Powrót do strony głównej

Wykaz haseł


NAUCZANIE PAPIEŻA FRANCISZKA

MIŁOSIERDZIE

Miłosierdzie Boga przynosi zbawienie lub wywołuje oburzenie


Prawdziwymi uczniami i przyjaciółmi Jezusa stają się ci, którzy przyjmują Jego miłosierdzie, cieszą się z otrzymanej zupełnie darmowo łaski i idą za Nim. Z dala od Niego - oddaleni sercem - pozostają natomiast ci, którzy uważają, że Jego miłosierdzia nie potrzebują, bo nie są tak źli jak inni ludzie. Ilustracją tej prawdy może być omówione przez papieża Franciszka powołanie Mateusza. Oto kilka refleksji zaczerpniętych z papieskiej homilii.

Przyjęcie przez Mateusza zaskakującego zaproszenia miłosiernego Jezusa

Jezus powołuje Mateusza w chwili, gdy się tego nie spodziewał. Stało się to tam, gdzie wykonywał swój wstydliwy zawód: pobierał podatki dla Rzymian –  dla okupanta. Jezus – mówi papież Franciszek - przechodzi „pośród tych, którzy pobierają podatki i potem zanoszą pieniądze Rzymianom.” Przechodzi pośród ludzi uchodzących za „podwójnie grzesznych, bo przywiązanych do pieniędzy i zdrajców ojczyzny.” Pośród nich znajdował się również Mateusz. Jezus patrzy na niego i to spojrzenie wywołuje w nim „coś nowego”, coś, czego nie znał. Wywołuje wewnętrzne osłupienie. I słyszy słowa powołujące go na jednego z Apostołów. Tak o tym on sam wspomina w zapisanej przez siebie Ewangelii: „Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: Pójdź za Mną! On wstał i poszedł za Nim. (Mt 9,9) (Hom. 5.07.2013)

Mateusz musiał być zupełnie zaszokowany tym, co się stało. Wystarczył jeden moment, by zrozumieć, że to spojrzenie przemieniło jego życie na zawsze. I w tym momencie Mateusz mówi: „tak”. Porzuca wszystko: pieniądze, swoje dochodowe zajęcie, i odchodzi z Panem. To chwila miłosierdzia otrzymanego i przyjętego: „Idę z Tobą”. (Hom. 5.07.2013) Mateusza musiało wyjątkowo zaskoczyć to, że nie usłyszał od Jezusa żadnego wyrzutu, upomnienia, słów krytyki, żadnego pouczenia - jedynie: „Pójdź za mną”. Zdumienie,  połączone z niepojętą radością, stało się dla niego źródłem sił. Poszedł natychmiast za Jezusem.

Świętowanie Jezusowego miłosierdzia przez Mateusza i innych grzeszników

Po powołaniu Mateusza w Ewangelii jest mowa o świętowaniu. Zapewne wdzięczność i radość pobudziły Mateusza do zaproszenia Jezusa na ucztę. Może też dodatkowo chciał się przekonać, że dobrze zrozumiał Pana, że faktycznie go powołał, że naprawdę nie wzgardził nim w swoim miłosierdziu. Mateusz odpowiedział na wezwanie Jezusa, a Jezus odpowiedział na jego zaproszenie i przyszedł na ucztę. Przyszedł do niego i do innych „celników i grzeszników”, którzy się zgromadzili, aby dzielić radość Mateusza.

Jesus siedzi pośród tych, którzy – jak mówi Papież –  nie tylko „nie byli śmietanką towarzystwa”, lecz – „odrzuconymi ze społeczeństwa”. Taki bowiem jest Bóg: Pan świętuje z grzesznikami, a rzadko to czyni ze „sprawiedliwymi”. Św. Łukasz jasno mówi o większym świętowaniu w niebie z powodu jednego nawróconego grzesznika, niż z powodu dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia (Łk 15,7). W tym samym rozdziale jest też mowa o ojcu, który urządza ucztę z powodu powrotu grzesznego syna (Łk 15,11-32). (Hom. 5.07.2013)

Mateusz świętuje wspólnie z innymi swoje „spotkanie z Jezusem” i miłosierdzie Boga, który „spogląda z miłosierdziem i przemienia życie w święto.” (Hom 5.07.2013). Wraz z Mateuszem cieszą się jego dobrzy znajomi: „celnicy i grzesznicy”. Cieszą się, bo wiedzą, że nie są straceni. Jest pośród nich Miłosierdzie-Zbawiciel. Jest więc również i dla nich nadzieja. Dlatego radują się i świętują wraz z Mateuszem. Zapewne wielu z nich stało się – może dopiero później – wyznawcami Jezusa, Jego uczniami i wiernymi przyjaciółmi.

Miłosierdzie Zbawiciela spotyka się także z oburzeniem

Nie wszystkich jednak uradowało miłosierdzie Jezusa. Nie wszyscy je świętowali. Nie  widzieli nic szczególnego w postawie Jezusa faryzeusze. Chrystus ich nie pociągał, bo nie odczuwali potrzeby Jego miłosierdzia. Nie widzieli konieczności okazywania im miłosierdzia przez Boga, bo uważali się za sprawiedliwych, dobrych – a przynajmniej za lepszych od tych „celników i grzeszników”, z którymi zadawał się Jezus. Nie ukrywali też swojego rozdrażnienia, tak jak Mateusz nie ukrywał swojej radości. Tak o tym mówi Ewangelia. „Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? On, usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników. (Mt 9,10-13)

Wypowiadane przez faryzeuszów słowa ukazywały ich złość, niezadowolenie i oburzenie. Ich słowa ujawniały jeszcze jedno: duchowe oddalenie od Jezusa, mur, jakim się od Niego odgrodzili. Tym murem była pycha. Zaślepieni nią nie dostrzegali już swoich grzechów. Nie widzieli też potrzeby Bożego miłosierdzia w odniesieniu do nich. Wynikające z nienawiści i pychy zaślepienie powodowało jeszcze jedno – to, że doszukiwali się grzechu tam, gdzie go nie było: w miłosierdziu Jezusa, okazanemu celnikowi Mateuszowi i jemu podobnym grzesznikom, którzy pozwolili się ogarnąć miłosierdziu Zbawiciela.

Dzisiaj powtarza się to, co miało miejsce za czasów Jezusa

I dzisiaj jest podobnie, jak było wtedy, gdy Jezus żył na ziemi. Jego uczniami stają się ci, którzy widzą potrzebę Jego miłosierdzia wobec nich - ludzi słabych i grzesznych. Daleko natomiast od miłosiernego Boga trzymają się ci, którzy uważają, że nie potrzebują Jego przebaczenia, bo nie są tak źli i grzeszni jak inni ludzie. Nawet jeśli ci „sprawiedliwi” są bardzo aktywni w Kościele i nie ukrywają swojej przynależności do niego, to jednak sercem są bardzo daleko od Boga.

Tym wszystkim „oburzonym” faryzeuszom - dzisiejszym i z przeszłości - Jezus przypomina prorockie przesłanie z tradycji narodu izraelskiego, które – jak mówi papież Franciszek - trudno było mu zrozumieć: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Rzeczywiście, nasz Bóg jest Bogiem miłosierdzia”. (Hom. 5.07.2013)


 

(Redakcja artykułu: 25 sierpnia 2013, ks. Michał Kaszowski)

 



Powrót do strony głównej

Wykaz haseł