany. Głoszone przez nich słowo Boże podobne jest do oliwy, bo leczy rany, zadane światu przez szatana, grzech, egoizm, okrucieństwo, nieumiejętność przebaczania. Z tych ran chciałby Bóg wyleczyć ludzkość przez swoich symbolicznych „Dwóch Świadków”. Są oni jak drzewa oliwne, które dostarczają pożytecznych oliwek w dużej ilości.

Ci prawdziwi świadkowie Boga żywego, którzy działali przez wieki, zostali też nazwani „dwoma świecznikami, co stoją przed Panem ziemi”. (Ap 11,4) Są „świecznikami”. Świecznik nie świeci, lecz nosi na sobie źródło światła. Świadkowie prawdziwego „Pana ziemi”, Jezusa Chrystusa, są jakby „chodzącymi świecznikami”. Tam, gdzie przychodzą, przynoszą Światłość prawdziwą: żyjącego, zmartwychwstałego Jezusa. Na podobieństwo świeczników jakby Go niosą na sobie. Ich jedynym Panem jest Bóg wcielony, Jezus Chrystus. To od Niego otrzymali moc i władzę mówienia w Jego imieniu, czyli prorokowania. „Dwom moim Świadkom dam władzę, a będą prorokować obleczeni w wory, przez tysiąc dwieście sześćdziesiąt dni.” (Ap 11,3) Nie będą oni przyciągać uwagi do siebie niczym, nawet pięknymi szatami, dlatego będą głosić Bożą naukę „obleczeni w wory”. Prawdziwy „Pan ziemi” nie tylko dał im „władzę prorokowania”, ale także wyznaczył czas trwania ich posługi. Symbolicznie wyraża go liczba „tysiąc dwieście sześćdziesiąt dni” (Ap 11,3). To nieco więcej niż trzy lata, mniej więcej tyle, ile nauczał publicznie Jezus. Jest to liczba symboliczna, która mówi, że każdy świadek Boga ma różny, ale przez Niego określony czas na dawanie świadectwa i na „dopełnienie go” (Ap 11,7). Nieco dalej, w trzynastym rozdziale Księgi Apokalipsy, jest mowa o Bestii, której „dano możność przetrwania czterdziestu dwu miesięcy” (Ap 13,5). To czas krótszy niż symboliczne „tysiąc dwieście sześćdziesiąt dni” dane Świadkom Boga. Jednak „dana im możliwość przetrwania” jest stosunkowo długa. Mająca swoje „czterdzieści dwa miesiące” Bestia czyni coś przeciwnego do tego, co robią świadkowie Boga. Oni wielbią Go, natomiast Bestia i wszyscy do niej podobni otwierają swe usta „dla bluźnierstw przeciwko Bogu, by bluźnić Jego imieniu i Jego przybytkowi, i mieszkańcom nieba”. (Ap 13,6)  Bluźnierstwa te mają jakby zagłuszyć modlitwy uwielbiania Boga i Jego zbawcze słowo. Wszyscy ludzie, których symbolizuje apokaliptyczna Bestia, „wszczynają walkę ze świętymi” (Ap 13,7). To samo uczyniła Bestia Dwom Świadkom. „A gdy dopełnią swojego świadectwa, Bestia, która wychodzi z Czeluści, wyda im wojnę, zwycięży ich i zabije”. (Ap 11,7) Dalsze wersety opisują pełną okrucieństwa radość wielu mieszkańców ziemi z powodu śmierci głosicieli słowa Bożego. „A zwłoki ich (leżeć) będą na placu wielkiego miasta, które duchowo zwie się: Sodoma i Egipt, gdzie także ukrzyżowano ich Pana. I [wielu] spośród ludów, szczepów, języków i narodów przez trzy i pół dnia oglądają ich zwłoki, a zwłok ich nie zezwalają złożyć do grobu. Wobec nich mieszkańcy ziemi cieszą się i radują; i dary sobie nawzajem będą przesyłali, bo ci dwaj prorocy mieszkańcom ziemi zadali katuszy”. (Ap 11,8-10) Słowo Boże, które jak oliwa może uleczyć z zepsucia, „zadaje katusze” tym, którzy chcą uparcie trwać w swoich grzechach. Tych ludzi Ewangelia drażni, denerwuje, rozwściecza. Wywołuje w nich bowiem niepokój sumienia. Z powodu tych „katuszy” sumienia prześladują oni świadków Chrystusa, a nawet ich zabijają.

Radość z pozornego zwycięstwa nad Dwoma Świadkami nie trwała jednak długo, bo tylko symboliczne „trzy i pół dnia”. „A po trzech i pół dniach duch życia z Boga w nich wstąpił i stanęli na nogi. A wielki strach padł na tych, co ich oglądali. Posłyszeli oni donośny głos z nieba do nich mówiący: Wstąpcie tutaj! I w obłoku wstąpili do nieba, a ich wrogowie ich zobaczyli. W owej godzinie nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi i runęła dziesiąta część miasta, i skutkiem trzęsienia ziemi zginęło siedem tysięcy osób. A pozostali ulegli przerażeniu i oddali chwałę Bogu nieba. (Ap 11,11-13) Wrogowie Boga i Jego prawdy zrozumieli, że nie pokonali tych, których moc pochodziła od Pana. Ich zwycięstwo zamieniło się w wielką klęskę, podobną do trzęsienia ziemi. Ten kataklizm doprowadził niektórych do „oddania chwały Bogu nieba”. Trzęsienie ziemi spowodowało to, czego nie osiągnęli Dwaj Świadkowie swoim łagodnym jak oliwa nauczaniem. Dopiero pod wpływem przerażenia ludzie zwrócili się do Boga i oddali Mu chwałę. W tym fragmencie znajdujemy następujące pouczenie: Bóg chciałby zbawić wszystkich ludzi przez łagodne jak oliwa głoszenie słowa Bożego, przez światło Ewangelii. Ponieważ jednak duża część ludzkości stała się głucha na prawdę Bożą, nie chce według niej uformować swojego życia i ponadto jeszcze prześladuje i zabija świadków Boga żywego, dlatego Bóg musi działać także przez swoją dobroć „surową”. Musi dopuścić różne bolesne wydarzenia, które Apokalipsa św. Jana przedstawia pod symbolami otwieranych przez Baranka pieczęci, jeźdźców, trąb, „biada”, wylewanych czasz i spadających plag.

 

Wieczne szczęście nagrodą dla wiernych Bogu

 

Opisy różnych wydarzeń, które dokonują się na ziemi, są w Apokalipsie św. Jana przerywane wizjami nieba, Boga i zbawionych. Ukazują one ich szczęście po wyjściu „z wielkiego ucisku” ziemskiego. Szatan i inni wrogowie Boga nie pokonali ich. Między innymi siódmy rozdział Apokalipsy opisuje ogromną rzeszę zbawionych, dla których na zawsze zakończyły się troski, bóle i prześladowania. Niebo zapełnione jest ogromną ilością tych, „którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili” (Ap 7,14). Wszyscy oni zawdzięczają swoje zbawienie Chrystusowi, którego krew przelana na krzyżu oczyściła ich z grzechów i uświęciła. „Dlatego są przed tronem Boga i w Jego świątyni cześć Mu oddają we dnie i w nocy. A Zasiadający na tronie rozciągnie namiot nad nimi. Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, i nie porazi ich słońce ani żaden upał, bo paść ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu, i poprowadzi ich do źródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu”. (Ap 7,14-17)

Ilość zbawionych przez Chrystusa jest ogromna. Św. Jan tak o tym mówi: „Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy”. (Ap 7,9) Wiedzą oni, że to Bogu zawdzięczają swoje wielkie i wieczne szczęście, dlatego dziękują Mu i uwielbiają Go. „I głosem donośnym tak wołają: Zbawienie u Boga naszego, Zasiadającego na tronie i u Baranka”. (Ap 7,10) Z ich głosami wdzięczności i uwielbienia łączą się wszystkie istoty stworzone, przedstawione symbolicznie jako aniołowie, „Starcy” i „czworo Zwierząt”. „A wszyscy aniołowie stanęli wokół tronu i Starców, i czworga Zwierząt, i na oblicza swe padli przed tronem, i pokłon oddali Bogu, mówiąc: Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu na wieki wieków! Amen.” (Ap 7,11-12). Wizja ta przedstawia piękną prawdę o tym, że wszystkie istoty zbawione dzielą radość każdego zbawionego, dla którego zakończyły się ziemskie cierpienia i próby. Wszystko, co ich na ziemi spotkało, zostało dopuszczone przez Boga po to, aby byli na zawsze zbawieni. Może na ziemi nie rozumieli tego w pełni. W niebie już wiedzą dokładnie o tym, że nawet to, co było bolesne w ich życiu, zostało dopuszczone przez Zbawiciela, Baranka, Jezusa Chrystusa, prawdziwego Pana świata, bo to nie kto inny lecz On, Król wszechświata, otwierał pieczęcie księgi wydarzeń (Ap 5; 6; 8). To On prowadził Kościół z jego ziemskiej formy do chwały niebieskiego Jeruzalem. I za to są Mu wdzięczni.

 

Wszystko jest w rękach Boga

 

W wielu miejscach Księgi Apokalipsy ukazane są różne ataki wrogów Boga i dobra na Niego i na Jego dzieła na ziemi. Pokazuje ona to, co obserwujemy codziennie, oglądając różne dzienniki telewizyjne lub słuchając wiadomości: krzykliwe zło, które wydaje się panować nad dobrem; pozorną nieograniczoną potęgę ludzi walczących z wiarą, prawdą i dobrem. Źli wydają się mieć poparcie wszystkich mieszkańców ziemi, co w Apokalipsie św. Jana wyraża np. powszechna radość z powodu zabicia Dwóch Świadków. „I [wielu] spośród ludów, szczepów, języków i narodów przez trzy i pół dnia oglądają ich zwłoki, a zwłok ich nie zezwalają złożyć do grobu. Wobec nich mieszkańcy ziemi cieszą się i radują; i dary sobie nawzajem będą przesyłali, bo ci dwaj prorocy mieszkańcom ziemi zadali katuszy” (Ap 11,9-10). Kilka wersetów wyżej jest mowa o deptaniu Miasta Świętego przez pogański świat przez symboliczne „czterdzieści dwa miesiące” (Ap11,2). Trzynasty rozdział podkreśla wielkie poparcie, jakie znalazł na ziemi piekielny Smok i służąca jego sprawom Bestia: „A cała ziemia w podziwie powiodła wzrokiem za Bestią; i pokłon oddali Smokowi, bo władzę dał Bestii. I Bestii pokłon oddali, mówiąc: Któż jest podobny do Bestii i któż potrafi rozpocząć z nią walkę? (Ap 13,3-4). Można mieć wrażenie, że zło zalewa wszystko i zamieni świat na zawsze w zepsuty Babilon. Tak się jednak nie stanie. Apokalipsa św. Jana z całym naciskiem podkreśla potęgę Boga i trwałość tylko Jego dzieł. Zło działa jedynie do jakiegoś czasu. Wyrażają to między innymi symboliczne cyfry. I tak Miasto Święte nie będzie deptane wiecznie, lecz tylko przez dopuszczone „czterdzieści dwa miesiące” (Ap 11,2).  Świadkowie Boga działają tak długo, jak długo im pozwolił Bóg. Przed zakończeniem powierzonego im zadania nikt nie potrafi przerwać ich posługi świadczenia o Bogu. Wyraża to symboliczny, wyznaczony okres na wykonanie ich zadania: „przez tysiąc dwieście sześćdziesiąt dni” (Ap 11,3). Radość przewrotnych z powodu zabicia świadków Boga żywego szybko się skończyła, bo już „po trzech i pół dniach" (Ap 11,11). Bestia, wydająca się mieć niezniszczalną moc i władzę – bo nawet zadane jej śmiertelne rany zostały uleczone (Ap 13,3) – także nie będzie działać wiecznie, bo na swoją złą działalność dano jej możność przetrwania tylko „czterdziestu dwu miesięcy” (Ap 13,5). Panoszące się zdeprawowanie, ukazane symbolicznie jako Babilon, także się zakończy, co zapowiada anioł: „Upadł, upadł wielki Babilon, co winem zapalczywości swego nierządu napoił wszystkie narody!” (Ap 14,8). I tak się stało. Zepsucie zakończyło się, Wielki Babilon rzeczywiście upadł (Ap 17-18). Również diabeł wie, że „mało ma czasu” na swoje działanie na ziemi (Ap 12,12).

Opatrzność Boża czuwa nas wszystkim. Przede wszystkim złu wyznacza granice. Zawsze nadchodzi taki dzień, kiedy Bóg mówi złu: „dosyć”, i leczy rany przez nie zadane. To Bóg-Miłość wypowie ostatnie słowo.

 

Jesteśmy tylko pyłkami, ale "pyłkami" kochanymi przez Stwórcę

 

Gdyby autor Księgi Apokalipsy miał dzisiejszą wiedzę astronomiczną, to mógłby powiedzieć to, co potwierdziłby każdy astronom: nasza Ziemia jest pyłkiem w porównaniu z kosmosem. Pyłkiem w naszej Galaktyce jest Słońce z krążącymi wokół niego planetami. Sama nasza Galaktyka jest też jednym z „pyłków” w całym kosmosie. Więcej jeszcze, ten „pyłek” – Ziemia i my, jej mieszkańcy, również „pyłki” – mógłby być w każdej chwili zniszczony przez meteoryty, komety, promieniowanie kosmiczne. Gdyby Słońce nawet na moment na chwilę się powiększyło, życie na naszej planecie przestałoby istnieć. Siły przyrody są tak potężne, że mogą nas zniszczyć. Nawet w rozpalonym jądrze Ziemi kryje się potencjalne zagrożenie naszego życia. To, że nasza planeta istnieje, że przez długie wieki istnieje na niej życie, że my, ludzie, możemy na niej żyć, jest stałym cudem Bożej opatrzności. Cudem Jego mądrości i dobroci jest to, że potężne energie kosmiczne nie niszczą życia, lecz mu służą. A niewiele potrzeba, by je unicestwiły. I to chce nam uświadomić Apokalipsa św. Jana,  nie mówiąc językiem astronomów, lecz symbolami.  Człowiekowi – który wynosi się ponad Boga, który walczy z Nim – przypomina, że Panem nie tylko historii, ale także potęg i energii kosmicznych jest Stwórca wszystkiego. Jego mądrość i miłość powoduje, że to, co mogłoby zniszczyć ludzkość, służy jej. Ale równocześnie Księga ta przypomina nam, że w każdej chwili Bóg może dopuścić do tego, by moce kosmiczne, siły przyrody zaczęły grozić człowiekowi. Ta prawda zawarta jest w takich symbolach jak: trąby, „biada”, czasze, plagi. Bóg jest absolutnym Panem wszystkiego. Także sił przyrody. Wszystko może powstrzymać, ale może też – dla wiecznego dobra człowieka, dla jego opamiętania się i zbawienia – zagrozić mu tym wszystkim. Bóg – nieskończona Miłość, która naprawdę kocha te „pyłki”, jakimi jesteśmy (por. Ps 8,4-10) – nie ma upodobania w zadawaniu nam cierpień i karaniu. Ale ta prawdziwa Miłość musi nieraz nami potrząsnąć, upomnieć, aby uchronić nas od straszliwego i wiecznego cierpienia. O tym możliwym cierpieniu Bóg dobrze wie, dlatego, aby nas przed nim uchronić, dopuszcza nieraz na nas różne bolesne wydarzenia. Bóg nie stworzył człowieka po to, by cierpiał i umierał. Te nieszczęścia sprowadził na siebie sam człowiek, bo nie chciał opierać się na prawie Boga, który mógłby go uchronić od bólu i rozpadu śmierci. Ten opór wobec Boga ciągle się powtarza. Życie na ziemi mogłoby być samą radością, która nie zna cierpienia, lęku o jutro. Jednak człowiek ciągle nie pozwala na to przez swoją chciwość, egoizm, złośliwość, zawziętość, czyli przez deptanie prawa Bożego. Następstwem tego wszystkiego jest to, co Księga Apokalipsy określa jako „biada mieszkańcom ziemi” (Ap 8,13) i spadające na ludzkość „plagi” (Ap 9,18-21.15-16)

 

Powszechna odnowa na pewno nastąpi

 

Wiele musi się wydarzyć, zanim Kościół przejdzie ze swojej formy obecnej, przypominającej „siedem kościołów” – gorliwych ale i niedoskonałych (Ap 2-3) – do swojej wspaniałej formy „Miasta Świętego”, „Jeruzalem Nowego” (Ap 21,1-2). Muszą nastąpić różne wydarzenia – także bolesne, które Księga Apokalipsy opisuje pod osłoną symboli, znaków i wizji – zanim „Zasiadający na tronie wszystko uczyni nowe”, zanim powstaną „nowe niebiosa i nowa ziemia” (Ap 21,1-2). Powszechna odnowa jednak się dokona. Gwarantuje to „Zasiadający na tronie”, wszechmocny Bóg, który powiedział: „Oto czynię wszystko nowe. I mówi: Napisz: Słowa te wiarygodne są i prawdziwe” (Ap 21,5). „Pierwsze niebo” i „pierwsza ziemia” przeminą. Nie będzie kiedyś tej „pierwszej ziemi” i tego „morza” (Ap 21,1), z których w ciągu wieków wychodziły różne „Bestie” (Ap 13,1.11), walczące z Bogiem i z tymi, którzy w Niego wierzą i kochają Go. Wszystko zostanie odnowione. Powstaną „nowe niebiosa i ziemia nowa”. Zło zostanie usunięte jak Babilon, który upadł (Ap 17-18), a Kościół na zawsze pozostanie „Miastem Świętym” (Ap 21,1-5).

 

Wyjść z Babilonu

 

Księga Apokalipsy zapowiada upadek Babilonu (Ap 14,8). Pod tą symboliczną nazwą kryje się każda forma zepsucia – indywidualnego i zbiorowego. Takim Babilonem, „siedliskiem demonów i kryjówką wszelkiego ducha nieczystego, i kryjówką wszelkiego ptaka nieczystego i budzącego wstręt” (Ap 18,2), może się stać serce każdego człowieka, który odrzuci prawo Boże, który nie postępuje według głosu sumienia. Babilonem może stać się cała ziemia, jeśli nie będzie postępować według przykazania miłości. Pod symbolicznym określeniem Babilon kryją się również różne organizacje, które powstawały w ciągu wieków, aby demoralizować ludzi, szerzyć zło. To zepsucie zostało nazwane „nierządem” (Ap 18,3), bo jest ono zdradą dobra, zdradą sprawiedliwości, a przede wszystkim zdradzaniem Boga, który jest samym Dobrem. Ten „nierząd”, który jest zadawaniem się ze złem, kusi, bo nieraz przynosi wielkie korzyści ziemskie: bogactwo, przepych (Ap 18,3). Wszystkie te korzyścią są jednak przemijające. Wszystkie formy zła nazwanego Babilonem – zwłaszcza te zorganizowane – zostaną zniszczone. Każda stolica zdeprawowania „będzie ogniem spalona, bo mocny jest Pan, Bóg, który ją osądził”. (Ap 18,8). Aby nie dzielić tragicznego losu, który czeka twórców zła i szerzycieli zdeprawowania, „głos z nieba” wzywa do opuszczenia stolicy nieprawości: „Ludu mój, wyjdźcie z niej, byście nie mieli udziału w jej grzechach i żadnej z jej plag nie ponieśli: bo grzechy jej narosły – aż do nieba, i wspomniał Bóg na jej zbrodnie.” (Ap 18,4-5) Wyjść z Babilonu znaczy porzucić grzech, „zdradzanie” Boga przez wiązanie się ze złem i z tymi, którzy zło szerzą.

 

Słabość potężnych wrogów Boga

 

Ci, którzy walczą z Bogiem i prześladują Jego wyznawców, podobni są do Goliata, którego Dawid zabił małym kamykiem, wystrzelonym z procy (1 Sm 17,4-51). Potężny Goliat, przekonany o swojej sile, drwił sobie ze słabości Dawida. I gdy wypowiadał szyderstwa pod jego adresem, upadł martwy, ugodzony wystrzelonym z procy przez niego małym kamykiem. Podobne do Goliata są wszystkie wrogie Bogu potęgi, które symbolicznie przedstawia Apokalipsa św. Jana. Pycha zaślepia tych, którzy ośmielają się walczyć z Bogiem, niszczyć Jego dzieła i prześladować wierzących w Niego. Zarozumiałość rodzi przekonanie, że wygrają walkę z Wszechmocnym. I stają do tej walki. Okazuje się jednak, że nie potrafią pokonać nawet takich słabych istot jak młody Dawid. Tę prawdę przedstawia między innymi trzynasty rozdział Księgi Apokalipsy. Mowa jest w nim o walczącym i atakującym Smoku. Swoją walkę zaczął nie na ziemi, lecz „na niebie”. „I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie” (Ap 12,7-9). Smok przegrał walkę „na niebie”, chociaż wspierali go „jego aniołowie”. Nie spoczął jednak i rozpoczął swoje szatańskie ataki na ziemi. Tu wziął sobie do pomocy Bestię i Fałszywego Proroka (Ap 13).

Diabeł, ukazany jako „Smok barwy ognia”, jest potężny jak Goliat walczący z Dawidem. „Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów – a na głowach jego siedem diademów – i ogon jego zmiata trzecią część gwiazd nieba: i rzucił je na ziemię.” (Ap 12,3-4) Ten potężny Smok występuje do walki z kimś pozornie słabszym niż Dawid, bo z „rodzącą Niewiastą”. Niewiasta ta nie ma na sobie żadnej zbroi. Obleczona jest tylko w światło. Ono też ją ozdabia. Jej szatą jest słońce, księżyc – jakby podnóżkiem. Zamiast korony ma na głowie świetlisty wieniec z gwiazd: „Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. A jest brzemienna. I woła cierpiąc bóle i męki rodzenia”. (Ap 12,1-2) Żadna rodząca kobieta nie jest zdolna do prowadzenia walki, zwłaszcza z kimś tak potężnym jak Smok, który zrzuca na ziemię gwiazdy. Okazuje się jednak, że ten, który przegrał walkę „na niebie”, nie potrafi pokonać również tej wyjątkowej Niewiasty. Stanął przed nią, aby ją zaatakować, a dziecko jej – pożreć. „I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię” (Ap 12,4). Nic mu się nie udało. Okazało się bowiem, że to dziecko jest wyjątkowym pasterzem „wszystkich narodów”. Będzie je pasł „rózgą żelazną”, a więc taką, której nie można połamać. Smok, diabeł, nie pokonał ani Dziecka, ani jego Matki. Zrodzony syn znalazł schronienie na tronie Boga: „I zostało porwane jej Dziecię do Boga i do Jego tronu” (Ap 12,5). Niewiasta natomiast zbiegła przed Smokiem na pustynię (Ap 12,6). Można by pomyśleć: „Cóż to za schronienie przed tak potężnym Smokiem?!” A jednak okazało się, że było to miejsce „przygotowane przez Boga, aby ją tam żywiono przez tysiąc dwieście sześćdziesiąt dni”. (Ap 12,6) Pomimo swojej potęgi Smokowi nie udało się pokonać Niewiasty. „I dano Niewieście dwa skrzydła orła wielkiego, by na pustynię leciała do swojego miejsca, gdzie jest żywiona przez czas i czasy, i połowę czasu, z dala od Węża. A Wąż za Niewiastą wypuścił z gardzieli wodę jak rzekę, żeby ją rzeka uniosła. Lecz ziemia przyszła z pomocą Niewieście i otworzyła ziemia swą gardziel, i pochłonęła rzekę, którą Smok ze swej gardzieli wypuścił. I rozgniewał się Smok na Niewiastę, i odszedł rozpocząć walkę z resztą jej potomstwa, z tymi, co strzegą przykazań Boga i mają świadectwo Jezusa”. (Ap 12,14-17)

Kim jest ta niezwyciężona Niewiasta, o której mówi Księga Apokalipsy? Symbole tej Księgi podobne są do ramek obrazów. W tę samą ramkę można raz włożyć jeden obraz, a kiedy indziej inny. Podobnie pod symbole zawarte w Apokalipsie św. Jana można podstawić różne postacie historyczne, wydarzenia i działania, które już miały miejsce lub dopiero nastąpią w przyszłości. Tą niezwyciężoną Niewiastą jest Maryja, która porodziła Jezusa Chrystusa, Zbawiciela i dobrego Pasterza wszystkich narodów. Porodziła Tego, który zasiada po prawicy Ojca. Maryja jest tą Niewiastą atakowaną przez Smoka, a chronioną na pustyni przez Boga oraz przez ziemię (Ap 12,16). Matka Najświętsza ma wielu wrogów, nawet wśród teologów. Usiłują oni Ją „utopić”, tak jak zamierzał to uczynić atakujący Niewiastę Smok. Chcą zatrzeć Jej wielkość i umniejszyć zadania, jakie wyznaczył Jej sam Bóg.

Niezwyciężona Niewiasta oznacza również Kościół, Matkę rodzącą wyznawców Chrystusa. Tego Kościoła-Matki bramy piekielne nigdy nie zniszczą. Nie pokona go potężny Smok, chociaż przez wieki próbuje to uczynić.

 

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski


 



Powrót do strony głównej