Powrót do strony głównej

Wykaz haseł


NAUCZANIE PAPIEŻA FRANCISZKA

MARYJA

Jedno z nielicznych życzliwych spojrzeń pod krzyżem Jezusa


Oto jeszcze kilka refleksji nad pełnym miłości spojrzeniem Bożej Rodzicielki, o którym papież Franciszek powiedział, że „odzwierciedlało spojrzenie Ojca” (Bonaria 22.09.2010).

Niewiele spojrzeń podobnych do spojrzenia swojej Matki dostrzegał Syn Boży, który dla naszego zbawienia przyszedł na ten świat. Z pewnością nie zaliczało się do nich spojrzenie Heroda i ówczesnych biblistów – nazywanych uczonymi w Piśmie - których wiedza podsunęła mu morderczą myśl: zabić niewinne dzieci! Herod spodziewał się, że pośród ofiar znajdzie się Ten, na którego – w swojej chorobliwej zazdrości – patrzył jak na rywala-króla.

Z miłością spoglądali natomiast na Boga-dziecko pasterze, mędrcy i garstka innych życzliwych ludzi. Prawdziwą miłość Syn Boży dostrzegał jednak przede wszystkim w oczach swojej Matki i przybranego ojca, Józefa. Na świecie - który był Jego własnością, a który Go nie poznał i nie przyjął (J 1,10-11) – w tych dwóch spojrzeniach widział odblask miłości Ojca niebieskiego, Jego dobroci, życzliwości, czułości.

Mało życzliwych oczu patrzyło na Jezusa zaraz po Jego narodzeniu. Mało ich było w czasie Jego ziemskiej działalności, a jeszcze mniej – pod Jego krzyżem. Niewiele mógł tam zauważyć spojrzeń podobnych do spojrzenia swojej Matki: jedynie spojrzenia kilku życzliwych niewiast, Jana, potem nawróconego łotra i żołnierza rzymskiego, który uznał jego królewską godność (por. Mt 27,54). Z wysokości krzyża Jezus mógł jednak dostrzec w zalanych łzami oczach Matki jedno szczególne spojrzenie, które przypominało Mu spojrzenie swojego Ojca.

Mogło się wydawać, że ten Ojciec stał się okrutny, głuchy i nieczuły na cierpienie swojego Syna i dlatego musiał do Niego wołać: „Boże mój, Boże czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15,34). Zbolałe i pełne miłości oblicze Maryi przypominało ukrzyżowanemu Jezusowi prawdziwe oblicze Ojca, który Go nie opuścił, tak jak nie porzucił swojej grzesznej zgubionej owcy – ludzkości. Jej pełne bólu spojrzenie przypominało Zbawicielowi świata prawdziwe współczujące spojrzenie Ojca, który nie stał się obojętny na Jego cierpienia, lecz je dopuścił dla uratowania nas wszystkich, grzesznych ludzi.

Kiedyś w wywiadzie telewizyjnym zapytano pewnego protestanckiego teologa, dlaczego Boga nie przedstawia się jako „Matkę”, lecz jako „Ojca”. Odpowiedź była mniej więcej taka: Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Ale może dlatego, że żadna matka nie byłaby w stanie dobrowolnie ofiarować swoje własne dziecko dla uratowania kogoś obcego. A to zrobił Ojciec niebieski z miłości do nas.

Pełne czułości zbolałe spojrzenie Maryi przypominało ukrzyżowanemu Jezusowi to, że ten „ukrywający się” Ojciec Go nie opuścił, nie przestał Go kochać. Również nasze spojrzenie - jeśli upodobni się do spojrzenia Maryi - przypomni tę prawdę drugiemu człowiekowi. Przypomni ją zwłaszcza wtedy, gdy w cierpieniach i różnych próbach będzie mu się wydawać, że Bóg go przestał kochać i opuścił go.


 

(Redakcja artykułu: 26 września 2013, ks. Michał Kaszowski)

Podobne tematy omówione na stronie www.teologia.pl: Najświętsza Maryja Panna

 



Powrót do strony głównej

Wykaz haseł