Rozważanie Ewangelii według św. Jana


Tytuły rozważań


ROZDZIAŁ 18


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21


Pojmanie Jezusa

Po wieczerzy paschalnej, w czasie której Jezus ustanowił Eucharystię, i po ostatnich rozmowach z uczniami oraz po modlitwach Zbawiciel udał się do ogrodu dobrze znanego Jemu, Apostołom i Judaszowi. Poszedł tam, aby się modlić. Kiedy się modlił, a uczniowie spali ze zmęczenia, przyszli z Judaszem ludzie wysłani przez tych, którzy nienawidzili Go. Wszystkie przewidziane przez Jezusa wydarzenia dokonały się szybko: został pojmany, fałszywie oskarżony, skazany na śmierć i zabity. Wszystkiemu temu poddał się dobrowolnie, z miłości, aby nas uchronić od piekła i zbawić.

To powiedziawszy Jezus wyszedł z uczniami swymi za potok Cedron. Był tam ogród, do którego wszedł On i Jego uczniowie.1 Także i Judasz, który Go wydał, znał to miejsce, bo Jezus i uczniowie Jego często się tam gromadzili.2 Judasz, otrzymawszy kohortę oraz strażników od arcykapłanów i faryzeuszów, przybył tam z latarniami, pochodniami i bronią.3 A Jezus wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: Kogo szukacie?4 Odpowiedzieli Mu: Jezusa z Nazaretu. Rzekł do nich Jezus: Ja jestem. Również i Judasz, który Go wydał, stał między nimi.5 Skoro więc rzekł do nich: Ja jestem, cofnęli się i upadli na ziemię.6 Powtórnie ich zapytał: Kogo szukacie? Oni zaś powiedzieli: Jezusa z Nazaretu.7 Jezus odrzekł: Powiedziałem wam, że Ja jestem. Jeżeli więc Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść.8 Stało się tak, aby się wypełniło słowo, które wypowiedział: Nie utraciłem żadnego z tych, których Mi dałeś.9 Wówczas Szymon Piotr, mając przy sobie miecz, dobył go, uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. A słudze było na imię Malchos.10 Na to rzekł Jezus do Piotra: Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?11 (J 18,1-11)

1. Ogród naznaczony świętością, grzechem i ludzką słabością

„To powiedziawszy Jezus wyszedł z uczniami swymi za potok Cedron. Był tam ogród, do którego wszedł On i Jego uczniowie.” (J 18,1) Ogród zwany ogrodem oliwnym lub Ogrójcem został naznaczony różnymi wydarzeniami. Przede wszystkim został uświęcony przez modlitwę Jezusa, który tam się nieraz udawał, aby się modlić. Został uświęcony przez cierpienia duchowe i fizyczne Zbawiciela, przez Jego pot pomieszany z krwią. Został naznaczony taże przez słabość Apostołów, którzy zmęczeni spali, zamiast modlić się z Jezusem i umacniać Go swoim czuwaniem i modlitwą. Tam również dokonała się zdrada, która nie ma równej: Judasz wydał Syna Bożego w ręce Jego nieprzyjaciół; stworzenie podniosło rękę na swojego Pana i Stwórcę, Niewinny został wydany w ręce grzeszników. Ogród oliwny stał się obrazem świata, w którym świętość miesza się z grzechem, miłość z nienawiścią, bohaterstwo ze słabością. Jezus udał się do tego ogrodu po ustanowieniu Eucharystii, dzięki której ciągle jest realnie obecny pośród nas – jako Świętość pośród grzesznego świata.

2. Wszystko można wykorzystać dobrze lub źle

„Także i Judasz, który Go wydał, znał to miejsce, bo Jezus i uczniowie Jego często się tam gromadzili.” (J 18,2) Wszystko można wykorzystać do czynienia dobra lub zła. Przykładem tego jest fakt, że uczniowie często gromadzili się z Jezusem w ogrodzie oliwnym. Modlili się tam, rozmawiali z Nim, dzięki czemu mogli się uświęcić i rozwinąć duchowo. I takie duchowe dobro pojawiło się w Jego uczniach. Wyjątkiem był jednak Judasz, który wykorzystał znajomość tego miejsca w tym celu, by wydać Jezusa Jego wrogom w taki sposób, by nie dowiedziały się o tym tłumy. Gdyby bowiem tak się stało, mogłoby dojść do zamieszek i wkroczyliby Rzymianie. Judasz umożliwił zrealizowanie swoich podłych planów wrogom Jezusa, którzy spotkań z Nim nie wykorzystali do swojego wzrostu duchowego, lecz do rozwijania nienawiści wobec Niego.

3. Latarnie i pochodnie, aby zobaczyć Światłość prawdziwą

„Judasz, otrzymawszy kohortę oraz strażników od arcykapłanów i faryzeuszów, przybył tam z latarniami, pochodniami i bronią”. (J 18,3) Przywódcy duchowi Izraela nie przyjęli Jezusa jako Mesjasza i Zbawiciela, natomiast Judaszowi dali wszystko, co było mu potrzebne, aby pochwycić Tego, który ofiarował im wieczne zbawienie. Dali mu kohortę, uzbrojonych strażników – z latarniami i pochodniami. I Judasz poszedł do Jezusa z tym, co mu dano: z ludźmi, z latarniami, pochodniami i bronią. Przyszli z marnymi źródłami światła, aby w mrokach nocy dostrzec Tego, który jest Światłością świata. Tę prawdziwą Światłość Judasz odrzucił, dlatego do tego, co miał uczynić, były bardziej przydatne pochodnie i latarnie niż światłość nauki Jezusa i Jego przykładu. Uzbrojeni ludzie od arcykapłanów i faryzeuszów przyszli z Judaszem, aby pochwycić Niewinnego.

4. Syn Boży wychodzący naprzeciw grzesznemu człowiekowi

„A Jezus wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: Kogo szukacie?” (J 18,4) Zbawiciel zawsze wychodzi naprzeciw grzesznikom. Tak było i tym razem. Wyszedł naprzeciw uczniowi-zdrajcy i uzbrojonym ludziom, których przyprowadził. Sam zbliżył się do ludzi, którzy nie przyszli do Niego po prawdę, po umocnienie w dobrym, po zbawienie. Podszedł do tych, którzy przyszli Go pojmać. Ta scena pokazuje, jaki jest Bóg. Nie odwraca się On od żadnego grzesznika, który zawsze w jakiś sposób występuje przeciw Niemu i obraża Go. Jest Bogiem miłosierdzia, który przyszedł na świat, aby nas uratować. I tym, którzy z Judaszem przyszli po Niego, gotów był dać zbawienie, gdyby tylko tego chcieli.

5. Łagodny Jezus wyszedł do ludzi, którzy przyszli Go pojmać.

„A Jezus wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: Kogo szukacie?” (J 18,4) Wyszedł naprzeciw nie po to, by zabijać, ranić, wyzywać, znieważać, lecz w tym celu by ludzi, którzy przyszli Go pojmać, skłonić do refleksji nad swoim postępowaniem. Dlatego zapytał ich: „Kogo szukacie?” Znał odpowiedź, wiedział o wszystkim, a jednak postawił to pytanie, aby pobudzić do zastanowienia się na tym, kogo przyszli pojmać: złoczyńcę, oszusta, proroka, Mesjasza, Syna Bożego... Wyszedł im na spotkanie, aby zobaczyli Jego łagodność.

6. Powstrzymanie swojej wszechmocy przez Jezusa

„A Jezus wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: Kogo szukacie? Odpowiedzieli Mu: Jezusa z Nazaretu. Rzekł do nich Jezus: Ja jestem. Również i Judasz, który Go wydał, stał między nimi. Skoro więc rzekł do nich: Ja jestem, cofnęli się i upadli na ziemię. Powtórnie ich zapytał: Kogo szukacie? Oni zaś powiedzieli: Jezusa z Nazaretu. Jezus odrzekł: Powiedziałem wam, że Ja jestem. Jeżeli więc Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść.” (J 18,4-8) Jezus dał do zrozumienia tym, którzy przyszli Go pojmać, że ma nad nimi absolutną władzę, jednak z niej nie korzysta. Pokazał im tylko część mocy wypowiedzianych przez Niego słów: „Ja jestem”. Te słowa zabrzmiały jak imię Boga, które zostało objawione Mojżeszowi: JA JESTEM (Jahwe) (por. Wj 3,13-15) Brzmienie tych słów powaliło na ziemię uzbrojonych ludzi. Ich broń na nic by się nie zdała, gdyby Jezus chciał wykorzystać przeciwko nim swoją Boską moc.

7. Realizatorzy nikczemnych planów

Naprzeciw ludziom posłanym przez arcykapłanów i faryzeuszów wyszedł Jezus, którego imię znaczy: Bóg zbawia. Jednak wysłańcy wrogów Zbawiciela nie przyszli do Niego, by szukać Bożego zbawienia lecz po to, żeby wypełnić nikczemne rozkazy swoich pracodawców i przywódców. Takie rozkazy, niestety, są wydawane w różnej formie także dzisiaj. Jedni jawnie chcą usunąć Jezusa z serc ludzkich, dlatego jawnie z Nim walczą osobiście lub za pośrednictwem opłacanych lub zastraszanych ludzi. Inni, ukryci, posługują się tajnymi sługami, którzy posłusznie realizują ich plany usunięcia Jezusa Chrystusa i Jego zbawczego krzyża z życia pojedynczych ludzi i całych społeczeństw. Jeszcze inni podstępnie lub jawnie atakują Jego zasady moralne. Walczą z Bogiem, który wydaje się im tak bezsilny, jak bezsilnym się wydawał Jezus ludziom wysłanym przez Jego wrogów.

8. Głębia Jezusowego pouczenia

„A Jezus wiedząc o wszystkim, co miało na Niego przyjść, wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: Kogo szukacie? Odpowiedzieli Mu: Jezusa z Nazaretu. Rzekł do nich Jezus: Ja jestem. Również i Judasz, który Go wydał, stał między nimi. Skoro więc rzekł do nich: Ja jestem, cofnęli się i upadli na ziemię. Powtórnie ich zapytał: Kogo szukacie? Oni zaś powiedzieli: Jezusa z Nazaretu. Jezus odrzekł: Powiedziałem wam, że Ja jestem. Jeżeli więc Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść.” (J 18,4-8) Ci, którzy przyszli pojmać Jezusa, z pewnością nie pojęli głębi słów, które od Niego usłyszeli. Zapewnie zrozumieli je czysto po ludzku, czyli, że Jezus im potwierdził tylko to, iż tym jest człowiekiem, którego szukają. Tymczasem w rzeczywistości Chrystus powiedział im o wiele więcej. Pouczył ich, że jest prawdziwym Bogiem i Zbawicielem. Pouczenie, że jest Bogiem, zawierało się w Jego słowach: „Ja jestem”. Wypowiadając je, Jezus chciał powiedzieć, że jest tym samym Bogiem, który objawił Mojżeszowi swoje imię. A tym imieniem było „JA JESTEM” (JAHWE) (por. Wj 3,13-15). Jezus dał więc do zrozumienia, że jest tym samym Bogiem, który objawił się Mojżeszowi, a w Nim jest Bogiem zbawiającym nas, czyli Jezusem. To imię bowiem znaczy: „Bóg zbawia”.

9. Ratowanie dusz od ognia wiecznego

Św. Jan Ewangelista bardzo mocno podkreśla, że Jezus niczym nie był zaskoczony, bo wiedział „o wszystkim, co miało na Niego przyjść” (J 18,4). Nie uciekał od tego, bo wiedział, że było dopuszczone przez Jego Ojca. Wszystko to przyjął świadomie i dobrowolnie dla naszego zbawienia, aby nas uchronić od wiecznego ognia piekielnego. My nie znamy naszej przyszłości, ale możemy przyjąć z poddaniem się woli Bożej wszystkie codzienne utrapienia – te cierpienia, których moralnymi środkami nie potrafimy usunąć. Przez taką postawę złączymy się z Chrystusem i przyczynimy się do naszego zbawienia i do zbawienia innych ludzi. Miłosierdzie Boże dało nam do dyspozycji między innymi i ten prosty środek bronienia naszych zagubionych braci i sióstr przed wiecznym cierpieniem piekła.

10. Jezus troszczący się o swoich uczniów

„Jezus odrzekł: Powiedziałem wam, że Ja jestem. Jeżeli więc Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść. Stało się tak, aby się wypełniło słowo, które wypowiedział: Nie utraciłem żadnego z tych, których Mi dałeś.” (J 18,8-9) Naprzeciw Jezusa stali wysłańcy arcykapłanów i faryzeuszów wraz ze zdrajcą Judaszem. Za Jezusem znajdowali się Jego Apostołowie z Piotrem. Jezus obronił ich, bo sam wyszedł przed nimi i prosił, żeby mogli się oddalić. Pokazał przez ten czyn, że Ten, który daje życie wieczne, potrafi ocalić także życie ziemskie. Judasz nie stał w gronie Apostołów. Odłączył się od nich i od Jezusa. Stał pośród tych, którzy przyszli Go pojmać. I co się stało niedługo potem? Jezus został pojmany, ale to uczeń-zdrajca odszedł z tego świata jako pierwszy. Skończył samobójstwem ten, który oddalił się od jedynego Zbawiciela, żeby według swojego planu pokierować swoim życiem. Pierwszy poniósł śmierć, chociaż stanął po niby bezpieczniejszej stronie, czyli po stronie tych, którzy atakowali Jezusa.

11. Prowadzenie do Jezusa przez Judasza

„Jezus odrzekł: Powiedziałem wam, że Ja jestem. Jeżeli więc Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść. Stało się tak, aby się wypełniło słowo, które wypowiedział: Nie utraciłem żadnego z tych, których Mi dałeś.” (J 18,8-9) Mówiąc o Apostołach, dla których Jezus poprosił o możliwość odejścia, św. Jan Ewangelista stwierdził, że tak się stało, „aby się wypełniło słowo, które wypowiedział: Nie utraciłem żadnego z tych, których Mi dałeś”. Jezus wypowiedział te słowa w swojej modlitwie arcykapłańskiej, ale w niej powiedział też bolesne słowa o uczniu zdrajcy, Judaszu, który teraz stał przed Nim w grupie ludzi wysłanych po to, aby Go pojmać i zaprowadzić do swoich przywódców. W swojej modlitwie Jezus powiedział do Ojca: „Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo” (J 17,12). Teraz ten „syn zatracenia” stał przed Jezusem. Nie został odrzucony przez Niego, lecz sam odszedł od Niego i przyłączył się do Jego wrogów. Stał się piekielnym przewodnikiem dla uzbrojonej kohorty. To straszna scena! Judasz, jeden z Dwunastu, powołany do prowadzenia ludzi do Jezusa, rzeczywiście doprowadza pod osłoną nocy wysłańców arcykapłanów i faryzeuszów do Niego, wykonuje jednak to zadanie jakby w sposób demoniczny. Prowadzi bowiem w ciemnościach nocy ludzi do Jezusa-Światłości, ale nie po to, aby dał im zbawienie, lecz w tym celu, żeby Go pojmali i oddali w ręce wrogów.

12. Kielich "podany" przez Ojca

„Wówczas Szymon Piotr, mając przy sobie miecz, dobył go, uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. A słudze było na imię Malchos. Na to rzekł Jezus do Piotra: Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?” (J 18,10-11) Piotr sięgnął po miecz. Był przekonany, że tak się broni sprawy Jezusa, sprawy Bożej. Zbawiciel jednak pouczył go, że spraw związanych ze zbawieniem, czyli naprawdę Bożych, broni się inaczej – przez picie kielicha, który „podaje” Ojciec. W tym wypadku jednak kielich „podany” przez Ojca wyglądał jak kielich w całości przygotowany przez nienawidzących Jezusa ludzi. I rzeczywiście tak było. Do Jezusa wraz z Judaszem podeszli ludzie z „kielichem cierpienia”, aby go wypił, czyli aby wycierpiał wszystko to, co Mu przygotowali – włącznie ze śmiercią na krzyżu. Jezus jednak ten ich kielich napełniony po brzegi ludzką i piekielną nienawiścią potraktował jako „kielich podany przez Ojca”, który ze zła wyciąga dobro. Przyjął ten kielich napełniony przez nienawiść ludzką i piekielną, bo wiedział, że Ojciec z Jego cierpienia wyprowadzi wielkie dobro: wybawi nas od ognia piekielnego i da możliwość osiągnięcia wiecznego pokoju i szczęścia. Wiedział, że Ojciec „podaje” nam tylko taki kielich bolesnych wydarzeń, za którym kryje się Jego wielkie dobro. Warto o tym pamiętać, gdy i my musimy wypić jakiś „kielich goryczy”.

13. Pouczenie Jezusa odnoszące się nie tylko do Piotra

„Wówczas Szymon Piotr, mając przy sobie miecz, dobył go, uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. A słudze było na imię Malchos. Na to rzekł Jezus do Piotra: Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?” (J 18,10-11) Piotr, który miał przewodniczyć formującemu się Kościołowi, był jeszcze przekonany, że mieczem, ranieniem, zabijaniem oddaje się przysługę sprawie Bożej. Dlatego zaatakował sługę arcykapłana, Malchosa, i odciął mu ucho. Zaatakował nie tego, który był pomysłodawcą całego zdarzenia, lecz opłaconym i zastraszonym przez swoich panów sługą. Jezus pouczył więc Piotra, który miał prowadzić ludzi do zbawienia w Kościele, że Bogu nie służy się bronią materialną, lecz duchową. Ta duchowa siła tkwi w całkowitym poddaniu się woli Bożej, nawet wtedy, gdy jej wypełnienie łączy się z wysiłkiem i wielką ofiarą. Moc tkwiąca w ofierze miłości przynosi zbawienie, natomiast miecz i inne rodzaje broni nie zbawiają, lecz ranią, wywołują ból i cierpienie. Papież Franciszek wielokrotnie przypomniał światu, że zabijanie w imię Boga jest bluźnierstwem.

14. Nie przyszedł jeszcze czas na męczeńską śmierć Apostołów

„Na to rzekł Jezus do Piotra: Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?” (J 18,11) Jezus dobrowolnie przyjął kielich cierpienia i pozwolił się pojmać, osądzić i zabić. Pouczył obecnych przy Nim uczniów, że musi tak postąpić, bo tego wymaga wielkie dzieło zbawienia świata i tego oczekuje od Niego Ojciec. Nie broniąc się, zgodził się na swoją śmierć. Nie wymagał jednak śmierci od zaskoczonych i przerażonych uczniów. Chciał, aby odeszli, i o to poprosił ludzi, którzy przyszli Go pojmać. Nie wymagał, aby pili z tego samego kielicha cierpienia, z którego On już zaczął pić. A przecież niewiele brakowało, żeby Apostołowie podzielili Jego los, zwłaszcza po ataku Piotra na sługę arcykapłana. Tak się jednak nie stało po ingerencji Jezusa, który upomniał porywczego Apostoła, żeby odłożył miecz, a okaleczonego sługę arcykapłana uzdrowił (por. Łk 22,51) Jezus nie dopuścił, aby Jego Apostołowie zginęli, zanim spełnią swoje zadania w formującym się Kościele. Wiedział, że Jego Kościół będzie potrzebował duchowych kierowników i pasterzy, którzy poprowadzą do zbawienia lud Boży. Całe to wydarzenie poucza nas, że we wszystkim powinniśmy się zdać na Boga: i w tym, czy mamy pić z kielicha cierpienia lub nie mamy z niego pić.

15. Miecz słowa Bożego potężnym uzbrojeniem

„Na to rzekł Jezus do Piotra: Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?” (J 18,11) Piotr miał całkowicie zaprzestać używania miecza. Jezus polecił mu go schować, aby nawet go nie trzymał w ręce. Miał go odłożyć i więcej o nim nie myśleć, gdyż Jezus zostawił jemu i pozostałym uczniom miecz duchowy, potężniejszy od miecza wykutego z metalu. Tym potężnym mieczem jest słowo Boże. O potędze tej duchowej broni napisał św. Paweł: „Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże” (Ef 6,17). W Księdze Apokalipsy Jezus Chrystus, Syn Człowieczy, został przedstawiony symbolicznie jako potężny Mocarz, z którego ust wychodzi ostry miecz – miecz słowa Bożego: „W prawej swej ręce miał siedem gwiazd i z Jego ust wychodził miecz obosieczny, ostry. A Jego wygląd – jak słońce, kiedy jaśnieje w swej mocy”. (Ap 1,16) W Liście do Hebrajczyków także została ukazana moc słowa Bożego: „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca”. (Hbr 4,12) Powyższe pouczenia o potędze słowa Bożego są bardzo ważnym przypomnieniem dla tych wszystkich, którzy bardziej wierzą w skuteczność swoich przemyśleń, słów i różnych ideologii niż w moc tego, co pochodzi od Boga. Dla wielu ludzi uważających się za wierzących nauczanie zawarte w Piśmie Świętym wydaje się zbyt prostackie lub dziwne w swojej formie, niezrozumiałe. Rezygnują więc z niego, nie cytują go, zastępując je ludzkimi słowami, autorytetami i swoją mądrością. Nie wiedzą, że pozbawiają się w ten sposób potężnego środka, który oczyszcza i karmi duchowo, odradza ducha i skutecznie niszczy mroki błędu i grzechu.

16. Miecz modlitwy i postu

„Na to rzekł Jezus do Piotra: Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?” (J 18,11) Piotr miał odrzucić miecz z metalu, aby posługiwać się inną bronią – bronią duchową, jedynie skuteczną w duchowej walce ze złem i atakami piekła. Tą bronią jest słowo Boże, a także modlitwa, która nabiera jeszcze większej mocy, gdy łączy się z wyrzeczeniem czegoś, co lubimy. Modlitwa połączona z ofiarą, czyli z jakąś formą „postu”, odznacza się wielką skutecznością w zwalczaniu ataków szatana. Pouczył o tym Jezus swoich uczniów, którzy nie potrafili wypędzić wyjątkowo upartego złego ducha z opętanego człowieka. Powiedział im: „Ten zaś rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem”. (Mt 17,21) Tej potężnej broni zły duch nie znosi i gdy jest stosowana, porzuca swoje ofiary, nad którymi panował przez swoje złośliwe opętanie.

17. Potężna broń sakramentów i sakramentaliów

„Na to rzekł Jezus do Piotra: Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?” (J 18,11) Piotr i inni wyznawcy Chrystusa mają się stać wojownikami, którzy nie mieczem walczą po Jego stronie o zdobywanie dla Niego nowych uczniów, lecz środkami duchowymi. Do takich zbawczy środków zaliczają się między innymi sakramenty: chrzest, Eucharystia, sakrament pokuty, bierzmowanie, namaszczenia chorych, małżeństwo, kapłaństwo. Dzięki ich przyjmowaniu na dusze spływa łaska, która jak potężna zbroja chroni przed atakami złych duchów. Apostołowie i ich następcy mieli się stać szafarzami sakramentów, danych nam przez Jezusa Chrystusa. Ten, kto do nich przystępuje, jest uzbrojony duchowo, a kto z nich rezygnuje, odsłania się na ciosy i inne ataki piekła. Naraża się na zranienia duchowe a nawet na duchową śmieć, czyli na stałe pogrążenie się stanie grzechu śmiertelnego i na piekło. Oprócz przystępowania do sakramentów Kościół zaleca noszenie krzyżyków i medalików oraz posługiwanie się poświęconymi rzeczami, np. wodą święconą lub poświęconą solą. Wszystkie te przedmioty wspierają nas w uświęceniu życia i pomagają w usuwać zło.

18. Nie miecz potrzebny, lecz to co sprowadza Bożą moc i łaskę

Ziemia została wciągnięta w walkę między dobrem i złem, jaka toczy się między niebem i piekłem. W tej walce zupełnie nieprzydatna jest broń, której używa się w ziemskich wojnach i potyczkach. To właśnie dał do zrozumienia swoim wyznawcom Jezus, kiedy powiedział do Piotra: „Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?” (J 18,11) W duchowej walce przydatna jest jedynie broń duchowa, do której zalicza się słowo Boże, sakramenty, modlitwa, post oraz posługiwanie się przedmiotami poświęconymi i przypominającymi sprawy duchowe, takimi jak krzyżyki, medaliki itp. Noszony krzyżyk przypomina nam zbawczą Ofiarę Jezusa Chrystusa, którą poniósł dla naszego wiecznego szczęścia. Jego noszenie pobudza nas do stałego szukania mocy i ratunku w Zbawicielu, który na nim umarł. Medaliki pobudzają nas do szukania pomocy u Maryi i u świętych, których podobizny na nich się znajdują. Jeśli przedmioty są poświęcone, to na osoby posługujące się nimi spływa łaska wyproszona właśnie dla tych, którzy będą się posługiwać poświęconymi rzeczami np. wodą święconą lub poświęconą solą.

19. Nie przedmioty, lecz Bóg nas ocala i zbawia

Piotr, który zaczął walczyć mieczem, popełnił pomyłkę. Nie taka bowiem broń była w tym momencie odpowiednia. Nie mieczem mógł obronić Jezusa i sprawę Bożą. Nie bronią z metalu mógł ocalić samego siebie. Uchronił go od śmierci Jezus, który poddał się sługom swoich wrogów i prosił ich, by pozwolili uczniom odejść. Gdyby nie działanie i słowa Chrystusa, Piotr mógłby jako pierwszy stracić życie, gdyż stał przed dobrze uzbrojoną grupą. Przekonał się naocznie, że Tym, który ocala, jest Jezus. Kawałek metalu nazywany mieczem, który trzymał w dłoni, nie mógł mu przynieść ocalenia; w niczym nie mógł mu pomóc. To pouczenie powinni sobie wziąć do serca między innymi ci, którzy wiarę w moc Boga zastąpili dzisiaj wiarą w moc talizmanów, zabobonnych praktyk, różnych naszyjników i bransolet, które rzekomo przyciągają pozytywne energie; wisiorków i znaków zodiaku noszonych na szyi itp. Do tych ludzi można by odnieść za natchnionym psalmistą słowa, które powiedział o Żydach, którzy pod Horebem, gdzie Mojżesz rozmawiał z prawdziwym Bogiem, czcili złotego cielca: „U stóp Horebu zrobili cielca i oddawali pokłon ulanemu posągowi. Zamienili swą Chwałę na wizerunek cielca jedzącego siano. Zapomnieli o Bogu, który ich ocalił, który wielkich rzeczy dokonał...” (Ps 106,19-21).

20. Szukanie zwodniczej pomocy

Posługiwanie się przez Piotra mieczem to przykład szukania pomocy w czymś, co nie tylko nie pomaga, ale nawet szkodzi. W emocjach i zaskoczony biegiem wydarzeń uczeń Jezusa może nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że naraża siebie na śmierć. Podobnie jest z wielu ludźmi dzisiaj. Zamiast w Bogu swoją ufność pokładają w bezgranicznym stopniu w swoim rozumie, w nauce, postępie technicznym, w sojuszach ekonomicznych i militarnych, w bankach, ubezpieczeniach, pieniądzach... Inna grupa ludzi szuka pomocy w jakichś pozytywnych energiach, zabobonach, magii, talizmanach, bransoletkach, noszonych naszyjnikach, znakach zodiaku, a nawet – u złych duchów, oddając się satanistycznemu kultowi lub nawiązując z nimi kontakt w czasie seansów spirytystycznych. Walczący Piotr działał w emocjach, ale potem zrozumiał swoją pomyłkę zawierzenia bardziej mieczowi niż prawdziwemu i wszechmogącemu Zbawicielowi. Może się więc stać przykładem i pomocą dla tych, którzy nie potrafią bezwzględnie zaufać miłosierdziu, dobroci i wszechmocy Bożej.

Boski Sędzia prowadzony przed sądy ludzkie

Wówczas kohorta oraz trybun razem ze strażnikami żydowskimi pojmali Jezusa, związali Go12 i zaprowadzili najpierw do Annasza. Był on bowiem teściem Kajfasza, który owego roku pełnił urząd arcykapłański.13 Właśnie Kajfasz poradził Żydom, że warto, aby jeden człowiek zginął za naród.14 (J 18,12-14)

21. Bóg związany przez człowieka

„Wówczas kohorta oraz trybun razem ze strażnikami żydowskimi pojmali Jezusa, związali Go” (J 18,12) Związali Jezusa, aby postawić Go przed ludźmi w celu osądzenia. Związali Tego, który jest Zbawicielem, ale też Sędzią, który osądzi każdego człowieka. Przed sądem Syna Człowieczego stanie każda istota ludzka. On nie będzie musiał nikogo wiązać, aby go doprowadzić przed swój Boski Majestat. Sądu po śmierci i na końcu świata nikt nie uniknie. (Więcej o Bożym sądzie tutaj)

22. Jezus związany, aby nie czynił dobra i nie przeszkadzał czynić zła

„Wówczas kohorta oraz trybun razem ze strażnikami żydowskimi pojmali Jezusa, związali Go” (J 18,12) Związanie Jezusa było jednym z etapów usunięcia Go z życia poszczególnych ludzi i całego narodu. Było próbą usunięcia aktywnego Zbawiciela. Już wcześniej wielu Jego przeciwników usiłowało to uczynić np. przez atakowanie Go i Jego nauczania, pomniejszanie Jego autorytetu, podważanie Jego świętości, uczciwości, prawdomówności, oskarżanie Go o grzeszność, bluźnierstwa, uznawanie Go za szaleńca opętanego przez złego ducha. Te wszystkie środki nie odniosły pożądanego skutku, dlatego posunięto się o krok dalej. Użyto wobec Jezusa przemocy fizycznej: skrępowano Go więzami. Związano Go, aby nie mógł działać i przede wszystkim – aby nie przeszkadzał im w działaniu, którym w tym wypadku było prowadzenie Go do zaślepionych przywódców religijnych.

23. Bezskuteczna próba obezwładnienia Boga

„Wówczas kohorta oraz trybun razem ze strażnikami żydowskimi pojmali Jezusa, związali Go.” (J 18,12) Związali Go, a potem skazali i ukrzyżowali, aby przestał nauczać, działać. Była to próba powstrzymania Boga-Człowieka w Jego zbawczym posłannictwie. Szatan dobrze wiedział, co Jezus robi i po co to czyni. Wiedział, że trzeba powstrzymać Jego działanie, bo jest to działanie zbawcze, które ratuje ludzi od wiecznego ognia piekielnego. Zaślepieni przywódcy żydowscy, współdziałając bezwiednie z szatanem, nie zdawali sobie w pełni sprawy z tego, że walczą z Bogiem, który pragnie zbawić świat. A jednak to czynili. Boga jednak nie da się zatrzymać w działaniu. Szatanowi i uległym mu ludziom nie udało się przeszkodzić Jezusowi w Jego zbawczym dziele. Przeciwnie, wszystkie próby ograniczenia działalności Jezusa, takie jak związanie Go – a nawet zabicie – doprowadziły do tryumfu Jego zbawczego dzieła. Ludzka i diabelska przebiegłość nie może się równać z Boską mądrością.

24. Usuwanie Chrystusa ze swojego życia lub „wiązanie” Go

„Wówczas kohorta oraz trybun razem ze strażnikami żydowskimi pojmali Jezusa, związali Go.” (J 18,12) Przyszli po Jezusa, gdy było już ciemno. Związali Go, aby nie działał, aby swoim nauczaniem nie rzucał już światła na życie. Nie chciano Tego, który przyszedł do swojej własności, lecz swoi Go nie przyjęli (por. J 1,11) Wielu chciało usunąć Go nie tylko z życia publicznego, ale również ze swojego życia osobistego. I to się ciągle powtarza. Są ludzie, którzy chcą usunąć Chrystusa i Jego krzyż ze swojego życia. Jedni pozbywają się Go tylko na jakiś okres, a potem do Niego wracają. Inni – nie. Są tacy, którzy usuwają Jezusa ze swojego życia, buntują się przeciw Niemu lub ulegają złudzeniu, że można się obyć bez Niego, opierając się wyłącznie na sobie i na ludziach. Ujawnia się to między innymi w tworzeniu związków, w których nie ma miejsca na sakramenty. A przecież przez nie sam Chrystus wpływa na nasze życie. Odrzucając świadomie sakramenty, odrzuca się Tego, który je ustanowił i który pragnie przez nie napełniać nas swoimi zbawczymi łaskami. Takie postępowanie przypomina związanie Jezusa przez tych, którzy przyszli Go pojmać.

25. Łagodność Jezusa wobec przemocy

„Wówczas kohorta oraz trybun razem ze strażnikami żydowskimi pojmali Jezusa, związali Go.” (J 18,12) Ludzka i diabelska przebiegłość nie może się równać z Boską mądrością i Boskim działaniem. Ludzie, aby coś koniecznie osiągnąć, uciekają się do przemocy. Ten sposób postępowania zastosowano również wobec Jezusa: pojmano Go, związano, zaprowadzono przed stronniczych sędziów, skazano na śmierć i zabito. Takie metody zna świat i często je stosuje, gdy chce zrealizować jakieś swoje plany. Jezus, który jest cichy i pokorny sercem, nie stosował i nie stosuje przemocy. Ma inny skuteczniejszy sposób działania. Jest nim łagodne, lecz wytrwałe wpływanie na nas prze swój przykład, przez swoją miłość i mądrość. On nikogo nie przymusza do przyjścia do Niego, jednak do tego wzywa, wołając: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.” (Mt 11,28) Zachęca nas do tego, byśmy przyszli do Niego, znaleźli ukojenie w Nim, Jezusie cichym i pokornego serca, i nauczyli się od Niego prawdziwej cichej i pokornej miłości.

26. Jezus, Światłość, prowadzony do zaślepionych przywódców duchowych

„Wówczas kohorta oraz trybun razem ze strażnikami żydowskimi pojmali Jezusa, związali Go i zaprowadzili najpierw do Annasza. Był on bowiem teściem Kajfasza, który owego roku pełnił urząd arcykapłański. Właśnie Kajfasz poradził Żydom, że warto, aby jeden człowiek zginął za naród”. (J 18,12-14) Zaprowadzili Jezusa do tych, którzy pobłądzili, chociaż mieli być strażnikami dobra, sprawiedliwości, prawdy, kultu Bożego. Zaprowadzili Jezusa do tych, którzy już wcześniej Go potrzebowali, aby wyjść ze swojego zaślepienia. Gdyby Go wcześniej przyjęli z wiarą, to nikt by Go nie wiązał i nie prowadził do nich. Ojciec niebieski dopuścił jednak do tego, by Jego Syna związanego zaprowadzono do tych, którzy Go zlekceważyli i ulegli zaślepieniu. Zaprowadzono Jezusa do tych, którzy uznali Go za zwodziciela, oszusta i bluźniercę.

27. Sprawiedliwy prowadzony przed niesprawiedliwych.

To, co uczyniono z Jezusem, było sprzeczne z elementarną sprawiedliwością. Uwięziono bowiem Kogoś niewinnego i poprowadzono przed ludzi, którzy już wcześniej chcieli Go zabić. Ojciec niebieski zgodził się jednak na taką niesprawiedliwość względem swego Syna, bo wiedział, że On przyjmie to cierpienie jako ofiarę miłości do Niego i do Nas. Wiedział, że ta miłość wyrwie nas z grzechu, który prowadzi do piekła. Jezus przyjął niesprawiedliwość wobec Siebie i poddał się jej w taki sposób, by wyrazić swoją miłość do Ojca. Wszystkie krzywdzące Go działania zostały przez Niego przyjęte i zamienione na odkupieńczą ofiarę miłości. Przez to ustanowił nową drogę do zwycięstwa – drogę przez pozorną klęskę jaką jest krzyż. Tą drogą może podążać każdy kto – zjednoczony z Nim przez łaskę – przyjmie to, co dopuścił Ojciec niebieski. A Bóg dopuszcza tylko to, z czego może powstać większe dobro.

Zaparcie się Piotra

A szedł za Jezusem Szymon Piotr razem z innym uczniem. Uczeń ten był znany arcykapłanowi i dlatego wszedł za Jezusem na dziedziniec arcykapłana,15 podczas gdy Piotr zatrzymał się przed bramą na zewnątrz. Wszedł więc ów drugi uczeń, znany arcykapłanowi, pomówił z odźwierną i wprowadził Piotra do środka.16 A służąca odźwierna rzekła do Piotra: Czy może i ty jesteś jednym spośród uczniów tego człowieka? On odpowiedział: Nie jestem.17 A ponieważ było zimno, strażnicy i słudzy rozpaliwszy ognisko stali przy nim i grzali się. Wśród nich stał także Piotr i grzał się.18 (J 18,15-18)

28. Piotr wciąż podążający za Jezusem

„A szedł za Jezusem Szymon Piotr razem z innym uczniem. Uczeń ten był znany arcykapłanowi i dlatego wszedł za Jezusem na dziedziniec arcykapłana, podczas gdy Piotr zatrzymał się przed bramą na zewnątrz. Wszedł więc ów drugi uczeń, znany arcykapłanowi, pomówił z odźwierną i wprowadził Piotra do środka.” (J 18,15-16) Pomimo strachu i różnych obaw Piotr wraz z Janem szedł z daleka za Jezusem. Dzięki Janowi, znanemu arcykapłanowi, wszedł nawet na jego dziedziniec, a także zbliżył się do ogniska, przy którym grzali się strażnicy i słudzy. Tu jednak opuściły go resztki odwagi. Ten, który w emocjach usiłował obronić mieczem Jezusa, teraz utracił swoją waleczność. Nie przyznał się, że należy do grona uczniów Pojmanego. Nie przyznał się do tego, jednak Jezus nie usunął go z grona swoich wyznawców ani nie odwołał swojego planu uczynienie go, słabego człowieka, skałą, na której będzie zbudowany Jego Kościół. Wciąż była aktualna dana mu przez Jezusa obietnica: „Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.” (Mt 16,18-19) Bóg jest wierny swoim obietnicom, chociaż wybrani przez Niego ludzie są słabi.

29. Upokarzający upadek Piotra

„A służąca odźwierna rzekła do Piotra: Czy może i ty jesteś jednym spośród uczniów tego człowieka? On odpowiedział: Nie jestem”. (J 18,17) Wielkie było upokorzenie Piotra, bo pierwszą osobą, przed którą się wyparł Jezusa, nie byli władcy, sędziowie, kaci, uzbrojeni słudzy, lecz prosta kobieta, służą odźwierna. Potem, gdy opadł strach i inne emocje, Piotr musiał sobie przypomnieć, kogo się przestraszył i przed kim zaprzeczył, że jest uczniem Jezusa. A przecież zaledwie przed kilkoma godzinami zapewniał Go, że odda za Niego życie. Mówił z przekonaniem, wierząc we własne słowa: „Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię”. (Mt 26,33) „...życie moje oddam za Ciebie.” (J 13,37) Piotr, tak jak każdy inny człowiek, musiał się nauczyć pokory, która jest prawdą. Nauczył się jej, patrząc na swoją słabość, upadki, pomyłki. Biada człowiekowi, który nie potrafi tego zrobić nawet wtedy, gdy z całą oczywistością widzi swoją słabość i grzeszność; który nawet wtedy uważa, że jest silny i samowystarczalny.

30. Piotr grzejący się przy ognisku

„A służąca odźwierna rzekła do Piotra: Czy może i ty jesteś jednym spośród uczniów tego człowieka? On odpowiedział: Nie jestem. A ponieważ było zimno, strażnicy i słudzy rozpaliwszy ognisko stali przy nim i grzali się. Wśród nich stał także Piotr i grzał się.” (J 18,17-18) Piotr miał na tyle odwagi, aby nie uciec po pytaniu zadanym mu przez służącą: „Czy może i ty jesteś jednym spośród uczniów tego człowieka?” Zaprzeczył, jednak pozostał. Grzał się przy ognisku ze strażnikami i sługami. Pomimo swojej słabości kochał Jezusa i czekał, jak się zakończy cała sprawa u arcykapłana. Może miał nadzieję, że szybko wypuszczą Jezusa lub sam od nich odejdzie korzystając z tej potęgi, którą posiadał i którą wielokrotnie ujawniał. Czekał więc i grzał się przy ognisku, ponieważ było zimno.

Jezus przed Annaszem

Arcykapłan więc zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę.19 Jezus mu odpowiedział: Ja przemawiałem jawnie przed światem. Uczyłem zawsze w synagodze i w świątyni, gdzie się gromadzą wszyscy Żydzi. Potajemnie zaś nie uczyłem niczego.20 Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Oto oni wiedzą, co powiedziałem.21 Gdy to powiedział, jeden ze sług obok stojących spoliczkował Jezusa, mówiąc: Tak odpowiadasz arcykapłanowi?22 Odrzekł mu Jezus: Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?23 Następnie Annasz wysłał Go związanego do arcykapłana Kajfasza.24 (J 18,19-24)

31. Jezus wypytywany przez Annasza o uczniów i naukę

Arcykapłan zapytał o coś, co dobrze znał. Przekazywano mu bowiem to, czego nauczał Jezus. Gdyby tak nie było, to Chrystus by nie stał przed nim. Znał nauczanie Jezusa, jednak go nie przyjmował z wiarą. Co do uczniów – było podobnie. Jezus nie miał żadnych tajnych uczniów, kształconych po kryjomu, zaznajamianych z jakąś nauką inną niż ta, która była głoszona publicznie wszystkim. Dobrze też było wiadomo, kto należał do grona Dwunastu, a Judasz w każdej chwili mógł udzielić wrogom Chrystusa oczekiwanych informacji. Mimo to Annasz wypytywał Jezusa o Jego uczniów. Zbawiciel nie chciał powtarzać przed arcykapłanem tego, co głosił publicznie. Wiedział, że nawet gdyby powtórzył mu swoją naukę, to by nie została ona przyjęta z wiarą. Zbędne więc byłoby powtarzanie jej, bo nikomu nie przyniosłaby zbawienia. Dlatego Jezus nie chciał powtarzać tego, co było już dobrze znane i odrzucane. Przywódcy duchowni mieli wystarczająco dużo czasu na to, by poznać nauczanie Jezusa i je przyjąć.

32. Jedna jawna nauka Jezusa dla wszystkich

„Jezus mu odpowiedział: Ja przemawiałem jawnie przed światem. Uczyłem zawsze w synagodze i w świątyni, gdzie się gromadzą wszyscy Żydzi. Potajemnie zaś nie uczyłem niczego. Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Oto oni wiedzą, co powiedziałem.” (J 18,20-21) To, co Jezus jawnie przekazywał, było skierowane do wszystkich ludzi na całym świecie. Nie przekazywał żadnej tajemnej wiedzy, przeznaczonej tylko dla niektórych. Tym chrześcijaństwo różni się od takich sekt i tajnych organizacji, w których nie uczy się tego samego wszystkich członków. Nieraz stosuje się jakieś ich stopniowe wtajemniczanie, dzięki któremu zdobywają wiedzę tajemną lub ukryte prawdziwe cele organizacji – ukryte nie tylko przed światem lecz nawet przed członkami, którzy dopiero ubiegają się o członkostwo. W chrześcijaństwie nie ma czegoś takiego jak wtajemniczanie w różne nauki. Tego samego uczy się dzieci i dorosłych; ta sama wiara wyznawana jest przed najmłodszych co przez najstarszych. Przykazania Boże obowiązują w takim samym stopniu dzieci co dorosłych. Różnica polega jedynie na języku nauczania, przystosowanym do możliwości poznawczych.

33. Niezmienność nauki Chrystusa

„Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Oto oni wiedzą, co powiedziałem.” (J 18,20-21) Jezus niczego nie zmienił w swoim nauczaniu. Nie należy bowiem do takich osób, które co jakiś czas przekształcają swoje poglądy i uczą czegoś innego. Aktualne zatem jest to, czego dowiedzieli się od Niego ci, którzy Go słyszeli wcześniej. Mogą więc przekazać wszystko, czego się od Niego dowiedzieli, bo w Jego nauczaniu nie ma żadnych tajnych nauk, przeznaczonych tylko dla niektórych, ani takich pouczeń, które by się zmieniały z dnia na dzień, w zależności od sytuacji. On jest Prawdą, a prawda jest niezmienna.

34. Dyskretne upomnienie arcykapłana przez Jezusa

„Arcykapłan więc zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę”. (J 18,19) „Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Oto oni wiedzą, co powiedziałem.” (J 18,20-21) Słowa Jezusa mogły być upomnieniem skierowanym do arcykapłana Annasza, który tak samo jak inni ludzie miał okazję poznać Jego nauczanie. Miał na to dosyć czasu, zanim Jezus został pojmany. Miał okazję Go słuchać, gdyż przybywał na święta do Jerozolimy i nauczał w świątyni. Mógł Go słuchać osobiście i wyrobić sobie jakiś pogląd dotyczący głoszonej przez Niego nauki. Byli też ludzie wysyłani, aby słuchać Jezusa. Mógł ich zapytać o to, co głosi. Przede wszystkim zaś mógł zapytać tych, którzy w Jezusa uwierzyli. Ich świadectwo byłoby dla niego najważniejsze. Ewangelista Jan napisał, że był znany arcykapłanowi (por. J 18,15), dlatego i od niego mógłby zdobyć bardzo dobre poznanie nauczania Jezusa. Arcykapłan Annasz jednak zaczął sam wypytywać Jezusa o Jego naukę. Nie robił tego jednak w tym celu, żeby uwierzyć, lecz żeby wystąpić przeciw Niemu. Nie odpowiadając na jego pytania Jezus dyskretnie upomniał go, że zmarnował wielką łaskę, którą był On sam i Jego nauczanie. Łaska może być udzielona ponownie, jednak tak nie musi być.

34a. Zamykanie się na łaskę

„Arcykapłan więc zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę”. (J 18,19) „Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słyszeli, co im mówiłem. Oto oni wiedzą, co powiedziałem.” (J 18,20-21) Arcykapłan nie postępował słusznie wypytując Jezusa o uczniów i o Jego naukę, bo przecież już wcześniej mógł ją dobrze poznać. Przedtem nie słuchał Jego nauczania ani dawanych przez Niego wyjaśnień, a teraz domagał się tego. Oczekiwanego przedstawienia nauczania Jezusa nie otrzymał. W tym wydarzeniu można się dopatrzyć ważnego pouczenia – tego mianowicie, że każdą łaskę, również łaskę słowa Bożego, trzeba przyjmować wtedy, kiedy jest dawana. Może się bowiem zdarzyć, że w wyznaczonym przez nas czasie jej nie otrzymamy. Annasz nie usłyszał zbawiennego nauczania Jezusa, bo nie był na nie przygotowany. Pytał o Jego naukę, jednak na przyjęciu jej mu nie zależało. Zmierzał tak jak inni tylko do skazania Go.

35. Nadgorliwość sługi

„Gdy to powiedział, jeden ze sług obok stojących spoliczkował Jezusa, mówiąc: Tak odpowiadasz arcykapłanowi?” (J 18,22) Słowa Jezusa skierowane do arcykapłana były odważne, gdyż były słowami miłości i prawdy. Zaskoczyły jednak nadgorliwego sługę, przyzwyczajonego do przyjmowania służalczej postawy wobec swoich panów. Spoliczkował więc Jezusa zarzucając Mu, że niewłaściwie zachowuje się wobec arcykapłana. Za niestosowne zachowaniu uznał to, że Jezus poradził arcykapłanowi zapytać o Jego naukę tych, którzy w przeciwieństwie do niego słuchali Go. Arcykapłanowi sługa okazywał szacunek, prawdziwy lub udawany, wobec Chrystusa go nie miał. Tak się dzieje bardzo często: ludziom mającym władzę okazuje się uległość, Bogu – nie. Ponadto wielu uważa, że dobrze się wychodzi na staniu nie po stronie oskarżanych, uciskanych, lecz po stronie tych, którzy mają władzę.

36. Stronniczość sługi

„Gdy to powiedział, jeden ze sług obok stojących spoliczkował Jezusa, mówiąc: Tak odpowiadasz arcykapłanowi?” (J 18,22) Sługa nie stanął w obronie niewinnie uwięzionego Jezusa. Nie wahał się jednak wystąpić przeciw Niemu. Nie musiał się odzywać ani Go policzkować, jednak to zrobił. Pod tym względem był podobny do wszystkich przywódców duchowych, którzy występowali przeciw Jezusowi. Ci, którzy mają władzę, często uważają, że mogą bezkarnie robić, co im się podoba. Podobnie zachowują się ludzie, którzy stoją blisko osób sprawujących władzę: czują się bezkarni, licząc na obronę możnych i wpływowych ludzi.

36a. Przemoc zamiast argumentów

„Gdy to powiedział, jeden ze sług obok stojących spoliczkował Jezusa, mówiąc: Tak odpowiadasz arcykapłanowi?” (J 18,22) Ani arcykapłan, ani sługa nie potrafili Jezusowi zarzucić niczego złego i mówienia nieprawdy. To jednak nie przeszkadzało im, aby użyć wobec Niego przemocy. Sługa spoliczkował Jezusa, a arcykapłan wraz ze swoimi ludźmi przygotowywał cios gorszy– zabicie Go. Po takie „siłowe” argumenty, jakich użył sługa wobec Jezusa i żydowscy zwierzchnicy duchowi, sięgają ci, którzy nie potrafią udowodnić nieprawdy ani zła, a nie mają odwagi wycofać się ze swojego atakowania i złośliwego zachowania. Używają wtedy przemocy fizycznej lub psychicznej – takiej jak zastraszanie.

37. Łagodne skierowanie sługi na drogę dobra i sprawiedliwości

„Odrzekł mu Jezus: Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?” (J 18,23) Jezus nie krzyczał na sługę, który Go uderzył w twarz, jednak nie pozostawił go na złej drodze bez delikatnego upomnienia. Zamiast wyrażenia oburzenia z powodu braku szacunku sługi wobec Niego zadał mu pytanie zmuszające do myślenia. Swoim pytaniem pobudził sługę do zastanowienia się raz jeszcze nad usłyszanymi słowami. Co było w nich złego? Czy rzeczywiście niewłaściwa była rada, by zapytać świadków nauczania Jezusa o treść Jego nauki? Przecież każdy uczciwy sąd opiera się na zeznaniach wiarygodnych świadków. Jeśli zaś wypowiedź Jezusa była właściwa, to sługa powinien uznać się winnym niesprawiedliwego czynu wobec Niego. Zadając pytanie słudze, Jezus miał na uwadze jego dobro duchowe. Chciał, aby stał się bardziej sprawiedliwy niż ci, którym służył.

38. Zakłada się niewinność i prawdomówność

„Odrzekł mu Jezus: Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?” (J 18,23) Sługa uderzył Jezusa, bo wydawało mu się, że źle się odnosi do arcykapłana albo po prostu chciał się przypodobać swojemu zwierzchnikowi. Na to zachowanie Jezus zareagował słowami: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego.” (J 18,23) Tymi słowami przypomniał wszystkim obecnym i nam, że winę i nieprawdę trzeba zawsze udowodnić. Powinno się zakładać, że ktoś postępuje dobrze i mówi prawdę. Jeśli uważa się, że tak nie jest, to trzeba udowodnić winę, złe postępowanie lub mówienie kłamstw. Tego jednak Jezusowi nie można było zarzucić, a tym bardziej – udowodnić. Pozostał więc często używany ostateczny argument – siły. Czasami atak fizyczny zastępuje się atakiem słownym, poniżając, znieważając lub ośmieszając osobę, której nie da się wykazać zła ani zakłamania w postępowaniu i mówieniu.

Ponowne zaparcie się Jezusa przez Piotra

A Szymon Piotr stał i grzał się. Powiedzieli wówczas do niego: Czy i ty nie jesteś jednym z Jego uczniów? On zaprzeczył mówiąc: Nie jestem.25 Jeden ze sług arcykapłana, krewny tego, któremu Piotr odciął ucho, rzekł: Czyż nie ciebie widziałem razem z Nim w ogrodzie?26 Piotr znowu zaprzeczył i natychmiast kogut zapiał.27 (J 18,25-27)

39. Słabość tego, który został fundamentem Kościoła Chrystusa

Ten, który przewodniczył Dwunastu, a potem miał stanąć na czele Kościoła założonego przez Jezusa Chrystusa, wyparł się faktu, że był i nadal jest uczniem Jezusa. Nie zrobił tego jeden raz, lecz trzy razy. Był słaby, jednak to nie przeszkodziło Bogu zrealizować swoje plany, które wiązał z jego osobą. Jeszcze raz na Szymonie ujawniła się prawda, że Boska moc potrafi się ujawnić w całej swojej potędze nawet w największej ludzkiej słabości. Tej mocy udziela zapowiedziany przez Jezusa Duch: „...gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.” (Dz 1,8) I takim świadkiem Bożej mocy, która ujawnia się w ułomnych ludziach, stał się Piotr. Pomimo swojej słabości pozostał skałą, na której został wzniesiony Kościół Chrystusa.

40. Ciężkie doświadczenie Piotra

„A służąca odźwierna rzekła do Piotra: Czy może i ty jesteś jednym spośród uczniów tego człowieka? On odpowiedział: Nie jestem”. (J 18,17) „A Szymon Piotr stał i grzał się. Powiedzieli wówczas do niego: Czy i ty nie jesteś jednym z Jego uczniów? On zaprzeczył mówiąc: Nie jestem. Jeden ze sług arcykapłana, krewny tego, któremu Piotr odciął ucho, rzekł: Czyż nie ciebie widziałem razem z Nim w ogrodzie? Piotr znowu zaprzeczył i natychmiast kogut zapiał. (J 18,25-27) Ci, którzy się odzywali do Piotra, wzbudzali w nim coraz większy strach. Najpierw była to tylko jedna kobieta, służąca odźwierna. Potem kilka osób. Szczególnie niebezpieczny jednak mógł mu się wydać krewny tego, któremu odciął ucho. Sługa ten bowiem powiedział, że widział go w ogrodzie przy Jezusie. Możliwe, na szczęście dla Piotra, że nie dostrzegł on w zamieszaniu i mrokach, że Piotr nie tylko tam naprawdę był, ale że poważnie okaleczył jego krewnego, odcinając mu mieczem ucho. To wszystko rozbudziło lęk Piotra i dlatego zaparł się tego, że jest uczniem Jezusa. Ten wielki strach był czynnikiem zmniejszającym jego winę.

41 Pianie koguta ważnym przypomnieniem dla Piotra

„Jeden ze sług arcykapłana, krewny tego, któremu Piotr odciął ucho, rzekł: Czyż nie ciebie widziałem razem z Nim w ogrodzie? Piotr znowu zaprzeczył i natychmiast kogut zapiał”. (J 18,26-27) Piotr chyba zapomniał, że kilka godzin wcześniej Jezus zapowiedział mu to, co zrobi, że zaprze się Go trzykrotnie, zanim kogut zapieje. „Jezus mu rzekł: Zaprawdę, powiadam ci: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz.” (Mt 26,34) Dzwięk piania koguta wstrząsnął głęboko nim. „Wspomniał Piotr na słowo Jezusa, który mu powiedział: Zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.” (Mt 26,75) Wielu słyszało pianie koguta i nie dostrzegało w tym nic nadzwyczajnego. Było to czymś, co się wiele razy powtarzało i do czego byli już przyzwyczajeni. Piotr jednak w zwyczajnym pianiu koguta dostrzegł znak Boży, wezwanie do skruchy. Tak się stało, bo Duch Święty przypomniał Piotrowi wewnętrznie usłyszane wcześniej słowa Jezusa. Na to przypomnienie zareagował on płaczem i skruchą. Zrozumiał w tym momencie, że Jezus znał od dawna jego przyszłe postępowanie, a jednak go nie odrzucił od Siebie. Od skruszonego Piotra możemy się nauczyć czegoś bardzo ważnego: doszukiwania się Bożych wezwań nawet w tak pozornie niewiele znaczących wydarzeniach jak codzienne pianie koguta.

42. Umiejętność odczytywania znaków dawanych nam przez Boga

Bóg jest Bogiem żywym, który ciągle pragnie komunikować się z nami. Czyni to przez swoje słowa i różne znaki, wydarzenia, sytuacje. Do Piotra zwrócił się nawet przez coś tak banalnego jak codzienne pianie koguta. To, co się powtarzało przed każdym świtem, w jednym wypadku było wielkim przypomnieniem Bożym, skierowanym do Piotra. Boże słowa i znaki są zawsze wezwaniem do tego samego: do trwania w głębokiej, zażyłej i pełnej szacunku i miłości jedności z Nim. Jeśli ta jedność została przez nas zerwana, to dawane nam przez Boga znaki są Jego pełnym miłości przypomnieniem, by zerwać z życiem, które nas oddala od Niego, i powrócić do zbawiennej jedności z Nim – do jedności przez miłość, zaufanie, zawierzenie Mu, zdanie się na Niego, szukanie u Niego pomocy. Jako wezwania do tego wszystkiego powinny być traktowane różne radosne i bolesne dla nas wydarzenia. Zdumiewające jest, jak wielu nie potrafiło i nadal nie potrafi odczytać jako znaku Bożego pandemii wywołanej przez koronawirusa. Nawet ta ogólnoświatowa klęska nie skłania wielu do powrotu do Boga, do wezwania Go jako Ojca, który nas kocha, i do Jezusa, będącego ciągle Bogiem, który zbawia, wybawia, leczy. Już samo Imię „Jezus” ciągle nam o tym przypomina, bo znaczy: „Bóg zbawia”.

43. Znaki dotkliwe dla człowieka

Piotr, który zwykłe pianie koguta odczytał jako wezwanie do skruchy i zmiany życia, uczy nas odczytywać w podobny sposób różne znaki dawane nam ciągle przez Boga. Są nimi także różne bolesne plagi, kataklizmy, nieszczęścia, anomalie pogodowe. Wszystko to powinno nas pobudzać do przemyślenia swojego życia, do skruchy, postanowienia poprawy i do zwrócenia się do Boga, który jest naszym wszechmogącym i kochającym Ojcem. On jednym słowem potrafi nas uwolnić od wszelkich kataklizmów: od „kataklizmu” duchowego, którym jest grzech, i od kataklizmów zewnętrznych, którymi są różne plagi spadające na ludzkość.

44. Miłość Boża kryjąca się za bolesnymi znakami

Nieraz Bóg posługuje się znakami bolesnymi dla nas, jednak to z winy samego człowieka takie znaki istnieją w naszym świecie. Bóg, który jest Ojcem, nie stworzył człowieka po to, by cierpiał, lecz w tym celu, żeby na zawsze żył w szczęściu: najpierw na ziemi, a potem w niebie. Bóg śmierci nie stworzył. Ona „weszła na świat przez zawiść diabła” (Mdr 2,24) i przez nieposłuszeństwo Bogu pierwszych rodziców. Ich upadek i nasze grzechy ciągle sprowadzają na świat różne formy cierpienia. Czasem przyjmuje ono formę plag, kataklizmów, wojen, które masowo odbierają życie. Gdyby grzech nie zaistniał, to również nie byłoby tych nieszczęść. Niestety, one zostały sprowadzone na ziemię przez człowieka, który uległ podszeptom złego ducha. Bóg jednak w swoim miłosierdziu wykorzystuje dla naszego dobra to, co wprowadził na świat szatan i grzeszny człowiek. Różne formy nieszczęść uczynił znakami dla nas, ludzi, wezwaniami do zmiany życia, do powrotu do Niego.

45. Różne sposoby zapierania się Chrystusa

Można tak jak Piotr zaprzeć się słowami faktu, że się jest uczniem Jezusa, ale można też bez takiego zapierania się usunąć Go ze swojego życia, „wyprzeć” Go z niego. Piotr słowami zaparł się Chrystusa, jednak przez skruchę wrócił do Niego, nie usunął Go ze swojego życia, nadal pozostał Jego uczniem i współdziałał z Nim. Istnieje jednak „zapieranie się” Boga przy równoczesnym udawaniu przed innymi a nawet przed samym sobą, że się jest Jego uczniem, który wierzy w Niego. To „zapieranie się” polega na postępowaniu sprzecznym z głoszoną przez Niego Ewangelią i szerzeniu „wartości”, które nie są wartościami, lecz grzechem. Jest to „zapieranie się” nauki Bożej. Są ludzie, którzy deklarują się jako wierzący w Boga, jednak Chrystusa, Syna Bożego się zapierają. Albo nie wierzą w Niego, albo głoszą zasady życia, które nie mają nic wspólnego z Jego nauką. Uważając się za Jego uczniów, szerzą idee i „wartości”, które nie mają nic wspólnego z tymi, o których ciągle nam przypominają Boże przykazania i przekazana nam przez Syna Bożego Ewangelia.

Jezus zaprowadzony do Piłata

Od Annasza Jezusa zaprowadzono do Kajfasza, a od niego - do Piłata

Od Kajfasza zaprowadzili Jezusa do pretorium. A było to wczesnym rankiem. Oni sami jednak nie weszli do pretorium, aby się nie skalać, lecz aby móc spożyć Paschę.28 Dlatego Piłat wyszedł do nich na zewnątrz i rzekł: Jaką skargę wnosicie przeciwko temu człowiekowi?29 W odpowiedzi rzekli do niego: Gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy Go tobie.30 Piłat więc rzekł do nich: Weźcie Go wy i osądźcie według swojego prawa. Odpowiedzieli mu Żydzi: Nam nie wolno nikogo zabić.31 Tak miało się spełnić słowo Jezusa, w którym zapowiedział, jaką śmiercią miał umrzeć. 32 (J 18,28-32)

46. Czynili innym to, czego nie chcieli dla siebie

„Od Kajfasza zaprowadzili Jezusa do pretorium. A było to wczesnym rankiem. Oni sami jednak nie weszli do pretorium, aby się nie skalać, lecz aby móc spożyć Paschę.” (J 18,28) Ci, którzy nienawidzili Jezusa, zaprowadzili Go do pretorium Piłata. Sami jednak, jako Żydzi, nie weszli tam, ponieważ uważali, że przez to staliby się nieczyści, skalaliby się i nie mogliby spożywać Paschy. Ich zachowanie pokazuje zamknięcie się w straszliwym egoizmie. Nie miało bowiem dla nich żadnego znaczenia to, że Jezus, który jak oni był Żydem – według ich mniemania – zanieczyści się duchowo przez wejście pretorium. To było bez znaczenia. Chociaż byli już „nieczystymi” mordercami w swoich sercach, to jednak nie chcieli się „zanieczyścić” przez wejście do pogańskiego miejsca, uznawanego przez nich za nieczyste.

47. Wyobrażona nieczystość

„Od Kajfasza zaprowadzili Jezusa do pretorium. A było to wczesnym rankiem. Oni sami jednak nie weszli do pretorium, aby się nie skalać, lecz aby móc spożyć Paschę.” (J 18,28) Jezusa zaprowadzili do pretorium, pomimo że uważali to miejsce za nieczyste i wywołujące nieczystość. Chociaż przekonanie to było mylne, to jednak świadczyło o złej woli nieprzyjaciół Jezusa względem Niego. W swoim bowiem przekonaniu narażali Go na coś złego, czego sami chcieli uniknąć. Nie wolno drugiego narażać na to, co uważamy za złe, nawet jeśli obiektywnie coś złem nie jest. Takie działanie bowiem świadczy o złej woli, która zgadza się lub chce czegoś, co rozum – nawet mylnie – uważa za złe. W tym wypadku Żydzi bez żadnych skrupułów narazili Jezusa na coś, co uważali na moralnie nieczyste i złe. On, oczywiście, w żadną nieczystość nie popadł, oni jednak pogrążyli się w największej nieczystości, którą jest nienawiść.

48. Wczesnym rankiem...

„Następnie Annasz wysłał Go związanego do arcykapłana Kajfasza”. (J 18,24) „Od Kajfasza zaprowadzili Jezusa do pretorium. A było to wczesnym rankiem. Oni sami jednak nie weszli do pretorium, aby się nie skalać, lecz aby móc spożyć Paschę.” (J 18,28) Jakiż to poważny proces można przeprowadzić w ciągu jednej nocy? A tak postąpiono z Jezusem. Pochwycono Go wieczorem, a już wczesnym rankiem następnego dnia zaprowadzono Go do Piłata, aby skazał Go na śmierć. Tak zadecydowano w ciągu nocnego „procesu”. Ten pośpiech wskazywał, że nie chodziło o rzetelne ustalenie faktów i winy, lecz o jak najszybsze pozbycie się Jezusa. Tego jednonocnego procesu św. Jan Ewangelista nie opisuje dokładnie, tak był kompromitujący mających władzę i niegodny przedstawiania go w szczegółach.

49. Bezprawie stróżów prawa Bożego.

„Od Kajfasza zaprowadzili Jezusa do pretorium. A było to wczesnym rankiem.” (J 18,28) Do śmierci doprowadzili Jezusa ci, którzy byli powołani do opieki duchowej nad narodem żydowskim: arcykapłani, faryzeusze, uczeni w Piśmie. To, co uczynili, było ich tragiczną pomyłką. Nie wynikała ona jednak z żadnego przypadku, bowiem pycha i zazdrość tych ludzi już znacznie wcześniej zamykały ich na Niego, na Jego nauczanie i łaski. Wrogość wobec Niego ujawniał także pośpiech, z jakim Go zaprowadzili do Piłata. Zaprowadzili Go do pretorium wczesnym rankiem, po pośpiesznym, tendencyjnym rozpatrzeniu Jego sprawy w ciągu kilku godzin nocnych. To świadczyło, że nie szukali dobra i prawdy, lecz usunięcia spośród żywych Tego, który im nie odpowiadał, chociaż był i jest prawdziwym Mesjaszem i jedynym Zbawicielem świata. To pokazuje, że dla zdeprawowanego człowieka Syn Boży, Jezus Chrystus, może się stać kimś niewygodnym. Nie tylko może, ale ciągle się staje, gdyż dla człowieka o złej woli czynienie dobra, które głosił, jest męczące. W naszych czasach ciągle jesteśmy świadkami tego faktu.

50. „Przecedzanie komara i połykanie wielbłąda”

„Od Kajfasza zaprowadzili Jezusa do pretorium. A było to wczesnym rankiem. Oni sami jednak nie weszli do pretorium, aby się nie skalać, lecz aby móc spożyć Paschę. Dlatego Piłat wyszedł do nich na zewnątrz i rzekł: Jaką skargę wnosicie przeciwko temu człowiekowi?” (J 18,28-29) Między innymi o ludziach, którzy chcieli Jego śmierci, a nie chcieli się zanieczyścić przez wejście do pretorium, Jezus powiedział: „Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda!” (Mt 23,24) Taka była mentalność tych przywódców duchowych, którzy za wszelką cenę szukali śmierci niewinnego Jezusa, ale nie weszli do pretorium, aby się nie skalać. Niewiele znaczyło dla nich skazanie na śmierć niewinnego człowieka tylko za to, że wywoływał w nich zazdrość i ranił ich pychę. Sprawy wielkiej wagi, takie jak sprawiedliwość, miłość, szacunek, poszanowanie prawdy, niewiele dla nich znaczyły, natomiast coś tak mało znaczące jak wejście do pretorium wydawało im się czymś niezwykle ważnym. Taki typ moralności jest bardzo rozpowszechniony i przybiera liczne formy. Są np. ludzie, dla których sprawy Boże takie jak miłość do Niego, ufanie Mu, wiara, modlitwa wypełnianie Jego woli, nie mają większego lub żadnego znaczenia, oddają się jednak gorliwie np. przesadnej trosce o swoje zdrowie przez wyszukane diety, ochroną klimatu i zwierząt. Przy ochronie środowiska i zwierząt często dochodzi do znieważania ludzi, do obrażania ich lub do zaniedbywanie udzielania im pomocy, wymaganej przez elementarną miłość do bliźniego. Dzieje się tak dlatego, że sprawy dobre mniejszej wagi przysłaniają to, co jest o wiele większym dobrem, które powinno być wykonywane i chronione.

51. Dwa sposoby oceniania

„Od Kajfasza zaprowadzili Jezusa do pretorium. A było to wczesnym rankiem. Oni sami jednak nie weszli do pretorium, aby się nie skalać, lecz aby móc spożyć Paschę. Dlatego Piłat wyszedł do nich na zewnątrz i rzekł: Jaką skargę wnosicie przeciwko temu człowiekowi? W odpowiedzi rzekli do niego: gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy go tobie”. (J 18,28-30) Ewangelista opisał tu między innymi różne sposoby oceniania, z którymi często się stykamy. Te różne oceny odnoszą się do bliźnich i do siebie. Można je określić krótko: „inni winni, my – nie”. Oskarżyciele Jezusa szczerze wyrazili to, co chcieli powiedzieć: „Jezus jest winny, oni – nie”. Jako ludzie szlachetni i dobrzy nigdy nie skalaliby się oskarżeniem kogoś niewinnego. Dlatego powiedzieli Piłatowi: „gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy go tobie” (J 18,30). Jezusa uznali za „złoczyńcę”, siebie zaś przedstawili jako ludzi prawych i sprawiedliwych, którzy nigdy nie domagają się kary dla kogoś, kto nie dopuścił się zła.

52. Syn Boży nazwany złoczyńcą przez grzesznych ludzi

„W odpowiedzi rzekli do niego: gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy go tobie”. (J 18, 30), Żydzi nie powiedzieli Piłatowi, że przyprowadzili do niego Jezusa, aby Go sprawiedliwie osądził, gdyż jest podejrzewany o jakieś karygodne przestępstwa. Nie. Od razu nazwali Go złoczyńcą, nie podając, dlaczego tak uważają. Ci, którzy mieli być sługami Boga, nazwali Syna Bożego złoczyńcą. Mówiąc to, określili jako złe wszystko, co czynił i mówił Jezus, prawdziwy Bóg. Grzeszny i zły człowiek nazwał złoczyńcą Tego, który jest Miłością, Dobrem, Prawdą, Światłością! Ograniczone ludzkie umysły nie pojęły Bożej Mądrości, gdyż zamknęły się na światło Ducha Świętego. Z tego samego powodu zbawcza dobroczynna działalność Jezusa została uznana przez duchowych przywódców żydowskich za coś złego.

53. Uczeni, którzy nie odróżniali dobra od zła

„W odpowiedzi rzekli do niego: gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy go tobie”. (J 18, 30) Ci, którzy doprowadzili do skazania Jezusa na śmierć, należeli do grupy osób, których zadaniem było strzeżenie spraw Bożych i nauczanie ludu prawdy. Byli to ludzie zapoznani z Pismem Świętym, kultem świątynnym, przepisami prawa. Pomimo tej znajomości nie umieli odróżnić dobra od zła, złoczyńcy od człowieka niewinnego. Mylili dobro ze złem, a przecież różnica między jednym i drugim jest taka jak między światłem i ciemnością. Podstawowego rozróżnienia nie potrafili zrobić, gdyż pogrążyli się w ciemnościach pychy i zazdrości – w grzechach, które utrudniają dostrzeżenie dobra wokół siebie. Wysokie mniemanie o sobie doprowadziło ich do takiego zaślepienia, że Najlepszego – tego który jest Miłością – nazwali złoczyńcą. Pomyłka wykształconych przywódców duchowych jest ostrzeżeniem dla wszystkich ludzi, bo każdy człowiek ją może popełnić, bez względu na swoje wykształcenie. Jeśli ktoś wpadnie w pychę, to może najlepszych ludzi uznać za złych. Taka ocena potrzebna jest pysze, gdyż umacnia zarozumiałą osobę w dobrym mniemaniu o sobie. Im gorsi wydają jej się ludzie, tym lepiej – przez kontrast – wypada we własnych oczach, bo nawet ciemne kolory, zestawione z czernią, mogą uchodzić za „jasne”.

53a. Największy Dobroczyńca uznany za złoczyńcę

„W odpowiedzi rzekli do niego: gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy go tobie”. (J 18, 30) Wydarzenia związane ze skazaniem Jezusa na śmierć pokazują w widzialny sposób, jak Bóg był i jest traktowany przez ludzkość. Dla wielu nie znaczy więcej niż jakiś człowiek, którego w odległym kraju wtrącono do więzienia; nie ma większego wpływu na życie niż więźniowie osadzeni w aresztach. Tymczasem nie ma na świecie ani jednego człowieka, który nie byłyby bez przerwy poddany dobroczynnemu działaniu Tego, który jest naszym Stworzycielem i Zbawicielem. Czyż nieustanne uwielbianie Go nie powinno być najważniejszym wyrazem wdzięczności wobec Niego i najbardziej sprawiedliwym sposobem traktowania Go przez każdego z nas? Jeśli ktoś nie uwielbia Boga bez przerwy w swoim sercu, to powinien się nawrócić, nawet jeśli się uważa za człowieka dobrego i już „nawróconego”.

54. Nie złoczyńca lecz Odkupiciel świata został skazany na śmierć

„W odpowiedzi rzekli do niego: gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy go tobie”. (J 18, 30) Ci, którzy doprowadzili do tego, że Jezus stanął przed Piłatem, nie wierzyli, że był oczekiwanym Mesjaszem i Zbawicielem świata. Sami w to nie wierzyli, a ponadto robili wszystko, aby inni też w Niego nie wierzyli. Dlatego umniejszali go w oczach ludu i Piłata, mówiąc o Nim jako o złoczyńcy. Chcieli, aby tylko takie wspomnienie pozostało po Nim w ich narodzie i wszędzie, gdzie się ludzie dowiedzą o Jego śmierci. Pragnęli, żeby o Jego śmierci krzyżowej mówiono jako o zasłużonej śmierci złoczyńcy. Tak się jednak na szczęście nie stało. Światło Boże bowiem pomogło wielu uwierzyć, że na krzyżu umarł nie złoczyńca, lecz Odkupiciel świata. Krzyż nie stał się znakiem hańby dla Niego, lecz dla tych, którzy Go niesprawiedliwie ukrzyżowali.

55. Poniżanie Jezusa zamiast wychwalania i wywyższania Go

„W odpowiedzi rzekli do niego [Piłata]: gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy go tobie”. (J 18, 30) Prześladowcy Jezusa czynili Mu, Synowi Bożemu, coś przeciwnego do tego, co należy się Istocie Najwyższej, Bogu. Zamiast Go wychwalać w sercu i przed ludźmi, zamiast głosić Jego wielkość i chwałę umniejszali Go. Mówili, że jest złoczyńcą, zamiast głosić rodakom i poganom, że jest pełnym mocy Prorokiem, Mesjaszem i Synem Bożym. Pycha nie pozwalała im wychwalać i wywyższać Go ani w swoich oczach, ani w oczach bliźnich. Pyszny człowiek bowiem szuka swojej chwały, którą – według niego – umniejsza chwała innych. Pyszna osoba nie chce być wielka pośród innych wielkich osób, lecz wielka i znacząca pośród rzesz ludzi małych, słabych, ułomnych i grzesznych. Z tego powodu umniejsza bliźnich w swojej wyobraźni oraz przed ludźmi przez działania upokarzające i przez szkalujące słowa. Pycha, zazdrość i nienawiść spowodowały, że zamiast oddać chwałę Jezusowi i ukazać Jego wyjątkowość przed Piłatem i innymi poganami, uczyniono Go więźniem. Zrobiono to, aby Go poniżyć i pokazać swoją wielką władzę nad Nim. Nazwano Go też złośliwie złoczyńcą, aby odwrócić od Niego serca ludzkie.

56. Wydarzenie spowodowane przez wielu

„W odpowiedzi rzekli do niego: Gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy Go tobie. Piłat więc rzekł do nich: Weźcie Go wy i osądźcie według swojego prawa. Odpowiedzieli mu Żydzi: Nam nie wolno nikogo zabić”. (J 18,30-31) Stwierdzili, że nie wolno im nikogo zabijać, a jednak Jezusa chcieli za wszelką cenę doprowadzić – i to jak najszybciej – do śmierci. Chcieli to zrobić rękami Rzymian i ostatecznie udało im się to. Od strony prawnej to Piłat wydał wyrok śmierci na Jezusa, jednak – patrząc od strony serc i różnych działań – do Jego śmierci przyczynili się wszyscy, którzy jej pragnęli i podjęli tak jak Judasz różne złe działania. Przecież gdyby przywódcy żydowscy nie chcieli zgładzenia Go, to Piłat nie wpadłby od siebie na taki pomysł. Jezus nie stanąłby przed nim, gdyby Judasz Go nie wydał, gdyby słudzy Go nie pojęli, a przywódcy nie wydali na Niego wyroku śmierci. Piłat miał wykonać to, nad czym trudziło się wielu, włącznie z nami, gdyż to cały grzeszny świat doprowadził do zbawczej śmierci Jezusa na krzyżu.

56a. Wspólne dzieło odrzucania Jezusa

„W odpowiedzi rzekli do niego: gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy go tobie”. (J 18, 30) Jezusa wydano Piłatowi, aby doprowadził do Jego śmierci i przez to został usunięty z życia jednostek i narodów. Jednak nie tylko Piłat jest odpowiedzialny za to wszystko, co spotkało Jezusa. Do smutnego dzieła wykluczenia Chrystusa z życia jednostek i narodów przyczyniło się w różny sposób wielu: arcykapłani, faryzeusze, uczeni w Piśmie, Judasz, słudzy i cała ludzkość, czyli każdy z nas, przez swoje grzechy. Próba usuwania Jezusa z życia jednostek i całych narodów nadal trwa w historii. Próbuje się Go usunąć z serc, dusz i umysłów ludzkich albo przemocą, przez krwawe prześladowania, albo przez subtelną długotrwałą taktykę, która polega na zamazywaniu wszystkiego – nawet słownictwa – które by o Nim przypominało. Przykładem może być rozpowszechnione słowo „weekend”, które nie przypomina o niedzieli, o dniu Pańskim, w którym powinno się w szczególny sposób wspominać i czcić Boga. Noszone talizmany, naszyjniki, amulety, znaki zodiaku i inne tego rodzaju przedmioty mają na celu wyprzeć ze świadomości ludzkiej pojęcie potęgi Boga, wstawiennictwa Maryi i świętych. Mają doprowadzić do zapomnienia o nadprzyrodzonej niebiańskiej potędze i do szukania mocy duchowej tam, gdzie jej nie ma. Święta liturgiczne i wspomnienia świętych są zastępowane „świętami” wspominającymi coś, co nie przypomina bezpośrednio Boga. Ma to miejsce np. w przypadku dni, w których dotąd czczono wyznawców wiary i męczenników. Zamiast Boga, Jego dzieł zbawczych i świętych, kieruje się uwagę ludzi na coś, co o Bożych sprawach nie przypomina. I tak wymyślono dzień tańca, teatru, ziemi, przyjaźni, kota, pizzy, języka ojczystego i wiele innych. Te dni w centrum naszej uwagi nie stawiają Boga ani Chrystusa, który oddał za nas życie na krzyżu, lecz coś, co zbawienia na pewno nam nie przynosi. I tak na różne sposoby odciąga się uwagę od Ojca i Jego Syna, który przyszedł na świat, aby nas zbawić, odsuwa się na margines Stwórcę, Pana i Zbawiciela. Doprowadza się do tego, że nie jest stale w centrum myśli, planów, uczuć, działań; nie jest bez przerwy uwielbiany, adorowany, nie okazuje Mu się stałej wdzięczności. Niestety, można zupełnie nieświadomie dać się wciągnąć w wielkie dzieło eliminowania Boga z życia, z centrum ludzkiej uwagi.

57. „Osądźcie Go według swojego prawa”

Piłat powiedział do Żydów: „Weźcie Go wy i osądźcie według swojego prawa. Odpowiedzieli mu Żydzi: Nam nie wolno nikogo zabić”. (J 18,30-31) Jak na ironię Żydzi rzeczywiście już wcześniej osądzili Jezusa „według swojego prawa”. Właśnie, „prawa swojego”, które nie miało nic wspólnego ani z prawem Bożym, ani nawet ze słusznym prawem ludzkim. W pośpiechu, by jak najszybciej skazać Jezusa na śmierć i pozbyć się Go, kierowano się rzeczywiście „swoim” prawem: prawem samowoli, złośliwości, stronniczości. To w oparciu o to „własne” prawo nienawiści skazano niewinnego Syna Bożego na śmierć. A ponieważ nie dało się tego wykonać, dlatego zaprowadzono Go do Piłata, który – w przeciwieństwie do oskarżających Żydów – starał się Go uniewinnić. Nie to „prawo” samowoli miał na myśli Piłat, kiedy powiedział: „Weźcie Go wy i osądźcie według swojego prawa”.

58. Doznał niesprawiedliwości Ten, który przyszedł nas usprawiedliwić

Piłat powiedział: „Weźcie Go wy i osądźcie według swojego prawa. Odpowiedzieli mu Żydzi: Nam nie wolno nikogo zabić”. (J 18,30-31) Przywódcy żydowscy przyprowadzili niewinnego Jezusa do Piłata, żeby wydał na Niego wyrok śmierci. Ponieważ jednak sprawiedliwość wymagała uwolnienia człowieka niewinnego, dlatego, aby tak się nie stało, przedstawiono Jezusa namiestnikowi rzymskiemu jako „złoczyńcę”. Domagali się śmierci rzekomo w imię sprawiedliwości, jednak to ich mogła dosięgnąć sprawiedliwość Boża, a nawet ludzka, gdyby rzeczywiście była sprawiedliwością a nie jej karykaturą. To straszna scena: grzeszni Żydzi prowadzą Jezusa do grzesznego Rzymianina, aby wydał wyrok śmierci na niewinnego Syna Bożego. Prowadzą przed poganina Tego, który przyszedł na świat po to, by usprawiedliwić przez łaskę grzeszników, żeby mogli jako uświęceni wejść do nieba. Tej łaski usprawiedliwienia Jezus nieustannie udziela. Otrzymaliśmy ją w sakramencie chrztu. Jest przywracana w sakramencie spowiedzi, jeśli została utracona. Aby to Boskie usprawiedliwianie grzeszników przez Jezusa mogło się stale dokonywać, musiał On doznać wszelkiej niesprawiedliwości ludzkiej. Przyjął z poddaniem się Ojcu wszystkie oszczerstwa i fałszywe oskarżenia, które na Niego spadły. Odpłacił nam za nie „po Bożemu”, to znaczy miłością i darem, łaską usprawiedliwienia, udzielaną wierzącym w Niego. Wszystko przyjął, aby z nas, grzesznych ludzi, uczynić na zawsze swoimi przyjaciółmi, odrodzonymi potęgą Jego Ducha.

59. Pycha i nienawiść kierująca postępowaniem

„Weźcie Go wy i osądźcie według swojego prawa. Odpowiedzieli mu Żydzi: Nam nie wolno nikogo zabić”. (J 18,30-31) Wielkiego upokorzenia doznała pycha tych, którzy z nienawiści do Jezusa przyprowadzili Go do Piłata. Ubolewali nad tym, że sami nie mogli wydać wyroku skazującego go na śmierć, bez stawiania się przed pogardzaną władzą rzymską. Gdyby mogli sami skazać Jezusa na śmierć, to uczyniliby to i nie musieliby się upokarzać przed Piłatem. Upokorzyli się jednak, chociaż pycha była ich codzienny zwyczajnym pokarmem, którym odżywiali swoje poczucie wielkości we własnych oczach i w oczach ludu. Ich nienawiść do Jezusa była jednak tak wielka, że stanęli przed poganinem Piłatem, uznając z bólem urażonej pychy jego władzę. Ich nienawiść była tak wielka, że nawet ich wilka pycha nie powstrzymała ich od przyjścia do rzymskiego namiestnika. Równocześnie jednak ta sama pycha uniemożliwiała im przychodzenie do Jezusa, aby karmić się Jego nauczaniem. Ta wada rozbudzała w nich wstręt do Niego, do Jego nauczania; przeszkadzała im przyjęcie Go jako kogoś większego od nich i bardziej znaczącego niż oni: jako Syna Bożego lub przynajmniej jako wielkiego posłańca Bożego i oczekiwanego Mesjasza. (Więcej o pysze i jej wpływie na postępowanie tutaj)

60. Chwiejność zamiast zdecydowanego działania

„Weźcie Go wy i osądźcie według swojego prawa. Odpowiedzieli mu Żydzi: Nam nie wolno nikogo zabić”. (J 18,30-31) Piłat nie chciał się zajmować sprawą Jezusa, dlatego powiedział do Żydów: „Weźcie Go wy i osądźcie według swojego prawa”. Również później próbował zrzucić ciężar decyzji na innych, np. na Heroda, do którego Go odesłał. Piłatowi zabrakło zdecydowania. Miał od razu powiedzieć jednoznacznie, że niewinny człowiek musi być natychmiast puszczony wolno. Tego jednak nie zrobił i rezultat był, jaki był: zupełnie niewinny Jezus poniósł haniebną i bolesną śmierć na krzyżu. Tak się stało, gdyż brakło zdecydowanej obrony dobra i jednoznacznego przeciwstawienia się złu i niesprawiedliwości. To oprócz okrucieństwa oprawców było jednym z wielu powodów wielkiego cierpienia niewinnego Jezusa.

61. Niesprawiedliwość dotykający kochającego Boga

„Weźcie Go wy i osądźcie według swojego prawa. Odpowiedzieli mu Żydzi: Nam nie wolno nikogo zabić”. (J 18,30-31) Jezusa dotknęła niesprawiedliwość. Stał się jej ofiarą. Nie chodzi jednak tylko o niesprawiedliwość sądowniczą, chociaż i z tą się zetknął, lecz o niesprawiedliwość pojętą ogólnie jako niewłaściwy, niesprawiedliwy sposób odnoszenia się do Boga i do ludzi. Stwórca ciągle jest traktowany niesprawiedliwie, to znaczy w taki sposób, w jaki nawet stworzonego człowieka nie wolno traktować: z obojętnością, niechęcią, wrogością, bez wdzięczności, z niesłusznymi pretensjami. Z taką postawą ludzi od samego początku istnienia ludzkości spotykał się kochający Bóg. I właśnie tak zła postawa wobec Niego całej ludzkości stała się przyczyną śmierci Jezusa na krzyżu. On z miłości zniósł wszystko, aby dzięki Jego łasce człowiek stał się z grzesznika nowym stworzeniem; z istoty niesprawiedliwej – sprawiedliwą; z nieprzyjaciela – przyjacielem; z egoisty – kimś, kto naprawdę kocha.

62. Umarł tak, jak zapowiedział, przyjmując wszystkie cierpienia

„Weźcie Go wy i osądźcie według swojego prawa. Odpowiedzieli mu Żydzi: Nam nie wolno nikogo zabić. Tak miało się spełnić słowo Jezusa, w którym zapowiedział, jaką śmiercią miał umrzeć”. (J 18,30-32) Piłat chciał odesłać Jezusa do tych, którzy Go do niego posłali. To mu się jednak nie udało, gdyż Żydzi stwierdzili, że nie wolno im nikogo zabić. (por. J 18,30) Tak miały się spełnić słowa Jezusa, w których zapowiedział swoje wydanie w ręce pogan. Sprawdziła się zapowiedź wydarzeń, którą Jezus przekazał swoim uczniom przed przyjściem do Jerozolimy. „Potem wziął Dwunastu i powiedział do nich: Oto idziemy do Jerozolimy i spełni się wszystko, co napisali prorocy o Synu Człowieczym. Zostanie wydany w ręce pogan, będzie wyszydzony, zelżony i opluty; ubiczują Go i zabiją, a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Oni jednak nic z tego nie rozumieli. Rzecz ta była zakryta przed nimi i nie pojmowali tego, o czym była mowa”. (Łk 18,31-34) Spełniła się zapowiedź Jezusa, że zostanie wydany w ręce pogan, że dozna udręk fizycznych i psychicznych, takich jak wyszydzanie, lżenie, opluwanie, okrutne biczowanie, śmierć w męczarniach. Przyjął z góry te wszystkie cierpienia, aby nas uratować od wiecznego ognia piekielnego. Za to godzien jest najwyższej chwały, naszego dziękczynienia i uwielbiania słowami i czynami, które Mu się podobają i przynoszą Mu radość.

Przesłuchanie Jezusa przez Piłata

Wtedy powtórnie wszedł Piłat do pretorium, a przywoławszy Jezusa rzekł do Niego: Czy Ty jesteś Królem żydowskim?33 Jezus odpowiedział: Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?34 Piłat odparł: Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił?35 Odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd.36 Piłat zatem powiedział do Niego: A więc jesteś królem? (Odpowiedział Jezus:) Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.37 Rzekł do Niego Piłat: Cóż to jest prawda? To powiedziawszy wyszedł powtórnie do Żydów i rzekł do nich: Ja nie znajduję w Nim żadnej winy.38 Jest zaś u was zwyczaj, że na Paschę uwalniam wam jednego (więźnia). Czy zatem chcecie, abym wam uwolnił Króla żydowskiego?39 Oni zaś powtórnie zawołali: Nie tego, lecz Barabasza! A Barabasz był zbrodniarzem.40 (J 18,33-40)

63. Pierwsze pytanie Piłata

Pierwsze pytanie, które Piłat zadał Jezusowi, dotyczyło Jego władzy królewskiej: „Czy Ty jesteś Królem żydowskim?” Jezus w swoim nauczaniu nie przedstawiał siebie jako nowego króla Żydów. Unikał też prób ogłoszenia Go królem przez niektórych, jak to miało miejsce między innymi po cudownym nakarmieniu rzesz rozmnożonym chlebem. „Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.” (J 6,15) Jezus nie obwoływał się królem, nie chciał, aby to czyniono, dlatego zadał Piłatowi pytanie dotyczące tego, dlaczego pyta o Jegoi królewską władzę nad Żydami: „Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?” (J 18,34) Chciał go zapytać, kto wzbudził w nim zainteresowanie Jego władzą królewską,

63a. Król nad królami „Wtedy powtórnie wszedł Piłat do pretorium, a przywoławszy Jezusa rzekł do Niego: Czy Ty jesteś Królem żydowskim?” (J 18,33) Jezus nie wyglądał na króla, a jednak nim był. Więcej nawet, był królem w pełniejszym słowa znaczeniu niż ziemscy władcy, których nazywano królami. Nie miał żadnych ziemskich oznak królewskich, a jednak był i nadal jest Królem wiecznego królestwa. Jego potężne królestwo wydaje się niczym w oczach świata, niewrażliwego na wielkość tego co duchowe. I tak jest ze wszystkim, co należy do Bożej rzeczywistości: wydaje się małe i bez znaczenia dla ludzi zapatrzonych w bogactwa, ziemską sławę i potęgę; wielkie natomiast jest dla tych, którzy pozwolili Duchowi Świętemu uformować swoje myślenie, ocenianie i wartościowanie.

64. Król żydowski

„Jezus odpowiedział: Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?” (J 18,34) Taką odpowiedź dał Jezus Piłatowi na jego pytanie: „Czy Ty jesteś Królem żydowskim?” Chrystus wiedział, że „inni” to powiedzieli namiestnikowi rzymskiemu i że tymi „innymi” byli Jego rodacy. Żydzi, którzy Go przyprowadzili przed Piłata, mieli swój powód skazania Go na śmierć. Była nim ich zazdrość nienawiść, pycha. Takiego powodu nie mogli jednak przedstawić innym, dlatego poszukali jednego, który mógłby mieć znaczenie w oczach Żydów, i innego, który byłby ważny dla Rzymian. Tym powodem podawanym Żydom miało być rzekome bluźnierstwo, czynienie siebie przez Jezusa równym Bogu. Jednak ten argument miał swoją słabą stronę. O ile był ważny dla Żydów, to nie miał większego lub nawet żadnego znaczenia dla Rzymian, którzy wierzyli w wielu bogów, opisanych w ich mitologii. Dla Piłata, Rzymianina, oskarżanie Jezusa o to, że się uważa za „boga”, nie byłoby powodem do ukarania Go. Jako Rzymianin oswojony z mitologią mógłby nawet przyjąć za prawdę, że Jezus jest jednym z wielu „bogów”. Żydzi wiedzieli o tym, dlatego przed Piłatem musieli akcentować coś innego, to mianowicie, że Jezus jako ewentualny król żydowski stanowi zagrożenie dla Cezara i powinien być ukarany śmiercią. Namiestnik musiał się nasłuchać różnych opowiadań o Jezusie-królu żydowskim, dlatego usłyszał od Niego pytanie: „Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?” (J 18,34)

65. Jezus przeszkadzający zdeprawowanym przywódcom żydowskim

„Piłat odparł: Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił?” (J 18,35) To nie Rzymianie wydali Piłatowi Jezusa, lecz Jego naród i arcykapłani. Z pewnością rzymskie siły porządkowe przypatrywały się Jego działalności, jednak nie zauważyły w niej nic niepokojącego. Nie wzburzał rozruchów, nie chciał przejąć władzy. Był widoczny jak światło postawione na świeczniku, dlatego można było dobrze poznać Jego nauczanie i działalność. Rzymianie jednak nie doszukali się w Nim niczego niebezpiecznego dla siebie i swoich władz. Gdyby tak nie było, donieśliby o tym Piłatowi. Nic takiego jednak nie miało miejsca, dlatego namiestnik nic nie wiedział i zapytał samego Jezusa: „Coś uczynił?” Chciał się dowiedzieć od Niego o jakimś ewentualnym Jego przestępstwie. Inaczej było z duchowymi przywódcami żydowskimi. Ci od początku działalności publicznej Jezusa byli wobec Niego nieufni i złośliwi. Od razu wyczuwali w Nim swojego rywala, który mógł ich pozbawić autorytetu, demaskując ich obłudę i udawaną sprawiedliwość. I tak to nie okupanci rzymscy zaprowadzili do Piłata Jezusa, lecz Jego naród i arcykapłani. Arcykapłani żydowscy zaprowadzili przed władzę rzymską prawdziwego i jedynego Arcykapłana!

66. Co uczynił Jezus, że został wydany w ręce Piłata?

„Piłat odparł: Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił?” (J 18,35) Piłat zapytał Jezusa o to, co uczynił, że Jego naród i arcykapłani mu Go wydali. Pytanie było uzasadnione, bo żeby postawić kogoś przed znienawidzoną rzymską władzą, trzeba było mieć poważne powody. I one były. Zaliczała się do nich nienawiść do Jezusa, większa niż obrzydzenie, jakie w Żydach budziły rzymskie władze. Dlaczego został wydany? Na to pytanie Jezus nie udzielił Piłatowi odpowiedzi. Nie chciał kompromitować swoich rodaków przed Rzymianinem, chociaż na to zasługiwali. Zamiast dać odpowiedź na to pytanie Jezus nawiązał do pytania wcześniejszego, które zadał mu Piłat: „Czy Ty jesteś Królem żydowskim?” (J 18,33) Zaczął mówić o swoim duchowym królowaniu i królestwie.

67. Rozmowa Jezusa z Piłatem o królestwie

„Odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd. Piłat zatem powiedział do Niego: A więc jesteś królem? (Odpowiedział Jezus:) Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu. Rzekł do Niego Piłat: Cóż to jest prawda? To powiedziawszy wyszedł powtórnie do Żydów i rzekł do nich: Ja nie znajduję w Nim żadnej winy.” (J 18,36-38) Żydzi postawili Jezusa przed poganinem, aby Go osądził. Jednak i to wydarzenie zostało dopuszczone przez Boską Opatrzność. Przez nie Bóg dał Piłatowi szansę usłyszenia prawdy bezpośrednio z ust Syna Bożego, który jest Prawdą. I Jezus rzeczywiście zaczął przekazywać Piłatowi prawdziwe pouczenie o Swoim duchowym królestwie, które nie jest z tego świata; o tym królestwie, które może się pojawić także ma naszej ziemi, jeśli ludzie zaczną się kierować tą prawdą, o której przyszedł dać świadectwo. Co Piłat zrozumiał z pouczeń Jezusa o prawdzie i duchowym królestwie, trudno wywnioskować z jego zachowania. Zakończył bowiem rozmowę, stawiając pytanie: „Cóż to jest prawda?”. Już nie czekał na dalsze wyjaśnienia, które bez wątpienia otrzymałby od Jezusa. Zbawiciel bowiem zawsze odpowiadał na każde sensowne pytanie, chcąc każdego doprowadzić do poznania prawdy i do zbawienia. Nie mógł już tego jednak uczynić w odniesieniu do Piłata, bo ten przerwał rozmowę i wyszedł do Żydów, aby stwierdzić przed nimi, że nie znajduje w Jezusie żadnej winy.

68. Królestwo, które nie jest z tego świata

„Odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom.” (J 18,36) Nie było sług, którzy biliby się w obronie Jezusa, gdy Judasz przyszedł na czele kohorty, by Go pojmać i wydać Żydom. To nie żaden pogański Rzymianin, lecz najbliższy uczeń wydał Jezusa Żydom. Nie tylko nie stanął w Jego obronie, lecz przyprowadził do Niego ludzi, żeby Go pojmali. Jedynie Piotr usiłował Go obronić, odcinając mieczem ucho pierwszej osobie, która znalazła się w jego pobliżu. Żadna ziemska armia nie przyszła z pomocą Jezusowi, bo jej nie posiadał. I to właśnie Jezus przedstawił Piłatowi jako dowód, że nie knuje potajemnie, nie buduje ziemskiego królestwa, nie tworzy jego struktur, nie posiada swojego wojska ani nawet ochrony osobistej. Jasno przedstawił, że nie buduje jednego więcej z takich królestw, jakich wiele istniało na ziemi. A jednak jest królem. Temu nie zaprzeczył. Wyjaśnił jedynie, że Jego królestwo nie jest z tego świata. Nie powiedział też Piłatowi tego, że w Jego królestwie znajdują się tacy ludzie, jak Jego Matka, i że to oni są tam prawdziwymi „królującymi” przez swoją pokorę i miłość.

69. Teraz królestwo Chrystusa nie jest stąd

Jezus powiedział do Piłata: „Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd”. (J 18,36) Królestwo Chrystusa ma swoje korzenie w Bogu, w Trójcy Świętej, dlatego jest królestwem świętości, dobra, prawdy. Nie jest ze świata tak jak inne królestwa, w których szerzy się zło, przemoc, zakłamanie. Mówiąc, że „teraz” Jego królestwo „nie jest stąd”, Jezus nie wyklucza, że może ono kiedyś się tu pojawić. I faktycznie, to królestwo dobra przybliżyło się do nas z chwilą przyjścia na świat Tego, który jest Dobrem, Miłością, Prawdą. Próbowano i ciągle nadal próbuje się usunąć ze świata Jezusa, a wraz z Nim Jego królestwo, tworząc królestwa fałszu, zakłamania, podstępu i zła. Po części się to udaje, jednak potęga odradzania się Bożego królestwa prawdy i dobra jest większa niż moc powstawania królestw zła. Dobro i Prawda mają swoje korzenie w Bogu, dlatego nie da się ich usunąć całkowicie ze świata. Przeciwnie, dzięki potędze Chrystusa nastąpi kiedyś ich ostateczny tryumf.

70. Przekonanie Piłata o niewinności Jezusa

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu. Rzekł do Niego Piłat: Cóż to jest prawda? To powiedziawszy wyszedł powtórnie do Żydów i rzekł do nich: Ja nie znajduję w Nim żadnej winy.” (J 18,37-38) Gdy Jezus zaczął mówić o prawdzie, Piłat zakończył rozmowę. Przekonał się, że nie ma do czynienia z przestępcą, lecz z jakimś myślicielem, filozofem rozmiłowanym w roztrząsaniu różnych teoretycznych kwestii, takich jak definicja prawdy. Nie miał zamiaru dyskutować dalej z Jezusem na te tematy. Przerwał więc rozmowę i wyszedł do Żydów stwierdzając, że nie znalazł w Nim żadnej winy. Podkreślił: „żadnej”. Od początku aż do końca procesu był przekonany o całkowitej niewinności Jezusa, dlatego było czymś tragicznym wszystko, co się potem wydarzyło i zakończyło się zgodą na ukrzyżowanie Tego, w którym nie znalazł żadnej winy.

71. Człowiek, który „jest z prawdy”

Jezus powiedział Piłatowi: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37) Chrystus nie podał Piłatowi definicji prawdy, lecz pouczył go, jak się zachowują ludzie, którzy – jak to wyraził – „są z prawdy”. Tacy słuchają Jego głosu, bo wyczuwają w nim prawdę. „Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu” – wyjaśnił Zbawiciel. W słowach Jezusa skierowanych bezpośrednio do Piłata znajduje się głębokie pouczenie o stanie duchowym ludzi na całym świecie. Jedni „są z prawdy”, a inni – nie. Ci pierwsi mają wstręt do kłamstwa, krętactw, fałszu, nieuczciwej manipulacji, drugich natomiast to pociąga, a prawda – odpycha. Gdy ludzie, którzy „są z prawdy”, stykają się z nauczaniem Jezusa, słuchają go, bo wyczuwają w nim umiłowaną przez nich prawdę. Jest jednak na świecie jeszcze druga grupa, złożona z osób, które „nie są z prawdy”. W tych ludziach prawda się nie zakorzeniła głęboko lub wcale. Podążają oni za swoimi wymysłami zamiast za prawdą. Szukają takich nauk, które tolerują lub wręcz pochwalają ich złe postępowanie. O tych odwróconych od prawdy ludziach św. Paweł powiedział: „Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom”. (2 Tm 4,3-4) Tak się zachowują ludzie, którzy „nie są z prawdy”. Takie zjawisko obserwujemy również w naszych czasach. Szuka się nauk, które pochwalają lub przynajmniej tolerują zło, np. w imię wolności. Więcej jeszcze. Tworzy się prawa, które legalizują zło, czyli uznają je za coś nie tylko dozwolonego, lecz wręcz – dobrego.

72. Nie filozof, lecz Zbawiciel

„Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu. Rzekł do Niego Piłat: Cóż to jest prawda?” (J 18,37-38) Rozmawiając z Piłatem o prawdzie, Jezus nie chciał napełnić jego umysłu jakimiś teoretycznymi ideami, pojęciami, definicjami, jak to czyni wielu myślicieli i filozofów. Rozmawiał z nim o prawdzie, aby go pobudzić do słuchania Go, do przyjęcia Jego prawdziwej nauki; mówił o prawdzie¸ aby Go zbawić. Jezus nie był jakimś nowym teoretykiem, filozofem, lecz Zbawicielem. Piłat jednak nie zrozumiał zbawczych intencji Jezusa, o czym świadczy jego pytanie: „Cóż to jest prawda”. Nie zrozumiał, że Prawdą jest ten Skazaniec, który przed nim stoi. To nie oskarżających Żydów, lecz tej Prawdy powinien słuchać, a znajdzie się na drodze zbawienia, tak jak znaleźli zbawienie wszyscy, którzy w Niego uwierzyli, z Matką Najświętszą na czele.

73. Nie wywrotowiec lecz Zbawiciel.

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37) Rozmowa o prawdzie i o ludziach „z prawdy” pokazuje, że Jezusowi zależało nie na wybawieniu siebie od śmierci, lecz na zbawieniu wiecznym Piłata. On, jego więzień, był również jego Odkupicielem i Zbawicielem. Za zrządzeniem Opatrzności stanął przed nim, aby skłonić go do podążania za prawdą, którą głosi On, prawdziwy Król, a także za sumieniem, bo i ono jest głosem prawdy. Przez swoje słowa i zachowanie Jezus pokazał Piłatowi, że chociaż jest królem jakiegoś tajemniczego królestwa, to nie jest wywrotowcem, rewolucjonistą, politykiem. Stanął przez Piłatem jako jego Zbawiciel, który proponuje mu zbawienie. Dlatego mówił o prawdzie oraz o ludziach, którzy są „z prawdy” i słuchają Go.

74. Czy jestem „z prawdy”?

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37) Ciekawe, jaką odpowiedź daliby różni myśliciele, politycy, szerzyciele ideologii, a nawet teolodzy, gdyby zadano im pytanie, czy są ludźmi „z prawdy”, o których mówił Jezus Piłatowi. Jak by siebie ocenili? A jaką odpowiedź ja dałbym na to samo pytanie? Sam Jezus powiedział, kto rzeczywiście jest tym, który jest „z prawdy”. Takim człowiekiem jest ten, kto słucha Go nie tylko uszami, lecz przede wszystkim otwartym sercem. Jest człowiekiem „z prawdy” ten, kto układa swoje życie według Jego pouczeń i innym pomaga uczynić to samo. Jest rzeczywiście „z prawdy”, gdyż Chrystus jest Prawdą, jak to powiedział: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”. (J 14,6) Kto na Nim, jak na skale buduje swoje życie, ten jest „z Prawdy”.

75. Złudzenie, że jest się człowiekiem „z prawdy”

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37) Dzieje się tak wtedy, gdy ktoś nie słucha Chrystusa, a nawet Go zwalcza lub rozszerza nauki inne niż Jego Ewangelia. A takich ludzi, niestety, nie brakuje. Jedni walczą z Jezusem otwarcie, inni – ukrycie, przez rozszerzanie nauk i praktyk niezgodnych z Ewangelią, przez demoralizowanie obleczone w atrakcyjne hasła. Ludzie, którzy odeszli od tej Prawdy, którą jest Chrystus, uderzają w tych, którzy trwają przy Nim, bo „są z prawdy”. Pragną ideologiami o pozorach postępowości zaatakować dzieci, młodzież i nierozważnych dorosłych. Pod osłoną szerzenia wolności w różnych dziedzinach, także w sferze moralnej, oszukują, bo nie są ludźmi zakorzenionymi w prawdzie, żyjącymi prawdą, którą jest Chrystus i Jego Ewangelia. Nie jest z prawdy ten, kto propaguje lub nawet tylko popiera w swoim sercu postępowanie niezgodne z Ewangelią.

75a. Życie zgodne lub niezgodne z nauczaniem Jezusa

„Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37). Nie tylko go słucha i nim się fascynuje – np. studiując nauki biblijne, teologię, czytając różne książki i czasopisma teologiczne – lecz żyjąc według niego. U chrześcijan jednak (i nie tylko u nich) istnieje pewne rozdwojenie, występujące w mniejszym lub większym stopniu. Jest nim rozdwojenie między wiedzą i postępowaniem. Te dwie dziedziny uniezależniają się jedna od drugiej. Ktoś może być znawcą nauk biblijnych i nie żyć w pełni według nauki Jezusa, bo jest np. zarozumiały, pogardza innymi, mniej wykształconymi od siebie. To rozdwojenie istnieje w każdym z nas bez wyjątku. Dlatego św. Paweł nie wahał się w imieniu każdego z nas napisać: „...łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie”. (Rz 7,18) „Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach”. (Rz 7,22-23) Ponieważ opisany stan jest powszechny, dlatego każdy z nas powinien się zwrócić do Jezusa, który potrafi nas doprowadzić do duchowej harmonii. Wierząc głęboko w Bożą moc, św. Paweł zakończył swoje rozważania dziękowaniem Bogu. Napisał w imieniu każdego z nas: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!” (Rz 7,24) Tylko moc Boża potrafi nas tak umocnić, byśmy nie ulegali presji wad i nałogów, które św. Paweł nazwał „ciałem” przeciwstawiającym się naszemu „duchowi”. Nasz ludzki „duch” powinien się podporządkować Jezusowi Chrystusowi i Boskiemu Duchowi Świętemu, a wtedy będzie miał moc ciągłego przeciwstawiania się złu, które atakuje nas na różne sposoby; temu złu, które usiłuje uderzyć w nas od wewnątrz lub od zewnętrz – przez ludzi i różne okoliczności życia.

76. Dawać świadectwo o prawdziwym dobru

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37) Syn Boży przyszedł na świat, aby zaświadczyć o prawdzie. Przyszedł, aby pouczyć i pokazać swoim życiem, co naprawdę jest dobre. Świadectwa ludzi autentycznie dobrych potrzebujemy nieustannie, gdyż dobro jest nieraz mylone ze złem. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy czynienie dobra wiąże się z wysiłkiem, trudem, poświęceniem, wyrzeczeniami na rzecz innych, a czynienie zła bywa łatwe i przynosi chwilową przyjemność. Łatwo ulec błędowi, że to co trudne jest złe, a co sprawia przyjemność – zawsze dobre. Jezus dał świadectwo o tym, że takie życie jak Jego, zgodne z wolą Ojca, pełne ofiar dla innych i zakończone śmiercią męczeńską nie jest złem, lecz największym dobrem. Pozornie przegrane ludzkie życie Jezusa stało się błogosławieństwem dla całego świata, bo przyniosło mu zbawienie. Było zatem dobre dla Niego i dla nas. Chrystus dał świadectwo o tym, że pełne miłości i poświęcenia się dla innych życie nie jest złem, lecz wielkim dobrem zarówno dla tego kto postępuje ofiarnie jak i dla bliźnich, których ponoszone ofiary ubogacają, leczą uzdrawiają, umożliwiają osiągnięcie zbawienia.

77. Świadectwo o prawdziwej Miłości Bożej

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37) Przez swoje przyjście, nauczanie, a przede wszystkim przez swoją śmierć na krzyżu Jezus dał świadectwo o prawdziwości, czyli autentyczności Bożej miłości do nas. Musiał dać to świadectwo, gdyż dla nas, ludzi egoistycznych, wielkość tej miłości jest niewyobrażalna. Każde nasze najwznioślejsze wyobrażenie o niej przedstawia ją tak małą jak ziarnko piasku w porównaniu z potężnym łańcuchem górskim, zanurzonym wierzchołkami w chmurach i rozciągającym się na całej długości horyzontu. Tę miłość zna Syn Ojca, przez Niego odwiecznie zrodzony, i przyszedł dać o niej świadectwo. Chciał, abyśmy poznali fundamentalną dla nas prawdę, tę mianowicie, że Bóg nas kocha, pomimo naszej grzeszności, obojętności i często otwartej wrogości wobec Niego.

78. Świadek prawdy o życiu wiecznym

Na kilka godzin prze swoją śmiercią Jezus powiedział do Piłata: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37) Jezus wiedział, że za kilka godzin umrze na krzyżu. Da jednak świadectwo nie o unicestwieniu lecz o życiu, które się rozpoczyna po śmierci. Dusza bowiem nie umiera, a ciało ludzkie zostanie wskrzeszone w dniu ostatecznym. Są jednak ludzie, którzy mówią, kwestionując wiarę w życie po śmierci: „Kto tam był, żeby nam powiedzieć, co tam jest?”, i żyją tak, jakby nikt nie miał ponieść konsekwencji za swoje czyny dokonane za życia ziemskiego. Ze względu na takich ludzi potrzebne było świadectwo Jezusa o prawdzie dotyczącej istnienia i losu człowieka po śmierci. On, Syn Boży, dobrze wie, że ludzkie życie zmienia się, ale się nie kończy w momencie śmierci. Trwa nadal, bo ludzkie „ja” zostało stworzone przez Boga jako duchowe i nieśmiertelne. Nadal istnieje po śmierci, ma świadomość, wszystko odczuwa. Z tego powodu przeżywa szczęście zbawienia albo przemijające cierpienie oczyszczenia lub wieczny ból ognia piekielnego. Jezus, Syn Boży, przyszedł na ten świat, aby dać świadectwo o prawdzie dotyczącej życia po śmierci. Dał o nim świadectwo, aby pobudzić nas do takiego dobrego postępowania, które będzie kroczeniem wąską drogą zbawienia, prowadzącą do nieba (por. Mt 7,14). (Więcej o życiu i losie po śmierci tutaj)

78a. Świadek prawdy o prawdziwych konsekwencjach naszego postępowania na ziemi

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37) Można się spotkać z różnymi fałszerstwami dotyczącymi losu ludzkiego po śmierci. Jedni negują istnienie człowieka, gdy kończy się jego życie na ziemi, inni natomiast zaprzeczają zróżnicowanemu losowi po śmierci, nie wierząc w piekło. Jeszcze inni przedstawiają niebo jako niezwykle nudne, a piekło – jako miejsce pełne atrakcji. Syn Boży, Świadek prawdy, nie pozostawił nas w niewiedzy. Pouczył o tym, że nasze życie nie kończy się z chwilą śmierci. Przeciwnie, rozpoczyna się istnienie bez końca: dla jednych w wiecznym szczęściu, a dla innych – w cierpieniach wiecznego ognia piekielnego (por. Mt 18,7-8). Tą ostatnią karą Jezus zagroził zwłaszcza tym, którzy demoralizują dzieci. Jako ten, który przyszedł dać świadectwo prawdzie, powiedział: „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza”. (Mt 18,6) Jezus nie nauczał tak, by się komuś przypodobać. I dzisiaj Jego pouczenie o konsekwencjach powszechnego demoralizowania dzieci – często dobrze zakamuflowanego – brzmi z całą swoją mocą, bo jest absolutnie prawdziwe. Groźba Jezusa jest prawdziwa bez względu na to, czy się nią ktoś przejmuje lub ją lekceważy; bez względu na to, czy ktoś w nią wierzy czy nie; bez względu na to, czy ktoś ją traktuje poważnie lub sobie z niej kpi. Groźba ta, ponieważ jest prawdziwa, spełni się na pewno, jeśli ktoś nie zaprzestanie swojej deprawujące działalności, nie zacznie za nią przepraszać Boga i nie zmieni się w kogoś, kto troszczy się o prawdziwe dobro małoletnich. Groźba spełni się bez względu na to, jak potężne są ukryte organizacje i moce, które kierują deprawowaniem dzieci na całym świecie. „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza”. (Mt 18,6) Te prawdziwe słowa Jezusa na zawsze pozostaną aktualne.

79. Stać się w Duchu Świętym, wraz z Chrystusem, świadkiem prawdy

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37) Jezus był świadkiem prawdy, bo ją przedstawił w swoim nauczaniu i w swoim postępowaniu. Ukazał w swojej Ewangelii i w sobie samym Boga prawdziwego; pouczył o prawdziwym dobru i prawdziwym złu; ukazał w sobie prawdziwe dobro; przekazał nie wymyśloną przez kogoś, lecz prawdziwą naukę o losie człowieka po śmierci. Nie da się ludzkimi słowami wyrazić całej prawdy, o której zaświadczył Jezus swoim słowami i swoim życiem, a mimo to mamy się stać i my jej świadkami. Stanie się to możliwe, jeśli pozwolimy działać w nas Jezusowi i Duchowi Świętemu, który jest Duchem Prawdy. Ten Duch nas o wszystkim pouczy i kiedy to będzie potrzebne, przypomni nam nauczanie Jezusa, wielkiego Świadka Prawdy, który przyszedł na ten świat, aby dać o niej świadectwo. Duch Święty współdziała z Jezusem Chrystusem w świadczeniu o prawdzie. Również nas do tego uzdalnia. Jezus powiedział: „Gdy jednak przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku”. (J 15,26-27)

79a. Świadectwo o prawdzie dawane życiem

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37). Najważniejsze w dawanie świadectwa prawdzie przez Chrystusa było nie tylko to, że zawsze mówił prawdę, ale że swoim postępowaniem ją ukazywał. I tak nie tylko pouczał, jak trzeba żyć, aby dojść tak jak On do zmartwychwstania chwały i do nieba, lecz to pokazał całym swoim życiem, którego uwieńczeniem był chwalebne zmartwychwstanie i wstąpienie w swojej ludzkiej naturze do Ojca. Nie tylko pouczał, jak się naprawdę czci Ojca niebieskiego, lecz pokazał tę cześć całym swoim życiem, które było wypełnianiem Jego woli. Nasze życie, podobnie jak życie Jezusa, powinno być ukazywaniem prawdziwej miłości do Boga i do człowieka; powinno być pokazywaniem prawdziwego dobra i stałym pouczaniem otoczenia, jak żyć, aby osiągnąć zbawienie.

79b. Świadek prawdy o złośliwości szatana i tragedii piekła.

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37) Jezus ukazał złe duchy jako prawdziwych wrogów człowieka. Niektórzy ludzie usiłują pozyskać szatana przez sprzymierzenie się z nim, przez służenie mu w nadziei, że w zamian otrzymają jego pomocy i potęgę. Mogą ją faktycznie otrzymać, ale tylko na ziemi i na jakiś czas, gdy będą użyteczni dla działań piekła na tym świecie. W końcu jednak upadłe duchy uczynią to, co zawsze czynią swoim sprzymierzeńcom: odwrócą się od nich, bo ich nienawidzą, i zaczną ich dręczyć na różne sposoby. Wielu przez nie zwiedzionych nie zdaje sobie z tego sprawy, dlatego Jezus dał jasne świadectwo o złych działaniach szatana. Odrzucił po czterdziestodniowym poście jego pokusy, bo wiedział, że są namawianiem Go do wielkiego zła. Dał świadectwo prawdzie nazywając diabła ojcem kłamstwa i zabójcą. Powiedział o nim: „Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa”. (J 8,44) Aby poznać prawdziwe upodobania złych duchów, wystarczy popatrzeć na ludzi opętanych, na różne obozy koncentracyjne, ubeckie i inne więzienia i katownie. Są one nikłym obrazem piekła, nikłym dlatego że w najgorszych obozach i więzieniach można było spotkać przynajmniej jakiegoś jednego współwięźnia współczującego i życzliwego. W obozach hitlerowskich bywali heroiczni święci. Czegoś takiego nie ma w królestwie szatana, w piekle. Tam panuje tylko i wyłącznie nienawiść wszystkich do wszystkich. Kto tam wchodzi, słyszy zapewnienie wszystkich potępionych: „Teraz poznasz na zawsze naszą nienawiść, nienawiść całego piekła”. Chrystus, Świadek prawdy, zdemaskował tę smutną rzeczywistość, która czeka na zawsze tych, którzy odrzucili ze swojego życia Tego, który jest Miłością, i Jego prawo miłości, dobroci i serca. Przyjście nie kogoś innego lecz samego Syna Bożego na świat i Jego śmierć na krzyżu dla naszego zbawienia świadczy, jak potworne jest piekło, które czekałoby każdego człowieka, i jak wielkie jest miłosierdzie Boga i Jego litość.

79c. Świadectwo o prawdzie, chroniące nas przed podążaniem za złudnym dobrem

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37) Dając świadectwo o prawdzie Jezus ustrzegł nas od podążania za złudnym dobrem, takim jak np. za wolnością rozumianą jako samowolę wobec prawa Bożego, sumienia, zasad moralnych, praw innych ludzi, prawa naturalnego. Uczył, że mamy formować swoje postępowanie zgodnie z wolą kochającego Ojca, a nie pobłądzimy i osiągniemy prawdziwą wolność dzieci Bożych, w której nie ma rozpowszechnionego zniewolenia przez wady, nałogi i różne złe przyzwyczajenia. Na pewno nie błądzi i nie podąża za złudnym dobrem ten, kto ufa Bogu i opiera swoje życie na Jego prawie.

78d. Świadek prawdy, chroniący nas przed nieprawdą

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. (J 18,37) Każdemu człowiekowi w różnym stopniu grozi to, że coś, co ma pozory prawdy, przyjmie za prawdę. A takimi pozornie prawdziwymi są liczne nauki, filozofie, ideologie, przedstawiane w atrakcyjny sposób, bazujący na emocjach. Jako prawdziwe przedstawiają się też różne sekty religijne. Także coś szkodliwego, czyli złego, nieraz jest przedstawiane jako dobro, np. nieskrępowana wolność, która nie liczy się z prawami drugiego człowieka a nawet z nim samym. Chrystus, Odwieczne Słowo, jest z nami, aby nas chronić od zła, którym są zwodnicze nieprawdziwe doktryny. Nie ulegnie im ten, kto słucha Jesusa, wierzy Mu. Dzięki Chrystusowi działa również potężnie Duch Święty. Jednym z Jego darów jest dar rozeznania. Pozwala on odróżnić fałszywe nauki, mające źródło w kłamstwach piekła, od nauk prawdziwych, powstałych dzięki Niemu, Duchowi Prawdy.

80. Niewinny Jezus odrzucony, a winny Barabasz ułaskawiony

"Rzekł do Niego Piłat: Cóż to jest prawda? To powiedziawszy wyszedł powtórnie do Żydów i rzekł do nich: Ja nie znajduję w Nim żadnej winy. Jest zaś u was zwyczaj, że na Paschę uwalniam wam jednego (więźnia). Czy zatem chcecie, abym wam uwolnił Króla żydowskiego? Oni zaś powtórnie zawołali: Nie tego, lecz Barabasza! A Barabasz był zbrodniarzem". (J 18,38-40) Piłat stwierdził, że nie znajduje winy w Jezusie. Stwierdził to publicznie. Chciał Jezusa uwolnić i myślał, że uda mu się to uczynić w taki sposób, który zadowoli wszystkich. Był przekonany, że wszyscy opowiedzą się za uwolnieniem nie zbrodniarza Barabasza, lecz niewinnego Jezusa. Pomylił się, zadając pytanie: „Czy zatem chcecie, abym wam uwolnił Króla żydowskiego?” Nie przewidział odpowiedzi, jaką otrzyma od zmanipulowanego przez zawziętych przywódców tłumu. Nie potrafił się już wyplątać ze zła, w które został wmieszany, tak jak Ewa w raju nie potrafiła się powstrzymać od upadku, bo rozpoczęła dialog z przebiegłym, złym i zakłamanym wężem.

81. Degradacja człowieka odrzucającego łaskę

Piłat zapytał: „Czy zatem chcecie, abym wam uwolnił Króla żydowskiego? Oni zaś powtórnie zawołali: Nie tego, lecz Barabasza! A Barabasz był zbrodniarzem”. (J 18,39-40) Ta smutna scena pokazuje, jak zachowuje się człowiek, który poddał się wpływom szatana, uległych mu sług i emocjom, zamiast kierować się łaską i światłem Ducha Świętego. Gdy człowiek podda się złym wpływom, popiera zło zamiast dobra; występuje przeciw dobru zamiast przeciwko złu. Uległy złym wpływom tłum wystąpił przeciw Jezusowi, który zawsze czynił dobro i głosił tylko prawdę. Barabasz był mordercą, dopuścił się zbrodni, a mimo to tłum opowiedział się za ułaskawieniem go. Odrzucając Jezusa, Prawdę i światło Ducha Świętego, tłum zaczął się pogrążać w mrokach zła, które przeciwstawia się dobru i zwalcza je. Wraz z przywódcami żydowskimi stał się obrońcą zła, a wrogiem dobra. Tak zawsze dzieje się z każdym człowiekiem, który opiera się wewnętrznie łasce.

82. Każdy może się zdeprawować lub uświęcić

Piłat zapytał: „Czy zatem chcecie, abym wam uwolnił Króla żydowskiego? Oni zaś powtórnie zawołali: Nie tego, lecz Barabasza! A Barabasz był zbrodniarzem”. (J 18,39-40) Można się spotkać z opinią, że niektóre narody są gorsze od innych, zdolne do wszelkich zbrodni, a inne – nie. Czy to prawda? Otóż jeśli zostały przepojone chrześcijaństwem i dobre zwyczaje się przyjęły, to może jest w nich mniej różnych zbrodni i zła. Jednak nie wynika to z jakieś wyjątkowej naturalnej dobroci ludzi, lecz z tego, że całe pokolenia formowały się na słowie Bożym, które było przekazywane nowym pokoleniom. Jednak historia uczy, że nawet w krajach, w których było mocno zakorzenione chrześcijaństwo, pojawiali się przywódcy-zbrodniarze, którzy porywali za sobą innych. Podobnie było w narodzie, który przez wieki był formowany przez Boże przykazania i dodatkowo jeszcze przez samego Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Pomimo tych wyjątkowych łask naród ten odwrócił się od Jezusa i głosem tłumu oraz swoich duchowych przywódców domagał się uwolnienia zbrodniarza Barabasza zamiast niewinnego Zbawiciela świata. Jeżeli ktoś odrzuci łaskę Bożą, to bez względu na swoją narodowość i obywatelstwo zdeprawuje się. I przeciwnie, ten kto łaskę przyjmuje, uświęca się podobnie jak Maryja, która nie zmarnowała żadnego daru Bożego, pomagającego Jej nie grzeszyć i żyć święcie.

83. Symboliczny Barabasz

„Nie tego, lecz Barabasza! A Barabasz był zbrodniarzem”. (J 18,40) Wybór Barabasza zamiast Jezusa jest obrazem tego, co dzieje się w życiu jednostek, rodzin, narodów. Bóg Wcielony, nasz Zbawiciel jest odrzucany całkowicie lub na jakiś czas, a Jego miejsce zajmuje jakiś Barabasz, czyli jakieś zło, które zostało wybrane świadomie i dobrowolnie zaakceptowane.

84. Przeciwstawianie się dobru i popieranie zła

„Nie tego, lecz Barabasza! A Barabasz był zbrodniarzem”. (J 18,40) Pośród domagających się uwolnienia Barabasza i skazania Jezusa mogli być ludzie, którzy – przekonani o swojej sprawiedliwości – mówili sobie, że nigdy nie zdradzą Boga, że nigdy nie będą popierać zła, że będą się zawsze opowiadać za sprawiedliwością i dobrem. Jeżeli tacy ludzie tam byli i domagali się uwolnienia Barabasza zamiast Jezusa, to wykazali swoim postępowaniem, że wbrew dobrym mniemaniom o sobie, nie stoją zdecydowanie po stronie dobra i nie przeciwstawiają się złu. Może i ja należę do ludzi, którzy uważają się za stojących zdecydowanie nie po stronie zła lecz dobra. Jeśli tak, to warto się zastanowić, czy w moim życiu nie ma wyjątków od tej zasady.

85. Ja bym się tak nie zachował

„Nie tego, lecz Barabasza! A Barabasz był zbrodniarzem”. (J 18,40) Wybór Barabasza zamiast Jezusa zadziwia lub nawet oburza. Może myślimy, że gdybyśmy byli na miejscu Żydów, nigdy byśmy się nie zachowali tak jak Oni, odrzucając Jezusa a wybierając Barabasza. Może nie, a może tak. Nie wiadomo, bo nawet Piotr, apostoł Jezusa, nie zdawał sobie sprawy ze swojej słabości i z tego, że był zdolny zaprzeć się Go. To ryzykowne mówić: „Ja nigdy nie...”, gdyż na płaszczyźnie duchowej często dokonuje się coś podobnego do tego, co miało miejsce przed Piłatem: wyklucza się z własnego życia Chrystusa, a stawia się na Jego miejsce jakiegoś „Barabasza” lub jakiegoś bożka, który się staje naszym panem. Taka sytuacja może się pojawić na jakiś czas, ale może się również utrwalić na całe życie, a nawet na całą wieczność, zamieniając się po śmierci w wieczne piekło. Ono jest skupiskiem istot, które wykluczyły ze swojego życia Boga, Jezusa Chrystusa, a na Jego miejsce postawiły jakiegoś „Barabasza”, czyli swoje „ja” i zło, któremu służą ze ślepym oddaniem.

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski



Tytuły rozważań